C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu

26.04.04, 15:02
Co by zejść z tematu kasy, w którym za każdym razem dochodzi do identycznej
dyskusji, ponawiam kwestię zaangażowania i postawy ojca, któryż to ciekawy
wątek jakoś ustąpił kwestiom finansowym i szkolnym.
Poniżej mój post z wątku "Alimenty - wredna next" z 24/04. Ciekawam opinii.

Pozdrawiam,
Chalsia


Przebrnęłam w końcu przez te 2 kobyły.

Są obowiązki i prawa wynikajace z faktu bycia rodzicem ale jest też i kwestia
własnej chęci, zaangażowania i poczucia obowiązku.
I zgadzam się z Mag, że ojciec powinien wykazać ze swojej strony tę chęć i
wewnetrzne poczucie obowiązku poprzez AKTYWNE zainteresowanie (czyli PYTANIE
się). Widać obie znamy sporo przypadków gdzie jest tylko BIERNE
zainteresowanie
(w stylu "matka ma obowiązek o wszystkim informować" - czytaj przedstawić
petycję).
Jeśli ktoś jest zainteresowany i chce wiedzieć TO PYTA. A jak tego nie robi -
to niestety jego "wina" i konsekwencje (niekoniecznie finansowe).
Ja mam obowiązek dwojaki - jako eks powinnam powiadomić ojca o czymś i jako
człowiek stosujący się do zasady "nie rób drugiemu co tobie niemiłe".

A teraz kilka przykładów.
1. Matka informuje ojca, że dziecko chore. Jedyne pytania o stan zdrowia
dziecka mają miejsce tylko podczas wizyty u dziecka. Jeśli ojciec wyjechał i
nie widuje się z dzieckiem - zero zainteresowania.
2. Matka informuje, że odwołuje wizytę ojca bo jedzie z dzieckiem do lekarza.
Zero pytań - dlaczego, co. Potem - również zero.
3. Matka informuje (i to dwukrotnie) ojca w czasie spotkania, że w konkretnym
terminie wyjeżdża z dzieckiem na wakacje w jakis rejon. Po kilku dniach
wakacji
pretensje - jak to, tak długo nie będzie widział dziecka, przecież miało być
tylko kilka dni. Póżniej jeszcze wychodzą ojcowskie pretensje, że nie
wiedział,
gdzie dziecko było. No jak się siedzi z kimś twarzą w twarz i rozmawia np. ze
znajomym z pracy, który mówi, że się wybiera na wakacje, to chyba większość
ludzi spyta się z ciekawości - gdzie.
4. Matka nauczona poprzednim doświadczeniem informuje, że jedzie na wakacje z
dzieckiem i podaje adres (jakieś 200 km od miejsca zamieszkania). Ojciec się
burzy, że przez te urlopy to ma ograniczany kontakt z dzieckiem. Matka
proponuje by w takim razie przyjechał tam gdzie będzie dziecko na sobotę.
Taka
propozycja spotyka się z opinią, że dla matki fanaberii ojciec nie będzie się
samochodem pałętał po Polsce. A ja pamiętam, że jak dzieci są np. na
koloniach
to rodzice (Ci kochający i których na to stać) do nich w weekendy
przyjeżdżają
(nawet na drugi koniec Polski).
5. Matka ze dwa razy mówi, że chodzi z dzieckiem na (konkretne) zajęcia
dodatkowe (najpierw przed rozpoczęciem zajęć, potem już w trakcie). Za jakis
czas ojciec, gdy temat zajęć wyszedl przypadkiem w rozmowie, burzy się, że
nic
nie wiedział. No to już wie. A jeszcze póżniej wscieka się, bo nie wie gdzie
te
zajęcia.
6. Dziecko ma mieć zabieg chirurgiczny w jak najbliższym terminie. Matka
informuje ojca o konieczności zabiegu i potencjalnym terminie. Po tygodniu
potwierdza tenże termin i wtedy się okazuje, że ojca nie będzie, bo wlasnie
kilka dni przed zabiegiem wyjezdza na 2-3 tyg. wakacje. Ojciec dzwoni dzien
po
zabiegu. Pózniej - zainteresowanie dopiero po powrocie z wakacji w czasie
wizyty u dziecka. A póżniej jeszcze pretensje, że zabieg był wtedy, kiedy on
wyjechał.

I to by było na tyle w tym temacie. W moim mniemaniu matka swój obowiązek
spełniła.
A ojciec ???????

Pozdrawiam,
Chalsia
    • chalsia Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 26.04.04, 15:04
      Załączam poniżej dwa posty, które odnosiły się bezpośrednio do mojego
      tytułowego postu (zamieszczone w watku "Alimenty- wredna next").


      chalsiu, chyba siedziałaś u mnie w szafie i
      kkokos 26.04.2004 10:11 odpowiedz na list odpowiedz cytując


      podsłuchiwałaś moje rozmowy z moim eks smile)) Mam dokładnie tę sytuację - on nie
      pyta, więc ja za nim nie gonię z każdą informacją, a potem on ma pretensję.
      Właśnie wczoraj, w niedzielę, zadzwonił, że chciałby się zobaczyć z dzieckiem.
      Mówię, że od środy ma 40 stopni gorączki, bierze antybiotyk, ale niewiele
      pomaga. "Acha" powiedział na to ojciec mojego dziecka, "no to może w przyszłym
      tygodniu. A wakacje z nim to ja planuję na początku lipca". Koniec rozmowy.
      Zero pytania o szczegóły tych 40 stopni gorączki przez cztery dni...
      I tak jest ze wszystkim. Nie odzywa się, nie dzwoni, nie rozmawiamy - a potem
      pretensje, że "o niczym mu nie mówiłam"....



      • Re: chalsiu, chyba siedziałaś u mnie w szafie i
      mag_p 26.04.2004 10:15 odpowiedz na list odpowiedz cytując


      Wlasnie o to mi caly czas chodzi. Mowie Maly ma inhalatory.. Nawet nie zapyta
      czemu , czy pogorszylosie.. Nie dotyczy wizyt - wiec nie pyta,.
      Mowie wyjezdzamy -z malym - to najprierw awantura- ze sie niezgadza itd.. "no
      tak jak ja smiem jechac na urlop..? "
      A potem jak mowie , ze wyjazd podyktowany zrowiem malego i koniecznoscia-
      cisza.. nawet nie zapytal jaka...
      Mag


      • kkokos a propos tego prania 27.04.04, 16:41
        tak, wynieś to wynieś, powieś to powieś. tyle że jest to bardzo, bardzo wygodne
        rozumowanie. w końcu wyniesienie pochłania mniej energii i czasu niż
        powieszenie. może to jest nieświadome, ale to zwyczajne LENISTWO zmusza (nie,
        nie napiszę w tym miejscu "niektóych") facetów do słuchania jedynie prostych
        komunikatów...
    • lubstej Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 26.04.04, 15:44
      no to ja podam przyklady z drugiej strony (juz przytaczan w innych watkach):
      on: przyjde do szkoly porozmawiac z wychowawczynia
      ona: nie zycze soebie, jesli to zrobisz, powiadomie dyrekcje szkoly (jej
      ojciec) zeby ci nie podawali zadnych informacji,wezwe policje!

      on: (rozmowa o wizytach u psychologa) chetnie pojde z dziecmi do psychologa
      ona: nie masz prawa zabierac dzieci do lekarza!

      on: (dzieci jada na szkolna kolonie, z nia,jako wychowawczynia)gdzie jest
      kolonia? chcialbym przyjechac i zobaczyc sie z dziecmi
      ona: nie zycze sobie zebys sie tam pokazywal!

      .....
      • chalsia Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 26.04.04, 16:21
        > on: (rozmowa o wizytach u psychologa) chetnie pojde z dziecmi do psychologa
        > ona: nie masz prawa zabierac dzieci do lekarza!

        W moim przypadku było dokładnie na odwrót - ja chciałam do psychologa
        (najchętniej razem z ojcem,ale bez ojca w ostateczności też) a ojciec
        powiedział, że sobie nie życzy i w ogóle zabrania chodzenia z dzieckiem do
        psychologa.

        Widać (o czym wiadomo) że ludzie są różni (bez względu na płeć są dobrzy
        i "normalni" albo nie). Ty widać trafiłaś na taki sam typ człowieka w postaci
        eks męża jak ja w osobie swojego eks.
        Po prostu DO DUPY.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
    • chalsia Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 26.04.04, 16:44
      > A on na to "no jak
      > to, przeciez powiedział, że jak będę potrzebował, to mogę na niego liczyć,
      > przecież gdybym chciał, żeby przyjechał, to bym powiedział, uszanował moją
      > prywatność ...". Która baba by postąpiła w ten sposób???? Ba, która by
      > wybaczyła przyjaciółce taką rozmowę? A facet jest zachwycony postawą kumpla,
      > taktem, nie narzucaniem się...

      JA bym postąpiła dokładnie tak samo jak ten facet, Twój kolega. Cieszyłaby mnie
      deklaracja pomocy. Jak bym czegoś potrzebowała, to prosiłabym o konkretne
      rzeczy. Wtedy albo póżniej.

      Znam "istrukcję obsługi faceta" jeśli chodzi o prostotę i czytelność
      komunikatów.
      I akurat tak robiłam i robię. Rzeczą, która w jakiś sposób negatywnie się
      czasami odbija na moich kontaktach z ludźmi, jest właśnie jasność i
      bezpośredniość przekazu.

      > A wracając do meritum - nie ma się co licytować, ja osobiście lepiej się
      > czuję, jeśli nie oglądając się na postawę eksa, robię swoje - wg własnego
      > sumienia i tego co uważam za stosowne.

      Absolutnie się zgadzam. Też działam w taki sposób. I informuję np. w taki
      sposób jak opisane w postach powyżej. Oraz to ja zawsze namiawiam do spotkań
      choć raz na kwartał by porozmawiać o spostrzeżeniach dotyczących dziecka, jakiś
      planów etc. Ale do więcej się nie poczuwam przy takim podejściu eksa. I
      elaboratów mających wyjaśnić wszelkie potencjalne niedorozumienia możliwe ze
      strony eksa robić nie będę.
      Jego odpowiedzialność. I jego wściekłość. Jego sprawa.

      >Nawet mimo tego, że on był w stosunku do
      >
      > mnie bardzo nie fair, kombinując z alimentami jak koń pod górę - ja mam
      > spokojne i czyste sumienie, że nic mi nie może zarzucić... i to daje duży
      > komfort psychiczny...

      Szczerze mówiąc, zważywszy na taką sytuację, mam głęboko gdzieś, czy on ma mi
      coś do zarzucenia, jeśli to wynika z jego bezmyślności, ograniczonego oglądu,
      braku zaangażowania, niedojrzałości czy czegokolwiek innego.

      Pozdrawiam ciepło,
      Chalsia

      PS. Oczywiście, że dla wszystkich, włączając dziecko, było by lepiej gdyby było
      inaczej. Ale skoro przez naście lat facet się "nie naprawił" , to ja już
      swój "dyżur" naprawczy przy nim zakończyłam oraz nie zamierzam być jedyna osobą
      odpowiedzialną za jakość stosunków między nami. Teraz (w ten czy w inny sposób)
      będzie się z nim męczyć next (sorry, ale znam faceta, i jeśli next jest w
      miarę "normalna" - czyli przeciętna kobitka - to nie ma siły, nie będzie
      jej "letko").
    • mikawi Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 26.04.04, 16:58
      burzo, ujęłaś to idealnie
      abstrahując nieco od sytuacji chalsi a nawiązując nieco do zdania mag
      dotyczącego czekania aż facet zapyta np. o szkołe - jeśli kobieta zna faceta
      przez ileś lat małżeństwa i wie jak funkcjonuje jeśli chodzi o przewidywanie
      pewnych rzeczy, można z dużym prawdopodobieństwem przyjąc że nic się w tej
      kwestii nie zmieniło po rozwodzie. I np, jeśli facet w czasie małżeństwa nie
      wpadł na to, że należaloby dopilnować żeby dziecko odrobiło lekcje, wielce
      prawdopodobne jest że po rozwodzie gdy weźmie dziecko na weekend też nie
      spyta "czy masz odrobione wszystkie lekcje". Jeśli się wie że facet zrobi to co
      mu się powie i tylko od-do bo taki jest, po rozwodzie też nie wyjdzie poza ten
      schemat. I trudno oczekiwac od niego aktywności jeśli nigdy aktywności tej nie
      wykazywał. Nie bronię facetów, jedynie zwracam uwagę że nie wszyscy muszą
      myśleć i postępować tak jak my byśmy pomyślały i postąpiły. Dla burzy
      informacja o wyniesieniu prania oznaczała również jego rozwieszenie i do głowy
      by nie przyszlo (mnie też) coś innego. Ale dla jej męża wynieść pranie oznacza
      wynieść pranie.
      • mag_p Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 26.04.04, 17:01
        Fajnie. Skoro nie jest wstanie zajac sie i opiekowac porpawnie dzieckiem i
        wylkracza to poza jego umiejetnosci intelektualne i samodzielnie nie jest w
        stanie pomyslec o podstawtocyh rzeczach zwiaznych z opieka - niech sie tego
        niepodejmuje...

        I nie narzeka , ze inni zrobia to za niego
        Mag
    • j_aga Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 26.04.04, 18:17
      Tak sobie czytam i mysle, moj maz ma teraz prawie zerowy kontakt z corka i
      bynajmiej nie jet to jego wina. Dodam ze corka ma 14,5 roku. Az sie boje, ze
      zaraz sie za bardzo rozpisze, ale chcialabym zwrocic uwage ze czasami powodem
      takiego rozluznienia wiezi sa matki.
      po rozwodzie eks wrocila z corka do kraju, moj maz po pewnym czasie przyjechal
      za nimi. niestety w krotkim czasie okazalo sie, ze eks, opuszcza W-we, i wraca
      do rodzinnego miasta. Wiec moj maz co 2 weekend jechal 500km w jedna strone do
      corki, ale tu czekaly go rozene niespodzianki, bo mimo, ze zawsze zapowiadal,
      ze przyjedzie to corka okazywalo sie, ze spedza weekend gdzies poza
      miasteczkiem, u dalekich krewnych i tak dalej. Potem on zaczal jezdzic coraz
      zadziej, bo nie za bardzo mial po co( nie piszcie mi, ze powinien sie bardziej
      starac, bo naprawde bardzo kocha swoja corke). dla ulatwienia kontaktu kupil
      komorke, na ktora nigdy nie mogl sie dodzwonic, bo telefon najczesciej byl
      wylaczony.
      On nadal bardzo zle znosi to ze ma z corka taki slaby kontakt, ale oboje nie za
      bardzo wiemy co z tym zrobic. Wakacyjne i feryjne wizyty u nas to ciut za malo.
      Wiec moze nie zawsze winny jest tylko facet.
      W naszym przypadku mozna liczyc, ze niedlugo cora przyjedzie do nas studiowac i
      moze wtedy ich stosunki wroca do tych kumplowskich, sprzed rozwodu.
      Agnieszka
      • chalsia Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 26.04.04, 23:31
        Jaga,

        ja nie bardzo wiem, jak to, co napisałaś ma się do głównego wątku.

        Ważną sprawą wpływającą na jakość kontaktów między Twoim mężem a jego córką jej
        jest aktualny wiek oraz to ile miała lat jak się rodzice rozwiedli. Wiesz,
        bardzo często wszystko jest o wiele trudniejsze, jeśli dziecko już nie jest
        zupełnym maluszkiem w trakcie rozstania.
        Więc nie wiadomo zupełnie (przynajmniej z treści Twojego postu), czy to, że
        córka "się migała" od kontaktów z ojcem to wynik działań eks czy własna
        inicjatywa nastoletniej pannicy.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
    • lideczka_27 Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 26.04.04, 19:34
      Zgniłki są wszędzie - po jednej i drugiej stronie barykady wink

      U nas było tak:
      (M. dzwoni do eks, by przypomnieć, że nazajutrz, to on odbiera młodą z przedszkola)
      ona: nie weźmiesz dziecka, bo jest chora
      on: a co jej jest?
      ona: chora jest i już. To JA decyduję, czy może wychodzić, czy nie
      on: a więc nie jest w przedszkolu?
      ona: a co? przedszkole to szpital?
      on: (zdenerwowany, że to coś poważnego) jak to? to mała jest w szpitalu? co jej
      jest?
      ona: nie jest w szpitalu, ale tobie by się przydał, bo chyba masz coś z głową
      on (widzę, że mało słuchawki nie zeżre z nerwów): to powiedz chociaż co jej
      jest, jak się czuje!
      ona: no chyba mówię, że się nie nadaje, żeby wychodzić! I proszę nie podważać
      moich decyzji.
      on: czy to przeziębienie, angina, oskrzela?
      ona: a co ty się tak dopytujesz, to nie przesłuchanie! Uważasz, że jestem złą
      matką i nie wiem czy moje dziecko może wychodzić czy nie?
      on: to powiesz mi w końcu, czy muszę iść do przychodni, by poprosić o informację
      Kowalską? (lekarz małej)
      ona: świnia jesteś! (i rzut słuchawką)

      Za kilka dni rozmowa M z jego córką, u nas:
      mała: tatusiu, a czemu mnie nie brałeś, płakałam!
      on: nie mogłem cię wziąć kochanie, przecież byłaś chora!
      mała: nieprawda! Wcale nie byłam! Pojechałam z babcią do cioci X...


      W tym stylu odbywało się większość rozmów (jak on miał dzwonić, to mnie aż w
      gardle ściskało ze stresów, bo wiedziałam co będzie), M wszędzie chodził
      dowiadywać się sam, bo próby rozmów z eks w każdym przypadku spełzały na niczym.

      A z wszelkiego rodzaju specjalistami byliśmy na bieżąco (logopeda, stomatolog,
      psycholog, ortopeda), bo do tych lekarzy mój mąż z dzieckiem wyłącznie chodził
      sam, z własnej inicjatywy i sam zawsze za to płacił (a raczej ja, bo z pensji M
      już nie starczało, a ja dorabiałam na wszystkie potrzeby młodej - to była moja
      "działka").

      O wyborze przedszkola M i eks zadecydowali wspólnie, gdy jeszcze byli razem.
      Któregoś miesiąca poszliśmy, bo M co 2, 3 tyg. chodził do pań na rozmowy (jakie
      mała robi postępy, jak jej kondycja psychiczna itd) a pani dyrektor oświadczyła,
      że mama młodą wypisała z przedszkola, obraziła pół personelu przy okazji i tyle.

      Był dym, po czym dziecko na powrót zostało zapisane do tego przedszkola (na
      wyraźne zalecenie psychologa dziecka, z przyczyn, których nie chcę tu wymieniać,
      ale jak jesteście zainteresowane, to chętnie). W postanowieniu rozwodowym było
      napisane, że o takich sprawach jak szkoła czy przedszkole mają decydować
      wspólnie, ale gdy M przypomniał o tym eks to usłyszał "no i co? zabijesz mnie za
      to? ja ci się spowiadać nie muszę!".

      Pozdrawiam smile

      A od siebie dodam: mężczyźni naprawdę łapią tylko bardzo jednoznaczne komendy,
      mój mąż - JESTEM O TYM PRZEKONANA - też zostawiłby to pranie w misce. Bo co
      innego "POWIEŚ pranie na balkonie" a co innego "WYNIEŚ pranie na balkon" i tu by
      mi jeszcze udowadniał, jak bardzo jestem niedookreślona i robię zamęt w jego
      percepcji świata wink))

      lida
      • mamaadama4 Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 26.04.04, 20:55
        Ja mogłabym sypać jak z rękawa, ale podam tylko przykład z dnia wczorajszego -
        dzieci (po 2 tygodniach nieprzerwanego pobytu u nas) od piątku wieczorem są u
        matki. Maja tam być do środy rano. No i co się dzieje w niedzielę? Mój mąż w
        niedzielny wieczór zawozi młodszemu (12-latkowi) spodnie i bluzę do eksi,
        bo .... ? No właśnie..... hm..... nie dostałam odpowiedzi. (Te ubrania nie były
        kupuione przez nia i nie przyplątały się w jakiś dziwny sposób u nas - zreszta
        ona dzieciom ubrań nie kupuje). Byłam chyba zbyt zgryźliwa, bo mój małżonek nie
        chciał się tłumaczyc po co to robi. No cóż, ona widocznie jak zwykle pranie
        odkłada na bliżej nieokreslony termin.
        danka
        • mamaadama4 Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 26.04.04, 20:57
          Zapomniałam napisać, że zdarzenie poprzedził telefon od szanownej eksi.
          danka
      • chalsia Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 26.04.04, 23:17
        Wiesz co Lideczko, zacytowana rozmowa i finał są tak tragiczne, że aż śmieszne.
        Farsa.
        O, takiego ojca jak Twój mąż spokojnie mogę (w moim mniemaniu) zaliczyć do
        zaangażowanych.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
    • black-jack-1 Re: 26.04.04, 22:02
      > Facet prodobno jest prosty w
      > obsłudze (sorki Black Jack, tak w poradnikach piszą)

      Dzięki, Burzo, za dbałość o moje dobre samopoczuciesmile, ale sądzę, że ludzie
      generalnie są prości w obsłudze - wszystko opiera się na kilku emocjach i
      schematach. Zagadki z wyniesieniem prania pewnie bym nie rozwiązał (wynieść to
      w końcu tylko wynieść, rozwiesić to jedna czynność więcej), jednak przy
      odrobinie empatii da się wielu spraw domyślić mimo różnicy Wenus-Mars.

      A jeśli chodzi o wątek główny, to wydaje mi się, że pytanie np. o samopoczucie
      dziecka, wyniki w szkole, miejsce, gdzie spędza ono wakacje, jest jak
      najbardziej naturalne i brak zainteresowania tymi sprawami dowodzi małej
      dbałości o dziecko. Co najmniej dziwne jest interesowanie się tym wszystkim
      tylko wtedy, gdy akurat wypada to na 'moje' dni opieki.
    • mag_p Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 27.04.04, 07:56
      Jak wszyscy tacy zaangazowani , to gdzie sa Ci , tacy jak moj i Chalsi????
      Nie ma ?? Tylko wredne eks???
      A ja mam pytanie. Wyjechaliscie na urlop , bez dzieci, na wyjazd sluzbowy - nie
      ma was dajmy na to 1 miesiac ilu facetow dzwoni do matki dziecka by dowiedziec
      sie co u niego, czy zdrowy , jak sobie radzi itd...

      Ile razy facet zadzwonil i dopytywal sie o zdrowie badz postepy w jakies
      dziedzinie ( dajmy nato rehabilitacji) nie w momencie gdy On ma wziasc dziecko.
      Czyli zainteresowanie chororba nie wyplywa w momencie niemoznosci wizyty u ojca
      i w tym momncie sie nie konczy??

      Pozdrawiam
      Mag
      Ps. Jesli wszyscy - to gdzie sa eksowie tacy jak nasi?
      • mikawi Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 27.04.04, 09:26
        tam gdzie takie eksie jak nasza
      • mamaadama4 Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 27.04.04, 12:19
        Mag nie wiem ilu facetów dzwoni, mój mąż dzwoni do dzieci każdego dnia.
        natomiast eksia nie dzwoni do dzieci nawet jeżeli są z nami miesiąc na
        wakacjach. Jak kiedyś wrócilismy po miesiącu i była uprzedzona o której to
        będzie godzinie - dokładnie, to dzieci "pocałowały klamkę" bo jak sie
        okazało "mamusi coś wypadło".
        Od dawna twierdzę, że należy ja jako eksponat pokazywać.
        Czy ktoś reflektuje na naszą eksię? Do niczego sie nie wtrąca, o niczym
        wiedzieć nie chce, szkołę i wszelkie zajęcia, wakacje itp. będziecie mogli
        układać z dziećmi wg waszych planów.Dzieci najchętniej ma u sibie co drugi
        weekend albo jak chce iść na imprezę i nie ma z kim najmłodszego 7-latka
        zostawić. Tylko jedno - trzeba jej płacić co miesiąc niezłą sumkę.
        danka
        • mag_p Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 27.04.04, 12:39
          No to rzeczywiscie , egzemplarz....

          Mag
        • delecta Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 28.04.04, 16:55
          Na eksię nie reflektuję. Coś chyba jednak w sobie ma, że Twój mąż zgadza się na
          jej fanaberie bez mrugnięcia okiem. A może i mrugnie - a tu potrzeba trochę
          stanowczości.
          Wcale nie macie najgorzej.
      • kkokos Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 27.04.04, 16:30
        A ja mam pytanie. Wyjechaliscie na urlop , bez dzieci, na wyjazd sluzbowy - nie
        > ma was dajmy na to 1 miesiac ilu facetow dzwoni do matki dziecka by
        dowiedziec
        > sie co u niego, czy zdrowy , jak sobie radzi itd...

        Mój nie dzwonił, nawet jak wyjeżdzał na 4 miesiące, bo po co?


        > Ile razy facet zadzwonil i dopytywal sie o zdrowie badz postepy w jakies
        > dziedzinie ( dajmy nato rehabilitacji) nie w momencie gdy On ma wziasc
        dziecko.

        Mój nigdy. Mamy generalnie dość zdrowe dziecko, ale gorączka i kilka dni w
        łóżku zdarzają się także i jemu. zero pytań.
      • lideczka_27 Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 29.04.04, 13:32
        są tacy jak Twój, są...
        i gorsi są (jak np. mój teść, który alimenty płacił na mojego męża i jego brata
        bo się komornika bał. Poza tym kontakty z chłopakami zerwał zupełnie, miał w
        dupie ich wakacje, choroby i wesela - jak skończyli 18 lat to odetchnął pełną
        piersią, bo na jakiś czas obaj edukację zakończyli - jego druga żona też była
        szczęśliwa, bo te alimenty ją bolały, że hej...).
        Przykro mi mag, że trafiłaś na taki "egzemplarz"; z powodu chalsi też mi
        przykro, a zwłaszcza żal dzieciaków.
        Ale... przykro mi też że tak Cię drażnią posty, z których jasno wynika, że są
        ojcowie, którzy bardzo troszczą się o swoje dzieci - a czasem bardziej niż
        matki, z którymi te dzieci zostały. Najwyższy czas oddać niektórym
        sprawiedliwość i UWIERZYĆ, że są ludzie i ludziska. A wrzucanie do jednego wora
        wszystkich i porównywanie (choćby pod kątem zaangażowania) takich ojców jak
        Twój były i mój M jest po prostu niesprawiedliwe i krzywdzące.

        A co do Twojego pytania: mój M miał stały kontakt telefoniczny z eks na temat
        ich córki. I nieważne, czy był z dala od domu (np. wyjechaliśmy do moich
        rodziców sami, bo eks nie pozwoliła, by mąż zabrał córkę na ten wyjazd), czy
        jechał sam - często dzwonił; dzwonił też sam (!) do eks, gdy to my byliśmy na
        wyjeździe z dzieckiem (np. z urlopu), by informować ją na bierząco jak się
        czuje młoda, czy zdrowa itp. (matka nie dzwoniła, on wychodził z założenia, że
        powinna wiedzieć, że wszystko z młodą OK.; dlaczego matka sama się nie
        interesowała - nie wnikał).
        Nie dzwonił z tych wyjazdów jedynie po to, by dopytywać tylko o zdrowie młodej,
        pytał też ogólnie "co słychać". A że eks wściekała się z powodów
        jego "nadmiernego" zainteresowania się dzieckiem to już inna historia. Swego
        czasu mieli kłótnię, gdzie ona wyraźnie obstawała przy tym, że każdy jest
        odpowiedzialny za dziecko wówczas, gdy to dziecko u niego jest i np. jak M
        dzwonił do niej a młoda była u matki to to było "wtrącanie się", "podważanie
        decyzji", i "szpiegowanie".

        Boże, jak to dobrze, ze o tym wszystkim mogę już pisać w czasie przeszłym...

        pozdrawiam

        lida
        • mag_p Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 29.04.04, 13:44
          Masz racje. Nie ma sensu porownywac itd..
          Mnie bez tego zainteresowania zyje sie normalnie. Niewiem jak dziecku - ale
          maly wie ze ma oparcie we mnie.
          Wiesz ja nie potrzebuje tego,ale drazni nie stwierdzenie, ze matak ma
          obowiazke informowac.. - Ja zgadzam sie, ze mozna decyzje podjac wspolnie o ile
          wspolne jest zainteresowanie.
          Ale zgadzam sie z Toba i nie ma co prownywac. Niektorzy znaja tylkoswoje prawa
          i potrafia rozmawiac tylko z pozycji sily...
          Moj eks zawsze konczy kazda rozmowe szantazem, lub proba zastarszenia.

          I pewnie trudno mi uwierzyc..ale postarm sie.

          Mag
        • mikawi Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 29.04.04, 13:45
          ja szczerze mówiąc mam mętlik dotyczący tego zaangażowania; bo - jak ojciec się
          zbytnio nie angażuje jest źle, nie interesuje go dziecko i w ogóle ojciec do
          bani. Jak się angażuje, szczerze i często, chce mieć częsty kontakt z
          dzieckiem - to jest jeszcze gorzej bo "przecież matka tez chce spędzić z
          dzieckiem trochę czasu" a tu ojcie puka i dzwoni, albo mimo rozwodu była żona
          musi znosic eksa w swoim życiu albo dowiaduje się że tak jak opisałaś -
          szpieguje czy podważa opinię mając inne zdanie na temat dotyczący dziecka.
          Błędne koło jak dla mnie.
          • mag_p Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 29.04.04, 13:56
            Bo Mikawi - trzeba to wywarzyc,. To tak jak z kultura nadmiar i brak nie sa
            dobrze widzaiani.. Jak ktossie zbyt trzyma konwenasow jest sztywniakiem , a
            jesli ich nie przestrzega jest chamem...
            Ale sa przeciez kulturalni ludzie?
            Przynajmniej ja takich znam....

            Mag


            • mikawi Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 29.04.04, 14:02
              to napisz mag - jak Twoim zdaniem ma się zachowywać ojciec - bo spotkanie w
              parku można uznać za nachodzenie, bo brak telefonu w sprawie szkoły 2 lata
              przed terminem - to brak zaangażowania. Tak jak matka ma inne kryteria, tak
              samo ojciec może mieć inne i wcale nie świadczy to o braku zaangażowania. I to
              samo oboje mogą interpretować zupełnie inaczej.
              • mag_p Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 29.04.04, 14:08
                Nikt nie napisal ze przypadkowe spotkanie w praku to nachodzenie , wiec nie
                naginaj .
                Jak - tak aby naprawde uczestniczyc w zyciu dziecka, bradz poduwage fakt , ze
                dziecku trzeba pewne rzeczy zaplanowac, ze trzeba uwzgeldnic na to wiecej czasu
                chocby dlatego ze jesli oboje mamy omwiac pewne kwestie i oboje prowadzimy
                odrebne rodziny - to jedna ze stro moze nie miec w danym moemnce czasu ze
                wgledow zadwodowych czy swoich rodzinnych i wspolen wybory moga sie przeciagac.
                Nie jest tak jak w zwyklejr rodzinie i trzeba to uwzgledniac...
                Ze ja moge nie mienc w danym moeniecie czasu czy on i to przez daujmy na to
                okres 2 miesiay..
                Trzeba wuwzglednic , ze skoro wyboru mamy dokonywac obydwoje , to mozemy sie
                nie dogadac i wtedy trzeba by rostrzygna to badz mediator badz sad.. I na to
                tez trzeba zostawic czas.. , bo trudno przez polr roku nie poslac dziecka do
                szkoly bo rodziec sie nie moga dogadac...
                Widzisz rozniece - bo ja widze... I ze wzgde u na te wlasnie rzeczy trzeb takie
                sopprawy uzgadniac duzo wczesniej , jesli do tego dolozymy sprawy zwiazane z
                organizacja 9 zaworzeniem, odbieranie i wozeniem na inne zajecia) spraw jest
                duzo do omowienia i zalatwienia.. Przy rodzicach niezgodnych i prowadzacych
                oddzielne domy - takie sprawy trzeba zalatwiac wczenisej...


                Mag
          • nooleczka Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 29.04.04, 14:05
            A ja mam u siebie oba przypadki.
            Z jednej strony mój eks, który, niestety, ma naszego synka głęboko w ..., nie
            dzwoni, nie pyta, nie interesuje sie. Ostatni raz widział go w... no właśnie,
            kiedy to było? Nie pamiętam, ale jakoś w zeszłym roku będzie na jesieni.
            Alimenty płaci za niego jego ojciec (dziadek małego).

            Z drugiej strony mój M, który dzwoni do swego syna co kilka dni, dowiaduje sie
            co i jak w szkole, zabiera go do siebie 5-6 razy w miesiącu, razem odrabiają
            lekcje, razem również chodzą na niektóre zajęcia pozalekcyjne (np. na basen).

            Tak jak pisze lideczka, sa ludzie i ludziska.
            A my niestey NIC na to nie możemy poradzić.
            Co najwyżej możemy się zastosować do mądrej rady pt. Jeśli nie możesz niczego
            zmienić, to zmień temat.
            I tyle.

            ania
    • mag_p Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 27.04.04, 13:58
      Burza w calosci sie zgadzam, albo w prawie. Ja mu nie mowie jaka jest kupka ,
      ale w jakim stanie jest dziecko ... Np. Ma inhaltory. Nie uslyszalam zadnego
      pytania jakie itd.. Na co to , po co .. A jak powiedzialam do kolegi z pracy -
      zainteresowanie bylo...

      A co do siat..
      Posluchaj wydarzylo sie niedawno. W moim bloku - choc nowym zepsula sie winda..
      Szlak by to nie trafil - bo akurta mialam OLBRZYMIE zakupy ( na caly weekedn ze
      spozywczego.
      Wiec wchodze na gore - a synek wiedizla , ze wchodze (domofon) wiec czekal na
      klatce i slyszy , ze sie gramole.Jak mnie juz zobaczyl , to i uwaga - bo ja
      myslam ze spaden , jego ocu jak bylam w 8 miesiacu ciazy i wnosilam takie
      zakupy do glowy by cos takiego nie przyszlo...
      Slysze "Mamo , jak ci ciezko - pomoge Ci"... I tak bardszo chcial mi pomoc , ze
      najlzejsza torbe musialam mu dac .. Jak weszlam do domu wiesz co
      pomyslama "Synku juz w wielu kwestiach przeosles swojego ojca. i jesli kontak z
      nim nie wypaczy Cie bedzie dobrym facetem" - to pomyslalam. A
      powiedzialam "Dziekuje za calego serca, mocno przytulilam i nie umialam mu
      wyrazic co czuje...

      Mag
    • mag_p Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 27.04.04, 16:22
      Masz racje smile
      Obym zawsze mogla zionac taka pogoda duchasmile
      Mnie czesm wkurzaja pozory - ktore On prubuje stworzyc , tak jak w naszym
      wspolnym zyciu i jego teksty " Nie zapytalas mnie o zogde..." .
      No ale czasem pewne rzeczy trzeb pomijac milecznienm.
      Mag
    • chalsia Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 27.04.04, 19:01
      > Chalsik, ja bym nigdy nie zostawiła przyjacółki samej w analogicznej
      sytuacji -
      >
      > nawet gdyby mi wmawiała, że chce być sama. W typowo babski sposób rozumuję,
      że
      > człowiek w takim dole nie powinien zostawać sam na sam ze swoimi problemami.


      Burza, uwierz mi, ja akurat należę więc do tej kobiecej mniejszości.
      Oczywiście, doceniłabym taką propozycję, ale jednak w analogicznej sytuacji
      wolałabym zostać sama. A z prośbą o pomoc (czy rzeczywistą czy w postaci
      rozmowy) sama bym się zwróciła.

      Mam za sobą mnóstwo szkoleń i to co piszesz o odbiorze komunikatu jest mi
      świetnie znane. I wiem, że na bank druga strona nie uchwyci/zrozumie na 100%
      mojego przekazu. Bo takiej możliwości nie ma - musiała by czytać moje myśli.
      Pisząc więc, ze jasno się komunikuję, mam na myśli między innymi takie kwestie
      jak z przykładowym praniem (na poczatku znajomości mi się zdarzyło, że
      powiedziałam "wyjmij pranie z pralki" - no i zostało wyjęte, to mi wystarczyło
      do modyfikacji przekazu) - mówię "powieś pranie". ALbo - twoje takie i takie
      zachowanie spowodowało, że czuję się lekceważona przez Ciebie. I nie ryczę przy
      tym jak bóbr.
      Oczywiście - jestem tylko człowiekiem, i oprócz klarownych przekazów bywały i
      pretensje, mimika, etc.

      Ja się dopytuję o swoje dziecko. Bo fakt, że wszystko wygląda OK nie znaczy, że
      tak jest.
      Ja też eksowi mówię np. mały ma stan podgoraczkowy - na basen nie. ALe też
      dlatego, że eks zabrał dziecko sam na basen po raz pierwszy w ogóle nie mówiąc
      mi o swoim zamiarze, a mały akurat poprzedniego dnia pokichiwał. Był OK na
      wizytę u ojca, ale nie na pływanie, a mnie do główy nie przyszło, że on wymyśli
      taka atrakcję.

      Pozdrawiam,
      Chalsia

      PS. Chyba zmienię nick na Chalsik bo fajowy.
    • maverick-1 Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 28.04.04, 19:08
      Ja mogę tylko powiedzieć, że ex mojej żony nie zadaje żadnych pytań,
      notorycznie zapomina o urodzinach, bardzo rzadko dzwoni i nie zabiera dziecka
      nigdy, jeśli to nie jego termin (choć młode jest już nastoletnie i w jakiejś
      części pozwalamy jej decydować o sobie, więc gdyby on ją zapraszał, a ona by
      chciała, to nie robilibyśmy problemu). Totalny marazm, robi tylko to, co do
      niego należy. Z jednej strony możemy być z tego zadowoleni, bo alimenty płaci
      koncertowo, przed czasem, a zasądzili mu dość sporo, nie ma z dzieckiem
      głębokiego kontaktu, więc ja mam lepszy, nie podburza dziecka przeciwko mnie, w
      zasadzie to mam wrażenie, że mnie nie zauważa. Przykład z ostatniego tygodnia -
      przyjechał zabrać młode, otworzyłem mu drzwi, a on: "O, pan znowu tutaj?". Nie
      wiedziałem śmiać się czy płakać, jestem rok po ślubie z jego byłą żoną,
      mieszkam z jego dzieckiem, zdążyliśmy się wszyscy razem przeprowadzić, a on
      mnie nawet nie rozpoznaje. Ledwie mu zamajaczyło, że już mnie tam widział,
      pewnie kojarzył, że jego była ma jakiegoś męża, ale za nic nie mógł tego
      połączyć z moją twarzą. Poczułem się jak u Mrożka. Ale to taki typ, pracuje od
      rana do późnego wieczora, wciąż wyjeżdża na kilkudniowe delegacje, nie ma
      czasu, więc i swoje dziecko traktuje jak kolejny punkt z terminarza do
      odbębnienia. Pozdrawiam. J.
    • ka.ga Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 28.04.04, 21:12
      Bardzo dawno mnie tu nie bylo. Podczytywalam sobie watki od czasu do czasu, ale
      nie bardzo mialam czas, zeby pisac. Inna sprawa, ze usilnie staram sie wyciszac
      emocje i nie angazowac w sprawy miedzy moim mezem a ex. Ale skoro watek dotyczy
      wlasnie zaangazowania, to powiem, jak jest ono torpedowane przez ex. Przyklad
      bedzie "szkolny".
      Corka mojego meza w tym roku konczy podstawowke. Bardzo, bardzo dawno temu
      rozmawialismy z mezem na temat mozliwosci zamieszkania Kasi u nas po ukonczeniu
      przez nia podstawowki. Oczywiscie, sprawa spalila na panewce.
      Natomiast bardzo aktualna stala sie kwestia wyboru gimnazjum. Moj maz juz od
      wrzesnia jest zaangazowany w wybor szkoly. Chodzil po lodzkich gimnazjach,
      zbieral informatory, przegladali je z Kasia - jedne odrzucali, inne brali pod
      uwage. W okolicach grudnia/stycznie zostaly trzy szkoly. Kasia miala o nich
      porozmawiac ze swoja mama (okazalo sie bowiem, ze wczesniej one dwie jeszcze
      nie rozmawialy o szkole!!!!!). Zdaje sie, ze do rozmowy doszlo, ale byla ona
      bardzo burzliwa, bo po feriach Kasia z placzem zakomunikowala mojemu mezowi, ze
      mama sama wybrala szkoile. U zakonnic.. Nie wazne, ze Kasia dostaje spazmow,
      kiedy slyszy o tej szkole, nie wazne, ze matka podjela taka decyzje bez
      konsultacji z ojcem, ktory ma pelnie praw, nie wazne, ze nie rozmawiala z corka
      na temat szkoly - wazne ze szkola jest DROGA. Tak zreszta uzasadnila swoj wybor
      w rozmowie z moim mezem. "Bo chce, zebys placil". Ciekawa motywacja, prawda?
      Chcialam wiec zwrocic uwage, ze nie istotne jest dla NIEKTORYCH matek to, ze
      ojciec naprawde sie angazuje, bo one i tak postawia na swoim. I jak powyzszy
      przyklad pokazuje, nawet zdanie dziecka nie jest brane pod uwage.
      Trudno sie naprawde potem dziwic, ze facet olany tak po raz dwudziesty, czy
      trzydziesty, przestaje wierzyc, ze ma wplyw na cokolwiek i wycofuje sie. Co tez
      nie zadowala NIEKTORYCH ex. Jak sie angazuje - zle, jak sie nie angazuje tez
      zle. To co robic?
      Dodam tylko, zeby uprzedzic ewentualne komentarze - maz jezdzi do corki do
      Lodzi co dwa tygodnie, jest z nia w kontakcie telefonicznym i mailowym i
      uwazamy, ze Kasia jest juz na tyle dorosla, zeby z nia zalatwiac niektore
      sprawy, a nie przez ex. Dotyczy to np. wakacji czy ferii, spedzania czasu itp.
      Jesli wiec kasia nie o wszystkim )na szczescie) matke informuje, to nie znaczy,
      ze ojciec sie nie
      interesuje.
      • nooleczka Re: C.d. dwóch wątków - teraz o zaangażowaniu 29.04.04, 11:14
        ka.ga napisała:
        > Bardzo dawno mnie tu nie bylo. Podczytywalam sobie watki od czasu do
        czasu,

        Kaga smile
        jak fajnie że "wróciłaś" smile
        Piszesz bardzo mądrze, pisz jak najczęściej, lubię Cie czytać

        Pozdrawiam, Ania
Pełna wersja