sonda

13.05.04, 15:45
Ciekawa jestem Waszych opinii jaką kwotę miesięcznie powinna mieć do
dyspozycji czteroosobowa rodzina z obciążeniem alimentacyjnym na rzecz
jednego dziecka żeby można było powiedzieć, że dobrze jej się żyje.

Ja uważam, że dochód łączny rzędu 10 000 zł miesięcznie zapewniałby możliwość
spłacania różnych zobowiązań (w tym alimentów, kredytów itp), odłożenia na
wakacje, zainwewstowania na przyszłość i bezstresowe życie codzienne.
Myślę, że nie jest to wygórowana kwota. A co do realiów...... hmm....
    • mamaadama4 Re: sonda 13.05.04, 16:18
      Kochana Kasiu - od tego wątku bedziemy juz nie tylko wredne macochy ale i takie
      co się im w głowach poprzewracało. Ja się może z powodu daleko idącej
      ostrozności nie wypowiem co sądzę n/t kwoty 10 tyś. złotych. Hehehe.
      No cóż, przy racjonalnym gospodarowaniu, to na wakcje uda ci sie zaoszczędzić.
      (Bo nie zawsze się udaje.)
      • mkatarynka Re: sonda 13.05.04, 16:31
        Ja nie twierdzę, że MAM te 10 000 zł sad((. Ja bym chciała je mieć smile))) I wciąż
        twierdzę, że nie jest to wcale wygórowana kwota. I mając ją nie uważałabym się
        za osobę bogatą. Co najwyżej zamożną, hihihi wink
        • mamaadama4 Re: sonda 13.05.04, 16:35
          mkatarynka napisała:

          > Ja nie twierdzę, że MAM te 10 000 zł sad((. Ja bym chciała je mieć smile))) I
          wciąż
          >
          > twierdzę, że nie jest to wcale wygórowana kwota. I mając ją nie uważałabym
          się
          > za osobę bogatą. Co najwyżej zamożną, hihihi wink
          >
          Mkatarynka zawsze żałuję, że na edziecku nie mozna buxki wkleic, żeby wiadomo
          było, że np oko puszczam pisząc cos.
          A co do kwoty, znam takich, a raczej takie, co przy mniejszych dochodach
          zaoszczędzili całkiem spora sumkę. A ja chya zawsze będę miała dziurę w
          skarpecie.
    • pysia-2 Re: sonda 13.05.04, 16:31
      buuuuhahahahahahahahah :o))))))))
      10 tysiecy????????????
      Chyba bym zwariowala od takiego przyplywu kasy ;o)))
      Moze to i lepiej, ze tyle nie mam :o))
      Jeszcze by nam sie w d.... poprzewracalo :o))
      • pysia-2 Re: sonda 13.05.04, 16:33
        a juz tak bardziej na powaznie: Dokladnie dzisiaj o tym samym myslalam przy
        wypelnianiu wniosku o dofinansowanie wakacji dla dzieci. Tak, mysle, ze 10
        tysiecy by starczylo na NORMALNE, wcale nie wygoorowane potrzeby.
        I patrzcie jak to jest - nawet przy 1/5 tej kwoty czlowiek moze wyzyc, jak
        musi. To swiadczy o naszej umiejetnosci przystosowywania sie chyba, nie? A to
        tez jakas forma inteligencji
        • nooleczka Re: sonda 13.05.04, 16:40
          Ja myślę, że dla 4-osobowej rodziny z obciążeniem alimentacyjnym dla jednego
          dziecka, przy oszczędnym trybie życia, mogłoby w zupełności wystarczyc jakies
          5000 netto.

          Pozdrawiam
          P.S. Ja z tych biedniejszych...
          • mamaadama4 Re: sonda 13.05.04, 16:50
            Pewnie, że jak jest mało pieniędzy, to wszystko się da. Ale jak jest więcej? No
            u nas jest więcej i co? I kicha! Najstarszy od 3 miesięcy ma powazny problem z
            kolanem. mamusia umyła ręce. Trzeba było wizyty u chirurga, USG - poszłam,
            zapłaciłam. Okazało sie, że niestety, trzeba zrobić rezonans. pewnie, mozna
            zapisac się w kolejce, ale jak masz to nie zapłacisz? Więc za tydzień kolejne
            500 zł. wyjdzie z portfela. jak okaże się, że konieczna operacja, to co? Znowu
            trzeba będzie się tym zając, bo mamuisia po prostu bierze na przetrzymanie. Dla
            niej problemu nie ma. Jak wy widzicie, to wasza sprawa. To jest jej sposób. I
            co mamy zrobić? Chłopak ma 17lat, kolano ważna rzecz i tak od 3 miesięcy nie
            ćwiczy na WF-ie. Mamy nie zapłacić? Tak samo - zęby - wg niej nie ma sparwy. Za
            wszystko płacimy my. I tak my oszczędności nie mamy żadnych a ona ma. W końcu
            900 zł. miesięcznie dostaje tak naprawdę za nic. Więc może je odkładać.
            • lideczka_27 Re: sonda 13.05.04, 20:00
              Znam to, ale ważny jest dzieciak i trudno na niego żydzić - prawda? Mój M
              zarabiał tragicznie mało. Po zrobieniu wszystkich opłat (spłacał długi eksi,
              nie wspólne!) zostawało nam na życie 250 zł. Ja nie mogłam znaleźć pracy mimo,
              że mam wyższe - zaczęłam sprzątać w banku, pisałam ludziom prace, roznosiłam
              ulotki. Dlaczego? By dziecku kupić ubranie, buty, iść do stomatologa, kina, do
              wesołego miasteczka itd. itp. Alimenty szły, a dzieciak zaniedbany. Wzięłam to
              na siebie - M. zasuwał na opłaty i skormniutkie życie, ja na młodą, na nasze
              wspólne wakacje, później na potrzeby nienarodzonego dziecka itd. Tydzień przed
              moim porodem wyleczyliśmy ostatniego zęba młodej - prywatnie, bo to była jedyna
              babka, która ma podejście do takich maluchów. A w ustach była ruina. We wniosku
              o większe alimenty czytaliśmy, że dziecko ma zniekształcone nogi w kostkach, że
              ortopeda alarmuje. Zarobiłam na buty, dziecko za tydzień przyszło w sandałkach
              z gąbki, takich plażowych. „Gdzie Twoje nowe sandałki? Mama sprzedała cioci
              Joli, kupiła mi te kolorowe, ładne, nie?”. We wniosku stało, że dziecko bardzo
              chorowite, co roku powinno być nad morzem, wdychać jod. Dwa miesiące
              zap******** na wakacje, niech młoda ma coś z życia. Było nas stać tylko na
              wyjazd nad jezioro, ale dla małej to i tak wielka atrakcja. Młoda siedziała u
              nas miesiąc, alimenty poszły w las, nawet kieszonkowego na ten wyjazd nie
              dostała, mama nie zrobiła żadnych zakupów (typu strój do kąpieli, maść na
              ukąszenia - młoda ma uczulenie, plasterek, no cokolwiek by ten dzieciak się
              ucieszył, że mama choć trochę zaangażowana!). Eks po naszym powrocie za kilka
              dni dzwoni do M "weź dzieciaka do siebie na kilka dni, bo wyjeżdżamy z moim
              przyjacielem nad morze…". Innym razem wyjechali na wczasy na oczach dziecka
              wcześniej mu obiecując, że też pojedzie – młoda tak to przeżyła, że chodziła do
              tyłu trzy dni…
              Wiecznie przymałe ubrania, nigdy nie wyprasowane, z dziurami. Nie muszą być
              przecież markowe, ale na litość boską - czyste! A zawsze były albo nie doprane,
              albo w ogóle noszone kilka dni, o czym informował zapach, ech...
              My też nie mamy oszczędności. I ja – w przeciwieństwie do eksi – miałam stare
              lumpy, a ona takie ciuszki, że mnie zazdrość zżerała. A potem szliśmy i
              kupowałam kolejny łaszek młodej, baśnie Andersena i hulajnogę wink Ale powiem Ci
              jedno: oliwa wypływa, naprawdę! Bo mi się wszystko zwróciło w postaci
              przywiązania dziecka. I teraz, gdy mieszka już z nami, mam codzienny dowód na
              to, że warto było. A M., za to co robiłam dla małej, ma do mnie wyjątkowy
              stosunek. Nie wiem nawet jak to nazwać, nie chodzi tu o miłość tylko o ten
              rodzaj… wdzięczności (?) Sama nie wiem, ale nigdy nie żałowałam, że wzięłam na
              siebie obowiązki, które nie należały do mnie.

              pozdrawiam
              lida
              • mamaadama4 Re: sonda do lideczki 13.05.04, 22:22
                Wszystko Ok. Tylko ja ciągle sie zastanawiam gdzie kończy się dobro dziecka a
                zaczyna czysta naiwności i przyzwolenie na wykorzystywanie. Mam wrażenie, że u
                nas już dawno to zostało przekroczone -poza tym chłopcy u nas właściwie
                mieszkają.
                • mamaadama4 Re: sonda do lideczki 13.05.04, 22:34
                  I jeszcze jedno - bardziej zalezy mi na tym żeby zapewnic mojemu dziecku
                  odpowiednie wykształcenie (na które coraz więcej potrzeba pieniędzy) i dobry
                  start w zycie niz na przywiązaniu do mnie dzieci mojego męża z pierwszego
                  małżeństwa. No cóz, typowa "macocha" ze mnie.
                  • lideczka_27 Re: sonda do lideczki 14.05.04, 00:05
                    U nas sytuacja wygląda inaczej: ponieważ mała nie ma matki, przejęłam
                    (świadomie i dobrowolnie) jej obowiązki na siebie. W praktyce (na przyszłość)
                    wygląda to tak, że będziemy się starali zapewnić naszym dzieciakom równy start.
                    Wcześniej miałam plan, by wcielić w życie rozdzielność majątkową, by w ten
                    sposób chronić przyszłość swego dziecka, chronić
                    pieniądze, jakie sama na to dziecko bym wypracowała.
                    Ale odkąd wspólnie wychowujemy dzieci, oświadczyłam M, że jego córka taki sam
                    będzie miała
                    udział w moim życiowym dorobku jak mój syn. Sprawy dziedziczenia np. po moich
                    rodzicach muszą załatwić sami zainteresowani, myślę, że jeśli będą robić
                    testament i spadkobiercami uczynią swoje wnuki, to młodej w ich poczet nie
                    zaliczą (tak jak moje dzieciaki nie dostaną niczego od dziadków młodej – to
                    logiczne). Jeśli będziemy mieli trzecie
                    dziecko - wszystko w przyszłości podzielimy na 3 równe części. Ale to
                    jest nasza decyzja i moja wolna wola. Gdyby młoda miała matkę - na pewno
                    nie poczuwałabym się do wyręczania eks w przekazaniu dziecku dóbr
                    materialnych. Od tego dzieci mają RODZICÓW. Tzw. majątek mojego męża
                    byłby podzielny na wszystkie jego dzieci (i na mnie, jeśli jeszcze bym żyła) a
                    mój
                    tylko na moje dziecko/dzieci i męża (gdyby żył). Na pewno chciałabym tej
                    rozdzielności, bo mój syn nie musiałby odstępować części swojej doli
                    tylko dlatego, że matka jego przyrodniej siostry o to nie zadbała
                    licząc, że zrobi to ojciec dziecka a może i macocha i to wystarczy.

                    Myślę, że wbrew pozorom jestem w lepszej sytuacji niż większość tutejszych
                    macoszek. Nam już nie grożą sądy, kłótnie, lęk o dziecko, awantury. Niewiele
                    już się może zmienić, życie zaskoczyło nas raz, ale za to porządnie wink Sytuacja
                    jest dość ustabilizowana, a ja mam ten psychiczny luz, że malucha, któremu
                    przyszło mi macochować, darzę szczerym uczuciem, co prawda nie tak silnym jak
                    rodzone dziecko, ale może to kwestia czasu – nie wiem czy wspólne lata życia,
                    troski, wzlotów i upadków nie zbliżą nas tak do siebie, że będziemy zwyczajną
                    rodziną a ja stracę status macochy wink A jeśli się nie uda – nie będę drzeć
                    włosów z głowy. Jedyna różnica, jaką uskuteczniam, to właśnie to emocjonalne, z
                    niczym nie porównywalne połączenie z własnym dzieckiem. Siedzi to gdzieś,
                    raczej w podświadomości, bo nie rozmyślam nad tym, nie kontempluję, wiem, że
                    jest i tyle. Ale nie ma to przełożenia na życie, na zewnątrz nie wychodzi – nie
                    zaniedbuję młodej kosztem malucha, nie tulę mniej, nie traktuję zdawkowo, mam
                    spokojne sumienie. Jest mi łatwo, gdyż M. jest sprawiedliwy. Myślę, że mogłoby
                    się to popsuć, gdyby M. faworyzował córkę – wtedy najprawdopodobniej u mnie
                    odezwałby się jakiś mechanizm obronny, chciałabym to synowi wynagrodzić w
                    podwójny sposób i może wtedy świadomie czy nie – miałabym stosunek chłodniejszy
                    do młodej. Ale ponieważ M. trzyma poziom – ja nie mam tego typu zmartwień smile

                    pozdrawiam ciepło
                    jesteś dobrą macochą, przecież o tym wiesz smile
                    lida
                    • wiola101 Re: sonda do lideczki 14.05.04, 15:05
                      Droga Lidio,
                      Twoja historia jest bardzo podobna do naszej. Nasza eks. też wyznaje zasadę że
                      dziecko przydaje sie jedynie do wyciagnięcia alimentów od ojca natomiast ono
                      nie ma potzreb. liczą się tylko jej potzreby. Z tym że ja po prawie 4 latach
                      szarpaniny ( miej wiecej zachowywałam się tak jak Ty) mam już dość. Przez to
                      rozleniwiła sie mamusia. Mieliśmy nadzieję ze zajmie sie tym szkoła tzn. pani
                      psycholog która kontaktowała sie z nami w sprawie Igora ( pisałam to w poście I
                      znów eks. narozrabiała ) jednak po ostatniej rozmowie mojego męża z panią
                      psycholog usłyszał " że nie ulega wątpliwości fakt iż mama kocha dzieci"
                      Ja już nie mam siły - odpuszczam
                      • lideczka_27 Re: sonda do lideczki 15.05.04, 13:35
                        Wiolu, ja już kiedyś do Ciebie pisałam - na pomoc ludzi z zewnątrz trudno
                        liczyć, nikt się wtrącać nie chce nawet gdy tu idzie o dobro dzieciaka...
                        Myślę, że decyzja "co dalej w sprawie Igora" należy do Twojego męża. Jeśli on
                        odpuści - co Tobie pozostaje robić? A jeśli on się będzie nadal szarpał, a Ty
                        już nie masz sił i staniesz całkiem z boku (tylko czy to w ogóle jest
                        możliwe?), wspieraj swojego męża. Chociażby słowem... Trudne czasy dla Was,
                        współczuję, bo wiem jak to smakuje...

                        pozdrawiam ciepło
                        lida
                • lideczka_27 Re: sonda do lideczki 13.05.04, 23:33
                  mamaadama4 napisała:

                  > Wszystko Ok. Tylko ja ciągle sie zastanawiam gdzie kończy się dobro dziecka a
                  > zaczyna czysta naiwności i przyzwolenie na wykorzystywanie.

                  Też się zastanawiałam. Ale u nas po prostu nie było wyjścia, gdyż nasza
                  bierność w tym temacie nie oznaczała bynajmniej aktywności matki młodej! Sprawa
                  była obrzydliwie oczywista - albo my (czy jak wolisz - mój mąż, ojciec
                  dziecka), albo nikt. A to małe dziecko było, wówczas niespełna 4letnie. Kiedyś
                  trafiło do nas z pękniętą nogą sad Skarżyła się mamie, mama kazała przestać
                  udawać. Ona miała auto, z dzieckiem do lekarza nie pojechała. A my do szpitala
                  wzięliśmy taksówkę. Noga w gipsie. Bardziej drastyczne przykłady zachowam dla
                  siebie...

                  Mam wrażenie, że u
                  > nas już dawno to zostało przekroczone -poza tym chłopcy u nas właściwie
                  > mieszkają.

                  W związku z powyższym co napisałam nie było innego wyjścia jak przejąć opiekę
                  nad dzieckiem. Odbyło się nawet kilka rozpraw. Teraz mała choć nie ma
                  wszystkiego bo nadal mamy skromniutki budżet - ma spokój, poczucie
                  bezpieczeństwa, jest zadbanym i szczęśliwym dzieckiem. Gdybyśmy wtedy
                  postępowali inaczej, może powodziłoby się nam trochę lepiej, ale nie
                  potrafiłabym się z tego cieszyć, wiedząc co się dzieje z tym biednym dzieckiem.

                  pozdrawiam smile
                  lida
          • pysia-2 Re: sonda 14.05.04, 10:54
            ale ja nie moowie o oszczednym trybie zycia, tylko wlasnie o NORMALNYM, bez
            wyrzekania sie czegokolwiek co jest potrzebne.
        • domali Re: sonda 14.05.04, 11:40
          pysia-2 napisała:
          To swiadczy o naszej umiejetnosci przystosowywania sie chyba, nie? A to
          > tez jakas forma inteligencji

          Oj, jak najbardziej. Chyba nie jest z nami tak źle smile
    • maverick-1 Re: burza4 13.05.04, 17:38
      > Bo np. delikwent, który płaci alimenty rzędu 5 tys,

      To naprawdę możliwe? Znasz takie przypadki?
    • maverick-1 Re: sonda 13.05.04, 17:45
      10 tys. na cztery osoby to są dobre pieniądze. Rzeczywiście można przy tym żyć
      bez większych stresów i bez drżenia o przyszłość rodziny w razie czyjejś nagłej
      choroby itp. Ale też nie powiedziałbym, żeby to było jakieś bogactwo.
      • cz.wrona Re: sonda 13.05.04, 18:41
        Chciałabym mieć te 10 000 ...aż się rozmarzyłam wink)))
        Na poważnie to zależy ile tych alimentów i w jakim wieku są dzieci. Myślę , że
        gdybym teraz urodziła drugie dziecko to NAM wystarczyłoby jakieś 4 000 zł.

        Ale co ty mówić o takich sumkach skoro wiele rodzin z 5 dzieci na ręku ma
        najniższą krajową...
    • maverick-1 Re: burza4 13.05.04, 19:00
      > Aha - z tego tylko jeden ma zasądzone (w tym na
      > eksię też), dwóch pozostałych płaci tyle bez wyroku.

      No właśnie, zastanawiałem się, czy sąd może tyle wyznaczyć, bo jeśli chodzi o
      płacenie z dobrego serca, to wiem, że i tacy ludzie bywająsmile Ale, że na dziecko
      i kobietę 5 tys., to rozumiem - no właśnie, dziecko czy dzieci?? Bo "nasz" eks
      na samą tylko córkę dostał 1700 i wydawało mi się, że to całkiem sporo, jeśli
      porównać z tym, o czym się słyszy. Więc kiedy przeczytałem o 5 tys., to mało z
      krzesła nie spadłemsmile Zresztą na wysokość jego alimentów miały pewnie też wpływ
      zarobki mojej żony.

      > Nawiasem mówiąc inny kolega w znacznie gorszej finansowej sytuacji (poniżej
      > średniej krajowej) też zostawił żonie i dzieciom mieszkanie, a sam wrócił do
      > rodziców. I zrobił to mimo że mieszkanie było jego i mimo tego, że eksia ma 3
      > dziecko z całkiem innym panem... są jeszcze i tacy faceci na świecie.

      Szczery podziw i ukłonysmile

      > Że też ja
      > akurat trafiłam na inny egzemplarz! smile))

      Każdy ma to, na co zasłużyłtongue_out Oczywiście - głupi żart. pozdrowienia, burzo.
    • petrea Re: sonda 13.05.04, 23:17
      Tez się niedawno zastanwialiśmy z M. ile powinnismy mieć miesięcznie, by zyło
      się nam spokojnie. By nie trzeba było walczyć o obniżenie alimentów, by dało
      się spłącić wszystkie kredyty i jeszcze pojechać na wakacje na Mazury. I wyszło
      nam, że właśnie 10 tysięcy!
      Co prawda nie mamy dzieci, ale nie za bardzo umiemy oszczędzać. Jakoś nam się
      pieniądze rozpływają. A właściwie powinnam napisać, że rozpływały. Od paru
      miesięcy żyjemy tylko z pensji M. - ja intensywnie szukam pracy, ale póki co
      nie mam. Trochę dorabiam, ale dużo tego nie ma.
      M. zarabia 4 tys, z czego więcej niż połowa na alimenty + komornik. Po
      zrobieniu opłat, spłaceniu rat kredytu, na życie zostaje naprawdę niewiele.
      Pewnie nam się poprawi, jak skończą się długi. A mnie szykuje się praca (żebym
      tylko nie zapeszyła - trzymajcie za mnie kciuki wink)
    • lideczka_27 Re: sonda 14.05.04, 00:32
      W naszym przypadku - przy moich magicznych zdolnościach gospodarowania
      pieniędzmi - wystarczałoby nam 3 tys., na pełen luzik - 5 tys. a 10 tys. to by
      mnie chyba o zawrót głowy przyprawił, hie, hie wink
      Wiem, wiem, każdą kaskę można wydać wink Mój eks zarabiał kupę siana, wchodziłam
      sobie spontanicznie do markowego sklepu, robiłam nieprzewidziane zakupy na
      poprawę humoru i odczuwałam to tak, jakby mi ubyło na wacikach wink))

      Ale poszłam od niego jedynie z ciuchami i trzema szafami moich książek - nie
      chciałam orzekania o winie, choć zasłużył i płaciłby duże alimenta wink Zostałam
      bez mieszkania, forsy i kasy, a jemu kazałam ze swoimi pieniędzmi zrobić to, co
      capa negra zaleca robić z jej radami. wink)))))

      Może skrajności się przyciągają??? wink))

      pozdrawiam sennie
      lida
      • naturella Re: sonda 14.05.04, 10:00
        10 tys. na czwórkę - to dobrze. Nie jakieś ekscesy finansowe, ale spokojne,
        sympatyczne życie. I kredyt można spokojnie płacić, i samochód utrzymać, i na
        wakacje odłożyć. Nie mówiąc o tym, że można od czasu do czasu jakiś luksusowy
        kosmetyk kupić, porządne ciuchy dla siebie i dzieci.

        Oczywiście pod warunkiem, że ma się skromne, zwykłe mieszkanie, a nie dom i np.
        domek nad jeziorem. W takiej sytuacji, kiedy jest więcej niż ledno lokum do
        utrzymania, to już wszystko idzie "z łapy do papy".

        U moich znajomych standard to 6-8 tysięcy na dwójkę. I nie widzę, żeby ci
        znajomi specjalnie szaleli. Spłacają kredyty, jeżdżą na wakacje raz w roku i
        boją się co będzie, jak jedno z nich straci pracę...
      • mkatarynka Re: Lideczko droga podziel się magiczną zdolnością 14.05.04, 13:28
        gospodarowania pieniędzmi. Bo mnie już czasami ręce opadają. Od kilku miesięcy
        skrupulatnie notuję wszystkie wydatki i wychodzi mi, że na samo tylko żarcie z
        przyległościami, nie po knajpach tylko w domeczku, wydajemy miesięcznie od
        tysiąca do nawet tysiąca pięciuset złotych. Jak to ograniczyć? Ja nie wiem
        naprawdę, rany boskie, przeciez to kupa kasy jakby się dało chociaż z trzysta
        złotych zaoszczędzić - dojść tak do ośmiuset na miesiąc to byłoby cacy...
        • lideczka_27 Re: Lideczko droga podziel się magiczną zdolności 15.05.04, 00:50
          Kochana, uważam, że na czym jak na czym, ale na jedzeniu nie można oszczędzać wink

          Wiesz, gdy się ma skromny budżet, to się trzeba zamieniać w końskiego
          szpiega wink)) Mam na myśli, że trzeba się nauczyć orientować we wszystkich
          priorytetowych potrzebach domowników, znajdować je, skrzętnie notować (stąd
          szpieg wink ) a idąc na zakupy (z listą zakupów of koz!) mieć klapki na oczach
          (jak konie wink ) i nie widzieć co tam z półek do Ciebie przemawia i tęsknie
          nawołuje wink)) Ponadto jeśli chodzi o żywność: absolutnie nie należy na zakupy
          chodzić głodnym, bo wyobraźnia i ochota zaczynają wariować i kupuje się mnóstwo
          rzeczy (czasem bo smakowicie wyglądało, bo opakowanie takie kolorowe wink )
          zupełnie nieprzydatnych...

          mkatarynko, myślę, że moje rady to wiesz... posłuchaj capa_negry wink)) Dobrze
          Wam się wiedzie, nie musisz oszczędzać jak wściekła to nie rób tego! My żyjemy
          z ołówkiem w ręku bo akurat taką mamy sytuację, ale to naprawdę już niedługo i
          potem zaraz wywalam te klapki!!!! wink))))))


          pozdrawiam sennie
          dobranoc
          lida
    • badia Re: sonda 15.05.04, 10:09
      Też staram się żyć z ołówkiem. Trochę z nowo nabywanej umiejetności oszczędzania - strasznie bym chciała, żeby coś zostawało, bo z paroma groszami "na wszelki wypadek" czuję sie lepiejwink.
      Wydaje mi się jednak, że trochę przesadzacie z kwotami. Teraz złotówka ma na prawdę wysoką wartość, bardzo dużo można kupić za parę złotych. Problemem są tylko tzw. inwestycje domowe, bo jak nie ma pralki, lodówki, czy tym podobnych, to bardzo trudno to skolekcjonować (nie mówiąc o mieszkaniu). Ale jeśli już i mieszkanie (dom) jest i do tego urządzony, to samo życie nie kosztuje aż tyle... Dla mnie więc problemem na dobrą sprawę był "start". Teraz spokojnie żyjemy za połowę niższą kwotę od podanej przez mkatarynkę. A żyjemy tuż pod W-wą, więc koszty są proporcjonalnie wysokie. Ja zaś robiąc zakupy zastanawiam się nie tylko nad tym, żeby za wiele nie wydać (to też) ale przede wszystkim nad tym, żeby nie kupować rzeczy nie potrzebnych albo byle jakich, albo jednorazowego użytku, bo potem za śmieci trzeba płacić, nie wszystko rodzinie można oddać, a miejsca na przechowanie coraz mniej... Już teraz kupując jedną książkę musze inną oddać...
      No, jeśli już puszczamy wodzę fantazji, to przydałaby się od czasu do czasu jakaś okrągła sumka ekstra, coby lepszy samochodzik kupić, albo sie nad większymi inwestycjami zastanowić, bo z tych miesięcznych 5 tysia czy nawet 10 tysia, to i tak na porządne nowe autko trudno byłoby uskładać....
      A kredyty są bleeeee.... trzeba drugie tyle na utzymanie banku przeznaczać...
      • lideczka_27 Re: sonda 15.05.04, 13:30
        "Problemem są tylko tzw. inwestycje domowe, bo jak nie ma pralki, lodówki, czy
        tym podobnych, to bardzo trudno to skolekcjonować (nie mówiąc o mieszkaniu)."

        Zgadzam się! I co do tego, że kredyty są okropne - też. Ale czasem człowiek
        wyjścia nie ma... Nam wysiadła pralka prawie w tym czasie jak zamieszkała z
        nami młoda. Nie miałam pojęcia, że sześciolatek tak potrafi się brudzić!!! wink Z
        mojego niemowlaka miałam sporo prania, z nas trochę mniej, ale młoda też swoje
        dołożyła. Nauczyłam ją, że ubrania dzieli się na takie "po domu" i na
        wyjściowe. Teraz, gdy wraca do domu, pierwsze co robi - przebiera się. A
        właściwie ściąga sukienkę czy spodnie, jeśli się uchowały (choć najczęściej jak
        na nie patrzę, to już nie muszę pytać co jedli w przedszkolu na obiad wink ). No
        więc jak po dwóch miesiącach prania ręcznego dostałam takiego uczulenia, że
        myślałam, że mi dłonie odpadną, postanowiliśmy wziąć tę pralkę na raty. No i
        spłacamy, bo co zrobić...


        PS. Swoją drogą pranie ręczne dżinsów czy pościeli to jakieś wielkie
        nieporozumienie...
        • badia Re: sonda 15.05.04, 17:23
          Lideczko, jesteś bardzo, bardzo dzielna.
          My niestety też spłacamy kredyt... Obiecuję sobie, że "nigdy więcej", bo po zliczeniu wszystkich rat okazuje się, że ostateczna kwota oddana jest blisko dwukrotnie wyższa od pożyczonej. Ale życie jest jakie jest, ciężko coś uzbierać, żeby mieć na jednej kupce, a kredyt jak musisz spłacić, to w końcu spłacisz... I jeśli potrzebne jest coś takiego jak pralka, czy mieszkanie, to w zasadzie nie ma wyjścia.
    • mumin_ek Re: sonda 20.05.04, 11:46
      czesc,

      Zakladajac, ze alimenty maja jakas uczciwa wysokosci partycypuje sie w innych
      kosztach zwiazanych z dzieckiem/pasierbem (wakacje, prezenty), 10000 to to nie
      wygorowana suma.

      Natomiast wiele osob nie ma nawet polowy tej sumy sad Tyle ze jak sie zarabia w
      naszym kraju i ile sie wydaje wiedza wszyscy.

      Z drugiej strony spojrzmy na to, ile powinny wynosic uczciwe alimenty? Nie
      pytam, ile Was miesiecznie kosztuje dziecko Waszego partnera, ale jesli
      bylybyscie na miejscu jego matki, ile byscie chcialy na nie dostawac. Koszty
      zostaly podane na Samodzielnej...

      Podobaja mi sie Twoje ostatnie posty Mkatarynko. Ten o zyciu bez specjalnych
      luksusow tez. Wszakoz najwazniejsze jest moc spojrzec sobie w oczy, prawda? Nie
      jest warta zadnych pieniedzy szamotanina z byla o alimenty itd. Zreszta uwazam,
      ze to ojciec powinien zalatwiac takie rzeczy.

      Pozdrawiam,
      Kasia
Inne wątki na temat:
Pełna wersja