co się ze mną dzieje??????

06.04.04, 16:43
Witam wszystkie macoszkismile
Przeglądam Wasze forum od jakiegoś czasu i próbuję sobie odpowiedzieć na
trudne pytanie:dlaczego nadal nie moge przekonac się do dziecka mojego M.???
Otóż jestem w związku z M. już przeszło 2 lata,3 miesiące temu urodziła się
nam córeczka,mamy zamiar niedługo się pobrać.Od początku wiedziałam o jego 7-
letniej córce i w pełni to akceptowałam-do czasu gdy zaszłam w ciążę...
Wtedy zaczął się prawdziwy koszmar.Ja miałam huśtawki nastrojów,a mój M.
postanowił przyprowadzic tamto dziecko do naszego domu.Nie mogłam tego
znieść,robiłam wszystko,żeby jej unikać.Podobno kobiety w ciąży
drażnią "obce" dzieci,więc zwaliłam to na hormony.Tylko,że ten stan wcale się
nie zmienia i strasznie mnie to przeraża.Jestem zazdrosna o kazde ich
spotkanie,wydaje mi się,że M. spędza więcej czasu z córką niż z nami.Nie
wyobrażam sobie co będzie,gdy znów ją przyprowadzi...Dodam,że relacje z
rodzicami M. i jego ex są kiepskie,dziadkowie do tej pory nie widzieli
małej.Przez to są ciągłe awantury w domu,o mały włos nie doszłoby do
rozstania.Nie wiem,jak mam pozytywnie myśleć o tamtym dziecku i zmienić do
niego nastawienie.Może macie jakieś rady,już sama gubię się w tym wszyskim.
Załamana nutkaz
    • bejbiko Re: co się ze mną dzieje?????? 06.04.04, 17:04
      gdybyś poczytała moje wypowiedzi to miałabyś wrażenie, że nasze sytuacje są
      bardzo podobne. Ja jestem z M ponad trzy lata, mamy 7 - miesięcznego synka, w
      lipcu bierzemy ślub. Szczęśliwa udana rodzinka ...ale jest jeszcze jego 12 -
      letni syn. I wcześniej wszystko było inaczej. Byliśmy szczęśliwą rodzinką.
      Bardzo się starałam, żeby jego syn mnie polubił, bo to fantastyczny chłopiec.
      Udało się. Byliśmy jak najlepsi kumple, czasem M był zazdrosny o nasze
      kontakty.... planowaliśmy dziecko, zaszłam w ciążę.... i o jej! świat wywrócił
      mi się do góry nogami. Liczyła się tylko nasza rodzinka, powoli odsuwałam syna
      M od tej całej sytuacji.... też zwalalam na hormony! Nie byłam wredną macoszką,
      ale poprostu ustawiałam wszystko tak, żeby M rozgraniczał te dwie sytuacje:
      wysyłałam go z synem na wakacje, sama nie chciałam jechać, ale potem wymuszałam
      żeby następny tydzień spędzał tylko ze mną... wysyłałam ich do kina, ale
      następny weekend był tylko nasz... nie jestem zazdrosna o jego syna. Bardzo go
      lubię, ale jak jest "jego weekend" to spotykam się z koleżankami, jadę ze swoim
      synkiem na spacer.... daję M i jego synowi cały ten czas i liczę na to, że za
      tydzień tyle samo czasu poświęci naszemu synkowi.....
      A najlepsze jest to, że ja to rozumiem.... robię źle, bo jego syn był dla mnie
      ważny, ja dla niego też i to się zmieniło, dzieciak to czuje i chyba mu
      przykro. Rozumiem i muszę to zmienić. Ale jeszcze nie czuję się dobrze w
      sytuacji kiedy M ma obok dwóch synów, bo oceniam ile czasu poświęca kaZdemu,
      jaki ma do nich stosunek, kiedy obaj marudzą to którego pocieszy.. wydaje mi
      się, że jak jest u nas jego syn to zmienia się stosunek M do naszego, nie
      pokazuje przy swoim dziecku, jak bardzo kocha niemowlaka.. może nie chce ranic
      uczuć starszego..... uważam, że jest niesprawiedliwy, oszukuje..... więc
      rozgraniczam te dwie rodziny! nic nie poradzę.... jestem tylko matką
      • lara27 Re: co się ze mną dzieje?????? 07.04.04, 17:14
        Ale mnie nastraszyłyście... Ja dopiero planuję zajście w ciążę a tu proszę
        hormony szaleją, aż się boję co będzie w mojej rodzince, pewnie nie będę
        wyjątkiem, choć chciałabym uniknąć wielu konfliktów.
        Bejbiko w tej chwili mam podobne relacje jak Ty z synem M napisz mi jakich
        błędów byś nie popełniła patrząc na te problemy z perspektywy czasu - już to
        przerabiałaś a mnie to czeka...
        Pozdrawiam kochane Macoszki!
        lara27
      • owita Re: co się ze mną dzieje?????? 12.04.04, 14:11
        moja sytuacja jest troche tylko podobna do twojej, ale na pewno jest mi ciezko,
        chociazmoge powiedziec, ze przeciez od samego poczatku wiedzialam co robie.....
        moj M ma trojke dzieci z poprzedniego zwiazku, jago ex czula sie bardzo
        pokrzywdzona (miala tez takie prawo)i doila nas wszystko co sie dalo, moj M
        oddawal jej cala swoja pensje, zylismy tylko z mojej duzo skromniejszej... (nie
        byly przysadzone alimenty, oni dogadali sie miedzy soba)wynikalo to chyba z
        tego ze moj M czul sie winny, ale ja nie moglam na to dluzej pozwolic, bo po
        roku bylo jej malo i chciala jeszcze wiecej. My tzn "nowe zony" jestesmy niby w
        lepszej sytuacj bo to przeciez ta ex jest biedna i pozostawiona , ale wszystko
        ma swoje granice. Mi jest o tyle ciezko, ze mieszkamy poza granicami kraju i
        jestem tu zupelnie sama M duzo wyjezdza sluzbowo, z dziecmi spedza kazde ferie
        w gorach,przyjezda(jezeli nie moze to dzwoni)na urodziny, utrzymuje z nimi
        staly kontakt. wiem ze nie zastapi to im ojca, ale czy ja za ich decyzje musze
        tak placic? razem jestem od pieciu lat, mamy syna (19 m-cy)i od 10-ciu m-cy
        mieszka z nami najstarszy syn mojego M. w ciagu dwuch lat stalam sie z wesolej
        nie zaleznej dziewczyny stara matka i jeszcze starsza kobieta, moj swiat
        wywrocil sie do gory nogami, z synem M dogadujemy sie bardzo dobrze, ale caly
        czas balansujemy na cienkiej linie, gdzie moge uslyszec - nie jestes przeciez
        moja matka... roznica miedzy nami wynosi 15 lat - za malo zeby byc dla niego
        jak matka, za duzo na kolezanke. Na poczatku gdy u nas byl staralam sie
        ograniczyc z czulosciami do mojego synka, bo myslam ze moze byc mu przykro, al
        sie opamietalam, przeciez nie moge jeszcze za ta cala sytuacje karac wlasnego
        dziecka..
        moze by mi bylo latwiej, gdy bym tu miala swoja rodzine, moich przyjaciol- ale
        to tez tylko gdybanie.
        a tak naprawde sama nie wiem co sie ze mna dzieje, czuje sie jak ptak zamkniety
        w klatce, a najgorsze jest to, ze ta klatke, w jakis sposob samam sobie
        nalozylam
        moze jest ktos w podobnej sytuacji, kto nie zatracil jeszcze optymizmu, bo moj
        gdzies podrodze mnie oposcil
        • justus100 Do Owity 15.04.04, 09:57
          Nie jestem w podobnej sytuacji ale wiem już doskonale, że najważniejsze w życiu
          jest dogodzić...sobie. Nie ważne, co czuje syn i pozostałe dzieci Twojego męża.
          Ważne, żeby Tobie było wygodnie w Twoim związku. Tak jak napisałaś, że nie
          możesz Swojego dziecka karać za to, że mąż ma przeszłość i nie okazywać mu
          czułości, kiedy tamto dziecko jest w pobliżu. Zacznij egzekwować od męża żeby
          zaczął się z Tobą liczyć. Teraz, z perspektywy tego przez co przeszłam, widzę,
          jaka jestem odważna i że wielu macochom tego brakuje. Siedzą cicho w kącie a
          ich partner/mąż z jednym albo kilkoma garbami w postaci dzieci z poprzedniego
          związku rozkazuje i dogadza. Chwileczkę, to on spieprzył sobie życie. Naszego
          nie musi. Jak ma już zobowiązania to jego OBOWIĄZKIEM jest tak manewrować
          międzi bachorami a nową partnerką, żeby JEJ było dobrze w takim układzie. Jak
          chce się bawić w dobrego tatusia to niech poświęci się dzieciom i o
          spódniczkach nie myśli.

          Ale się rozpisałam. W każdym razie chciałam Cię jakoś pocieszyć i zachęcić do
          egoizmu- to dobra cecha, zakładając, ze chcesz to życie przeżyć po swojemu a
          nie tak, jak każą Ci cudze dzieci i facet, który na dobrą sprawę przysparza Ci
          dużo nieszczęścia i smutku.
          Pozdrawiam gorąco
    • mkatarynka.edziecko Re: co się ze mną dzieje?????? 06.04.04, 17:58
      Wiesz, nutko, ja jednak sądzę, że to SĄ hormony. Dzidziuś urodził się Wam
      niedawno. Trzy miesiące to za mało czasu na uspokojenie hormonów po ciąży. Wiem
      to po sobie smile. Ja też mam trzymiesięczną córeczkę i dokładnie to samo dzieje
      się ze mną co z Tobą. Na dodatek jest to dokładnie to samo co przy pierwszym
      moim dziecku - Patryku. Z tym, że u mnie raczej nie ma zazdrości o czas męża
      poświęcony jego córce a chodzi bardziej o zazdrość o moje dzieci smile. Dziwnie to
      zabrzmi ale jak się urodził Patryk to byłam o nie go strasznie zadrosna - nie
      chciałam, żeby Ola miała z nim cokolwiek wspólnego. A ona chciała go nosić na
      rękach, karmić deserkami, wozić w wózku, zapinać w foteliku samochodowym. W
      każdej takiej sytuacji szlag mnie trafiał, krew się we mnie burzyła i
      nienawidziłam jej (TAK!) całym serecem. Powiem Ci, że moja niechęć dotyczyła
      wszystkich osób, które zbliżały się do dziecka włącznie z moją mamą (poza moim
      mężem oczywiście) ale w odniesieniu do Oli miało najbardziej burzliwy przebieg.
      Uspokoiło się dopiero mniej więcej po roku. Ale zaraz potem zaszłam w następną
      ciążę i sytuacja się powtarza z tym, że dotyczy Urszulki. Może już nie w takim
      nasileniu bo uwaga wszystkich podzielona jest teraz na naszą dwójeczkę a ja
      jednak muszę korzystać z pomocy przy opiece nad dziećmi. Poza tym teraz już
      wiem, że to przejdzie.
      Dla Ciebie to jest wciąz nowa sytuacja. Dopiero oswajasz się z tym, że macie
      dziecko, dzidziuś jest absorbujący i chciałabyś, żeby ojciec poświęcał jej jak
      najwięcej uwagi. To zrozumiałe. Z czasem na pewno wszystko się ułoży.
      Pozdrawiam serdecznie
    • lideczka_27 Re: co się ze mną dzieje?????? 06.04.04, 20:00
      Moja rada - przeczekać (może to jednak hormony, w końcu nie tak dawno
      rodziłaś). A jeśli z czasem nic się nie zmieni, to nie powinnaś się tym gryźć.
      Związałaś się z facetem a nie z jego dzieckiem i nie masz obowiązku kochać je
      czy lubić (tak jak dla eks Twojego M. Wasze dziecko jest obojętne). Rób jak
      czujesz, nie udawaj. Jedyne, czego robić nie powinnaś, to utrudniać kontaktów
      ojca z dzieckiem czy w jakiś sposób szkodzić dziecku. Możesz mieć do tej małej
      stosunek rumiankowy, który "nie pomoże ale i nie zaszkodzi". Tolerować - choć
      na tyle warto się wysilić wink
      • cz.wrona Re: co się ze mną dzieje?????? 07.04.04, 08:59
        lideczka_27 napisała:

        jeśli z czasem nic się nie zmieni, to nie powinnaś się tym gryźć.
        > Związałaś się z facetem a nie z jego dzieckiem i nie masz obowiązku kochać je
        > czy lubić

        POPIERAM!!!!
        • mag_p Re: co się ze mną dzieje?????? 07.04.04, 09:05
          Popieram. Oczywiscie nie musisz kochac , ani lubic. Ale powinnas sie wtedy
          liczyc , ze dla dobra kontaktow ojca z dzieckiem powinny sie one odbywac bez
          Ciebie.
          Bo twoje nastawienie do dziecka jest przez dziecko odbierane . I ma zly wplyw
          na dziecko.. Nie zmieni tego fakt , ze zapewne sie starasz mu tego nie
          okazywac, dziecko wszystko wyczuje.
          W takiej sytuacji chyba wane jest tylko by kontakty dziecka odbywaly sie bez
          poczucia niechceci z jednej ze stron bo dziecku bedzie sie z nia trudno
          pogodzic i nie potrzebien bedzie sie starac ( dzieci z natury staraj sie zdobyc
          akceptacje wszystkich).

          Mag
    • dona29 Re: co się ze mną dzieje?????? 07.04.04, 10:25
      Czy pocieszy Cię to,że ze mną dzieje się nieomal identycznie????

      Ja oczekuję pojawienia się naszego dziecka,zostało nam jeszcze ponad miesiąc.

      Córka M. pojawiła się w naszym domu na 3 dni przed poczęciem naszego wspólnego
      dzidziusia.Tak więc-znam ją wyłącznie będac w ciąży.Wielokrotnie się
      zastanawiałam,czy mój stosunek do niej byłby inny,gdyby nie burza
      hormonów,chemia,biologia,natura.Pojawiła się i tak już zostanie,dopóki się nie
      usamodzielni - a ja nie moge pokonać niechęci.
      Jestem pewna,że to kwestia moich hormonów - bo nieomal w tym samym czasie
      zaczęłam odczuwać niesamowity napływ uczuć macieżyńskich do mojego
      pierworodnego,12-letniego syna.Kiedy słyszę,jak mała się dopytuje o"dzidzię" i
      zgłasza chęć karmienia,opiekowania czy czegokolwiek - ogarnia mnie zwykła
      wściekłość.Jak lwica,bronię nawet w myślach dostępu do nienarodzonego!
      I to się pogłębia,wraz z rosnącym brzuchem.
      M. wyraża nadzieję,że sprawa po porodzie nabierze innego wymiaru - ale jak
      widzę po waszych wypowiedziach - nie tak prędko to nastąpi;-((((Ubolewam nad
      tym,przykro mi,że w ogóle odczuwam takie negatywne uczucia - ale nie zwalczę
      tego.To wiem.
      • marco2002 skąd ta pewność? 07.04.04, 15:12
        >ale nie zwalczę tego.To wiem.>
        Pozdrawiam
        M
        • dona29 Re: skąd ta pewność? 07.04.04, 19:29

          -..nie zwalczę uczuć..mogę jedynie liczyć na to,że sytuacja się zmieni a zatem
          i moje uczucia.Stąd ten wniosek.
          Dona
    • m-m-m Re: co się ze mną dzieje?????? 07.04.04, 15:55
      Myślę, że nic złego się z Tobą nie dzieje. Zwyczajnie dziecko Twojego M. nie
      jest Twoim dzieckiem i sądzę, że gdy Twoje podrośnie, będzie Ci łatwiej
      zaakceptować to drugie, jako przyrodnie rodzeństwo. Zobaczysz sama, czy te
      dzieci będą się lubiły i jak dalej ułożą się te relacje. Myślę, że Twoje
      dziecko jest teraz z racji niemowlęctwa bardzo absorbujące i jesteś zmęczona.
      A po za tym po co masz się przekonywać? Czy czujesz jakąś presję by być miłą i
      układną, bo tego "wymaga" od Ciebie otoczenie? No, niestety tak jest, że Twój
      M. ma dwoje dzieci, a Ty jedno i naprawdę nie masz zobowiązań wobec tamtego
      dziecka. NIC nie musisz.
    • marco2002 hormony? 07.04.04, 17:59
    • marco2002 hormony? 07.04.04, 18:04
      Sorry klikąłem o raz za dużo.
      Moje drogie przeżywacie silne emocje w tym wynikające głównie z zazdrości i
      jesteście pewne że to sprawka hormonów.
      A skąd ta pewność?
      Równie pewne jest to że łączy was przeszłość. Jesteście drugimi
      żonami/partnerkami.
      Czyż nie wyczuwacie że dzieci waszych facetów stoją i będą stać w randze zawsze
      przed waszymi?
      Pozdrawiam ciepło
      M
      • dona29 Re: hormony? 07.04.04, 19:28

        Nie bardzo wiem,dlaczego mam byc zadowolona,że jego dziecko jest ważniejsze,niż
        nasze dziecko....
        Zazdrość?
        Raczej obcość..i niezręcznośc wielu sytuacji...
        Nie bardzo rozumiem Twoje intencje...
        Dona
        • marco2002 Re: hormony? 07.04.04, 20:24
          Hm
          problem zazdrości w drugich i kolejnych związkach jest powszechny również na
          tym forum np:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=11769603
          natomiast ważność czy ranga dzieci w kolejności urodzenia nie jest moim
          pomysłem.
          Mogę tu powołać się na Berta Hellingera
          Czy więc z zazdrością nie powinni poradzić sobie ci których ona dotyka?
          I to bez powołania się na siłę wyższą czyli hormony.
          Sam problem mnie interesuje ponieważ myślę poważnie o "drugim" związku a mam
          dwoje dzieci z pierwszego.
          Może akceptacja jest jakimś rozwiązaniem?
          Pozdrawiam ciepło
          M
          • dona29 Re: hormony? 07.04.04, 21:29
            masz rację...z problemem zazdrości powinni radzić Ci,których ten problem
            dotyka - dlatego tez ja się tym nie zajmuję.Nie sądzę,żeby mi dokuczała
            zazdrość.Próbowałam się jej dopatrzyć - i nie..
            Widzisz,to raczej kwestia braku więzów...To szerokie pojęcia i tak
            chciałabym,żebyś to zrozumiał.Nie sądziłam,że to będzie dla mnie takie
            trudne.Nie sądzę też,żebym dziś ,po moich doświadczeniach się na to decydowała
            ponownie.Inna sprawa,że ja mam do czynienia z dzieckiem potwornie zaniedbanym
            emocjonalnie,bez nawyków wymaganych dla ośmiolatki,dziecko wiecznie
            nadęte,niemiłe i przerażające otoczenie juz samą miną.
            Odwzajemniam pozdrowienia

            Dona
            • marco2002 Współczuję 08.04.04, 00:38
              Tak współczuję Ci ponieważ to rodzice powinni omawiać kwestie wychowawcze.
              Drudzy partnerzy nie powinni mieszać się do wychowywania dzieci, które nie są
              ich własne.
              Mi dojście do takiego stanu rzeczy zajęło 6 lat a przeszkodą była ...
              zazdrość byłej partnerki o moje związki po rozstaniu.
              Czy to nie dzieci płacą za takie błędy?
              Pozdrawiam ciepło
              M
              • dona29 Re: Współczuję 08.04.04, 10:19
                ...Twój się rozpdał..mój,jak tak dalej pójdzie - się rozpadnie,tyle że się
                jeszcze wszyscy pomęczymy czas jakiś;-(

                Dzieci z reguły płacą z błędy rodziców - z drugiej strony - któż jest idealny i
                ich nie popełnia??Ja narzekam na kompletna ignorancje mojego partnera na sprawy
                wychowawcze.
                Wczoraj miałam okazję pooglądać,jak wygląda pozostawienie spraw samych sobie
                (tak troszke zgodnie z sugestią m-m-m z innego wątku) Po pierwsze - dziecko w
                swoim chlewiku(czegoś takiego nie widziałam,jak żyję),rozmemłanym
                łóżku,jedzeniu tu i ówdzie,stercie kubków,talerzyków,papierków - przyjmuje
                swoją koleżankę.Teraz,kiedy są ferie,tatuś uznał,że od dziecka nie trzeba nic
                wymagać - niech się bawi i będzie cisza w sam raz na ogladanie meczu.No i teraz
                znów zagadka - zostawić to w dalszym ciągu,czy spróbować doprowadzić do
                porządku?Jak mam postapić?No bo niby mam się nie wtrącać - ale - co?mam się
                przyglądać jak rośnie niechluj i brudas,bez obowiązków????Jezu!!!nie
                wiem,zacznę wyć!
            • m-m-m Re: hormony? 08.04.04, 07:49
              Dono !
              Jak najbardziej sie z Toba zgadzam , że jest to brak więzów z nie swoim
              dzieckiem.
              Ja weszłam w ten układ świadomie, ale z góry tez wiedziałam, że dziecka mojego
              partnera kochać nie będę i nie oczekiwałam wzajemności. Z góry też zaznaczyłam,
              że ma istnieć między mną a moim M. rozdzielność majątkowa, gdyż nie zamierzam w
              przyszłości mieć kłopotów ze spadkiem po M.
              Wiem też, że w wypadku gdybyśmuy mieli wspólne dziecko, to mój testament będzie
              na moje dziecko i nie zamierzam bawić sie w Janosika, bo pasieb ma nieudaną
              matkę. Zwyczajnie chcę aby dorobek moich rodziców w całości przeszedł na moje
              dziecko, a nie na pasierba. I tu równości nie będzie, bo ja mam więcej niż M.,
              a więc logiczne jest, że moje dziecko miałoby więcej niż przyrodni brat, ale z
              tego tytułu nie zamierzam mieć żadnych wyrzutów sumienia.
              Pozdrawiam Cię serdecznie i wspieram smile
              • dona29 Re: hormony? 08.04.04, 10:29
                droga m-m-m,
                jak widzisz -już puszczają mi hamulce i zaczynam chyba gonić własny ogon;-(
                Ja niestety nie weszłam w ten układ świadomie i dlatego mam do siebie ogromne
                pretensje.Ojciec małej,jest zwolennikiem pozostawienia wszystkiego swemu
                biegowi.Ja mam zupełnie odmienne spoglądanie na te sprawy.Zazdroszczę!
                odkryłam,że zazdroszczę - Tobie - takiej rozwagi i spokoju i wiedzy,jaką droga
                masz iść naprzód.Pozdrawiam Cię
                • m-m-m czas pokaże 08.04.04, 11:54
                  ...czy droga obrana przeze mnie była dobra...ależ nie masz mi czego zazdroscić,
                  wierz mi, iż moje doświadczenia życiowe udzieliły mi stosownych lekcji i teraz
                  chętnie się nimi dzielę na tym forum.
                  Będziesz miała dzidziusia i jemu poświęć najwięcej uwagi, a dziecko M...no cóż,
                  tak to jest, że rodziców się nie wybiera, szkoda tej małej, ale to nie powód
                  byś Ty się zadręczała.
                  Jest wielu ludzi, którzy będą chcieli wzbudzić w Tobie poczucie winy, ale nie
                  daj się i nie miej pretensji do siebie, że nie odpowiada Ci ta sytuacja.
                  Nie miej też do siebie pretensji, iż własne dziecko bedzie dla Ciebie
                  ważniesze, niz dziecko M. Tu nie ma równości. Własnemu dziecku przekażesz
                  dziedzicto emocjonalne swojej rodziny, historie i anegdoty, tzw. korzenie.
                  Pozdrawiam Cie gorąco smile)))))))
                  • marco2002 Re: czas pokaże? 08.04.04, 16:13
                    Czas pokaże że dona będzie wychowywać 2 czy 3 dzieci?
                    Chyba czas najwyższy na rozmowę z M.
                    Jest jakby nie było sporo decyzji dotyczących spraw wychowawczych.
                    A Dona cierpi.
                    Pozdrawiam ciepło
                    M
                    • dona29 Re: czas pokaże? 08.04.04, 17:04
                      Rozumiem,że czas pokaże,czy to,za co podziwiam m-m-m,jest podziwu godne -
                      chyba,że źle rozumiemwink
                      ja jednak - bez względu na rezultat - podziwiam i zazdroszczę przejżystości
                      myślenia i określoną drogę,która kroczy.

                      Ja - szamoczę się sama ze sobą,codziennie spieram z uczuciami,które we mnie
                      narastają,ocenami ojca małej,jego niezrozumieniem itd.
                      Zdaję sobie sprawę,że czasami przekraczam pewne granice,wyraźnie,dosadnie
                      mówiąc,co czuję,myślę i z czym sobie nie radzę - dochodzi wtedy do awatury -
                      dziś mamy drugi dzień "cichych dni".Nie znałam siebie takiej - tak napiętej,tak
                      wewnętrznie ugotowanej i tak nieporadnej.Tych rozmów z M. jest tysiące -
                      wszystkie zaczynają i kończą się tak samo.
                      Pewnie,m-m-m - szkoda tej małej - czasami,jak uda mi sie nabrać dystansu - tak
                      samo na to patrzę.Jestem jednak też w ciąży - oczekuję naszego dziecka i
                      poprostu co raz częściej nie daję rady.
                      Dla mnie - to prawdziwy dramat..pozdrawiam serdeczniewink
                      • m-m-m Święta i odpoczynek 09.04.04, 07:57
                        Dono...radę sobie dasz na pewno...to nie jst tak, ze ja i mój M. nie mamy
                        sporów, albo, że wszystko gładko przebiega...nie wiem, czy gdzieś w pobliżu
                        Twojego miejsca zamieszkania jest jakis basen, albo chociaż gabinet masażu?
                        Abyś sie rozładowała wewnętrznie, abyś po pracy wracała nie od razu do domu ,
                        tylko najpierw odpoczęła. To akurat działa na mnie, jednocześnie wiem wtedy, że
                        jest to tylko mój czas, przeznaczony dla mojej psychiki i ciała.
                        Idą Święta...życzę Ci więc, aby były one dla Ciebie spokojne, a wszystkim innym
                        macochom życzę cierpliwosci do swoich M-ów wink, dzieci własnych i nie-własnych...
                        Napiszę dopiero po tych wolnych dniach, bo szykuję sobie dni aktywnego
                        wypoczynku w postaci dłuuuuuuuugich spacerów po lesie, nawet gdyby miało lać
                        nieustannie.
                        • dona29 Re: Święta i odpoczynek 09.04.04, 10:24
                          dziękuję Ci za miłe słowa.Oczywiście - jest i basen i wszystko,co sobie
                          wymarzysz - ale ja dopóki pracowałam(teraz l-4 z powodu ciąży i to końcóweczki
                          samej)musiałam na łeb i na szyję gnać po małą do szkoły.Okazuje się,że
                          korzystając z "cichych dni" M. bez mrugnięcia okiem pozostawia mi swoją
                          córke,nie pytając,czy nie mam czasami jakiegoś wyjścia- a ja się właśnie
                          głowię,co mam z nią zrobić,bo dziś mam umówioną wizytę u lekarza
                          ginekologa.Pomimo wszystko - pozdrawiam Cię serdecznie,życząc udanych
                          spacerów,spokojnych i rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy.
                          • m-m-m po Świętach... 13.04.04, 07:21
                            musiałam na łeb i na szyję gnać po małą do szkoły.Okazuje się,że
                            > korzystając z "cichych dni" M. bez mrugnięcia okiem pozostawia mi swoją
                            > córke,nie pytając,czy nie mam czasami jakiegoś wyjścia


                            Witaj Dono po Świętach...M. pozostawił Ci swoją córkę i oczywiście nie pomylił
                            się, że jej nie zostawisz samej...może byłabym brutalna, ale ja bym zostawiła,
                            dzwoniąc do M. by sam sobie ją odebrał...gorzej, że tak jak nie zajmuje się
                            dzieckiem z poprzedniego związku, waszym wspólnym też zapewne nie bedzie...sad((
                            Wiem ,że czas dla Ciebie jest trudny...niedługo maleństwo na świat
                            przyjdzie...a tak na marginesie, dlaczego 8-o letnia pannica sama do domu nie
                            wraca? Czy w tej szkole jest np. świetlica? A gdzie jest (o ile jest) naturalna
                            babcia lub dziadek małej? Przepraszam Cię za natrętnośc pytań, nie chcę
                            wprowadzać dodatkowego zamieszania...
                            Wczoraj miałam tez gadkę mojego M. do pasierba by ten zechciał się uczyć,
                            dla mnie to nieprzyjemna sprawa, bo akcja odbywała sie przy mnie...musiałam
                            młodemu uświadomić, że ja się denerwuję widząc jak jego ojciec sie denerwuje, a
                            tak w ogóle to dla mnie on może już od dziś iść do łopaty...młody myślał, że
                            mnie zależy na tym, by on nie był śmieciarzem , a mnie to rybka...nie będę go
                            jednak finansowała jeżeli on uczył sie nie będzie...u mnie może być jak
                            stypendysta: jeśli uznam, że kierunek jego kształcenia mi odpowiada, to kasę
                            dam, a jak nie to nie...to też moja praca nad M...
                            Jak widzisz każdy wiek ma swoje negatywy i własnie drugi dzień Świat miałam
                            zmarnowany z tytułu pilnowania pasierba przez M.
                            • dona29 Re: po Świętach... 13.04.04, 11:32
                              ..i po Świętach...Bogu dzięki...chyba powiemwink

                              Wracając do tematu.
                              masz rację - że M. wie,że dziecka nie zostawię na pastwę.I ja też wiem,że
                              powinnam taki numer zrobić.
                              A z pannicą jest tak...-walczę od przeszło miesiąca o to,żeby wracała sama do
                              domu.Szkoła jest,jakieś 100 -150 metrów od domu!!!!!!!W zasadzie - nie ma
                              żadnej ulicy,poza osiedlową.Nie wyobrażam sobie sytuacji,że budzę maleńkie
                              dziecko i gnam do szkoły,bo według ojca - 8-latka nie jest w stanie wracać
                              sama.Małe dziecko ma swój rytm i swoje wymagania -i to,czy się to M. podoba czy
                              nie - jest dla mnie najważniejsze!
                              Udało mi się doporowadzić do rozmowy w której wnosek jest budujący - po
                              Świętach "trzeba spróbować" jak będą wyglądały te samodzielne powroty.
                              Co do dziadków - mieszkają 400 km stąd.
                              Mała faktycznie - nie ma tutaj nikogo.Ale czy to jest powód,dla któego nagle
                              cały mój rytm życia ma byś przebudowywany>? Niezależnie od sytuacji???
                              Co do nauki...
                              Wiesz - nawet nie chce mi się o tym mówić.
                              Przed nami lata mordęgi..jestem niestety tego pewna.Dziecko jest pozbawione
                              nawet resztek ambicji.Kompletnie ją to nie intresuje - odrabianie lekcj
                              traktuje jak karę.Zawsze jest to okupione płaczem,minami,fochami.Pomyslec- że
                              robi mi łaskę,zasiadając do biurka i wpatrując się w ścianę(bo tyle jest w
                              stanie samodzielnie zrobić).
                              Najgorsze jest to,że jest tak ograniczony kontakt z nią.Nie rozumie
                              najprostszych słów,sama posługuje się językiem(na moje oko) 4-5
                              latki.Komunikacja jest w zasadzie żadna.
                              Ostatnio wypróbowała niezły sposób na szkołę.Chorowanie!Zmusza się do kaszlu..i
                              właśnie przed chwilą usłyszałam,że nie wybiera się jutro do szkoły..
                              O litości!!!!
                              Jasne,że zdaję sobie sprawę,że każdy wiek ma swoje negatywy.
                              Dlatego - nie potrafię się pocieszyć,że jutro,pojutrze,za rok - będzie lepiej.
                              Bo moim zdaniem - będzie -ale inaczej i inne problemy wyjdą na jaw.
                              Masz rację-jeśłi M. tak zajmuje się swoją córką - nie ma co liczyć,żeby naszym
                              dzieckiem zajmował się inaczej.Poza tym - będę ja,na pełnych prawach i z
                              obowiązkami.Zastanawiam się,czy będę miała czas się podrapać w nos.Na pomoc
                              chyba nie będę miała co liczyć.Już dziś słyszę,że pomocna mi będzie młoda,że
                              będzie przewijać,kołysac itd....i juz mnie trzęsie.Ja z 8-latką nie zachodziłam
                              w ciażę!A tym czasem - zostało nam jakieś 3,4 tygodnie do rozwiązania.
                              Rozgadałam się mocno...ale to tylko świadczy o ważności tego problemu i..o
                              tym,że nie mam z kim o tym rozmawiać-wybaczwink))))
                              Pozdrawaim ciepłowink))))


                              Dona
                              • m-m-m Re: po Świętach... 13.04.04, 13:12
                                Wiesz, na Twoim miejscu namówiłabym M. na jakieś kompleksowe badania
                                psychologiczne u małej. Psychog szkolny ma to w...więc nie należy liczyć na
                                pomoc, tylko samemu ja zorganozować. Wiesz, z regóły dzieci w pierwszych latach
                                lubią szkołę, jest to nauczanie tzw. zintegrowane, na pograniczu zabawy, a
                                oceny są tylko opisowe. Dopiero od 4-ej klasy wchodzą przedmioty i konkretne
                                oceny i jeżeli mała nie opanuje podstaw to będzie kiepsko. Szczególnie jeśli ma
                                tak ubogi zasób słów.
                                Do tego przed szkołą ucieka, hmm...może dzieci jej nie lubią, a jeśli tak to
                                dlaczego? Tu zdaje się, nic nie da sie zrobic samemu bez pomocy.
                                Przypuszczam też, że jednak Twoje własne dziecko nie będzie aż tak męczące,
                                nawet jeśli zostaniesz z wychowaniem sama.
                                A czego obawia sie Twój M., że nie chce by mała sama wracała ze szkoły? Czy
                                może miał jakieś sygnały o agresji rówieśników wobec jego dziecka?
                                Co do opieki nad maluszkiem, to jednak trzeba M. uświadomić, że tu nie będzie
                                pomocy, bo mała nie jest w stanie zadbać sama o siebie, a to nie zabawa w dom i
                                dziecko prawdziwe, a nie lalka...
                                O ile wiem, to babka mojego pasierba nosiła za nim tornister do szkoły do
                                połowy drugiej klasy. Sam fakt noszenia za dziecko jego rzeczy do szkoły jest
                                dla mnie nie do przyjęcia, ale taka to nadopiekuńcza babcia była.
                                Dono, inne problemy wyjdą na pewno, dlatego dla Twojej stabilności emocjonalnej
                                jest nie przejmować się tak bardzo tym dzieckiem, jest jakie jest, mobilizować
                                M. do działania, ale sobie troche odpuścić.
                                • dona29 Re: po Świętach... 14.04.04, 10:12
                                  Droga m-m-m,
                                  na wizytę u psychologa namówiłam M. jakieś 3 miesiące temu.Spodziewałam się
                                  właśnie jakiś spotkań systematycznych,swego rodzaju terapii -a przede wszystkim
                                  większej przejżystości obrazu...jasności umysłu.Nie musze Ci mówic,że nie było
                                  to łatwe zadanie.
                                  Spotkania z panią psycholog odbyły się dwa..
                                  Czasami zastanawiam się,czy sobie sama bata na własny...nie ukręciłam - otóż
                                  okazało się,że "ona nie jest taka najgorsza","są głupsze dzieci","jej się tylko
                                  nie chce " i tym podobne bzdury,które zamiast zmotywoawać do działania -
                                  uspokoiły M i dały mu wiarę w to,że to moje uprzedzenia a nie problem - jest
                                  epitafium nieporozumień i kłopotów!!!!!

                                  Tak więc-albo M. nie rozumie tego,co te spotkania miały przynieść za korzyści -
                                  albo przede mną poprostu parę spraw poukrywał.Nie wiem.
                                  Gdyby nie to,że jestem od listopada na zwolnieniu i mam prowadzić raczej lezący
                                  tryb życia - zabrałabym się do tegto sama.
                                  Niestety - jeśli ojciec jest spokojny o dalsze losy małej - ja mogę znów się
                                  przyglądać.

                                  Masz rację - dzieci przynajmniej na podstawie obserwacji mojego własnego syna-
                                  lubią szkołę!Pamiętam,jak potwornie był niezadowolony,kiedy przytafiła mu się
                                  goraczka czy złe samopoczucie!On z resztą do dziś swoją szkołe bardzo lubi a
                                  odrabianie lekcji nie było nigdy żadnym problemem - wręcz przecienie - robił to
                                  na świetlicy,żeby potem mieć więcej czasu dla siebie.
                                  Wracając do małej - myślę,że nie jest lubiana.Pytasz-dlaczego?Też moge
                                  domniemywać-pisałam już kiedyś o jej wiecznie nadętej minie,kaprysach - a kiedy
                                  nie uda jej się czegos od kogoś egzekwować -płaczach,rzucaniu się na podłodze
                                  (!) itd.
                                  Jeśli chodzi o M. i jego obawy,co do samotnych powrotów ze szkoły.Nie chodzi tu
                                  o agresję czy jakies tego typu kłopoty - on uważa,że ona wpadnie pod samochód
                                  (pisąłam że w zasadzie ulicy nie ma - jedynie osiedlowe,usiane garbami
                                  uliczki),pomyli drogę,zgubi się,pójdzie do kolezanki a nie do domu i nikt przez
                                  pół dnia jej nie znajdzie - to są argumenty.
                                  Bardzo mi się podobają twoje słowa - "...Co do opieki nad maluszkiem, to jednak
                                  trzeba M. uświadomić, że tu nie będzie
                                  pomocy, bo mała nie jest w stanie zadbać sama o siebie, a to nie zabawa w dom
                                  i dziecko prawdziwe, a nie lalka...". - Z PEWNOŚCIA WEZMę JE NA SWÓJ UŻYTEKwink))
                                  sama widzisz -że wieje beznadziejąwink
                                  Pozdrawiam Cię
                                  • marco2002 poczucie winy u dziecka 14.04.04, 12:21
                                    Najczesciej w rozbitych rodzinach występuje silne poczucie winy u dzieci
                                    spowodowane odejsciem rodzica. W Twoim przypadku dziecko M wychowyje sie bez
                                    matki nieprawdaz?
                                    Ja dokopalem sie do tego u moich dzieci dopiero po tym jak zaczelismy razem z
                                    moja byla partnerka byc rodzicami. I nie jest to proces latwy ani przyjemny.
                                    Potrzebna jest dobra wola obu stron.
                                    W Twoim przypadku jest to sprawa M i jego ex i to oni powinni powiedziec malej
                                    ze nie jest winna temu ze nie sa razem i ze nic zlego nie zrobila.
                                    Wrecz przeciwnie ze sie starala ze wszystkich sil.
                                    Inaczej mala bedzie eskalowac problemy aby zwrocic na siebie uwage obojga
                                    rodzicow a Ty bedziesz najbardziej poszkodowana.
                                    Ja bym zmienil psychologa.
                                    I zarzadal rozliczenia poprzedniego zwiazku. Wzajemnego odpuszczenia win i
                                    przebaczenia aby mozliwa stala sie wspolpraca.
                                    Jezeli matka nie zyje to i tak ten proces powinien spasc na Twojego meza.
                                    Pozdrawiam cieplo
                                    M
                                    P.S. za literowki przepraszam
                                    • mag_p Re: poczucie winy u dziecka 14.04.04, 15:59
                                      Rozgrzeszenie, przebaczenie win.. ?
                                      DZgadzam sie , ze to niewina dziecka i to mu trzeba przypominac , mowic w
                                      kazdej rozmowie.
                                      Ale przebaczenie - tego nie mozna zadac od kogos. To ktos moze dac i nie
                                      musi....

                                      Rozstanie - jest dla mnie duza szansa na zycie zgodnie z sama soba. Ale czy
                                      wybacze , czy nie.. Nikt nie moze sie w to mieszac , zadac , czy nawetwiedziec
                                      czy to zrobilam czy nie...


                                      Tu mmnie zastrzelies.., Jak mozna zadac przebaczenia?
                                      mag
                                      • marco2002 Re: poczucie winy u dziecka 14.04.04, 17:00
                                        Mnóstwo osób nawet na tym forum wchodzi w kolejne związki bez zakończenia
                                        starych. I tak trwają w gniewie i poczuciu krzywdy.
                                        A dzieci biorą bardzo często ten ciężar winy na siebie. Bo dziecko kocha obojga
                                        rodziców tego który winien i tego który mniej zawinił. Paradoksalnie temu który
                                        jest bardziej winien i sprawa nie jest zamknięta "wyrównuje" ciężar winy biorąc
                                        część z niej na siebie.
                                        Dlatego czystym egoizmem jest wchodzić z nowy związek z ciężarem
                                        nierozliczonego starego lub poprzedniego.
                                        I dlatego moim zdaniem ten mniej lub wcale obciążony partner w nowym związku ma
                                        prawo żądać zakończenia i zamknięcia starych spraw w tym ułożenia relacji
                                        swojego M z jego ex na płaszczyźnie współpracy rodziców a nie zranionych i
                                        raniących się ex małżonków.
                                        A jak to zrobić bez wybaczenia?
                                        Pozdrawiam ciepło
                                        M
                                        • mag_p Re: poczucie winy u dziecka 14.04.04, 17:06
                                          No to mnie rozbawiles...
                                          A jak zamierzasz zadac od kogos wybaczenie , rozgrzeszenie i wzajmnych
                                          odpuszczenia win?

                                          Czlowieku - wybaczenie bedzei badz nie.. Mozna zyc , nie rozmawiac ze soba, a
                                          ta druga strona moze wybaczyc badz nie...
                                          Dla dobra dziecka robi sie wiele - ale wybaczenie nie jest czyms co mozna dac-
                                          toprzychodzi samo... Mozna stac sie obojetnym, mozna nawte czasem rozmqaiwac,
                                          ale mozna nie wybaczyc...
                                          Nie to mocne .. a jak go nie dostaniesz , to fakt , ze go zadales rozgrzesza
                                          Cie?
                                          Nie no .. rozumiem,wszystko, ale czesm nie da sie tych relacji tak ustawic bo
                                          przebaczenia nie ma .. ludzie nie moga oklamywac samych siebie!!!!
                                          Rozbawilo mnie dzis to forum.


                                          Mag
                                        • mag_p Re: poczucie winy u dziecka 14.04.04, 17:17
                                          Marco - przeczytalam jeszcze raz co napisales. to wspaniala- ale to ideal.
                                          przebaczenie przychodzi na zadanie..
                                          Nie mozan sie do niego zmusic, nie mozesz go dac.. Musisz dojrzec.. Czasem
                                          strona , ktora chce przebaczenia winna sie postarac.
                                          Wiesz nie wyobrazam sobie sytuacji , gdy ktos zada ode mnie przebaczenia. I co
                                          mam zmusic sie do tego?
                                          przeciezrz to niemozliwe. Czasem czlowiek godzi sie z sytuacja, cieszy sie
                                          nowym zycie , ma radosc z tego ze udalo mu sie w nowym zyciu , nie nienawidzi,
                                          ale nie przebaczylo...
                                          Ja nie wiem, czy umialabym podac eks reke.
                                          Ale jesli trzeba rozmaiwac o alergi syna - rozmaiwam.
                                          Do poprawnych stsunkow nie potrzebne jest przebaczenie , wystarczy
                                          porozumienie na konieczne teamty...
                                          Przebaczenie bylo by idealem..., czasem trudnym do osiagniecia i na pewno nie
                                          mozna go osiaganc zadaniem, ani rozmowa

                                          Mag
                                  • m-m-m Karteczka 14.04.04, 17:31
                                    Droga Dono, pomimo wszystko namówiłabym M. na kolejnego psychologa, moze
                                    wczesniej sama bym rozmawiała z taką p. psycholog. Skoro jestes obarczona tym
                                    dzieckiem to tym bardziej i to w Twojej obecności. Nie szkodzi, ze nie masz
                                    praw rodzicielskich, ale masz to dziecko i jego problemy na codzień.
                                    To skrzywienie, niezadowolenie, złosliwość u dziecka lat 8 nie są normalne, to
                                    co bedzie, gdy mała zacznie dojrzewać?
                                    Przypuszczam, że p. psycholog mówiąc Twojemu M., że bywaja gorsze dzieci,
                                    chciała go pocieszyć.
                                    Wiesz, psychoterapia jest w Polce stosunkowo droga, szczególnie brakuje
                                    specjalistów psycholigi klinicznej i psychiatrycznej dla dzieci, a to zupełnie
                                    inny typ pschologa niż psycholog szkolny.

                                    Jeśli chodzi o M. i jego obawy,co do samotnych powrotów ze szkoły.Nie chodzi tu
                                    >
                                    > o agresję czy jakies tego typu kłopoty - on uważa,że ona wpadnie pod samochód
                                    > (pisąłam że w zasadzie ulicy nie ma - jedynie osiedlowe,usiane garbami
                                    > uliczki),pomyli drogę,zgubi się,pójdzie do kolezanki a nie do domu i nikt
                                    przez
                                    >
                                    > pół dnia jej nie znajdzie - to są argumenty.


                                    Czyli tato jest nadopiekuńczy, szkoda, że cudzymi rękoma.
                                    Pomyli drogę, zgubi się...podam Ci ciekawy przykład: otóż gdy miałam lat 6 mama
                                    wyprawiła mnie do babci, wiązało sie to z jazdą na drogi koniec miasta
                                    tramwajem.
                                    Podróż odbyłam pomyślnie, dotarłam do babci domu, ale..babci nie zastałam...
                                    (babcia ponoć latała po przystankach i mnie szukała). Wróciłam więc na
                                    przystanek, nie miałam biletu, ale miałam karteczkę, którą mama mi przezornie
                                    dała i uprzedziła mnie, że jeżeli się zgubię lub coś się stanie, mam tę
                                    karteczkę dać osobie dorosłej i poprosić o pomoc. Na karteczce było moje imię,
                                    nazwisko, adres zamieszkania i telefon do rodziców. Na tym
                                    przystanku "uruchomiłam" karteczkę i jakaś pani dała mi bilet na powrót.
                                    Jest bardzo ważne zaufanie rodzica do samodzielności dziecka i pomimo, że
                                    podróż do babci odbyła się z przygodami, to zakończyła się szczęśliwie. Potem
                                    wiele razy otrzymywałam od mamy takie megadawki zaufania, dzięki temu
                                    zwiedziłam pół świata sama i nigdy się tych podróży nie bałam.
                                    Uważam, że mój M. jest też nadopiekuńczy , a młody jest za mało samodzielny.
                                    • derena33 Re: Karteczka 14.04.04, 17:53
                                      droga m-m-m- a czy nie uwazasz, ze czasy nieco sie zmienily od twojego
                                      dziecinstwa? ja nie odwazylabym sie wyslac malego (nawet osmioletniego i NAWET
                                      cudzego dziecka ) do babci na drogi koniec miasta z karteczka.
                                      • m-m-m Re: Karteczka 15.04.04, 06:47
                                        Nie ważna jest karteczka i wizyta u babci, ważna jest nadopiekuńczość i
                                        późniejszy brak samodzielnosci u dzieci w wieku szkolnym. To, że ze szkoły
                                        oddalonej o paręset metrów dziecko w wieku lat 8 nie wraca samodzielnie.
                                        Oczywiscie , ze czasy były inne, tym bardziej ta samodzielność u dzieci dziś
                                        jest konieczna.
                                        • tropicana Re: Karteczka 15.04.04, 09:35
                                          Wybacz, ale Twoja Mama była bardzo lekkomyślna.
                                          • m-m-m Przykład 15.04.04, 10:01
                                            Mam propozycję nie do odrzucenia: NIE ŻYCZĘ SOBIE ŻADNYCH KOMENTARZY I OCEN
                                            MOJEJ MATKI i proponuję krytykę zacząć od swojej własnej rodzicielki.
                                            Powtarzam po raz wtóry: TO BYŁ PRZYKŁAD, KTO NIE ROZUMIE - JEGO PROBLEM.
                                            • tropicana Re: Przykład 15.04.04, 16:29
                                              m-m-m napisała:

                                              > Mam propozycję nie do odrzucenia: NIE ŻYCZĘ SOBIE ŻADNYCH KOMENTARZY I OCEN
                                              > MOJEJ MATKI i proponuję krytykę zacząć od swojej własnej rodzicielki.
                                              > Powtarzam po raz wtóry: TO BYŁ PRZYKŁAD, KTO NIE ROZUMIE - JEGO PROBLEM.

                                              To Ty nie rozumiesz i Ty masz problem.
                                              Każdy ma prawo do własnego zdania i moje jest takie, że Twoja mama wykazała się
                                              lekkomyślnością /nie głupotą, bezmyślnością itp. - o to mogłabyś się obrazić/.
                                              Dobrze, że trafiłaś na pomocnych dorosłych, a nie na zboczeńca.
                                              Ja nawet starsze dziecko zaopatrzyłabym w bilet i kartę telefoniczną.

                                              Nadal podtrzymuję swoje zdaniem, ale tym razem bez tego "wybacz" na początku.

                                              • m-m-m Re: Przykład 16.04.04, 11:31
                                                To Ty nie rozumiesz i Ty masz problem.
                                                > Każdy ma prawo do własnego zdania i moje jest takie, że Twoja mama wykazała
                                                się
                                                >
                                                > lekkomyślnością /nie głupotą, bezmyślnością itp. - o to mogłabyś się obrazić/.


                                                Wystarczajaco mnie już obraziłaś, ale cóż, nie Twoja wina, że matka nie
                                                nauczyła Cię taktu i kultury.
                                                • tropicana Re: Przykład 16.04.04, 13:34
                                                  m-m-m napisała:


                                                  > Wystarczajaco mnie już obraziłaś, ale cóż, nie Twoja wina, że matka nie
                                                  > nauczyła Cię taktu i kultury.


                                                  Może Twoja uczyła kultury Ciebie, ale jakoś jej nie wyszło.
                                                  Okaż trochę dobrej woli i nie odpowiadaj na moje posty, ja zaś - od tego
                                                  momentu - będę ignorowała Twoje.

                                                  To dla dobra przejrzystości głównego wątku.
                                                  • m-m-m Re: Przykład 17.04.04, 13:06
                                                    i vice versa
                                    • dona29 Re: Karteczka 15.04.04, 09:53
                                      ..hmm...mam nawet takiego psychologa na oku..tyle tylko,że wczoraj dowiedziałam
                                      się,że M. odbył te poprzednie wizyty -dla mnie - a nie z własnej potrzeby.
                                      Postanowiłam odczekać do momentu narodzin dziecka -na wakcje mała wyjeżdża na
                                      dwa miesiące -więc koło września planuję niezależnie od M. takie spotkanie.
                                      Wspomniałaś o zaufaniu.
                                      Dla mnie to szalenie ważny temat,jeśli poruszamy sprawę samodzielności.
                                      Niestety - mała tego zaufania nie ma - nie daży ją nim własny
                                      ojciec,nauczyciele..no i na samym końcu ja.
                                      Ona jest poprostu nieobliczalna.
                                      Według mnie - wynika to poprostu z minimalnej wiedzy o świecie,z mocno
                                      zawężonych horyzontów i wciąż opuszczanej poprzeczce oczekiwań i wymagań.
                                      dziś - pierwsza próba samodzielnego powrotu - wpadnę na małą popołudniową
                                      relację.Zobaczymy.
                                      Pozdrawiam
                              • tropicana Re: po Świętach... 15.04.04, 09:38
                                Ale nie lubisz tego dziecka....
                                Czy musisz tak się męczyć?
                                • dona29 pewnie ...nie... 15.04.04, 09:45
                                  ale czy życie nie polega na pokonywaniu trudności a nie uciekaniu od nich???na
                                  dziś i na jutro - te właśnie trudności chcę pokonac - a przynajmniej -
                                  spróbować.Nie chce sobie zarzucać,że stchórzyłam albo poszłam na łatwiznę.
                                  • mag_p Re: pewnie ...nie... 15.04.04, 09:47
                                    Dona , ale Ty prubujesz okazac dziecku cos , czego w Tobie nie ma....
                                    I prubujesz w sobie to na sile wzbudzic.. Moze daj sobie spokojnie czas.
                                    I wiesz nie powiedzialoas o tym dziecku jednego dobrego slowa...
                                    Mag
                                    • dona29 Re: pewnie ...nie... 15.04.04, 09:56
                                      ..nie powiedziałam..
                                      pomimo mojego wielkiego wysiłku - nie mam w tej kwestii nic do powiedzenia -
                                      nad czym ubolewam.
                                      Nasze kontakty rozpoczęły się od czystej,białej kartki - dziś jest na tyle
                                      zapisana,że nie można się doszukać ani jednaego pozytywu.

                                      Właśnie...dam sobie czaswink
                                      pozdrawiam
                                      • m-m-m Re: pewnie ...nie... 15.04.04, 10:15
                                        Dona, psy szczekają, karawana idzie dalej...Nie przejmuj sie atakami, niektórzy
                                        ludzie uważają, że maja prawo pouczać i wychowywać innych dorosłych...
                                        Ja cały czas doskonale Cię rozumiem, wiem co czujesz, bo byłam pasierbicą, a
                                        dziś jestem macochą "pełnoetatową" 24 h na dobę...
                                        Jesli masz psychologa na oku to doskonale, bo wiem, że skuteczność takich
                                        terapii jest wysoka, pod warunkiem, że jest to fachowiec z prawdziwego
                                        zdarzenia.

                                        Jak zwykle ciepło Cię pozdrawiam... smile))))))))))
                                        • dona29 Re: pewnie ...nie... 15.04.04, 20:08
                                          właśnie dlatego,że jestes pasierbicą,mieszkasz z synem męża i dlatego,że jestes
                                          równiez pedagogiem - bardzo cenię sobie Twoje zdanie.Myślę,że niestety - dopóki
                                          się nie liźnie takiego przebywania pod jednym dachem-nie ma się pojęcia na
                                          pewne tematy - a jedynie - pobożne życzenia i wiarę w siebie - niczym
                                          niepohamowaną.U mnie hamulców i przeszkód-w nadmiarze.Nie..nie przejmuję się
                                          krytyka...spotykam się z nia na codzień.Dopiero,kiedy ktoś ma okazję bliżej
                                          przyjżec si sytuacji - z wolna się wycofuje z jakichkolwiek ocen.
                                          Pozdrawiam serdeczniewink
                                          p.s.
                                          powrót ze szkoły udał się w 100% z czego jestem bardzo zadowolonawink
                                          • m-m-m Powrót ze szkoły... 16.04.04, 11:46
                                            się udał! To kapitalnie, bo już nie będziesz mieć z tym problemów.
                                            Dono, jestem byłą pasierbicą, bo moi rodzice już dawno nie żyją, a z ojczymem
                                            nie utrzymuję kontaktów i nie poczuwam się do ich utrzymywania.
                                            To też taka drobna uwaga na przyszłość: pasierb może, ale nie musi chcieć mieć
                                            do czynienia z partnerem rodzica, nawet jeśli ten partner był dla niego dobry,
                                            to jest właśnie ten brak więzi, o którym wspomniałaś. Dlatego tak namawiam Cię
                                            do "poluzowania" sobie wobec małej, bo w przeciwieństwie do dziecka własnego,
                                            prawdopodobieństwo otrzymania zwrotu uczuć na starość jest dużo mniejsze
                                            (aczkolwiek nie niemożliwe i zdarza się, że pasierbowie interesują się swoimi
                                            macochami/ojczymami w ich późnej starości).
                                            • derena33 Re: Powrót ze szkoły... 16.04.04, 11:58
                                              m-m-m napisała:

                                              > się udał! To kapitalnie, bo już nie będziesz mieć z tym problemów.
                                              > Dono, jestem byłą pasierbicą, bo moi rodzice już dawno nie żyją, a z ojczymem
                                              > nie utrzymuję kontaktów i nie poczuwam się do ich utrzymywania.
                                              > To też taka drobna uwaga na przyszłość: pasierb może, ale nie musi chcieć
                                              mieć
                                              > do czynienia z partnerem rodzica, nawet jeśli ten partner był dla niego
                                              dobry,
                                              > to jest właśnie ten brak więzi, o którym wspomniałaś. Dlatego tak namawiam
                                              Cię
                                              > do "poluzowania" sobie wobec małej, bo w przeciwieństwie do dziecka własnego,
                                              > prawdopodobieństwo otrzymania zwrotu uczuć na starość jest dużo mniejsze
                                              > (aczkolwiek nie niemożliwe i zdarza się, że pasierbowie interesują się swoimi
                                              > macochami/ojczymami w ich późnej starości).


                                              I tu przestalam sie dziwic dlaczego jestes tak malo uczuciowa wobec swoich
                                              pasierbow. I to doradzasz innym. Po prostu nie nauczono cie uczuc.
                                              Nie odczytaj tego jako atak, to przeciez nie twoja wina, po prostu smutno mi
                                              sie zrobilo...
                                            • dona29 Re: Powrót ze szkoły... 16.04.04, 19:54
                                              ..hmm..chciałabym jakoś ominąć te ataki - kompletnie nie rozumiem,po co one w
                                              ogóle powstają..;-( może tak...mam wewnętrzne przekonanie,że na temat
                                              pasierbowania,może się jedynie wypowiedziec osoba,która jest w identycznej jak
                                              my sytuacji...a i jeszcze jedno...nie oczekuję od m-m-m rady..może na
                                              początku ..ale teraz - teraz jestem jej dozgonnie wdzięczna,że umie i chce mnie
                                              wysłuchac.
                                              Pozdrawiam ciepło
                                              • m-m-m Macocha 24 h na dobę 17.04.04, 13:30
                                                Dono, tu jest forum...czyli czytają osoby o różnych doświadczeniach. Na
                                                tym "macochowym" jest też sporo osób, które nigdy nie były i nie są macochami
                                                24 h na dobę, bo sytuacja, iż dziecko jest matce odebrane, a opiekę sąd
                                                powierzył ojcu jest niezwykle rzadka. Najczęściej macocha nie mieszka z
                                                pasierbami pod jednym dachem, dzieci z poprzedniego związku są więc niejako
                                                na "dochodne" i od święta. Parę dni w miesiącu to nie są codzienne problemy...
                                                Ja zawsze chętnie Cię słucham i wspieram jak mogę smile)))))))))))))

                                                • dona29 Re: Macocha 24 h na dobę 19.04.04, 10:43
                                                  Właśnie to miałam na myśli...i wiesz..nawet rozumiem ten inny - nieco
                                                  idealistyczny punkt widzenia - bo dopóki mała była u swoich dzidków prze dwa
                                                  miesiące wakacyjne - a ja na dojezdne i to wielce rzadkie - myślałam bardzo
                                                  podobnie.

                                                  Naiwnie rysowałam świat w pięknych,pastelowych kolorkach - gdzie nie było
                                                  miejsca na problemy,jakies bariery,przeszkody i...swoje zaskakujące
                                                  reakcje,odczucia i nieumiejętności.
                                                  Niestety -nie miałam pojęcia,co mnie czeka,byłam tej świadomości kompletnie
                                                  pozbawiona.
                                                  Nie chcę tu na nikogo napadać,nikogo oceniać.Chce miec możliwośc wygadania się -
                                                  a jeśli juz trafiam na kogoś,kto mnie jest w stanie zrozumieć -jest mi o niebo
                                                  lżej.
                                                  Pozdrawiam Cię m-m-m,najcieplej jak umiemwink
          • nooleczka Re: hormony? 08.04.04, 17:48
            marco2002 napisał:
            > natomiast ważność czy ranga dzieci w kolejności urodzenia nie jest moim
            > pomysłem.

            Co za bzdura sad((
            Jaka jest w/g Ciebie ta ranga dzieci?
            Starsze - najważniejsze, średnie - średnio ważne i najmłodsze - nieważne?
            I jak ta "wazność" przekłada się na procent miłości ojca czy matki do tych
            dzieci?
            najstarsze: 50% miłości, średnie - 30% miłości, a najmłodsze 20%?
            Ale żeś wymyślił...

            Ja mam póki co jedno dziecko, choć marzę o dwójce.
            I jestem na 100% pewna, że jeśli przydarzy mi się to drugie, to będę je kochać
            DOKŁADNIE TAK SAMO I OBA BĘDĄ DLA MNIE TAK SAMO WAŻNE. Mówię z pozycji matki.
            Ale uważam, że z ojcami jest tak samo, jeśli mają dwoje czy więcej dzieci,
            kochają je w ten sam sposób i po równo, i sa dla nich tak samo wazne, mimo że
            np. jednemu dziecku poświęcają stosunkowo mniej czasu bo np. z nim nie
            mieszkają.
            Czy uważasz że większa/mniejsza miłość do dziecka zależy od daty jego
            urodzenia???!!!!!!! sad(((

            > Mogę tu powołać się na Berta Hellingera

            A powołuj się na kogo chcesz.
            Ostatnio czytałam w prasie wypociny na temat psychologicznych aspektów relacji
            męsko-damskich autorstwa jednego znanego psychologa, ponoć wybitny autorytet w
            dziedzinie psychologii, chodzi mianowicie o pana Eihleberga (mogłam zrobić
            literówkę w nazwisku, może to pan Eihelberger czy jakoś tak). Celowo
            napisałam "wypociny", bo podobnych beznadziejnych bzdur to jak żyję nie
            czytałam na ten temat. Poziom tych wypocin był niższy niż najniższe dno,
            czytałam to i oczy mi wychodziły ze zdumienia, jak ktoś o TAKIM nazwisku, taki
            autorytet, może upaść aż tak nisko?!!!!!
            Boszzzz, normalnie facet nie miał nic do powiedzenia i nawypisywał rzeczy na
            poziomie chłopa oderwanego od pługa. Dzieci w podstawówce zdecydowanie piszą
            mądrzejsze wypracowania niż ten pożal się Boże autorytet.

            Jeśli ten "Twój" Hellinger ustawia "ważność" dzieci w kolejności ich dat
            urodzenia, to wybacz, ale jest dla mnie na podobnym poziomie co pan Eihelberger
            (czy jakoś tak), czyli niższym niż dno.

            Pozdrawiam, Ania
      • justus100 Re: hormony? 08.04.04, 10:28
        Tak. Ja się zawsze bałam, że tamto potomstwo będzie ważniejsze niz nasze. Że
        tatuś będzię się dla tamtych starał, bo tak rzadko je widzi a wychowaniem
        naszych dzieci zajmować się będę głównie ja jako osoba dysponująca większą
        ilością wolnego czasu i uregurowanym trybem pracy. Brrr, nie przeżyłabym tego,
        że dla tamtych tatus urywa się z pracy a nasze zaniedbuje bo ma na codzień. To
        już wolę złamane serce....
        • chalsia Re: hormony? 08.04.04, 15:00
          I słusznie. Dobra decyzja - cierpisz tylko Ty a nie Ty, facet, wasze dzieci,
          jego dzieci.

          Pozdrawiam,
          Chalsia
          • bejbiko do Lara 27 08.04.04, 19:05
            odpowiem na Twoje pytanie.
            jakich błędów bym nie popełniła?
            tylko się zastanowię bo nie myślałam o tym w ten sposób.... na poczatku było
            świetnie: dla małego się zabijałam, prześcigałam swoje pomysły, układałam pod
            niego dzień, chciałam być lepsza od ojca.... i to był chyba błąd, nie, nie to,
            że byłam miła ale to, że starałam się do przesady. W oczach dziecka byłam
            lepsza od ojca. M miał pretensje. Bo kiedy mały jechał na urodziny chciał żebym
            to ja go zawiozła, ja odebrała, jak koledzy dokuczali to ja dostawałam smsa,
            jak się kochał w koleżance ja pisałam listy i zakładałam pamietniki, ze mną do
            kiina, na basen, nie z ojcem na mecz. Trochę to było z poświęceniem z mojej
            strony, bo nie zawsze miałam ochotę na kilka godzin takiej uwagi i
            odpowiedzialności. Troszkę wykradałam go ojcu i to dlatego, żeby pokazać jaką
            wspaniałą jestem koleżanką, jaką mogę być matką. Dzieciak był zachwycony, w
            jego życiu się troszkę ożywiło. Potem zaszłam w ciążę i nic innego mnie nie
            interesowało. Załuję, że pokazałam mu, że drugie dziecko jego ojca tak wiele w
            jego życiu zmieni. Nie powinnam. Skończył się czas basenów, rowerów, karuzeli.
            Zostało tylko nudne kino, czasem rozmowa, podwiezienie do szkoły. Mam wrażenie,
            że coś mu zabrałam... tych kilka szalonych chwil, na które nie stać było ni
            ojca ni matki. Potem on wyciął mi numer, pisałam raz o tym. Kiedy jego rodzice
            z ważnego powodu spotkali się pierwszy raz od bardzo długiego czasu (jakieś dwa
            lata) pod blokiem, on wykręcił do mnie numer w tajemnicy przed rodzicami(nie
            robił tego od dawna) i całą rozmowę mogłam usłyszeć. Leżałam wtedy w Krakowie
            na patologii ciąży. M nie powiedział, że musi jechać do jego matki. Byłam w
            szoku, płakałam. To był ogromny ból. M daleko, nie mógł być przy mnie, ja
            miałam niedługo rodzić.. i co sie okazuje; on z byłą rozmawia kiedy nasze
            dziecko się poddusza. Nie wiem dlaczego jego syn to zrobił. Chciał żebym
            wiedziała, że rodzice się pogodzili, chciał zrobić mi na złość (od kilku
            miesięcy nie poświęcałam mu tyle czasu, nie chciałam nigdzie z nimi chodzić),
            chciał zwrócić na siebie uwagę...?? Nie wiem. I to był kolejny zwrot. Miałam mu
            to za złe. Nigdy już do niego nie zadzwoniłam, od 8 miesięcy ani razu. Nie
            zaproponowałam mu wspólnego wyjazdu, wyjścia.. nic. Kiedy do nas wpada staram
            się znaleść inne zajęcie. Mam wrażenie, że jak u nas jest specjalnie zajmuje M
            tak, żeby nie miał dla nas czasu... Taka cicha wojna! Chociaż odzywamy się
            normalnie, jemy przy jednym stole, oglądamy wspolnie film i czasem robimy
            wspólne zakupy... Kolejny błąd, że dopuściłam do tego. I teraz chciałabym to
            naprawić ale nie wiem jak, bo jak patrzę na to jak on kieruje M przez weekend
            to czasem się poddaję. Coś nas wszystkich rozdziela na te kilka dni. Po
            pierwsze jak zaszłam w ciążę powinnam zachować emocje dla siebie i starać się
            nie zmieniać podejścia do tamtego dziecka, a może na poczatku nie powinnam
            zgrywać kumpelki??
            • lideczka_27 do bejbiko :) 08.04.04, 19:46
              Wiesz co bejbiko - na razie chyba nie jesteś gotowa, do jakichkolwiek "napraw".
              Za dużo na przestrzeni ostatnich miesięcy się działo (niekoniecznie dobrego),
              by to się udało - tak sądzę. Ponadto Twój M chyba nie dość się stara, a to on
              mógłby tu pomóc.
              Emocje w ciąży trudno utrzymać w ryzach - wiem coś o tym wink Nic tak nie
              zniechęca matki dziecka, jak działanie na szkodę (świadome czy nie,
              bezpośrednie czy pośrednie) jej rodzonego dziecka. Tak stracone zaufanie bardzo
              trudno odbudować, wiem z autopsji. Był czas, że na sam dźwięk imienia młodej
              dostawałam gęsiej skóry. Jak mnie M pytał kiedy się z tamtą umówić, by wziąć do
              nas dziecko - modliłam się, by jej nie pasowało, by miały inne plany, by młoda
              miała katar, wtedy by nie przyszła (nasz synek był maleńki). Gdy odchodziła -
              czułam ulgę i radość. Drażniły mnie jej czułości, bo stale w uszach pobrzmiewał
              mi fakt, że nakłamała na korzyść matki, a ta potem takie farmazony posunęła w
              sądzie (które "usłyszała" od dziecka), że strach. Wbijałam sobie do głowy "to
              tylko dziecko", ale był wielki zawód, była złość i wielka niechęć. Po tym jej
              wyskoku postanowiłam całkowicie odpuścić - pomyślałam, że jak przyjdzie do nas,
              to dam jej jeść, zamienię kilka zdań, pomogę w kąpieli (jeśli M nie będzie) i
              to koniec. Uznałam, że moje dziecko jest najważniejsze (bo jest - jeśli słuchać
              serca smile ) i nie będę się skupiać na cudzym dziecku, które zrobiło taki numer
              nam - a my dla niej wszystko... (nawet gdy byłam w ciąży, to nie zbierałam
              niczego dla dzidziusia wychodząc z założenia, że ona ma ważniejsze potrzeby).
              I było dość chłodno jak na moje możliwości (bo nie umiem tak do końca nabrać
              dystansu). M. musiał się nią więcej zajmować, częściej słyszał ode mnie: "to
              twoje dziecko, zrób sam, ja się nie udzielam" itd.
              Przełom nastąpił, gdy została półsierotą. Zamieszkała z nami, a to wiele
              zmienia. Zbliżyłyśmy się do siebie, ona lgnęła do mnie a ja nie mogłam... nie
              chciałam jej odtrącić. Pomogły nam wspomnienia i jej stosunek do mnie - ciepły,
              życzliwy. Młoda mnie kocha, kocha moje dziecko jak nikogo na świecie - jest
              wspaniałą siostrą, pisałam Ci już o tym. Mała ma mnie, bo w jakiś
              sposób "zawalczyła" o mnie. Nasze wieczorne rozmowy, czytanie bajek, wspólne
              tajemnice - musiały nas złączyć. A gdy widzę jak nasz syn jest do niej
              przywiązany, jak cieszy się na jej powroty, jak wspaniale się razem bawią - to
              mi pomaga.
              Napisałam Ci o tym, byś wiedziała, że ktoś ma podobne doświadczenia. U Was
              byłoby podobnie, gdyby chłopak podjął jakieś starania, ale z tego co piszesz -
              stara się raczej rywalizować z Wami (Tobą i dzidzią) o względy ojca. Stąd ten
              podział.
              Moim zdaniem powinnaś zdać się na czas. Zajmuj się swoim maluchem i tyle. I
              obserwuj... Może młody zacznie wysyłać jakieś sygnały, może będziecie mogli
              sobie to lepiej ułożyć - fajnie by było. Ale do tego musisz sobie na spokojnie
              dojrzeć. Chyba jest w Tobie zbyt dużo żalu jeszcze... to minie. I choć nie jest
              powiedziane, że odbudujecie wspólnie to, co Was łączyło - będzie lepiej niż
              jest dziś smile
              pozdrawiam
            • chalsia Re: do Lara 27 08.04.04, 23:13
              Tak, nie powinnaś była grać kumpelki - za bardzo się starałaś, nawet na siłę,
              nie było to naturalne. Nie ma się co dziecku dziwić.Znasz takie dziecinne
              powiedzonko "kto daje i odbiera, ten się w piekle poniewiera".
              A emocje w ciąży - nad tym trudno zapanować. Jednak szczere rozmowy z dzieckiem
              mogły by pomóc - jemu pewnie było by potrzeba podobnego "wprowadzenia" w
              sytuację, jak dzieciom z pełnych rodzin gdy rodzeństwo w drodze.
              Pozdrawiam,
              Chalsia
          • justus100 Re: hormony? 09.04.04, 10:28
            No nie, Chalsiu. Mam nadzieję, że cierpi również on. I to podwójnie. On miał we
            mnie wszystko. Ja w nim- same problemy. Był durniem i tak już mu pozostanie.
            Wczoraj nawet mnie widział, gapił się i aż prawie słyszałam jego skomlenie. A
            jego dzieci też cierpią i nie moja w tym zasługa ale kochającej mamusi i
            tatusia, którzy stwierdzili, że się już nie kochają. Ale co mnie tam obchodzi
            cierpienia jakichśtam dzieci. Najważniejsze, że nie mam z nimi juz nic
            wspólnego. smile
    • marco2002 Do nooleczka 09.04.04, 10:38
      Wiesz zaglądam na różne forum i czytałem już wiele.
      Ale po tym co Ty napisałaś nie mogę wyjść ze zdumienia.
      Czy można wydawać takie sądy kompletnie nie znając tez których sąd dotyczy?
      Chyba Twoja wypowiedź dotyczyła czegoś innego.
      Pozdrawiam ciepło
      M
      • nooleczka Re: Do marco2002 14.04.04, 15:41
        marco2002 napisał:
        > Czy można wydawać takie sądy kompletnie nie znając tez których sąd dotyczy?

        A który mój "sąd" masz na myśli?
        Na temat pana Eichelbergera czy pana Hellingera?

        Oceniam ich poziom merytoryczny tylko i wyłacznie na podstawie tego co
        napisali. Czy uważasz, że żeby wypowiadać się na temat czyichs poglądów trzeba
        koniecznie znać tę osobę osobiście?

        Pozdrawiam, Ania
    • pom Re: co się ze mną dzieje?????? 13.04.04, 08:38
      A ja zazdroszczę mojemu M takich świetnych synów... i że jest z nich dumny, zaś
      ja nie mam być z kogo dumna. Kiedy opowiada o nich z takim przejęciem, to
      gdzieś, na dnie serca jest mi smutno, bo sama nie mam dzieci i żałuję, że nie
      moge z taką sama pasją o kim opowadać... Powiedział kiedyś, że żałuje, że nie
      ma swoich dzieci ze mną... ale nie pomaga to wiele.
      • mikawi Re: co się ze mną dzieje?????? 14.04.04, 16:19
        no, ale to chyba da się nadrobić smile
    • mag_p Re: co się ze mną dzieje?????? 16.04.04, 11:54
      Milosc do dziecka to nie handel wymienny.

      Mag
Inne wątki na temat:
Pełna wersja