Dorosłe (?) dzieci

12.05.04, 11:06
Mamy termin rozprawy odwoławczej – 28.05.

Poszperaliśmy trochę po przepisach i wychodzi mi, że alimenty to możemy
płacić własciwie jeszcze bardzo długo: do czasu usamodzielnienia się.
Orzecznictwo SN nie jest jednoznaczne w tej materii, wiec nie wiadomo, co nas
czeka. No bo tak: z jednej strony, jeśli dziecko ma zawód, a chce studiować –
to na własny koszt. Jeśli powtarza rok, zmienia studia – to też alimenty się
nie należa. A z drugiej strony: alimenty należą się, jeżeli dziecko zdobyło
wprawdzie wyższe wykształcenie i ma możliwość podjęcia pracy zawodowej, ale
chce kontynuować naukę (wyrok SN z 24.03.2000, sygn. akt: I CKN 1538/99). To
znaczy co? Ojciec ma płacić alimenty do 30 roku życia dziecka? Przeciez to
paranoja????

Tak sobie myślałam, ale już niezależnie od tego, czy alimenty prawnie się
należą, czy nie: jak długo należy finansować dziecko? I co ma do tego
rozwód???? Nie chodzi mi oczywiście o dzieci małe (tu nie ma dyskusji), ale o
pełnoletnie.
Pamiętam siebie z nie tak dawnego czasu studiowania. Zaczęłam dorabiać sobie
na I roku, miałam stypendium. I umowę z rodzicami: oni finansują mi podstawę,
to znaczy jedzenie i mieszkanie, ja wszystko pozostałe, ale to, co zarobię –
to moje. Oczywiście, żadna ze stron nie trzymała się sztywno układu smile Czasem
ja coś dorzucałam do budżetu domowego, czasem dostawałam ekstra kasę od
rodziców, ale nie wołałam kasy na wyjścia do knajpy czy na kosmetyczkę.
Z tego, co obserwuję u znajomych, zasada jest podobna. Albo studenci mają
mieszkanie i jedzenie u rodziców, albo zamiejscowi dostają np. 600 zł, co
pokrywa niezbedne wydatki. A dalej radzą sobie sami, często z niezłym
skutkiem.

No cóż, czym skorupka za młodu.... M. Tak wychował swoje dzieci, to i teraz
ma. Dorosłe byki mają dwie lewe rączki i uważają, że im się należy.
A należy się???? Bo już zupełnie zgupiałam..... I bynajmniej nie chodzi mi tu
o podstawy prawne, tylko o zwykłe, ludzkie podejście do sprawy.

    • m-m-m Re: Dorosłe (?) dzieci 12.05.04, 11:25
      Może coś przez analogię: alimenty od rodzica żyjącego i renta rodzinna po
      zmarłym rodzicu pełnią tę samą funkcję co do zasady: dają podstwę materialnego
      utrzymania się dziecka. Renta rodzinna przysuguje: do chwili ukończenia przez
      dziecko nauki (max do 25 roku życia) w szkole dziennej. Studia doktoranckie nie
      wchodzą więc w grę, tym bardziej, że przysługuje tzw. stypendium doktoranckie
      (nieważne, że niskie). Po ukończeniu 25 roku życia można się strać o tzw. rentę
      wyjątkową, przyznawaną każdorazowo indywidualnie przez prezesa ZUS-u do 27 roku
      życia, przy czym podstawy do takiej renty muszą być idealnie spełnione, np.
      nagła śmierć drugiego rodzica w trakcie np. równoległego kierunku studiów.
      Myślę, że te zasady powinny także obowiązywać przy alimentacji: do 25 lat, pod
      warunkiem studiów dziennych z terminowym zaliczaniem egzaminów.
      • mag_p Re: Dorosłe (?) dzieci 12.05.04, 11:32
        Przy rencie rodzinnej nie ma nic o terminowym zaliczaniu egzaminow. Trzeb byc
        tylko uczniem badz studentem....

        Mag
        • justus100 Re: Dorosłe (?) dzieci 12.05.04, 11:55
          Smutno mi się robi, kiedy czytam takie posty... Do Warszawy przyjechałam na
          studia, rodzice nigdy mi nie żałowali ale mi...głupio było od nich brać.Jakoś
          instynktownie czułam, ze moje studia to nie tylko zdobywanie wiedzy ale i
          mądrości. Usamodzielniłam się szybko, choć stałą pracę mam od niedawna.
          Mi się po prostu w głowie nie mieści, jak można tak bezczelnie domagać się
          kasy od rodziców. Po prostu wstyd!!! Obciach, żenada itd. Ale taka sytuacja
          pokazuje, iż Twój M nie wpoił swoim dzieciom podstawowych zasad, takich jak
          szacunek do rodzica. Wychował ich na pasożytów, którym się należy. A że ojciec
          cienko przędzie to nie szkodzi, przecież tak trzeba trzymać...Może kiedyś same
          dojdą do tego, że zachowują się jak banda bezdusznych pijawek.
        • m-m-m Re: Dorosłe (?) dzieci 12.05.04, 18:54
          Mylisz się mag_p. Osobiście miałam taką rentę rodzinną po rodzicach i w okresie
          szkoły średniej ważne było zaświadczenie ze szkoły przedstawiane w ZUS-ie co
          roku, a na studiach - co semestr. Wpis na kolejny semestr był dowodem dla ZUS-
          u, że rozliczyłam się z egzaminów.
      • odalie stypendium doktoranckie 31.05.04, 13:29
        Może i przysługuje, ale na wielu uczelniach/wydziałach po prostu dla nikogo go
        nie ma. I tyle. To tak nawiasem mówiąc.
    • petrea Re: Dorosłe (?) dzieci 12.05.04, 11:50
      Dzięki dziewczyny.
      Ale mnie nie chodziło tylko a alimenty na dzieci z rodzin rozwiedzinych, ale
      wogóle o pomoc, utrzymanie takich prawie dorosłych dzieci, także w "normalnej"
      rodzinie. Jak to się odbywa? Może wiecie? Czy zawsze studenci "wiszą" na
      rodzicach????
      Czy faktycznie rodzice zapewniają WSZYSTKIE potrzeby takich dzieci???? Także
      szeroko pojete "usprawiedliwione" potrzeby. Gdzie jest granica???
      Mnie się wydaje, że nalezy się baza, czyli jedzenie i mieszkanie. I nie odnosze
      tego bynajmnie tylko do dzieci mojego chłopa, ale wogóle do studiujących, było
      nie było, dorosłych ludzi.
      • domali Re: Dorosłe (?) dzieci 12.05.04, 13:24
        Jako obecna studentka wiem mniej więcej jak to wygląda.
        Generalnie jest tak, że rodzice (oczywiście jesli ich stać), dają moim znajomym
        pieniądze w wysokości wystarczającej na mieszkanie/jedzenie itd, w miarę
        możliwości, bo znajomych mam różnych, na coś więcej. Są i tacy, którzy w
        prezencie dostali już mieszkanie, samochód itd, ale nie są to częste przypadki.
        Wielu dorabia, mają stypendia i generalnie wydaje mi się od wychowania zależy,
        czy ten fakt sprawia, że mniej biorą od rodziców. Dla niektórych jest to
        dodatkowy dochód, przeznaczany na imprezy, ciuchy cokolwiek. Dla innych sposób
        odciążenia rodziny.
    • judytak Re: Dorosłe (?) dzieci 12.05.04, 12:05
      na moją logikę,
      pod warunkiem, oczywiście, że rodzice mają takie możliwości finansowe,
      studentowi rodzice zapewniają podstawowe utrzymanie (mieszkanie, jedzenie,
      ubranie, książki)
      pod warunkiem, że student się uczy, i, jak mawiała moja babcia, "zalicza rok w
      ciągu roku"
      bo jeśli nie, to niech idzie do pracy
      z kolei dorosłemu dziecku, które się nie uczy, ale jest bez dochodów (np.
      bezrobotny) i jeszcze się nie usamodzielnił, rodzice zapewniają mieszkanie i
      jedzenie, i na tym koniec
      chociaż, jeśli taka sytuacja ciągnie się za długo, tego też należy uciąć...

      plus prezenty na urodziny i na gwiazdkę

      pozdrawiam
      Judyta

    • capa_negra Re: Dorosłe (?) dzieci 12.05.04, 13:16
      Pewnie wiele nie wniosę, mimo że byłam w takiej sytuacji.
      Moja matka płaciła na mnie i na brata alimenty - wiem jak to brzmi, ale zdarza
      sie,ze sa przyznaje opieke nad dziecmi ojcu i alimenty dla ojca.
      Na mnie alimenty były płacone do końca studiów - skończyłam w terminie, bez
      powtarzania w wieku 24 lat.
      Na brata do końca szkoły sredniej - on najpierw podjął prace, a potem
      studiował zaocznie
    • femalespirit Re: Dorosłe (?) dzieci 14.05.04, 10:56
      Mysle, ze trzeba sie tu odwolywac do zdrowego rozsadku - alimenty maja byc
      kosztami utrzymania (a nie zbytku) stosownymi do mozliwosci rodzica, biorac
      takze pod uwage jego obecna sytuacje zyciowa. I te potrzeby tez musza byc
      rozsadne - dzieci mojego gdyby mogly, to by zadaly egzotycznych wakacji 6 razy
      w roku i uwazaly to za swoja niezbedna do zycia potrzebe. Widze, ze i M. zaczal
      dostrzegac ich roszczeniowa postawe i zaczyna sie jej przeciwstawiac, bo
      dotarlo do niego, ze moze ich utrzymywac jeszcze kilkanascie lat jak nie
      zacznie ich uczyc samodzielnosci.
      Niestety sady roznie sie zachowuja. Czasem z samej checi dowalenia komus, kto
      zarabia 4 x wiecej niz sedzia przychyla sie do najbardziej absurdalnych zadan
      alimentacyjnych. Jest duza uznaniowosc, chociazby w okresleniu mozliwosci
      zarobkowych rodzica.
      Niemniej jednak uwazam, ze lojalnosc ojca wobec nowej rodziny jest
      najwazniejsza. I walka o rozsadne alimenty to jest jeden z jej punktow.
    • mietowe_loczki Re: Dorosłe (?) dzieci 29.05.04, 13:11
      włos mi się jeży na głowie, petreo droga, i inne macochy również, nigdy nie
      zrozumiem tej Waszej niczym nieuzasadnionej nienawiści do dzieci Waszych ex jak
      ich nazywacie, cały czas piszecie o tym, jak bardzo jesteście wyzyskiwane, i
      jakie te dzieci wstrętne, podłe, bo mimo tego, że porzucone (no tak, moje
      drogie), to jeszcze mają bezczelność prosić o środki na utrzymanie, sądy
      oczywiście nic innego nie robią, tylko kombinują, razem z prawnikiem ex,
      naturalnie, jak wydoić z Was ostatnią złotówkę, jeżeli uważacie, że pieniądze
      nie należą się dzieciom Waszych partnerów, jak możecie myśleć, że należą się
      one WAM i Waszym dzieciom? oby żadna z Was next nie stała się zwykłą ex,

      loczki ani ex, ani next, ani nic z tego steku bzdur
      • petrea Re: Dorosłe (?) dzieci 29.05.04, 22:35
        Moja droga,
        jeśli już chcesz komentować, to może przeczytaj moje inne posty. Nie chce mi
        sie tłumaczyc, bo i po co.
        Niestety, nie trafiłaś.

        Petrea
        • mietowe_loczki Re: Dorosłe (?) dzieci 30.05.04, 10:36
          Moja droga, nie chce mi się czytać Twoich postów, wszystkie dotyczące alimentów
          są takie same, może powinnam założyć nowy wątek, bo to, że akurat wpisałam się
          u Ciebie, jest zwykłym przypadkiem.

          Zadaję konkretne pytanie:
          piszesz, że dzieci Twojego męża/partnera są na tyle dorosłe, że nie powinny już
          od swojego ojca domagać się pieniędzy, studiują, wynajmują mieszkania i mogą
          sami na siebie zarobić, piszesz, bo niepokoi Cię niewątpliwa dziura w budżecie
          domowym, która w rezultacie powstaje, z tego powodu Ty musisz wydawać mniej
          siana na utrzymanie rodziny, moje pytanie: jeżeli o pieniądze nie moga prosić
          dzieci Twojego partnera, na jakiej podstawie TY się ich domagasz?? Przecież
          jesteś dorosła, pewnie bardziej dorosła od tych, o których piszesz smile poszukaj
          sobie drugiego, a może nawet trzeciego etatu, zamiast psioczyć, że ktoś musi
          dawać nie-Twoje pieniądze na nie-Twoje dzieci, przecież Ty nie jesteś z nim
          spokrewniona, dzieci są - ONE mają prawo, Ty nie. Przecież wiążąc się z kimś
          z 'przeszłością' musiałaś liczyć się z tym, że są pewne Z-O-B-O-W-I-Ą-Z-A-N-I-A
          do dotrzymania.
          • lideczka_27 Re: Dorosłe (?) dzieci 30.05.04, 11:47
            "wszystkie dotyczące alimentów są takie same"

            Z zajęć logiki:
            "Każda krowa jest ssakiem.
            Nie każdy ssak jest krową".

            Przyswojenie tej ogólnej prawdy przyniesie Ci szereg wymiernych korzyści...

            lida
            • mietowe_loczki Re: Dorosłe (?) dzieci 30.05.04, 13:03
              ale wciąż nie mamy komentarzy w sprawie zasadniczej smile
          • petrea Mietowe loczki, 30.05.04, 22:29
            Nie, nie wszystkie sprawawy o alimenty są takie same. Ta dotyczy faceta, który
            w wieku lat 23 jest na pierwszym roku. Po raz kolejny, zresztą. I kobiety, bo
            nie dziecka, która w lutym tegu roku powinna była obronić pracę magisterską.
            Póki co jej matka przyniosła do sądu zaświadcznie, że córka będzie studiować do
            2005 roku. Czyli że zamiast 4,5 toku, jej studia będą trwały lat sześć. A jeśli
            zachce jej się podjąć kolejne studia, to co - też ojciec ma płacić???!!!
            Po drugie - naprawdę nie uważam, że student musi wynajmować mieszkanie za
            1200zł. Po trzecie - ja na studiach zarabiałam na swoje przyjemności. Od
            rodziców miałam mieszkanie i utrzymianie - i nie przyszło mi do głowy prosić o
            kasę np. na wyjście do knajpy!

            Mam prawo mówić, że pieniądze mojego partnera są również moimi. Tak samo, jak
            moje są jego. To nasze wspólne życie, a co za tym idzie wspólna kasa. I jeszcze
            Ci powiem, że mam większe prawo, chociazby dlatego, że jestem z nim, czy jest
            dobrze, czy źle. Większe od dzieci, które w momencie, gdy dowiedziały się, że
            mamy kłopoty, pobiegły do sądu. I wystąpiły do sadu nie dlatego, że ojciec im
            nie dawał kasy i nie pomagał, ale dlatego, że chciały więcej, niż ojciec mógł
            im dawać.
            • maxxi26 Re: Mietowe loczki, 31.05.04, 00:01
              ma zatem przy takim stanie sprawy - rację co do chłopaka... 23 lata na pierwsze
              studia, hm... trochę poźno, Ale wydaje mi się że mógł się też "obudzić"... Ale
              moim zdaniem i tak nie bnyłoby podstaw do płącenia alimentów do końca studiów
              tylko do kiedy w normalnym toku by je ukończył...

              Co do dziewczyny, to zależy z jakiego powodu miała opóźnienie, jesli stypendium
              to usprawiedliwione zdolnościami, jeśli zaniedbała swoje obowiązki... tu już by
              też zależało od sędziego.

              Co do konkubinatu no wcale nie jest to prawnie proste. Prawo dyskryminuje
              konkubinaty na każdym polu. Szcególnie spadkowym. Dlatego w tym zakresie nie
              jest ciekawie. Jednak lepiej być małżeństwem (wg prawa).

              Pozdrawiam

              PS. Współczuję sytuacji. Naprawdę nieciekawie.
              • domali Re: Mietowe loczki, 31.05.04, 09:52
                maxxi26 napisała:

                23 lata na pierwsze
                >
                > studia, hm... trochę poźno, Ale wydaje mi się że mógł się też "obudzić"...

                Przeczytaj maxxi uważnie:
                'Ta dotyczy faceta, który w wieku lat 23 jest na pierwszym roku. Po raz
                kolejny, zresztą.'
                Znaczy to, że się nie obudził, tylko zmienia studia. A wieku 23 lat raczej jest
                się już bliżej końca niż początku.

                Ale
                > moim zdaniem i tak nie bnyłoby podstaw do płącenia alimentów do końca studiów
                > tylko do kiedy w normalnym toku by je ukończył...

                No więc niestety nie ma tak. Póki nie jest się w stanie sam utrzymać
                (nieskończone studia - brak zawodu - brak samodzielności, tak można
                tłumaczacyć), póty alimenty mu się należa zgodnie z prawem.

                --
                Wiktorek
                • maxxi26 Re: Mietowe loczki, 31.05.04, 13:10
                  domali napisała:

                  Przeczytaj maxxi uważnie:
                  > 'Ta dotyczy faceta, który w wieku lat 23 jest na pierwszym roku. Po raz
                  > kolejny, zresztą.'
                  > Znaczy to, że się nie obudził, tylko zmienia studia. A wieku 23 lat raczej
                  jest się już bliżej końca niż początku.

                  Przczyatałam uważnie... A facet w wieku 23 lat może rozpoczać studia np w
                  przypadku gdyby wcześniej był na stypendium zagranicznym.
                  Powiedziałm swoje zdanie właśnie wg prawa - już wcześniej piosałam, że alimenty
                  należą sie studentowi, ale jeśli jego zdolności dają gwarancje, że je skończy.
                  Właśnie wg orzeczeń Sądu Najwyższego - nie należą sie alimenty, jeśli ich nie
                  kończy... Na rozprawie pewni po prostu brakoweło dobrego prawnika, który by
                  podważył orzeczenie Sądu Rejonowego wykazując jego błędy. A Sad Odwoławczy
                  rozpoznaje apelacje jedynie w granicach apelacji co prawnie oznacza, ze trzeba
                  podnieść właściwe zarzuty, bo Sad ich nie weźmie z urzędu pod uwagę. A zatem
                  Sad odwioąwczy nie ma obowiązku badać całokształtu sprawy a jedynie to co
                  podniesie skarżący.



                  • domali Re: Mietowe loczki, 31.05.04, 13:45
                    maxxi26 napisała:


                    > Przczyatałam uważnie... A facet w wieku 23 lat może rozpoczać studia np w
                    > przypadku gdyby wcześniej był na stypendium zagranicznym.

                    Oczywiście, że moze. Może też zacząć studia w wieku lat 30. Ale tu wyraźnie
                    stoi: na pierwszym roku, po raz kolejny.
      • pysia-2 Re: Dorosłe (?) dzieci 31.05.04, 11:31
        Ja nie zieje nienawiscia i nie szarpie sie z ex o pieniadze, ale moje zdanie o
        utrzymywaniu doroslych dzieci jest takie samo jak innych macoch. I nie wiaze
        sie to z dziecmi z pierwszego czy z drugiego malzenstwa. Po prostu takie zasady
        wpojono mi w moim domu rodzinnym (gdzie sie nie przelewalo, to fakt) - jestes
        dorosly? Do pracy! Chcesz mieszkac z nami? Dokladaj sie po roowno do
        rachunkoow. Mysle, ze to sprawiedliwe i madre podejscie do sprawy.
        • mietowe_loczki Re: Dorosłe (?) dzieci 31.05.04, 16:35
          Wasza niekonsekwencja jest porażająca, wychodzi na to, że punkt widzenia zależy
          od tego, czy jest się studentką, która oddaje pieniądze Komuś Innemu i sobie
          zapewne przez to chleb od ust odejmuje, czy jest się tym paskudną, okropną,
          podłą, studiującą (!) osobą, która swojemu ojcu wyciągnie ostatnią złotówkę z
          kieszeni. Naprawdę, nie sprzyja to normalnej wymanie zdań - dla mnie EOT,
          żałuję, że ten temat w ogóle poruszyłam ..
          • pysia-2 Re: Dorosłe (?) dzieci 01.06.04, 16:37
            eeee... a dlaczego do mnie kierujesz te zarzuty??? Ja bylam najpierw pracujaca
            i oddajaca, a potem studiujaca i pracujaca i juz nie oddajaca, bo na wlasnym...
    • maxxi26 Re: Dorosłe (?) dzieci 30.05.04, 18:45
      Witam Macoszki!!!

      Poczytuję sobie Wasze listy ponieważ sama jestem (cieżko mi to wychodzi)
      macochą.

      Jako prawnik postaram sie czasami pomóc i rozwiać trochę wątpliwości. Podtaram
      sie też pisać omijając gware prawniczą. Ale do rzeczy...

      Niestety jak większosć z Was pewnie na własnej skórze doświadczyła - przepisy
      dot. alimentacji opierają sie w znacznej mierze na tzw. uznaniu sędziowskim co
      w praktyce oznacza, że dwóch sędzów w danej sprawie mogłoby zadecydować
      zupełnie inaczej. Takie tez zasady odnoszą sie do dzieci już pełnoletnich.

      Rzeczywiście bowiązek alimentacyjny trwa tak długo dopóki dziecko nie bedzie
      samodzielne. Ale są tutaj pewne granice i nie oznacza to wcale że ma on trwać
      np do 30 roku życia. Wszystko zależy od zdolności dziecka. W doktrynie
      prawniczej mówi sie że momentem samodzielnosci jest ten moment, kiedy dziecko
      nie zdobędzie odpowiadających jego uzdolnieniom i predyspozycjom kwalifikacji
      zawodowych. Rodzice zatem muszą łożyć na utrzymanie i wykształcenie dziecka,
      które mimo ukończenia 18 roku życia nadal zdobywa kwalifikacje np studiuje pod
      warunkiem że wykorzystuje też ten czas na naukę (orz. SN z 8.VIII.1980)

      tak też SN sie wypowiadał:

      1997.11.14 wyrok SN III CKN 217/97 Prok.i Pr. 1998/9/28

      Obowiązek alimentacyjny rodziców wobec dziecka stanowi uszczegółowienie
      ogólnego obowiązku "troszczenia się o fizyczny i duchowy rozwój dziecka" i
      należytego przygotowania go, odpowiednio do jego uzdolnień, do pracy zawodowej
      (art. 96 k.r. i o.). Obowiązek ten nie jest ograniczony przez żaden sztywny
      termin, a w szczególności - przez termin dojścia przez alimentowanego do
      pełnoletności. Nie jest także związany ze stopniem wykształcenia w tym sensie,
      że nie ustaje z chwilą osiągnięcia przez alimentowanego określonego stopnia
      podstawowego lub średniego wykształcenia. Jedyną miarodajną okolicznością, od
      której zależy trwanie bądź ustanie tego obowiązku, jest to, czy dziecko może
      utrzymać się samodzielnie, przy czym przyjmuje się, że nie można tego oczekiwać
      od dziecka małoletniego. Z tej przyczyny w odniesieniu do dzieci, które
      osiągnęły pełnoletność, brać należy pod uwagę to, czy wykazują chęć dalszej
      nauki oraz czy osobiste zdolności i cechy charakteru pozwalają na rzeczywiste
      kontynuowanie nauki. Przeciwne stanowisko prowadziłoby do zahamowywania, a co
      najmniej znacznego utrudniania dalszego rozwoju dziecka, a to przez pozbawianie
      go środków materialnych niezbędnych do kontynuowania nauki po osiągnięciu
      pełnoletności, pozostawałoby zatem w sprzeczności ze wspomnianym wyżej
      podstawowym obowiązkiem rodzicielskim.
      1998.02.12 wyrok SN I CKN 499/97 LEX nr 50545

      Należyte przygotowanie dziecka do przyszłej pracy zawodowej może także
      obejmować studia wyższe, jeżeli uzdolnienia dziecka, jego ambicje i wytrwałość
      okażą się wystarczające do tego, ażeby studia te nie tylko rozpocząć, ale i
      kontynuować i pomyślnie zakończyć. Zaktualizowany przez podjęcie studiów
      obowiązek alimentacyjny rodziców może jednakże ustać w razie braku pozytywnych
      wyników studiów.

      A zatem moim zdaniem - ważne jest czy dziecko faktycznie sie uczy, czy tez np
      rozpoczyna kolejne studia (bez pozytywnych rezultatów) tylko po to żeby
      dostawać od rodziców pieniądze. Takie zachowanie nie uprawnia już do alimentów.

      Moim zdaniem pewną graniczną datą (ale jest to subiektywne) jest 25-26 lat -
      bowiem w normalnym toku nauki do tego czasu studia można już skończyć. Dłuższy
      czas nauki musiałby sie wiazać naprawdę ze szczególnymi okolicznościami.

      Teraz co do wysośkości alimentów. Prawo stanowi, ze zakres alimentów zakres
      świadczeń alimentacyjnych zależy od usprawiedliwionych potrzeb uprawnionego
      oraz od zarobkowych i majątkowych możliwości zobowiązanego.

      Te potrzeby to nie tylko podstawowe potrzeby - tzn mieszkanie i wyżywienie, ale
      też odzież, leczenie etc oraz w rozsadnych granicach: środki na zaspokojenie
      potrzeb kulturalnych i rozrywkowych. Uważa sie ze dziecko ma prawo do równej
      stopy życiowej z rodzicem, ale w granicach rozsadku. Tzn jeśli tatuś, czy
      mamusia wyjeżdza na Bali to niekoniecznie tatuś czy mamusia musi to Bali
      zapenić również dziecku wink.Orzcznictwo przyjmuje też że rodzice nie są
      obowiązani dać dziecku, które się usamodzielnia jakiegoś szczególnego
      wyposażenia w szczególności mieszkania!!!!, chociaż powinni oni pomóc im w tym
      zakresie w ramach swoich możliwości zarobkowych.

      Oczywiście jak mówiłam wszystko zależy od okoliczności konkretnej sprawy. Ale
      moim zdaniem jeśli Twój M. przy zarobkach 4500 dzieciom oddaje 3000, to jest to
      za duzo (o wiele za dużo).

      Możliwe, ze zrobił coś na sprawie o czym nawet nie zdaje sobnie sprawy, że
      wiąża sie konsekwencje prawne. Np powiedział, ze dotychczas tyle płacił i było
      ok. MOJA RADA: Nieststy najczęściej powinno sie wziać dobrego adwokata.
      Cxzasami samemu sie nieporadzi. Szcególnie trudne są sprawy o obniżenie
      alimentów.

      A moim zdaniem dzieci, które tak postepują, coś z nimi jest nie tak. Ja w
      czasie studiów dziennych sama pracowałam, a są takie możliwości, i jak
      najwiecej chciałam rodzicom pomóc.


      POZDRAWIAM I POWODZENIA ŻYCZĘ


      • nooleczka Re: Dorosłe (?) dzieci 31.05.04, 13:49
        maxxi26 napisała:

        > Witam Macoszki!!!
        >
        > Poczytuję sobie Wasze listy ponieważ sama jestem (cieżko mi to wychodzi)
        > macochą.
        >
        > Jako prawnik postaram sie czasami pomóc i rozwiać trochę wątpliwości.

        HURRRAAAAA!!!!!!

        WITAMY SERDECZNIE smile
      • petrea Re: Dorosłe (?) dzieci 31.05.04, 19:49
        Maxi, tak się zaaferowałam swoją sprawą, że nie zauwazyąłm Twojego wpisu,
        sorki smile
        • petrea Re: Dorosłe (?) dzieci 31.05.04, 19:56
          No a teraz wcisnęłam za szybko enter....

          A miało jeszcze być: Witaj!!!!!

          A co do prawnika - odwołanie zostało napisane przez prawnika. Sprawa trwała 10
          min, a sad wszedł na salę z gotowym wyrokiem. Nic dodac, nic ująć.
          • maxxi26 Re: Dorosłe (?) dzieci 31.05.04, 22:00
            W takim razie współczucia...

            Wszystko oczywiscie też zależy jaki prawnik.... Ale wydawać (mi oczywiście) by
            się mogło (przy poparciu przytoczonymi przeze mnie wcześniej poglądami Sądu
            Najwyższego), że jednak sprawa powinna być do wygrania.

            No ale cóż - Sąd - nie jest związany orzeczeniami Sadu Najwyższego i może
            postanowić wg swojej oceny.

            Z ciekawości - czy na rozprawach też był prawnik?
            • petrea Re: Dorosłe (?) dzieci 31.05.04, 22:44
              Nie, na rozprawie prawnika nie było, tak nam doradził. Ze to źle by wyglądało,
              ze M. stara się o obniżenie alimentów, a ma kasę na prawnika. Ale odwołanie
              było naprawdę dobre. I co z tego, skoro sąd podjął decyzje przed rozprawą, nie
              biorąc pod uwagę ani jednego z argumentów podanych w pismmie?
              A ex napisala w odpowiedzi, że M. co prawda choruje na jaskrę, ale jeszcze
              widzi, a póki co nie ma powodu, by nie pracował wiecej. Do tego syn nie
              skonczył szkoły pomaturalnej, gdyz ojciec nic mu nie płacił (nieprawda!), a
              poza tym nałozyły mu się egzaminy ze szkoły policealnej i na studia (też
              nieprawda). Nik nie wziął pod uwagę, że do tego syn był przez rok na studiach
              zaocznych, nie podobały mu się, z zeszłym roku zdał na kolejne. A córka pilnie
              studiuje - z 4,5 letnich studiów zrobiły się studia sześcioletnie. Też bez
              zanczenia dla sadu. Poza tym dzieci chorują (alergie), więc muszą wydawać
              więcej. A M. nie musi się leczyć?!! Mamy ogromne rachunki za prąd, bo światło
              musi być bardzo silne w pokoju w którym M. przebywa - bo coraz gorzej widzi.
              Musi się odpowiednio odżywiać, kupować bardzo drogie leki. By ratować co się
              da, innego ratunku dla jego oczu nie ma.
              Wkurza mnie to, że został okradziony w najestacie prawa. Bo inaczej tego się
              nazwać nie da.
              • maxxi26 Re: Dorosłe (?) dzieci 31.05.04, 22:54
                Naprawdę szkoda... W takim stanie rzeczy moim zdaniem nie jest to w porządku.
                Ale zależało to w duzej mierze własnie od konkretnego sędziego. Inny mógłby
                inaczej zadecydwać. Prawnik miał rację, że faktycznie skoro stać na adwokata to
                czemu nie na alimenty... Naprawdę nieciekawie.

                Ale tak naprawdę to matka dzieci tylko je krzywdzi. Bo biorac wciaż alimenty
                nie ucza sie przedsiebiorczości i nie sprawdzają swoich sił na rynku pracy. A
                teraz to jest oj trudno. I taka mamusia za lat pare zostanie z dziećmi, które
                nic w życiu nie potrafią, bo nigdy nawet nie pracowały. A tatus bedzie mógł już
                powiedzieć, że koniec płacenia. I ciekawe co takie nieprzedsiebiorcze dzieci
                zrobią... A do tego tatuś tez może zażądać w przyszłości alimentów.
                dzieci w "normalnych" "pełnych" rodzinach musza sie starać i pomagać rodzicom.
                I nie mówią wtedy (czasami mówią), że rodzic mało im daje. Dlaczego dzieci z
                tych rodzin rozbitych mają czesciej lepiej. Nie musza pracować bo i tak
                dostaną.To jest pytanie retorczne i do przemyślenia dla ex.
                • petrea Re: Dorosłe (?) dzieci 31.05.04, 23:24
                  Maxxi, dlatego w pierwszym poscie tego wątku zadałam pytanie o finansowanie
                  dzieci WOGÓLE, bez podziału na te z pełnych i rozbitych rodzin.
                  Sprawa dotyczy co prawda mojego faceta i jego dzieci, a więc takze i mnie. Ale
                  naprawdę nie mieści mi się to w głowie. I nie mieściłoby się, gdyby mowa była o
                  obcych mi ludziach.
                  • maxxi26 Re: Dorosłe (?) dzieci 31.05.04, 23:28
                    Ale tak naprawdę to do tego prowadzi, ze niby równość, ale tak naprawdę dzieci
                    z "rozbitych" rodzin się nie poczuwaja do tego, ze też mogą, choć trochę
                    dorobić, żeby pomóc. Żeby wykazać choć odrobinę dobrej woli. Bo przecież
                    dostaną i nalezy im się a nie muszą pracować ... Odbija sie to właśnie potem
                    jak już są dorosłe. Nie zdaja sobie po prostu sprawy z rzeczywistości, która je
                    otacza.
    • badia Re: Dorosłe (?) dzieci 01.06.04, 15:59
      Pozdrawiam serdecznie Panią Prawnik. Na prawdę jesteś tu bardzo potrzebna wraz ze zdroworozsądkowymi wypowiedziami.
      Ja wprawdzie też skończyłam prawo ale bez aplikacji i praktyki w zawodzie... niewiele to daje... Choć po głowie też krążyła mi górna granica wieku 26 lat - to była granica wypłacania świadczeń przez fundusz alimentacyjny. Oczywiście jest to tylko wskazówka, która może świadczyć o praktyce orzeczniczej.
      Petrea - serdecznie współczuję. Pogadaj jednak z M., jak to dokładnie wyglądało, może powinien "lepiej popracować" nad wrażeniem wywieranym na wysokim sądzie. To oczywiście idiotyzm, ale sądowi z reguły nie podoba się facet, który przemawia, jakby (hi, hi, hi...)miał do czegoś prawo, dobrze robi natomiast wskazanie obiektywnych okoliczności okreslających w danym przypadku jego możliwości alimentacyjne względem "dzieci". Warto też wskazać wszystkie ograniczenia ze strony "dzieci".
      • maxxi26 Re: Dorosłe (?) dzieci 01.06.04, 16:59
        Ja również pozdrawiam!!!

        Polecam oczywiście aplikację. Ale nie do końca.. Obciążenie psychiczne
        nieziemskie. I z tego powodu nadmiar stresu hormony szaleją i problemy z
        posiadaniem dzieci. Wyrzeczeń mnóstwo. Praca i jeszcze raz praca. Czasami
        myslę, ze nie warto, życie ma się jedno.

        Ale ja przecież nie narzekam smile
Pełna wersja