badia
14.06.04, 11:18
I znów (o zgrozo!) będzie o pieniądzach. Ale, niestety, to też fragment życia
i wprawdzie można być nieszczęśliwym w 2000 metrowej willi i szczęśliwym w
kawalerce, ale nie ukrywajmy, w podnajmowanym pokoju bez kuchni i łazienki,
to już na prawdę trudno...
Ale do rzeczy. Jeszcze jedno przyszło mi do głowy. Temat był wielokrotnie na
tym forum poruszany ale "przy okazji", a ja chciałabym zwrócić uwagę na
wszystkie niekonsekwencje, wynikające z niby "równego statusu" dzieci
małżeńskich i pozamałżeńskich.
Nie chcę pisać o emocjach, uczuciach, trosce, bo to i trudno mierzalne, i
subiektywne. Skupię sie więc na pieniądzach.
Samodzielne mają prawo do alimentów, będących wypadkową kosztów utrzymania
dziecka. Może ich zupełnie nie ineteresować sytuacja finansowa faceta.
Żona w sytuacji, gdy mąż nie pracuje musi utrzymywać siebie, dziecko, męża i
jego alimenty, jeśli nie chce by komornik zajął ich wspólny majątek.
Jeśli facet fizycznie nie jest w stanie płacić alimentów, to dawniej
samodzielna otrzymywała je z Funduszu Alimentacyjnego.
Żona mająca bezrobotnego męża, nie tylko z żadnego funduszu nigdy nic nie
dostawała, ale jeszcze musiała utrzymać męża.
Samodzielnej opłaca się "mnożenie kosztów", tj. jak najwyższe opłaty za
przedszkole, opiekunkę, kursy dodatkowe, ubrania, gdyż na podstawie tych
rachunków może się ubiegać o podwyżkę alimentów.
Cały wysiłek żony polega zaś na rozsądnym gospodarowaniu środkami, bo jak na
opiekunkę wyda się za dużo, to zabraknie na całą resztę - i światło odetną
(na ten przykład).
Samodzielna może nie zarabiać, bo osobiście przyczynia sie do wychowania
dziecka i jest to podstawa do podwyższenia alimentów facetowi.
Żona może nie pracować, ale do żadnego sądu nie pójdzie, jak się okaże, że
zarobki męża nie wystarczają na podstawowe opłaty - prąd odetną na pewno.
Samodzielna ma praktycznie zapewnione utrzymanie dziecka do momentu
ukończenia przez nie 26 roku życia (jakoś dziwnie się składa, że dzieci
samodzilnych długo sie usamodzielniają). Żona z decyzją o każdym dziecku musi
wstrzymywać się do momentu, kiedy nie dające się przewidzieć czynniki złożą
się w sprzyjającą układankę, wskazującą, że nie tylko dziś ale także za
dziesięć i dwadziaścia lat będzie ich na to dziecko stać - a wiadomo jak
wiele może się w tym czasie wydarzyć...
Próby prawnego zabezpieczenia dziecka samodzielnej są rozsadnym działaniem
wobec zaistniałej sytuacji.
Próby prawnego zabezpieczenia dziecka małżeńskiego
są "lawirowaniem", "szukaniem luk" i "żerowaniem na cudzym nieszczęściu"
No i orzecznictwo sądów, gdzie sądzinami są przeważnie kobiety, które jak
widzą chłopa, co to, "zostawił kobietę z dzieckiem", przy czym na prawdę nie
ma znaczenia, kto kogo zostawił, to zsądzają alimenty aby "ukarać" złoczyńcę
za popełnione grzechy.
Jak Wam przyjdzie jeszcze do głowy jakiś przejaw tej "równości" w traktowaniu
przez system prawny dzieci małżeńskich i pozamałżeńskich, to proszę -
dopiszcie.
Pozdrówka,
badia