Dodaj do ulubionych

Kolejna macocha do ekipy :))

19.01.11, 10:17
Witam wszystkich,
Wczoraj dopiero trafiłam na to forum, szkoda, że tak póżno, myślałam, że tylko ja mam takie problemy, może to głupio zabrzmi, ale cieszę się że jest jeszcze ktoś, kto ma te same dylematy co ja w związku z exiami, dzieckiem z poprzedniego związku i wyrzutami męża, że jestem nietolerancyjna, nie akceptuję jego dziecka (mimo to, że samo z siebie czasem mówiło do mnie "mamo"- co raczej mówi samo za siebie); przy każdej kłótni o to by jego ex zajęła się dzieckiem częściej niż 3 popołudnia w tygodniu.
Dodam, że matka dziecka spędza z nim 3 popołudnia tj od poniedziałku do środy, a potem oddaje dziecko nam aż do niedzieli wieczór, kiedy mały jest odstawiany do niej. Każde ferie, wakacje, święta mały jest z nami bo jego mama woli jeździc na wczasy z kumplami niż z własnym dzieckiem i urlop jest dla niej a nie dla dziecka.
Ciekawi mnie wasza opinia na taki temat:
Mam dziecko z M ośmiomiesięczne, mój pasierb ma 7 lat. Teraz pasierb jest chory na grypę, exia jak zwykle się na dziecko wypięła, powiedziała że nie weźmie l-4 bo nie może (dodam, że ex mieszka dalej z rodzicami, bo jest samotna), jej rodzice się dzieckiem nie zajmą bo nie.
Ja nie zgodziłam się by pasierb był u nas na czas choroby, bo boję się że zarazi się mój niemowlak. Łatwiej wykurowac 7 latka ,niż niemowlę.
Skutek tego jest taki, że mój M wyprowadził się na czas choroby małego (10dni) do swoich rodziców i siedzi tam z nim, ja zostałam sama jak palec, na mojego M nie mam co liczyć, bo może przenieść chorobę na młodszego bąbla, mało tego usłyszałam, ze jestem nietolerancyjna, nie akceptuję jego dziecka i takie tam inne.
Przecież do cholery jest jeszcze matka!!! Miałam wziąć chore dziecko i zarazić niespełna roczne dziecko, żeby się mnie nikt nie czepiał????
Co Wy robicie w takich sytuacjach?
Ciekawa jestem waszych opinii.

Obserwuj wątek
    • mw144 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 10:57
      Współczuję mężowi i jego dziecku, 7-latek wiele rozumie, więc jakby mu mało było choroby, to jeszcze pewnie się czuje teraz jak piąte koło u wozusad Ale z drugiej strony nawet rodzone matki obu dzieci wpadają na takie "genialne" pomysły wywiezienia gdzieś zdrowego dziecka na czas choroby drugiego, więc mnie nie zadziwiłaś. Co ja bym zrobiła - leczyła starsze w DOMU mając nadzieję, że młodsze się nie zarazi. Z doświadczenia powiem, że da się, przy trójce dzieci sporadycznie zdarzało się, że jak jedno chore to zaraziło się inne.
      • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 11:08
        Dziecko nie słyszało naszej rozmowy więc skąd ma wiedzieć że taka wogóle była???
        A swoją drogą oddałabyś swoje chore dziecko???
        Może trzeba współczuć matce, że własne dziecko z całą świadomością wysyła jak niechcianego psa?
        • braktalentu Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 12:19
          AAAA to o to chodzi w tym wątku.
          O potępienie wrednej Eksiary, która dziecko chore "wysyła jak niechcianego psa".
          Ale gdzie to dziecko wysyła? Do przytułku? Na ulicę? Obcym?
          Nie, do ojca rodzonego, który ma równie psi co niechciany przez nową żonę obowiązek zająć się swoim chorym dzieckiem.
          A może ojcowie są jakoś zwolnieni?
          Może ojcem niemowlaka jest się bardziej niż ojcem kilkulatka i wobec ośmiomiesięcznego ma się większe zobowiązania niż wobec starszego?
          • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 12:32
            Tylko czemu za każdym razem ten "psi obowiązek" spada na ojca co????
            A co jak młodszy będzie chory?
            Też zostanie tylko ze mną bo exia starszego nie weźmie specjalnie i wtedy M będzie musiał też iść do dziadków by się starszy nie zaraził?
            I co z obowiązkiem wobec młodszego???
            Młodszym musi się zajmować zawsze matka, bez względu na to które dziecko jest chore, a starszym matka zajmować się nie musi?
            Narazie wygląda na to, że ojciec musi być bardziej ojcem dla starszego, więc nie wiem o co Ci chodzi, ale masz prawo myśleć co chcesz.
            • braktalentu Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 15:03
              Bo jak się uprawia seks bez zabezpieczenia, to ponosi się konsekwencje. Konsekwencją posiadania przez Twojego męża dziecka jest konieczność zapewnienia temu dziecku opieki. I na tę konieczność nie ma wpływu czy matka dziecka jest wariatką, wyjechała, czy zmarła. Istotne jest dziecko i obowiązki, które ma wobec Niego ojciec.
              Przy chorobie młodszego dziecka obowiązują dokładnie te same zasady i dokładnie to samo ryzyko, że się rodzeństwo zarazi. Jak byś się poczuła, gdyby mąż oznajmił Ci, że w związku z ryzykiem zarażenia się starszego dziecka nie wyraża zgody na pozostawanie młodszego w Waszym domu, sugerując, że powinni się Nim zająć dziadkowie. Co byś zrobiła?
              Twój mąż nie zdecydował się na opuszczenie domu i zostawienie Ciebie i młodszego dziecka z powodu choroby starszego. To TY WYRZUCIŁAŚ starsze dziecko z domu (bo tym właśnie jest niewyrażenie zgody na Jego pozostanie) i postawiłaś ojca tegoż dziecka pod ścianą.
              Skoro dałaś mi prawo myślenia co chcę, to myślę, że nie akceptujesz dziecka męża z pierwszego związku (jak inaczej wytłumaczyć WYRZUCENIE chorego dziecka z domu - czyjekolwiek by nie było), czujesz się niepewnie i dowartościowujesz się oceniając macierzyństwo Eksi, stawiasz męża przed wyborem młodsze, czy starsze dziecko - a to może się skończyć fatalnie przede wszystkim dla młodszego dziecka, które póki co ma jeszcze szansę na rodzinę w komplecie.
              • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 15:59
                Teraz to przeginasz.
                Może Ty w imię chorych zasad świadomie naraziłabyś na chorobę swoje dzieci, pewnie tak, a jak jesteś taka rodzinna i z zasadami to ciekawa jestem czemu tak bronisz ex? Matka nie ma żadnych obowiązków???
                Sama nie wiesz o czym piszesz, z jednej strony krytykujesz z drugiej popierasz oddawanie dziecka, zastanów się jakie jest twoje stanowisko bo ex może oddać dziecko a ojciec MUSI się nim zająć tak?
                W nosie mam to co o mnie myślisz, jesteś tak rozchwiana, jak twoje wypowiedzi, założe się, że z przyjemnością pozarażasz swoje dzieci/ko żeby mieć radochę z tego, że jak cierpią to wszyscy razem.
                Gratulacje!!! Rob sobie szpital z domu, proszę bardzo i chwal się swoim miłosierdziem, założę się, że tu robisz z siebie świętą, a tak naprawdę to straszna z ciebie zołza.
                Jak jedno Ci zachoruje na niewydolność nerek to drugiemu każesz wyciąć zdrową nerkę żeby było po równo?????!!!

                • braktalentu Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 16:47
                  "Może Ty w imię chorych zasad świadomie naraziłabyś na chorobę swoje dzieci, pewnie tak, a jak jesteś taka rodzinna i z zasadami to ciekawa jestem czemu tak bronisz ex. Matka nie ma żadnych obowiązków??? ?"

                  Między nie wyrzuceniem chorego dziecka z domu, a świadomym zarażaniem własnych dzieci grypą jest jeszcze kupa rozwiązań pośrednich. Wpadają na nie od wieków matki posiadające więcej niż jedno dziecko, oraz macochy mające świadomość, że pasierby to rodzeństwo ich dzieci.
                  Co mają zasady i poziom rodzinności do obrony Ex? Czy rodzinność kojarzy Ci się z obroną własnego stada przed byłą żoną męża? Może masz kiepską definicję rodzinności, albo zasady wspólne z Kalim. Jak pasierb chory to pasierb won, jak moje dziecko chore to ...pasierb won.
                  Stwierdzenie, że jak jedno z rodziców jest niewydolne to drugie musi przejąć jego rolę i robić za dwóch nie jest obroną Ex.

                  "Sama nie wiesz o czym piszesz, z jednej strony krytykujesz z drugiej popierasz
                  > oddawanie dziecka, zastanów się jakie jest twoje stanowisko bo ex może oddać d
                  > ziecko a ojciec MUSI się nim zająć tak?"

                  Nie popieram wyrzucania chorego dziecka z domu. Twoja Ex nie wyrzuciła dziecka z domu, tylko oddała pod opiekę ojca. Twój mąż nie wyrzucił chorego dziecka z domu, tylko zapewnił Mu opiekę. Osobą, która chore dziecko z domu wyrzuciła jesteś TY.
                  Jeżeli jedno z rodziców jest niewydolne i oddaje dziecko, to drugie z rodziców MUSI się nim zająć.

                  "W nosie mam to co o mnie myślisz, jesteś tak rozchwiana, jak twoje wypowiedzi,
                  > założe się, że z przyjemnością pozarażasz swoje dzieci/ko żeby mieć radochę z t
                  > ego, że jak cierpią to wszyscy razem. "

                  Jak na kogoś kto ma w nosie co o nim myślę zadałaś sobie dużo trudu, żeby uświadomić mi jak bardzo się mylę. Chętnie przyjmę zakład, najlepiej o duże pieniądze.

                  "Gratulacje!!! Rob sobie szpital z domu, proszę bardzo i chwal się swoim miłosierdziem, założę się, że tu robisz z siebie świętą, a tak naprawdę to straszna z ciebie zołza. "

                  W przeciwieństwie do innych internautów nigdy nie wierzyłam w anonimowość w sieci. Wiele forumek zna mnie osobiście. Nie ryzykowałabym kolejnego zakładu, bo ciężko będzie Ci udowodnić moją zołzowatość. Masz problem z hazardem? to już drugi zakład w jednym poście.

                  "Jak jedno Ci zachoruje na niewydolność nerek to drugiemu każesz wyciąć zdrową n
                  > erkę żeby było po równo?????!!!"

                  Jak jedno zachoruje na niewydolność nerek to drugie zostanie wzięte pod uwagę jako dawca. Dotyczy to również nerek pasierbicy. I jako dawcy i jako biorcy.
                  >

                  • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 17:01
                    Faktycznie dajesz się poznać jako alfa i omega w sprawach rodzinnych, czytałam twoje wcześniejsze posty i ze wszystkich bije na kilometr twoja powalająca pewność siebie i przekonanie, że znasz się na wszystkim najlepiej.
                    Krytykujesz wszystko i wszystkich, to Twoje musi być zawsze na wierzchu i nawet ze swobodnej dyskusji na temat choroby pasierba robisz jakąś osobistą wojnę, musisz mieć masę kompleksów skoro nawet na forum robisz wszystko by postawić na swoim i udowodnić, że Ty wiesz wszystko najlepiej.
                    Gardzę takimi mądralami życiowymi co uzurpują sobie prawo do oceniania innych na podstawie kilku zdań, które przeczytały.
                    Na tym koniec tej jałowej gadki z tobą, na więcej z mojej strony nie zasługujesz.
                    • braktalentu Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 22:22
                      Ja nie gardzę ludźmi z zasady, ale zaskakują mnie ci piszący kilka zdań z prośbą o ustosunkowanie się do nich i rzucający się z pianą na pysku i hasłami o zołzach po usłyszeniu opinii niezgodnej ze swoimi oczekiwaniami.
                      Czy wyrzuciłaś dziecko z domu (wersja A), czy też zaakceptowałaś decyzję męża o pozostaniu z dzieckiem u dziadków (wersja B) to generalnie masz pretensję do faceta, że jest ojcem innego niż Twoje dziecko. Samo w sobie nie jest to jakąś zbrodnią i większość z nas przechodziła przez podobny etap. Warto jednak zdać sobie z tego sprawę. Warto się zastanowić, postawić na miejscu drugiego rodzica i... no, przyzwoici ludzie wiedzą co się w takich okolicznościach robi.
                      Obrzucenie mnie obelgami nie poprawi jakości Twojego życia rodzinnego. Da Ci ulgę tylko chwilową. A potem znów zła energia da o sobie znać, wzbogacona o frustrację wynikającą z łatwości budowania przeze mnie ładnych, okrągłych, a nade wszystko logicznych zdań.
                      Meliska dobrze robi na skołatane nerwy.
                      A na pogardę dla ludzi to nie wiem co pomaga.
                      • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 22:41
                        To napisz książkę, skoro tak pięknie piszesz. Ja widocznie stałam w kolejce za czymś innym i wcale się tego nie wstydzę.

                        Może powinnaś dostać medal za wzorową postawę macochy???

                        Teraz będziesz czepiać się każdego zdania, które tu napiszę?
                        Cóż, nerwy przeszły, teraz nawet mnie to bawi, dziękuję.
                        Polecam się na przyszłość smile)

                        • edw-ina Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 22:48
                          i wiesz co, my się tu raczej lubimy. czasami wzajemnie sobie za coś dołożymy, ale nie takim językiem i nie na takim stopniu "znajomości". proszę - jeśli chcesz pomocy i potrzebujesz rad - zachowuj się odpowiednio i nie skacz do osoby, która jak Braktalentu, może ci bardzo dużo podpowiedzieć, służyć radą i wsparciem. nieco manier sugeruję.
                          • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 23:03
                            Nie ja to zaczęłam.
                            Może faktycznie w mało klarowny sposób opisałam jak to było, ale to nie jest powód by od razu kogoś chlastać po twarzy i osądzać na dzień dobry, a potem analizować słowo po słowie i wytykać błędy.
                            Nie chcę tu robić z siebie ofiary, ale nie wierzę, po prostu nie wierzę, że braktalentu nie miała podobnych przygód i od razu pokochała swojego pasierba na zabój.
                            Jestem tylko człowiekiem, a nie Bogiem i mam odwagę przyznać, że nie kocham obu dzieci tak samo, pasierb ma już matkę i choćbym nie wiem jak chciała, ja jego matką nie będę!!!! Staram się, naprawdę, ale jakoś narazie mi to nie wychodzi.
                            Zachodząc w ciąże nie byłam w stanie przewidzieć, że swoje własne będę kochać bardziej, nic na to nie poradzę, przynajmniej narazie.
                            Ukrzyżujcie mnie za to!!!

                            • edw-ina Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 23:15
                              nie zachowuj się jak dziecko pisząc "to ona zaczęła". Masz już własne dziecko i takie zagranie zarezerwuj dla niego. Prosząc o opinie, często natykamy się również na takie, których nie chcięlibyśmy usłyszeć/przeczytać.
                              Czasami trzeba dać kopa, żeby ktoś przejrzał na oczy. Żeby się otworzył. Żeby zrozumiał sedno problemu, a nie skupiał się na wątkach pobocznych, które zamazują obraz.
                              Nikt ci nie każe kochać dziecka partnera jak własnego. Zwykle nawet nie jest to polecane, bo wywołuje niepotrzebne komplikacje. Masz je szanować, lubić - to wystarczy. Nikt - przynajmniej w tym miejscu - jeszcze nikogo nie ukrzyżował za fakt, że nie kocha dziecka partnera na równi z własnym.
                              I ja wiem, że miłość bywa egoistyczna, rozumiem, że często emocje nie pozwalają nam wyważyć słów/opinii/ zachowań. Ale człowiek jest tak skonstruowany, że potrafi wyciągać wnioski na przyszłość.
                              Zastanów się, co jest tak naprawdę kwestią newralgiczną pomiędzy wami. przemyśl to, przeanalizuj, zamiast szukać drastycznych rozwiązań danej sytuacji.
                              I jeszcze raz radzę nieco pokory i dobrego wychowania. Mi mama mówiła, że nawet jeśli ktoś mnie wyzywa, nie muszę odpowiadać mu tym samym. To dobra zasada.
                            • braktalentu Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 09:11
                              "nie wierzę, że bra ktalentu nie miała podobnych przygód i od razu pokochała swojego pasierba na za bój. "

                              Proponuję zamiast zdawać się na łaskę wiary, zdać się siłę wiedzy.
                              Wystarczy zapytać.
                              Na pytanie czy pokochałam swoją pasierbicę od razu na zabój i, czy miałam z Nią podobne przygody odpowiadam:
                              nie pokochałam swojej pasierbicy od razu na zabój. Uściślając nie pokochałam Jej nigdy, zresztą z wzajemnością. Bardzo się za to lubimy, niekoniecznie od pierwszych chwil. Miałam podobne problemy (trudności organizacyjne i emocjonalne), ale w przeciwieństwie do Ciebie czytałam co do mnie piszę, żeby rozwiązać swoje problemy, a nie żeby wykazać, że jestem fajna, mam rację, a Ci o odmiennym zdaniu to bydło. Można to łatwo ustalić korzystając z narzędzia szatana zwanego wyszukiwarką.

                              Czy uważasz, że moje, czy Twoje uczucia wobec pasierbów mają jakiekolwiek znaczenie w tej historii. Sama przecież napisałaś, że dziecko niczemu nie jest winne. To co mają do rzeczy Twoje emocje wobec tegoż dziecka? A gdybyś nie tylko nie kochała, ale wręcz nienawidziła syna męża z pierwszego małżeństwa to usprawiedliwiałoby podłość wobec Niego?
                              To jest historia o tym jak zachowywać się przyzwoicie. wobec tych, których kochamy (męża i brata Twojego pasierba) i wobec bliskich, z którymi łączą nas uczucia mniej intensywne (np. pasierbowie, teściowie), a nawet wobec tych, których szczerze nie lubimy (np. ciotka Leokadia z Pobiedzisk).
                              Przyznanie się do niekochania pasierba nie jest aktem jakiejś szczególnej odwagi. Aktem szczególnej odwagi jest przyznanie się do błędów, przeproszenie za nie i staranie zadośćuczynienia wyrządzonym szkodom. I jest to odwaga opłacalna, zarówno dla jednostki jak i dla jej otoczenia.

                              Nie sądzę, aby konieczne było ukrzyżowanie Cię, Sama robisz wystarczająco skutecznie brnąć coraz bardziej w negatywne emocje wobec obcej kobiety - Ex, niewinnego dziecka, kochanego jak mniemam męża i wirtualnego bytu pod nickiem braktalentu - zamiast skupić się na istocie problemu.
                              Jak sobie poradzić?
                              Osobiście zaczęłabym od PRAWDY, czyli opisu sytuacji zgodnego z jej przebiegiem.
                              Przeczytaj też wątek Konstancji. Zastanów się dlaczego, mimo iż ma podobny problem co Ty - Ex z brakiem instynktu macierzyńskiego - nikt nie wiesza na Niej psów.
                              • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 09:27
                                Słońca może nie ma, ale jest nowy dzień i warto go miło zacząć.
                                Do edw-ina'y oraz brak talentu:
                                Mimo chłodnego przyjęcia (tu pewnie padnie komentarz chciałaś-masz) i tak chciałabym Wam podziękować, dzięki Wam wczorajszy dzień szybciej zleciał smile)
                                Dziś moi panowie wracają, młody zdrowy i cały i wiecie co?
                                Mój M sam przyznał, że go trochę poniosło. Że faktycznie ustalaliśmy, że dzieci chorują osobno i przesadził z tym oskarżaniem, że nie akceptuję małego.
                                Dla Was osobne chorowanie, czy nie godzenie się na wspólne chorowanie może wydac się nieprzyzwoite, czy też podłe, dla nas nie i zdania w tej kwestii nie zmienimy.
                                Proponuję zatem zakończyć te słowne potyczki i wzajemne urazy i zacząć od nowa.
                                Jeśli kogoś uraziłam, to przepraszam.
                                Miłego dnia.
                              • erillzw Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 14:14
                                braktalentu napisała:
                                > Czy uważasz, że moje, czy Twoje uczucia wobec pasierbów mają jakiekolwiek znacz
                                > enie w tej historii. Sama przecież napisałaś, że dziecko niczemu nie jest winne
                                > . To co mają do rzeczy Twoje emocje wobec tegoż dziecka?

                                Hmmm.. pomyslmy.. moze to, ze ow dziecko czasem zwraca sie do niej per mamo a ojciec owego dziecka zarzuca jej bycie zla macoccha i brak serca??
                          • tully.makker Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 10:20
                            zachowuj się odpowiednio i nie skacz do osoby, kt
                            > óra jak Braktalentu, może ci bardzo dużo podpowiedzieć, służyć radą i wsparciem
                            > . nieco manier sugeruję.


                            Brak talentu jest jedna z najwiekszym chamek na tym forum i jej posty nie niestety nie moga nic wniesc do niczyjego zycia. Mysle ze sugestie odnoscie manier mozna by skierowac wlasnie do niej.
                            Ale jest na to prosty sposob, mianowicie mozna ja wygasic i nie widziec w ogole bredni, jakie
                            wypisuje, co serdecznie wszystkim polecam.
                            Szkoda zycia naprawde na czytanie bredni panienki upajajcej sie wlasna elokwencja w terminach comiesiecznych, skorelowanych najwyrazniej z PMSem.
                      • erillzw Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 14:05
                        Ja nie wiem moze inaczej czytam ale ja od razu zrozumialam, ze autorka ma zal do meza ze oskarza ja o bycie zla macocha, bez serca bo ta postawila pewne warunki ich wspolzycia razem z jego dzieckiem.
                        Zdaje sie ze kazda z Was pieje tutaj o tym, ze nalezy pewne warunki stawiac i je egzekwowac i ona tak robi ale jest oskarzana o brak serca. Miloby Wam bylo jakby Wasz maz mial Was tak w dupie? Rzucal wszystko bo nie potrafi potrzasnac ex ze maja naprzemienna opieke a nie zalezna od jej widzizmisie? Ilez to bylo tutaj Waszych postow o tym, ze macocha powinna twardo mowic, ze nalezy unormowac pewne rzeczy? Ile bylo zmywania glowy o to, ze dziewczyny tak nie robia i maja z tego problemy? A jak ktos tak robi i zali sie, ze w zamian otrzymuje oblegi jaka jest zla to jest jej wina? Ze jak ona moze w ogole tak postepowac? Gdzie sie podziala Wasza empatia??
                        Sorry ale jestem zaskoczona tym jak pojechalyscie do autorce.. Wy ktore zawsze potraficie poradzic, postawic sie w cudzej sytucji i zrozumiec.. dopytac..
    • agnessam Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 11:03
      Ja akceptowalam pobyt pasierba u nas, kiedy byl chory (grypa, wszy itd), ale pod warunkiem, ze w tym czasie to ojciec dziecka opiekuje sie synkiem w domu. Ojciec chlopca mial wlasna firme wiec bral czas wolny jak byla taka potrzeba.
      Eksia podeslala nam mlodego kilka razy, bo ona ma 3 dzieci ze swoim obecnym mezem i tez nie chciala, zeby sie zarazily od starszego.
      Zaznaczam, ze my nie mamy wspolnych dzieci.
    • tully.makker Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 11:06
      Hmm, kiedy moj starszak chorowal a w domu byklo niemowle, zawiozlam starszaka do dziadkow i jakos nikt nie ucierpial emocjonalnie. Podobnie gdy mlody mial grype zoladkowa, straszy poszedl do moich rodzicow, zeby sie nie zarazic...

      wszyscy przezyli.
      • braktalentu Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 16:56
        Różnica polega na tym, że mówimy o dwojgu dzieciach, które mieszkają w Twoim domu na stałe i nikt nie ma wątpliwości, że to jest ich miejsce. Mówimy o decyzji podjętej przez matkę tych dzieci, a nie przez macochę / ojczyma.
        Autorka wątku oznajmiła swojemu mężowi, że w domu nie ma miejsca dla Jego chorego syna. To tak jakby Twój partner kazał Ci wywieźć Twojego syna do rodziców. Wywiozłabyś i zostawiła samego, czy została z Nim?
        • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 17:07
          Autorka wątku oznajmiła swojemu mężowi, że w domu nie ma miejsca dla Jego chore
          > go syna.
          Byłaś przy tym?
          Słyszałaś co mówiłam?
          To M sam zadecydował, że mały nie powinien być tu, tylko z nim, tam u dziadków.
          Nie radzisz sobie w życiu i w taki sposób odreagowujesz???Osądzając innych bez znajomości sytuacji??
          Znajdź sobie jakies porządne hobby, znaczki zbieraj zamiast tu ujadać jak pies na łańcuchy za każdym kto przejdzie obok.
          • braktalentu Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 22:05
            Nie, nie byłam. Opieram się na informacjach, których dostarczyłaś. To Ty napisałaś, że wyjazd męża z dzieckiem do dziadków to efekt Twojej decyzji. Cytat: "Ja nie zgodziłam się by pasierb był u nas na czas choroby?
            Primo: gdybym chciała prowadzić dysputę na temat poziomu mojego radzenia sobie w życiu, to założyłabym wątek, który uprawniałby do wypowiedzi na ten temat. Nigdzie nie zauważyłam swojej prośby o ocenę mojego życia. Natomiast na końcu Twojego postu rozpoczynającego wątek wyraźnie pada pytanie o opinie forumek. Chciałaś - masz.
            Secundo: osądzam na podstawie dostarczonych przez Ciebie informacji. Nie zgodziłaś się, żeby chore dziecko przebywało w Twoim domu, mając świadomość, że matka tegoż dziecka nie nadaje się do sprawowania nad Nim opieki. Dodatkowo masz pretensje do męża, że zachował się w tej sytuacji jak na ojca przystało. Myślisz, że jeśli zajmę się hobby, zamiast napisać to na forum, to zmieni fakt wyrzucenia chorego dziecka z domu chociaż o jotę?
            • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 22:18
              Pytanie brzmiało, co wy robicie w takich sytuacjach a nie oceńcie moje postępowanie.
              Mam żal, że mimo tego iż wcześniej było ustalone, że chory starszak nie będzie u nas chorował, zostałam oskarżona o brak serca itp.
              Mogłam dodać na samym początku, że nie zgodziłam się by u nas zostawał podczas wcześniejszych rozmów, a nie w momencie gdy mały przekraczał próg naszego domu, następnym razem nie omieszkam w każdym szczególe Ci się wyspowiadać jak było, żebyś nie miała okazji po mnie pojeździć, chociaż znając Twoje upodobania to zawsze coś znajdziesz..
              • braktalentu Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 22:41
                Specjalnie szukać nie muszę. Po pierwsze nie czytasz co piszesz. W ostatnim zdaniu pierwszego postu PROSISZ O OPINIE. Po drugie warto by było ustalić jedną wersję wydarzeń, bo jak do tej pory mamy tę, w której pasierb zawsze chorował u was, tę w której było ustalone, że nie choruje u was, tę w której dziecko na progu zostało wyrzucone i tę w której mąż SAM zdecydował o pozostaniu z synem poza domem, a potem oskarżył Cie o brak serca.
                Nie wymagam spowiedzi, ale odrobina wiarygodności wydaje mi się całkiem na miejscu.
                • erillzw Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 14:10
                  Braktalentu, ona pytala o opinie nt. posiadania niemowlaka w domu, zrzucania opieki nad chorym dzieckiem przez ex i fakt, ze maz wyprowadzil sie do rodzciow zeby zaopiekowac sie dzieckiem ktore pozbyla sie rodzona matka. I czy inne dziewczyny maja tak samo.
                  Co Ty pierwszy raz jestes na tym forum, ze nie wiesz, ze kobiety pisza tu czesto pod wplywem emocji?

                  Poza tym chyba wybiorczo czytac, bo autora dopisala, ze pasierb chorowal u nich kiedy nie bylo malego i nie bylo problemu i dopisala, ze ustalili (po czasie, ale jednak) ze jak niemowle jest w domu, to syn meza nie bedzie chorowal w domu. I napisala tez, ze odebral dziecko od matki ktora nie chce opiekowac sie nim w trakcie choroby pojechal od razu do rodzicow i stamtad zadzwonil do autorki mowiac, ze zostaje z malym u rodzicow bo ona i tak nie zgodzilaby sie na to by byl w domu dodajac, ze nie ma serca. Mimo, ze sam sie na to zgodzil.

                  Czytaj dokladnie, skoro ja moge.
                  Ja wiem, ze autorka Cie zaatakowala w odpowiedzi na Twoj atak ale chyba nie trudno na spokojnie potem przeczytac co napisala?
          • nangaparbat3 Lolka 22.01.11, 15:54
            Odpowiedzialnośc za zrozumienie komunikatu spoczywa na nadawcy - czyli na Tobie. A napisałaś jakoś niejasno, ja tez własnie miałam wracać do Twoich pierwszych postów, żeby wreszcie pojąć, co sie wydarzyło.
            Ktoś nie zrozumiał - trzeba spokojnie wyjasnic. I już.
    • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 11:14
      Ja też uważam, że nie jest zbrodnią to, że wolałam by pasierb nie był razem z niemowlakiem.
      Swoją drogą przykro tylko potem słyszeć, że jestem taka zła macocha, bez serca.
      Gdyby nie było innego wyjścia to oczywiście pasierb byłby z nami, boję się że tera przy każdej chorobie exia będzie go nam podsyłać bo jak raz go wzieliśmy mimo niemowlaka to już będziemy go brali zawsze.
      Dopóki nie było niemowlaka na świecie, mały zawsze podczas chorób był u nas, czasem nawet miesiąc bez przerwy, może byłam naiwna myśląc , że jak będzie dzidziuś to coś do tego durnego łba matki dotrze i nie będzie już tak robić, cóż jakoś to trzeba przeżyć.
      • kittykitty Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 20:18
        lolka, nie rozumiem - raz piszesz "Ja nie zgodziłam się by pasierb był u nas na czas choroby" potem "To M sam zadecydował, że mały nie powinien być tu, tylko z nim, tam u dziadków" a potem skarżysz się "Swoją drogą przykro tylko potem słyszeć, że jestem taka zła macocha, bez serca". To jak to w końcu było?
        • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 21:34
          Ok, uściślam. Pisząc, ciężko dosłownie oddać sytuację.
          Mój M odebrał dziecko chore od matki i zawiózł do dziadków, zadzwonił już będąc u dziadków i powiedział, że już tam zostaje bo lepiej by mały się nie zaraził, a po drugie ja pewnie i tak nie zgodziłabym się żeby go przywiózł do nas (kiedyś już to uzgodniliśmy i nie widzę w tym nic złego). I tyle.
          Nie było żadnego wyrzucania chorego dziecka!!!
          Nie róbcie ze mnie baba jagi. , awantura poszła o to , że matka oddała chore dziecko, a nie o to, że ja je wyrzuciłam z domu.
          Pytałam, jak to jest u was z czystej ciekawości, bo u mnie zanim pojawił się bobas, mały chorował bez problemu i "wyrzucania z domu" do dziadków.
    • braktalentu Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 11:15
      Nie pozbywamy się z domu członków stada, tylko dlatego, że są chorzy lub na przykład starzy i upierdliwi. Mąż nie chodzi chorować do swoich rodziców, ja do swoich, a dzieci nie wysyłamy do dziadków. Dzieci, które nie muszą być hospitalizowane leczymy w domu, wiedząc, że w takich niekomfortowych chwilach właśnie wsparcie stada jest bardzo ważne. Na miejscu Twojego męża też poczułabym, ze w Twoim życiu nie ma dla mnie miejsca. Dla mnie, bo na całość mnie składa się również fakt bycia rodzicem starszego dziecka.
      • 333a13 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 12:00
        Nie wiem co bym zrobiła na Twoim miejscu, bo mój niemowlaczek dopiero rośnie w brzuchu... Jedno jest pewne, chyba nie powinnaś mieć pretensji do M-a, że zajmuje sie swoim dzieckiem. Skoro Mały ma nieodpowiedzalną matkę, która ma gdzieś syna i nie może być z nim w czasie chodoby u Was w domu, to nie dziw się, że M nie chce synka zostawiać na pastwę losu. Możesz mieć pretensje do losu, do exi itd, ale nie widzę powodu dla którego na Twoim mężu skupia się całe rozczarowanie i złość na obecną sytuację... Co on ma w takim przypadku robić??? Kłócić się z Tobą o prawo pobytu swojego dziecka u Was czy kłócić z exią o jej obowiązki??? On po prostu w zaistniałej sytuacji wybiera dziecko i jego dobro i nie widzę w tym niczego dziwnego...
        • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 12:15
          Masz rację, dziecko nie jest niczemu winne i musi być z ojcem skoro matka nie chce, trochę mam żal do M że nie potrafi twardo sie exi postawić, a mnie tak ostro krytykuje.
          Życzę aby dzidziuś przyszedł zdrowy i o czasie i obyście nie mieli takich dylematów. smile)
          • mw144 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 12:52
            A gdyby odwrócić sytuację, to wciskałabyś na siłę własne dziecko swemu exmężowi, który miałby je głęboko w du*ie w imię idei, że skoro spłodził to musi się nim zajmować i siedziałabyś spokojnie w domu wiedząc, że dziecku jest u ojca źle?
          • kittykitty Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 20:35
            piszesz, że masz do męża żal, że nie potrafi się twardo exi postawić - ale co to znaczy? czego od niego oczekujesz? że twardo powie jej, że się nie zaopiekuje własnym chorym dzieckiem??? Ja rozumiem, że dla Ciebie ważniejsze jest Twoje dziecko, ale dla niego obydwoje dzieci są równie ważne, bo są w równym stopniu jego dziećmi...

            wiesz, ja czasem jestem w podobnej sytuacji do twojego męża - gdy mój nastoletni syn z pierwszego małżeństwa nieźle da nam popalić to mój obecny mąż czasem ma do mnie pretensję, że za mało twardo egzekwuję od mojego byłego obowiązki wychowawcze, że ex powinien brać większy udział itp. No, ale on nie chce i już. To co mam zrobić? W chwili, gdy mojemu obecnemu mężowi się "przelewa" i ma dość pasierba, mam Młodego jak worek kartofli na siłę wepchnąć mojemu ex?
            • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 21:49
              Nie wiem, może zamiast ulegać każdym jej zachciankom, typu: w dniu, w którym dziecko jest u niej,podkreślam U NIEJ - tel o 7:00 rano "za pół godz przyjedź po dziecko, bo ja idę do pracy, a potem nie mam dla niego czasu" i on rzuca wszystko, spóźnia się do roboty lub angażuje swoich rodziców, jedzie po dziecko, bo pani mama ma taki kaprys. I np zamiast robić, to co mamy zaplanowane, np zakupy czy sprzątanie, to mamy małego.
              Nie jest to problem, bo mały jest super, ale chodzi o to, że my też mamy swoje plany i w takich sytuacjach M mógłby jej po prostu odmówić i tyle.
              Efekt jest taki, że dziecko mimo tego, że niby jest określone w jakie dni jest u nas, a w jakie u niej, to nigdy tych ustaleń się nie dopełnia, bo pani ex co chwila ma inną koncepcję.
              tak samo jest w każde święta, cała moja i mojego M rodzina jest podporządkowana pod ex, która do końca trzyma nas w niepewności i np dzień przed wigilią łaskawie się określa czy w ogóle i o której weźmie dziecko. Od 5 lat nie możemy ustalić konkretnej godz wigili, męczy mnie to cholernie, a moze gdyby jej jasno w takich przypadkach określał, że ma się decydować kilka dni wcześniej i dotrzymywać słowa to było by prościej dla wszystkich.
              • edw-ina Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 22:05
                przepraszam, ale wyjaśnij mi logikę swego postępowania, bo nie kumam. Ileś tam lat jesteś z facetem, któremu nie udało się ustalić rozsądnych kontaktów z dzieckiem i z ex partnerką. Widzisz to, wkurza się to, lecz brniesz dalej w związek z nadzieją, że to się zmieni? Że raptem facet nauczy się tupać nogą? Że jego ex - przyzwyczajona do tego (przynajmniej według tego, co napisałaś), że wszystko wygląda tak jak ona chce, raptem zacznie współpracować i iść wam na rękę?
                Dziecko twojego M ma bodajże 7 czy 8 lat ( o ile pamiętam), Ty piszesz, że od pięciu lat nie nie możecie zaplanować żadnej wigilii. Jeśli to nie jest figura retoryczna, to dość długo trwa nieuregulowany stan rzeczy, a dziecko de facto jest w nim wychowywane od samego początku.
                I ja rozumiem i popieram interesowanie się dzieckiem, zawożenie/odbieranie ze szkoły/ wspólne odrabianie lekcji itp., nie pojmuję tylko jak można to wszystko robić w taki chaotyczny sposób, pakować się w nowy związek itp. jakoś to dla mnie mało odpowiedzialne.
                • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 22:29
                  To jest chaotyczne, nieuregulowane i trudne. Cały czas miałam nadzieję, że to się w końcu kiedyś zmieni.
                  Początkowo myślałam, że ex po prostu jest zazdrosna, że M ułożył sobie życie z kimś innym i w końcu kiedyś jej przejdzie i jakoś się to unormuje.
                  Ileż można tak komuś grać na nerwach? Zemsta za to, że ona dalej jest sama?
                  potem myślałam, że ex zlituje się nad nami bo mamy małego bobasa i zacznie w końcu bardziej się swoim synem zajmować np gdy jest chory. Kurde przecież ludzie się zmieniają.
                  A jakoś nie potrafię tego wszystkiego zaakceptować na zasadzie "widziały gały co brały".

                  • edw-ina Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 19.01.11, 22:45
                    nie lubię wyrażenia "widziały gały, co brały", więc go nie użyję, ale powiem, że obserwacja jest podstawą myślenia i wyciągania wniosków. Miałaś prawo mieć nadzieję, ale nadzieje są zwykle płonne, jeśli niczego się z nimi nie robi. To jak w tym dowcipie - Boże, ty spraw żebym wygrał w lotka. - człowiecze, daj mi szansę i kup los!
                    Jeśli miałaś nadzieję, to trzeba było coś z nią zrobić. krok po kroku, krok po kroku. Przypominać, rozmawiać itp. Bo teraz to takie drastyczne skakanie z tego wychodzi i nic dziwnego, że mąż się buntuje.
                  • kittykitty Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 09:34
                    Wiesz, powiem Ci coś co nie jest wprost odpowiedzią na Twojego posta - może trochę złapiesz perspektywę drugiej strony, może Ci się to na coś przyda.
                    Tak jak pisałam, jestem niekiedy na miejscu Twojego męża - mam zarówno exa jak i obecnego męża, któremu nie podoba się postępowanie exa. Dopóki obecny mąż mówi do mnie "zrób coś tzn. powiedz exowi, zażądaj od exa itd." to jest OK. Ale dostaję szału, gdy czepia się mnie, że ex czegoś nie robi. Dlaczego? Bo jestem kompletnie bezradna. Nie dlatego, że nie wiem co zrobić albo jak to zrobić, albo tego nie robię, tylko dlatego że to co robię nie odnosi żadnego skutku tzn. ex po prostu nie robi tego czego ja od niego oczekuję. I nie ma sposobów na to, by go przymusić, by bardziej interesował się swoim synem.

                    Powiedz mi - co może zrobić Twój mąż, jeśli ex ma głęboko w poważaniu jego oczekiwania i prośby? Tym bardziej, że jak rozumiem nie chodzi o to, by ona pozwoliła mu w większym stopniu zajmować się dzieckiem (wówczas można wkroczyć na drogę prawną i szarpać się w sądach i na policji, ale też bez gwarancji sukcesu), tylko by sama zajęła się tym dzieckiem bardziej - czytaj: by Twój mąż mógł zajmować się nim mniej. A czy to jest jest jego oczekiwanie czy Twoje? Bo tak naprawdę to przecież nie chodzi Ci o to, by exia bardziej troszczyła się o własne dziecko, tylko by Twój mąż mógł troszczyć się o nie mniej tzn. byś Ty miała wygodniej. Wiem, nie brzmi to przyjemnie, ale to prawda. Mnie też jest wygodniej, gdy córka mojego obecnego męża odwiedza nas rzadziej.

                    Tu wiele dziewczyn ma kłopoty z exiami, które w niewielkim stopniu mają ochotę zajmować się własnym dzieckiem. Poczytaj sobie choćby ostatni wątek założony przez konstancję.
                • 333a13 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 10:43
                  Dziękuję za życzonka smile
                  Wiem, że wkurzające jest życie pod dyktando exi... ale czasem jest to mur nie do przebicia... Można przyjąć, że M na wezwanie exi powie jej prosto z mostu: "słuchaj nie mogę teraz przyjechać po dziecko, jak chcesz żebym się nim zajął to go przywieź"... Tylko pytanie jest takie jakie będą tego konsekwencje... Albo exia się czegoś nauczy i dziecko przywiezie albo będzie robiła schody i albo dziecko buntowała przeciwko ojcu, marudziła że tatuś jest zły i niedobry bo się nim nie chce zająć lub będzie mieszała z wizytami i ustalonym grafikiem, alimentami itd. Mnie też często drażni exia i jest sposób załatwiania pewnych spraw, ale w którejś ze sprzeczek M mi wyjaśnił, że on wie że niektóre jej posunięcia są dla nas krzywdzące ale znając ją wie jak to się może odbić na dziecku i czasem woli wyluzować i częściowo poddać pod dyktando exi. Poza tym skoro exia nie ma poczucia odpowiedzialności za dziecko i traktuje go jako swoją maskotkę itd. to Twój M czy nikt inny raczej tego podejścia nie zmieni zwłaszcza pogadankami i kłótniami... Więc jedyne co może zrobić to pogodzić Wasze potrzeby z potrzebami pierwszego dziecka, które jest dla niego tak samo ważne jak Wy...
                  • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 10:55
                    no właśnie tu ciągle chodzi o dobro dziecka. Nie idziemy do sądu, bo M boi się, że nic tam nie ugra. Nie stawia się jej bo to to grozi tym, że mały będzie buntowany przeciw nam. Jest dokładnie tak jak 333a13 napisała.
                    Uchhh, staram się z tym pogodzić, codziennie wbijam sobie do głowy, że tu najwazniejsze jest dziecko, ale jak pani ex odstawia kolejny numer typu:
                    tel do M od ex: "właśnie jestem na rynku z małym (godz 21.) przyjedź po nas bo pada, a nie chcę żeby nasz syn się znowu przeziębił", to po prostu puszczają mi nerwy i zaczynam wrzeszczeć, ze M nie jest niczyim szoferem i że stać ją taxi. Efekt jest taki, że M jest wściekły, że musi wszystko rzucać i jechać po dziecko, a jeszcze dodatkowo ma awanturę z mojej strony.
                    No nie potrafię jakoś spokojnie tego przyjmować - potem, jak temperatura spada, to zaczynam myśleć logicznie i dochodzę do wniosku, że nie miał innego wyjścia, ale w momencie gdy akcja się zaczyna to mam ochotę tłuc talerzami o ścianę.
                    Dziękuję Wam, dobrze, że jesteście, uff można się wygadać czy też wypisać.
                  • tully.makker Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 11:38
                    M mi wyjaśnił, że on wie że niektóre jej posunięcia są
                    > dla nas krzywdzące ale znając ją wie jak to się może odbić na dziecku i czasem
                    > woli wyluzować i częściowo poddać pod dyktando exi.

                    Nasza exia miala zwyczaj karac, a nawet bic Mala, jak tatus nie zrobil tak, jak ona chciala. Najgorsze jest to, ze mimo tych wszystkich przygod mloda kocha matke i tylko czasami jej sie wypsnie jakas historia na jej temat. Choc trzeba przyznac, ze exia przez ostatnie lata bardzo sie poprawila.
                    • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 11:53
                      Nasza exia miala zwyczaj karac, a nawet bic Mala, jak tatus nie zrobil tak, jak
                      > ona chciala.

                      matko święta,a ja myślałam, że moja ex jest najgorsza.

                      Najgorsze jest to, ze mimo tych wszystkich przygod mloda kocha m
                      > atke
                      Im mniej matka kocha tym dziecko bardziej jej broni, sami mamy to w domu. Matka pasierba dla niego jest najlepszą mamą pod słońcem mimo tego, że tak naprawdę jest po prostu suką.
                      Nie mowi nic na jej temat, za to ona wie o nas wszystko.
                      Mały płacze za nią jak jej nie widzi tygodniami, tęskni, serce się kraję jak to dziecko pragnie by jego matka była mamą. Mam wrażenie, że on sam sobie wkręca, że mama jest super, nie przyjmuje opcji, że jest inaczej.
                      Zjeździł pasierb z nami pół świata, 2 razy w roku wakacje i to "tłuste" do tego narty zimą itp. -
                      • tully.makker Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 12:00
                        Wiesz, dla mnie to tez zawsze bylo okropne. Ale przez te 10 lat razem nauczylam sie, ze dla wlasnego zdrowia psychiocznego musze sie troche od tego odizolowac emocjonalnie, bo wyladuje w wariatkowie zamartwiajac sie ciagle czyms, na co nie mam wplywu. zawsze chetnie sie zaangazuje, jak bedzie trzeba, ale nie wystepuje juz z inicjatywami, bo wiem, ze to nic nie da.

                        A co do naszej exi, to sadze, ze niewiele osob jest w stanie ja przebic - otoz wyobraz sobie, ze czesto warunkiem tego, by (na ogol dziadkowie) a czasami rowniez tata mogli wziac Mala jest to, ze zabieramy rowniez jej nowe dzieko z nowego malzenstwa. Mi to tam zwisa, chlopczyk jest mily, w wieku naszego wscieklaka, ktory ma przynajmniej towarzystwo, ale sam pomysl, by tak postepowac to dla mnie cos z kosmosu...
                        • kittykitty Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 12:06
                          > A co do naszej exi, to sadze, ze niewiele osob jest w stanie ja przebic - otoz
                          > wyobraz sobie, ze czesto warunkiem tego, by (na ogol dziadkowie) a czasami rown
                          > iez tata mogli wziac Mala jest to, ze zabieramy rowniez jej nowe dzieko z noweg
                          > o malzenstwa.


                          Cooo?????? zatkało mnie
                        • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 12:09
                          chylę czoła jej pomysłowości!! Choć nie wiem czy nasza (jeśli ktokolwiek zechce mieć z nią dziecko) również na taki pomysł nie wpadnie. Mój M to się martwi, że jak ona się z kimś zwiąże to już zupełnie dziecko oleje, co bedzie z zyskiem dla niego, ale jak zwykle ze strata dla pasierba, bo może matkę stracić całkiem i zostanie mu tylko "okropna" ciocia. smile)
            • agnessam Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 20:20
              kittykitty napisała:
              "W chwili, gdy mojemu obecnemu mężowi się "przelewa" i ma dość pa
              sierba, mam Młodego jak worek kartofli na siłę wepchnąć mojemu ex?"

              Raczej nie radze takiej postawy. U mnie jak mlody dokuczyl ojczymowi, to exia przywozila go nam na kilka dni, zeby "przeczekac" (i odwrotnie - ale wtedy jak juz wlasny ojciec mial go "po dziurki w nosie, ze mna sie nie liczyl) . Z doswiadczenia wiem, ze to nie zalatwia problemu, a tylko zaostrzalo konflikt rodzinny.
      • erillzw Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 13:51
        ???????
        ja nie rozumiem dlaczego tak jedziecie po autorce. Przeciez to rodzonka matka odeslala chore dziecko od ojca!
        Co wy zwariowaliscie, zeby chore dziecko ktore moze zostac z matka jest wywalane do domu do ojca bo matce nie chce sie brac l4 zeby zajac sie wlasnym rodzonym dzieckiem tylko pozbywa sie problemu i zrzuca go na ojca i to jest wina autorki, ze powiedziala, ze lepiej zeby przy noworodku maly nie byl u nich zeby nie zarazac?????
        Czizas!!!
          • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 15:10
            W którym miejscu napisałam ,że M ma wybierać???? PYTAM SIĘ W KTÓRYM????
            Może i nawet mam czasem takie wątpliwości czy nowe dziecko jest tak samo kochane, ale nie kazałam mu wybierać, to już jest BAAAARDZO POSUNIĘTA NADINTERPRETACJA!!!!!
              • erillzw Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 15:45
                braktalentu napisała:

                > Nie da się jednocześnie być ze zdrowym niemowlęciem w domu i chorym siedmiolatk
                > iem w innym domu. Trzeba WYBRAĆ?

                jakie wybrac???
                USTALILI.. WSPOLNIE.
                Nikt nie kazal nikomu wywbierac. Zgodzili sie na taki uklad, oboje? Nic Tobie i nikomu stad do tego skoro wyrazili swiadoma zgode na to.
                A Ty uparcie, ze on biedny mis wybierac musial a ona taka wredna hetera wyrzucila mu dziecko z domu i wybierac kazala..
                Opamietaj sie.
                • braktalentu Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 17:12
                  Emocje wpływają na postrzeganie rzeczywistości. Jak dziecko płacze, że pogryzł je pies, to nie dziwi mnie brak ran szarpanych. Biorę pod uwagę, że pies mógł je potrącić, uderzyło się przy upadku i teraz pod wpływem emocji przedstawia swoją, niekoniecznie prawdziwą wersje wydarzeń.

                  Różnica między naszym podejściem do dopisków i uzupełnień autorki jest taka, że Ty traktujesz je jako pominięte w przypływie emocji, a ja uważam za wyssane z palca na użytek wątku - coby pokazać zołzowatej braktalentu jak bardzo nie miała racji.

                  Numer polega na tym, że bez względu na moją lub Twoją rację autorka zostaje z problemem wynikającym z braku akceptacji dla rodzicielstwa męża. Czy chęć ojca zapewnienia synowi opieki wynika z uległości wobec ex, czy ze świadomości, że była jest wyrodną matką, to i tak przeszkadza Pani L.
                  Ja proponuję skupić się na problemie, a nie na wieszaniu psów na osobach trzecich.
                  A Ty, łyknąwszy "dopiski" z happy endem, możesz Ją wspierać w pretensjach do męża, że ów nie pcha dziecka tam gdzie tegoż dziecka nie chcą.
                  • erillzw Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 23:18
                    braktalentu napisała:

                    > Emocje wpływają na postrzeganie rzeczywistości. Jak dziecko płacze, że pogryzł
                    > je pies, to nie dziwi mnie brak ran szarpanych. Biorę pod uwagę, że pies mógł
                    > je potrącić, uderzyło się przy upadku i teraz pod wpływem emocji przedstawia sw
                    > oją, niekoniecznie prawdziwą wersje wydarzeń.

                    Ahaaaaa... czyli wlasciwie kazdy kto mowi pod wplywem emocji zasadniczo klamie bo one zaburzaja obraz rzeczywistosci.. no tak.., przeciez.. jak moglam na to nie wpasc uncertain
                    Musze uwazac zatem by lepiej pod wpkywem emocji nic nie mowic bo sie moze okazac, ze klamie..

                    > Różnica między naszym podejściem do dopisków i uzupełnień autorki jest taka, że
                    > Ty traktujesz je jako pominięte w przypływie emocji, a ja uważam za wyssane z
                    > palca na użytek wątku - coby pokazać zołzowatej braktalentu jak bardzo nie mia
                    > ła racji.

                    No jasne.. Bo przeciez kazdy wyssysa sobie z palca sprostowania. Nie moze byc tak, ze na spokojnie cos pisze.
                    Moze nie sadz ludzi po sobie?
                    Nie kazdy ma tak, ze klamie zeby wygladalo, ze jest inny niz faktycznie. Naprawde.


                    > Numer polega na tym, że bez względu na moją lub Twoją rację autorka zostaje z p
                    > roblemem wynikającym z braku akceptacji dla rodzicielstwa męża.

                    Aha, zatem teraz jest tak, ze postepowanie wedlug wspolnych ustalen dotyczacych relacji miedzy rodzicem-dzieckiem-nowa partnerka jest brakiem akceptacji rodzicielstwa. mhmmm.. dobrze wiedziec..
                    Jej problemem jest fakt, ze maz jest na kazde skinienie swojej exi bez wzgledu na to czy sa ku temu logiczne przeslanki czy nie i nie robi nic by ta swobode ex ukrocic ani tym bardziej by zapewnic dziecku normalny dom (to jest bez ex ktora zrzuca go jak zbedny balast tatusiowi gdy woli isc na impreze z kumplami) i przejac opieke mimo, ze ma ku temu szanse.


                    >Czy chęć ojca z
                    > apewnienia synowi opieki wynika z uległości wobec ex, czy ze świadomości, że by
                    > ła jest wyrodną matką, to i tak przeszkadza Pani L.

                    bzdura. To jest tylko i wylacznie Twoja bajka na temat tej historii.
                    Jej nie przeszkadza to, ze jest ojcem ale to, ze jest na kazde skienie ex nie widzac, ze ona sie zaslania dzieckiem i go zwyczajnie wykorzystuje. Ile razy juz byly tutaj watki o tym, ze ex wlasnie tak postepuja a ilez bylo madrych wypowiedzi ze nalezy pana meza zreforowac, ze tak byc nie powinno. Czym sie rozni jej sytuacji od tamtych gdzie dalo sie normalnie i bez zmyslania fantastycznych opowiastek komus doradzic?
                    A tu nie dosc, ze piszesz bajki to jeszcze usilnie udawaniasz, ze autorka klamie.
                    Skad to zacietrzewienie?!?!!?!?!

                    > Ja proponuję skupić się na problemie, a nie na wieszaniu psów na osobach trzeci
                    > ch.

                    Ja proponuje patrzec realnie na to co ludzie pisza a nie usilnie udawaniac im ze klamia, wymyslaja i maja problemy jakie im przypisujemy a nie takie jakie sa faktycznie.

                    > A Ty, łyknąwszy "dopiski" z happy endem, możesz Ją wspierać w pretensjach do mę
                    > ża, że ów nie pcha dziecka tam gdzie tegoż dziecka nie chcą.

                    Aha.. czylzi teraz jestesmy juz na wersji, ze ona tego malego nie chce w domu.
                    Piszesz ksiazki? Bo twoje fantazje siegaja coraz dalej z kazda wypowiedzia...
                    teraz okazuje sie, ze dziecko ktotrego do autorki zwraca sie per mamo jest przez nia jednak nie chciane..
                    Za chwile sie dowiemy od Ciebie, ze autorka po cichu dziecko truje arszenikiem! I Ty to wiesz na pewno.
        • braktalentu Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 15:15
          Ponieważ część z nas uważa, że powieszenie kilku psów na Exi nie rozwiąże problemu autorki wątku.
          Ponieważ nie znamy powodów dla których matka nie bierze L4, a autorka wątku ma trudności z opisaniem historii w sposób spójny i wiarygodny, więc nie szczególnie można polegać na Jej relacji.
          Ponieważ część z nas uważa, że ojciec jest tak samo rodzicem jak matka i tak jak w przypadku nieodpowiedzialnych ojców oczekujemy przecięcia ich obowiązków przez matki, tak w przypadku nieodpowiedzialnych matek przejęcie ich roli przez ojców traktujemy w sposób naturalny.

          Gdybym autorka w pierwszym poście napisała, że zgodnie z ustaleniami mąż pojechał z chorym starszakiem do dziadków, a ona wyrażając swój żal z powodu mężowskiej nieobecności została oskarżona o brak akceptacji dla pasierba, to pewnie współczułabym nieporozumienia. Ale pierwsze dwa posty nie są o nieporozumieniu komunikacyjnym, tylko o fatalnym macierzyństwie Exi, odmowie goszczenia chorego członka rodziny i pretensji do męża o wypełnianie obowiązków rodzicielskich. Kolejne zaś to mało wiarygodne doprecyzowania, mające na celu usprawiedliwienie autorki oraz inwektywy w zdaniach nie do końca logicznie złożonych.
          Fajnie, że się opamiętała.
          • erillzw Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 20.01.11, 15:42
            braktalentu napisała:

            > Ponieważ część z nas uważa, że powieszenie kilku psów na Exi nie rozwiąże probl
            > emu autorki wątku.

            Ale wypadaloby racjonalnie podejsc do faktu, ze nieodpowiedzialnosc matki nie znaczy, ze macocha jest bez serca.
            Podobnie jak do tego, ze ta akurat exia w pelni zasluguje na to by te psy na niej powiescic.

            > Ponieważ nie znamy powodów dla których matka nie bierze L4,

            Ale autorka napisala, ze nie bierze L4 bo nie chce i taka dostali odpowiedz od ow exi.
            Czytaj moze dokladnie? A nie emocjonalnie? Bo to takie niesklade potem odpowiedzi potem czytam od Ciebie..

            > a autorka wątku ma
            > trudności z opisaniem historii w sposób spójny i wiarygodny, więc nie szczególn
            > ie można polegać na Jej relacji.

            Aha, czyli rozuzmiem jak ktos jest rozstrzesiony i opisuje cos emocjonalanie to nie mozna mu wierzyc? fajna logika.. A jak dziecko placze bo go boli to rozuzmiem, ze tez nie jest to dla Ciebie wiarygodna opowiesc o tym dlaczego je boli? Super smile)
            Poza tym ciekawe ze ja przychodzac tutaj juz potym jak pojechalas po niej jak polysej kobyle (ona nie pozostala na to obojetna i odwdzieczyla sie tym samym Tobie) ja bylam w stanie doczytac detale ktore dopisala potem i ktore dopelnily obrazu calosci. Tobie mimo odpowiedzi w trakcie wyjasnien jakos sie to nie udalo..

            > Ponieważ część z nas uważa, że ojciec jest tak samo rodzicem jak matka i tak ja
            > k w przypadku nieodpowiedzialnych ojców oczekujemy przecięcia ich obowiązków pr
            > zez matki, tak w przypadku nieodpowiedzialnych matek przejęcie ich roli przez o
            > jców traktujemy w sposób naturalny.

            Swietnie ale czy to powoduje, ze macocha staje sie kims bez serca bo egzekwuje pewne ustalenia? Poza tym.. zauwaz, ze maz ja przeprosil co znaczy, ze wiedzial, ze przesadzil wiec pomylilas sie. I oczywiscie masz problem z tym, zeby to przyznac.
            Przeciez musisz miec racje.

            > Gdybym autorka w pierwszym poście napisała, że zgodnie z ustaleniami mąż pojech
            > ał z chorym starszakiem do dziadków, a ona wyrażając swój żal z powodu mężowsk
            > iej nieobecności została oskarżona o brak akceptacji dla pasierba, to pewnie ws
            > półczułabym nieporozumienia. Ale pierwsze dwa posty nie są o nieporozumieniu ko
            > munikacyjnym, tylko o fatalnym macierzyństwie Exi, odmowie goszczenia chorego c
            > złonka rodziny i pretensji do męża o wypełnianie obowiązków rodzicielskich.

            oczywiscie celowo pomijasz fakt, ze maz po niej wiele razy jechal, ze jest zla macocha i ze ja to boli, tak? Zeby przypadkiem nie wyszlo, ze jednak zle ja ocenilas, ze zalozylas ze jest wredna i wyrodna bo smie nakazywac (przerpaszam egzekwowac WSPOLNE USTALENIA) mezowi by z dzieckiem byl u dziadkow zeby nie zarazac noworodka. I ma czelnosc powiedziec, ze maz jest na kazde skinienie ex, jest dupa wolowa do kwardartu i brak mu jaj zeby pojsc do sadu po pelna opieke..
            Ale to przeciez z nia hest cos nie tak. Kazala wybierac mezowi!!


            >Kol
            > ejne zaś to mało wiarygodne doprecyzowania, mające na celu usprawiedliwienie au
            > torki oraz inwektywy w zdaniach nie do końca logicznie złożonych.

            Ach no taaaaak..
            Oczywiscie detale sa niewiarygodne bo na bank swiadcza o tym, ze autorka sie tlumaczy bo jest taka wredna, nie ma serca. Przeciez to NIEMOZLWIE w twoim mniemaniu by na spokojnie mogla napisac jak wyglada cala sytuacja. To MUSI byc nie wiadygodne i oczywiscie nie logiczne. przeciez ona nie moze byc normalna bo to by znaczylo, ze sie pomylilas i musisz to przyznac..
            Masakra kobieto.. Przykro czytac jak sie zacietrzewilas.

            I btw. Mam odpowiedzi ustawione od najstarszych wiec nieszczesliwie dla Ciebie sklada sie tak, ze wychodzi na to, ze uparlas sie na jakas wersje wydarzen i opinii na temat autorki i zadne jej slowa nie sa w stanie zmienic Twojego - jedynego-slusznego-zdania na jej temat mimo, ze miajaja sie z faktami.
            Ale Ty wiesz lepiej..
            oczywiscie..


            > Fajnie, że się opamiętała.
                • 333a13 Re: erillzw 20.01.11, 19:11
                  Ten wątek już się wyczerpał.
                  Autorka powiedziała co ją boli i poznała nasze opinie na poruszony przez nią temat.
                  Po co więc przykładem naszych polityków kłócić się i obrażać??? udowadniać na siłę kto ma rację i rozdzielać włos na czworo?
                  To forum powstało po to by się wzajemnie wspierać w trudach macochowania, czasem usłyszeć kilka gorzkich słów na temat niewłaściwego podejścia do partnera i pasierbiątek a nie po to by się wzajemnie wyniszczać i obrażać, bo tego to chyba mamy po dziurki w nosie w realnym życiu.
                  • agnessam Lolka 20.01.11, 20:37
                    Lolka,
                    wyglada na to, ze exia, ma twojego M na kazde pstrykniecie palcem i zaslania sie zawsze dzieckiem. Nie tlumacz, ze choroba, ze potrzebna synkowi taksowka itd... problem ma ta pani, a twoj M ma rozwiniete poczucie winy - bo jak nie pojade po synka to sie przeziebi, bo jak nie zajme sie chorym dzieckiem to na kogo bedzie mogl liczyc... pewnie przyklady moglabys mnozyc.
                    Moze czas sie zastanowic, czy exia zakonczyla emocjonalnie swoj zwiazek, czy tylko szuka pretekstow do spotykania sie ze swoim ex? Moze jest samotna? Moze nie pogodzila sie z odejsciem bylego meza, z tym, ze zalozyl rodzine?
                    Porozmawiaj ze swoim M, bo przeciez potrzebujecie jakiejs fachowej porady i moze trzeba sie wybrac razem do psychologa. Te sytuacje sa przeciez dla was meczace i bede sie jeszcze dlugo ciagnac... (niestety) jesli nic sie nie zmieni...

                    Zycze powodzenia
                    • lolka4444 Re: Lolka 20.01.11, 21:11
                      na moje sugestie, że ex ma strategię: sama nie mam związku to zrobię co mogę by zniszczyć Twój.- mój mąż zaczyna żartować: - no widzisz, wszystkie mnie kochają!!
                      Mam wrażenie, że jemu w jakiś sposób pasuje ten układ, nie walczy z tym, przyjmuje ex, taką jaka jest i moje awantury faktycznie nic tu nie dadzą. On sam musi chcieć coś z tym zrobić/ postanowić to zmienić.
                      To trochę tak jak z leczeniem uzależnionego, który zawsze bedzie się zapierał rękami i nogami przed leczeniem, bo wg niego uzależniony nie jest. Do psychologa go nie zaciągnę siłą, a dobrowolnie nie pójdzie niestety.
                      Dziękuję Wam wszystkim.
                      • agnessam Re: Lolka 20.01.11, 21:59
                        No sama widzisz. Tu nie ma problemu z pasierbem i jego choroba. A twoj M akceptuje ta sytuacje, gdzie dwie panie rywalizuja o niego i jemu to najprawdopodobniej pasuje.

                        Moze jeszcze cos macoszki dopiszcie, bo pewnie znacie takie sytuacje. Co wtedy robic?
                      • tully.makker Re: Lolka 21.01.11, 10:21
                        Wiesz co, ja przerabialam w naszym zwiazku podobne problemy - w sensie zachowan na zasadzie - jak ty chcesz tak, to ja wlasnie zrobie odwrotnie. To, co nam pomoglo, to kiedy ja w koncu olalam temat, przestalam wywierac presje, czy kontrolowac chlopa, on sam zaczal robic to, czego od niego oczekuje.

                        Bo caly czas wiedzial, co jest sluszne, wszak nie bedzie mnie sluchal, co innego, jak moze to trobic z wlasnej inicjatywy.

                        Pomysl o tym....
                        • lolka4444 Re: Lolka 21.01.11, 11:28
                          spróbuję. Masz jakiś sposób na niereagowanie w takich sytuacjach?
                          Liczyć do 1000, zając się sprzataniem, by nie myśleć? wychodzić z domu?
                          Ilekroć ex wywija jakiś numer lub mój M się boczy, bo próbuję go kontrolować, to choć bardzo chce, nie potrafię się zamknąć tylko muszę skomentować to i owo. To silniejsze ode mnie sad(
                          • tully.makker Re: Lolka 21.01.11, 13:27
                            Generalnie mysle, ze sposobem na szczescie w zwiazku jest miec wlasne zycie i wlasne zainteresowania, czerpac gratyfikacje ze zroznicowanych zrodel, a zwiazek traktowac tylko jako czesc zycia, szczescia itp. Bo to nie o to chodiz, zeby sie nie odzywac,,kiedy cie krew zalewa, tylko zeby sie zastanowic, czy potrzebnie mnie zalewa i czy to sluzymmojemu szczesciu i zdrowiu. jesli tak, to oczywiscie jechac z awantura, a co. Tylko nie mozna sie klocic o wszystko, warto wybierac te sprawy, ktore naprawde sa DLA NAS KLUCZOWE.
                            • lolka4444 Re: Lolka 21.01.11, 13:52
                              Dziękuję za cenne rady.
                              Na początek spróbuję nie poruszać tematu ex w naszym domu i komentować jej poczynań. zobaczymy czy odniesie to jakiś skutek.
    • nangaparbat3 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 22.01.11, 16:42
      Też uważam, że nie ma sensu wprowadzać chorego na grypę dziecka do domu, gdzie jest niemowlę, i jeśli tylko można tego uniknąć, nalezy tak zrobić.
      NAtomiast Twojej sytuacji nie rozumiem - raz piszesz, że pasierb mieszka u Was (czyli u siebie) od czwartku do końca weekendu (co oznaczałoby opieke ojca), potem że ex "wrzuca" Wam dziecko kiedy zechce, a żadnych umów nie ma.
      Nie dogadujecie się - Twój Maz z ex, a Ty z nim.
      Przy czym Twój stosunek do ex jest tak pełen uprzedzeń i złej woli, że rzeczywiście lepiej, żebyś się na jej temat w ogóle nie odzywała.
      Z tego co piszesz można sądzić, ze jej sytuacja jest nie do pozazdroszczenia - mieszka z rodzicami, a ci jakoś nie kwapią się do pomocy kiedy wnuk choruje - moze są zapracowani, może chorzy i dla nich zarażenie się może być równie, a czasem bardziej niebezpieczne niż dla Twego synka, a moze po prostu nie akcptuja rozwodu corki, jej życia, dziecka etc - to się niestety też zdarza.
      Piszesz , że matka twierdzi że nie może wziąć L4 - no może nie może, takie sytuacje się zdarzają. Nie prostujesz, kiedy ktoś Twoje "nie moze" powtarza jako "nie chce".
      Mnie chodzi o to, ze naprawdę rzadko, jesli w ogóle, zdarzaja się ludzie pozbawieni jakichkolwiek zalet i kierowani wyłącznie złą wolą - a tak tę panią opisujesz. A to jak napadłaś na Braktalentu jasno pokazuje, co potrafisz, kiedy jesteś na kogoś zła.
      • erillzw Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 22.01.11, 18:40
        Raczej pokazuje jak wysoka jest u autorki frustracja ze tak szybko wybucha.
        Zreszta.. mnie to niestety (mimo zenujacego poziomu pyskowki miedzy paniami) nie dziwi.. Bo jesli mam problem z mezem, mam problem z ex, mam problem z tym, ze maz jest dupa i nie umie jasno egzekwowac warunkow i jeszcze mi dop*** ze nie mam serca i jestem zla macocha jego dziecka ktore czasem mowi do mnie per mama i przychodze sie wyzalic a ktos po mnie jedzie, ze jestem egoistka, mysle o sobie, jestem pozbawiona uczuc bo podle wyrzucilam dziecko z domu i w ogole to nie pogodzilam sie z rodzicielstwem meza mimo, ze doslowanie i w przenosi matkuje jego dziecku...
        To tez bym wybuchla, ze nikt nie pyta, nie probuje zrozumiec tylko wszyscy jada i to w mocno niewybredny sposob.. W miejscu ktore winno byc miejscem wsparcia.
        • nangaparbat3 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 22.01.11, 18:51
          Zaczynam podejrzewać, że wiążąc się z rozwodnikiem, zwłaszcza dzieciatym, wiążemy sie także z jego ex - w jakims sensie. Nie sądzę, by ktokolwiek to sobie uświadamiał przed.
          A sytuację Lolki znamy z jednej tylko, skrajnie subiektywnej strony. Parę razy zdarzyło mi sie słyszeć historie tego samego małżeństwa opowiedzianą przez oboje partnerów - i zawsze to były dwie wersje zupełnie do siebie nieprzystające. A w takim układzie wersje są co najmniej trzy.
      • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 22.01.11, 21:34
        NAtomiast Twojej sytuacji nie rozumiem - raz piszesz, że pasierb mieszka u Was
        > (czyli u siebie) od czwartku do końca weekendu (co oznaczałoby opieke ojca), po
        > tem że ex "wrzuca" Wam dziecko kiedy zechce, a żadnych umów nie ma.

        Schemat czwartek -niedziela, jest "umowny" - tylko w teorii, w praktyce zaś, zmienia się to jak ex ma kaprys. Zdarza się miesiąc, że trzyma się "ustaleń", a potem 3 miesiące jest tak, że bierze go do siebie jak jej się chce np na 2 dni, a potem odstawia go do nas na 3 tyg bez przerwy.
        A czasem ma przypływ matczynych uczuć i bierze małego do siebie na 2 tyg bez przerwy i nie ma szans dziecka zabrać w dni, które były przewidziane umową.
        Efekt jest taki, że dziecko nie wie gdzie ma dom.



        > Piszesz , że matka twierdzi że nie może wziąć L4 - no może nie może, takie sytu
        > acje się zdarzają. Nie prostujesz, kiedy ktoś Twoje "nie moze" powtarza jako "n
        > ie chce".

        Zdaje sobie również sprawę z tego, że różnie to w pracy bywa i że czasem nie można wziąć l-4 bo szef, bo dużo pracy, bo nie ma kto zastąpić. Ale parę razy zdarzało jej się wziąć l-4 by jechać sobie na wczasy, o czym potem mojemu M sie chwaliła i to jest "dziwne", że na chorobę dziecka l-4 nie można wziąć , a na wczasy można smile))

        Teraz, po paru dniach jak już największe nerwy puściły, inaczej trochę na to patrzę, staram się też ją zrozumieć, też liczę na to , że się otrząśnie jak kogoś znajdzie, czas pokaże.
        Cieszę się, że jest miejsce gdzie mogę te swoje żale wylać i gdzie są ludzie, co mają podobne przeżycia i mogą służyć swoim doświadczeniem.
        Ja jestem w takim związku 4 lata, i z tego co tu czytam, wnioskuję, że jest szansa, że z czasem to się jakoś ułoży.
        Można zakładać jak będzie wyglądał związek z dzieciatym facetem, lecz dopiero jak się w nim jest, to naprawdę się okazuje jakie to niesie za sobą konsekwencje.

        A to jak napadłaś na Braktalentu jasno pokazuje, co potrafisz, kiedy jeste
        > ś na kogoś zła.
        >
        smile))) To prawda, jestem straszną furiatką, smile))
        Najpierw robię, potem myślę niestety.
        • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 22.01.11, 22:01
          A na samym początku wątku napisałam, że mały jest u nas czwartek- niedziela, bo faktycznie ostatnie 2-3 miesiące się tego próbowali trzymać, dopiero potem jak zaczełam szerzej opisywać swoją sytuację to dodawałam jak to bywało w przeciągu ostatnich lat.
          Widzicie, aż się plączę w zeznaniach, bo tak się to zmienia, a ja nie notuję tych dni, kiedy u nas jest.
          Przykłady, które przytaczałam miały miejsce w przeciągu tych lat, w których jesteśmy razem.
        • braktalentu Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 23.01.11, 21:42
          "A to jak napadłaś na Braktalentu jasno pokazuje, co potrafisz, kiedy jesteś na kogoś zła.

          smile))) To prawda, jestem straszną furiatką, smile))
          Najpierw robię, potem myślę niestety."

          Ja nie jestem furiatką.
          Z innych przyczyn zdarza mi się zachować nieadekwatnie do sytuacji. Nie jestem fanką klepania się po pupciach i nie traktuję forum jak grupy wsparcia, ale czytając co i jak piszesz winnam się była powstrzymać od komentarza.
          Przepraszam Lolka4444.
    • filetta Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 22.01.11, 17:33
      A mnie się wydaje, że Wasza ex większość tego całego zamieszania robi z zazdrości i złości. To charakterystyczne dla wielu kobiet. Jak tylko jej zacznie się układac w zyciu (czytaj: przycumuje na dłużej przy jakimś facecie) duzo się zmieni - raptem zapragnie mieć dziecko przy sobie, tworzyć rodzinę, być wspólnie na codzien i od święta itd. Z poczatku sama się zdziwisz, że z nią można tak normalnie. Tego ci z całego serca życzę!
      • lolka4444 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 22.01.11, 21:47
        Bardzo bym tego chciała, najbardziej ze względu na dziecko, bo on naprawdę bardzo chce mieć tą mamę częściej.
        Tym bardziej, że jest słodkim i kochanym dzieckiem i nie sprawia większych problemów.
        Dlatego CHOLERA MNIE BIERZE jak widzę, że jest traktowany jak zabawka !!! wrrr
        Jeśli obca baba (czyli ja) może sie tak do niego przywiązać to matka powinna za nim świata nie widzieć.
        Ech trudne to wszystko, i boli jak ktoś mi zarzuca brak tolerancji wobec niego, choć czasem myślę, że to dla mojego M dobry sposób na wbicie szpili w kłótni.
        "Nie mam argumentów?"
    • balladynka Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 25.01.11, 21:33
      Dawno mnie nie było ale widzę, że wszystko tutaj po staremu...
      Myślę, że akurat w tym przypadku który opisałaś każda rodzina ma prawo do indywidualnych ustaleń i nikomu nic do tego, zwłaszcza że twój mąż jak rozumiem się co do zasady zgadza. Nie przejmuj się komentarzami, rób co uważasz za słuszne. Myślę też, że w czasach kiedy ze względu na zagrożenie grypą AH1N1 odgórnie ustala się zakaz odwiedzin w szpitalach np. na oddziałach porodowych, przez starsze rodzeństwo też, i w obliczu tego, że niemowlę jak rozumiem z newsów jest w grupie o obniżonej odporności i szczególnie narażonej, to starszemu dziecku (pasierbowi również, nie jest świętą krową tylko dlatego, że jest pasierbem a nie rodzonym bratem) się nic nie stanie jak na parę dni znajdą jakieś inne rozwiązanie. Na szczęście "moja" eks nie jest taka zasadnicza jak co poniektóre panie i chorą młodą sama zatrzymała w domu a w weekend przypadający na męża odwiedził nas tylko syn. Gdyby ona z nią zostać nie mogła albo nie chciała to albo byśmy zastosowali takie rozwiązanie jak Wy, albo ja bym pojechała z młodą do rodziców ale myślę że nie udawałabym dobrej cioci na siłę. Cienka jest granica między pryncypialnością a brakiem rozsądku.
    • koni42 Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 26.01.11, 14:59
      No dobrze...A jakbys miala dwoje, troje WLASNYCH dzieci? Jak bys to zrobila, zeby sie nie pozarazaly? Ja mam jedno z pierwszego malzenstwa, drugie wspolne i maz ma jedno z pierwszego zwiazku. U mnie byl problem wszy. Mialam gule w gardle, ale NIE SWOJE leczylam z paskudztwa i sie wyleczylo. Zalozylam, ze moje tez moga sie wszedzie zarazic. Wydaje mi sie, ze jak wspolne dziecko jest juz kolejnym, to jest latwiej. I o akceptacje i o zrozumienie. Pamietam jak jakis czas temu kolezanka sie mnie zapytala, dlaczego nie powiem mezowi, zeby nie przywozil swojej corki, bo ma wszy i mozemy sie pozarazac. Odpowiedzialam jej, ze moglby to samo powiedziec o moim dziecku. Ze niech opusci dom, niech sie leczy gdzie indziej...Ta wizja tak strasznie mnie zabolala...No i jezeli chodzi o grype, to nosimy maski jednorazowe. Sadze, ze siedmiolatek dalby tez rade. Moje dzieci: 9 lat obydwie dziewczyny i 13 miesieczna najmlodsza...Acha, no i wcale nie jestem idealna. tez wiele rzeczy mnie wkurza, ale przekladam je na siebie i MOJE dzieci i jest latwiej...zrozumiec.





      Niejeden bumerang nie wraca. Wybiera wolność.
      • tully.makker Re: Kolejna macocha do ekipy :)) 27.01.11, 10:20
        Widzisz koni, ja wlasnei opisalam sytuacje w ktorej sa dzieci moje, nasz i jego. I zachowywalam sie podobnie wobec wlasnego starsezego syna, napierw by chronic niemowle przed zarazeniem sie od starszego, potem, by chlronic starszego przed zarazeniem sie od 2-latka ( ze nie pomoglo, a starszy jeszcze zarazil dziadkow, to inna sprawa ;-P). W takiej sytuacji jak nasza, kiedy jest juz 3, a wkrotce dzieci, trzeba czasami postawic na pierwszym miejscu jedna dziecko, a czasami inne z kolei, wazne, zeby bilans wychodzil sprawiedliwie i po rowno...
        Moze za pare lat pasierb autorki watku nie bedzie z kolei do nch przychodzil czasami, bo mlodszy jako przedszkolak bedzie pratkowac czym sie da... takie zycie.

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka