Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu

17.06.04, 11:25
A teraz ciag dalszy.
Reakcja sadu było wezwanie do kuratora.Z nadzieja wyjasnienia spraw M udal
się , pelen optymizmu.
Jakze się zdziwil....
Kiedy przyszedl Pani Kurator i eksia już czekaly.Rozmowa potoczyla się tak.

K: ja tu widze ze pan się tylko czepia i czepia a pana była zona jest bardzo
rozsadna kobieta

M: jakto czepiam się?czy czytala Pani moje pismo?Matka znowu wyprowadzila się
nie wiem dokad i dowiaduje się o tym od osob postronnych

K(do eksi) tak?a gdzie pani teraz mieszka proszę podac adres

EX: w Pruszkowie przy ul...............(bez mieszkania)

K:no , to teraz pan już wie

M:czy wie pani o tym ze matka odmowila mi wydania skierowania do lekarza?a
sama nic nie zrobila od roku

EX:alez ja robie , cwiczenia z nia w domu

M:jakie?

EX:takie

K:tak?robi pani?to niech pani nie robi , niech ojciec robi a pani niech idzie
wtedy do kosmetyczki , zrobi cos dla siebie.To Pan zbudowal nowy zwiazek na
gruzach starego .

M:a czy uwaza pani ze to normalne ze 11 letnie dziecko ezdzi do szkoly PKSem?
malo się mowi o niebezpieczenstwach?A po powrocie ze szkoly siedzi sama a
matka się nia nie zajmuje?

K:och niech pan nie przesadza.Rozmawial pan z nia o tych
niebezpieczenstwach , żeby nie rozmawiala z obcymi?

M:tak

K:no wlasnie , a ja pamietam jak mialam te 11 lat i tez wracalam z kluczami
na szyi do pustego domu to tak mi było dooobrze samej , odpoczywalam od tego
zgileku w szkole

M:a wie pani ze matk adziecka nie ma nawet pojecia ze dziecko dzwoni do nas
zebysmy odebrali ja ze szkoly?ze je u nas obiady i ja ja do domu odwoze?

K:buhahaha!ale pan jest gluuuuuupi.Macie cwane dziecko , nie chcialo jej się
wracac autobusem to po pana zadzwonila.

Jeszcze pare takich milych dialogow i na koniec jasnie pani kurator
stwierdzila
K: a zreszta pani się wyniosla do Pruszkowa to my przekazujemy akta do
Pruszkowa

M:a może mi pani powiedziec czemu kurator do dzis dnia się do mnie nie
odezwal?

K:tak?nie odezwal się?a to chyba jakies przeoczenie.

Nie ma to jak przychylnosc sadu , ja chyba już w nic nie wierze.

W miedzy czasie dzieci wyjezdzaly na zielona szkole.Koszt zielonej szkoly to
było 250 zl + 50 zl na wydatki.Na zebraniu ex podeszla i powiedziala ze
Malgosia pojedzie tylko wtedy jeśli M dolozy polowe.Wyslalismy dodatkowo 130
zl.
M zadzwonil (mieszkala jeszcze a starym mieszkaniu) i spytal czy teraz na
pewno Malgosia pojedzie.
”nie , miałeś wyslac polowe, brakuje 20 zlotych”
Dziadkowie dolozyli wiec jeszcze 50 zl , bo co , mialaby nie pojechac?I tak
zielona szkola zawierala wycieczke na Slowacje i Malgosia zostala w hotelu bo
jeszcze nie miala paszportu.Ten fakt Maciek wyjasnil wychowawczyni , ze mama
się nie zgadza i stad problem.

No i na koniec dodam .

Dwa dni temu było zebranie w szkole.M dostal dyplom za pomoc w wygraniu
konkursu w szkole.
Eksia siedziala oczywiście z drugiej strony sali.
M dowiedzial się ze w drugim polroczu Malgosi spadla srednia do
3,8.Imponujace jak matka dba , jak dobrze przeprowadzka wplynela na dziecko.
Na koniec pani poprosila żeby zalegajacy ze skladka na rade rodzicow
uzupelnili wplaty bo to jest dla dzieci na wyciczki , imprezy ,
prezenty.Skladka wynosi 10 zl miesiecznie.
Rozdala „dluznikom”karteczki”rada rodzicow uprzejmie prosi o dokonywanie
wplat”- wreczyla ja matce dziecka .A ta do nauczycielki pokrecila glowa i
pokazala palcem na M.Znaczy żeby to M dostal te kartke.
No oczywiście , pieniadze nie sa wazne.Ale mnie już szlag trafia.Co za tupet,
nawet 10 zl miesiecznie nie może zaplacic?

Mnie się wydaje ze to poprostu jest brak szacunku , chamstwo i wszystko
naraz.Te 10 zl to my na przekaz wydajemy z alimentami bo jej się nie chce
konta zalozyc.A alimenty?

Możecie mi wierzyc albo nie.Ta kobieta nawet 300 zl w miesiacu na to dziecko
nie wydaje.W ostatni weekend się przyjrzalam Gosi – ubrana w ciuchy od nas ,
buty od nas , szara cera , wory pod oczami.Zywi się tylko tostami i herbata.O
witaminach nawet nie pomarzy.O owocach , slodyczach.

A my naprawde nie mamy tyle.Ja wszystko bym oddala ale już nie mam co.

Rozmawialismy z adwokatem.Na przejecie opieki nie ma szans.Zwlaszcza ze
polepszyly się warunki mieszkaniowe dziecka.Zwlaszcza ze kuratorzy tak
podchodza do sprawy.
Mnie już rece opadly.
Wczoraj Malgosia oznajmila nam ze w lipcu siedzi caly miesiac w domu.No , bo
po co ma wyjezdzac jak my staniemy na glowie żeby cos zorganizowac?Ech........
    • mikawi Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 11:39
      właściwie nawet nie wiem co napisać, ręce i nogi opadają
      • wiola101 Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 11:49
        Konkubinko, jaki dziwny zbieg okoliczności> Nasza eks tez mieszka w Pruszkowie,
        zachowuje sie bardzo podobnie. Może to koleżanki. Tylko mi nie mów ze małgosia
        chodzi do szkoły w Pruszkowie na ul. Jasnej2 ?
        • konkubinka Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 12:04
          wiesz jest tu jeszcze ex z Pruszkowa...nie tylko nasza , tzn nie jest tylko
          next jest.
          Sluchaj , Malgosia teraz chodzi do szkoly w Warszawie ale chodzila do tej co
          piszesz przez rok .Tylko ze mamusia sie przenioslai zmienila jej szkole.Teraz
          podobno nie zamierza.Malgosia jak wspominalam jezdzi PKSem.
          A co do tego czy to kolezanki?to zalezy, bo ex nie ma ich wiele.I gustuje tylko
          w konkretnym pokroju ludzi.
    • pelaga Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 11:53
      konkubinka napisała:

      > A my naprawde nie mamy tyle.Ja wszystko bym oddala ale już nie mam co.
      >
      > Rozmawialismy z adwokatem.Na przejecie opieki nie ma szans.Zwlaszcza ze
      > polepszyly się warunki mieszkaniowe dziecka.Zwlaszcza ze kuratorzy tak
      > podchodza do sprawy.
      > Mnie już rece opadly.

      Bardzo Wam wspolczuje calej tej koszmarnej sytuacji. A najgorsze jest wlasnie
      to, ze nie ma z niej rozsadnego wyjscia sad(( Jak cos takiego czytam to mam
      wrazenie, ze jednak polskie prawo jest beznadziejne sad((

      Pozdrawiam
    • lideczka_27 Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 12:14
      konkubinko... Co ja mogę powiedzieć... Rozumiem Cię i doskonale wiem jak to
      życie wygląda... Finansowe zmiany u Was nie nastaną, gdyż eks prowadzi wobec
      Was politykę taką jak nasza - po prostu wie, że ojciec bardzo się poczuwa i
      zapewni tyle dzieciom, ile tylko może, nawet kosztem własnych potrzeb i
      umniejszania nowej rodzinie. Takie podejście "nie dasz - dziecko mieć nie
      będzie - wybieraj", jest nie do przeskoczenia (wiem, pamiętam z szarpaniny w
      sądach). Brak wyjścia, bo jak młodej nie dacie to i tak matki nie zdopinguje i
      straci tylko dziecko. Czy macie jakieś szanse na opiekę? Marniutkie.
      Musielibyście mieć kupę kasy i stalowe nerwy. Matce prawie wszystko się wybacza
      i trudno udowodnić, że matka mimo wielu błędów i zaniedbań nie kocha dziecka.
      Sąd to Wam właśnie powie...
      Żałuję Was bardzo i rady żadnej nie mam. Nie napiszę "odpuśćcie trochę", bo i
      tak się nie poddacie. Chyba pozostaje liczyć lata do uzyskania wieku przez
      dzieci, gdy już odpadnie obowiązek alimentacyjny. Wówczas będziecie wspierać
      dzieci bez udziału eksi, a cała kasa będzie szła do odpowiednich rąk. Wtedy
      dzieci będą do Was przychodzić wg własnej chęci.

      PS. Jest alternatywa! - co z granicą wieku 13 lat i samodzielnym wyborem
      dziecka na temat miejsca zamieszkania???????????????????

      pozdrawiam
      lida
      • capa_negra Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 12:24
        Tak lideczko tylko podejrzewam, że Małgosia nie zrobi tego matce - konkubinka
        nigdzie nie napisała, że Małgosia matki nie kocha...
        Może i wolałaby mieszkac z tata, ale szczerze wątpie,zeby była zdolna w tym
        wieku zrobic taki ruch.
        Może za 2 lata...kiedy będzie bardziej zbuntowana
        A moze dopiero kiedy będzie pełnoletnia i bardziej świadoma tego co sie dziejei
        przede wszystkim bardziej dojrzała i ukszytałtowana.
        Tez byłam między młotem a kowadłem

        Gdyby mi ktoś w wieku 12-13 lat powiedział, że moi rodzice sie rozwioda to
        zaryczałabym sie i nie umiała wybrac, ktore wole.
        Gdy miała 17 lat zaczeły sie pierwsze sprawy sądowe i tez byłam dośc bezwolna -
        matka załozyła ojcu sprawe o alimenty ze mna w roli świadka - mogłam nie póść,
        mogłam odmówić zeznań ...niechciałam a zeznawałam.
        Tyle tylko ( śmiech na sali) obrócilo sie to przeciw matce - ona alimentów nie
        dostała, natomiast potem mój ojciec załozył jej sprawe o alimenty i na
        podstawie moich zeznań z tamtej sprawy dostał je.
        Świadoma tak do końca kto komu co i dlaczego byłam dopiero około 20.
        Tylko, że ja tedy juz nie uznawałam mojej matki za matke
        A konkubinka nigdzie nie napisała , że kontakty matki z Małgośią są złe
        Jak dla mnie to totalny pat.
        Pozostało zagryśc zeby i czekac do momentu kiedy Małgosia zacznie decydowac o
        sobie
      • konkubinka Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 12:30
        tzn a propos tych 13 lat tez nam mecenas mowila- poczekajcie ona zrozumie,
        wybierze.
        Wcale tak nie jest.Wplyw mojej mamy na mnie byl ogromny - wzbudzala we mnie
        poczucie winy za wszystko , wybralam majac 17 lat i wcale nie tak proste to
        bylo.
        Jednak Gosia jest opuszczona przez matke w pewien sposob.Juz teraz przyjezdza i
        dzwoni do nas z wlasnej inicjatywy mysle wiec ze jak bedzie miala 13 lat to
        bedzie zostawala na noc z wlasnej checi.
        Tylko mnie juz nie o to chodzi.My nie mamy sobie nic do zarzucenia.Zawsze ja
        przyjmiemy , zawsze pomozemy.
        Tylko powiedzcie mi , co trzeba zrobic zeby matka zaczela robic cos dla niej?
        Postraszyc , zaszantazowac?Co to za matka co od najmlodszych lat uczy dziecko
        klamstwa , obludy .Nie moge , no , nie moge.....
        • capa_negra Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 12:53
          Nic nie zrobisz - to taki typ który gdy pada deszcz będzie mówił , że ktoś na
          nia pluje.... bo wszyscy są źli a ona pokrzywdzona.
          Co gorsza będzie wierzyc , że naprawde plują.
          Konkubinko ja poprostu w wielu momentach podobny do matki Małgosi typ miałam w
          domu - własna matke.
          I niestety trzeba przecierpiec i przeczekac - nie znam rozwiązania
        • lideczka_27 Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 13:20
          konkubinko, nie zrobicie nic! Myśmy też szukali sposobów na motywację, ale
          takowy nie istnieje! Pamiętaj, że przed sądem to będzie zawsze samotna matka,
          która może nie zapewnia dzieciom wszystkiego, czego potrzebują, ale pewnie nie
          może, nie daje rady, ale NA PEWNO CHCE! Słuchaj, na sprawie o wyższe alimenty
          mój mąż chciał udowodnić zainteresowanie córką, wykazać w jak wielkim stopniu
          (w sumie w całkowitym) młoda jest na utrzymaniu naszym (alimenty to taki
          dodatek do pensji eksi na nowe łaszki i komórkę). I co? I tylko sobie
          zaszkodził. Bo gdy wykazał, że wakacje, wyprawianie urodzin, prezenty dla
          dziecka, wyjścia z atrakcjami są ZAWSZE LI I JEDYNIE jednostronne (czyli że
          eksia tego nie robi), to usłyszał, że widocznie go na to stać, a samotnej matki
          nie, ale gdyby tylko mogła, to NA PEWNO by dziecku to zapewniła! Rozumiesz?
          Bicz się ukręca na własną d*** Nie było ważne, że to kosztem wyrzeczeń, NASZEJ
          wspólnej pracy było. W takich chwilach człowiek się zastanawiał - pewnie
          bardziej kalkulowało by się płacenie alimentów i żadnych ekstrasów - byłaby z
          tego podwyżka alimentów, ale na pewno i tak mniejsza niż comiesięczna kwota,
          jaka na młodą szła! Tylko co w takiej sytuacji z dzieckiem, gdy matka po prostu
          olewa i nie działa na nią żaden doping? Nic nie zrobicie konkubinko, nic! Twój
          mąż jest TYLKO ojcem...

          pozdrawiam
          lida
          • konkubinka Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 16:35
            nawet nie jest moim mezem........smile
            • jayin Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 19:11
              Konkubinko - niestety, tak jak pisały dziewczyny już - nic się nie da zrobić;/

              ja wiem - scyzoryk się w kieszeni otwiera, jak się patrzy na zaniedbywanie
              dziecka..sad ale nie zmusisz dorosłej osoby - w tym przypadku matki - zeby
              zajela sie Gosią tak, jak powinna - i jak wy bylibyscie w stanie to zrobic.

              pomijam tematyke polskich sądów i postrzegania przez nie ojców "po rozwodzie z
              matką dziecka".
              bo tu nie mam siły komentować...

              Wazne jest, ze wspieracie Malgosie i finansowo i psychicznie - dziecko to
              odczuwa. moze jeszcze ni potrafi wpelni ocenic wkladu jaki ponosi jej mama a
              jaki ponosicie wy - w jej dorastanie - ale UWIERZ - przyjdzie dzien, kiedy ona
              dorosnie, bedzie miala wlasne zdanie na ten temat i bilans nie bedzie zbyt
              pozytywny dla mamy - nawet jesli Gosia ja kocha bardziej niz tate. SERIO.
              w pewnym wieku juz oddziela sie ocenę uczuć od oceny faktycznego zachowania
              człowieka. i czasem kocha sie rodzica, chociaz potepia sie go za cos co robi, a
              co nie jest dobre.

              jedyne wyjscie - poczekac, az Gosia dorosnie. Doceni co ma docenic. Moze
              wybierze mieszkanie z tatą?

              A moze jej mamie odwidzi się uskutecznianie takich akcji??


              Wiesz, nie znam tej waszej Ex - ale BYĆ MOŻE jej zachowanie wynika nie z
              niecheci zajmowania sie corka, ktora zapewne kocha (na swoj sposob) - ale moze
              glownymmotywem jej dzialania jest "dokopanie" twojemu M?
              a ze cierpi na tym dziecko - moze usprawiedliwia sie przed soba, ze to w
              imie "wazniejszych" rzeczy - vide: wiecej alimentow, wieksza kontrola nad
              zyciem swoim i dziecka, i M...:> nie mam pojecia.

              Ale BYC MOZE jej to kiedys chociaz troche przejdzie?...

              pozdr

              Joanna

              • petrea Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 23:54
                Też cosik mi się wydaje, że to głównie chęć zemsty jest motorem działania. A
                jeśli nawet nie, to są pewnie jakieś inne irracjonalne powody, a tego
                racjonalnym zachowaniem nie zmienisz.
                Pozostaje czekać, aż Małgosia bedzie miała 13 lat. I modlić się, by dla dziecka
                nie było za późno. Mam tu na myśli jej rozwój duchowy i koszty psychiczne,
                jakie ponosi....
          • chalsia Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 17.06.04, 23:47
            Konkubinko, tylko tyle Ci mogę napisać, ze współczuję. Resztę mądrych rzeczy
            już napisano.
            Po prostu ludzie są różni. Oj, jak potwornie różni.
            Ojciec mojego synka wychodzi z założenia, że płaci alimenty (wysokie, owszem,
            ale stanowiące nie więcej niż 18% jego dochodów) i nic ponad to (w kwestii
            finansowej), bo przecież dodatkowo dla małego kupił łóżeczko, pościel, zabawki,
            etc. do siebie do domu. (Aczkolwiek był moment w przeszłości gdy na spółkę lub
            na zmianę kupowaliśmy jednorazowe "ekstrasy").
            Kiedyś jak mały miał być u niego pytał się co ewentualnie kupić, żeby nie wozić
            ode mnie i jak napisałam, by kupił kaszkę kukurydzianą, to dostałam smsa, ze
            przecież płaci alimenty i dlaczego ma w takim razie płacić podwójnie. Na wizyty
            u ojca daję kilka sztuk pampersów.
            A dziś poprosiłam eksa, by jadąc z miasta na wizytę do małego, kupił w aptece
            konkretny lek dla niego, bo chory a tu gdzie mieszkam leku nie było. Nawet to
            zrobił. Okazało się, ze leku zastosować nie mogę i głośno zastanawiam się co
            zrobić. Na co usłyszałam "12 złotych sie należy". Przecież ja bym mu sama dała,
            ale to co usłyszałam powaliło mnie z nóg.
            A pytania o stan zdrowia synka, wizyty u lekarzy nie padały nigdy .....

            Pozdrawiam,
            Chalsia

            PS. Ponad to okazało się, ze jestem złośliwa (czytaj - wredna eks), bo nie
            ustąpiłam ze swojego dnia weekendowego by synek był na chrzcie przyrodniej
            siostry - eks 10 dni przed terminem chrztu powiadomił mnie, ze chce wziąć
            małego w konkretny dzień (a miał to być akurat "mój" weekend), ale o tym , że
            chodzi o chrzest poinformował dopiero na 5 dni przed chrztem.

            PS 2. Konkubinko sorki, ze nie na temat, ale tak jakoś mi się też uzbierało na
            żale.
            • cz.wrona Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 18.06.04, 00:33
              Aniu- szczerze wspólczuje Tobie i M...
              Ale ten świat jest do d...
              A ci kuratorzy to o d...potłuc
            • konkubinka Re: Finał cz.II i ostatnia dlugiego postu 18.06.04, 09:58
              Chalsiu , nie ma zaco.Mnie tez sie w koncu zebralo zwlaszcza ze mialam rozmowe
              wczoraj z moim exem i tez mnie z nog powalil.Nie bede teraz szczegolow pisac
              ale nie radze juz sobie psychicznie z tym wszystkim poprostu.Chyba nie nadaje
              sie do zycia w tych czasach.
            • nooleczka żale 18.06.04, 15:01
              chalsia napisała:

              > PS 2. Konkubinko sorki, ze nie na temat, ale tak jakoś mi się też uzbierało

              A czy ja mogę się podłaczyc z żalami na ex?
              Po prostu wkur... mnie facet maxymalnie, więc choć tu sobie trochę ulżę.
              Dupek zjawia się u mnie po PÓŁ ROKU nie widzenia ze swoim synem (dokladnie tak,
              sześć miesięcy bez jednego dnia) na 20 min. Bla bla bla że on nie ma czasu,
              taki zapracowany jest, bo ma pracę, bo chodzi na 1 język dodatkowy (opłacany
              przez rodziców), bo chodzi na zajęcia z integracji europejskiej (opłacane przez
              rodziców) bo to bo tamto.
              Na to ja, że od 5 lat już nie ma czasu dla własnego dziecka (czyli od czasu
              rozwodu ze mną) i że ZAWSZE "coś" mu stoi na przeszkodzie. I że to nie może tak
              wyglądać, te jego wizyty, że wpada RAZ NA 6 MIESIĘCY na 20 minut (!!!). Mnie
              się po prostu w głowie nie mieści jak można tak chamsko olewać swoje własne
              dziecko, które własnorecznie spłodził (a raczej własno..... hmmsmile i wcale się
              tego nie wypiera.
              Potem moja matka zaczęła ględzić o podwyższeniu alimentów (niestety mieszkam u
              rodzicow).
              na to on: "alimenty to co najwyżej mogę obniżyć, bo Jolka (jego nowa zona) jest
              w 6 tygodniu ciąży!"
              moja matka wyskoczyła z sądem itp., facet się zjeżył
              Wkraczam ja:" Słuchaj, nie będę Cię ciągać po sądach ani podwyższać alimentów.
              Chcę tylko żebyś je płacił regularnie i w terminie. Do tej pory (a jest
              czerwiec) nie mam za maj alimentów". ( jeszcze mu się ani razu nie zdarzyło
              zapłacić ich w terminie, tylko zawsze z 3-4 tygodniowym opóźnieniem).
              A on się zaczął głupio tłumaczyć, że źle wyrok zrozumiał i myślał niby że można
              później. Poleciłam mu lekturę tegoż.

              W każdym razie od kwietnia nie dostałam ani złotówki. Ani za maj, ani za
              czerwiec szanowny pseudotatuś nie był łaskaw zapłacić ani złotówki.

              Jeszcze parę drobnych faktów: facet z zoną są na całkowitym utrzymaniu
              rodziców, z którymi mieszkają w duzym piętrowym domu. Rodzice mieszkają na
              piętrze w 5-ciu pokojach, on na dole w 3 pokojach. Rodzice płacą wszystkie
              rachunki + robią zakupy. On pracuje w ministerstwie + uczęszcza na różne kursy
              i języki, za które płacą rodzice. Więc o tzw. życie nie musi się specjalnie
              martwić, mimo to zalega mi już kilkaset zł.

              Dodam że ja TYLKO w tym miesiącu wydałam ponad 700 zł na małego, włączając
              przedszkole, logopedę, wycieczkę, zakończenie roku, kino, zoo itp.

              czy ojciec się zachowuje fair w stosunku do Michasia?

              Mi się już kończy cierpliwość. Poczekam jeszcze miesiąc. Jak nadal będzie się
              migał w taki sposób, to będę zmuszona zawołać komornika. Mi się nie przelewa.


              Pozdrawia rozzłoszczona
    • konkubinka Re: Finał cz.I - przeklejone 18.06.04, 10:03
      a tak sobie pomyslalam ze wkleje czesc pierwsza , bo akos bez sensu to zrobilam.

      "Jak pamietacie od dwoch lat walczymy w sadzie aby corka M miala normalne
      dziecinstwo – z obojgiem rodzicow – żeby ojciec mogl i żeby matka cos zaczela
      robic.Walczylismy praktycznie o kazda rzecz o to – żeby M mogl chodzic do
      szkoly na zebrania , o to , żeby mogl ja wziąć na wakacje , o to żeby mogl
      decydowac o jej edukacji , o to , żeby miala paszport , o to , żeby mogla po
      szkole uczeszczac na zajecia , o to żeby wiedziec np. na co jest
      uczulona..Jednoczesnie matka dziecka nie oferujac nic corce kladla nam klody
      pod nogi ot tak sobie.
      Przez cztery lata dziecko nie mialo meldunku – matka tlumaczyla to tym ze nie
      ma gdzie jej zameldowac ale na propozycje ze zrobi to ojciec lub jego rodzice
      nie zgadzala się.
      Zaraz po narodzinach naszej corki i po tym jak M zostal bez pracy ex wniosla
      pozew o podwyzszenie alimentow o 100 procent.
      Kiedy Malgosia była z nami w lipcu , przyjezdzala pod brame dzwonila do corki
      na komorke i kazala wychodzic do niej na ulice i naklaniala aby wrocila do
      domu a nie zostawala z nami.W tym samym czasie zlozyla w prokuraturze
      doniesienie o rzekomym pobiciu przez M.Ot tak żeby troszke kolorku nabrala
      sprawa.
      Majac corke caly sierpień trzymala ja w domu w Warszawie .
      W sprawie o wydanie paszportu odwolywala się maksymalna ilosc razy twierdzac
      ze chcemy dziecko porwac , wywiezc.
      We wrzesniu odmowila pomocy w zawozeniu dziecka na dodatkowe zajecia z
      jezyka – pomimo ze oplacilismy je i chcialismy ja wozic od czasu do czasu
      korzystajac z pomocy matki.
      W sadzie udowadniala na sile ze dziecko jest chore – mialo rzekomo krotsza
      noge , musi chodzic na rehabilitacje , cwiczenia , basen korekcyjny.Poza tym
      ma skaze bialkowa.Do tego stwierdzila ze ona tego nie zalatwi bo cyt:
      „nie będę dzwonic do przychodni na Ursynow bo strace na to wszystkie darmowe
      minuty i nie pojade tam bo benzyna jest droga””sama robie z nia cwiczenia w
      domu”
      Na wielokrotne prosby o zalatwienie skierowania do lekarza ortopedy , zebysmy
      to my mogli dziecko przebadac i zalatwic odpowiednie cwiczenia , mowila”nie
      twoja sprawa””cos jeszcze?”
      Na posiedzeniu konczacym wszystkie nasze sprawy zapadl wyrok .Od listopada
      miał być nadzor kuratora , który będzie pelnil role mediatora miedzy
      rodzicami.Co miesiac miał on skladac sprawozdanie z sytuacji.
      W kwietniu tego roku miarka się przebrala.Po kolejnej wizycie w biurze
      paszportowym i urzedzie meldunkowym dowiedzielismy się ze dziecko ma wreszcie
      meldunek , od 19 kwietnia..Adres nic nam nie mowil ale cieszylismy się bo
      wreszcie moglismy odebrac paszport dziecka – tak , bo wyrok to nie wszystko ,
      bez meldunku paszportu mieć nie mozna.Wieczorem M zadzwonil do domu do matki
      i probowal rozmawiac.Powiedzial ze chcialby wiedziec czy mała ma meldunek i
      gdzie .Ciagle jedno „nie twoja sprawa””odczep się „itp.Wiec powiedzial ze wie
      ze ma ale chce to uslyszec od niej – czy znowu zamierza wyniesc się bez
      powiadomienia?Czy może wreszcie powiedziec ojcu dziecka sama gdzie przebywa
      corka?
      NIE NIE NIE NIE NIE- ciagly opor.
      Napisalismy pismo do sadu , ze z matka dziecka nie ma mozliwosci
      porozumienia, ze kurator nie pojawil się od pol roku a miał pomagac , ze nie
      wiemy nawet kto nim jest bo odmawia nam się w sadzie informacji.Do tego
      doszla sprawa lekarza , bo o skierowanie nie moglismy się doprosic.
      M poszedl do przychodni , najpierw musial ustalic kto jest lekarzem jego
      corki.Potem musial uzyskac wglad w karte dziecka.Okazalo się w rozmowie z
      lekarka ze skierowanie do ortopedy matka wziela rowno rok temu.Przez ten rok
      NIE ZROBILA NIC!!!!M poprosil o skierowanie aktualne i okazalo się , ze mimo
      iż matka zaprzeczala w rozmowie z ojcem , pare dni wczesniej wziela
      skierowanie do ortopedy- po co?żeby ojciec nie mogl go dostac (bo
      poinformowal ja o planowanej wizycie).Lekarka wystawila duplikat z wielka
      laska ale zrozumiala sytuacje.
      Musielismy teraz wizyte zorganizowac , bo była rano.Najpierw ustalilismy z
      wychowawczynia ze mała będzie zwolniona w tym dniu z lekcji.Potem Malgosia
      oszukala matke ze idzie do szkoly wczesniej bo ma douczki.Tata zabral ja spod
      szkoly.Pewnie zapytacie jak wizyta?Otoz dziecko jest zdrowe.Ma minimalne
      plaskostopie.Matka przez rok klamala w sadzie , narazala zdrowie dziecka
      podkladajac korek do jej buta.Robila z dziecka kaleke ale PO CO??????
      No i teraz sprawa meldunku.Znajomy policjant dowiedzial się dla nas
      szczegolow.Jednak probowalismy wypytac matke – ciekawe było czy w koncu
      poinformuje ojca ze zamierza zmienic miejsce zamieszkania wraz z
      dzieckiem.Nie , opor , klamstwo , zmyslanie.
      Malgosia rozjasnila sytuacje do reszty.
      Mama kupila mieszkanie w nowym budownictwie – a wiec czekala na nie ponad
      rok.Ponieważ jest to TBS celowo nie meldowala się nigdzie bo musiala mieć
      meldunek z ostatniego miejsca gdyz to ta sama miejscowosc gdzie wybudowano
      mieszkanie.Zakazala dziecku o tym wspominac – proste – gdyby udalo się
      podwyzszyc alimenty moglaby dolozyc do mieszkania , gdybysmy dowiedzieli się
      o planach uznalibysmy ze ma kase.
      A ja wciąż nie rozumiem- dlaczego klamie?Przeciez to dobrze ze dziecko i ona
      maja mieszkanie?Czemu wciąż klamie?
      No ale nadal pozostaja zaniedbania :
      Mieszkanie , to nowe , jest w innej miejscowosci.Ona w niej pracuje dojezdza
      do pracy samochodem.
      Malgosia chodzi do szkoly w Warszawie – dojezdza i wraca sama PKS-em.Kiedy
      tylko możemy przyjezdzamy po nia , je u nas obiad , odwozimy do domu.Ale jest
      to dwa razy dalej niż było.Zadnych ustalen bo przeciez teraz wozimy ja na
      zajecia dwukrotnie dalej , prawda?No ale ojciec musi zniesc wszystko.
      Teraz już w ogole nie ma kontaktu .Nie ma telefonu w domu , matka dziecka nie
      jest obecna przy zabieraniu i odwozeniu małej.
      Jednak zdzialalismy wiele – Sad jest nam przychylny , mamy regularne
      kontakty , możemy ja zabierac kiedy chcemy bo matka i tak nie widzi , mała
      dzwoni do nas kiedy chce ze szkoly.
      Az sie nasuwa pytanie – czemu ma nie być z nami?No po co jest z matka skoro
      i tak jest sama?"



      -
      mama starszego brata(1997) i młodszej siostry(2003)
      moje gg 6604963
Pełna wersja