chalsia
26.04.04, 15:02
Co by zejść z tematu kasy, w którym za każdym razem dochodzi do identycznej
dyskusji, ponawiam kwestię zaangażowania i postawy ojca, któryż to ciekawy
wątek jakoś ustąpił kwestiom finansowym i szkolnym.
Poniżej mój post z wątku "Alimenty - wredna next" z 24/04. Ciekawam opinii.
Pozdrawiam,
Chalsia
Przebrnęłam w końcu przez te 2 kobyły.
Są obowiązki i prawa wynikajace z faktu bycia rodzicem ale jest też i kwestia
własnej chęci, zaangażowania i poczucia obowiązku.
I zgadzam się z Mag, że ojciec powinien wykazać ze swojej strony tę chęć i
wewnetrzne poczucie obowiązku poprzez AKTYWNE zainteresowanie (czyli PYTANIE
się). Widać obie znamy sporo przypadków gdzie jest tylko BIERNE
zainteresowanie
(w stylu "matka ma obowiązek o wszystkim informować" - czytaj przedstawić
petycję).
Jeśli ktoś jest zainteresowany i chce wiedzieć TO PYTA. A jak tego nie robi -
to niestety jego "wina" i konsekwencje (niekoniecznie finansowe).
Ja mam obowiązek dwojaki - jako eks powinnam powiadomić ojca o czymś i jako
człowiek stosujący się do zasady "nie rób drugiemu co tobie niemiłe".
A teraz kilka przykładów.
1. Matka informuje ojca, że dziecko chore. Jedyne pytania o stan zdrowia
dziecka mają miejsce tylko podczas wizyty u dziecka. Jeśli ojciec wyjechał i
nie widuje się z dzieckiem - zero zainteresowania.
2. Matka informuje, że odwołuje wizytę ojca bo jedzie z dzieckiem do lekarza.
Zero pytań - dlaczego, co. Potem - również zero.
3. Matka informuje (i to dwukrotnie) ojca w czasie spotkania, że w konkretnym
terminie wyjeżdża z dzieckiem na wakacje w jakis rejon. Po kilku dniach
wakacji
pretensje - jak to, tak długo nie będzie widział dziecka, przecież miało być
tylko kilka dni. Póżniej jeszcze wychodzą ojcowskie pretensje, że nie
wiedział,
gdzie dziecko było. No jak się siedzi z kimś twarzą w twarz i rozmawia np. ze
znajomym z pracy, który mówi, że się wybiera na wakacje, to chyba większość
ludzi spyta się z ciekawości - gdzie.
4. Matka nauczona poprzednim doświadczeniem informuje, że jedzie na wakacje z
dzieckiem i podaje adres (jakieś 200 km od miejsca zamieszkania). Ojciec się
burzy, że przez te urlopy to ma ograniczany kontakt z dzieckiem. Matka
proponuje by w takim razie przyjechał tam gdzie będzie dziecko na sobotę.
Taka
propozycja spotyka się z opinią, że dla matki fanaberii ojciec nie będzie się
samochodem pałętał po Polsce. A ja pamiętam, że jak dzieci są np. na
koloniach
to rodzice (Ci kochający i których na to stać) do nich w weekendy
przyjeżdżają
(nawet na drugi koniec Polski).
5. Matka ze dwa razy mówi, że chodzi z dzieckiem na (konkretne) zajęcia
dodatkowe (najpierw przed rozpoczęciem zajęć, potem już w trakcie). Za jakis
czas ojciec, gdy temat zajęć wyszedl przypadkiem w rozmowie, burzy się, że
nic
nie wiedział. No to już wie. A jeszcze póżniej wscieka się, bo nie wie gdzie
te
zajęcia.
6. Dziecko ma mieć zabieg chirurgiczny w jak najbliższym terminie. Matka
informuje ojca o konieczności zabiegu i potencjalnym terminie. Po tygodniu
potwierdza tenże termin i wtedy się okazuje, że ojca nie będzie, bo wlasnie
kilka dni przed zabiegiem wyjezdza na 2-3 tyg. wakacje. Ojciec dzwoni dzien
po
zabiegu. Pózniej - zainteresowanie dopiero po powrocie z wakacji w czasie
wizyty u dziecka. A póżniej jeszcze pretensje, że zabieg był wtedy, kiedy on
wyjechał.
I to by było na tyle w tym temacie. W moim mniemaniu matka swój obowiązek
spełniła.
A ojciec ???????
Pozdrawiam,
Chalsia