Dodaj do ulubionych

Pomóżcie mi nauczyć się być macochą

30.06.04, 12:28
Witam wszystkie macoszki! Czytam forum od kilku miesięcy, ale jakoś ciągle
brakowało mi odwagi aby pisać o swoich problemach, ale jak nie tu to gdzie?
Wstyd mi, bo tak naprawdę jedynym problemem w naszym „rodzinnym układzie”
jestem ja, a w porównaniu do niektórych problemów, o których piszecie, moja
sytuacja może wydawać się idealna.
O dziecku mojego M wiedziałam od samego początku naszej znajomości i wtedy
cieszyłam się, że M jest człowiekiem, który nie unika odpowiedzialności za
swoją przeszłość. Wiedziałam, że syn jest dla niego bardzo ważny, że chce
spędzać z nim czas, być obecnym w jego życiu, cieszyłam się że nie jest typem
człowieka uciekającego przed problemami.
Problem zaczął się chyba kiedy zamieszkaliśmy razem, a nasilił się po
wspólnych wakacjach.
Po prostu, najzwyczajniej w świecie zaczęłam być zazdrosna. W poprzednich
związkach zawsze byłam jedyna, zawsze na pierwszym miejscu, a teraz tym
najważniejszym mężczyzną muszę się dzielić. Czułam się strasznie ograniczona,
wydawało mi się, że to niesprawiedliwe że tak wiele mi się odbiera... nasze
pierwsze wspólne wakacje, a my nie mamy chwili sam na sam, nie ma spacerów po
plaży, kolacji we dwoje i figli w hotelowym pokoju. Pomimo, że w środku
czułam się jak rozkapryszone dziecko, zaciskałam zęby, tłumaczyłam sobie że
to ja jestem dorosła, a małemu brakuje ojca na co dzień. Ale tak to już jest,
że złe emocje choćby głęboko chowane, kiedyś muszą znaleźć ujście.
No i znalazły. Zaczęłam się izolować, nie chciałam spędzać z nimi czasu,
kiedy młody przyjeżdżał zamykałam się w drugim pokoju. Po prostu nie mogłam
na nich patrzeć. Byłam coraz bardziej rozżalona i sama się w tym żalu
utwierdzałam. A parę miesięcy temu, kiedy byłam chora, a mój M. nie potrafił
zrezygnować z weekendu z synem, zrobiłam karczemną awanturę. Wypłakałam i
wykrzyczałam wszystkie moje żale.
Że nie potrafię zaakceptować tego, że dziecko obcej kobiety mówi do mojego
męża tato, że nasze pierwsze dziecko nie będzie jego pierwszym, że musimy z
nim dzielić nasz wolny czas, że nigdy nie będziemy normalną rodziną. A potem
była dłuuuga rozmowa i oboje obiecaliśmy sobie, że będziemy bardziej zwracać
uwagę na swoje wzajemne odczucia w tej kwestii. On czasu nie cofnie, ale
postara się czasem odpuścić, zawsze pytać mnie o zdanie i zrozumieć że to co
jemu wydaje się oczywiste, dla mnie nie zawsze takie jest. Ja obiecałam, że
nie będę się izolować, że postaram się go zrozumieć i wykażę dobra wolę.
I tu dochodzę do sedna sprawy. Bo pomimo, że obiecałam z przekonaniem i
czystymi intencjami, to nie potrafię. Nagromadziło się we mnie tyle złości,
tyle złych uczuć, że nie umiem sobie z nimi poradzić, nie potrafię już być
miła, nie chce spędzać z nimi czasu, nie potrafię powstrzymać się od
kąśliwych uwag w stosunku do M. Oczywiście nigdy nie pozwoliłam sobie na
jakieś złośliwości i uwagi w stosunku do dziecka, ale wiem że młody pewnie
wyczuwa moją obojętność. Kiedy wyjeżdża jest mi wstyd, że nie umiałam znowu
wyciągnąć ręki, ale wiem że następnym razem będzie tak samo. Nie wiem jak ze
sobą walczyć, jak się przełamać? Nie chcę psuć tego co jest między nami,
kocham mojego męża i chcę żeby był szczęśliwy. Myślimy o wspólnym dziecku,
ale boję się że wtedy jeszcze bardziej będę odsuwała syna M z naszego życia.
Zastanawialiśmy się nad pomocą psychologa, ale nie bardzo wiem gdzie go
szukać, są jakieś poradnie rodzinne? Czy któraś z was korzystała kiedyś z
takiej pomocy? Dziewczyny poradźcie jak walczyc ze swoim egoizmem, jak być
dobrą macochą?!
Obserwuj wątek
    • lilith76 Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 13:23
      pamiętaj, że ty weszłaś w te sytuację z pełną świadomością jak to wszytsko
      wygląda, a dzieciak nie miał żadnego wpływu na rozstanie rodziców i wybór nowej
      partnerki ojca. niestety, to ty musisz być ta mądrzejsza i widać że starasz się
      jakoś ogarnąć sytuację.
      przypomina mi się wypowiedź na tym forum - wywalonej z niego dziewczyny - która
      twierdziła, że nigdy nie będzie macochą, bo to by ją upokarzało i chce mieć
      faceta, jego czas i miłość tylko dla siebie. szczerze pisząc, gdyby nie twoje
      kajanie i chęć zmiany sytuacji, zirytowała by mnie twoja wypowiedź. dziecka nie
      musisz kochać, strasznie lubić, wystarczy, że będziesz życzliwie obecna, ale
      zazdrość o czas ojca spędzony z dzieckiem to już infantylne, niedojrzałe. czy
      takie same awantury robiłabyś gdyby poświęcał czas waszemu wspólnemu dziecku?
      przecież wtedy też mogłabyś być z boku.
      w każdym związku trzeba się partnerem z kimś dzielić - z rodzicami, pracą,
      hobby i wymaganie wyłączności jest niemożliwe. zastanów się, czy w poprzednich
      związkach aby na prawdę miałaś faceta tylko dla siebie. może byłaś zbyt
      zaborcza?

      widzisz mój M codziennie po pracy odbiera dzieciaczki z przedszkola i siedzi z
      nimi do powrotu ich mamy z pracy. mam go dopiero po 19.00. co któryś weekend
      dzieciaki wpadają do nas i wtedy jest dużo szumu, bałaganu, tracę dostęp do
      telwizora, możliwość czytania książek. ale nigdy by mi nie przyszło do głowy,
      aby robić z tego powodu wyrzuty, albo odreagowywać na dzieciach. to było
      oczywiste, kiedy decydowałam się na takie życie.

      piszesz, że nigdy nie będziecie normalną rodziną... co dla ciebie jest normalną
      rodziną??? ty, ty, ty i TWOJE osoby. TERAZ JESTEŚCIE NORMALNĄ RODZINĄ i boli że
      nie potrafisz tego docenić.

      może po prostu zanim weszłaś w ten związek tak na prawdę nie zastanowiłaś się,
      co on za sobą pociąga i że nie będziesz już tylko TY. spróbuj rozmów z
      psychologiem, może gdzieś głęboko tkwi tego źródło - jakiś lęk, obawa przed
      samotnością, brakiem uczucia, opuszczeniem.

      gorąco ci życzę abyś to wszystko poukładała. pisz na forum jak przedstawia się
      sytuacja smile
      • ataner30 Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 13:43
        lilith pamietam ze ty niedawno dopiero poznalas dzieci swojego M. a jak dlugo
        jego znasz? Nigdy nie mialas zadnego zalu o sytuacje w jakiej sie znalazlas? Jak
        dlugo trwa taka sytuacja ze twoj M. wraca do domu dopiero po 19?
        Wydaje mi sie ze autorka tego watku kiedys myslala podobnie jak, tez byla pelna
        zapalu i dobrych mysli. Po czasie - tak jak napisala - czlowiek zaczyna w sobie
        gromadzic zale i nie pozwalaja one juz normalnie funkcjonowac.
      • kaisog Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 14:33
        Oczywiście lilith, weszłam w tę sytuację z pełną świadomością, ale niestety nie
        zawsze można przewidzieć swoje emocje. Nie mam koleżanek, które mają podobne
        związki, podobne problemy, mało jest na ten temat literatury, niewiele sie o
        tym mówi. Skąd możemy wiedzieć co tak naprawdę nas czeka? To pokazuje życie. Ja
        tego dziecka nie wychowywałam, nie patrzyłam jak rośnie, nie tuliłam do snu. Co
        więcej nie jestem przyzwyczajona do spędzania czasu z 13-letnim chłopakiem, nie
        miałam młodszego rodzeństwa i nie umiem nawiązać z nim kontaktu, nie wiem o
        czym rozmawiać. Staram się, ale czasem mam ochotę się zbuntować. Kiedy rodzi
        sie dziecko, rodzice mają czas żeby się z ta myslą oswoić, przygotować, jest
        ono oczekiwane, upragnione. Mi nagle kazano dzielić życie, wakacje, weekendy z
        kims kogo tak naprawde nie znam. Nie ma naturalnych więzi jak między rodzicem,
        a dzieckiem i wydaje mi się, że potrzeba czasu i cierpliwosci żeby takie więzi
        wypracować, nauczyc się ich. Planując dziecko mamy tysiace książek, poradników
        jak sie odnaleźć w nowej sytuacji, poza tym takie są to normalne relacje,
        których uczymy się żyjąc w społeczeństwie. Ok, nie chcę powiedzieć że taka
        rodzina nie jest normalna, ale na pewno jest inna niż większość i nikt do zycia
        w takiej właśnie rodzinie nas nie przygotowuje. Możemy tylko bazowac na swoich
        wzajemnych doświadczeniach, uczyć siebie nawzajem, nie oceniać.
        >
    • m-m-m Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 14:32
      Z uczuciami trudno walczyć, ale widzisz, miłość do dziecka to co innego niż
      miłość do partnera. Ja nie jestem zazdrosna o czas, który mój M. spędza tylko z
      synem, ale to może dlatego, że razem mieszkamy i pasierba mam na co dzień.
      Wręcz cieszę się, że oni we dwóch gdzieś razem wychodzą, bo wtedy mam czas
      tylko dla siebie. Uważam, że pasierb jest pozbawiony jednego rodzica, więc
      jedynym jego wychowawcą jest ojciec i teraz jest mu ten kontakt bardzo
      potrzebny. Pasierb kiedyś odejdzie w swój dorosły świat, a my zostaniemy we
      dwoje.
      Przez kilka lat przed poznaniem mojego M. mieszkałam sama, sama też musiałam o
      siebie zadbać, może i z tego względu nie oczekuję "rodzicielskiej" miłości od
      mojego M.
      Na pewno masz jakieś koleżanki, spróbuj się z nimi spotykać, kobiecie jest
      potrzebny kontakt z innymi kobietami, a mężczyźnie z mężczyznami.
      Świat moich panów to świat rzeczy: komputera, fotografii , filmu, stąd ich
      rozmowy o elektronice, wizyty na giełdzie komputerowej, czy fotograficznej.
      Nawet mnie namawiali, bym z nimi chodziła i pojąć nie mogli, że można nie
      interesować się "takimi fajnymi rzeczami".
      Zawsze na czas ich nieobecności w domu robię coś tylko dla siebie: np. bitą
      śmietanę (której oni nie lubią), albo robię sobie "odnowę" w łazience, a jak
      jest to dzień wolny to idę do koleżanek.
      Podejdź do spotkań Twojego M. z synem jako do czasu Tylko dla Ciebie, możesz go
      sobie sama zorganizować, a nie rozpamiętywać jakieś przejawy zazdrości.
      Popatrz, że poza Twoim M. są też inni ludzie, niebo jest niebieskie, a trawa
      zielona.
      Jeśli źle się czujesz to poczytaj coś miłego, ale nie oczekuj, by Twój M.
      rezygnował ze spotkania z synem tylko z powodu Twojej choroby (bo jak rozumiem
      nie jest poważna choroba, tylko zaziębienie).
      Wspólne dziecko to dla syna Twojego M. rodzeństwo, nie można ich izolować. Czy
      to rodzeństwo się polubi, czy nie, to ich, rodzeństawa sprawa.
      Psycholog może i by pomógł, ale lepiej spróbuj sama pomyśleć, czy to nie w
      Twoim dzieciństwie tkwią takie uczucia? Czy uczucia zazdrości towarzyszyły Ci,
      gdy byłaś mała, bo np. któreś z rodziców nie poświęciło Ci należytej uwagi?
      Czy też tej uwagi rodzielskiej było za dużo, że zawsze jej oczekujesz od innych?
      Psycholog nie da Ci recepty na szczęście, będzie drążył Twoją przeszłość, czy
      tego naprawdę chcesz?
      • pom Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 14:52
        > Przez kilka lat przed poznaniem mojego M. mieszkałam sama, sama też musiałam
        o
        > siebie zadbać, może i z tego względu nie oczekuję "rodzicielskiej" miłości od
        > mojego M.


        Bingo! Dokładnie tak! Czasem mój M miał większe wyrzuty sumienia, że musiał
        wyjechać na dwa dni, że musiał być z dziećmi (zanim zaczęły do nas przychodzić)
        niż ja czułam się smutna z tego powodu! Nawet jego rodzice się o mnie martwili
        bardziej niż ja sama.
        Bycie zosią samosią bardzo mi pomogło.
      • kaisog Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 14:53
        m-m-m napisała:

        > Ja nie jestem zazdrosna o czas, który mój M. spędza tylko z
        > synem, ale to może dlatego, że razem mieszkamy i pasierba mam na co dzień.
        > Wręcz cieszę się, że oni we dwóch gdzieś razem wychodzą, bo wtedy mam czas
        > tylko dla siebie.

        Ja niestety nie mam wtedy czasu tylko dla siebie, ponieważ mój M. uparcie
        domaga się mojego uczestnictwa w wizytach swojego syna. Nie chce spędzać czasu
        tylko z synem, ale we troje. Kończy się to zwykle tak że siedzimy naburmuszeni
        w domu, bo jeśli proponuję żeby oni wyszli gdzieś tylko we dwójkę, on twierdzi
        że skoro nie chcę iść z nimi to zostaniemy w domu wszyscy. Wiem że chce miec
        przy sobie jednocześnie dwie osoby, które kocha, ale ja nie czerpie radości z
        takich spotkań. Akceptuję to że on ma dziecko, ale nie potrafię aktywnie
        uczestniczyc w ich spotkaniach. Łatwiej byłoby mi znieść weekend w samotności
        niż we trójkę. Może kiedys to się zmieni, ale kiedy mam wrażenie że do czegos
        mnie się zmusza, rodzi to we mnie sprzeciw, nawet jesli to nieracjonalne
        • lilith76 Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 16:25
          > Ja niestety nie mam wtedy czasu tylko dla siebie, ponieważ mój M. uparcie
          > domaga się mojego uczestnictwa w wizytach swojego syna. Nie chce spędzać
          czasu
          > tylko z synem, ale we troje. Kończy się to zwykle tak że siedzimy
          naburmuszeni
          > w domu, bo jeśli proponuję żeby oni wyszli gdzieś tylko we dwójkę, on
          twierdzi
          > że skoro nie chcę iść z nimi to zostaniemy w domu wszyscy.

          warto o tym pogadać i pójść na jakiś kompromis. wytłumacz mu, że ty dla dziecka
          nie jesteś żadną atrakcją, a dla ich relacji ważne są ich indywidulane
          kontakty. raz na jakiś czas warto pobyć we trójkę, ale może rzeczywiście się
          nie zmuszaj. ty będziesz się zmuszać, dzieciak to wyczuje i zacznie ci robić na
          przekór i sytuacja jeszcze bardziej się zapętli.
        • m-m-m Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 01.07.04, 08:16
          . Łatwiej byłoby mi znieść weekend w samotności
          > niż we trójkę.

          Z tego wnoszę, że Twojemu M. zależy na zbudowaniu jakiejkolwiek więzi między
          Tobą , a pasierbem.
          Na to potzrzeba czasu. Nie wiem czemu czujesz presję rozmowy z pasierbem.
          Poobserwuj o czym rozmawia onze swoim ojcem, jak się komunikują, z czasem
          saamoistnie włączysz się do rozmowy.
          Ja też nie mam rodzeństwa, a w dalszej rodzinie były same dziewczyny, ale
          miałam koleżanki, które posiadały braci i starszych i młodszych, przebywałam z
          tymi rodzeństwami od czasu do czasu, i mogłam obserwować takich 13-letnich
          chłopców. Nie jest więc dobrym tłumaczenie, że nie jesteś przyzwyczajona do
          przebywania z chłopakiem w tym wieku, bo też na pewno kontakt z rodzeństwem
          koleżanek miałaś. Problem leży gdzie indziej: w zaakceptowaniu obecności
          dzieciaka i rezygnacji z bycia w centrum uwagi (której podstawy, jak
          przypuszczam jednak wyniosłaś z dzieciństwa).
          Z drugiej strony - pogadaj z mężem, może na poczatek będzie naprzemiennie:
          czasem jesteście we trójkę, a czasem osobno?
          Pamiętaj, że np. wspólne wakacje dla nastolatka ze "starymi" to beznadzieja.
          Dlatego dpóki pasierb jeszcze chce z Wami gdziekolwiek iść, to trzeba to
          wykorzystać do jak najlepszego poznania się. Wierz mi, ze tak naprawdę jest, bo
          mój pasierb ma lat 15 i na wieść, że miałby z nami w tym roku gdzieś jechać
          dostawał szału, odbierając to jako dowód naszego rzekomego braku zaufania wink))
          Poradzę Ci też coś: kup jakąś wspólną grę, np. chińczyka, albo warcaby. Ja to
          zrobiłam i do dziś pasierb chętnie do mnie przychodzi od czasu do czasu i gramy
          we dwójkę (mój M. nie, bo ciągle nas komentuje, ale to też oczywiście w
          żartachwink))
          Podejdź do tego trochę na luzie, potraktuj te spotakania jakby młody był kolegą
          Twojego M., który akurat przyszedł z wizytą. Chyba o kolegę M. nie byłabyś
          zazdrosna, prawda??
      • pom cd. 30.06.04, 14:43
        STAN NATURALNY
        Nie wałkuję w sobie tematu. A uzasadnienie mam nie do podważenia dla mego
        egoistycznego ja: bo on jest dla mnie najlepszy, moim najlepszym przyjecielem i
        wole jego z dziećmi niż innego bez. Koniec kropka. Poza tym poznaliśmy się
        mająć ponad 30 lat i trudno, by w tym wieku wpaść na siebie, zawsze wolnych i
        niezależnych.
        To są trudne związki, gdzie delikatne uczucia każdej ze stron są narazone na
        wiele. Pytanie: na co są narazone uczucia, kiedy jest się z niewłaściwym
        człowiekiem, samotnym albo chorym?
        Każdy związek ma swoje problemy. KAŻDY.
        Wolę mieć problemy z zachowaniem pasierbów niż np. a apodyktycznym mezem,
        małogowcem, czy być wiecznie w długach.
        A poza tym nie warto się zastanawiać nad rzeczami, na które nie ma się wpływu.

        Na pocieszenie powiem Ci, że chyba każda macocha przechodzi taki stan, smutku,
        nostalgii i żalu, że jest jak jest. Jednym lepiej to wychodzi, innym gorzej.
        Odrzuć żal, zajmij się sobą. Zaakceptuj rzeczy takimi, jakie są. Będzie Ci o
        wiele lżej.
    • mkatarynka Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 14:35
      Och, kaisog, doskonale Cię rozumiem. Jeszcze trzy lata temu odczuwałam
      DOKŁADNIE to samo co Ty. Byłam tak bardzo zazdrosna że aż bolało. Nie umiałam z
      tym zupełnie żyć. Jak pojawił się Patryk to zrobiło się jeszcze gorzej bo byłam
      zazdrosna również o niego. Teraz już jest dobrze. No, mniej więcej wink Jedziemy
      na wspólne wakacje w lipcu, chociaż od dłuższego czasu nie chciałam nawet
      słyszeć nawet o czymś takim. To będzie dla mnie ostateczna próba. Wiem, że to,
      jakie będą te wspólne wakacje zależy tylko ode mnie, od tego, czy będę umiała
      przeżyć z córką mojego męża 10 dni w jednym pokoju bez konieczności zagryzania
      zębów, z humorem i dobrą wolą.
      Daj sobie trochę czasu. Znajdź sobie jakąś odskocznię, coś co lubisz robić żeby
      zająć się tym w czasie kiedy Twój mąż jest ze swoim synem. Zobaczysz, z czasem
      wszystko będzie dobrze, tylko musisz chcieć. Tak naprawdę od Ciebie zależy jak
      ułoży sie Wasz związek. Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki!
      • aagacia Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 14:58
        przede wszystkim daj sobie prawo do wlasnych uczuc. nie zagluszaj emocji. to dobrze ze rozmaiwalas na ten temat ze swoim mezczyzna. nasze zwiazku sa trudne. na pewno trudniejsze od tych "zwyklych". bo my duzo czsciej musimy isc na kompromis, dostosowywac sie do jakis sytuacji lub poprostu godzic na rzeczy, ktore nie zawsze przychodza nam latwo. ja tez sie czasem wsciekam. o co 2tygodniowe wyjazdy 300 km od domu, oto ze tak naprawde pierwszy zabek nie jest pierwszym zabkiem a pierwszy kroczek nie jest pierwszym kroczkiem ( hehehe chociaz nasz byl i tak duzo duzo wczesniej wink ) ale staram sie. mam ulatwione zadanie bo dziecko mojego M. to naprawde zlote dziecko. ale mimo wszystko zawsze pojawiaja sie jakies problemy.

        i sprawa najwazniejsza napisalas ze to dzieckoobcej kobiety. sprobuj na to spojrzec w ten sposob: to nie dziecko obcej kobiety tylko twojego mezczyzny. kogos kogo bardzo mocno kochasz i z kim chcesz ukladac sobie zycie.

        i pamietaj o jednej bardzo waznej rzeczy, ok ktorej napisala niedawno capa_negra a ktora utkwila mi w pamieci: zeby nie zapominac jakie to
        szczęscie zyć z właściwym facetem. kazda z nas za to szczesce placi wysoka cene ale ja z kazdym dniem upewniam sie w tym ze bylo warto.
    • maxxi26 Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 16:12
      Ja niestety nie pocieszę Cię.

      Mam można by powiedzieć, prawie identyczna sytuację. Nie wiem jak u Ciebie, ale
      dziecko mojego M. jest dziełem wyboru matki dziecka i oszukania mojego M. co do
      tego, ze bierze pigułki. Okazało sie, ze chciała po prostu dziecka. Feminizm
      rozpasany (?????) Dziecko po 9 mieiącach od rozpoczęcia kontaktów... Do końca
      nawet nie wiadomo czy to aby jego (kobieta ta spogladała łaskawym okiem na
      wielu, w tym również kolegów mojego M, co mu poźniej powiedzieli). Dodam
      jeszcze, ze ta kobieta go całkowicie "olała" ponieważ juz na poczatku ciąży
      wróciła do "byłego".Nie mniej jednak mój M. facet odpowiedzialny do bólu -
      oczywiście po tym jak kobieta ta powiedziała mu, że to jego dziecko uznał je,
      spotykał się etc. Miedzy nim a tą kobieta nigdy nie było żadnych uczuć. Ale mój
      M. wyzbył się też wszelkiej nienawiści do tej kobiety. POdziwiam go za to...

      W pewnym momencie poznajemy sie. Mój M. mówi mi o sytuacji, opowiada mi że jest
      to dla niego ważne etc. Dla mnie cała sytuacja wydaje sie bezprobemowa. Myśle
      sobie - fajnie, zobaczę sobie jak to jest mieć dziecko, sama o własnych wcale
      jeszcze nie myslałam. Wyobraziłam sobie, jak to razem spędzmy miło czas - taki
      troche powrót do dzieciństwa. Zoo, wakacje, kino etc, wszystko to czego dorośli
      sami juz nie robią. Do tego moja siostra po rozwodzie, sama z dwójką dzieci,
      które uwielbiam mimo że jej byłego szczerze nie cierpię. Zaproponowałam sama
      spotkanie, spotkaliśmy sie było ok. Potem wspólne wakacje. I tak jek u Ciebie,
      zrozumiełam, ze nie jest to takie proste. Małe opowieści a mamusia, śmo i owo,
      mój M. musi, co naturalne, poświęcać mu dużo czasu i uwagi. Ja też bawie sie z
      dzieckiem, opowiadam mu bajeczki etc. Dziecko podchodzi z ufnością, daje mi
      łapkę, razem chodzimy itd. Ale we mnie pojawia się uczucie zazdrości. Do tego
      dochodzą pełne ciekawości spojrzenia i pytania obcych ludzi "kochasz je jak
      swoje" etc. POtem następne spotkanie. Jest całkiem miło. Niby sie nic nie
      dzieje, ale kłócimy sie z M. On na spacerze chodzi z dzieckiem sam (pokazujac
      mi, ze on kogoś ma, ja już nie - tak czułam oczywiście to ja ze swojego
      subiektywnego punktu widzenia). Do tego widzę potem jego maszerującą mamusię
      pod oknem domu mojego M. Wciąż mam uczucie, że gdyby mój M. miałby z czegoś
      zrezygnować, to ze mnie...

      To było ponad 2 lata temu. Od tego czasu wiele rzeczy sie zmieniło. Nieststy
      okazało się, ze te całkiem niby miłe spotkania wywarły taki wpływ na moją
      psychikę, ze przestałam spać, jeść, a jak mój M. miał jechać to cały mój
      organizm nagle odmawiał mi posłuszeństwa. On i tak jechał...

      PO wielu, wielu rozmowach okazało sie, ze i moje i jego wyobrażenia są tylko i
      wyłączne wyobrazeniami o życiu, które nie istnieje i które są niemożliwe do
      spełnienia w rzeczywiostości.

      Okazało sie też, ze jesteśmy idealnie dobraną parą, poza tym jednym małeym
      szczegółem. On zrezygnował z jakichkolwiek wymagań wobec mnie. Zrozumieł, ze
      musiałabym po prostu poświecić siebie. Udawać i zmuszać się do czegoś, co jest
      ponad moje siły. Dlatego je sie nie spotykam. Nie uczestniczę w "tym życiu".
      jest zawsze tam sam, beze mnie. Tak wybraliśmy. Na tym etapie nie umiem
      inaczej. Nie wiem co będzie potem, w przyszłości. Co mam powiedzieć swoim
      dzieciom (ewentualnym, przyszłym). NIe mam żadej recepty na życie. Raczej
      bardzo sie boję tego wszystkiego.

      Nie mogę tylko zrozumieć jak mozna tak postępić, jak ta kobieta postąpiła.
      Dlaczego tak wybrała dla swojego dziecka, ale też wielu innych osób. Mam też
      pretensje do mojego M. dlaczego sam nie zadbał o te sprawy, tylko uwierzył...
      Mimo wszystko uważam, ze niestety ta kobieta urządziła temu dziecku taki los.
      Nie poświece raczej życia dla tego co obna zgotowała. Wolałabym żeby mój M. był
      też mniej wyrozumiały.

      Bardzo dziś mi smutno. Jutro będe znów sama...

      Pozdrawiam




      o spotkania


      eby spotkać sie z dzickiem z kobietą rozmiawia bez żadnych uczuć, zdawkowymi
      zdaniemi
      • chalsia Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 16:51
        > Okazało sie też, ze jesteśmy idealnie dobraną parą, poza tym jednym małeym
        > szczegółem.

        Z większym eufemizmem chyba przez ostatnich kilka lat się nie spotkałam.

        Może to słaba pociecha, ale porównując z wieloma innymi macochami przynajmniej
        nie musisz się borykać z zazdrością o miłość do eksi, do tego, że on i ona
        przez lata się kochali, planowali przyszłość, etc, etc i dziecko było "z
        miłości".

        Pozdrawiam,
        Chalsia

        PS. Tak swoją drogą ciekawa jestem, ile o przeszłości wie moja next. No ale
        tego się nigdy nie dowiem.
        • maxxi26 Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 17:07
          chalsia napisała:

          Może to słaba pociecha, ale porównując z wieloma innymi macochami przynajmniej
          > nie musisz się borykać z zazdrością o miłość do eksi, do tego, że on i ona
          > przez lata się kochali, planowali przyszłość, etc, etc i dziecko było "z
          > miłości".

          Wydaje mi się, że taką sytuację trzeba przyjąć. To był wybór dwojga ludzi.
          Oczywiście może mi sie to tylko wydawać. A sytuacja mojego m. zawsze rodzi
          pytanie - jakim prawem ktoś może zadecydować o czyimś życiu. Myślę o tym, zeby
          zostawic to wszystko i nie mieć "takich" problemów. Czy wtedy nie będzie
          rządzić życiem mojego m. ta kobieta i wybór jakiego dokonała?



        • pom Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 17:24
          > Może to słaba pociecha, ale porównując z wieloma innymi macochami
          przynajmniej
          > nie musisz się borykać z zazdrością o miłość do eksi, do tego, że on i ona
          > przez lata się kochali, planowali przyszłość, etc, etc i dziecko było "z
          > miłości".

          Widze za to bardzo dobry przykład dla macoszek, które borykają sie z zazdrością
          o ex i tamtą wzajemną ich miłość,
          że TO, CO BYŁO LUB NIE BYŁO, NIE MA ZNACZENIA DLA MIŁOŚCI DO SAMEGO DZIECKA.

          I że z tą miłością wygasają wszystkie uczucia, choćby były ogromne.
          Mój M spotyka się z byłą przy okazji dzieci, poczętych w małżenstwie i miłości.
          I w sumie aż samą mnie to dziwi, lecz jak pragne zdrowia, nie strzyka mnie jego
          przeszłość, widuje sie z synami, z byłą rozmawia normalnie. Ja ma swoją
          przeszłość i to dość barwną, więc...
          Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy.smile
          • chalsia Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 23:18
            A co to w ogóle ma do rzeczy???? Przecież Ty nie jesteś matką swojego M.

            I co w ogóle ma do rzeczy (jeśli chodzi o Twoje tak negatywne uczucia względem
            tego dziecka i DOBREJ relacji ojciec-dziecko) fakt, że matka dziecka "wrobiła"
            Twojego M????????? Przecież to nie tego dziecka wina.
            Wszystko jedno z jakich powodów, Twój M "dał się wrobić" - nie występował o
            zaprzeczenie ojcostwa, podjął sumiennie, odpowiedzialnie i z autentycznym
            zaangażowaniem obowiązki ojca. A może on chciał mieć dziecko?

            Że co - że jakby go nie wrobiła/albo on by się odżegnał, to Ty byś teraz miała
            wymarzone życie???????
            Ja bym Ci radziła psychoterapię, serio.

            Pozdrawiam,
            Chalsia
            • maxxi26 Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 30.06.04, 23:39
              chalsia napisała:

              > A co to w ogóle ma do rzeczy???? Przecież Ty nie jesteś matką swojego M.
              >

              Ma dużo do rzeczy. Chodzi o różną ocenę w zależności od punktu odniesienia i
              sytuacji w której dana osoba się znajduje. Ale postawienie się w sytuacji innej
              niż własna jest chyba niemozliwa sad.

              A może on chciał mieć dziecko?

              Wiem na pewno, ze mój m. nigdy świadomie nie zdecydował by się z tą kobietą na
              dziecko.

              Co do rady - jasne - przydałaby sie. Ale chyba nie uda mi sie zrozumieć takigo
              postępowania.

              Oczekiwałam zrozumienia, a to zdaje sie niemożliwe. Szczególnie, ze jestem niby
              z "drugiej strony". niesamowite dla mnie jest to, że zawsze taką "mamusię" się
              rozgrzeszy z jej uczynków. Jest samotną mamusią, biedactwo. Okolicznosć, ze
              chce dziecko wyłącznie z egoistycznych pobudek (nie bycie samą, a czasami
              zdobycie źródła utrzymania) - nie znaczy nic. Fakt, najbardziej pokrzywdzone
              jest takie dziecko właśnie przez matkę. Ale to już tylko jej odpowiedzialność.
              • chalsia Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 01.07.04, 00:28
                > Oczekiwałam zrozumienia, a to zdaje sie niemożliwe. Szczególnie, ze jestem
                niby
                >
                > z "drugiej strony". niesamowite dla mnie jest to, że zawsze taką "mamusię"
                się
                > rozgrzeszy z jej uczynków. Jest samotną mamusią, biedactwo. Okolicznosć, ze
                > chce dziecko wyłącznie z egoistycznych pobudek (nie bycie samą, a czasami
                > zdobycie źródła utrzymania) - nie znaczy nic. Fakt, najbardziej pokrzywdzone
                > jest takie dziecko właśnie przez matkę. Ale to już tylko jej odpowiedzialność

                Napiszę brutalnie bo mnie już krew zalewa - co Ty pingwinisz???? O co Ci
                chodzi???? Ty masz chyba jakąś paranoję wymagającą leczenia.
                Kobieto, ja W OGÓLE się nie wypowiadam na temat matki dziecka Twojego M, bo nie
                ma i o czym/kim. Ja się w tym wątku NIE wypowiadam w sprawie samotnych matek -
                jakichkolwiek.
                Mowa w tym wątku jest tylko i wyłącznie o NEXT i ich uczuciach do dzieci. W
                moich postach również.
                Jeśli poprawi Ci to samopoczucie - proszę bardzo - też nie rozumiem, jak można
                komuś coś takiego zrobić. Tylko co to ma do rzeczy w kwestii Twoich uczuć do
                dziecka Twojego M.
                No chyba, że to taka spychologia - winić za własne problemy emocjonalne innych
                (w tym przypadku matkę dziecka).

                Pozdrawiam,
                Chalsia
                • mamaadama4 Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą do kasiog 01.07.04, 00:47
                  Zazdrośc mam juz za sobą, ale macoszę 2 chłopaka od ponad 9 lat. A bywało
                  strasznie. Na pewno jedynym sensownym wyjściem z tej sytuacji jest rozmowa z
                  twoim mężem i spokojne wyłuszczenie twoich racji. Powiedz mu, że próbując na
                  siłe tworzyc wielka szczęśliwą rodzinę robi krzywdę wam wszystkim. Musisz mieć
                  mozliwość wyboru - czyli spędzania czasu, kiedy jego syn jest u was wg własnych
                  potrzeb. Tylko warunek - nie może to odbyć sie kosztem ograniczenia wizyt
                  chłopaka u was, ty musisz miec mozliwość wyjścia. Poza tym ( a mam w domu 17 i
                  12 -latka) i wiem, że dla 13-latka bardziej interesujące jest spędzanie czasu z
                  własnym ojcem np na meczu czy wycieczce rowerowej albo z kolegami niz z macochą
                  a nawet a mamą. Spróbuj ponegocjowac z mężem. Innej drogi nie widzę.
                  Powodzenia
                • maxxi26 Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 01.07.04, 12:16
                  Szkoda komentarza z mojej strony.

                  Moje pytanie dotyczyły właśnie tej kobiety. Nie dotyczyły w ogólności next i
                  ich uczuć do dziecka. Tak się przypadkiem składa, ze odpowiedziałaś na mój post
                  a swoje odpowiedzi ograniczyłaś do moich pytań. Zdaje sie, ze nie trafiłam
                  tutaj na forum samodzielnych, tylko macoch i tak sie składa, ze mam prawo
                  wypowiadać swoja opinię co to takiej "samodzielnej".

                  Co do problemów emocjonalnych - i owszem istnieją. Co do paranoi - to raczej
                  zaprzeczę smile. Owszem winię matkę dziecka - to co zrobiła nie mieści sie w
                  granicach mojego postrzegania. Byłam również ciekawa, czy mimo takiego sposobu
                  działania w oczach innych samodzielnych nadal jest wszystko OK. I do tego
                  zmierzał mój post.

                  Łaskawie nie odpowiadaj.

                  Nie pozdrawiam.


                  • chalsia Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 01.07.04, 12:30
                    Ja właśnie do ciebie pisałam Maxxi.

                    Twój poczatkowy post przede wszystkim opisywał Twoją sytuację, a kwestia
                    stosunku do postawy matki dziecka nie wysuwała się na pierwszy plan. Jeśli
                    chciałaś uzyskąc opinię samodzielnych na temat tej kobiety, trzeba było zadać
                    pytanie na samodzielnych. A ten wątek jest poświęcony temu jak być dobrą
                    macochą, a nie eksiom.
                    Moje odpowiedzi tyczyły Twojego problemu na linii Ty-dziecko.

                    Ja Ci już napisałam, że mnie się takie postępowanie również nie podoba. Tyle
                    tylko, że ja znam tę sytuację tylko z Twojego (i to bardzo zdawkowego) opisu, a
                    Ty ją znasz od swojego męża. Czyli dość daleko od rzeczywistych zdarzeń. I
                    nawet jakby 100 tysięcy osób miało takie samo jak Ty zdanie, ani o jotę nie
                    rozwiązuje to problemu Twoich emocji i zachowania w stosunku do dziecka.

                    Sugerując psychoterapię nie miałam na myśli pracy nad zrozumieniem motywów
                    tamtej kobiety, bo to do niczego nie prowadzi, a działanie mające na celu
                    poprawę Twojego domowego układu Ty-mąż-jego dziecko.

                    Pozdrawiam,
                    Chalsia

                    Ludzie to ssaki.
              • bejbiko Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 01.07.04, 00:36
                U mnie z poczatku (do urodzenia własnego dziecka) wszystko układało sie
                wspaniale. Akceptowałam przeszłość M i bardzo lubiłam jego dziecko. Starałam
                się być jego koleżanką. Były wspólne wakacje, weekendy... To sie zmieniło.
                Czasem czułam podobnie jak Ty. Odizolowałam się. Nigdy nie zabraniałam im
                spotkań i wakacji ale wolałam, żeby spedzali je sami. Jak mały do nas
                przyjeżdzał to zawsze miałam dużo zajęć, a M nalegał, żebym ten czas poswięcała
                im. Nie chciałam. Dużo już o tym pisałam na forum. Z czasem zrozumiałam
                sytuację. Miłość do syna jest inna niż miłość do mnie. Dziecko swoja obecnością
                niczego mi nie zabiera... a wręcz przeciwnie: cały czas garnie się i do mnie, a
                kiedy M widzi, że staram sie aby było jak dawniej to prawie nosi mnie na
                rekach. Walczyłam ze sobą, walczę czasem jeszcze ale generalnie poukładałm
                sobie emocje. Ja bardzo lubie tego dzieciaka, bardzo... generalnie chodzilo mi
                o to, że tracę z naszym synem kilka ważnych momentów.. tak nie jest. Teraz wiem.
                Najważniejsze jest, żeby zrozumieć sama siebie. I to nie jest łatwe, wymaga
                czasu... a najtrudniej jest walczyć z emocjami.
                .......ostatnio sytuacja była wyprowadzona, powoli wracały dawne czasy... do
                momentu awantury o dzień ślubu (osobny watek) ..... znowu wygrały emocje

                A propo tytułu watku. Nikt Ci nie pomoże być macochą oprócz tego dziecka i
                Ciebie samej! Ja walczyłam z tym półtora roku!
                • kaisog Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 01.07.04, 11:35
                  Dziękuję Wam wszystkim za wysłuchanie i za Wasze przemyślenia, mam nadzieję, że
                  wspólnie z moim M dojdziemy do porozumienia, a wzajemna cierpliwość, dobre
                  chęci i upływ czasu nam w tym pomogą . Może kiedy sama zostanę mamą lepiej
                  zrozumiem jego uczucia i nauczę się dzielić jego miłością...
                  Cieszę się jednak, że nie muszę bić się sama z myślami, a mogę liczyć na Waszą
                  opinię, co pozwala spojrzeć na sprawy z dystansu.
                  Trzymajcie kciuki za moją rodzinkę,
                  pozdrawiam
    • lara27 Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 02.07.04, 17:18
      Droga kaisog
      Mam tą zazdrość już za sobą, ale musiało minąć sporo czasu zanim w pełni, z
      czystym sumieniem zaakceptowałam syna M, bo uważam że to było przyczną mojej
      zazdrości. Również byłam wściekła o podobne sytuacje do twoich myślałam sobie
      że byłabym w pełni szczęśliwa gdyby M nie miał dziecka. Porównywałam różne
      sytuacje codzienne do normalnej rodziny Czyli (na początku) męża i żony, że są
      dla siebie najważniejsi i nic się dla nich więcej nie liczy. To był błąd i moja
      nierealna chora obsesja. Na szczęście przez przypadek znalazłam to forum i
      dziewczyny uświadomiły mi że nigdy tak nie będzie. Wyciągnęłam wnioski i wiem
      że jestem najważniejszą kobietą dla mojego M, a to że ma dziecko i je kocha,
      troszczy się o niego znaczy że jest wpaniałym odpowiedzialnym mężczyzną i wcale
      nie jestem na drugim miejscu bo to zupełnie inna miłość do dziecka. Mój M
      bardzo również pomógł mi to zrozumieć. Oczywiście odbyło się tysiące rozmów i
      kłótni na ten temat zanim poukładaliśmy te sprawy. Teraz mogę z czystym
      sumieniem powiedzieć że ten temat i etap jest zamknięty.
      A tak na marginesie, wcale nie uważam, że będziemy normalną rodziną (być może
      jeszcze do tego nie doszłam w swoich przemyśleniach i przeżyciach) ale na dzień
      dzisiejszy uważam za normalną rodzinę tworzą mama tata i ich dzieci (oczywiście
      wspólne),którzy się w naturalny sbosób kochają, troszczą się o siebie i razem
      żyją. Natomiast w takich rodzinach jak nasze nie jest już tak naturalnie i
      podstawą, za którą uważam miłość i wszystko co się z nią wiąże zostaje
      zachwiana przez co rodzą się problemy. Otórz wiem napewno że nie pokocham syna
      mojego M jak własnego dziecka (wykluczam tu sytuacje kiedy dziecko jest
      pozbawione matki/ojca - wydaje mi się że inaczej podeszłabym do syna M ponieważ
      musiałabym zastąpić mu mamę a wówczas starałabym się być dla niego dobrą matką)
      ale jeżeli chodzi o sytuacje gdzie dla syna M nie będę nigdy mamą ponieważ ma
      już swoją mamę i ja nie mam, w tym wypadku zamiaru nią być. Wniosek z tego że
      mogę być dla niego kimś w rodzaju dobrej koleżanki. To mój M kocha swoje
      dziecko i wychowuje je razem z jego matką no i ich wpólnymi partnerami,
      ponieważ osobno spędzamy czas, każda jednostka-czyli ja i M oraz matka małego i
      jej partner).
      Podsumowując kaisog musisz sobie to wszystko sama poukładać i wtedy spojrzysz
      na swoją przyszłość i życie będzie łatwiejsze życzę powodzenia i wytrwałości.
      Ściskam serdecznie
      Lara
    • babaga Re: Pomóżcie mi nauczyć się być macochą 04.07.04, 15:57
      Czesc - glowa do góry. Każda (macocha) z nas to po trochu czuje...
      Ja też się wychowywalam w rozbitej rodzinie i wcale nie czuję się skrzywdzona przez to - czuję się
      bogatsza! Mam więcej przestrzeni w sobie dla problemów innych, tak mi się przynajmniej wydaje.
      Na pewno psycholog jest dobrym rozwiązaniem - zastanawiam się tylko czy od razu terapia rodzinna...
      Z tego, co piszesz problem masz glównie Ty...
      Zanim pójdziesz do poradni - oczytaj trochę wypowiedzi z tego forum - można się naprawdę dużo
      nauczyć. Tutaj znajdziesz wiedzę, której nie ma żaden z terapeutów - chyba, że też jest ojczymem albo
      macochą... To działa jak grupa wsparcia, tyle dziewczyn w podobnej sytuacji. To był powód dla,
      którego tu zajrzalam, bo też nie mam nikogo ze znajomych, który naprawdę rozumie z czym się
      borykam.
      Co do faceta, z którym się związałaś - pomyśl: jest już ojcem, jest doświadczony - może przez to
      bardziej dojrzały? Facetom w naszym kręgu kulturowym brakuje inicjacji - a ja uważam, że ci z
      "odzysku" są właśnie przez swoje perypetie życiowe dojrzalsi.
      Żadne baraszkowanie we dwoje na plaży czy wieczorki przy świecach nie zastąpią mądrości na co
      dzień. Bo miłe chwile przemijają szybko a pozostaje szara rzeczywistość, z którą niestety typowi faceci
      często sobie nie radzą.
      Uszy do góry, przezwycięż część egoizmu, część zachowaj jako zdrowy asertywny stosunek do świata i
      zobaczysz, że będzie dobrze (czego sobie i wszystkim życzę).

      Babaga

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka