mallika
31.05.04, 18:10
Witajcie po przerwie

Przepadłam na jakiś czas-miałam trochę pracy
związanej z pisaniem pracy na uczelni, do tego mieliśmy trochę komplikacji
sądowych. Eks pownosiła nowe wnioski do sądu. Już się gubię w tym wszystkim i
tracę nadzieje że to się kiedyś skończy.... Ta kobieta robi wszystko by nas
zniszczyć. Ale nieważne. Generalnie chciałam się Was poradzić (bo może skoro
część Was jest już żonami to lepiej się w tym orientujecie) w jaki sposób się
zabezpieczyć przed ciągłymi rosnącymi wymaganiami finansowymi eks? Chodzi mi
o to że załóżmy ja z moim M. chcemy jeszcze coś w życiu wspólnymi siłami
osiągnąć założyć rodzinę itd. Marzymy o własnym domu, samochodzie....
Oczywiście możemy cały czas żyć w konkubinacie i zapisywać wszystko na mnie
ale... No właśnie, wolelibyśmy jakoś to zalegalizować. I teraz czy jest jakiś
sposób poza wyżej wymienionym (kocia łapa)na to by eks nie miała nic do tego
co wspólnie osiągniemy? Tzn by nie było to dla niej argumentem do wnoszenia
kolejnych spraw o podwyższenie alimentów z tytułu podnoszącego się nam
poziomu życia? Wiecie co mam na myśli? Chodzi też o to by w razie gdyby
podwinęła nam się noga i stracilibyśmy pieniądze na opłacanie kolosalnych
alimentów, komornik nie dobrał się do tego co uda nam się osiągnąć. Poza tym
w tej sytuacji jaka jest (totalna ignorancja ze strony syna M) nie
zdziwiłabym się jeśli dzieciak po kilkunastu czy kilkudziestu latach
przypomniał sobie że ma ojca i zaczął ubiegać się o jakieś profity z racji
dziedziczenia (tego co razem osiągniemy, bo to co M osiągnął wraz z ex i co
jej pozostawił to mnie nie obchodzi, tj. ogromny dom między innymi). Ale nie
mam zamiaru dzielić się z nim tym na co ciężko pracuję ja, czy moi rodzice.
Skoro od kilku lat dzieciak ma ojca gdzieś i nie raczy nawet porozmawiać z
nim przez telefon nie wspominając już nawet o osobistym spotkaniu, to nie
widzę powodu dla którego miałabym mu coś ofiarowywać. No właśnie, tak więc
słyszałam o rozdzielczości majątkowej, ale czy ona coś daje w tym przypadku?
Jak to jest w praktyce? Rozumiecie, nie chce byc dla M obcą osobą z punktu
widzenia prawa, ale jednocześnie nie chce by eks czerpała korzyści z tego że
chcemy się w życiu jakoś ustawić. Czy da się to osiągnąć w ogóle? Czy może
powinnam zapomnieć o jakimkolwiek zalegalizowaniu związku póki dzieciak nie
skończy 30 lat (o matko, to jeszcze ponad 15 lat). Bo nie ma szans by relacje
z eks się zmieniły... A syn M. wzrasta w atmosferze wyciągania z ojca każdego
grosza, więc też raczej nikłe szanse by dobrowolnie zrzekł się alimentów po
osiągnięciu pełnoletności... Jak to jest u Was? Co powinnam robić w tej
sytuacji? Pozdrawiam. M.