carmella
05.07.04, 19:05
jestem tu nowa........
przegladam czasami to forum, ale jakos nie pisalam.
mieszkam od ponad pol roku z mojm facetem. w domu, gdzie mieszka jego mama.
na poczatku bylo bardzo zle, teraz jest niezle.
wlasnie przyjechal na wakacje do babci syn mojego TZ. wszyscy go ochraniaja
przed informacja o rozstaniu rodzicow (???) tzn oczywiscie on wie, ze rodzice
sie rozeszli, ale nie wiem czy ktos z nim o tym rozmawia. Rzadko tu
przyjezdza, nie wchodzi do gory do ojca (chyba ma zakaz???).
A teraz chodzi sobie po dworze, mysle ze wie, ze jakas kobieta sie u jego
ojca kreci, ale nikt nie ma odwagi mu mnie przedstawic (nawet TZ). "Tesiowa"
sie zachowuje jakby mnie nie bylo, jakbym byla jakims trutniem. Dziecko jest
tak pilnowane, zeby przez przypadek nie weszlo mi w droge (lub ja jemu).
On ma 8 lat.
Ja nie wiem, czy ja mam bezczelnie wyjsc na dwor i sie z nim przywitac. czy
czekac az babcia zmieni zdanie, albo moj Tz nabierze odwagi.
Dzis czuje sie jak powietrze, jak jakis niepotrzebny sprzet, ktory sie
zostawia w kacie.