Szczyt szczytów naszej "ex"

06.05.04, 01:09
Cześć,

Muszę się wygadać bo mnie trafia jak o tym myślę. Uwaga długie!!!!!!!!!!!
Otóż córka mojego M. zdaje w tym roku do liceum, dla przypomnienia ma 16 lat.
Dziś miała pierwszą część egzaminu - humanistyczną. Na całe szczęście jest
zadowolona i twierdzi, że dobrze jej poszło. Tak na marginesie to bardzo
inteligentna i zdolan "bestia" wink. Ale do rzeczy. Ze względu na nowelizację
systemu aplikacji do szkół średnich (komputerowa baza danych z własnym
loginem, stroną www i wybieraniem trzech szkół według priorytetu prestiżu i
poziomu nauczania oraz profilu klasy - to tak tytułem wyjaśnienia - very
complicated uff) młoda miała z tym trochę kłopotów, potrzebowała pomocy
praktycznej w postaci dostępu do netu (w domu nie ma chociaż mamusia obiecuje
od paru lat mimo środków i możliwości, młoda jest rozsądna, wiemy z praktyki
bo u nas odbiera pocztę, trochę "pomailuje", czasami jest na gg ale głównie
szuka różnych pożytecznych info więć argument o "uzależnieniu" i wysokich
rachunakch odpada) oraz duchowej przy wyborze szkół i podniesieniu na duchu.
Dodam, że aplikuje między innymi do jednej z najlepszych i najbardziej
prestiżowych szół w naszym mieście i na prawdę ma szanse. M. bardzo się
zaangażował w akcję pomagania, zresztą wcześniej zaproponowaliśmy jej, że
opłacimy jej kurs przygotowawczo-odświeżający wiedzę, z którego skorzystała i
była bardzo zadowolona. Taki re-freshment. Bardzo to przeżywaliśmy i
przeżywamy nadal bo to jej pierwszy poważny egzamin w życiu. A oprócz
wrodzonych zdolności jest przy tym wrażliwa no zjadał ją stres zatem
służyliśmy także za pogotowie "wypłacz się w rękaw", "pociesz" i "upewnij w
wyborze" etc. Zgodnie z zasadami przygotowań absolutnie "zabroniliśmy" wink jej
wszelkiej nauki przed samym egzaminem i rzuciliśmy ultimatum w postaci kina.
W kinie owaszem była. I tu zaczyna się właściwa historia czyli sedno sprawy.
Jako, że jest z tych zapominalskich i z głową w chmurach czasem (ma to po
moim M niestetywink)))zgubiła klucze do domu. Sprawa poważna i była
przygotowana na ostrą reprymendę. W drodze powrotnej kupiła swoje przyrodniej
siostrze, z którą jest bardzo zżyta loda. Bynajmniej nie dla załagodzenia
sytuacji ale z dobrego serca. No i pech chiał, że lód zaszkodził siostrze. No
i ex zrobiła jej awanturę na cztery fajerki właśnie z powodu tego loda. Że
jest nieodpowiedzialna (wręcz przeciwnie wiele razy się o tym przekonaliśmy),
że chciała dziecko otruć (no comments) i ex kazała jej iść do kościoła i
przemyśleć swoje zachowanie i zastanowić się nad sobą (sama nie jest
bynajmniej zagorzałą katoliczką wręcz przeciwnie). Na co młoda odpowiedziała
iż nie ma na to ochoty i nie widzi powodu, dla którego miałaby się tam udać.
Generalnie bardzo to przeżyła, dziś mąż się z nią widział i najpierw płakała
mu w słuchwkę, że taka awantura o głupstwo przed tak ważnym dniem, potem
płakała jak byli, o ironio, na lodach. Nie mógł jej uspokoić. I powiedziała,
że matak jej nie słucha, a gdy chce z nią porozmawiać to po paru zdaniach ex
zaczyna opowiadać o sobie i oczywiście wszyscy muszą jej słuchać (i
podziwiać). Młoda jest rozżalona, dziś mąż pierwszy raz powiedział młodej, że
ex taka zawsze była chociaż bardzo rzadko źle o niej mówi. Nie mogę zrozumieć
tej kobiety, ona uważa, że nic się nie stało. Nie chce mi się ale mam mnóstwo
przykładów jej niestabilnego emocjonalnie zachowania i widzę jak młoda się
coraz bardziej zamyka i zaciska zęby. Żal mi jej. I po raz kolejny
utwierdziłam się w przekonaniu, że na pewno nie mam czego szukać na
wątku: "Dobre cechy naszych ex". Sorry za przynudzenie ale musiałam się
wygadać. Buziaki wieczorne a raczej nocne- wasz Hopek.
    • lideczka_27 Re: Szczyt szczytów naszej "ex" 06.05.04, 01:51
      Droga hope_angel, teraz głównym Waszym zadaniem jest wspieranie młodej, ona
      musi czuć, że jest rozumiana, kochana, akceptowana. Przed nią trudne czasy i
      musi mieć bratnie dusze obok siebie.
      Wiem, że to bardzo trudne - zwłaszcza na gorąco - ustrzec się przed ocenianiem
      takiego zachowania eks, ale dziecku to nie pomoże. Lepiej w takiej sytuacji
      skwitować, że matkę nerwy poniosły, przytulić młodą i zapewnić, że ma w Was
      oparcie - zwłaszcza w trudnych chwilach, nie tylko tych konfliktowych z matką.
      U nas miały często miejsce takie sytuacje jak opisałaś. I były może o tyle
      dramatyczniejsze, że dotyczyły dużo młodszego dziecka, które radziło sobie o
      wiele gorzej. Pamiętam jak w zeszłym roku eks pozwoliła łaskawie, by M wziął na
      tydzień młodą do nas, bo ona wyjeżdżała ze swoim facetem na wczasy (tak na
      marginesie - my nigdy nie wyjeżdżaliśmy na wczasy bez dziecka, jej matka nigdy
      z nią - tylko z facetem). No i był taki numer: M odbiera młodą spod domu eks, a
      ta też wychodzi i jej gach - oboje taszczą torby podróżne, dmuchany materac
      itd. Za nimi drepcze zdruzgotana młoda. Tamta sobie wsiadła do auta i
      pojechali, a dzieciak stał i zanosił się od histerycznego płaczu. Przez trzy
      dni powtarzała jak mantrę "oni nie chcieli mnie zabrać, mama mnie nie kocha,
      dobrze, że wy mnie kochacie". Ból był o tyle dotkliwszy, że dziecko miało
      obiecane, że pojedzie, ale potem było nie na rączkę… Pal licho, że ona nie
      chciała wziąć SWOJEGO dziecka na wyjazd, ale to, że nie liczyła się z jej
      uczuciami, że zamiast poczekać z tym wyjazdem 5 minut (!) aż M zniknie z młodą
      za rogiem i po prostu nie mówić młodej o wyjeździe - ona kompletnie dzieciaka
      olała! Ile to trzeba mieć w sobie… sadyzmu, by tak postąpić!?! I właśnie przez
      takie zachowanie - przez znieczulicę wobec rodzonego dziecka, jakiej
      niejednokrotnie byłam świadkiem, nie miałam do tej baby szacunku. Za grosz!
      Wiesz, ja do tej pory nie wiem jak M wytrzymał tę sytuację, bo jest cholernie
      impulsywny - że on nie skwitował, nie ocenił jej "na uszach" dziecka to jest
      sukces - bo niewielu dałoby radę. Wspomnienia tragiczne, do tej pory budzą we
      mnie ogromne emocje. Dość powiedzieć, że dziecko dobrze i szczegółowo to
      pamięta, bardzo często wraca wspomnieniami do tamtcy wydarzeń.
      Nie oglądajcie się na eks, jej już nie zmienicie. Dbajcie o młodą – co
      zasiejecie, to zbierzecie. Jestem zdania, że dzieci w przyszłości nas rozliczą
      ze wszystkiego, czego się wobec nich dopuszczamy…

      Daj znać jak sprawy!
      Buźka i lecę spać
      senna lida
      • cz.wrona Re: Szczyt szczytów naszej "ex" 06.05.04, 14:33
        Hopku przede wszystkim gratuluję i podziwiam za Twoją postawę wobec córki M. To
        juz prawie porządną pannica. Może jest jej przykro bo przecież umie patrzeć i
        myśleć i na pewno wysnuwa wnoski nie miłe dla serca- no ale to przecież jej
        matka... Radziłabym na pewno nie psioczyć przy "małej" na ex i tak jak do tej
        pory być dobrą kumpelą dla niej
        Pozdrawiam wink
    • hop_angel Re: Szczyt szczytów naszej "ex" 06.05.04, 16:02
      Część,

      Dzieki już mi lepiej ale dziś z młodą rozmawiałam i okazuje się, że kiepsko jej
      poszła druga część. Jest załamana. Będziemy ja pocieszać jak zawsze a wczoraj
      jak dzwoniliśmy do niej na komórke do głos się jej łamał. Co za życie.
Pełna wersja