petrea
24.05.04, 10:27
W piątek mamy rozprawę odwoławczą (alimenty). A w sobotę do M. zadzwoniła
wspólna znajoma M. i ex. Zadzwoniła pod pozorem błahego pytania zawodowego, i
tak od słowa do słowa rozmowa potoczyła się w kierunku M. - dzieci. Że M. nie
powinien walczyć z dziećmi itd. M. dowiedział się też, że prowadzi hulaszczy
tryb życia, wydaje na mnie kosmicze pieniądze (nie pamiętam, kiedy ostatnio
bylismy w kinie, ze o droższych rozrywkach nie wspomnę

), okradł ex (o
bożesz!!!). Na koniec M., głupek jeden, powiedział, że sprzedaje pamiątki po
swojej babci. I tu rozpętał burzę: że to dziedzictwo jego dzieci, że nie
wolno mu itd. itd. No, ciekawa jestem, czy to tez zostanie wywleczone w
sądzie.
A zdrugiej strony, podobno ex przyznałą, że pakowała w dzieciaki forsę bez
opamietania. Teraz jej trochę gorzej się wiedzie, a dzieci przywyczajone,
wyciągnęły rękę do tatusia, po więcej i więcej (to też info z tej samej
rozmowy)
Trochę mnie ta rozmowa rozbawiłą, a trochę przeraziła. Cholera, znowu bedzie
pyskówka na rozprawie