W drugą stronę

24.05.04, 16:20
Nasz Młody powiedział nam ostatnio podczas obiadku, że narzeczony mamy się do
nich wprowadził. Że nie jest tak źle. Że narzeczony nawet miły i że czasem
nawet broni go przed mamą.
I wiecie co... aż mnie coś w serduchu zakłuło. To absurd, nigdy tego się nie
spodziewałam, ale jestem zazdrosna. Jestem zazdrosna, bo dotąd tworzyliśmy
sobie rodzinkę numer 2, bo Młody mnie tak fajnie zaakceptował, zupełnie jak
bliską mu osobę... a tu nagle jakiś facet może być na takiej samej pozycji
jak ja... No i jeszcze jedna rzecz - dotąd miałam poczucie, że tworzymy mu
jakiś drugi domek, taki ze spokojem, z obiadkami... a teraz się okazuje, że
ten pierwszy tez będzie taki pełen.
Sama się z siebie śmieję, taka absurdalna jest moja zazdrość. Ale jest. Nie
wyobrażam sobie natomiast, jak musi to przeżywać mój mąż, że obcy facet
mieszka z jego synem, w jakiś sposób wpływa na jego wychowanie, spędza z nim
czas. A nic o tym nie mówi... nie rozmawiamy o tym, ale wiem, że musi to być
ciężkie.
I tak sobie myślę, że rozumiem już teraz w jakiś sposób posty samodzielnych,
które mają problem z zaakceptowaniem faktu, że ich dziecko spędza czas z nową
kobietą ojca. Jest to na pewno trudne. Absolutnie nie usprawiedliwiam
zachowań złośliwych, czy desperackich, nie, ale po prostu w jakiś sposób to
rozumiem. No bo skoro ja, macocha, jestem zazdrosna nie o swoje dziecko, to
co dopiero ma powiedzieć mamasmile
A przyznacie, że cała sytuacja jest komiczna i moja reakcja też. Mam
nadzieje, że to kwestia przyzwyczajenia się do sytaucji, bo już łapię się na
próbach rywalizowania z nowym panem, mimo, że go nie znam, nie widziałam i
nie wiem, jak odnosi się do Młodego.
    • cz.wrona Re: W drugą stronę 24.05.04, 23:40
      Nat- fajnie przeczytać Twój post, aż mi zrobiło się ciepło na sercu...
    • lideczka_27 Re: W drugą stronę 25.05.04, 00:30
      Nasza młoda jest bardzo wrażliwą dziewczynką i szybko się przywiązuje. Nie jest
      nieufna, przeciwnie - lgnie do każdego, kto jej okaże odrobinę uczucia.
      Do pierwszego faceta eksi przywiązała się szybko. Nie byłam zazdrosna, raczej
      mnie to zmartwiło - wiedziałam, że porzucił dla eksi żonę z dwójką malutkich
      dzieci i nie miałam do niego zaufania. Myślałam, że skoro tak łatwo mu przyszło
      odejście od rodziny, to i naszej młodej może się tak oberwać. No i tak się
      stało, ale nie ma tego złego, bo go żona na łono rodziny na powrót przyjęła...
      Z drugim też się dziecko szybko zżyło - zwłaszcza, gdy zamieszkał z nimi tuż po
      wyprowadzce pierwszego. Do pewnego momentu było OK i też byłam zazdrosna.
      Wkurzało mnie to, że jemu z łatwością przychodziło kupowanie różnych rzeczy dla
      młodej. Dobrze zarabiał i dla niego było jak pierdnąć, a ja musiałam co miesiąc
      ciężko zasuwać, by były te pieniądze na młodą (nie miałam nic stałego, stale
      musiałam kombinować jak by tu dorobić). No więc dołowało mnie to, że on dla
      niej może to czy tamto, a mi było dużo trudniej, zwłaszcza jak urodził się
      młody i nie miałam już tyle czasu na pracę, a nocami zasypiałam przed kompem, a
      kasa uciekała... Potem dopiero zaczęłam chłodno myśleć, że przecież nie szkodzę
      małej tylko dlatego, że nie jestem w stanie wypracować dla niej tego czy
      tamtego. Ponadto ona nigdy nie dała mi do zrozumienia, że jestem gorsza, bo nie
      jestem w stanie zaspokoić wszystkich jej potrzeb. A ja się gryzłam właśnie o
      to, że będzie mnie postrzegała, że mało o nią dbam, że mało się staram... Potem
      był dramat, bójki eksi z nim, on sam zrobił się agresywny i ordynarny wobec
      młodej, lżył jej matkę przy niej, bił, młoda była wylękniona i znienawidziła go.
      Gdy z nami zamieszkała, wyrzuciła wszystkie zabawki od niego i czasem, gdy go
      wspomina, mówi, że go bardzo nie lubi.
      Nie byłam zazdrosna o relacje małej z "partnerami" eksi, pasowało mi gdy były
      dobre bo i ja i M. mieliśmy pewność, że małej jest z tym dobrze, no ale gryzło
      mnie co innego wink

      co człowiek to inni krwi obieg, hihi

      pozdrawiam
      lida
    • delecta Re: W drugą stronę 29.05.04, 23:13
      Oooooo, jaki ludzki odruch...
Pełna wersja