dlaczego znowu ślub???????????

07.05.04, 22:00
Zadaję Wam to pytanie, które usłyszałam kilka dni temu. Kierowane nie tylko
do tych macoch, które również mają "drugiego" męża, ale do wszystkich. Może
zechcecie przedstawić stanowisko Waszych mężów, którzy również ożenili się po
raz drugi?

Do sedna:
Z moim M. spotkaliśmy kilka dni temu jego kolegę, który na wieść o rozwodzie
mojego M z eks i ponownym ślubie zrobił wielkie oczy i przy mnie (!)
wypalił: "Ożeniłeś się drugi raz? Nie dość ci było? Ja bym drugi raz nie
ryzykował, w razie czego: won, tam są drzwi, a nie znów ten szum z rozwodem".

Pomijam, że to było chamskie i dla mnie przykre.

M. odpowiedział mu, że to nie ma znaczenia i wspomnienie tamtego związku nie
kładzie się cieniem na jego przyszłość: słowem - tabula rasa wink

Moje pytania:
Dlaczego po raz drugi wzięłyście ślub nie decydując się na konkubinat?
(konkubinko, Twojego zdania w tej kwestii również jestem ciekawa!).

Do "pierwszych żon-macoszek" (pierwszych w znaczeniu "nie byłam wcześniej
żoną” wink ): czy Wasi mężowie mieli jakieś obawy przed powtórnym zawarciem
związku małżeńskiego?

U nas było tak: bardzo długo nie myśleliśmy o ślubie. Mieszkaliśmy razem,
zaplanowaliśmy ciążę, ale nie ślub. Myślałam, że przecież papier z USC to
żadna gwarancja... I nie powiem, by M strasznie mnie namawiał, ale w sumie to
wyszło od niego. I główną przyczyną był nasz syn, który wtedy jeszcze
siedział w brzuchu smile M. chciał, byśmy wszyscy mieli to samo nazwisko, byśmy
byli taką "klasyczną" rodziną. Było nam na rękę, że skończą się tłumaczenia w
różnych instytucjach na temat stopnia pokrewieństwa. Nie bez znaczenia był
też fakt dziedziczenia (M w najprostszy sposób chciał się zabezpieczyć, by w
razie jego śmierci mieszkanie nie wpadło w ręce eks, bym ja nie poleciała na
bruk lub nie musiała ciągać się z nią po sądach). A ponieważ chcieliśmy
załapać się na wspólne rozliczanie, postanowiliśmy pobrać się szybko (bo już
zbliżał się koniec roku). Żadne to romantyczne pobudki - prawda?

Ale teraz, z perspektywy czasu inaczej na to patrzę. Uwielbiam być jego żoną.
Wspaniale jest słyszeć jak o mnie mówi "moja żona". Dopiero teraz czuję,
wiem, czym tak naprawdę jest małżeństwo. Nigdy nie zdjęłam obrączki, M. też
stale nosi. Mam śliczne nazwisko (za pierwszym razem miałam łączone
panieńskie i męża, po rozwodzie wróciłam do panieńskiego, by w przyszłości
nie przysięgać komuś jako pani X uncertain wink ) i to nazwisko nosimy wszyscy - ja,
M., młoda, nasz syn - na wyjazdach nikt nie wie, że jesteśmy
rodziną "zrekonstruowaną" smile Nie żałujemy tej decyzji.

A jak to jest u Was?
Może wypowie się też ktoś, kto na ślub się nie zdecydował i poda powody?

pozdrawiam!

ciekawska lida
    • bejbiko dlaczego znowu ślub? 08.05.04, 15:21
      My bierzemy ślub w lipcu. M jest po rozwodzie już trzy lata. O rękę poprosił
      mnie ponad rok temu. To było niezwykle romantyczne, scenariusz naprawdę
      zaskakujący! Myślałam, że to dlatego, że jestem w ciąży, że on uważa, że tak
      należy..... powiedziałam "poczekajmy, zobaczymy" Chciałam urodzić dziecko,
      chciałam, żeby było na naszym ślubie, no i ...chciałam się przekonać czu to
      faktycznie jest to.
      M siedzi teraz przed telewizorem, pytam go dlaczego chciał się ze mną ożenić i
      czy się nie boi.... Odpowiedział:
      1. Chcę być Twoim mężem, chcę byś była moją żoną.... zbudowaliśmy razem dom,
      kupiliśmy psa, mamy syna, jesteśmy rodziną....
      2. Ożenię się z Tobą bo poprostu Cię mocno kocham
      3. Nie boję się drugiego związku, bo zaczynam nowy rozdział, z nową kobietą i
      mam nadzieję, że między nami zawsze będzie tak dobrze jak jest dziś. Stare
      doświadczenia nie maja znaczenia.
      I nie chodzi o to, że tego chcieli moi rodzice a raczej moja babcia, nie chodzi
      o sprawy finansowe...to raczej sprawa poczucia wspólnoty i więzi....

      A ślub już za dwa miesiące, dokładnie za dwa! Suknia gotowa, wesele
      zaplanowane....
      • lideczka_27 Re: dlaczego znowu ślub? 08.05.04, 21:44
        bejbiko, a w jakich okolicznościach dostałaś pierścionek?

        Bo ja w łóżku wink I zdaje się, że to jeszcze było przed moją drugą sprawą
        rozwodową - taka nie rozwiedziona narzeczona wink))
        Z tkliwością to wspominam, gdyż M. to taki "mocny typ", nie jest zbyt
        romantyczny, wzrusza się pięknie, ale rzadko. No i leżę sobie, M. wpełzł do
        łóżka i zrobił minkę... czy ja wiem? Takiego zawstydzonego króliczka. No
        boskość!!! wink Zapytał mnie czy zostanę jego żoną i wsunął na palec malutki,
        skromny pierścionek - srebrny; skąd on na niego wtedy kasę wziął w tych czasach
        naszej skrajnej nędzy to ja nie wiem...

        Czy będziecie mieli taki klasyczny ślub z weseliskiem? Na ile osób? Mam
        nadzieję, że podzielisz się z nami wrażeniami smile
        Na życzenia przyjdzie czas, tymczasem pa smile

        lida
    • badia Re: dlaczego znowu ślub??????????? 08.05.04, 15:41
      U nas były owszem problemy z podjęciem decyzji... Nie była ona łatwa, zwłaszcza dla M. Oboje mięliśmy na poczatku paranoję, że jak ma się nie udać, to lepiej szybko, żeby czasu nie marnować. Szybko więc zamieszkaliśmy razem, szybko doszliśmy do wniosku, że historyczne problemy nie przekładają sie na nasz związek. Po dwóch latach mieszkania razem wzięliśmy ślub. Byliśmy już wtedy przekonani, że poprzednie związki to potężna pomyłka i błąd, który tym razem się nie powtórzy. Żałowałam, że nie zaczynaliśmy od zera ale z bagażem "przeszłości", która już na zawsze z nami pozostanie. Cieszyłam się - że w odróżnieniu od masy ludzi, którzy tkwią w nieszczęśliwych związkach - mamy szansę zacząć jeszcze raz. No i tym razem się rzeczywiście udało. Dziś tylko o naszym ślubie myslę jako "prawdziwym" ślubie, tylko o naszym małżeństwie jako "prawdziwym malżeństwie" - na całe życie. Tamto... to fragment mojego niełatwego życiorysu; ciężar, z którym muszę żyć, chociaż wolałabym nigdy się nie pomylić i od razu wybrać właściwego faceta. Mój M. ma to samo. Czasem się śmieję, że zaletą bycia z facetem po przejściach jest to, że nawet jak by go uwodziła miss polonia, to i tak by uciekł, bo wie, ile kosztują pomyłki...
      • lideczka_27 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 08.05.04, 22:12
        Badia, a zauważyłaś może tę... czy ja wiem... prawidłowość: osoby z „bagażem” w
        drugich związkach jakoś lepiej wszystko układają. Nie wiem, czy to faktycznie w
        końcu właściwe dobranie się, czy my bardziej się staramy, a może pamiętając o
        złej przeszłości tym bardziej doceniamy szczęście, jakie udało nam się spotkać
        na swej drodze?
        Ja nie wspominam byłego małżeństwa, gdyż po rozwodzie już nie odczułam, że
        kiedyś miałam męża - po prostu nie mieliśmy dzieci i rozwód był definitywnym
        końcem wszystkiego.
        Natomiast M naszarpał się sporo. Eks robiła wszystko (i robiła to otwarcie -
        przyznając się do tego), by zniszczyć nasze małżeństwo, bo powiedziała, że
        skoro jej nie wyszło, to nie pozwoli, by M był szczęśliwy (rzuciła go dla
        faceta a ten po pół roku znów wrócił do swojej żony). Uspokoiła się na trochę
        jak sobie znów kogoś znalazła, ale jak ją społeczeństwo na języki wzięło, bo to
        był kolejny żonaty, to już myślałam, że nigdy nie będziemy normalnie żyć...
        Czasem coś zdarzy mi się wspominać czy tak zwyczajnie zapytać M o jakąś
        pierdołę np. "a ładna była pogoda jak braliście ślub?" - on w takich chwilach
        zawsze robi wielkie oczy i mówi "przecież ja wcześniej nie miałem żony! A co,
        nie pamiętasz jaką mieliśmy pogodę?". To niby takie żarty, ale kiedyś mi
        powiedział, że dopiero ze mną wie co to dom, rodzina, smaczny obiad i dobry
        seks wink
        Jeśli chodzi o ślubną pompę - nie ma porównania... Pierwszy raz było weselisko,
        kapela, dużo gości, wspaniały kilkupiętrowy tort, fotograf, kamerzysta, piękna
        suknia itd. Wesele udało się wyśmienicie - za kasę naszych rodziców wink A nasze?
        Skromniutkie (spłacaliśmy jeszcze wtedy długi eksi), za wszystko płaciliśmy
        sami, ja miałam kieckę pożyczoną (ale śliczną - jakby ślubną tyle że bordo) i
        mówili mi, że wyglądałam jak Anna Karenina wink Dla M kupiliśmy garnitur, potem
        obrączki, wykupiliśmy obiad w restauracji dla garstki gości. Miałam śliczną
        wiązankę, gdyż w naszej kwiaciarni pracuje babka po ASP, cuda z kwiatów robi!
        Było skromnie - nie tak jak w naszej przeszłości. Ale... Nie wiem czy to w
        jakiś sposób umniejszyło przeżywanie uroczystości. Myślałam, że zwyczajnie to
        przeżyjemy, a jednak ze wzruszenia odebrało mi głos (nie mogłam wykrztusić jak
        się chcę nazywać wink ), M też drżał głos, jego mama była taka szczęśliwa... (mam
        wspaniałą teściową). Rodziców nie wciągałam ani w przygotowania ani w koszta -
        byli prawdziwymi gośćmi.
        Nasza młoda była na ślubie - cały czas miętosiła moją suknię i chciała zostać z
        nami w noc poślubną smile
        Całą uroczystość zepsuła trochę eks, bo zrobiła awanturę, ale tamtego dnia po
        prostu zdobyłam się na to, by odłożyć słuchawkę nim ona rzuci ją pierwsza.

        Ech, w miły nastrój wpadłam, a M. niestety w pracy sad((
        • cz.wrona Re: dlaczego znowu ślub??????????? 08.05.04, 22:55
          Jejku uwielbiam o tym myśleć i rozmawiać wink))))

          No więc u mnie było tak:
          Poznaliśmy się 07.08 1999r. na ognisku,na wsi; ja miałam świeżo skończone 18
          lat wink)) On- typ samotnika ale dusza towarzystwa- gdzie się zjawiał tam
          rozkręcała się zabawa- ja- nieśmiała myszka wink)) Po 3 tygodniach pierwszy
          pocałunek, po miesiącu wyznanie miłości z Jego strony (ode mnie jakiś 3
          miesiące po).
          Potem spotykaliśmy się w Warszawie, przyjeżdżał do mnie o 6 rano w niedzielę
          (pracował i mieszkał poza Wawą), czasami jeździliśmy do Jego rodziny na wieś...
          Zamieszkaliśmy razem po jakimś roku u mnie w domu, razem z moją kochaną.
          liberalną Mamcią. M. oświadczył mi się 19 czerwca 2000 roku, czyli w niecały
          rok po poznaniu ;-D Pojechaliśmy do jubilera, wybraliśmy pierścionek- cudo wink
          i potem oświadczyny na kolanku(chlip, chlip). Po półtora roku zamieszkaliśmy
          sami, w mieszkanku po moich dziadkach- dotarliśmy się. Aż w 2003 roku
          zaczęliśmy myśleć aby w końcu ze stanu narzeczeństwa przejść w małżeństwo wink))
          Zaplanowaliśmy datę i wesele- 21.09. 2003 rok. Dzień ślubu wspominam jako
          najpiękniejszy i najszczęśliwszy (obok narodzin synka). Czułam się wtedy bosko,
          chciałam by ten dzień trwał wiecznie... Potem podróż poślubna nad morze....
          A na Wigilię zrobiliśmy piękny prezent całej rodzince- zasialiśmy ziarenko
          naszej miłości wink))

          M. prawie od początku mówił mi o tym , że marzy abym została Jego żoną, abyśmy
          byli razem... Nie był "uczulony" na instytucję małżeństwa. Baaardzo źle
          wspominał pierwszy ślub i wesele- ba! On nawet z niego uciekł. Po 3 godzinach
          najzwyczajniej w świecie pojechał sobie do domu nie czekając na tradycyjne
          Oczepiny... Na naszym weselu- dbał o gości, o mnie, tańczył, śmiał się,
          przeżywał ten Dzień.... KOcham Go bardzo!
          Dodam jeszcze ,że gdzieś głęboko tam mamy nadzieję na ten ślub drugi- przed
          Panem Bogiem.Oby się udało... Pierwszy wyrok- korzystny- już za nami...
          • lideczka_27 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 09.05.04, 22:55

            cz.wrona napisała:

            > Jejku uwielbiam o tym myśleć i rozmawiać wink))))

            Ja też smile Taki sympatyczny wątek, Bejbiko też stworzyła ciepły - w końcu
            mogłybyśmy my - macochy, pokazać swoje jasne strony życia, zwłaszcza, że
            troszkę się ponurawo zrobiło na forum. Ktoś by pomyślał, że nasza egzystencja
            to pasmo samych udręk i nieszczęść wink


            Baaardzo źle
            > wspominał pierwszy ślub i wesele- ba! On nawet z niego uciekł. Po 3 godzinach
            > najzwyczajniej w świecie pojechał sobie do domu nie czekając na tradycyjne
            > Oczepiny...

            Czy pobrali się, bo wpadli?


            > Dodam jeszcze ,że gdzieś głęboko tam mamy nadzieję na ten ślub drugi- przed
            > Panem Bogiem.Oby się udało... Pierwszy wyrok- korzystny- już za nami...

            To wspaniale smile Mój M przed Bogiem już jest „czysty”, ja nie. I choć mam szanse
            na unieważnienie - nie zrobię tego. Po przykrościach, jakie mieliśmy, gdy
            chcieliśmy ochrzcić naszego syna, mam już inny stosunek do Kościoła. Nie czuję
            więzi...
            Niemniej Wam życzę, by spełniło się marzenie - zwłaszcza, jeśli jest takie
            ważne (tylko musisz wiedzieć, że ktoś, kto uzyskał unieważnienie ślubu,
            niekoniecznie drugi raz dostąpi sakramentu małżeństwa! Zwłaszcza jeśli z jego
            przyczyny ślub będzie nieważny - to chyba Twojego męża nie dotyczy smile )

            pozdrawiam
            lida
        • badia Re: dlaczego znowu ślub??????????? 09.05.04, 10:14
          Lideczko, jak za pierwszym razem mówiłam "rozwód", to zupełnie nie wiedziałam, co to słowo znaczy. Mój M. też tak brnął w kolejne wypadki, udowadniając trochę sobie trochę innym, że jest twardziel, będzie "na jego". Chyba każde z naszej czwórki liczyło, że ta druga strona "zmięknie", a w międzyczasie sprawy zabrnęły tak daleko, że już niczego nie dało się odkręcić, niczego naprawić. Dziś widzę, że nie tylko tamten wybór był zły, bo był bez dwóch zdań, złe było także moje zachowanie, głupie liczenie, że "jakoś to będzie". Teraz mam wspaniałego faceta, który odebrał tę samą lekcję. Oboje wiemy, jak strasznie łatwo jest coś zepsuć. Tego nie wie ktoś, kto związał się ze swoją pierwszą miłością... więc te "przejścia" są nie tylko ciężarem, ale są także solidną podstawą dla zupełnie innego związku. Tylko strasznie, strasznie bym chciała, żeby nasze dzieci uczyły się na naszych błędach i już nie popełniały swoich tego typu, bo to jednak bardzo wiele kosztuje...
    • maverick-1 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 08.05.04, 23:49
      To i ja swoje opowiem. Kiedy się poznaliśmy ja byłem kawalerem, a moja "jeszcze
      wtedy nie" żona rozwódką. Od początku dorosłego życia zaklinałem się, że nigdy
      się nie ożenię, mówiłem, że nie potrzebuję kwitu, że wszystko i tak prędzej czy
      później się rozpada, że takie ślubowanie jest bez sensu, bo pewnie za pół roku
      i tak mi się znudzi i trzeba będzie się męczyć z rozwodem. Ale jak mnie
      trafiło, to nie było już czego zbierać z tych moich teoriismile Było mi dobrze,
      byłem szczęśliwy i to tak bardzo, że palił mnie lęk, że kiedyś ją stracę, taka
      mała obsesja i zastanawiałem się co można zrobić, żeby sobie zapewnić, że
      będzie zawsze zawsze zawsze. Aż kiedyś mnie oświeciło. I tak wylądowałem na
      kolanach. Chyba nigdy w życiu tak się nie bałem, jak kiedy do niej wtedy
      szedłem. Niby było "kocham cię" itd., ale bałem się cholernie. Wcześniej ani
      razu nie rozmawialiśmy o ślubie, nie mieszkaliśmy ze sobą i o zamieszkaniu też
      nie rozmawialiśmy. Znaliśmy się osiem miesięcy. Żona zaskoczyła mnie
      kompletnie, bo kiedy tylko zobaczyła mnie z kwiatami i w krawacie, a wiedziała,
      że krawatów nie znoszę i wkładam je tylko na absolutnie wyjątkowe okazje, od
      razu domyśliła się o co chodzi i ...zaczęła płakać. Nie szlochać, ale zaczęły
      jej płynąć łzy po policzkach, byłem kompletnie zdezorientowany, bo nigdy
      wcześniej przy mnie nie płakała. Przed pójściem do niej dość dokładnie
      zaplanowałem sobie co powiem, ale oczywiście straciłem i rezon, i głowę i
      zacząłem mieszać, ona cały czas płakała, ja już nie wiedziałem co robić,
      rzuciłem w końcu dramatycznym tonem o co mi konkretnie chodzi i co ona na to, a
      ona zaczęła mnie przepraszać, że płacze, mówiła, że ją zaskoczyłem, ja
      dopytywałem, czy się zgadza, ogólnie wyszło to strasznie zagmatwane, ale w
      końcu rzuciła mi się na szyję i wielki kamlot zleciał mi z serca. A młoda jak
      się ucieszyłasmile Żona nie miała żadnych oporów przed kolejnym małżeństwem,
      powiedziała, że czuje, że teraz to właściwa decyzja. Przygotowania do ślubu
      trwały długo, więc pobraliśmy się dopiero w cztery miesiące od oświadczyn. I
      zrobiliśmy niezłą fetę. Byli krewni i znajomi, żona cała w łzach (okazało się,
      że płacze, kiedy jest szczęśliwa), wesele i mnóstwo zdjęć... Też się
      rozmarzyłem, a tu same kłopoty. Tak to właśnie było. Kuba
      • lideczka_27 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 09.05.04, 22:59
        To teraz czas na dzidzi wink)))

        My planujemy zrobić sobie wesele, jak już staniemy na nogi - taki szał ciał,
        ale dla Bardzo Ważnych Bliskich i Przyjaciół - zestaw ciotek i dalszych wujków
        nie wchodzi w grę wink)) Może na piątą rocznicę ślubu? (ktoś wie może jak się
        taka nazywa?)
        • maverick-1 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 10.05.04, 11:59
          > To teraz czas na dzidzi wink)))

          smile Tak, już jakiś czas temu uznałem, że nie ma na co czekać, utwierdziły mnie w
          tym niektóre posty tutaj i autorytarnie oznajmiłem żonie, że zaczynamy i
          koniec. Ucieszyła się, że wreszcie jedno z nas podjęło nieodwołalną decyzję i
          przystąpiliśmy do dzieła. Niestety, już wiadomo, że w tym miesiącu skucha, ale
          nie zrażamy sięsmile Kiedy już się uda, na pewno to tutaj obwieszczę, ba!
          transparent na Pałacu Kultury wywieszę, żeby się dowiedzieli absolutnie wszyscy!
          A propos, ktoś wie może, czy skłonność do ciąż bliźniaczych przenosi się też po
          linii męskiej??

          A pomysł ze spóźnionym weselem supersmile Nigdy nie słyszałem, żeby ktoś wyprawiał
          wesele po czasie, albo od razu albo wcale. Powodzenia. Kuba
          • lideczka_27 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 10.05.04, 22:50
            wink)) Ja po pierwszym miesiącu prób dostałam okres, a potem już nie. No, ale
            trudno żebym dostała w sytaucji, gdy miesiąc ma 31 dni, a my na koncie więcej
            niż 31 harców (harcy?) wink)))))
    • capa_negra To może teraz ja 10.05.04, 08:02
      Jako , ze ślub brałam 2 tygodnie temu mam to na świeżo.
      Mój mąż był 20 lat żonaty – wpadli gdy on miał 17 , ona 19 lat.
      Z tego co opowiada to długo byli dobrym i zgodnym małżeństwem.
      Potem wraz z dorastaniem dzieci, które zresztą poszły w ich ślady – córka
      zrobiła go dziadkiem gdy miał 36 lat ….zaczęły im się coraz bardziej drogi
      rozchodzić.
      Mój jest domatorem, eksia była domatorką z przymusu bo dzieci były małe i wraz
      z wyjściem dzieci z domu zaczęły się tańce, hulanki i romanse.
      Jeszcze jakiś czas to ciągli, aż nadszedł moment kiedy córka wyjechała za
      granice i zostało wolne mieszkanie...którejś pięknej czerwcowej niedzieli ,
      gdy chłop wyszedł do własnego ogrodu i zobaczył stado obcych ludzi
      pałętających się po katach „ bo nie zdążyli jeszcze wyjść” po imprezie
      zorganizowanej przez eksie , wrzucił ubrania do bagażnika i tyle go
      widziano... po roku byli już po rozwodzie.
      Następne 3 lata mój był sam i dziczał – to taki typ człowieka, który potrzebuje
      drugiej osoby do szczęścia.
      Poznaliśmy się bardzo romantycznie – przy smietniku, nad psem – każde nad swoim
      i tak najpierw powolutku , a potem już szybko poszło.
      Poznaliśmy się w maju 2002, na jesieni i przez zimę mieszkałam u niego , wiosna
      2003 to przeniesienie się do mnie , kwiecień 2004 ślub.
      Ani on , ani ja ( liżąca rany po wieloletnim nieformalnym związku) nie
      myśleliśmy na początku o ślubie , nie był to też gwałtowny impuls jak wybuch
      supernowej ta myśl narastała powoli.
      Tak naprawdę zaczęła nabierać realnych kształtów w tamtym roku na wakacjach.
      W ciepłe letnie wieczory prowadziliśmy na tarasie długie rozmowy o życiu, o
      celu, pragnieniach .
      Okazało się, ze mamy takie same oczekiwania i wobec życia i wobec siebie, że
      jesteśmy tolerancyjni wobec swoich słabostek i co najważniejsze zdajemy sobie
      sprawę z błędów popełnionych w przeszłości.
      Również – co uważam, ze jest bardzo ważne mamy ten sam poziom zapotrzebowania
      na rozrywki towarzyskie i podobne upodobania jeśli chodzi o zagospodarowanie
      czasu wolnego.
      Przez jesień oswajaliśmy się z decyzja o małżeństwie, w grudniu poinformowali
      rodzinę, potem trzy miesiące młyn i dzień zero – w ścisłym 34 osobowym gronie
      ( sami najbliżsi – żadnych 5 ciotek i znajomych królika) ale za full wypas smile
      Zdjęć mam z 200 , drugie 200 rozdam ( wczoraj cały dzień segregowałam – o
      matko) – teraz wiec czeka mnie cykl wizyt towarzyskich – jak to przeżyć???
      A najlepsze jest to , ze oprócz kawałka nazwiska to nic się w moim życiu nie
      zmieniło – od 2 lat budzę się i zasypiam ciągle u boku tego samego faceta.
      No może cos się zmieniło – mam prawo do tego kawałka złota na palcu i słów ,
      które jeszcze ciągłe mnie rajcują Moj MĄŻ .
      I dobrze mi z tym.
      • naturella Re: To może teraz ja 10.05.04, 09:07
        Taki fajny wątek, że też muszę napisaćsmile

        U nas było to typowe uczucie od pierwszego wejrzeniasmile Zakochaliśmy się w sobie
        jak para szczeniaków... Poznaliśmy się nietypowo, bo w necie, trzy miesiące
        rozmawialiśmy codziennie, zanim zdecydowaliśmy się spotkać. Te nasze rozmowy na
        gg archiwizowałam, a potem wydrukowałam, mamy więc księgę pamiątkowąsmile
        Nasze pierwsze spotkanie było długo wyczekiwane, strasznie stresujące dla mnie
        na początku... ale już po kilkunastu minutach czułam się z nim jak z tą
        właściwą osobą... a po kilku godzinach byłam już rzetelnie zakochanasmile
        No i cóż, po kilku tygodniach zamieszkaliśmy razem, po bodajże miesiącu on mi
        się pierwszy raz oświadczył - na razie na wyrost, bo trwała sprawa rozwodowa.
        Trwała zresztą przez następne półtora roku... Następnego dnia po tym, jak się
        wreszcie zakończyła, on mi sie oświadczył z pierścionkiem i wszystkimi innymi
        dodatkamismile

        Z tego co wiem, nie miał żadnych obaw przed drugim małżeństwem. Pierwsze było
        zawierane z powodu ciąży, w wieku 18 lat z kawałeczkiem w ogromnej chęci
        wyrwania się z domu i posiadania czegoś swojego. Mój mąż twierdzi, że od
        początku wiedział, że ja jestem tą właściwą osobą...i po prostu pojawiłam się
        we właściwym momencie w życiu.
        • yokono Re: To może teraz ja 10.05.04, 09:52
          haha wcale nie nietypowo, bo my tez w neciesmile
          po 3mcach od 1 "klikniecia" mielismy juz malenstwo w drodze
          a po 6 mcach odbyl sie nasz slub
        • lideczka_27 to ja chyba rekordzistka ;))) 10.05.04, 23:00
          Myśmy się też poznali przez net (Tlen konkretnie). Wklepałam sobie do
          wyszukiwarki jego imię (mój przyjaciel ma takie samo i dobrze mi się
          kojarzyło), stosowny wiek, by nie tracić czasu na jakąś smarkaterię i
          wyświetliło się wielu spełniających moje kryteria, ale zaczepiłam go, bo tylko
          u niego się świeciła ikonka "porozmawiajmy", a mnie się nie chciało kuć do
          egzaminów (sesja sad ). I tak: 27 stycznia się „poznaliśmy”, gadaliśmy
          codziennie, aż uznaliśmy, że konieczne jest spotkanie, bo już było trudno tylko
          pisać. Jechałam do niego przez pół Polski, nie wiedziałam nawet jak wygląda!
          Spotkaliśmy się 5 lutego, było cudnie, potem za 9 dni i już zostałam smile
          Zamieszkaliśmy ze sobą znając się tyle co z netu i z tych dwóch dni spędzonych
          wspólnie w realu. Bardzo go kocham, jest facetem, na którego się czeka całe
          życie. Dużo mnie kosztował ten związek, bo rodzice mnie wyklęli z rodziny, ale
          musieli się z tym przegryź. Teraz jest super zięciunio wink
      • maverick-1 Re: To może teraz ja 10.05.04, 12:18
        > Poznaliśmy się bardzo romantycznie – przy smietniku, nad psem – każde
        > nad swoim
        > i tak najpierw powolutku , a potem już szybko poszło.

        smile)))) My z żoną też raczej mało romantycznie, ale za to trochę "filmowo".
        Pierwsze słowa, jakie do mnie powiedziała to: "Czy ma pan wycięty wyrostek
        robaczkowy?". Stwierdziłem, że nie i dalej zwijałem się z bólu, absolutnie nie
        wiedząc, że oto dosięgło mnie ramię przeznaczniasmile) W szpitalu miałem zostać
        tylko kilka dni, ale na szczęście okazało się, że dostałem uczulenia na jakieś
        leki i musiałem tam leżeć jeszcze dwa tygodnie. Oczywiście często źle się
        czułem i trzeba było ciągle do mnie wzywać lekarzasmile A ledwie mogłem wstać,
        wciąż ją nachodziłem w czasie dyżurów. I tak się okazało, że mamy wspólnych
        znajomych. Zaraz jak wyszedłem, wymogłem na nich, żeby zrobili imprezę. I już
        poszło gładkosmile))
        • capa_negra Re: To może teraz ja 10.05.04, 12:42
          Z tym śmietnikiem to fakt autentyczny do tego stopnia, że byli tacy co nam nie
          wierzyli.
          W związku z tym chłop wymyślił "oficjalna" wersje naszego poznania.
          Było to tak...
          O czyścił buty na balkonie....
          Ja przechodzilam z psem...
          I jemu spadł but prosto mi na głowę...
          Wiec musiał mnie ratowac smile

          I wyobraz sobie, że byli tacy którzy właśnie ta wymyslona historyjke
          przyjmowali za prawdziwa , bo ta prawdziwa wydawała im sie nieprawdopodobna
    • krokusowo Re: dlaczego znowu ślub??????????? 10.05.04, 12:46
      Tak na początek... Kolega faktycznie nie był zbyt miły...

      Ja jestem tą co na ślub się nie zdecydowała ... ???

      Mój Partner jest tym typem, który zraził się do instytucji małżeństwa i nie
      pała wielką ochotą do brania kolejnego ślubu. Pierwszy był cywilny i
      kościelny... jak twierdzi raczej dla rodziców - bo nalegali, niż z ich
      potrzeby. Jaki ślub i wesele - takie małżeństwo?
      Przeraża mnie to w jaki bezpłciowy sposób mówi o swoim ślubie i weselu. Aż mnie
      czasem ciarki przechodzą... oczywiście nie sam z siebie mówi... tylko skąpo
      odpowiada na zadane przeze mnie pytanie...

      A My? Początkowo nie miałam pojęcia o podejściu Mojego Partnera do "instytucji
      małżeństwa". Jakoś nie bardzo nas to obchodziło.. On kilka lat był w separacji,
      jak ja się pojawiłam, to zdecydował się SAM bardzo szybko na uregulowanie
      swoich papierów. A że rozwód trochę trwał, to i o małżeństwie nie było mowy...
      Były natomiast plany... zmiany lokum, ciąży itp... bycia razem...
      No i jakoś doszło do rozmowy na ten temat naszego małżeństwa... I mnie
      zamurowało! Spadło to na mnie jak grom z jasnego nieba... nic wcześniej nie
      wskazywało na to, że Mój Partner nie bardzo ma ochotę na drugie małżeństwo...

      Mnie zrobiło się bardzo przykro - jemu też, że nie spełnia moich oczekiwań...
      Myślał o tym i ja też... Pewnego dnia przyszedł do mnie i powiedział, że możemy
      wziąć ślub, że jeżeli mi zależy na tym.. to On to zrobi dla mnie...

      I co mu powiedziałam?
      NIE! Na takich warunkach nie chce brać ślubu... nie tego oczekuję. Nie chcę,
      żeby Mój Kochający Mężczyzna brał ślub ze mną dlatego, że ja tego chcę!
      Powiedziałam mu, że ja wezmę z nim ślub jedynie wówczas, gdy On będzie chciał
      to zrobić dla SIEBIE i dla NAS. Nie była to dla mnie łatwa decyzja, ale nie
      uważam, żeby kompromis w tym momencie był wskazany... Powiedziałam mu, że
      owszem ja tego pragnę... ale pragnę jeszcze bardziej tego, żeby Mój Mężczyzna
      sam dojrzał do takiej decyzji, żeby nie robił tego wbrew sobie...
      Mam zasadę... nic na siłę, jak sam do tego nie dorośnie i nie będzie tego
      pragnął z całego serducha to ze ślubu nici.

      I tak sobie żyjemy... jest nam dobrze... wiem, że mnie Kocha bardzo mocno i że
      jestem dla niego Tą Kobietą, wiem również, że o tym myśli bo czasem coś
      przebąknie... smile
      Może kiedyś... zobaczymy smile

      pozdrawiam
      krokusowo


      • cz.wrona Re: dlaczego znowu ślub??????????? 10.05.04, 15:20
        Ojej lideczko trochę mnie zmartwiłaś...
        Proces jest właśnie z tytułu symulacji powoda- tzn., że mój M. nie chciał się z
        nią żenić (tak 'wpadli'), zmuszono Go do tego....-biedne cielę wink))
        Ale to chyba odnosi się do tych wypadków gdy unieważniono małżeństwo z racji
        choroby, znęcania się lub innych pobudek?
        • lideczka_27 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 11.05.04, 00:08
          Ja słyszałam, że oni też rozpatrują "winę" - z czyjego powodu to małżeństwo
          może być nieważne. I np. jeśli facet zmusił kobietę do ślubu i zapadnie decyzja
          o unieważnieniu to on prawie na pewno nie otrzyma ślubu po raz drugi, a jego
          żona-nieżona nim go otrzyma też będzie wzięta pod lupę (o tym wiem z relacji
          koleżanki, której małżeństwo unieważnili - on, że niby gej i ją oszukał, a po
          latach znowu się chciał ożenić no i ślubu nie dostał choć wskazywał, że się
          nawrócił, wyzdrowiał z choroby jaką jest homoseksualizm - ukłon w stronę
          Kościoła itd).
      • lideczka_27 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 10.05.04, 23:06
        "co mu powiedziałam?
        NIE! Na takich warunkach nie chce brać ślubu... nie tego oczekuję. Nie chcę,
        żeby Mój Kochający Mężczyzna brał ślub ze mną dlatego, że ja tego chcę!"

        Bo w tym cały jest ambaras... wink)) Ja też bym tak nie chciała, ani dziecka. Bo
        uważam, że takie decyzje są wspaniałe, gdy są wspólne, wypływają z chęci,
        pragnienia i marzenia dwojga. Kompromis, postawa "robię to dla ciebie" nie daje
        już pełnej satysfakcji, prawda?
    • lideczka_27 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 10.05.04, 23:14
      "A taka mnie refleksja nachodzi - bo babsku rozumuję tak: jeśli się facet
      decyduje mieć z kobietą dziecko, to dla mnie jest to o wiele bardziej
      zobowiązujące, niż pójście do USC... i nijak nie rozumiem tego, że facet jest
      zdecydowany na powołanie dziecka na świat, stworzenie rodziny, a nie jest pewny
      co do ślubu? przecież dziecko o wiele bardziej wiąże ludzi niż papierek..? "

      Też kiedyś o tym dumałam i ustaliłam, że w tych sytuacjach małżeństwo
      rozpatrywane jest jako gwarancja a raczej jej brak i w związku z tym papier z
      USC jawi się jako bezużyteczny świstek, który tak naprawdę wiele nie zmienia (w
      aspekcie kondycji związku). Mężczyzna decydując się na dziecko z partnerką
      wyraża gotowość zostania z nią, jest to deklaracja na wspólne życie. A ponieważ
      był już żonaty, a jest rozwodnikiem - uważa, że ślub to żadna gwarancja na
      trwały związek. On nie tyle nie jest pewny ślubu, co NIE WIDZI POTRZEBY brania
      go, bo niby w jakim celu? Zakłada on rodzinę z nową partnerką, ma z nią dzieci
      i żyją sobie szczęśliwie w nieformalnym związku. A jak się mają rozstać to
      nastąpi to tak czy siak – obrączka go nie zatrzyma.
      • chalsia Re: dlaczego znowu ślub??????????? 10.05.04, 23:39
        Burza i Lideczka,

        no wiecie co, o taki brak "horyzontu" (albo "krótką pamięć") w tej kwestii to
        Was nie posadzałam - chodzi mi o stwierdzenia:
        - " Mężczyzna decydując się na dziecko z partnerką

        - > wyraża gotowość zostania z nią, jest to deklaracja na wspólne
        życie", "jeśli się facet
        > decyduje mieć z kobietą dziecko, to dla mnie jest to o wiele bardziej
        > zobowiązujące, niż pójście do USC... i nijak nie rozumiem tego, że facet jest
        > zdecydowany na powołanie dziecka na świat, stworzenie rodziny, a nie jest
        pewny
        >
        > co do ślubu? przecież dziecko o wiele bardziej wiąże ludzi niż papierek"

        wspólne dziecko, nawet planowane, jest takim samym gwarantem jak papierek czyli
        ZADNYM !!!!

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • lideczka_27 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 10.05.04, 23:52
          Chalsia, no oczywiście! A o czym ja napisałam? Że facet decydując się na
          dziecko "wyraża gotowość zostania z kobietą" - podobną deklaracją jest ślub. I
          napisałam też, że jak ma odejść to i tak odejdzie i obrączka by tu nic nie dała
          nawet gdyby takową posiadał... Dlatego też ślubu nie bierze, bo i po co? Jak
          się mają rozstać to się rozstaną i koniec.

          pozdrawiam sennie
          lida

          To nieprawda, że nie nadaję się do życia - to życie nie nadaje się do mnie.
    • pysia-2 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 11.05.04, 10:50
      A ja nie rozumiem problemu. Mezczyzna spotyka kobiete, kobieta spotyka
      mezczyzne. Zakochuja sie w sobie i naturalna koleja rzeczy jest decyzja o
      slubie. Tak bylo w naszym przypadku. Dlaczego na tak naturalny proces mialby
      wplynac fakt, ze on juz wczesniej mial zone???
      • nooleczka Re: dlaczego znowu ślub??????????? 11.05.04, 12:36
        pysia-2 napisała:
        . Dlaczego na tak naturalny proces mialby
        > wplynac fakt, ze on juz wczesniej mial zone???

        Dla sporej liczby MĘŻCZYZN ten fakt jednak ma jakieś znaczenie, sądzac po
        sporej liczbie konkubinatów, w jakich decydują się trwać.
    • lideczka_27 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 11.05.04, 17:39
      Burzo, ja Cię zrozumiałam doskonale. I odpowiedziałam Ci na Twoje pytanie, że
      jakaś tam część mężczyzn pewnie podchodzi do tego tak, że mu ślub do niczego
      nie jest potrzebny. Pewnie pobudek jest więcej, różnych.
      Natomiast co do podanego przez Ciebie przykładu: właśnie z takich powodów mój M
      chciał ślubu. Oczywiście można sprawy dziedziczenia załatwić sądownie, ale ślub
      ma jeszcze inne konsekwencje, których sprawa sądowa nie reguluje, a są miłe dla
      samych zainteresowanych (jak np. obrączki, nazwisko, nazewnictwo: mąż, żona
      itp.)

      pozdrawiam
      lida
    • maverick-1 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 11.05.04, 23:04
      Rzeczywiście ciekawa kwestia. Oczywiście, zgadzam się z twierdzeniem, że
      dziecko wiąże o wiele, wiele bardziej, niż papier z USC. Bez dwoch zdań. Sam
      kiedyś bardzo nie chciałem się żenić i wynikało to chyba z poczucia, że
      nieformalny związek daje większą wolność, nie w sensie braku odpowiedzialności
      za drugą osobę, bo nawet w związku nieformalnym jest się odpowiedzialnym, ale w
      sensie wyjścia za nudne ramy i schematy. Wydawało mi się, że mówienie o
      kobiecie, którą się kocha "moja żona" tak naprawdę zabija tę miłość. Że
      małżeństwo zabija miłość. Tak mi się zdawało, teraz wiem, że to było bardzo
      niedojrzałe myślenie. Kiedy naprawdę pokochałem, zrozumiałem, że chcę tego
      ślubu, że chcę coś sobie zaklepać. Choć oczywiście to zaklepanie jest tylko
      ułudą, to chyba bardziej psychiczna sprawa. Chyba chodzi o to, że nigdy nie
      będzie się mogła ode mnie odżegnać (oby nigdy nie chciała, odpukałem). Bo
      facetów ma się wielu, a mężów góra dwóch, w skrajnych przypadkach trzech i
      zawsze będę i zawsze zostanę choćby na tej ślubnej fotografii. Zawsze
      będę "mężem", choćby byłym (oby nie). Ale trochę zboczyłem z tematu. W sumie po
      dziś dzień nie zdarzyło mi się pomyśleć o dziedziczeniu i Wasze posty
      uświadomiły mi, że to rzeczywiście kwestia istotna, którą małżeństwo załatwia.
      Przypomniała mi się też sytuacja, może to skrajny przypadek, ale kiedyś
      kobieta, z którą byłem, trafiła do szpitala, wszystko było zupełnie nagle,
      pogotowie, szpital, siedzę tam zdenerwowany, a oni mnie pytają: "Jest pan
      mężem?". Zgodnie z prawdą odpowiedziałem, że nie, to najpierw zażądali numeru
      do rodziny, a potem nie pozwolili mi wejść do niej na salę, bo to OIOM i tylko
      najbliższa rodzina może tam być. Oczywiście następnego dnia mogłem już wejść, a
      to był chyba jakiś szczególnie zbiurokratyzowany szpital i pewnie zazwyczaj tak
      nie ma, ale nie chciałbym, żeby w przypadku mojej żony, która by nie była moją
      żoną, coś takiego się powtórzyło. Zupełnie bez sensu. Kiedy jeszcze nie
      chciałem się żenić, nie myślałem też o dzieciach. Do dzieci to rzeczywiście
      chyba lepiej mieć ślub. Nie wiem, czy to się dalej tak dzieje, może to była
      kwestia małego miasta, ale wyzywania od bękartów doświadczyłem na własnej
      skórze.
    • pelaga Re: dlaczego znowu ślub??????????? 14.05.04, 22:45
      lideczka_27 napisała:

      > Ale teraz, z perspektywy czasu inaczej na to patrzę. Uwielbiam być jego żoną.
      > Wspaniale jest słyszeć jak o mnie mówi "moja żona". Dopiero teraz czuję,
      > wiem, czym tak naprawdę jest małżeństwo.

      Pieknie napisane smile Chcialabym kiedys tez tak napisac...

      Pozdrawiam
      • lideczka_27 Re: dlaczego znowu ślub??????????? 14.05.04, 23:54
        pelaga napisała:

        >>
        > Pieknie napisane smile Chcialabym kiedys tez tak napisac...
        >
        > Pozdrawiam
        >

        A cóż stoi na przeszkodzie??? wink

        mnie się kiedyś zdawało, że już wszystko za mną, a potem walnęło mnie jak
        obuchem i do tej pory otrząsnąć się nie mogę wink)

        pozdrawiam
        lida
        • femalespirit Re: dlaczego znowu ślub??????????? 15.05.04, 16:23
          Powiem Wam z praktyki terapeuty, ze jednak obraczka, slub, papier, czy jak to
          nazwac jednak jest jakims gwarantem. Bez dwoch zdan. Ludzie, ktorzy zawarli
          swoj zwiazek przed spoleczenstwem, kosciolem, rodzina bardziej czuja sie
          zobowiazani do pracy na jego rzecz, dluzej i wytrwalej o niego walcza (i czesto
          zwyciezaja). Konkubenci, nawet wieloletni i z dziecmi, niezwykle rzadko
          pojawiaja sie u terapeuty, po prostu znacznie czesciej sie rozstaja. To samo
          dotyczy checi ozenku - jak slusznie zauwazyl Maverick wielu ludzi (zwlaszcza
          mezczyzn) wyznaje niedojrzale poglady typu "malzenstwo to grob milosci, a
          papier to nie gwarancja". To sa bardzo modne i nosne hasla, dobrze brzmiace na
          fali czasow premiowania egoizmu i indywidualizmu (tego, ze kosztem permanentego
          uczucia samotnosci i braku bezpieczenstwa tego juz w np. popularnych pismach
          nie pisza). Jesli mezczyzna kocha kobiete, wybral ja, to sie z nia ozeni.
          Koniec, kropka. Jesli sie nie zeni, to dlatego, ze po prostu nie chce, nie jest
          jej pewien, nie jest pewien swego uczucia, nie chce brac za nia
          odpowiedzialnosci. Latwo do tego dotrzec, jak sie obierze te ladnie brzmiace
          pozory typu "papier mi niepotrzebny". Milosc to zobowiazania, kazdy uczciwy
          czlowiek to wie. Nie ma milosci i trwalego zwiazku bez zobowiazan, rowniez
          prawnych i finansowych. Jesli ktos ze strachu przed kosztami finansowymi
          ewentualnego rozstania nie zawiera malzenstwa, to znaczy, ze nie jest naprawde
          w powaznym zwiazku, w ktorym chce sie dawac drugiej stronie poczucie
          bezpieczenstwa. I kobiety swoja "wyrozumialoscia" zrobily sobie wiele krzywdy -
          czytaja w roznych pismach porady typu "on sie nie chce z toba zenic, ale daj mu
          czas, bo tacy oni juz sa", potem oddaja najlepsze lata swego zycia mezczyznie,
          ktory spotyka inna kobiete i zeni sie z nia po paru miesiacach. Albo
          zatwardziala konkubina spotyka mezczyzne, ktory nie chce slyszec o kociej
          lapie, wychodzi za niego i jest szczesliwa, zapomniawszy o swoim dlugoletnim
          partnerze, z ktorym zyla bez slubu, porzucajac go w nedzy i ograbiajac z calego
          wspolnie wypracowanego, ale formalnie nalezacego do niej majatku. Widzialam juz
          mnostwo podobnego nieszczescia. Dlatego dla mnie konkubinat dluzszy niz kilka
          miesiecy nie wchodzi w ogole w gre. Jednak ten temat nie byl w ogole
          podnoszony, bo moj partner uwazal malzenstwo za oczywisty krok w prawdziwej
          milosci. Nie bylabym z mezczyzna, ktory nie chcialby sie zenic - bo w tak
          powaznych i zasadniczych sprawach nie ma dla mnie miejsca na kompromis.
          • nooleczka Re: dlaczego znowu ślub??????????? 17.05.04, 10:49
            femalespirit napisała:
            > Powiem Wam z praktyki terapeuty, ze jednak obraczka, slub, papier, czy jak to
            > nazwac jednak jest jakims gwarantem. Bez dwoch zdan. Ludzie, ktorzy zawarli
            > swoj zwiazek przed spoleczenstwem, kosciolem, rodzina bardziej czuja sie
            > zobowiazani do pracy na jego rzecz, dluzej i wytrwalej o niego walcza

            Buhahahahaha. Może tak było przed II wojną światową. Czasy mamy inne.
            Ani slub ani papier nie jest ŻADNYM gwarantem. Niestety.
            Moje małżeństwo rozpadło się po 2 latach i był to najbardziej koszmarny,
            badziewiasty i gówniany związek jaki można sobie wyobrazić. A zawierając go
            myślałam, że w końcu papier jest jakims gwarantem...
            Za wyjątkiem jednego, wszystkie małżeńskie związki moich koleżanek ze studiów
            porozpadały sie po kilku latach. Nawet te "pewniaki" - ludzi bardzo katolickich
            i praktykujących. I wszystko to były pierwsze małżeństwa - bez "dodatków" w
            stylu dzieci z poprzednich związków (to do justus).
            Znam też kilka konkubinatów, które trwają juz ze sobą dłuuuugo, długo
            (najdłuzszy lat kilkanascie) i wcale nie mają zamiaru się rozpaść. Ludzie nie
            pobierają się ze względów finansowych, mieszkaniowych, podatkowych. Różnych.
            Ale są ze sobą i są szczęśliwi. Ludzie ci są ze sobą bo tego chcą, a nie
            dlatego, że jest to "urzędowo zatwierdzone" przed społeczeństwem, więc MUSZĄ to
            ciągnąc, no bo co ludzie powiedzą.

            >
            > zwyciezaja). Konkubenci, nawet wieloletni i z dziecmi, niezwykle rzadko
            > pojawiaja sie u terapeuty, po prostu znacznie czesciej sie rozstaja.

            Nie pojawiają się u terapeuty, bo cóż mogą tam usłyszec? Jak Wam ze sobą źle,
            to się rozstańcie, w końcu żaden papier Was nie łączy. I tyle. Terapeutka w
            osobie femalespirit daje tego doskonały przykład.
            Więc sa zdani na samych siebie i sami sobie muszą pomagać w trudnych chwilach -
            a to najbardziej łączy.
            Nie sądzę że konkubinaty się częściej rozpadają, niz sztucznie zawierane
            małżeństwa z przymusu (bo np dziecko w drodze). Moim zdaniem jest dokładnie
            odwrotnie. A zresztą, nawet nie musi byc to małżeństwo z przymusu - KAŻDE
            małżeństwo może się rozpaść, jesli małżonkowie dojrzeją już do tej decyzji i
            jesli są na tyle ODWAŻNI żeby to zrobic. Dużo częściej jednak jest tak, że
            dwoje już obcych sobie ludzi dalej trwa w sztucznym związku, no bo przeiceż
            jest "papier" no i co ludzie powiedzą. Przy okazji jedno z nich (albo oboje)
            kręci na boku. Znam kilka takich "małżenstw" - OHYDA.

            Konkubinatom takie kretyńskie "zachowywanie pozorów" nie grozi. Albo się
            rozstają, gdy przyjdzie taki czas, albo się pobierają.
            Femalespirit uważa że kilka miesięcy konkubinatu i basta. Są też inni ludzie i
            inne poglądy - innym potrzeba kilku lat czy też kilkunastu lat aby dojrzeć do
            decyzji "tak" albo "nie".

            > Jesli sie nie zeni, to dlatego, ze po prostu nie chce, nie jest
            > jej pewien, nie jest pewien swego uczucia, nie chce brac za nia

            Owszem. Uczucia się zmieniają. Nikt nie zna przyszłości i nikt nie wie co
            bedzie za te kilka, kilkanaście lat. A wszystko może się zdarzyć. Uczucia
            ewoluują cały czas.
            A na poczucie bezpieczeństwa pracuje się samemu, swoimi rękami. Nie mozna
            liczyć, że ktoś za nas to wypracuje leżąc brzuchem do góry na kanapie
            z "papierem" (czyt. gwarantem) w dłoni.

            > milosci. Nie bylabym z mezczyzna, ktory nie chcialby sie zenic - bo w tak
            > powaznych i zasadniczych sprawach nie ma dla mnie miejsca na kompromis.
            >
            Poważną i zasadniczą decyzją jest decyzja: "bedziemy razem". Jaka bedzie prawna
            forma tego związku, zależy juz od dalszych jego losów.

            Pozdrawiam
        • pelaga Re: dlaczego znowu ślub??????????? 16.05.04, 21:01
          lideczka_27 napisała:

          > A cóż stoi na przeszkodzie??? wink

          Nie jest latwo znalezc faceta, ktory zaakceptuje cudze, a na dodatek
          nadpobudliwe dziecko.

          > mnie się kiedyś zdawało, że już wszystko za mną,


          Mnie tez sie duuuugo tak wydawalo, ale i na mnie chyba przyszla pora smile
          A co z tego bedzie zobaczymy smile

          Pozdrawiam
Pełna wersja