przybyło mi dziecko:)...

12.07.04, 14:37
przybylo już "odchowane"...i od razu go pokochałam...i martwie się bardziej
niż o rodzone...i spoczywa na mnie większa odpowiedzialność....gości w naszym-
swoim domku troszke wiecej niż połowa miesiąca- szkoda, że tak
krótko...cztery dni u nas...ze dwa u Mamy- i tak zlatują miesiace...teraz są
wakacje- a ja tak cholernie tęsknie za nim.....nawet nie zauważyłam- kiedy
mną tak zawładnął...kiedy go tak pokochalma- wpier kwoczą miłoscią- a to byl
chory i chodziłam po poczekalni jak kwoczka...a to przejęłam
sie "niesprawiedliwą " panią w szkole...a to pociekly lzy- bo dostałam list i
rysunek...a to cieszyłam sie jak dziecko- bo zrobil mi śliczną paterkę w
pracowni ceramiki....jak to jest- że tak w jednej chwili mozna POKOCHACsmilesmile?
    • pysia-2 Re: przybyło mi dziecko:)... 12.07.04, 14:50
      Zazdroszcze... Az mi lzy w oczach stanely :o)
    • lideczka_27 Re: przybyło mi dziecko:)... 13.07.04, 22:10
      Wiem, jak to jest z tym poczuciem odpowiedzialności smile Człowiek nie zastanawia
      się "moje, nie moje", widzi bezradnego dzieciaka, który się lepi jak do miodu i
      rośnie w kobiecie takie malutkie "coś", czego się nawet trochę można bać, bo z
      jednej strony krzyczą "zabraniam", z drugiej "nie twój obowiązek", z
      trzeciej "to niemożliwe" a ty stoisz jak ten gamoń, próbujesz wsłuchać się w
      siebie i nazwać to jakoś... Ja nie od razu i nie wiem czy już, choć może
      właśnie tak, a ja nie zauważam? Boję się o dwoje, myślę "dzieci" a
      nie "dziecko", mówię "córka" a nie pasierbica, a pierwsze "bardzo cię kocham
      mamusiu" usłyszałam nie od mojego syna. To zasługa tych dzieci, które przyszło
      nam spotkać na swej drodze, a nie nas samych. Tak sądzę smile

      pozdrawiam
      lida
      • alfa36 Re: przybyło mi dziecko:)... 23.07.04, 00:20
        Zazdroszczę Wam. Mi tez przybyło kilka lat temu pierwsze i jedyne -dziecko m.
        Chodzę z nim do lekarza, przesiaduję nad lekcjami, podaję obiad ..., ale
        miłości w tym nie ma. Niestety.
        • lideczka_27 Re: przybyło mi dziecko:)... 23.07.04, 01:34
          Alfa, ja ostatnio trochę o tym pisałam w wątku Domali o relacji rodzina macochy-
          dzieci M.
          Często się zastanawiam nad sobą i młodą i też w tym wątku napisałam - że więź
          zależy w dużej mierze od dziecka. Jednym łatwiej się będzie opiekować, innym
          trudniej, jedno można pokochać, a inne nigdy. Charakter, wiek, okoliczności...
          to wszystko ma wielkie znaczenie w tym temacie. Nie jest powiedziane, że gdybyś
          została macochą mojej młodej, to nie poczułabyś z nią tej szczególnej więzi,
          ani ja nie mogę powiedzieć, że Twój chłopak wzbudzałby we mnie matczyne uczucia.
          Nie mogę jeszcze powiedzieć czy to miłość. Trudno mi definiować, zwłaszcza, że
          mamy zdrowe relacje w domu i nie jestem zmuszana do faworyzowania wspólnego
          syna (byłoby tak, gdyby M. bardziej zajmował się swoją córką niż młodym; pewnie
          jakiś mechanizm obrony "swojego" wtedy by mi się włączył). To sprawia, że nie
          ma różnic, sprawiedliwie traktuję dzieciaki, staram się tyle samo poświęcać im
          uwagi i czasu. Kiedyś pisałam tu, że taka różnica w postrzeganiu dzieci siedzi
          wewnątrz, nie udziela się zbytnio, nie jest widoczna. Pisałam o tym, jak
          wchodząc nocą do pokoju dzieciaków i patrząc na młodą widzę śpiącą dziewczynkę
          a patrząc na syna widzę cały świat. Wtedy zdaję sobie sprawę, że owa różnica,
          podział jednak jest, ale nie rzutuje to na nasze życie i mój stosunek do małej.
          Może lata wspólnego życia obdarują mnie tą bezinteresowną miłością matczyną,
          może nie. Zobaczymy smile

          pozdrawiam sennie
          lida
          • bejbiko Re: przybyło mi dziecko:)... 23.07.04, 11:59
            Śliczny obrazek................ przed Tobą tylko jedna wielka próba: wspólne z
            M dziecko....... jak ją przejdziesz dalej z uczuciem tej samej miłości do jego
            dziecka co teraz to jesteś jedną z niewielu wygranych.
Pełna wersja