w slad za Felinka i ja sie chwale :)

23.06.04, 21:34
www.zycie.com.pl/listypdo.php
    • asiek25 Re: w slad za Felinka i ja sie chwale :) 23.06.04, 23:24
      Aniu, wzruszyłam się... Naprawdę...

      Dziewczyny, mozecie być z siebie dumne!!! Bo ja z Was jestem!!!
    • capa_negra Re: w slad za Felinka i ja sie chwale :) 24.06.04, 07:47
      Jestem pod wrażeniem.
      I dobrze pamiętam z wlasnej młodości jakim "dziwolagiem" byl mój ojciec,ktory
      mial opieke nad dziecmi i otrzymywal alimenty na dzieci.
      Było to cos co wielu ludziom nie mieściło sie w głowie i prawie nie mogli
      uwierzyc, że sad tym razem nie forował matki.
      Nikt tez nie wie ile nas to w sesie emocjonalnym kosztowało i ile lat trwały
      przepychanki w sadzie.
      Ale mieliśmy szczęście - tafiliśmy na mądrą kobiete - sedzinę, która nie miała
      klapek na oczach i solidarnośc jajników nie przysłaniała jej trzeźwości
      spojrzenia.
      Teraz ponad 15 lat po zakończeniu tamtych spraw dalej mamy z nia kontakt, wręcz
      przyjaźnimy sie.
      Zzyliśmy sie ze soba przez pare lat systematycznych "wizyt" w sądzie
    • mikawi Re: w slad za Felinka i ja sie chwale :) 24.06.04, 09:33
      a ja myślę że takich glosów powinno być jak najwięcej, powinno się więcej mówić
      w mediach o takich sytuacjach, o nadużyciach matek. Bo teraz facet po rozwodzie
      kojarzy się tylko z alimentami które ma płacić. I NIC wiecej.
      • konkubinka Re: w slad za Felinka i ja sie chwale :) 24.06.04, 09:59
        Aniu to napisz do nich.Albo napiszcie razem z M.Wyskrob to i pusc na adres
        podany w akcji.
        W ogole juz pisalam o tym na MACOCHACH , postarajcie sie dziewczyny dopisac cos
        do akcji.
        Ania
    • la.felina Aniu - chapeau bas ! 24.06.04, 10:16
      IMHO - napisałaś bardzo mądry, wyważony list.
      Czy myślałaś o tym by umieścić go na Samodzielnych?
      Może choć jedna z matek "handlujących" własnymi dziećmi przeczyta go ze
      zrozumieniem i przemyśli swoje postępowanie.

      Pozdrawiam serdecznie,
      F.

      • cz.wrona Re: Aniu - chapeau bas ! 24.06.04, 11:55
        Aniu- baardzo ładnie to ujęłąś.
        wink))))))))))))))))))))))))))))))
        • wiola101 Re: Aniu - chapeau bas ! 24.06.04, 11:58
          Ja niestety nie moge otworzyc tej strony a bardzo bym chciała to przeczytać .
          Czy jest jakaś inna możliwość luyb proszę o przesłanie na mój e-mail
          w.nowakowska@elanders.pl
    • jayin Re: w slad za Felinka i ja sie chwale :) 24.06.04, 12:10
      konkubinko - dobrze ujęte.

      tylko przykro jakoś się robi, że to są FAKTY, a nie teorie...uncertain
      chyba cieszę się, że nie muszę być OJCEM.
      potencjalną stroną walki o kontakty z dzieckiem...
      Brrrr....
      • konkubinka Re: tekst 24.06.04, 14:20
        no to wklejam:

        22.06.2004


        Cieszę się że uruchomiono akcję; mam nadzieję, że chociaż garstka sędziów,
        prawników reprezentujących "samotne matki" i samych matek przeczyta publikowane
        teksty i i zastanowi się czym faktycznie jest "dobro dziecka", z którym to
        określeniem tak często spotykamy się w niesprawiedliwych, stronniczych,
        nierzadko absurdalnych wyrokach.

        Mam za sobą nieudane małżeństwo. Kiedy urodziłam pierwsze dziecko - mojego
        synka, jeszcze w szpitalu obiecałam sobie i jemu, że "nigdy nie mogę
        doprowadzić do takiego braku zrozumienia; muszę słuchać swego dziecka, znać
        jego marzenia, chęci, zamiary, sprawić, żeby zawsze miał do mnie zaufanie". Mój
        syn nie kryje przede mną swych emocji: kiedy czeka na swojego tatę, skacze do
        góry, gdy wychodzimy na spotkanie z tatą - rzuca mu się na szyję. Kiedy nie ma
        taty, razem ze mną snuje plany jak spędzi kolejne spotkanie z nim lub z
        dziadkami ze strony taty.

        Bez względu na powód mojego rozstania z mężem, bez względu na to, co czuję w
        danej chwili - pozostaje on zawsze ojcem mojego syna. Gdyby nie on - nie
        miałabym dziecka, które nie jest przedmiotem, lecz istotą, którą we dwoje
        powołujemy na świat. Jest od nas w pełni zależne, nie jest natomiast
        odpowiedzialne za nasze życiowe niepowodzenia, za nasze konflikty i rozstania.
        My za to my mamy obowiązek zadbać, aby było szczęśliwe. Wielu rodziców o tym
        zapomina. W naszym kraju większość z nich stanowią matki: wstyd mi to pisać, bo
        sama jestem kobietą. Niestety, na swojej drodze spotkałam więcej dobrych ojców
        źle potraktowanych przez byłą partnerkę, sąd, inne instytucje niż
        dyskryminowanych matek. Spotykam się też często ze zdumieniem wśród ludzi -
        uważa się mnie za dziwaczkę i wyjątek, bo nie utrudniam ojcu mojego dziecka
        wykonywania jego obowiązków względem syna, bo zabiegam o ich kontakty i
        normalnie z nim rozmawiam.

        Wychowałam się w rozbitej rodzinie. Moja więź z tatą była bardzo silna. Do dziś
        pamiętam każde wspólne wakacje, święta, zabawy w domu. Pamiętam te chwile, gdy
        wracał z pracy nad ranem i cierpliwie znosił, jak zmuszałam go do zabaw o 7
        rano. Jako nastolatka zamieszkałam z tatą i jego partnerką. Doprowadziły do
        tego "samodzielność i poświęcenie", duma i pewność swoich racji mojej mamy.

        Przeświadczenie, że tylko ona wie, co dla mnie dobre, że ma zawsze rację,
        pozostało. Do dziś jestem w cieplejszych stosunkach z moim tatą i jego żoną. Do
        dziś dochodzi do konfliktów miedzy mną a mamą, która próbuje narzucić mi swój
        punkt widzenia na wychowanie dziecka. Jest bardzo dobrym człowiekiem, ale nigdy
        nie chciała naprawdę mnie poznać, nie chciała wiedzieć, jaka jestem. Wolała,
        żebym była taką, jak ona chciała. Teraz, gdy jestem dorosła, wciąż nie widzi,
        jakie błędy popełniała, a jedynie obwinia mnie za większość swych niepowodzeń
        życiowych i przerzuca za nie na mnie odpowiedzialność.

        Po rozwodzie związałam się z mężczyzną, który ma córkę z poprzedniego
        małżeństwa - Małgosię. Jej matka popełnia te same błędy, co moja. Niestety -
        nie tylko. Tak bardzo zagubiła się w walce z ojcem swej córki, że nawet nie wie
        jakie obowiązki do niej należą. Na pytanie: "Co robisz dla swojego dziecka? Co
        zrobiłaś do tej pory?" odpowiada - "wszystko", ale nie potrafi wymienić
        konkretów. Zapomina, że człowiek, którego darzy nienawiścią, jest
        współodpowiedzialny za przyjście ich dziecka na świat.

        Jak wiele praw przypisuje sobie kobieta, która świadomie odbiera dziecku ojca,
        mężczyznę pozbawia autorytetu, obraża i przedstawia w negatywnym świetle? W
        kwestii alimentów dla dziecka większość polskich matek po rozwodzie nie umie
        patrzeć na byłego męża jak na człowieka. Bezwzględnie pozbawia go nawet
        ostatniej złotówki, traktując te pieniądze nie tylko jako kwotę niezbędną na
        pokrycie potrzeb dziecka, lecz także jako źródło dodatkowego dochodu. Zdarzają
        się sytuacje, w których - zdaniem matki - lepsza dla dziecka jest opiekunka niż
        ojciec, który mógłby zaopiekować się dzieckiem. Zdarza się, że lepiej jest
        wysłać dziecko na drogie kolonie niż na wakacje z tatą.

        Jak wiele matek kreuje się na cierpiące niedostatek, poświęcające się dla
        dziecka i ogłasza to całemu otoczeniu, oczekując współczucia od ludzi bliskich,
        obcych i sądu? Ile z nich zrezygnowałoby z płaconych im alimentów na rzecz
        opieki naprzemiennej (np. tak, by ojciec przez pół miesiąca wypełniał te same
        obowiązki i ponosił te same koszty względem dziecka co ona)? Bardzo niewiele.
        Kobiety mieszkające po rozwodzie z dzieckiem zapominają o tym, że za rozpad
        związku często odpowiadają dwie strony, nie pamiętają o swych winach. Choć
        złamały człowiekowi serce i zawiodły zaufanie, każą mu płacić za własne błędy,
        obarczając odpowiedzialnością za to, że małżeństwo nie przetrwało. Jako karę
        stosują separację dziecka od ojca albo zawyżanie alimentów. Byłoby mało takich
        przypadków, gdyby nasz wymiar sprawiedliwości na to nie zezwalał.

        [...] Kiedy nasz związek był w początkowym stadium, matka dziecka wyprowadziła
        się z dotychczasowego mieszkania, zmieniła dziecku szkołę i nie poinformowała o
        niczym ojca. Potem była ciągła walka o kontakt - choćby telefoniczny. Pomimo że
        na każdym kroku staraliśmy się wykazać nadużycia władzy rodzicielskiej przez
        matkę dziecka, ona za każdym razem otrzymywała nową szansę. Sprawy w sądzie
        były absurdalne. Musieliśmy walczyć o wszystko - ustalać sądownie każde święta,
        wakacje, a nawet możliwość załatwienia pozwolenia sądowego na to, aby dziecko
        uczęszczało na zajęcia pozaszkolne (basen, lekcje języka), na wyrobienie
        paszportu, by wyjechać za granicę na urlop.

        Mimo tego, że na każdym kroku widać brak chęci współpracy ze strony matki i
        widać, że największe znaczenie ma dla niej dokuczanie jej ojcu i jego rodzinie
        kosztem wspólnego dziecka, ta kobieta wciąż pozostaje bezkarna. Jedyne co udało
        nam się wywalczyć w sądzie po trzech latach starań, to zgoda na paszport dla
        córki mojego partnera oraz dokładne sprecyzowanie, kiedy dziecko może przebywać
        z ojcem. Nawet złożone w sądzie przez matkę dziecka oświadczenie, że nie będzie
        współpracować z ojcem i konsultować decyzji dotyczących wychowania dziecka nie
        były wystarczającym dowodem na nadużycia ze strony matki.

        Dla sądów polskich jedynie matka jest "pod ochroną"; aby udowodnić jej
        zaniedbania ojciec musi stawać na głowie - zbierać dowody, świadków, tracić
        ostatnie oszczędności w sądach i u adwokatów. Dla sądu najczęściej i tak
        wystarczy parę słów i zapewnień matki, żeby jej uwierzyć. Sprawy się mnożą,
        czas mija i dziecko dorasta często bez ojca, często mając w głowie jego
        fałszywy obraz.

        I to ma być sprawiedliwość?

        Anna G., mama Bartka i Anielki, siostry Małgosi
        • darcia73 Re: tekst 24.06.04, 16:22
          konkubinka napisała:

          > Jak wiele praw przypisuje sobie kobieta, która świadomie odbiera dziecku
          ojca,
          > mężczyznę pozbawia autorytetu, obraża i przedstawia w negatywnym świetle? W
          > kwestii alimentów dla dziecka większość polskich matek po rozwodzie nie umie
          > patrzeć na byłego męża jak na człowieka. Bezwzględnie pozbawia go nawet
          > ostatniej złotówki, traktując te pieniądze nie tylko jako kwotę niezbędną na
          > pokrycie potrzeb dziecka, lecz także jako źródło dodatkowego dochodu.
          Zdarzają
          > się sytuacje, w których - zdaniem matki - lepsza dla dziecka jest opiekunka
          niż
          >
          > ojciec, który mógłby zaopiekować się dzieckiem. Zdarza się, że lepiej jest
          > wysłać dziecko na drogie kolonie niż na wakacje z tatą.
          >
          > Jak wiele matek kreuje się na cierpiące niedostatek, poświęcające się dla
          > dziecka i ogłasza to całemu otoczeniu, oczekując współczucia od ludzi
          bliskich,
          >
          > obcych i sądu? Ile z nich zrezygnowałoby z płaconych im alimentów na rzecz
          > opieki naprzemiennej (np. tak, by ojciec przez pół miesiąca wypełniał te same
          > obowiązki i ponosił te same koszty względem dziecka co ona)? Bardzo niewiele.
          > Kobiety mieszkające po rozwodzie z dzieckiem zapominają o tym, że za rozpad
          > związku często odpowiadają dwie strony, nie pamiętają o swych winach. Choć
          > złamały człowiekowi serce i zawiodły zaufanie, każą mu płacić za własne
          błędy,
          > obarczając odpowiedzialnością za to, że małżeństwo nie przetrwało. Jako karę
          > stosują separację dziecka od ojca albo zawyżanie alimentów. Byłoby mało
          takich
          > przypadków, gdyby nasz wymiar sprawiedliwości na to nie zezwalał.
          >

          Napiszę tak od serca. Poczułam się bardzo dotknięta tym atrykułem, chociaż wiem
          konkubinko, że starałaś się obiektywnie opisać całą sytuację, w jakiej się
          znalazłaś.
          Ustosunkuję się do powyżej cytowanych zdań.
          Myślę, ze jest to zbyt przesadzone twierdzenie, że sądy sa prokobiece. Ja się z
          tym w swoim przypadku nie spotkałam. Dodatkowo poznałam kilka samotnych matek,
          które naprawdę cierpia biedę bo np ojciec ich dziecka wyjechał do Stanow, ma
          wszystko gdzieś i nie płaci grosza na dziecko. Poza tym kiedy kobieta zostaje
          sama znajduje się w punkcie wyjscia w duzo trudniejszej sytuacji niż jej eks
          mąż lub jesli nie była mężatka - ojciec jej dziecka. Najczęściej zostaje
          porzucona
          i tak stje się niewygodną eks. Trudniej jej jest znaleźć partnera. Ma więcej
          obowiązkow. Moj eks zrzekł się praw rodzicielskich tylko po t by nie płacić
          alimentow. Jego nie interesuje czy jego dzicko będzie miało co jeśc i w co sie
          ubrac. Uważa, że jezeli teraz mam nowego faceta, to on przede wszystkim
          powinien troszczyć się o dobro dziecka a nie biologiczny ojciec. Biologicznemu
          ojcu należa sie same prawa. Dziecko nie powinno mowić do męża swojej matki
          tato, chociaz w niedalekiej przyszłości zostanie przysposobione. Bo moj eks
          jest zazdrosny. Ostatnio powiedział, ze ograniczam mu jego prawa, pewnie pod
          wpływem podobnego do twojego artykułu albo raczej wypowiedzi w telewizji, bo
          czytać to moj eks nigdy nie lubił. Nie pozwalam mu na nieoraniczony kontakt z
          dzieckiem. I w takiej sytuacji jaka jets teraz będę walczyc jak lwica, by te
          kontakty były przez mnie jak najbardziej kontrolowane, dopoki dziecko jest
          jeszce małe. Denerwuje mnie to, ze on się wstydzi swojego syna. Boi sie, ż
          ektos go nie zobaczył z nim na mmieście. Ale widywac chce. Na razie Przemek
          jest mały, ale gdy podrosnie co będzie? Njchhetniej uciekąlbym za granicę, zeby
          synek mógł rozmawiać, ze swoim biologicznym ojcem tylko przez telefon. Nie
          chce, by ktos go skrzywdził i zniszcył jego uczucia. Chciaąłyb wychowac Przemka
          na wrazliwego , ufnego chłopca. A jego biologiczny ojciec nie jest osoba godna
          zaufania. Jest typowym egoista, ktory mysli tylko o sobie. Jemu nie zalezy na
          kontaktach z dzieckiem, bo je kocha, tylko chce ,zeby Przemek nie mial kidys
          pretensji, ze się go wyrzekł. Ten człowiek naprawdę stoi mi kością w gardle,
          chociaz nie ma we mnie nienawiści do niego jako do człowieka. Jest niechęć jako
          do ojca mojego dziecka, ktory tak naprawde nie dba o swojego syna, tylko o
          własne samopoczucie.
          • lilith76 Re: tekst 24.06.04, 16:55
            wybacz, ale twoja wypowiedź też jest bardzo emocjonalna i subiektywna. może ten
            sukinsyn chce się trochę zmienić? uważasz, że za kilkanaście lat twój syn ci za
            to podziękuje? twoje rozgoryczenie przesłania ci interes dziecka. to wspaniale,
            że ma męski wzór osobowościowy w osobie ojczyma, ale trudno mi uwierzyć, że
            twój eks jest takim potworem.
            skoro uważa, że ograniczasz mu jego prawa rodzicielskie, uświadom mu, że oprócz
            praw są też obowiązki, a z tych się nie wywiązywał i niech najpierw zacznie
            sklejanie sytuacji od tej strony.
            mam nadzieję, że się na mnie nie wściekniesz.
            • darcia73 Re: tekst 24.06.04, 20:56
              mysle, ze moj syn bedzie sie wstydził, ze ten typ go spłodzil, tak jak ja sie
              wstydzę, ze udało mu sie mnie omotać. Najgorsze jest to, ze dostal od losu
              drugą szansę a i to moze zmarnować. Oszukuje swoja przyszła prawie zonę i
              spotyka się na boku z innymi kobietami. Oboje oszukują rodzicow narzeczonej ,
              którzy nie wiedzą, ze ich zięć miał żone i ma dziecko. Sąd pozbawił go praw
              rodzicielskich na jego wniosek a ja to poparłam. Na rozparwie stwierzdił, ze
              moj M nie wziął sobie panienki tylko babę z dzieckiem i musi nas utzrymywać.
              Sąd był zażenowany jego wypowiedziam i.ja nie moge mu zaufać i niestety jego
              kontakty z dzieckiem będą kontrolowane, a moj syn jak dorośnie sam się na nim
              pozna. KOntaktów nie ograniczę calkowicie, bo nie chce zeby dziecko go
              idealizowało, a tak juz od samego poczatku bedzie wiedziało na czym stoi i ze
              na swojego biologicznego ojca nie ma co liczyć. Ojca, który jakos nie
              interesował się nim nawet w urodziny lub przy okazji dnia dziecka. Ostatnio
              całkiem niexle zarabia, więc tsac by go było na kupienie drobnego prezentu.
              • aagacia Re: tekst 24.06.04, 21:47
                darcia, nie zrozum mnie zle ale ciesze sie ze wreszcie przejrzalas na oczy i przestalas ufac temu facetowi. niestety, trzeba sie pogodzic z tym , ze niektorzy na miano ojca nie zasluguja.najwazniejsze jest ze ty i twoj synek macie kogos bliskiego kto was kocha i chce otaczas opieka.
                pozdrawiam was serdecznie
                • darcia73 Re: tekst 24.06.04, 22:57
                  dzięki Agaciu za pokrzepiajace słowa.
                  Swoim postem chciałam przeciwstawić sie ogolnianiu. Teraz jest taka moda na
                  biednych uciskanych tatusiow, ktorym te wstrętne ex zabraniają konatktow z
                  dzieckiem. Prawdziwy ojciec te kontakty wywalczy a jego dzieci nawet nie
                  mieszkajac z nim będą wiedziały, że je kocha. Boję się, zeby przy okazji nie
                  wylać dziecka z kapielą tzn. dostrzec, ze niektorzy tatusiowie moga miec
                  negatywny wpływ na dziecko. Ale przed otoczeniem udawać będą dobrych,
                  pokrzywdzonych ojców, umniejszając z zawiści role ojczyma. A ojczymem nie jest
                  łatwo być. Wychowywać i cięzko pracowadzać na utrzymanie dzicka swojej żony. A
                  na dodatek starac sie kochac je jak swoje własne. Taki biologiczny tatus, ktory
                  nie dorosł do swojej roli, moze własnie z zawisci chcieć wprowadzać zamet do
                  normalnie funkcjonującej rodziny. I przed tym chce uchronić swoje dziecko.
                  • triss.m Re: tekst 25.06.04, 13:36
                    darcia73 napisała:

                    > dzięki Agaciu za pokrzepiajace słowa.
                    > Swoim postem chciałam przeciwstawić sie ogolnianiu. Teraz jest taka moda na
                    > biednych uciskanych tatusiow, ktorym te wstrętne ex zabraniają konatktow z
                    > dzieckiem. Prawdziwy ojciec te kontakty wywalczy a jego dzieci nawet nie
                    > mieszkajac z nim będą wiedziały, że je kocha.

                    wiesz, Darciu .. to nie moda na biednych uciskanych ojcow, to pewna odpowiedz
                    na slogany 'matki-Polki kierujacej sie zawsze dobrem dziecka' czy uogolnianiu
                    przez opinie publiczna podzialu na matke-ta dobra (z natury) i ojca-tego
                    zlego. bo tak sie niestety przyjmuje, jesli rozwod - to z winy faceta, tylko on
                    jedyny winny i trzeba mu za wszelka cene 'dokopac' .. z kazdej strony. a nie
                    zawsze te kontakty z dzieckiem ojciec jest w stanie 'sobie wywalczyc', poczytaj
                    historie na forum 'www.wstroneojca.ngo.pl'. moj kolega jest po rozwodzie,
                    kontakty ma przyznane, a dzieci widzi sporadycznie w przedszkolu czy szkole.
                    raz sie nawet przebieral za Mikolaja, zeby je zobaczyc. a ex- klopoty
                    emocjonalne i psychiczne.. ale walczy zajadle, zeby tylko dzieciaki nie mogly
                    spotykac sie normalnie z ojcem. i co, przeciez nie bedzie wyrywal dzieci z jej
                    rak? a wiezi uczuciowe miedzy nimi slabna coraz bardziej... nawet kurator nie
                    mogl nic pomoc.. ludzie sa rozni, przegiecia sa po obu stronach, ale pora chyba
                    skonczyc ze stereotypami na temat matek i ojcow po rozwodach. po pierwsze
                    powinny to dostrzec i usankcjonowac sady.
                  • jayin Re: tekst 25.06.04, 16:09
                    darcia73 napisała:

                    > Taki biologiczny tatus, ktory nie dorosł do swojej roli, moze własnie z
                    zawisci chcieć wprowadzać zamet do
                    > normalnie funkcjonującej rodziny. I przed tym chce uchronić swoje dziecko.

                    tak się czasem również niestety zdarza uncertain
                    ojciec nie mający kontaktu z dzieckiem, bo... (tutaj można podać różne powody,
                    wynikające z własnej nieprzymuszonej woli ojca, by nie widywac dziecka) - nagle
                    dostaje kopa do odwiedzania dziecka, dawania prezentów, bycia "tatusiem", tylko
                    dlatego, że na horyzoncie pojawił się nowy Ktoś dla jego Ex-żony/partnerki, kto
                    jest ojczymem dla dziecka. i biologiczny ojciec czuje się.. zagrożony. Ktos
                    wlazł na "jego teren" smile
                    ach ta męska ambicja...

                    kwestią dyskusji jest dobroczynny bądź nie - skutek takiego zachowania ojca
                    jaki dotyka dziecko.

                    czasem taki "nawrócony" ojciec faktycznie staje sie "tatą", bo coś/ktos mu
                    uzmyslawia, ze to ON jest ojcem (niech juz nawet ta ambicja i ego maja na to
                    wplyw, a co... wazne, ze działa) - a czasem takie "nawrócenia" są chwilowe i
                    potem wszystko wraca do "normy"....

                    pozdr.

                    J
              • x_slawek Re: tekst 25.06.04, 00:25
                Szkoda, że oboje krzywdzicie Twojego synka.
                Ty ziejesz nienawiścią do swojego ex i niezależnie od chęci taką postawę
                przekazujesz swojemu dziecku. Ex (nie mam prawa Ci nie wierzyć) nie dojrzał do
                obowiązków rodzica. Interesuje się nową damą. Moim zdaniem dobrze, że chce się
                spotykać z małym. Lepiej byłoby tą chęć wzmacniać i w ojcu i w synu. Faktycznie
                Przemek ma ojca!!! Twierdzisz, że nieodpowiedzialnego. Ale to jest jego ojciec i
                z takim ojcem przyjdzie mu żyć. Masz rację, że dopiero kontakty z ojcem pozwolą
                dziecku "zobaczyć na czym stoi". Jeżeli te kontakty będą kontrolowane i
                ograniczane przez Ciebie to Przemek, wcześniej, lub później, pozna się ... na
                Tobie. Jak tym sposobem chciałabyś wychować swojego syna na wrażliwego i
                ufnego chłopca?

                Obowiązek alimentacyjny istnieje i to niezależnie od tego czy ktoś ma
                ograniczone prawa rodzicielskie. Prawo do alimentów ma dziecko, a nie Ty.

                Pozwól swojemu ex wypełniać obowiązki i mieć prawa do własnego dziecka. Zaufaj
                swojemu synowi.

                x_slawek

                Dzięki konkubinko! Było tak słodko. No cóż... dzień ojca minął.
                • chalsia Sławku... 25.06.04, 07:42
                  Sugeruję byś sobie przez wyszukiwarke odnalazł posty Darci. Bo to co piszesz w
                  swoim poście (choć jak najbardziej wskazane) ni w ząb nie pasuje do sytuacji
                  Darci.
                  Pozdrwaiam,
                  Chalsia
                  • x_slawek Re: Sławku... 26.06.04, 00:43
                    Przejrzałem z grubsza. Rozumiem, że boli. Duzi ludzie mają swoje problemy. Mali
                    mają swoje. Rodzice powinni oszczędzić maluchom problemów ponad ich miarę.
                    Idealnie byłoby gdyby, niezależnie od konfliktów między sobą, dorośli potrafili
                    współpracować w wychowaniu dziecka.

                    Wychowujemy z żoną, mam nadzieję dobrze, moją córkę. Wychodzimy z założenia, że
                    kontakty z biologiczną matką są bardzo ważne. (n.p. nie do końca na temat, ale
                    warto przeczytać: www.rozterki.sylaba.pl/wychowanie/psych14.html )
                    Tymczasem mamie wygodniej jest pisać pisma do Sądu o utrudnianiu kontaktów niż
                    odwiedzić córkę. Ostatni raz dzwoniła dwa tygodnie temu, a w ciągu pół roku
                    tylko raz odwiedziła dziecko (pod naszą presją). Widziałem też, wcześniej, moją
                    córkę, która niemal fizycznie cierpiała z powodu ograniczania kontaktów ze mną.

                    Z tej perspektywy zawsze, oprócz sytuacji patologicznych, będę się buntował
                    przeciwko ograniczaniu dziecku możliwości kontaktu z obojgiem rodziców. Są złe
                    mamusie, są i źli tatusiowie. I nie w proporcjach leży problem, ale w samym
                    fakcie. Na szczęście, dla dzieci, większość jest dobra.

                    slawek
    • triss.m Re: w slad za Felinka i ja sie chwale :) 25.06.04, 13:19
      Konkubinko - madre slowa. moze w koncu cos sie zmieni w tym chorym polskim
      sadownictwie.. i w opinii publicznej tez.
      • konkubinka Re: w slad za Felinka i ja sie chwale :) 25.06.04, 15:55
        na to nie licze za bardzo , wiadomo ze do akcji prawo do ojca dolaczaja i
        czytuja zainteresowani.
        Darciu
        Wiemy ze zycie roznie sie uklada.Wszystko zalezy od charakteru , sytuacji , nie
        dotyczy moj list Twojej sytuacji i im podobnych.Wiem , ze ojcowie bywaja
        zli.Jest to jednak u nas w panstwie latwiej udowodnic nic np to ze matka jest
        nieodpowiedzialna.
        Wierz mi , ze ojcom w tym kraju ciezko jest , poczytaj moje posty z jakimi
        absurdami sie stykamy sie na codzien.
        Takich sytuacji jak Twoja jest o wiele mniej.
        Wspolczuje Ci bardzo ale pamietaj ze kazdy ma prawo do bledow.
        Moj list do Zycia napisalam z punktu widzenia doroslego dziecka takiej wlasnie
        matki przeswiadczonej o swoich racjach i nie umiejacej przyznawac sie do bledow.
        • darcia73 Re: w slad za Felinka i ja sie chwale :) 25.06.04, 17:15
          konkubinka napisała:

          >Jest to jednak u nas w państwie łatwiej udowodnić nic np to ze matka jest
          > nieodpowiedzialna.

          Droga Aniu, nie jest az tak źle. W każdej dziedzinie sądownictwa można spotkać
          się z absurdami, nie tylko w sadach rodzinnych. Zresztą w naszym kraju chyba w
          większości dziedzin życia publicznego absurdy są wszechobecne.

          I wierz mi, bardzo mi żal tatusiów, którzy pomimo swoich dobrych chęci i
          ODPOWIEDZIALNEGO podejścia do sprawy, nie mogą liczyć na kontakt z dzieckiem.
          Moj eks jest całkowicie pozbawiony praw rodzicielskich (na swoją prośbę)a moje
          dziecko może zostać przysposobione przez ojczyma i pomimo tego nie zabraniam mu
          widywać małego od czasu do czasu. Nie chce tylko, żeby niszczył nam życie i
          sial zamęt. Tym bardziej, z e jego przyszła zona chce, aby te kontakty były jak
          najrzadsze.
          Pragnęłabym, aby ojciec mojego dziecka był normalnym człowiekiem, któremu mogę
          zaufać i który odciążyłby mnie w opiece nad dzieckiem i z którym udałoby się
          wypracować wspólną politykę wychowania dziecka. Chciałabym, żeby normalnie
          płacił alimenty. Dodatkowe 200 zł w budżecie domowym to niemało. Można kupić
          dziecku buty, rower, ubranie lub opłacić przedszkole. Ale wszystko w nim jest
          na NIE. I takich przypadków jak mój jest wcale niemało, tylko ojcowie nie
          zawsze chcą być pozbawieni praw rodzicielskich. Czasami oglądam w
          dwójce „Kochaj mnie”. Nawet najbardziej zdegenerowani alkoholicy, znęcający się
          nad dzieckiem boja się stracić prawa rodzicielskie. Różne są motywy, którymi
          się kierują. Ale nie zawsze kontakt z rodzicem jest dla dziecka wskazany. I
          więcej jest złych ojców niż złych matek.
          >
          > Wspolczuje Ci bardzo ale pamietaj ze kazdy ma prawo do bledow.
          > Moj list do Zycia napisalam z punktu widzenia doroslego dziecka takiej
          wlasnie
          > matki przeswiadczonej o swoich racjach i nie umiejacej przyznawac sie do
          bledow
          > .
          Najgorsze jest kiedy samotna mama zasklepi się w swoim cierpieniu i nie
          dopuszcza glosów z zewnątrz. Patrząc po sobie myślę, ze najlepszy w takim
          przypadku jest nowy związek z odpowiedzialnym mężczyzną. Zresztą chyba ogólnie
          kobiety są stworzone do zycia w związku.
          Pozdrawiam gorąco
          • konkubinka Re: w slad za Felinka i ja sie chwale :) 25.06.04, 17:34
            Darciu nasza ex nie jest samotna z niczyjej winy tylko z wlasnego wyboru.Jest
            samotna bo uwielbia jak ludzie jej wspolczuja ale tak naprawde swietnie sobie
            radzi.
            Moja mama to czlowiek samotny poniewaz ma tak ciezki chrakter ze nie nadaje sie
            do zycia z kims.
            Niestety tego nie widzi .Ale to juz tematy na oddzielne watki.

            Twoja sytuacja jest beznadziejna - tzn ojciec dziecka to poprostu zero.
            Nie mowiac juz o jego partnerce , ktora gardze za samo to ze zyczy sobie
            jakiejs tam ilosci kontaktow.

            Pamietaj ze nie sztuka jest dac nasienie ale byc tym kto dziecko wychowa , da
            mu oparcie , milosc.Mysle ze po twoich przejsciach jezeli jestes w stanie
            myslec wlasnie tak , w miare obiektywnie (to samo dotyczy Chalsi)
            jestes warta najlepszego mezczyzny pod sloncem i jego wielkiego oddania.Tak
            samo Twoj synek.
            pozdrawiam i zycze szczescia.
            • chalsia Re: w slad za Felinka i ja sie chwale :) 25.06.04, 23:19
              Darcia napisała:
              Pragnęłabym, aby ojciec mojego dziecka był normalnym człowiekiem, któremu mogę
              zaufać i który odciążyłby mnie w opiece nad dzieckiem i z którym udałoby się
              wypracować wspólną politykę wychowania dziecka.

              I to jest moje marzenie. Niestety chyba nie do spełnienia.

              Pozdrawiam,
              Chalsia
              • konkubinka Re: w slad za Felinka i ja sie chwale :) 28.06.04, 11:08
                i moje...co prawda pewne rzeczy udalo mi sie dla syna wywalczyc ale wiem ze
                jego ojciec sam z siebie o to by nie zadbal.
                Najgorsze jest to ze jakos tak wyszlo , ze na swojej drodze spotykam samych
                egoistow , egocentrykow , ktorzy na pierwszym miejscu stawiaja SIEBIE
Pełna wersja