petrea
12.05.04, 11:06
Mamy termin rozprawy odwoławczej – 28.05.
Poszperaliśmy trochę po przepisach i wychodzi mi, że alimenty to możemy
płacić własciwie jeszcze bardzo długo: do czasu usamodzielnienia się.
Orzecznictwo SN nie jest jednoznaczne w tej materii, wiec nie wiadomo, co nas
czeka. No bo tak: z jednej strony, jeśli dziecko ma zawód, a chce studiować –
to na własny koszt. Jeśli powtarza rok, zmienia studia – to też alimenty się
nie należa. A z drugiej strony: alimenty należą się, jeżeli dziecko zdobyło
wprawdzie wyższe wykształcenie i ma możliwość podjęcia pracy zawodowej, ale
chce kontynuować naukę (wyrok SN z 24.03.2000, sygn. akt: I CKN 1538/99). To
znaczy co? Ojciec ma płacić alimenty do 30 roku życia dziecka? Przeciez to
paranoja????
Tak sobie myślałam, ale już niezależnie od tego, czy alimenty prawnie się
należą, czy nie: jak długo należy finansować dziecko? I co ma do tego
rozwód???? Nie chodzi mi oczywiście o dzieci małe (tu nie ma dyskusji), ale o
pełnoletnie.
Pamiętam siebie z nie tak dawnego czasu studiowania. Zaczęłam dorabiać sobie
na I roku, miałam stypendium. I umowę z rodzicami: oni finansują mi podstawę,
to znaczy jedzenie i mieszkanie, ja wszystko pozostałe, ale to, co zarobię –
to moje. Oczywiście, żadna ze stron nie trzymała się sztywno układu

Czasem
ja coś dorzucałam do budżetu domowego, czasem dostawałam ekstra kasę od
rodziców, ale nie wołałam kasy na wyjścia do knajpy czy na kosmetyczkę.
Z tego, co obserwuję u znajomych, zasada jest podobna. Albo studenci mają
mieszkanie i jedzenie u rodziców, albo zamiejscowi dostają np. 600 zł, co
pokrywa niezbedne wydatki. A dalej radzą sobie sami, często z niezłym
skutkiem.
No cóż, czym skorupka za młodu.... M. Tak wychował swoje dzieci, to i teraz
ma. Dorosłe byki mają dwie lewe rączki i uważają, że im się należy.
A należy się???? Bo już zupełnie zgupiałam..... I bynajmniej nie chodzi mi tu
o podstawy prawne, tylko o zwykłe, ludzkie podejście do sprawy.