Dodaj do ulubionych

Wspolne dziecko? Rozmyslania

10.11.12, 11:01
Borykam sie od jakiegos czasu z dylematem czy powiekszac 6-osobowego patchworka o jeszcze jedno, tym razem wspolne dziecko. Trudna sprawa, bo od strony rodzinnej wszystko super funkcjonuje - jest symetria i rownowaga sil (2 jego dzieci, 2 moja), dzieciaki bardzo sie lubia i nikt nie czuje sie zle w obecnym ukladzie i troche sie boje, czy pojawienie sie wspolnego malucha nie naruszyloby tej rownowagi. Poza tym, temu jednemu tez chyba trzeba by zalatwic towarzystwo do pary, zeby nie odstawal jako ten jedyny, co juz nie ma zadnej innej mamusi ani tatusia i dodatkowych prezentow wink, a na to jestesmy za starzy i sil na ogarniecie 6 dziecki na pewno nam nie starczy. Kolejny argument przeciw to czas - moj mezczyzna ledwie ogarnia prace, swoje dzieci, ktore mieszkaja z mama, a ktorym poswieca tez dwa popoludnia w tygodniu oprocz weekendow, i mnie (nas). Gdyby wiec zostal po raz trzeci tatusiem, to obawiam sie, ze albo starsze dzieci beda go widziec mniej, co im sie nie spodoba, albo dzidzia bedzie widywac tate kilka minut dziennie (a ja sie zarobie godzac prace z trojka malych dzieci w domu). Z drugiej strony taki stan tez nie trwalby wiecznie, starszakom (14, 11) za jakis czas tata nie bedzîe juz tak potrzebny jak teraz... Wiec z jednej strony strach, ze ten z trudem i mozolem skladany patchwork moze nam sie rypnac (wizja jeszcze wiekszego stresu, ciaglego niedoczasu, mojego mega-zmeczenia i perspektywa, ze nie bedziemy juz wcale miec czasu we dwoje, na budowanie i umacnianie naszej relacji, a to strasznie wazne dla nas), z drugiej jednak zal, bo zasadniczo chcielbysmy miec wspolne malenstwo. Czekac z decyzja nie mozemy, bo ja mam 37 lat, on 44 i wlasciwie to jest ostatni dzwonek. Nawet moja mama mi odradza dalsze potomstwo (dziecko, macie juz czworke, trzeba to jakos jeszcze wyksztalcic, zajedziesz sie na smierc!) Jakos tam sie godze z mysla, ze juz nie, tylko mi troche z tym dziwnie, ze motywy czysto pragmatyczne moglyby rozstrzygnac decyzje o powolaniu kogos do zycia albo nie. Albo moze trzeba sobie powiedziec, ze nie mozna miec wszystkiego i lepiej nie ryzykowac tej kruchej struktury, ktora wielkim wysilkiem udalo nam sie wypracowac i ktora wciaz pochlania mnostwo naszej energii? Dziewczyny, jakie sa Wasze doswiadczenia na tym polu?
Obserwuj wątek
    • buba2002 Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 10.11.12, 21:11
      Jestem ciut starsza od Ciebie. Mam syna, mój M - córkę. Dzieci odchowane. Czasem nachodziła mnie myśl, że dobrze byłoby, gdyby pojawił się jeszcze wspólny maluch. M. nie miał takich pragnień, bo i doświadczenia z tym związane były niewesołe. Jest nam ze sobą bardzo dobrze, oboje mamy siebie, wzajemne zaufanie i wsparcie, ciepły dom - to, czego przez całe życie nam brakowało. Nasze życie jest ustabilizowane, finansowo również, mamy czas dla siebie. Maluch na pewno byłby dla nas radością, ale i obowiązkiem. Trzeba byłoby przebudować całą codzienność. Mniej czasu dla siebie i naszych prawie dorosłych już dzieci. No i skąd wziąć siły... Czy damy radę? Za 7 lat będziemy zbliżać się do 50, a dziecię rozpocznie podstawówkę. Stąd decyzja - nie zapraszamy bociana. Jeśli się uprze i przyleci, strzelać nie będziemy, ale nie zapraszamy. Poinformowaliśmy o tym nasze rodziny. Mama przyznała nam rację, teściowa trochę się zmartwiła, ale również. Dzieci się pośmiały i tyle. Zapowiedzieli, że na wnuki musimy poczekać trochę. I tak jest dobrze. Decyzja była nasza, tylko nasza. To, co myśli rodzina, nie miało na nią wpływu. To jest nasze życie. Dzieci wkrótce odejdą - to prawda, już teraz są coraz bardziej zajęte sobą. Nie obawiam się pustki, samotności. Ja i mój M po prostu lubimy być razem.
      Dlaczego rozmyślając o dziecku przywołujesz opinię matki? Czyżby jej zdanie było ważniejsze niż to, co myśli partner?
      • violadamore Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 10.11.12, 23:01
        Hej, alescie sie tej mamy mojej uczepily... wink. Wspomnialam o tym, bo mnie to zaskoczylo, ze ona, prawdziwa babcia z powolania, odradzila produkcje dalszych wnuczat w trosce o dobro tej istniejacej juz rodziny. Ot i tyle. A moj partner dokladnie tak jak ja, z jednej strony chcialby, z drugiej wie, ze ciezar powiekszenia rodziny ponosic bede glownie ja (bo on wraca do domu o 20.00), wiec nie naciska i rozumie, ze to nie tak hop siup i bejbi. No i wygospodarowanie czasu dla malucha bardzo prawdopodobnie odbyloby sie kosztem albo jego dzieci, albo moim (tzn.naszym), i ten argument dziala na niego studzaco. Wracajac do mamy - mam wielki szacunek do jej zyciowej madrosci, choc nie we wszystkim miala racje. A mnie wlasnie przy temacie tak waznym jak posiadanie- lub nie - dziecka, potrzebna jest szersza perspektywa, nie tylko ta w ktorej jestem teraz, ale te, ktorych moze nie dostrzegam. Dlatego zadalam w ogole to pytanie. Nie po to, by tym "sie kierowac" , ale aby poszerzyc wlasny punkt widzenia. Buby argument z 50, kiedy dziecko pojdzie do szkoly, przemowil mi do wyobrazni, dziekuje! Masz racje, o tym tez trzeba myslec, ze nie wystarczy zdazyc dziecko urodzic, trzeba je jeszcze zdazyc wychowac..
        • buba2002 Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 11.11.12, 00:03
          Wiesz, ten argument z 50 przywołałam, bo przypomniał mi się Dawid, chłopiec, z którym bawił się mój syn dawno temu. Dawid przychodził na plac zabaw z taką młodą panią albo ze starszą. Okazało się, że młodsza to siostra, starsza to mama. Urodziła syna mając 47 lat. Nie radziła sobie z ruchliwym 7-latkiem. Sama mi powiedziała, że to z późno.
          Mnie z kolei przekonuje argument o jedynaku, który nie będzie miał w rodzinie nikogo w swoim wieku, bo rodzeństwo sporo starsze. Wychowałam jedynaka, nie z wyboru, tak mi się w życiu poukładało. Córka M nie ma rodzeństwa. I teraz co? - kolejny jedynak?
          I jeszcze... Nieobecny tata. M też długo pracuje, praktycznie do wieczora. Dla maluszka to nie argument. Taty nie ma. Jest samotna mama. Ja tak nie chcę.
          A Twoją mamę pozdrawiam. Nie czepiam się. Moja teściowa z kolei bardzo nas namawiała, ale na moje argumenty przyznała mi rację. A też matka - Polka, babcia z powołania.
          • jak.z.nut Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 11.11.12, 09:48
            Nie uważam, żeby takie dziecko było "jedynakiem" mimo posiadania starszego rodzeństwa. wszystko zależy od układów rodzinnych, jak bardzo są ze sobą związani. Jeśli jest ok to często starsze dzieci, prawie dorosłe, traktują najmłodsze dziecko jak "beniaminka" a wiek nie wpływa na to czy w przyszłości będą mogli na siebie liczyć. Mam podobne przykłady w okolicy i te najmłodsze dzieciaki tylko zyskują.
            • anula36 Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 11.11.12, 11:54
              Ja tez tak nie uwazam ze roznica wieku czyni jedynctwo, rodzenstwo przyrodnie mojej pasierbicy jest duzo od niej starsze, pol roku temu urodzily sie jej bratanice, a nigdy w zyciu nie wpadloby jej do glowy ze jest jedynaczka.
              Ja tam wciaz mam parcie na swoje dziecko, nie mam potomkow z poprzednich zwiazkow, moze po 40-tce mi przejdziesmile
              • buba2002 Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 11.11.12, 17:58
                Z jedynakami to różnie bywa, wiem. Moja mama urodziła się, gdy jej bracia byli prawie dorośli i te relacje między nimi były zawsze dość luźne. Ale to nie reguła, oczywiście. W moim przypadku to nie jest najważniejszy argument przeciwko jeszcze jednemu dziecku. Najistotniejsze jest to, co czujemy oboje, że trochę za późno.
                Anula, nie dziwi mnie, że masz parcie - gdybym nie miała swojego dziecka, też pewnie myślałabym inaczej. Chodzi o to, że ja już mogłam się zrealizować jako matka. Jestem w tym obszarze spełniona i zadowolona. Nie potrzebuję powtórki.
            • jayin Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 07.12.12, 22:45
              O, to, to... Bywa, że dużo młodsze rodzeństwo to "kosmos" dla starszaków i nie ma kontaktu, a bywa, że wręcz odwrotnie.

              W moim przypadku jest tak, że lepszy kontakt mam z moją najmłodszą siostrą (20 lat różnicy między nami), niż z młodszą (2 lata różnicy). Żadna z nas nie wie, z czego to wynika smile Z młodszą dobry kontakt załapałam dopiero jak dorosłyśmy. A z małą - teraz poważną gimnazjalistką, od początku.

              (wprawdzie nie "pochodzimy" z różnych małżeństw, tylko z jednego - ale schemat wiekowy pasuje smile

              Ale co prawda, to prawda - moja mama zostając po raz trzeci mamą w wieku lat 43 była pełna energii i optymizmu. Dzisiaj już coraz częściej narzeka, że nie ma siły i coraz częściej szuka u nas pomocy, jeśli chodzi o najmłodszą.

              --
              Forum M.
              Szanty.Art.Pl
    • karolana Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 12.11.12, 11:20
      No, nie dziwię się Twoim dylematom, ale po ostatnim tygodniu, kiedy byłam sama z 3, a potem 4 dzieci... ehhh...
      M ma dwoje, teraz jest jedno moje-nasze. I przyznam, że czasami, pomimo przeogromnej radości z maleństwa i miłości do niego, tęsknię za tym jak było, kiedy byliśmy przeważnie we dwójkę. Czasu nie ma praktycznie na nic. Wszystko opiera się na logistyce obracającej się wokół dzieci m, bo dojazdy, rehabilitacja, baseny, lekcje i inne duperele, teraz najmłodsze do żłobka i kurczaki... przychodzi godzina 21, a nam się nawet gadać ze sobą nie chce. A jeśli są tematy, to około-dzieciowe sad
      I tak sobie myślę, że 2 dzieci to max jak na moją wytrzymałość.
      Fajne są takie duże rodziny, ale przy kombinacjach moje-twoje-nasze i całej zadymie z dwoma domami... Ciężko.
      Cóż, decyzja Wasza i powinna być tylko Wasza. Ale ja bym się nie porwała.
      Pozdrowionka


      --
      "Mysle ze bez mezczyzn zycie kobiety bylo by o wiele trudniejsze,
      jesli nie niemozliwe." Waldi na FF
    • sofija_biala Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 12.11.12, 14:04
      Zaszłam w pierwszą ciążę mając tyle lat, co Ty. Chciałam kiedyś trójkę, urodziłam 1 dziecko i żadna siła nie zmusi mnie do ponownego rozmnażania.
      Późna ciąża w moim przypadku zrobiła mi nieciekawą rewolucję zdrowotną, raczej nie wszystko uda się wyleczyć. Weź też taką możliwość pod uwagę. Oraz to, że z wiekiem jesteś bardziej obciążona urodzeniem chorego dziecka albo wcześniaka, który będzie potrzebować 2x więcej wizyt u lekarzy czy rehabilitacji.
      Wiele zależy od samego dziecka, ja mam obywatela, który jadł co 2 godziny przez 5 miesięcy. Nie wiem, jak to przeżyłam, ale pamiętam jak mówiłam do siebie, że przecież to się kiedyś musi skończyć. Chłop pomagał ile zdołał, ale sam też mówił, że czuje różnicę między wcześniejszym rodzicielstwem a obecnym. Chociaż to zmęczenie okołoniemowlęce ma jedną jasną stronę - mija smile
      Chcieliśmy wspólne dziecko, chyba nawet bardziej ja chciałam, a chłop rozumiał moją potrzebę. Teraz więcej nie chcę. Wracam do pracy i jestem przeszczęśliwa, że wyrwę się wreszcie z domu. Z drugim dzieckiem organizacyjnie nie wytrzymałabym. Tym bardziej, że chłop pracuje do późna a ja mogę liczyć jedynie na doraźną pomoc w sytuacjach naprawdę podbramkowych od teściowej, która jest bardzo chętna, ale wiekowa i mocno schorowana.
      Ja dobrze rozumiem tę potrzebę "mania" jeszcze jednego dziecka. I ten żal, że za chwilę będzie już za późno. Takie dotknięcie nieodwołalnego upływu czasu. Czasem mnie takie coś tez zaboli. Ale wiem, że nie dam rady. Ani zdrowotnie, ani organizacyjnie, ani finansowo.
      • violadamore Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 12.11.12, 21:00
        Dzieki za Wasze posty i duzo madrych slow, dziewczyny. Mojemu znajomemu, ktory mial 3 dzieci z pierwszego malzenstwa (na szczescie zdazyly juz podrosnac), urodzily sie wlasnie trojaczki, hehe. Moze jednak zostaniemy przy naszej czworce wink.
        • liz-beauty Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 14.11.12, 11:01
          To moze jeszcze ja cos dopisze. Mam tyle samo lat, co Ty i dziecko niespelna roczne - jedyne i ostatnie. Zaluje i chcialabym wiecej - gdyby tylko sie dalo miec jeszcze coreczke, np piecioletnia... wink Natomiast wiem, ze nastepna ciaza by mnie juz chyba wykonczyla, a musialabym sie na nia decydowac juz - bo za chwile za pozno. Nie wyobrazam sobie, ze rodze, a moj starszak ma niecale dwa latka, nie wyobrazam sobie opieki nad poltoraroczniakiem w zaawansowanej ciazy ani poczatkow ciazy z jej wszystkimi atrakcjami i mojego ruchliwego roczniaka... Pomijam juz aspekt finansowy - siedze w domu do wrzesnia 2013 i kasy jest jakby mniej. Kregoslup boli mnie non stop od roku - czyli od konca ciazy. Ale gdybym miala o 10 lat mniej, na pewno bym sie zdecydowala na drugie.
          Nie dziwie sie, ze nie ciagnie Cie za bardzo do pieluch, skoro masz dzieci w takim wieku, ze mozna z nimi wlasciwie wszystko - wszedzie pojechac, wyslac na oboz czy do rodziny na kilka dni. Wiesz co to opieka nad malenkimi dziecmi, maz tez. U nas bylo inaczej i ja wspolnego malucha chcialam strasznie, maz bardziej ze wzgledu na mnie. No i jest, kocham go do bolu. Ale gdybym byla Toba, pewnie tez mialabym watpliwosci.
          --
          https://lb1m.lilypie.com/FYeJp1.png
    • nangaparbat3 Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 09.12.12, 04:30
      Mnie się zdaje, że rozum dobrze Ci podpowiada. Z tego co obserwuję sytuacja, kiedy rodzi sie dziecko matki z nowym partnerem jest najtrudniejsza dla jej dzieci - mlodsze rodzeństwo to zawsze jakieś wyzwanie, takie uprzywilejowane stalą obecnoscią taty - wyzwanie szczegolne.
      --
      "O Boże, gdzie lokujesz talenta!"
      • liz-beauty Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 18.12.12, 12:48
        Nie zawsze tak jest. Akurat u nas Mlody mial ojca zawsze, za to mamy malo - nie wiem, czy urodzenie przez nia mlodszego rodzenstwa mialo jakies znaczenie, moze tak, a moze nie. Dopiero fakt, ze to ja urodzilam Malego sprawil, ze Mlody tak naprawde przestal byc "jedynakiem", tzn dla ojca, bo u mamy mial rodzenstwo od zawsze, starsza siostre i mlodszego brata. Szczerze mowiac, gdyby ktos mi odradzal (albo M) posiadanie wspolnego dziecka, bo to krzywda dla pietnastolatka, to chyba bym specjalnie zaszla w ciaze blizniacza. big_grin
        --
        https://lb2m.lilypie.com/iiX0p1.png
        • edw-ina Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 18.12.12, 13:10
          Ale co to w ogóle jest za jazda, że niemowlę swoim pojawieniem się skrzywdzi nastolatka? To jakaś paranoiczna teoria z zakresu psychologii behawioralnej, czy co? Nastolatek to powinien się coraz bardziej przyzwyczajać do tego, że niedługo opuści rodzinne gniazdko, a nie płakać, bo ktoś zajął jego miejsce. Identycznie powinni podchodzić do tego rodzice. Miałam naście lat, kiedy mama związała się z ojczymem. Przez dobre dwa lata namawiałam ich na dziecko, bo po pierwsze: marzyło mi się młodsze rodzeństwo, a po drugie: myślałam, że to będzie dobre dla mamy i dla nas wszystkich. Zawsze była zbyt opiekuńcza i tak sobie myślałam, że jak już zacznę swoje życie po prostu otoczy ją jakaś pustka.
          Teraz widzę, że chłopcy M mają podobne podejście. Starszy niedługo skończy 18 lat i już zapowiedział, że za rok, najpóźniej dwa zamierza zamieszkać oddzielnie i aby planując pewne rzeczy coraz mniej brać jego pod uwagę. Wydaje mi się, że jeśli dziecko jest wychowane w stosunkowo zdrowych relacjach, nie przerzuca się na nie traum i problemów rodziców, nie upupia, to właśnie takie bardziej dorosłe stawianie sprawy jest normalne niż trauma, bo pojawia mi się młodsze rodzeństwo.
            • violadamore Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 19.12.12, 15:48
              Dziewczyny, spokojnie. Nikt tu nie powiedzial, ze nowe dziecko jest krzywda w stosunku do starszych dzieci. Chodzilo chyba raczej o to, ze pojawienie sie nowego czlonka rodziny sila rzeczy ma (albo moze miec) silniejsze reperkusje w rodzinie patchworkowej niz tradycyjnej. Materia jest deliktaniejsza i zmiana dynamiki calego ukladu moze byc bardziej odczuwalna. Co nie oznacza, ze jest to argument przeciw, tylko rzecz do rozwazenia. Dla mnie i tak decydujaca kwestia jest to, czy my w ogole fizycznie dalibysmy rade z piatka dzieci tak, aby nikogo nie zaniedbac. I co zostaloby z naszego zwiazku przy codziennej walce o przetrwanie... Bardziej chodzilo mi o to, abyscie sie podzielimy swoimi doswiadczeniami; kto mial podobny dylemat i co z tego wyniklo, albo ma identyczna sytuacje i jak to jest w siedmioro smile. Prosze przed Swietami zadnych wojen na argumenty wink
              • edw-ina Re: Wspolne dziecko? Rozmyslania 19.12.12, 18:05
                Ja się z nikim nie chcę bić na argumenty. Po prostu swego czasu nasłuchałam się masy bzdurnych teorii powtarzanych z ust do ust jako prawdy objawione i warczę na myśl o nich do tej pory. Słyszałam o tym, że pary, które się rozstały już nie powinny mieć żadnych dalszych dzieci, bo bez wątpienia skrzywdzą tym dzieci z pierwszego związku; o tym, że pierwsze dzieci są ważniejsze od pozostałych i z nimi trzeba obchodzić się inaczej, mają większe prawa itp.; a nawet o tym, że taki rozwiedziony rodzic nie powinien wiązać się z kimkolwiek nowym przynajmniej do momentu, kiedy dziecko nie założy własnej rodziny. Zresztą kilka tego typu opinii padło nawet na tym forum. Fakt, jestem na tym punkcie przewrażliwiona. Choćby dlatego, że kilka moich ciotek regularnie debatowało nad tym, kiedy ja sama zejdę na manowce, bo przecież dziecko rozwiedzionych rodziców na dzień dobry musi mieć coś nie tak z psychiką i jeszcze dzień, dwa, a to się bez wątpienia pokaże w jakiś spektakularny sposób.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka