Ratunku!!! Nic nie rozumiem!

07.04.04, 23:45
Wiem, że jestem nudny z tymi moimi ciągłymi problemami, ale błagam,
poratujcie, bo już zupełnie nie wiem, co robić! Dzisiaj postanowiłem się
zebrać na odwagę i wreszcie zacieśnić moje relacje z lubą. Kiedy młody
poszedł już spać i zostaliśmy sami, zaszedłem ją od tyłu i objąłem –
przyznaję, dość gwałtownie. Brałem pod uwagę wiele możliwości – że mnie
odepchnie, wyrwie się, powie ‘daj spokój’ albo coś takiego, ale absolutnie
nie przypuszczałem, że dostanę w twarz. I to wcale nie jakoś symbolicznie. Po
prostu mnie zatkało. Ona wydawała się przestraszona tym, co zrobiła i
przytuliła się do mnie. Już myślałem, że będzie dobrze, ale po chwili
powiedziała, że mam ją zostawić. Na moje: ‘ale..’, powiedziała: ‘zostaw mnie,
proszę’. Co miałem zrobić – poszedłem.
A teraz się męczę. Kompletnie nie wiem, co mam przez to rozumieć, czy to
jej ‘zostaw mnie’ znaczyło, że mam ją zostawić tak na dobre, czy tylko na
dany moment, co się właściwie stało, dlaczego jej reakcje były takie dziwne.
Gnębi mnie to tym bardziej, że ona jest zazwyczaj bardzo zrównoważona i zanim
cokolwiek zrobi, to myśli trzy razy, czy nie sprawi tym komuś przykrości. Czy
mam do niej dzwonić, czy zostawić ją w spokoju... Boję się, że jak teraz
odpuszczę, to wszystko się rozpadnie, ale jednak nie chcę być zbyt nachalny.
Proszę, bardzo Was proszę, jeśli wiecie, domyślacie się, co to wszystko
znaczy (może kobiety tak mają? ale jakoś inne nie miały.. chyba sam siebie
oszukuję) albo macie dla mnie jakąś radę, to napiszcie, bo niczego z tego nie
rozumiem i nie mam pojęcia, co teraz zrobić.
    • lara27 Re: Ratunku!!! Nic nie rozumiem! 08.04.04, 00:15
      Pamiętaj nic nie dzieje się bez przyczyny
      Jak z nią nie porozmawiasz to sie nie dowiesz o co jej chodzi a napewno
      o "coś".Musiało cos się stać co ją bardzo zdenerwowało i radze ci leć, dzwoń.
      A tak po za tym to nie jest normalne u nas-kobiet że nagle walimy w twarz za
      nic.
      • marco2002 Zgadzam się to nie jest normalne 08.04.04, 00:32
        O jakich problemach Twojej lubej wspominałeś w innym wątku?
        Pozdrawiam
        M
        • pysia-2 Re: Zgadzam się to nie jest normalne 08.04.04, 09:43
          Mysle, ze ona ma jakis glebszy problem natury psychicznej (uraz?). Kobiety
          normalnie tak nie maja. Tez nie rozumiem i nie umiem nic madrego wymyslic.
    • justus100 wiadomo... 08.04.04, 10:09
      A nie mówiłam...
      Nadęta kwoka. Ciekawe, jak długo będziesz się zastanawiał nad głębią jej
      skomplikowanej psychiki, wnikał w meandry jej nieziemskiej wrażliwości i
      pokonywał kolejne mury, w których konstuowaniu "garbata" panienka osiągnęła
      mistrzostwo godne pozazdroszczenia ze strony niejednej wyrachowanej zołzy ( z
      którymi nota bene tak ochoczo rozwiedli się partnerzy WIĘKSZOŚCi obecnych
      tu "macoch") Chcesz trochę mydła- przyda się w dalszym mydleniu sobie oczu.
      Mi od początku zachowanie tej Twojej "lubej" trąciło zachowaniem takiej właśnie
      ex mojego partnera. Wypisz wymajuj Ula J.

      Czekaj, ile to koło niej chodzisz? Coś mi się kołacze, że około roku...
      Gratuluję postępów. Mam nadzieję, że twoja seksualność nie jest zbyt
      rozwinięta, bo raczej wyrafinowanych figlów z nią nie będzie.Tylko swoją drogą
      to co Ty z nią robisz, jak dziecko idzie spać. Rozmawiasz o przewadze patelni
      teflonowej nad zawykłą?
      Ale się wkurzyłam....
      Ale pozdrawiam Cię i życzę sukcesów w zdobywaniu góry lodowej.
      Magda
      • chalsia Re: wiadomo...- do Justus 08.04.04, 14:56
        Justus,

        jak się znowu tak strasznie wkurzysz to:
        - przede wszystkim pogryź się mocno w palce, zanim siądziesz do klawiatury (by
        pisać takie posty jak ostatnio - dotyczy również formy).
        - może pogadaj z terapeutą, bo Tobie się wszystko tylko z jednym kojarzy
        (dodam, że nie chodzi mi o seks).

        Co żeś się tak dowaliła ?

        PozdWWRRRRRRRRRRawiam,
        Chalsia
      • cz.wrona Re: wiadomo... 08.04.04, 15:01
        o cześć justus....wink)

        Ja zgadzam się z burzą (zresztą już kolejny raz wink)) Myślę, że w przeszłości
        tej babeczki coś się wydarzyło...może nie jest jeszcze gotowa o tym mówić,
        podzielić się z Tobą... Czy wiesz dlaczego rozeszła się ze swoim M.?Może tu
        leży pies pogrzebany....

        jeśli zależy Ci na tej babecze to ni rezygnuj!!! Pachnie mi to na razie
        harleqinem więc nie poddawaj się!!!Osaczaj, osaczajwink))
        • nooleczka Re: 08.04.04, 16:34
          Ja też się zgadzam z burzą.
          Myslę że należą Ci się wyjaśnienia i że teraz powinieneś poczekać na "jej ruch".



          Pozdrawiam, Ania
    • ziouta Re: Ratunku!!! Nic nie rozumiem! 08.04.04, 16:37
      Zgadzam się z dziewczynami w jej przeszłości coś się wydarzyło, i pomału oswaja
      ją ze sobą i nigdy nie rób nic z zaskoczenia. Tak, aby wiedziała, co się zaraz
      stanie(własna autopsja-miałama podobne odruchy)Kobiecie po przejściach bardzo
      trudno zaufać, ale cierpliwością na pewno ją zdobędziesz.Powodzenia
    • mikawi Re: Ratunku!!! Nic nie rozumiem! 08.04.04, 16:51
      a ja szczerze mówiąc, przy całym usprawiedliwianiu przez was lubej black jacka,
      jej przeżyć z przeszłości itp, ja szczerze mówiąc nie rozumiem (NIE ROZUMIEM)
      jak można przyłożyć facetowi w twarz w takiej sytuacji, w jakiej ona to
      zrobiła; w końcu black jack nie złożył jej wprost jednoznacznej propozycji w
      stylu "to może szybki numerek" tylko zwyczajnie objął. Ja też bym się w takiej
      sytaucji na miejscu black jacka spodziewała wszystkiego, tylko nie policzka. I
      moim zdaniem należą Ci się black jack od niej PRZEPROSINY, bo mimo wszystko
      przegięła ze swoją reakcją.
      • procura Re: Ratunku!!! Nic nie rozumiem! 08.04.04, 17:29
        zgadza sie! moim zdaniem nalezy poczekac na jej ruch. niech "luba"
        sobie "przemysli", byc moze przy okazji dojdzie do jakichkolwiek wniosków na
        temat waszego zwiazku, przyszlosci itd. czekanie meczy, wiem, ale niekiedy nie
        da rady inaczej. zgadzam sie tez z przedmówczyniami, ze nie tylko powinna Ci
        wyjasnic przyczyny swojej reakcji, ale tez przeprosic. uderzenie w twarz to
        baaaardzo mocne posuniecie. no chyba, ze czegos nam nie powiedziales wink.
        trzymaj sie! pozdrawiam. g
    • black-jack-1 Re: 08.04.04, 23:03
      Dzięki za wszystkie odpowiedzi. Pół nocy nie spałem, tak mnie to wszystko
      zdenerwowało. No, a dzisiaj w pracy, kiedy minęliśmy się na korytarzu, nawet na
      mnie nie spojrzała, nie odpowiedziała na pozdrowienie. Wysłałem potem sms-a,
      nie odpisała, zadzwoniłem, nie odebrała telefonu. Mam ochotę rzucić to wszystko
      w diabły. Nie można nikogo uszczęśliwić na siłę. Początkowo wydawało mi się, że
      jest ok, że jej też zależy, choć ma trochę zahamowań z powodu poprzedniego
      związku i dziecka, ale sądziłem, że wyjdziemy na prostą. Po ostatnich
      sensacjach jakoś jawi mi się to mało prawdopodobne. Żeby chociaż na mnie dziś
      spojrzała, ale nic. Postanowiłem się po tym zbuntować, wyrwałem się w miasto na
      obchód miejsc stworzonych do zapominania takich klęsk, ale, cholera, nic nie
      pomogło. Za to chyba pomieszałem trunki i czuję się zasadniczo niezbyt dobrze.
      Justus, może Cię to zdziwi, ale rozmawiać można nie tylko o patelniach –
      oczywiście, pod warunkiem, że ma się jakieś elementarne zainteresowania.
      • lideczka_27 Re: 08.04.04, 23:29
        Ej, no chyba nie będziesz pił z powodu kobiety? Jack, to ponoć pomaga tylko
        wówczas, gdy się siedzi w knajpie drugiej kategorii i trzeba kilka głębszych
        strzelić, a z każdym barmanka wydaje się być coraz bardziej podobną do M.
        M. wink))

        Nieładnie kobieta postępuje i tyle. Dlaczego? Bo jest Ci winna wyjaśnienie.
        Mnie się tylko raz zdarzył taki incydent jak byłam płochą nastolatką i musiałam
        na czas wracać z imprez do domu. Chłopak mnie odprowadził pod skrzydła
        rodziców, a sam wrócił na imprezę. Na drugi dzień okazało się, że pani domu
        zrobiła mu na szyi malinę wielkości pomidora! No i padł strzał. Ale sytaucja
        była klarowna, bo dziad wiedział za co...

        A Broń Cię Panie Boże nadal szukać kontaktu. Nie powinieneś się upokarzać, moim
        zdaniem zrobiłeś co należało, zachowałeś się jak odpowiedzialny facet, któremu
        zależy. Jeśli teraz ona zignoruje, przekonasz się ile to dla niej znaczyło sad

        Jack, ile młoda kobieta, której mężczyzna tyle okazał uczuć i który ją wyraźnie
        kręci, wytrzyma bez seksu? Jest to pytanie retoryczne, pozostawiam Twoim
        rozmyślaniom.

        Nie wiem, czemu zdania justus coraz bardziej do mnie przemawiają...
        Obyśmy się myliły. Obie.


        pozdrawiam wyjątkowo sennie mimo wczesnej pory
        łeb mi pęka uncertain
        lida
        • justus100 Re: 09.04.04, 10:23
          No właśnie. Nie chcę być monotematyczna, ale jako młoda kobieta z ogroomnym
          temperamentem po prostu NIE MOGĘ zrozumieć, że kobieta, która czuje coś do
          starającego się o jej względy mężczyzny reaguje w tak skandaliczny sposób na
          jego gesty czułości. To nie moje posty są chamskie ale zachowanie garbatej. Po
          prostu ma w d... Twoje uczucia, Jacku i...nie zasługuje na tak wrażliwego i
          dobrego chłopa ja Ty. Daj jej spokój i poszukaj Sobie kobiety, która w pełni
          odda Ci "zainwestowane" w nią uczucie i przy której nie będziesz się tak męczył.

          A dlaczego moje stanowisko przemawia do Lideczki? Bo ja też bardzo starałam się
          o uczucia garbatego i on zwyczajnie chyba uważał, że jest tak zajebisty mimo 15-
          letniej różnicy wieku, dwójki bachorów, żony mieszkającej piętro wyżej, z którą
          jeszcze, biedak, nie zdążył się rozwieść, że powinien jeszcze stwiać MI
          warunki, żebym dorosła do jego poziomu. Długo takiej sytuacji nie wytrzyma
          największe uczucie.
          Jacku, błagam Cię, nie poniżaj się więcej. To żałosne. Czasami duma jest
          ważniejsza niż takie bzdety jak miłość.
          Pozdrawiam
          • naturella Re: 09.04.04, 10:55
            Zgadzam się, gorąco zgadzam się z justus ze wszystkimi jej postami w tym
            wątku... Jak garbata ma problem, to niech idzie do terapeuty - to jej zasrany
            obowiązek zrobić porządek z samą sobą, zanim się zacznie komukolwiek głowę
            zawracać... I przestańcie usprawiedliwiać jej przeszłość - jeśli jej samej
            najwyraźniej nie przeszkadzają traumatyczne przeżycia, to już samo to wskazuje,
            że powinno się brać nogi za pas - byle jak najdalej od takiej kobity...
            • chalsia Re: 09.04.04, 16:53
              WIesz co Naturella, przeczytaj jeszcze raz co sama napisałaś i się dobrze
              zastanów.
              A nie wiesz, że w życiu tak bywa, że człowiek sobie nie uświadamia, że ma
              problem. I że wtedy często jest potrzebna pomoc - bardzo czesto rozmowa (
              czesto po jakimś zdarzeniu) z kimś kto pomoże uświadomic, że problem jest. I
              wtedy dopiero taka osoba, jak już jest świadoma problemu, może podjąć decyzję
              co z tym zrobić - nic czy też coś (np. terapia).

              Pozdrawiam,
              Chalsia

              PS. Może ona jest "garbata" ale o tym nie wie. Albo wie. Albo napadł od tyłu
              tak jak Black Jack. Albo może ją kiedyś ktoś zgwałcił.
              Czemu kobitkę skreślacie w oczach faceta od razu zamiast zachęcić go do
              spróbowania zrozumienia o co chodzi.
              • marco2002 kto ma problem? 09.04.04, 18:03
                Masz rację że dużo z tego co się dzieje nie uświadamiamy sobie.
                I dlatego Black milczy o problemach jakie w tym związku ma.
                Opisuje tylko akcje.
                Tym niemniej widać wyraźnie że jego luba ma problem z poprzednim związkiem z
                którym istnieje silna więź.
                Jak mozna budować nowy nie kończąc starego?
                Chyba tylko w cyrku to potrafią.
                Pozdrawiam ciepło
                M
                • black-jack-1 Re: kto ma problem? 10.04.04, 00:56
                  Marco, czy ja milczę o problemach?? Wręcz przeciwnie - wywlekam je tutaj jak na
                  jakiejś cholernej grupie wsparcia, bo nie mam się z nimi do kogo zwrócić. Może
                  trudno w to uwierzyć, ale jak dotąd poza sprawami opisanymi na forum,
                  nasz 'związek' układał się całkiem harmonijnie. Tak, tak - prowadziliśmy
                  wielogodzinne dyskusje, patrzyliśmy sobie w oczy i robiliśmy inne rzeczy
                  przysługujące związkom natury 'romantycznej' w ich początkach - no, może poza
                  jakimkolwiek kontaktem fizycznym, ale sądziłem, że i to się ustabilizuje.
                  A z tym poprzednim związkiem, to coś się pokręciło. Ona nie czuje żadnych,
                  absolutnie żadnych więzi z poprzednim związkiem - poza dzieckiem oczywiście.
                  Facet wyrządził jej sporo krzywdy i przez te kilka lat, które minęły od ich
                  rozstania, robiła wszystko, żeby o nim zapomnieć. Wciąż nie może o nim myśleć
                  bez przykrości. Tego już nie ma. Po prostu nie ma.
                  > Jak mozna budować nowy nie kończąc starego?
                  > Chyba tylko w cyrku to potrafią.
                  Raczej w telenoweli.
                  Pozdrawiam. J.

                  PS. A w nawiązniu do kolejnego wątku - nie staram się o nią rok, coś się komuś
                  pokręciło. Rok to my się znamy, gdzieś ze dwa miesiące chodziłem za nią i
                  przełamywałem jej różne opory, żeby wreszcie zgodziła się ze mną umówić, co też
                  w końcu uczyniła jakieś dwa miesiące temu - i od tego czasu regularnie się
                  spotykamy. Roku to pewnie nawet ja bym nie wytrzymał. J.
                  • marco2002 Re: kto ma problem? 10.04.04, 10:15
                    Hej
                    Widać że się starasz mówić o problemach i coraz lepiej Ci idzie.
                    Tym niemniej uwierz mi że zawsze jest jakiś ciąg zdarzeń.
                    Jak również więzi utworzone w przeszłości rzutują na przyszłość.
                    Jażeli chcesz mówić to opowiedz o tym co zauważyłeś w jej rodzinie, w tym co
                    luba mówi o sobie, o ojcu dziecka itd.
                    To że ona wybrała jego a teraz Ciebie nie jest przypadkowe.
                    Wesołych Świąt
                    M
          • black-jack-1 Re: Justus 10.04.04, 00:40
            Justus, piszesz tak, jakby to wszystko było taaaaakie łatwe. Trudno zrezygnować
            z uczuć, szczególnie, jeśli w związek włożyło się wiele emocji i jest się
            bardzo zaangażowanym. Ale przekroczyłem jakiś magiczny punkt, po którym nie
            mogę, nie chcę się już więcej starać, bo nie widzę w tym sensu, jeśli ona nie
            wykaże choć odrobiny dobrej woli. Dlatego czekam na jej ruch, jak już wcześniej
            poradziły mi dziewczyny, ale po jej zachowaniu (kompletnie mnie ignoruje)
            wnioskuję, że powininem już zacząć się oswajać z myślą, że ten ruch nie
            nastąpi.
            I tutaj zasadniczy punkt, w którym się z Tobą nie zgodzę - miłość to
            nie 'bzdet'. Jasne, że mogę pójść tu i tam i znaleźć sobie pannę, która z
            chęcią, jak to określiłaś, 'odda zainwestowane uczucia', ale co z tego, jeśli
            nie będę do niej czuł tego, co do tej mojej słodkiej ciemiężycielki? Ja za
            miłość bez wahania oddałbym dumę - naprawdę.
            Teraz wreszcie rozumiem Twój cynizm w stosunku do wszystkiego, co tutaj
            wypisywałem. Sama przeszłaś coś podobnego i rozwiązało się negatywnie. Ale czy
            nigdy nie myślisz, że może warto było jeszcze spróbować, bo coś takiego nigdy
            się nie powtórzy? Pozdrawiam. Jacek
            • justus100 Re: Justus 13.04.04, 09:49
              Nie, Jacku, nie warto było "jeszcze próbować", bo przy takiej postawie jaką
              prezentował mój były partner a i Twoja "luba", próbowałabym tak aż do późnej
              starości.
              A ja dając miłość i CAŁĄ siebie dostawałam tylko kolejne warunki i w Twoim
              przypadku jest podobnie. I tak było przez 1,5 roku. Rzygać mi się chciało od
              tych ciągłych ględzeń typu :"jeszcze do tego nie dorosłaś", "czy długa droga
              przed nami" (że niby reformować mnie chciał na modłę i podobieństwo swoje)
              Dlatego uważam, że miłość to bzdet, bo zabiera dumę i możliwość trzeźwej oceny
              sytuacji. I zapewniam Cię, że nie jest łatwo zrezygnować z miłości. Ciągle
              tęsknię i cierpię ale jednocześnie czuję satysfakcję i ulgę, że wykopałam dupka
              z mojego życia. Bo nie ze mną takie numery.
              Pozdrawiam
        • black-jack-1 ... 10.04.04, 00:23
          Thnx za elaboracik.
          > Ej, no chyba nie będziesz pił z powodu kobiety?
          A jakie mogą być inne powody?

          > Jack, ile młoda kobieta, której mężczyzna tyle okazał uczuć i który ją
          wyraźnie kręci, wytrzyma bez seksu?
          Z tym kręceniem, to chyba po wiadomych symptomach widać, że raczej krucho... A
          co do postawionego pytania, to naprawdę nie wiem (?) - nigdy nie rozumiałem
          kobiet.

          A tymczasem dziś znowu kilka razy spotkaliśmy się w pracy. Tym razem
          postanowiłem odkurzyć zapomnianą gdzieś po drodze godność i nie zagadałem.
          Mijaliśmy się zatem w milczeniu, patrząc na swoje buty. Coś chyba sytuacja nie
          ulega poprawie i niestety również do mnie coraz mocniej zaczynają przemawiać
          słowa Justus. Tak sobie myślę, jak koszmarnie jest ten los złośliwy, bo kiedy
          jakieś tam związki były dla mnie mało ważne, to panie witały mnie chętne i
          wesoło, a jak raz się zakochałem, to takie dno!
          Pozdrawiam. Jacek
          • chalsia Re: ... 10.04.04, 12:34
            Bo z tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało na raz ........

            Skoro dla miłości można zapomnieć o dumie - to to, co tu napisałeś stoi w
            sprzeczności - w swoim zachowaniu w tej chwili unosisz się dumą.
            Jeśłi Ci zależy - okaż się mądrością i TY zrób pierwszy krok.
            Oczywiście nie można tak ciągnąć w nieskończoność, bo odpowiedzialność za
            zaiązek NIE spoczywa na jednej osobie i jedna osoba nie może ciągle chować dumy
            do kieszeni. Jest jakaś granica, a jaka, to zależy od danego człowieka. Ja
            przez naście lat dumę wiele razy chowałam do kieszeni i wyciągałam pierwsza
            rękę. I to bolało, za każdym razem coraz bardziej. Ostatni raz zrobiłam to po
            rozstaniu - błagałam faceta by przemyślał jeszcze raz i dał ostatnią szansę -
            przede wszystkim dziecku - na rodzinę. Ale o to błagałam tylko raz. I koniec.
            Mam to za sobą.

            Po za tym DOPIERO 2 miesiące "chadzacie" ze sobą. W takiej sytuacji nie uwazam,
            by jej reakcja była jakaś totalnie od czapy - znajomość dopiero się nawiązuje,
            a tu facet w kuchni nalge "atakuje" od tyłu. Zważywszy, że ma za sobą nieudany
            związek, z emocjami po którym nie umie sobie poradzić (bo starania o
            zapomnienie są niewłaściwą drogą). Może jej potrzebna terapia by sie uwolnić od
            przeszłości.
            Może też jej głupio, bo wie, że reakcja była zbyt mocna (zamiast się wyrwać i
            powiedzieć "nie mam ochoty" dała Ci po pysku) i ciężko jej teraz wyciągnąć
            pierwszej rękę.

            Ja bym na Twoim miejscu po prostu przeprosiła - nie chciałem Cię przestraszyć,
            nie wiedziałem, że tak to negatywnie odbierzesz, zalezy mi na Tobie, podobasz
            mi się, etc, etc. Jeśli nie chcesz to powiedz, a jeśli nie jesteś jeszcze pewna
            siebie i swoich uczuć - poczekam, ale chcę znać Twoje zdanie na ten temat,
            jakie masz odczucia, w czym problem etc, etc, etc, etc.

            Pozdrawiam,
            Chalsia
            • konkubinka Re: ... 10.04.04, 20:03
              widze ze wiele lezy ci na sercu , a jesli ona jest taka kobieta jaka ja
              postrzegales pewnie ma jakis ogromny problem.Z boku rzeczywiscie fatalnie o
              wyglada , tez nasunelo mi sie , ze to jakas nieodpowiedzialna baba i nie wie co
              traci.Ale mysle , ze i tak niewiele masz do stracenia wiec moze napisz do niej
              list.Napisz wszystko co czujesz , myslisz.Pozdrawiam
            • black-jack-1 Re: CHALSIA 12.04.04, 22:09
              I po obżarstwie.

              Droga Chalsiu, ja już zrobiłem kilka tych kroków, lecz pozostały one bez
              odpowiedzi. Dlatego postanowiłem zaciąć się w sobie i więcej nie prosić,
              chociaż w obecnym stanie miłosnego zamroczenia trudno jest mi się utrzymać w
              ryzach - najchętniej padłbym przed nią na kolana i błagał o litość. Rozumiem
              jednak, że zmuszanie jej, żebyśmy to sobie wyjaśnili, nie ma sensu – chciałbym
              wiedzieć, czy jej też zależy, bo jeśli nie, to lepiej, żebym od razu dał sobie
              spokój, potem będzie już tylko trudniej.
              Nawet jeśli jest jej potrzebna terapia, ona i tak nigdy na nią nie pójdzie.
              Poza tym nie sądzę jednak, żeby to było tak poważne – wydaje się pogodzona z
              tym, co ją spotkało, choć czasem jeszcze wracają przykre wspomnienia.
              W Twoim poście, i kilku wcześniejszych, pobrzmiewają jakieś dwuznaczności –
              chyba, że mam przywidzenia. W każdym razie, ja wcale nie chciałem od niej
              seksu. Nie jestem taki głupi – wcześniej nawet jej nie dotknąłem, więc nagła
              propozycja w stylu ‘to co, miła, chyba czas najwyższy, żebyśmy poszli do
              łóżka’, nie wchodziła w grę. Zdaję sobie sprawę, że należy takie sprawy powoli
              rozwijać, więc po prostu chciałem ją przytulić – bo jak dotąd trzymaliśmy się
              od siebie na słuszną odległość. Ba! Tak ja sobie myślałem – pytanie, jak ona
              ten mój gest zinterpretowała. Te sprawy damsko – męskie, to są cholernie
              zawiłe, skąd ja mogę wiedzieć, co ona sobie pomyślała?
              A tymczasem nie rozmawialiśmy ze sobą już od kilku dni, nie złożyliśmy sobie
              nawet życzeń świątecznych, a prezenty dla niej i małego gniją u mnie w szafie.
              Pozdrawiam Cię serdecznie. Jacek

              A tak na marginesie – skąd wiedziałaś, że to było w kuchni??? Przecież nigdzie
              tego nie napisałem...
              • chalsia Re: CHALSIA 13.04.04, 01:27
                Przytulić (to był Twój zamiar) a gwałtownie objąć od tyłu (tak opisałeś swoje
                działanie) to według mnie jest duża różnica. I, tak jak mnie, mogła doprowadzić
                do wyciągnięcia błędnych (tj. bardziej w stronę seksu) wniosków.

                Skoro najchętniej byś padł na kolana i błagał o litość, to zrób to, co się masz
                męczyć i działać wbrew swym uczuciom. smile) Krzywdy tym jej nie zrobisz.

                A co do kuchni - wyczucie, intuicja, logika i doświadczenie (akurat w kuchni
                kobieta z przodu jest z reguły niedostępna bo są blaty, w innych
                pomieszczeniach na stojąco czy siedząco raczej z tyłu byś nie próbował się
                przytulać) wink)))))

                Pozdrawiam,
                Chalsia
            • naturella Re: ... 13.04.04, 09:01
              chalsia napisała:

              nie uwazam, by jej reakcja była jakaś totalnie od czapy - znajomość dopiero się
              nawiązuje, a tu facet w kuchni nalge "atakuje" od tyłu. Zważywszy, że ma za
              sobą nieudany związek, z emocjami po którym nie umie sobie poradzić (bo
              starania o zapomnienie są niewłaściwą drogą). Może jej potrzebna terapia by sie
              uwolnić od przeszłości.
              > Może też jej głupio, bo wie, że reakcja była zbyt mocna (zamiast się wyrwać i
              > powiedzieć "nie mam ochoty" dała Ci po pysku) i ciężko jej teraz wyciągnąć
              > pierwszej rękę. > Ja bym na Twoim miejscu po prostu przeprosiła - nie
              chciałem Cię przestraszyć,
              > nie wiedziałem, że tak to negatywnie odbierzesz,

              Chalsia, błagam, nie pisz takich rzeczy na ogólnym forum, bo mnie kiedyś szlag
              trafi i więcej nic na tym forum nie napiszę... Jej reakcja była totalnie od
              czapy!!! Jeśli ma jakieś zahamowania (nie uważam, żeby przytulenie po dwóch
              miesiącach znajomości nieco bardziej intymnej było atakowaniem i czymś, co
              normalną kobietę prowokuje do nieobliczalnych reakcji...!), to powinna
              powiedzieć "słuchaj, przepraszam, ale nie jestem jeszcze gotowa na takie
              zachowania, przestań proszę" - i tak powinno to wyglądać.
              A to, że babie głupio - prawidłowo, ale nie wystarczy. Już pięcioletnie dziecko
              wie, że jak uderzy koleżankę, to koleżanka się obrazi, albo mama każe ją
              przeprosić... I to, że dorosła kobieta nawyrabiała głupot, a teraz nawet nie
              potrafi mu w twarz spojrzeć, przeprosić i wyjaśnić znaczy, że jest jeszcze
              gorzej niż myślałam - to nie tylko zahamowania, to nie tylko gwałtowna potrzeba
              terapii, ale też absolutny brak klasy...

              A co do sugestii, że to Jacek powinien przeprosić - Boooooże, rozumiem
              solidarność z własną, babsską płcią, ale są granice... poza tym on chyba nic
              innego nie robi w tym związku, tylko przeprasza...

              • marco2002 ... upaść na kolana i błagać 13.04.04, 10:42
                i to ma być związek partnerski?
                Hę?
                Cały ten wątek można określić jako
                "a świstak siedzi i zawija sreberka..."
                Pozdrawiam ciepło
                M

              • chalsia Re: ... 14.04.04, 00:35
                > Chalsia, błagam, nie pisz takich rzeczy na ogólnym forum, bo mnie kiedyś
                szlag
                > trafi i więcej nic na tym forum nie napiszę...


                ??????????????????????????????????/
                No cóż, żałoby nosić nie będę....

                Pozdrawiam,
                Chalsia
                • naturella Re: ... 14.04.04, 08:52
                  chalsia napisała:

                  > > Chalsia, błagam, nie pisz takich rzeczy na ogólnym forum, bo mnie kiedyś
                  > szlag
                  > > trafi i więcej nic na tym forum nie napiszę...
                  >
                  >
                  > ??????????????????????????????????/
                  > No cóż, żałoby nosić nie będę....
                  >

                  O ty brzydkasmile To nie była groźba w stylu "bo sobie pójdę", tylko że mnie szlag
                  na miejscu trafi i jako truposz nie bardzo będę miała wenę twórcząsmile
                  > Pozdrawiam,
                  > Chalsia
            • nooleczka Re: ... 15.04.04, 15:30
              chalsia napisała:
              >
              > Może też jej głupio, bo wie, że reakcja była zbyt mocna (zamiast się wyrwać i
              > powiedzieć "nie mam ochoty" dała Ci po pysku) i ciężko jej teraz wyciągnąć
              > pierwszej rękę.
              >
              Zgadzam się z chalsią.
              Kiedyś już była mowa na tym forum o tym, że sporo facetów patrzy na kobiety
              jako na łakomy kąsek w celu rozrywki, a nie jak na osobę z którą snuje się
              plany na przyszłość. Być może ona Cię tak odbiera. Być może ona boi się, że
              dążysz do przeżycia niezapomnianych chwil w łózku, a potem... bye bye (patrz
              były facet justus).
              Być może to, że chciałes ją objąc odebrała jako próbę zaciągnięcia w wiadome
              miejsce. Być może powstał w jej głowie scenariusz:"uwiedzie mnie, prześpi się
              ze mną, a potem rzuci". Bo w końcu kto jej da gwarancję, że tak nie będzie?
              Mężczyźni zawsze szepczą miłe słówka, jak im zależy na seksie.
              I stąd, według mnie, jej reakcja.
              Pewnie wie, że przesadziła, ale z drugiej strony w głębi ducha usprawiedliwia
              się:" jak mnie teraz rzuci, to znaczy, że miałam rację - chciał tylko do łóżka,
              jak nie ma łóżka, to i nie ma faceta".

              Moim zdaniem powinieneś z nią porozmawiać, tak na spokojnie, w cztery oczy.
              Uspokoić ją, że nie chcesz jej "zaliczyć". Powiedzieć, że jeśli nie chce
              fizycznych zbliżeń, to OK, Ty mozesz poczekać tyle ile bedzie potrzeba.

              Lis z Małego Księcia powiedział: "Decyzja oswojenia niesie w sobie ryzyko łez".
              Ona pewnie wiele już łez przez faceta wypłakała, więc boi się kolejnych.

              Jeśli teraz nie zrobisz nic, dasz jej pewność, że miała rację, i że dobrze że
              trzymała Cię na odległość.

              Pozdrawiam Cię serdecznie i ...czas zacząć działać.
              ANia
              • justus100 Sprostowanie 16.04.04, 09:50
                Troszkę mi się nie udało, ale proszę nie robić ze mnie ofiary.

                Na początku to ja chciałam tylko seksu ale gość postawił sprawę jasno, że taki
                układ go nie interesuje. No cóż. Wtedy uważałam to za szlachetne i piekne
                zachowanie z jego strony. Dziś już wiem, że to była skrzętnie zastawiona na
                mnie pułapka- powoli wysysał ze mnie radość życia, ciągle tylko brał i rzucał
                mi pod nogi kolejne kłody typu wakacje, sylwester, ferie z bachorami,
                obojętność na moje pierwsze sukcesy zawodowe, bo akurat wtedy dzieciak miał
                jakąś głupią operację, przedłużająca się sprawa rozwodowa, żona cierpiąca na
                manie wszelkiej maści,kontrolująca każdy jego ruch. Ale przecież ustalone było,
                że się kochamy i jesteśmy razem, to powinnam to wszystko znosić, nie? A ja mu
                zrobiłam psikusa i zostawiałam z tym całym cyrkiem.

                Jaki był, to był ale napewno nie był typem lowelasa zaliczającym niewinne
                panieniki. A niezapomniane chwile z nim przezyłam również ja.
                W ogóle nie dociera do mnie takie rozumowanie: facet chce seksu to i miły jest.
                Przecież jak JA tego nie chcę, to nic z tego nie będzie, nawet gdyby sie miodem
                wysmarował i obłożył wiórkami kokosowymi. Dlaczego to zawsze mężczyzna musi
                chcieć seksu? Jakby garbata miała ochotę na Jacka, to po prostu byłaby milsza.
                Przecież nie może sobie na chłodno wykalkulować, że mu nie da (przepraszam) bo
                ma takie zasady. Nie zasady, tylko chorobę zwaną oziębłością a od takich
                lodowców należy trzymać się z daleka.
                Pozdrawiam
                • nooleczka Re: Sprostowanie 16.04.04, 10:59
                  justus100 napisała:
                  > Przecież jak JA tego nie chcę, to nic z tego nie będzie, nawet gdyby sie
                  miodem

                  No więc właśnie o to chodzi. Ona (przynajmniej na razie) nie chce, bo musi
                  pamiętać nie tylko o sobie i o swojej d... ale również o uczuciach swojego syna.
                  Fizyczny "atak" Jacka mogła odebrać jako próbę namawiania na "chodźmy wreszcie
                  do łóżka", no bo niby o co innego moze chodzić facetowi.
                  A teraz to już tylko Jacka głowa, jak to rozwiąże.

                  pozdrawiam
                • black-jack-1 Re: Sprostowanie/ Justus / Nooleczka 16.04.04, 12:21
                  > Przecież nie może sobie na chłodno wykalkulować, że mu nie da (przepraszam)
                  bo ma takie zasady.

                  Jak to nie może??? Znam całą tonę dziewczyn, które mają żelazną zasadę - nie
                  wcześniej niż po miesiącu znajomości. Mówią, że to dlatego, że się 'szanują'.
                  Byłem kiedyś z taką jedną, która odliczyła ten miesiąc do dnia i już wszystko
                  było OK. Z lubą jestem jednak już dwa miesiące, więc to na pewno nie ta zasada.
                  Ale może jakaś inna?

                  > Jakby garbata miała ochotę na Jacka, to po prostu byłaby milsza.

                  Nie odbieraj mi resztek nadziei! I błagam, nie pisz o niej 'garbata', bo mocno
                  mi na niej zależy. A tak właściwie, to ona była dla mnie miła, troszczyła się o
                  mnie. Do czasu tego niefortunnego zdarzenia, bo od tego momentu ze sobą nie
                  rozmawiamy. Wciąż jednak mam nadzieję, że to się zmieni.

                  Nooleczko, ja już nic nie chcę robić, choć koszmarnie mi z tym wszystkim
                  trudno. Próbowałem nawiązać z nią kontakt, a ona to zignorowała. Nie chcę się
                  czołgać. Nie musi mi od razu wyznawać miłości, ale niech chociaż do mnie
                  podejdzie, to ja już się wszystkim zajmę.
                  Pozdrawiam. Jacek

                  • nooleczka Re: Sprostowanie/ Justus / Nooleczka 16.04.04, 12:33
                    black-jack-1 napisał:
                    > było OK. Z lubą jestem jednak już dwa miesiące, więc to na pewno nie ta
                    zasada.> Ale może jakaś inna?

                    A więc przyjmij założenie, ze ona ma zasadę np. "pięciu miesięcy" albo "sześciu
                    miesięcy".
                    >
                    > czołgać. Nie musi mi od razu wyznawać miłości, ale niech chociaż do mnie
                    > podejdzie, to ja już się wszystkim zajmę.
                    >
                    No ale skąd ona ma to wiedzieć? Przecież z nia nie rozmawiasz!!!
                    Skąd ona ma w ogóle wiedzieć, że JESZCZE jesteś nia zainteresowany - skoro się
                    do niej nie odzywasz, uwaza że pewnie jesteś obrażony smiertelnie i na zawsze.

                    Działaj!

                    ANia
                    • justus100 Re: Sprostowanie/ Justus / Nooleczka 16.04.04, 12:40
                      NIEPRAWDA.
                      Przecież Jacek pisze, że próbował nawiązać z wielbłądem kontakt, ale Go olała.
                      No to niby co ma zrobić? Przecież wyraźnie ma Go w poważaniu. Jakby jej
                      zależało to sama by przyszła.
                      A skoro niby uważa, że Jackowi zależy tylko na seksie, to znaczy, że nie
                      poznała się na gościu, nie ufa mu itd. Ja bym ją skasowała.
                      Jacku, Marco Ci dobrze napisał- w związku partnerskim nie ma miejsca na
                      czołganie się i poniżanie. Dwa miesiące to pikuś, przejdzie Ci po kolejnych
                      dwóch i po krzyku
                      Pozdrawiam
                      • black-jack-1 Re: Sprostowanie/ Justus / Nooleczka 16.04.04, 13:40
                        Nooleczko, ona wie, że nie jestem obrażony, musi widzieć ten mój psi wzrok,
                        kiedy się mijamy gdzieś w robocie. Poza tym dzień po feralnym wydarzeniu
                        usilnie próbowałem się z nią skontaktować, ale to zignorowała.

                        > Dwa miesiące to pikuś, przejdzie Ci po kolejnych dwóch i po krzyku.
                        Justus, to nie jest jakaś pierwsza z brzegu panienka z nocnego klubu. Dwa
                        miesiące się spotykamy, ale ile wcześniej zacząłem o niej śnić - dobre pół roku
                        już będzie. Jestem teraz tak rozbity, że załapałem się na poważną rozmowę z
                        szefem - zacząłem robić zupełnie podstawowe błędy w pracy. To nie jest coś, co
                        przejdzie po dwóch miesiącach. J.
                        • justus100 Dwa miesiące... 16.04.04, 13:55
                          ... czy pół roku to i tak niewiele. Ja po pomyłce trwającej 1,5 roku spędziłam
                          sama sylwestra, na swoją własną prośbę. Dzień przed sylwestrem, kiedy już
                          wiedziałam, że nie będziemy tego wieczoru razem, poszłam do szefowej się
                          zwolnić, bo czułam się makabrycznie. Trzymałam się dziarsko do momentu, kiedy
                          zaczęłam mówić. Nie wytrzymałam i...rozpłakałam się. Jej pierwsze pytanie:
                          Jesteś w ciąży? Pomyślałam wtedy, że w nowym roku dostanę wypowiedzenie, ale na
                          szczęście nic takiego się nie stało - moja kariera kwitnie i mam w szufladzie
                          umowę o pracę podpisaną na czas nieokreślony, ale ja przecież nie zamierzałam
                          się chwalić...
                          Do tej pory (po 3 miesiącach) nie zachowuje się 100% normalnie i mam tego
                          świadomość: jak można zachowywać się normalnie z kawałkiem wyrwanego serca? Ale
                          nie żałuję niczego, co zrobiłam, żeby uwolnić się od tego pogrążonego trawlera.
                          Jacku, wybacz. Ile masz lat?
                          • black-jack-1 Re: Dwa miesiące... 16.04.04, 14:39
                            > jak można zachowywać się normalnie z kawałkiem wyrwanego serca?

                            Otóż to! Nie można. Sama widzisz, jaki to jest ból. Nie chcę go, boję się, że
                            już nigdy się tak nie zakocham, tym bardziej, że tak w zasadzie, to ja nie mam
                            do niej żadnych pretensji, dla mnie to wszystko nie ma znaczenia, byle tylko
                            jej zależało.
                            A Twoje przejścia w pracy też niezłe.. Boże, jakie szczęście, że nigdy nikt nie
                            będzie mnie podejrzewał o ciążę. Na szczęście z moją pracą też nie jest
                            strasznie - szef zapytał, co się ze mną dzieje i czy przypadkiem nie chciałbym
                            sobie przenieść urlopu na kwiecień. Ale kiedy mnie wezwał słowami: 'Czy
                            moglibyśmy porozmawiać, panie ....ski?', to mnie zmroziło, bo nigdy się tak do
                            nikogo nie zwracał. Już miałem wizję, jak tracę kobietę i pracę i pogrążam się
                            w czarnej rozpaczy.
                            Mam 32 lata, żadna tajemnica. Ale jakie ma to znaczenie?
                            Pozdrawiam. J.
                            • justus100 Re: Dwa miesiące... 16.04.04, 15:34
                              Myślałam, że jesteś dużo młodszy. Taka jakaś chłopięca naiwność bije z Twoich
                              postów smile...
                              Tak czy owak młody jesteś i napewno jeszcze nie raz zakochasz się na zabój. Na
                              100%. Weź się więc w garść i przestań panikować, bo będzie dobrze.
                              Pozdrawiam
                              • black-jack-1 Re: justus 16.04.04, 20:34
                                Chłopięca naiwność... Justus, błagam! Może i z tych moich nieszczęsnych postów
                                wynika, że taki ze mnie rozmarzony chłopaczek, ale jakoś udało mi się w tej
                                dżungli dożyć słusznego wieku ze wszystkimi kończynami na właściwym miejscu, z
                                roboty nikt mnie nie wygryzł, a kilka razy uniknąłem nawet większych pułapek,
                                które na mnie zastawiano - aż taki naiwny zatem być nie mogę.
                                A z tym zakochiwaniem się na zabój, to u mnie wcale nie jest łatwo - pierwszy
                                raz mi się to przytrafiło. Oczywiście, wcześniej ta i owa mi się podobała, ale
                                nie miałem nigdy sensacji tego typu, że przy każdym spotkaniu nieodmiennie
                                zatyka mnie z zachwytu i fascynacji i nie mogę przestać o niej myśleć. Kiedy
                                jest się z kimś 'letnio', można idealnie nad wszystkim zapanować, wiedzieć,
                                kiedy zacząć, kiedy skończyć, czego się oczekuje, a gdy zaczyna się psuć, to po
                                prostu odejść i tak jest dużo łatwiej, ale ja chcę jednak tego zachwytu.
                                Znowu zaczynam się wywnętrzniać, ale trudno. Pozdrowienia. Jacek
                                • justus100 Re: justus 19.04.04, 10:32
                                  Ależ Jacku, nie musisz mi tłumaczyć, co to jest prawdziwa miłość. Ja również
                                  mam poczucie, że zostawiam najprawdziwszą miłość, bo niestety ten człowiek był
                                  wyjątkowym facetem. I nie chodzi mi o uczucie, bo zakochać się na dobrą sprawę
                                  można i w chłopie od pługa. Ale o człowieka jako takiego. Ale, w
                                  przeciwieństwie do Ciebie wierzę, że spotka mnie jeszcze niejedna flama, bo
                                  zwyczajnie...jestem tego warta smile
                                  Sama nie wiem. Bo jego kochałabym do końca życia, ale z drugiej strony ciągle
                                  musiałabym się żyłować i tłumić w sobie naturalne odruchy. A mi się po prostu
                                  nie chce. Albo moje życie jest warte więcej niż tylko ciągłe dopasowywanie się
                                  do cudzych bachorów, wyroków sądu czy kaprysów cudzej żony, wszystko jedno czy
                                  byłej czy jakiej-tam. A może kiedy musimy się jakoś zmieniać, albo dostosowywać
                                  do partnera to nie rokuje to najlepiej dla przyszłości związku?
                                  Ja nigdy nie uważałam, że miłość to piorytet w życiu, Ty możesz- i pewnie masz-
                                  inne do tego podejście i stąd tak trudno Ci zrozumieć moje stanowisko i wice
                                  wersa
                                  Pozdrawiam
                                  • black-jack-1 jeśli nie miłość, to co? 19.04.04, 15:37
                                    Chyba masz rację - to właśnie podejście do miłości nas różni. Dla mnie to
                                    absolutny priorytet - potem jest słynne długo, długo nic. Rozumiem jednak, że
                                    dla Ciebie to może nie być najważniejsze - pytam zatem - co takiego? Co, do
                                    jasnej cholery, jak nie miłość?! ...Praca? Bardzo lubię moją robotę, od
                                    dzieciństwa o niej marzyłem (nie, nie jestem strażakiem) i daje mi ona dużo
                                    satysfakcji, ale bez przesady - gdybym nagle miał jej więcej nie wykonywać, nie
                                    zapłakałbym się. ...Zabawa? Super, ale ile nocy z rzędu można wytrzymać na
                                    tańcach i piciu? I co potem zrobić, kiedy się wraca do pustego
                                    mieszkania? ...Seks? Ważne, ale ile można z kobietami, do których niewiele się
                                    czuje.. I potem jeszcze znosić nieuzasadnione pretensje.
                                    Nie wiem, po prostu nie wiem, co w takim wypadku proponujesz uznać za
                                    najważniejsze (???)... Może mi powiesz i pod Twoim wpływem zmienię
                                    światopogląd?smile

                                    > zakochać się na dobrą sprawę można i w chłopie od pługa.
                                    I chyba jeszcze to nas różni - już mniejsza, że chłop, ale odmówiona mi
                                    została zdolność zakochiwania się w pierwszej z brzegu kobiecie. Ty tak na
                                    serio?

                                    > w przeciwieństwie do Ciebie wierzę, że spotka mnie jeszcze niejedna flama, bo
                                    > zwyczajnie...jestem tego warta smile
                                    Ha! Cóż, ja też wiem, że nie jestem trędowaty, ale co to zmienia? Pewnie i mogę
                                    liczyć na jakieś zainteresowanie, ale czemu, jak dotąd, nie zdarzyło mi się
                                    zakochać na poważnie? Wada w budowie mózgu? serca? Po prostu boję się, że już
                                    coś takiego mnie nie spotka.

                                    > Bo jego kochałabym do końca życia, ale z drugiej strony ciągle
                                    > musiałabym się żyłować i tłumić w sobie naturalne odruchy.
                                    Za pewność, że będę kochał do końca życia, dałbym się pokroić. A tak czy
                                    inaczej - przecież zawsze trzeba się dotrzeć...

                                    Nie wiem, może jestem dziwny. Brat mi kiedyś powiedział, że to właśnie ludzie
                                    mojego pokroju popłeniają samobójstwa z miłości.
                                    Pozdrawiam cyniczną Justus i czekam na odpowiedź. Jacek
                                    • justus100 Re: jeśli nie miłość, to co? 20.04.04, 13:11
                                      Już spieszę z odpowiedzią(ami)
                                      Poznałam juz na własnej szanownej d...że czasem, ba nawet często, najważniejsza
                                      jest duma (śmieszne, wystarczy w tym wyrazie m zmienić na p i wyjdzie coś
                                      innego, hi,hi, ale w sumie sens pozostaje ten sam) Co prawda jest takie
                                      powiedzenie "Pride comes before a fall" ale ja i tak wiem swoje... Ta duma
                                      NIGDY nie pozwoli mi żebrać ani o uczucie, ani o nic innego.
                                      Priorytetem dla mnie jest to, że żyję sobie po swojemu i póki mi los nie namąci
                                      nagłą chorobą, śmiercią kogoś bliskiego (na co nie mam wpływu) jestem jego
                                      panią i samodzielnie decyduję, co zrobię ze swoim życiem. Miłość, pożądanie,
                                      nienawiść i inne silne uczucia robią z człowieka niewolnika. Ja jestem wolna.
                                      Pomijam uczucie idealne, gdzie żadna strona się nie poświęca i nie idzie na
                                      radykalne ustępstwa, ale to jest nieistniejący aksjomat (przynajmniej mi się
                                      nigdy nie przytrafił)

                                      Z tym chłopem od pługa to serio- przecież podobno "miłość nie wybiera"...

                                      "Po prostu boję się, że już coś takiego mnie nie spotka."

                                      Ja również nie mam 100% pewności, że spotka mnie kiedyś prawdziwa miłość, ale
                                      nie będę się wiązała z garbatym pod presją strachu. Wolałabym dokonać bardziej
                                      świadomego wyboru, dyktowanego np. pewnością, że rzeczony garb nie będzie mi
                                      doskwierał.Ja boję się czegoś innego- że dokonam wyboru, zdecyduję się na życie
                                      z jakimś facetem, a potem, po 10 latach małżeństwa obciążonego potomstwem
                                      spotkam kogoś, na kogo czekałam i kto mnie uzupełnia wręcz doskonale. Znasz
                                      takie przypadki? Tylko nie mów, że nie, bo gdybyś nie znał, nie byłoby Cię tu...
                                      Pozdrawiam

                                      • black-jack-1 Re: 20.04.04, 18:33
                                        Ale wymyśliłaś! Duma?! Sorry, ale to mnie zupełnie nie przekonuje. Bardzo
                                        fajnie będzie siedzieć sobie w domu z tą dumą, po parku chodzić z dumą,
                                        szczycić się tą swoją dumą tu i ówdzie, ale z tego tak naprawdę nic nie wynika!
                                        Jasne, że nie można się dać upokorzać, poniżać itp., ale bez przesady - czasem
                                        warto z czegoś zrezygnować, żeby dostać coś dużo bardziej wartościowego.

                                        > Miłość, pożądanie,
                                        > nienawiść i inne silne uczucia robią z człowieka niewolnika. Ja jestem wolna.

                                        Jasne, że robią z człowieka niewolnika, ale naprawdę sądzisz, że lepiej być
                                        samemu z tą swoją wolnością, niż oddać jej część w zamian za innych ludzi?

                                        > Ja boję się czegoś innego- że dokonam wyboru, zdecyduję się na życie
                                        > z jakimś facetem, a potem, po 10 latach małżeństwa obciążonego potomstwem
                                        > spotkam kogoś, na kogo czekałam i kto mnie uzupełnia wręcz doskonale.

                                        Jeszcze wczoraj pisałaś, że byłaś pewna, że jego kochałabyś do końca życia.
                                        Gdyby rzeczywiście tak miało być, to żaden ktoś by się później nie pojawił.

                                        > Znasz takie przypadki? Tylko nie mów, że nie, bo gdybyś nie znał, nie byłoby
                                        > Cię tu..

                                        Słyszałem o takich przypadkach, ale osobiście nie znam nikogo, komu życie tak
                                        by się ułożyło. A dlaczego miałoby mnie tu nie być?? Byłbym i tak. Przecież mi
                                        nie o to chodzi.
                                        Pozdrawiam Cię serdecznie. Ta różnica zdań jest chyba nie do przeskoczenia. J.
                                        • chalsia Re: 20.04.04, 23:47
                                          Spiszcie sobie z Justus protokół rozbieżności. Hi hi hi. A potem po prostu
                                          omijajcie "rozbieżne" tematy.

                                          A stanowisko Justus co do wolności, etc było by niezłym tematem dla
                                          psychoterapeuty do rozpracowania (dlaczego i o co właściwie chodzi). smile))

                                          Pozdrawiam,
                                          Chalsia

                                          • justus100 Re:Chalsia 21.04.04, 10:03
                                            Spisuj Sobie protokoły i lataj po psychologach i terapeutach w czyjejkolwiek
                                            sprawie, jak nie masz nic innego do roboty.
                                            Powodzenia.
                                            • chalsia Re:Chalsia 21.04.04, 11:55
                                              ???????????????????????????

                                              Komus? A po co? Mam wlasne zycie i sprawy.
                                              Widze, ze Ci humor nie dopisuje smile)

                                              Pozdo, Chalsia
                        • nooleczka Re: Sprostowanie/ Justus / Nooleczka 16.04.04, 15:58
                          black-jack-1 napisał:

                          > Nooleczko, ona wie, że nie jestem obrażony, musi widzieć ten mój psi wzrok,

                          Jacek! Przyjmij jedną podstawową zasadę: ona Twoje znaki moze odbierac zupełnie
                          inaczej niz Tobie się wydaje!
                          Np. to w kuchni: dla Ciebie to próba "objęcia", dla niej - być moze
                          próba "szybkiego numerku". W pracy: Tobie się wydaje ze masz psi wzrok, dla
                          niej moze byc to wzrok obrazonego, nieobecnego faceta.
                          Wzajemne dogadanie się to wcale nie jest prosta sprawa!!!!


                          Mam przykład z własnego podwórka patrzę na mojego m zastanawiając się dlaczego
                          do cholery juz 3 dzien chodzi nieogolony, a on do mnie: "nie patrz na mnie z
                          takim pożadaniem" wink
                          I weź tu się dogadaj człowieku...
                          • black-jack-1 Re: Sprostowanie/ Justus / Nooleczka 16.04.04, 20:51
                            Droga Aniu, zgoda, nie mogę mieć pewności, że ona właściwie odczytuje sygnały,
                            które w ten czy inny sposób jej wysyłam, ale, do jasnej cholery, kiedy widzi,
                            że dzwonię albo czyta ode mnie sms-a w stylu 'wyjaśnijmy sobie wszystko, bardzo
                            mi na tobie zależy', to chyba wie, że cierpię i czekam. Co ja mogę więcej
                            zrobić? Nie będę nalegał, bo nie mam zamiaru wymuszać na niej uczuć, chcę się
                            przekonać, czy ona też coś do mnie czuje, bo wydawało mi się, że tak.
                            A Twoja historia z M mogłaby służyć za doskonały przykład do książki "Mężczyźni
                            są z Marsa, kobiety z Wenus"smile Zresztą moje przejścia pewnie też...
                            Pozdrowienia. J.
      • lara27 Re: 09.04.04, 13:29
        black jack a może masz coś na sumieniu???????
        o czym ona modła się przez przypadek dowiedzieć...
        • black-jack-1 Re: Re 10.04.04, 01:08
          Wiesz, Laro, zmusiłaś mnie do rachunku sumienia. Święty nie jestem, swoje za
          uszami mam, ale i ona wie, że nie mógłbym być przykładem średniowiecznego
          ascety, tym bardziej, że trochę jej o tej mojej ‘przeszłości’ kornie
          opowiedziałem. A jeśli chodzi o jakieś ‘grubsze’ numery, które ewentualnie nie
          przypadłyby jej do gustu, to nawet nie znalazłby się nikt, kto mógłby ją o nich
          poinformować. Więc chyba odpada, ale trop w sumie dający do myślenia.
          Pozdrawiam. Jacek
    • marco2002 to się starasz już rok? 09.04.04, 10:43
    • pom Re: Ratunku!!! Nic nie rozumiem! 16.04.04, 16:03

      A rzuć to wszystko w diabły...
    • black-jack-1 A JEDNAK :))))))))))))))))))) 18.04.04, 12:59
      Dzięki Wam wszystkim za rady i wsparcie. Długo się z tym wszystkim męczyłem,
      ale w końcu wyszło na mojesmile Będzie trwało!!! Wczoraj luba zadzwoniła i
      zaprosiła mnie do siebie – i to o porze, w której mały zazwyczaj zapada w fazę
      REM. Przeprosiła mnie mocno, mocno i za uderzenie, i za dotychczasową
      obojętność. Tłumaczyła, że ją przestraszyłem, że tak dawno nie było w jej życiu
      nikogo i że w zasadzie sama nie wie, dlaczego tak się stało, a potem musiała
      przemyśleć, czego właściwie chce. No i chce mniesmile Wreszcie też udało mi się ją
      trochę oswoićwink Szczęścia, moi mili. Jacek
      • procura Re: A JEDNAK :))))))))))))))))))) 18.04.04, 13:43
        czyli warto bylo poczekac! zdaje sie, ze w koncu sama przed soba sie przyznala,
        ze nie jestes jej obojetny. mam nadzieje, ze juz to wie.
        zatem nic innego nie wypada, niz szczescia Wam zyczyc! i wytrwalosci. oraz
        milego dnia. g
        • justus100 Re: A JEDNAK :))))))))))))))))))) 19.04.04, 10:35
          zatem nic innego nie wypada, niz szczescia Wam zyczyc! i wytrwalosci. oraz
          > milego dnia.

          A raczej miłej nocy pełnych wrażeń, hi, hi Albo przynajmniej wytrwałości w
          czekaniu na taką noc.
          • black-jack-1 Re: 19.04.04, 15:52
            > > milego dnia.
            >
            > A raczej miłej nocy pełnych wrażeń, hi, hi Albo przynajmniej wytrwałości w
            > czekaniu na taką noc.

            Czy to miało być złośliwe?smile Do teraz pamiętam, jak mi przywaliłaś z tymi
            wyrafinowanymi figlami (a raczej ich brakiem)... Przekonamy się, przekonamy...
            Ja ze wstępnych badań wnoszę, że sytuacja jest niezła.
      • lideczka_27 czyżby................ 18.04.04, 21:26
        Jacku, czy lubej udało się oswoić jednookiego węża? wink))))))))
        hihihihihihihihi....

        sorry za ten głupkowaty żart, ale mam super nastrój, a ten wąż to chyba cytat z
        "Uciekającej panny młodej", ale za cholerę nie pamiętam, czy dokładny wink

        Skoro wszystko się poukładało, to świetnie. Najgorsze są niedomówienia - to
        taki zwis w próżni, brrr. Zawsze wolałam prawdę, choćby najgorszą, niż taką
        niepewność.

        Życzę Wam szczęścia i żadnych burzowych chmur nad głowami.
        pozdrawiam na wesoło smile
        lida
        • konkubinka Re: czyżby................ 18.04.04, 22:26
          powiem ci ze to odwazny krok z jej strony , ze i przeprosila i
          zadzwonila .Mysle , ze to naprawde COS , pozostaje mi powiedziec - Ty tez sie
          staraj...nie osiadź na laurach
        • black-jack-1 Re: lideczka_27 19.04.04, 15:42
          Też oglądałem "Uciekającą pannę młodą" i też zapamiętałem to zdaniesmile)
          Ale nie, na takim poziomie oswojenia jeszcze nie jesteśmy...smile Jednak, patrząc
          na ogromne postępy, które robimy, to powinniśmy na dniach dojść do tego punktu
          programuwink Pozdrowienia. J.
      • nooleczka Re: A JEDNAK :))))))))))))))))))) 22.04.04, 13:35
        black-jack-1 napisał:
        > przemyśleć, czego właściwie chce. No i chce mniesmile Wreszcie też udało mi się

        >
        > trochę oswoićwink


        WIEDZIAŁAM!!!
        Wiedziałam że coś z tego będzie.
        No to teraz przed Wami NAJPRZYJEMNIEJSZY okres zakochania smile)))

        Powodzenia i tak trzymaj
        ania
    • black-jack-1 Dziecko za ścianą... 19.04.04, 16:46
      No właśnie, teraz to sobie uświadomiłem. Wszystko fajnie, luba i te sprawy,
      tyle, że nigdy mi się nie zdarzyło być z kobietą, kiedy za ścianą śpi niewinny
      siedmiolatek... A co, jak się w nocy obudzi?! Albo będzie miał zły sen i nagle
      zacznie krzyczeć?! Jak to jest, kiedy w mieszkaniu śpi jeszcze dziecko? Boję
      się, że cała ta sytuacja mnie zdenerwuje, a wiecie, co się dzieje, kiedy się
      facet w takim momencie denerwujewink Wolałbym uniknąć tego typu niespodzianek...
      Jak ktoś tu jeszcze zagląda, to proszę, niech mi powie, czy należy się tym w
      ogóle przejmować... J.
      • justus100 Re: Dziecko za ścianą... 20.04.04, 13:15
        Wszystko zależy od tego, czy luba jest kobietą namiętną i głośną.... No i czy
        ma szpilki w zanadrzu smile- podobno pomagają w penych niezręcznych sytuacjach....
        • black-jack-1 szpilki? 20.04.04, 18:19
          Legendy o szpilkach nigdy nie słyszałem... W jaki sposób pomagają? Wyjaśnisz z
          łaski swojej?smile Pozdr. J.
          • justus100 Re: szpilki? 21.04.04, 10:05
            Wiedziałam, że jesteś naiwyny. A kto rozumie, o co chodzi? Jak zwycięzy
            niewiedza, to wyjaśnię....
            • black-jack-1 Re: szpilki? 21.04.04, 15:45
              Ohohohohoho!smile Chyba rzeczywiście nie masz dzisiaj najlepszego nastroju... Coś
              się stało?
              Jak zwycięzy niewiedza, to już będzie za późno.
              Pozdrowienia.
              • justus100 Re: szpilki? 22.04.04, 10:38
                Nie, nic się nie stało- tryskam pogodą ducha i sarkazmem, jak zwykle już od 4
                miesięcy....
    • black-jack-1 Re: 20.04.04, 18:15
      Dzięki, Burzo... Hmm... Niedawno dyskretnie zlustrowałem drzwi do pokoju i
      zameczek, hurra, jestsmile
      No właśnie, najgorsze jest to, że młodego nawet nie ma gdzie wysłać. Dziadkowie
      są, ale 50 kilometrów stąd - niby niedużo, ale luba nigdy synka do nich nie
      podrzucała, więc pewnie od razu byłyby dociekania - a dlaczego? I co by miała
      wtedy powiedzieć?smile
      Zostawać do rana nie muszę, w końcu spać, to ja mogę w domu, więc konieczności
      oglądania mnie rankiem by nie było... I jak sobie teraz przypominam, to nawet
      kiedy zostawałem u nich trochę dłużej, nigdy się nie obudził. Może nie ma się
      czym martwić..
Inne wątki na temat:
Pełna wersja