mkatarynka
11.05.04, 15:00
Ostanio rozmawiałam z koleżanką-macochą m.innymi o alimentach. I w związku z
tym mam kilka przemyśleń, które doprowadziły do ostatecznego wniosku: my
nigdy nie będziemy bogaci.
Ja mam dość nonszalancki stosunek do pieniędzy. Jak są to wydaję na
tzw.pierdoły a jak ich nie ma to trudno. Czasem marzy mi się mieć ich furę
ale generalnie nie narzekam. Kłótnię o pieniądze zawsze uważałam i uważam za
coś poniżej mojej godności. Zarówno z mężem jak i z kimkolwiek innym. Nie
lubię pieniędzy pożyczać ani komuś ani od kogoś. Jeżeli jestem zmuszona
pożyczyć zawsze oddaję w terminie. Jeżeli ktoś pożyczył ode mnie i nie oddaje
to na ogół nie potrafię się upomnieć lub sobie po prostu odpuszczam. Jeżeli
ktoś mnie oszuka w sklepie (co nie jest trudne, bo na ogół nie liczę
drobiazgowo reszty) to nie wracam z awanturą tylko mówię sobie, że już tam
nigdy nie pójdę. Po jakims czasie i tak chodzę. Potrafię się o wiele rzeczy
kłócić i walczyć ale nie o pieniądze. Mój mąż ma bardzo podobne podejście.
Całe szczęście, że nasza ex jest dość rozsądną kobitą no i Ola, córka męża,
jest naprawdę mało wymagająca w tej kwestii. Nigdy nie naciąga nas na
specjalne wydatki, dostaje kieszonkowe (30 zł miesięcznie) na ogół z
opóźnieniem bo mąż zapomina a ona się nie upomina. Ja jej zresztą nie żałuję.
Nie żałuję swoim dzieciom więc czemu miałabym żałować jej? Z tym, że moje
maluchy są jeszcze za małe żeby nas naciągać na cokolwiek
Alimentów płacimy od dwóch lat 750 zł miesięcznie i nie przyszło nam do głowy
żądac ich obniżenia po urodzeniu się Uli. Zresztą one (te alimenty) i tak nie
są zasądzone w tej wysokości tylko umówione (zasądzone są mniejsze). Oprócz
tego płacimy za różne obozy i inne ekstrasy ale w rozsądnych kwotach i nie
dlatego, że się tego od nas wymaga tylko dlatego, że chcemy. No to co, że nie
będziemy bogaci? A czy nie jesteśmy przez takie właśnie nasze podejście do
pieniędzy duuuużo zdrowsi psychicznie???
Poza tym: Pieniądz rzecz nabyta
lub : Czas to pieniądz bo pieniądz jest czasem a czasem go nie ma

Acha i jeszcze jedno. Bywałam w takich sytuacjach, że NAPRAWDĘ nie miałam
nawet na margarynę do bułki. I nie zmieniło to mojego podejścia
Pozdrawiam