zrozumiec (dluugie)

18.05.04, 18:59
zastanawiam sie czy kiedykolwiek zrozumiem i przestane sie dziwicsmile Zaczynam
byc macocha i ciagle dziwie sie wyskokom bylej zony M. Zadziwiajace. Czy
wszytskie eks sa takie? Tak jakby ta kobieta nie miala swojego zycia,
zaiteresowan... Ostatnio pisalam tu na forum o jej wiecznych pretensjach i
uwagach do organizowania czasu, ktory mloda spedza z nami. Zastanawiam sie o
co jej naprawde chodzi - jest po rozwodzie, miala jakiegos nowego faceta,
dziecko zdrowe, ma gdzie mieszkac, co jesc, ciekawa i dobrze platna prace,
ale zawsze jest to ale. M poznalam po jego rozwodzie. Duzo czasu zajelo mu
zwiazanie sie ze mna. Nigdy nie ukrywal ze ma dziecko. Ja do dziecka nigdy
nie bylam zle nastawiona i nie jestem, do matki tym bardziej. A jednak - za
samo zwiazanie sie z jej bylym zostalam znienawidzona. O wzgledy dziecka nie
zabiegalam, a jednak mloda bardzo mnie polubila. Matka jest zazdrosna o to
potwornie - za kazdym razem stara sie w dziecku cos zaszczepic przeciwko.
Kiedys mloda zegnala sie ze mna wylewnie, od jakiegos czasu juz tego nie
robi, bo jak zdradzila niesmialo, mamie sie to nie podoba, mamusia nie
pozwala, bo ja jestem obca. Ok. Szanuje to. Nie bede podwazac mamusi zdania.
Ale gdzies w glebi duszy mnie to wkurza. Nie mam do eks i do jej dziecka nic.
Chce zeby mloda czula sie u nas dobrze, a ona za wszelka cene stara sie
dziecku zrobic z mozgu wode. Probuje przekupstwa - nie chcemy zeby mloda
jadla w MCdonaldzie - a ona dziecku obiecuje - jakbys nie poszla do tatusia
to moglybysmy pojsc na hamburgery. Po co to? Nie zalezy jej by dziecko bylo
szczesliwe u ojca? Moze to przez to, ze nie wyszlo jej z nowym facetem? Nie
wiem, nie chce wyciagac jakis krzywdzacych wnioskow...
Inna sprawa jest moja teraz tesciowa, ktora w temacie wychowania dziecka z
pierwszego malzenstwa M wie wszystko najlepiej i dyryguje moim M. Juz byly
awantury, ale do niej nie dociera - przeciez chce jak najlepiej. Mala lubi
przebywac u dziadkow, ja jej tego nie bronie, nie domagam sie, zeby u nas
spedzala cale dnie. W koncu to nie moje dziecko, ale nie pozwole, zeby w ten
sposob szarogesila sie i zarzadzala dzieckiem moim i M.
Zazdroszcze mojej kolezance - eks jej meza jest taka fajna, ze ja uwazam, ze
szkoda ze sie rozwiedli. Ale nigdy tego kolezance nie powiemsmile) One dogaduja
sie bez zadnych problemow. A eks mojego m nawet nie chce ze mna rozmawiac -
ja z TA pania nie mam o czym rozmawiac zakomunikowala mi. Rozmawia z nia M i
to sa glownie awantury!!
Dlaczego ona nie chce w zaden sposob znormalizowac tych stosunkow? Zaznaczam,
ze to nie M ja zostawil - to ona wyprowadzila sie z dzieckiem do nowego
faceta i wniosla o rozwod...
Jedyne pocieszenie - to nie moja byla zonasmile))
Jak myslicie o co chodzi eks z tym wszytskim? Czy ona czuje sie
niedowartosciowana jako matka i stara sie budowac swoj autorytet w opozycji
do mnie?? Rzecz w tym, ze nigdy przenigdy nie powazalam jej - mamy dziecka -
zdania, osoby, postepowania, pogladow itp.
Czy wszystkie eks tak maja, ze musza sie jakos chorobliwie wykazac?
Ostatnio tesciowa powiedziala mi, ze eks nie ma kasy, bo na odnowe
biologiczna, solarium, fryzjera, masaze, fitness, silownie itp wydaje
strasznie duzo pieniedzy. Szczeka mi opadla! Za rok bedzie miec dopiero 30
lat.
    • lideczka_27 Re: zrozumiec (dluugie) 18.05.04, 19:51
      mariolka, ja Ci powiem tak: NIE WSZYSTKIE EKS TAK MAJĄ. Piszę to, bo nie znoszę
      generalizowania, krzywdzących opinii. Najwspanialsza eks, jaką znam, a
      jednocześnie prawdziwa „matka samodzielna” to matka mojego męża. Autorytet,
      wzór godny do naśladowania POD KAŻDYM WZGLĘDEM. Niektóre jej cechy zauważam w
      postach burzy i chalsi, więc myślę, że i tu na forum znajdziesz kilka osób nie
      przystających do stereotypu zawistnej zazdrośnicy... Są eks, dla których dobro
      dziecka jest naprawdę najważniejsze, a dla mnie to priorytet, jestem w tym
      względzie straszną "konserwą".
      Wasza historia jest podobna do naszej. Mogę Ci odpowiedzieć na kilka pytań, ale
      to będzie tylko w kontekście konkretnej osoby - naszej eks, generalizować nie
      będę. Krótko: nasza też odeszła do innego, zaskoczyła M pozwem, zabrała dziecko
      i poszła w świat (tak, tak - żyli sobie jak normalne małżeństwo a tu kopertka z
      sądu przyszła i M trzy dni zbierał szczękę z podłogi). U nas w domu panowała
      zasada: rozmawiamy przy dziecku o jego matce dobrze lub wcale. U niej
      przeciwnie. Mała bardzo szybko do mnie przylgnęła, bywała u nas często,
      pokochała mnie i była z tymi czułościami wylewna - nawet przy matce. Młoda była
      buntowana, nie mogła mówić na mnie ciociu tylko "pani", matka jej powtarzała,
      że jestem "wstrętną obcą kobietą". Ale nie miało to żadnego wpływu na dziecko.
      Nie wiem jak to się działo, ale im gorzej było między M a jego byłą żoną, tym
      mocniej młoda przywiązywała się do mnie. Przychodziła, skarżyła na matkę,
      mówiła, że mama jej wmawia, że nie może mnie kochać a ona jej na to, że może,
      bo przecież mama jej nie siedzi w głowie i nie wie co ona czuje wink)) (lat
      wówczas 4 z małym haczkiem!). Zdarzało się, że gdy odprowadzaliśmy młodą do
      matki, ta się z nią przywitała, następnie biegła z powrotem do mnie, całowała
      mnie w płaszcz (byłam w ciąży smile ), mówiła „pa pa siostrzyczko, znowu do ciebie
      przyjdę” (z siostrzyczki nici wink ) i wracała do matki. Gdy szliśmy po nią,
      wybiegała… nie do ojca, lecz do mnie. I rzutem na szyję demonstrowała wszystkim
      jak bardzo się cieszy z tego spotkania. [Kurczę, jak miło to powspominać… smile ]
      Ja rozumiem, że matka była zazdrosna, może też bym była, ale dla mnie byłby to
      przede wszystkim sygnał, że moje dziecko, gdy jest z ojcem i bądź co bądź obcą
      kobietą, czuje się tam dobrze, jest akceptowane, miło spędza czas. Tym
      bardziej, że nigdy, przenigdy nie pchałam się, by zastępować dziecku matkę
      (dopiero teraz to robię, bo mała wyraźnie tego pragnie), czy podważać jej
      autorytet. Mała często mi powtarzała, że chciałaby, bym to ja ją urodziła,
      byśmy mieszkali razem; pytała czy może mi wejść do brzucha wink Gdy urodziłam
      małego, zaczęła mówić mi „mamo” – dużo nam zajęło, by jej wytłumaczyć, że tak
      nie może mówić, nie rozumiała, było jej przykro… Nam się świetnie układało, eks
      przeciwnie. Wiesz, jak to jest w niewielkim mieście, gdzie pełno znajomych,
      sąsiadów… Nas ludzie widzieli, stale spacerki, za rączkę, buzi, buzi (no,
      wzięło nas jak parkę szczeniaków z liceum, hihi wink)) ). U eks przeciwnie –
      miała problemy, bo żona jej partnera narobiła dymu o romans, był detektyw, cuda
      na kiju! Zaraz też uwikłała się w kolejny związek z żonatym. No i kiedyś w
      telefonicznej rozmowie z M wyznała: że gdy odchodziła, miał bez niej zdechnąć
      pod płotem. Miał docenić co stracił będąc samotnym już do końca życia.
      Odgrażała się, że trafi na kurwę, bo żadna inna go nie zechce. Życzyła mu, bym
      go zostawiła. Powiedziała, że on nie może mieć lepiej niż ona. Powiedziała, że
      jej nie wyszło, że zrobi wszystko, by nas zniszczyć. A potem, gdy zaszłam w
      ciążę i gdy wzięliśmy ślub, wpadła w furię. Zaczęły się groźby telefoniczne,
      straszne awantury na tle dziecka (utrudniała kontakty choć dziecko o nie
      błagało!). Każdy z nas przeszedł swoje, bez ofiar się nie obyło. Młoda
      wykończona psychicznie ze stanami lękowymi, moczyła się w łóżko, zastraszona. M
      z zupełnie skołatanymi nerwami szarpiący się w sądach o przejęcie opieki. Ja,
      świeżutko upieczona matka w środku całego tego bagna patrząca na chłopa, który
      momentami przypominał już zombie, nikt nie chciał mu pomóc (lęk o dziecko, jego
      zdrowie, spokój i bezpieczeństwo to chyba najgorsze co może przeżywać rodzic).
      W domu atmosfera koszmarna, maluszek niespokojny, bo wyczuwał nasze
      zdenerwowanie. W drugim tygodniu życia mojego syna trafiłam do szpitala w
      stanie skrajnego wyczerpania nerwowego – nie miałam już pokarmu, w wyniku
      silnych stresów spalił się. Panie z poradni laktacyjnej robiły wszystko by mi
      pomóc, ale się nie udało. Chciałam zdechnąć, dokładnie tak – zdechnąć. Potem
      jeszcze sprawa, jakieś dyrdymały eks, jakieś „zeznania” dziecka, które łgało
      przeciw ojcu. Nie mogłam na młodą patrzeć. Długo by opowiadać…
      A potem pomógł nam Sędzia Najwyższy, jeśli mogę tak powiedzieć. Ludzie mówili,
      że już patrzeć na to wszystko nie mógł i uciął… Ja nie mam zdania. W tamtym
      czasie moja wiara została bardzo zachwiana. Wolę nie myśleć „dlaczego”,
      widocznie tak miało być...

      Nie wszystkie takie są, mariolka. I należy się z tego cieszyć.

      pozdrawiam
      lida
      • mamaadama4 Re: zrozumiec (dluugie) 18.05.04, 20:53
        Dziewczyny, czy możecie pisac krótsze posty, bo mi literki przed oczami fruwają?
        Ale na poważnie, rzeczywiście nie wszystkie macochy są takie. Niektóre sa DUŻO
        GORSZE. Pisze to ja, macocha dwóch chłopców (12 i 17 lat) z 9,5 letnim stażem -
        przechodząca wszystkie mozliwe fazy - swoje i eksi.
        Jeżeli eksia nie zalicza się do niewielkiego - jednak istniejącego grona
        normalnych kobiet, to ZAWSZE - bez względu na okoliczności i upływ czasu,
        będzie chciała MIEĆ WPŁYW dla samego jego posiadania. Tak po prostu, żeby sie
        lepiej poczuć i mieć małą bo małą ale satysfakcję. Bo czemu nie, skoro mozna.
        I na tym kończe chwilowo swoje wywody dobita do szczętu mąceniem teściowej i
        lenistwem eksi
        • derena33 Re: zrozumiec (dluugie) 18.05.04, 22:08
          jak czytam powyzsze opowiesci wlos mi sie jezy na glowie... ze tez ja
          generalnie jestem taka pokojowo nastawiona do eksi do nexi... a mialam swoje
          powody by nie lubic swojej nexi.. oj mialam i nie chodzilo tu bynajmniej o
          mojego bylego tylko o jej gre wobec mnie, udawala moja przyjaciolke ( spiac juz
          z moim wtedy jeszcze nie bylym) jak odszedl a ja zostalam nierozumiejaca
          dlaczego?? za co?? po tylu latach??to przychodzila do mnie i sluchala moich
          placzow i zwierzen .. niedobra to kobieta byla oj niedobrasmile ale ani przez
          moment nie przeszlo mi przez glowe by nastawiac nasze wspolne dziecko przeciw,
          niestety on jako 15-latek szukajacy winnego sam sie nastawial, a poniewaz
          kochal oboje rodzicow, to raz ja bylam winna raz tata, a raz next... i tak
          poniewz swiat w tym wieku postrzega sie albo na bialo albo na czarno... dazyl
          do zwrocenia na siebie uwagi a przede wszystkim szukal wszelkich sposobow jakby
          tu rodzicow znowu razem zobaczyc i brnal w klopoty ... trudno bylo mi wtedy
          zachowac sympatie do sprawcow (obojetnie jakie pobudki lezaly u podstawy ich
          czynow)
          Powiem szczerze,ze klopoty jakich przysparzal mi moj syn, powodowaly, ze
          szukalam pomocy u mojego bylego meza, bo nie chcialam brac calej
          odpowiedzialnosci za wychowanie mego dziecka, by nikt nigdy nie mogl mi
          zarzucic, ze to tylko moja wina co z niego wyroslo..

          Tak do konca nie wiem, dzieki czemu, ale chyba dzieki instynktowi
          samozachowawczemu nasze ( moge tak chyba powiedziec, nie obrazajac uczuc pan tu
          obecnych, bo przeciez nie ja sama go splodzilam) dziecko sie prostuje.
          Chcialam to tu napisac, by powiedziec wszystkim samotnym matkom tym ex i tym
          innym,ktore w co nie watpie pewnie czytaja to forum, zlosliwie komentujac w
          duchu, wypowiedzi macoch, ze dobrze jak ojciec uczestniczy w wychowaniu, bo
          zawsze w razie niepowodzen wychowawczych wina jest rozlozona na polsmile sukces
          oczywiscie(dla niektorych tych ambitnych niestety) tez.
          Ale dziecko sie wychowuje nie tylko wtedy gdy jest slodkie i malutkie, bo
          wtedy to jest bulka z maslem, ale takze gdy dorasta i bardzo trudno jest sie w
          normalnej pelnej rodzinie porozumiec, a coz dopiero gdy rodzice zyja osobno..

          Wiekszasc tu piszacych to mlode osobysmile wiec zycze wam wszystkim powodzenia i
          mam nadzieje,ze zadna z was nigdy nie bedzie plakala przez swoje dziecko..

          Ale dzisiaj jest dzien radosci moj i ojca mojego dziecka Bo nasz syn zdal
          pozytywnie pisemne egzaminy maturalne i jezeli wszystko dobrze pojdzie ,
          dostanie przepustke do dalszego ksztalcenia, co dzisiaj jest sprawa podstawowa,

          To bylo baardzo dlluugie.....
          A corka mojego obecnego partnera, kobieta dorosla chociaz mloda, mimo ze w
          jakis sposob zajelam miejsce jej ukochanej mamy, chyba mnie lubi, co przeciez
          wcale takie oczywiste nie musi byc?

      • wiola101 Re: zrozumiec (dluugie) 19.05.04, 10:22
        Lideczko, żebyś Ty wiedziała jak nasze historie są podobne do siebie. Igor
        mówił mi to samo co Wasza Młoda. Mnie serce ściskało jak słuszałam Ciociu
        dlaczego to Ty mnie nie urodziłaś, dlaczego ja nie jestem Twoim dzieckiem, ja
        nie chcę jechać do niej ( myslał o swojej matce). podziwiam cię że miałas tyle
        w sobie siły aby to przetrwać. ja nie jestem chyba aż tak silna.
        Wybacz........
    • mag_p Re: zrozumiec (dluugie) 19.05.04, 10:32
      Mariola - bardzo doceniam to jak starsz sie unormalizowac stosunki i naprawde
      doceniam to ze dbacie bardzoo mala.
      Z jednym tylko zgodze sie z eks , ale tylko w tym jednym.
      Ze rozmowy o dziecku to jest ona i ojciec dziecka. Wszelkie decyzje itd.. to sa
      ich ustalenia.
      Ty mozesz wspierac meza , ale soprawy dziecka rozstrzyagaj tylko Oni.


      Mag
      • mariola310 Re: zrozumiec (dluugie) 19.05.04, 14:03
        mag_p napisała:

        > Mariola - bardzo doceniam to jak starsz sie unormalizowac stosunki i naprawde
        > doceniam to ze dbacie bardzoo mala.
        > Z jednym tylko zgodze sie z eks , ale tylko w tym jednym.
        > Ze rozmowy o dziecku to jest ona i ojciec dziecka. Wszelkie decyzje itd.. to
        sa
        >
        > ich ustalenia.
        > Ty mozesz wspierac meza , ale soprawy dziecka rozstrzyagaj tylko Oni.
        >
        >
        > Mag

        Masz racje, za ogolnie napisalam. Nie podejmuje decyzji, ale czasami trzeba sie
        porozumiec. Np. bierzemy mala z nami na wakacje. Wiadomo - bedzie miala swoj
        bagaz. Mnie latwiej dogadac sie w sprawie ciuchow niz M, bo ten myli spodnice z
        sukienka i dziwi sie, ze dziecku trzeba jakas kurtke i kilka par butkow
        zabrac... Ale coz - nie pogadamsad( Poprostu przejrze co zapakowala i uzupelnimy
        jesli bedzie trzeba...
        • wiola101 Re: zrozumiec (dluugie) 19.05.04, 15:06
          Nie wiem jaka jest Wasza eks. natomiast jedno napewno maja wspólne. Ja też
          nigdy z nią nie mogłam nic uzgodnić. Małay wciąż był przezucany z miejsca na
          miejsce tzn. różne ciocie, babcie ojciec. Mój M na miesiąc przed wyjazdem
          poinformował eks że zabieramy małego na wakacje nad morze. Owszem otrzymaliśmy
          go z bagarzem a tam: powyciągane stare ubrania, kalesony ( nawet nie rajstopy),
          podkoszulki zimowe i porwane ubrania - brak kąpielówek, kremów, skarpet, majtek
          na zmianę. Więc cóz nam pozostało kupić to co mu potrzeba a mamusia? Mimo że
          dziecko przez miesiąc było z nami wzieła całe alimenty a pobyt nad morzem
          zkwitowała " tatus wcale sie nie wysilił" Dlatego też po 4 latach szarpaniny i
          udowadniania ze chcemy dobrze nie wyciągneła żadnych wniosków. Postarała się z
          przygodnymi tatusiami jeszcze dwójkę dzieci którzy ją zostawili a my
          otrzymaliśmy pozew do sądu o zwiekszenie alimentów.
          Wiec na swoje wszystkie pytania możesz znaleźć odpowiedź.
        • mag_p Re: zrozumiec (dluugie) 20.05.04, 08:23
          Mariolu rozumie Ciebie. Ale tak naprawde matak zaostawia dziecko pod opieka
          OJCA. I On musi nauczyc sie orietnwac i dawac sobie rada. Mozesz znim
          porozmawiac , powiedziec co trzeba mniej wiecej zapakowac itd.. zeby pogadal
          zbyla zona. To jest wysilek dla niego ale , jest to i koniecznosc gdyz
          dzieckidzie pod JEGO opieke i On ma wiedziec co dziecku bedzie potrzebne. Wiesz
          ja tez tak do tego podchodzilai psycholog dziecka wyjasnil mi ze to zle
          podejsci.
          Ojciec musi uczyc sie odpowiedzialnosci za dziecko - wyreczajac go - uczymy go
          tego ze nie musi i to w kazdej dziedzinie..
          I co gorszam uczymy dziecko , ze tatus sam z siebie nie musi dba o jego
          rzeczy , bo wszystko przygotuje mama badz cicoica...
          Nie jest to dobre .
          Ja to rozumiem , bo nam syna. I chce zby jesli urosnie - wiedzial,mze ma dbac i
          inetresowac sie dziecmi ( sczy ma sukienke i czy ma buty ), zeby wiedzial co im
          potrzeben i zeby umial pomagac swoje zonie...
          Zeby nie byl facetem , ktory musi miec kogos obok od zajec sie dzieckiem -..
          Sam potrafi sie ubrac -i spkaowac nad morze. Dajmy mu szanse nauczyc sie buyc
          tata.......

          Mag
    • mmadzia1 Re: zrozumiec (dluugie) 19.05.04, 11:03
      nie możliwe... równie dobrze ja bym mogła to napisać
      pozostaje tylko trzymać się razem wink
    • agapk Re: zrozumiec (dluugie) 25.05.04, 18:44
      Mariola jak to czytam to zastanawiam sie czy ona gdzies w miedzyczasie nie byla
      czasem zoną mojego M.
      Bo ja przechodzę przez to samo, do tego stopnia ze młoda od pół roku do nas nie
      przyjezdza bo "mamie bedzie przykro"
      Pozdrawiam
      agapk
Pełna wersja