nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat?

13.07.04, 13:54
Witam, jestem nowa na forum. Mam pytanie: ile Wy, wszystkie macoszki, macie
lat? Ja mam 28 i od prawie 4 lat jestem z M. Poznalismy sie pod koniec jego
sprawy rozwodowej. Nie mam nic wspolnego z rozpadem jego malzenstwa. Ja
jestem stanu wolnego. W przyszlym roku planujemy slub w USC, a pozniej, jesli
on dostanie uniewaznienie malzenstwa, w kosciele. Ona ma syna 8 letniego
(mieszka z matka, M widuje go 3x w tyg.), ja nie mam dzieci. Chcemy miec
wlasna wspaniala rodzine razem, dzieci, dom itd. Wszystko bylo w porzadku az
do momentu kiedy trafilam na to forum. Czytajac Wasze listy, problemy, rady
itp przestraszylam sie byc „macocha“. Chyba do tej pory nie wiedzialam co to
znaczy. Dodam ze mieszkamy w roznych miastach , dzieli nas 6godzinna podroz
samochodem i widujemy sie w co drugie weekendy, wakacje (2-3tyg urlopu) i
swieta. M stara sie jak przyjezdzam nie spotykac z synem tylko ze mna, ale
nie zawsze tez to wychodzi (utrudnienia z drugiej strony – „jak teraz go nie
wezmiesz to z nastepnym spotkaniem mozesz miec problemy“wink. Wakacyjny 1
tydzien spedzalismy zazwyczaj w trojke. Boje sie, ze jak po slubie
zamieszkamy razem wreszcie w jednym miescie (mieszkaniu) to dopiero przyjda
te wszystkie problemy, ktore Wy macie. Zniecheca mnie np. myslenie o
rozdzielnosci majatkowej (zarabiam duzo wiecej niz on), intercyzie, ciaglej
walki z jego ex, uwzglednianie jego syna w naszych planach (jeden z ostatnich
tematow: gdzie powinny siedziec dzieci na weselu rodzicow). Do tej pory tego
nie odczulam bo nie jestesmy na codzien razem, a i slub byl daleko w planach.
Bardzo M kocham i wydaje mi sie ze potrafimy sie zrozumiec we wszystkim (na
codzien dzwonimy do siebie, smsujemy, emailujemy). Mam jednak dziwne mysli,
ze jak zamieszkamy wreszcie razem to dopiero przyjda wszystkie problemy
zwiazane z tym „nie normalnym“ zwiazkiem. Boje sie tego. Stad tez mysli ze
moze jestem za mloda na taki zwiazek?! Moze Wy jestescie starsze i w
wiekszosci juz po wczesniejszych nie udanch zwiazkach? Moze ja „wolna“
powinnam sie nad tym jeszcze zastanowic?! A moze nie wszystkie te „nie
normalne“ zwiazki sa nie udane?! Moze nie wszystkie next maja takie problemy
o ktorych piszecie na formu?! A moze za duzo o tym mysle i jest zle ze czytam
to forum?!
    • pysia-2 Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 14:09
      Ludwiniu,
      jestem w Twoim wieku, stazem ze swoim M. roowniez podobnie jak Ty.
      Nasza sytuacja przed slubem tez byla podobna do Twojej... Nie wiem co Ci
      powiedziec. Jesli nie jestes do konca przekonana, nie bierz slubu. Jesli jednak
      wszystko do tej pory bylo super i nie widzialas przeszkood az do momentu
      zajrzenia na to forum, to glupio byloby rezygnowac ze swojego szczescia tylko i
      wylacznie pod wplywem innych... U Was nie musi tak byc!
      Nic wiecej madrego nie jestem w stanie wymyslic - przeciez i tak pokierujesz
      sie swoim sercem - ja tak zrobilam. A reszte trzeba potem pracowicie zbudowac.
    • jayin Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 14:19
      Ludwiniu - mówi się, że strach ma wielkie oczy smile
      Jak zaczynałam czytac to forum, to pomimo, że nie miałam żadnych problemów ze
      swoją (naszą?) sytuacją - zaczęłam mieć podobne obawy co ty - tzn. że jak nie
      teraz, to potem (odpowiednio do danych sytuacji, opisywanych przez dziewczyny
      tutaj) zacznie mnie spotykać to samo. Ale czas mija... Mija... Jestem już na
      jakimś "późniejszym" etapie rozwoju sytuacji życiowej i, niech Bozia uchowa,
      żadnych problemów nadal smile I oby tak dalej.

      Więc - wcale nie musisz mieć takich problemów, jak opisywane tutaj, TYLKO
      DLATEGO, że jesteś de nomis "Macocha". Oczywiście, nikt nie zapewni cię też
      nma 100%, że takich problemów nigdy nie będziesz miała.
      Ale takie jest życiesmile

      Popatrz przed siebie z uśmiechem.
      Życzę, żeby wszystko było OK.

      Pozdr. serdecznie i witam na forum smile

      Joanna
      • cz.wrona Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 14:26
        Ludwiniu- dam Ci bardzo mądrą radę (tak myślę !) zamieszkam z facetem przed
        ślubem. Zobaczysz wtedy, upewnisz sięw swoim postanowieniu , ze chcecie być
        razem. My tak zrobiliśy i ten "moment" doszlifowania się był.....straszny.
        Jeśli miałabym go przeżywać po ślubie to chyba bym się załamała...Po prostu
        zderzyły się 2 podobne do siebie charakterki i musiały zgrać by było oki ;-D
        A radzi ci to stara wyjadaczka- nie mająca kontaktu z synem mężą na codzień
        (podobnie jak i On)- 23 letnia (ale bez 11 dni!!) Kasia vel czarna wrona
        POzdrawiam i życzę powodzenia wink

        PS. W jakim stadium jest sprawa o stwierdzenie nieważności małżeństwa Twojego
        partnera??? U nas już w II Instancji ;-D
        • ludwinia Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 14:45
          Sprawa o stwierdzenie nieważności małżeństwa-jest dopiero zlozony wniosek, a na
          pierwsza sprawe poczekamy pewnie pare miesiecy. Dlugo trwalo dobieranie
          wlasciwych argumentow itd. Slub chcemy wziasc cywilny. Dopiero jak sprawa sie
          pomyslnie zakonczy bedzie koscielny - tak planowalismy.
          Pozdrawiam!
      • pysia-2 Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 14:26
        Wlasnie, przypominam sobie, ze kiedy zajrzalam tu poraz pierwszy, akurat byl na
        topie bardzo goracy watek, w ktoorym epitety lataly ze wszystkich stron, az sie
        kurzylo. Bylam przerazona!! Weszlam w swiat prawdziwych harpii, jak mi sie
        wtedy wydawalo. Okazalo sie, ze to tylko emocje, podsycane przez kilka
        antagonistycznych sobie stron... Jak sie wczytalam glebiej, okazalo sie, ze
        dziewczyny i fajne sa i nie wszystkie maja takie problemy, jak sie na poczatku
        wydawalo... Aaaa, i zapomnialam dodac - MI TO FORUM BARDZO POMOGLO!!!
        Uporzadkowalam sobie ten sztorm uczuc jaki w sobie nosilam :o)
    • kaisog Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 15:49
      Ja tez radzę żebyście najpierw pomieszkali trochę ze sobą, nawet nie ze względu
      na „nietypowość” tego związku, po prostu inaczej jest kiedy musicie razem
      borykać się ze zwykłą codziennością. No a kiedy tę codzienność we dwoje raz po
      raz urozmaica dziecko M, może być różnie i ja wolałam to wypróbować przed
      ślubem. I tak jak pisze cz.wrona nie zawsze było kolorowo. Zaczęliśmy mieszkać
      razem w wakacje i na samym początku mój ukochany zafundował mi cały miesiąc ze
      swoim potomkiem i tak naprawdę dopiero wtedy zrozumiałam co mnie czeka. Pomyśl
      też o tym, że będzie to duża zmiana dla dziecka, bo pomimo że Cię już zna i nie
      mieszka na stałe z tatą, będzie musiał się nim z Tobą dzielić. Nasz związek
      trwa 3 lata, od dwóch razem mieszkamy, a niedawno obchodziliśmy pierwszą
      rocznicę ślubu. I mimo że nadal targają mną mieszane uczucia jeśli chodzi o
      jego dziecko, to jestem z moim mężem szczęśliwa i wiem że to co nas łączy warte
      jest wyrzeczeń, które niestety czasem muszę ponosić. A kiedy czasem jest mi
      ciężko, to myślę sobie, że takiego go przecież pokochałam, a gdyby nie miał
      tego dziecka może nie byłby taki....
      PS. a co do pytania w temacie - 26
      • kaisog Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 16:04
        Jeszcze jedna rzecz ludwiniu!
        Wydaje mi się że w takich związkach jak nasze ważne jest aby od poczatku
        ustalić jasne reguły kontaktów z dzieckiem. Ja na poczatku dałam mężowi wolną
        rękę i po pół roku poczułam, że sytuacja wymknęła mi się spod kontroli, a każda
        próba wprowadzenia jakiegoś porządku w tych kontaktach kończyła się zarzutem w
        moim kierunku, że te kontakty prage ograniczyc. A to nie tak, chcę wiedzieć
        wczesniej który weekend spędzimy we troje i kiedy mam przygotowac obiad dla
        trzech osób. Dla mojego M to nic nieznaczące szczegóły, dla mnie swoiste
        poczucie bezpieczeństwa. Do dzisiaj walczę o to swoje "prawo", z różnym
        skutkiem. Pomyśl o tym zawczasu,
        pozdrawiam
        • ludwinia Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 16:41
          Tak wlasnie! Trafilas! Zaczynam miec juz wlasnie z tym problemy. Na poczatku
          sie w to nie wtracalam bo przeciez i tak jestem daleko i wlasciwie nie powinno
          mi to przeszkadzac. Pozniej nie podobalo mi sie to ze jak mamy okazje sie
          spotkac na 48 godz. to 12 godz. spedzalismy w trojke (i tak co 2tyg). Brakuje
          mi czasu na bycie tylko we dwoje a on ma przeciez obowiazki wobec syna. Teraz
          wakacje nasze w sierpniu-jedziemy w trojke na2tyg (jeszcze nie wiadomo gdzie)
          (do tej pory wyjezdzalismy z malym tylko na tydzien).Przypomne widujemy sie
          srednio co2tyg. Nie mozemy wyjechac tylko we dwojke bo jego obowiazki i nasze
          ograniczone urlopy. A wlasnie przez nasze prace musimy mieszkac i zyc wiekszosc
          czasu osobno, daleko od siebie.Moze powinnismy sie cieszyc ze
          te "ograniczajace" nas prace mamy i zarabiamy. I tez dlatego nie mozemy
          zamieszkac ze soba przed slubem bo kto z nas zrezygnuje z "dobrej pracy"?!
          Tylko chyba nasz wspolny potomek moze zmienic ta sytuacje - mam nadzieje ze nie
          podejrzy mojej odpowiedzi moj pracowawca. Pozdrawiam!
          • capa_negra Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 17:05
            Hymmm wychodzi na to, że jestem starsza młodziez w tym gronie , no może jest
            jeszcze kilka sztuk smile po 30 - mam prawie 37 na karku i pewnie dlatego
            problemy troche inne bo mój monsz ma dorosłe , samodzielne i pożenione dzieci

            Baardzo wcześnie zaczął sie rozmnażać smile dzieci zreszta nie pozostaly w tyle i
            jak miał tyle lat co ja teraz to go córka dziadkiem zrobiła.
            Omałocobabcia ze mnie ??? ha ha haha .

            Ludwiniu, może nie czytałam dokładnie, ale nie rozumiem dlaczego twój przyszly
            mąż unieważnia swoje małżeństwo i jego dzieci nagle stają się "panieńskimi".
            Zresztą przyznaje się bez bicia nigdy nie rozumiałam powodów dla jakich ludzie
            szukają PRETEKSTÓW do unieważnienia swojego sakramentalnego małzeństwa.
            Piszę "preteksty" bo żadko sa to faktyczne powody

            • ludwinia Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 17:25
              Malzenstwo jego od poczatku bylo "niewazne". Byli bardzo mlodzi, znali sie
              niedlugo, dziecko bylo w drodze, rodzice namawiali do slubu, otoczenie krzywo
              sie patrzylo i .... duzo jest takich przypadkow. Niektorym sie udaje. Im sie
              nie udalo. Rozstali sie bardzo szybko. Rozwod ze wzgledu na dziecko trwal
              dluzej. Syn nie pamieta zeby rodzice kiedykolwiek mieszkali razem. Dla niego ta
              sytuacja jest normalna ze mama nie mieszka z tata. Moj M. kiedys na poczatku
              znajomosci zwrocil mi uwage zeby nie nazywala matki jego syna bala jego zona bo
              on nie odczul nigdy zeby kiedykolwiek mial zone.
              Czy to nie wystarczy?! On chce miec normalna rodzine(rowniez z punktu widzenia
              kosciola). Za swoje bledy juz odpokutowal i dalej za to placi. Dziecko jego
              wcale nie jest "panstwowe" ale tzw. "nieplanowane"(nasuwa sie slowo niechciane)
              jak wszystko co wtedy zrobil. Jesli chce to naprawic to czemu nie?!
              • capa_negra Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 17:52
                ok . twoja sytuacja jest jasna
                Ale..znam ludzi, którzy zyli długo i szczęśliwie ( dopuki sie nie rozwiedli) z
                2-3 dzieci i dopiero wtedy po 15 latach zaświtała im myśl , że ich małżeństwo
                jest niewazne...
                Moja osobista teściowa jeszcze przed ślubem zadała mi pytanie czy będziemy
                unieważniac małżeństwo J. I była bardzo zdziwione, ze nie.
                A tu sytuacja jak powyżej tyle , że myśl zaświtała im po 20 latach..
    • triss.m Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 17:15
      nie czuje sie specjalnie stara gropa wink ale mam juz (?!) 32 lata i zadnych
      nieudanych zwiazkow przed, tzn byly mniej lub bardziej udane ale bez
      tzw 'przeszlosci' i obraczek w tle wink czuje sie wolna 30 wink i tez
      zastanawialam sie kiedys 'po co mi to wszystko??' jestesmy razem 2 lata,
      planujemy slub w USC. hmm, musisz zdac sobie sprawe z tego, ze syn Twojego M
      nie zniknie. teraz, mieszkacie daleko od siebie, wiec 'godzisz sie' z
      sytuacja.. a potem? tak, jak mowily dziewczyny, warto zamieszkac razem, poznac
      sie 'od kuchni'. znacie sie z synem M, jesli sie akceptujecie, to nie powinno
      byc wiekszych problemow, a ex ..coz winkniektore ex maja to do siebie, ze lubia
      o sobie przypominac od czasu do czasu, ale mozna to przezyc smilenajwazniejsze,
      byscie to Wy sie dogadywali, rozumieli i wspierali. cala reszte mozna
      poukladac. predzej lub pozniej. pozdrawiam
      • mamaadama4 Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 17:23
        To ja stara baba jestem. Własnie świerzo po 40 urodzinach. Mąz młodszy o 3,5
        roku, ale z duzymi dziećmi - 17 i 12 lat. Macocha od 9,5 roku.
        Ja ci chyba radzic nie powinnam, bo okazuje się, ze moje umiejętności macosze i
        te dotyczące wzajemnych układów są o kant d..... rozbić. Nie da się przewidzieć
        wielu rzeczy, wiele wychodzi dopiero w trakcie. Nawet jak się wszystko ustali i
        dopnie na ostatni guzik to i tak rzeczywistość to weryfikuje. Co nie oznacza,
        że od facetów posiadających dzieci nalezy uciekac, ale trzeba mieć świadomość,
        że twoje zycie nie będzie zależało tylko od ciebie i twojego męża. Bo powoli
        dochodzę do wniosku, że dzieci partnera, które ma z poprzedniego związku nie są
        na statusie dzieci w rodzinie ale tworzą hybrydę o nieustalonym statusie.
    • chalsia Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 17:30
      Ja tak zupełnie abstrahując od kwestii "zostania macochą".
      Bałabym się (i nie chciałabym) wychodzić za mąż za faceta, z którym jestem
      tylko "wywrywkowo" - tak jak Ty. Pomijając kwestię dziecka - Ty nie masz
      ZIELONEGO pojęcia, co to znaczy BYĆ razem czyli razem mieszkać, dzielić
      codzienne obowiązki, borykać się z codziennością i rutyną. W dodatku z TYM
      właśnie mężczyzną. Tak naprawdę Wy nigdy nie wyszliście po za fazę randek i
      wspólnych sporadycznych wakacji.
      Za wszelką cenę (nawet bezpłatnego urlopu w firmie na 3 miesiące)
      doprowadziłabym do wspólnego mieszkania przez jakiś czas. Dopiero potem
      podejmowałabym decyzję. Bo ważniejsze jest czy i jak Ci się będzie układało z
      tym człowiekiem. Jeśli dobrze, to i kwestia macochowania nabierze innej
      perspektywy (mniej groźnej).

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • pysia-2 Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 14.07.04, 10:23
        Dokladnie. My tak zrobilismy z moim obecnym mezem. Mieszkalismy razem chyba
        ponad ro (juz mi sie daty pomylily). Tylko ze moje przeprowadzka do niego
        zbiegla sie z moja utrata pracy. I tak nie mialam juz nic do stracenia.
        Faktycznie - to zupelnie co innego dojezdzac raz na tydzien czy na dwa
        tygodnie, a co innego dzielic razem zycie, gospodarstwo, problemy, finanse....
        My docieralismy sie cholernie dlugo po wspoolnym zamieszkaniu. Zreszta do dzis
        sie docieramy (wiele jeszcze zasad zostalo do ustalenia)
    • carmella Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 18:15
      ja mam tyle lat co ty i nie uwazam sie za mloda na TAKI zwiazek !! mieszkamy
      razem juz pol roku. zycie zrobilo mi prezent w postaci szefa, ktory mnie
      zwolnil z poprzedniej firmy i spokojnie moglam sie do TZaa przeprowadzic. Wiemy
      juz, ze dalejmy rade z soba mieszkac smile Dopiero teraz poznalam jego syna (tez 8
      lat) i mysle, ze juz sie zacznie ukladac.
    • domali Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 21:23
      No cóż, ja jestem z tych młodszych 'macoch', mam niecałe 23 lata. Od 2,5 roku
      jestem żoną mojego męża smile, a macochą nie tylko z nazwy od 3,5 tygodnia (bo
      dopiero teraz poznałam synka mojego męża, również ośmiolatka).
      Wydaje mi się trafne to, co już zostało napisane: że powinniście zamieszkać
      razem, zanim podejmiecie decyzję o ślubie.
      Poznasz całą sytuację 'na codzień', nie tylko jesli chodzi o 'macochowe'
      sprawy, ale też gdy idzie o zwykłe życie.
      No i to, na co zwróciła już któraś z dziewczyn uwagę - dla świętego spokoju
      pewne sprawy trzeba ustalić na wstępie. Chociażby zasady spotkań z dzieckiem
      (czy w Twojej obecności, kiedy, co z wakacjami itd).
      A że dziecko w dużej części planów trzeba będzie brać pod uwagę - to jest coś,
      z czym musisz się pogodzić, jeśli chcesz, żeby się Wam ułożyło.
    • mkatarynka Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 22:18
      Musiałam się mocno zastanowić nad odpowiedzią na to pytanie. Zawsze mnie
      zaskakuje i nigdy nie pamiętam ile ja mam właściwie lat. A jak już sobie
      przypomnę to dziwię się, że tak dużo wink Zawsze tak jest!
      Mam 34 lata. Mój mąż cztery lata więcej. Ma córkę, 15-letnią Olgę. Teraz już
      jest dobrze, choc były naprawdę trudne momenty. Poprawiło się zdecydowanie
      wtedy jak zaczęłyśmy się tutaj spotykać smile (dzięki dziewczyny za to - to forum
      odegrało ogromną rolę w moim życiu) . Ostatnio pogadałam sobie z Olgą na gg o
      problemach młodzieży - rodzice nie chcą jej puścić z chłopakiem na Mazury. Mam
      wprawkę bo moje własne dzieci malutkie i do takich problemów jeszcze daleko smile.
      Co do Twojej sytuacji to całkowicie zgadzam się z poglądem Chalsi. Zupełnie
      abstrahując od kwestii syna Twojego M. powinniście razem zamieszkać zanim się
      pobierzecie. Najlepiej przez rok bo trzy miesiące to moim zdaniem mało. BTW ja
      poślubiłam mojego obecnego M po trzech miesiącach ZNAJOMOŚCI. Tyleż samo
      mieszkaliśmy razem - zamieszkaliśmy razem jakieś trzy dni po zawarciu
      znajomości smile Ale my jesteśmy wyjątkiem potwierdzającym regułę wink
      Pozdrawiam serdecznie i witam na forum smile
      • lideczka_27 Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 23:23
        mkatarynka napisała:

        zamieszkaliśmy razem jakieś trzy dni po zawarciu
        > znajomości smile

        Witamy w klubie wink))))))))))

        >Ale my jesteśmy wyjątkiem potwierdzającym regułę wink

        I my, i my i my!!! wink))))))))

        pozdrawiam spoufalająco wink
        lida
    • lideczka_27 Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 13.07.04, 23:16
      ludwinia, z tego co piszesz wynika, iż Twój partner jest ojcem zaangażowanym.
      Jako żona takiego mogę podzielić się z Tobą kilkoma spostrzeżeniami. Od
      poznania M. właściwie nie mieliśmy czasu we dwoje. Zupełnie tak jak w pełnej
      rodzinie, M. nie miał urlopu od ojcostwa. Zawsze ciężko i wyjątkowo długo
      pracował. Wszystkie, dokładnie WSZYSTKIE wolne chwile jakie miał, to były
      chwile we troje. Na początku mi to imponowało, ale czasem robiło mi się smutno,
      że nie mamy chwilek intymnych spacerów, wypadów tylko we dwoje – choć
      sporadycznych „sam na sam”. Co innego wakacje – tych sobie nie wyobrażałam bez
      małej i sama na nie pracowałam, byśmy mogli wyjechać, gdyż to zawsze były
      jedyne wakacje tego dziecka. Z perspektywy czasu wiem, że to moja wina iż nie
      potrafiłam mężowi szczerze się do tego przyznać, że potrzebuję z nim pobyć bez
      małej. Bałam się, że zrobię mu okropną przykrość a przede wszystkim przed
      oczami miałam cały czas obraz dziewczynki, która okropnie za ojcem tęskniła.
      Wszystkie moje złe emocje pryskały, gdy ten rozszczebiotany i szczęśliwy
      dzieciak wpadał niczym huragan do naszego domu a potem chodził krok w krok za
      ojcem jakby w obawie, że gdzieś zniknie. Patrzyłam i mówiłam sobie "dobrze
      zrobiłaś, to ojciec o jakim ty mogłaś tylko pomarzyć". Muszę Ci powiedzieć
      jedną ważną rzecz: ustalcie reguły gry OD SAMEGO POCZĄTKU. Poproś o deklarację,
      wizję jak ma wyglądać Wasze życie, jak sobie Twój facet wyobraża kontakty. Ja
      tego nie zrobiłam. A potem było zbyt późno. Co prawda mąż ZAWSZE pytał czy w
      danym dniu wziąć małą do nas, ale też ZAWSZE słyszał "OK". I gdy pewnego razu
      usłyszał "nie", nie potrafił (nie chciał?) zrozumieć. To była jedna z bardziej
      przykrych naszych rozmów. Miałam okropne poczucie winy. On był zły, obrażony,
      że nie mam serca, że jesteśmy dorośli i pewne rzeczy musimy rozumieć; ja
      beznadziejnie rozżalona, że nie dostrzegł iż w tym temacie zawsze byłam OK,
      rezygnowałam nawet z własnych planów, by on mógł zrealizować te związane z
      dzieckiem, a podsumował mnie po jednym wypadku, gdzie miałam naprawdę moim
      zdaniem ważny powód (wyszłam ze szpitala, gdzie leżałam na patologii ciąży i
      prosiłam o kilka dni spokoju w domu - nadal drżałam o ciążę, a mała jest bardzo
      głośna, żywiołowa i bałam się, że będzie mnie wyprowadzać z równowagi). Nie
      zdążyłam dobrze ochłonąć po porodzie, a już mąż przyprowadził małą do nas na
      wakacje. Ponieważ miał, jak to się u nas mówi, urlop cząstkowy (coś na kształt
      pracy na pół etatu), zostawiał mnie na pół dnia z noworodkiem i swoją córką. On
      pracował, a ja siedziałam z dwójką dzieci sama. Nie dość, że nikt mi nie
      pomógł, do doszedł mi szereg obowiązków. Mogłam odmówić, ale to był jedyny luz
      mojego męża tamtego lata i tylko tak mógł spędzić wakacje z córką lub wcale.
      Nie będzie więc patosem, gdy stwierdzę, że macochowanie to też poświęcenie
      (cały czas mam na myśli ojców aktywnych). Naprawdę to nie sielanka. Przygotuj
      się też na to, że Wasze dziecko nie będzie ani pierwszym, ani jedynym (w
      kontekście Waszego związku, nie Twoim własnym). Jeśli będzie się Wam ciężko
      wiodło, ten psi grosz podzielicie dodatkowo między to dziecko. Możesz mieć
      wtedy uczucie, że coś się dzieje kosztem Twego malucha, ale tak to właśnie
      wygląda. Rzadko się zdarza, że gdy rodzinie ojca spadnie stopa życiowa, to sąd
      to uwzględni i obniży alimenty. Równy standard życia raczej działa tylko w
      jedną stronę (zależy od sądu, ale z kilkumiesięcznej lektury forum wiem, że to
      rzadkość). Ojciec zawsze podzieli się między swoje dzieci i każde uwzględni w
      swych planach. Może być i tak jak u nas, że Wasze dziecko ucierpi z powodu
      przeszłości ojca (jeśli eksia jest „aktywna”wink. Radzę ze szczerego serca spisać
      intercyzę, byś nie miała poczucia krzywdy – to osłabia związek. Niech ojciec
      całym swym życiem pracuje na wszystkie swoje dzieci, Ty dbaj o swoje. Inaczej
      może Cię czekać szarpanina w sądzie, żal do faceta i poczucie
      niesprawiedliwości. Wydawajcie miliony na dziecko Twojego faceta, ale dlatego,
      że tego chcecie i widzicie potrzebę, a nie dlatego, że ktoś sądownie dobrał Wam
      się do portfela.
      Gdy się tu pojawiłam, miałam podobne odczucia do Twoich. Czas jednak uświadomił
      mi pewne fakty. Jestem pełnoetatową macochą, których jest tu znacznie mniej. Do
      tego mam pod opieką dziecko małe, które uznało mnie za swoją matkę, o
      biologicznej milczy, nie chce wspominać. A ja pragnę być dla niej matką, taką,
      o której marzy i jakiej potrzebuje. Nie spotkałam tu dziewczyny w takiej
      sytuacji, gdzie relacje byłyby podobne. Ale mam wspólny mianownik z
      dziewczynami w postaci mojej przeszłości, kiedy to byłam „żoną taty” i skupiam
      się raczej na naszych wspólnych doświadczeniach związków uwikłanych w te
      swoiste trójkąty. I to jest też dla mnie terapia, bo swoje przeszłam i dużo we
      mnie jeszcze żalu i poczucia krzywdy. Gdy piszę, to jakoś ulatuje. Ale mam
      ogromny komfort, że dla mnie to już PRZESZŁOŚĆ.
      Dziewczyny dobrze Ci radzą wspólne zamieszkanie. Prawdopodobnie przez to, że
      nie miałam okazji bliżej się poznać z mim byłym mężem podczas „prozy życia”,
      nasze weekendowe małżeństwo się rozpadło jak domek z kart. Odeszłam od
      człowieka, który wybrał życie z matką. Później byłam ostrożniejsza, z M.
      mieszkaliśmy wystarczająco długo, by wyszły na jaw nie tylko wady, ale też i
      przyzwyczajenia, na które nie ma kompromisu i trzeba się z tym pogodzić. Ja
      jestem zwolennikiem tego rodzaju testowania się i Tobie też radzę.

      Pozdrawiam i witam na Łysej Górze wink
      lida
      PS. Reszta prawdy w moim nicku wink
    • carmella Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 14.07.04, 09:27
      ja jeszce bym chciala napisac, ze zamieszkanie razem ma w tym przypadku +
      ja "musialam" przekonac do siebie "tesciowa", rodzine mojego TZ. Przeszlosc
      jednka przewija sie w terazniejszosci bardzo. Moze sie okazac, ze takie
      pomieszanie bedzie dla Ciebie za trudne. U mnie trudne byly poczatki (czasem
      mialam ochote sie spakowac i wracac do siebie), ale teraz jest ok. Okazalo sie,
      ze nasza milosc jest wieksza niz te problemy i ja jestem w stanie z tym
      wszystkim zyc.
      • chalsia Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 14.07.04, 09:36
        >Okazalo sie,
        >
        > ze nasza milosc jest wieksza niz te problemy i ja jestem w stanie z tym
        > wszystkim zyc.


        Bez urazy - tak samo napisałaby każda kobieta pozostająca w związku z
        alkoholikiem, lub w którym doświadcza psychicznej czy fizycznej przemocy.

        Czyli wychodzi na to, że każda kobieta jak już kocha to jest gotowa na duuuuze
        poświęcenia i sporo cierpienia. Ciekawe dlaczego??? Mnie się wydaje, ze faceci
        tak nie mają.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • jayin Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 14.07.04, 09:45
          chalsia napisała:

          > Czyli wychodzi na to, że każda kobieta jak już kocha to jest gotowa na
          duuuuze
          > poświęcenia i sporo cierpienia. Ciekawe dlaczego??? Mnie się wydaje, ze
          faceci
          > tak nie mają.

          A no nie mają, skubani... dlatego żyje im się dużo prościej smile
          A w każdej (prawie) kobiecie siedzi opcja "poświęcenia" w imię miłości do
          faceta. Denerwujące, ale często nie do przeskoczenia.
          Trzeba NAPRAWDĘ dużo samozaparcia i wytrzymałości, żeby kochając takiego faceta
          osobistego odejść od niego, bo problemy są i nie zapowiada się zmiana sytuacji.

          Inna sprawa, że przy mniejszych problemach - poświęcanie się ma znacznie
          mniejszy wymiar i nie jest uciążliwe smile



          > Pozdrawiam,
          > Chalsia
          >
        • carmella Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 14.07.04, 09:55
          chalsia napisała:

          > >Okazalo sie,
          > >
          > > ze nasza milosc jest wieksza niz te problemy i ja jestem w stanie z tym
          > > wszystkim zyc.
          >
          >
          > Bez urazy - tak samo napisałaby każda kobieta pozostająca w związku z
          > alkoholikiem, lub w którym doświadcza psychicznej czy fizycznej przemocy.
          >
          > Czyli wychodzi na to, że każda kobieta jak już kocha to jest gotowa na
          duuuuze
          > poświęcenia i sporo cierpienia. Ciekawe dlaczego??? Mnie się wydaje, ze
          faceci
          > tak nie mają.
          >
          > Pozdrawiam,
          > Chalsia

          zabrzmialo to jak zarzut, nie wiem dlaczego. chodzilo mi tu o to, ze inaczej
          sie uklada zycie z kims bez zobowiazan a inaczej z kims z "przeszloscia". Moze
          dla kogos takie "obciazenie" na co dzien bedzie zbyt wielkie - kiedy zycie
          okazuje sie troche inne niz na wakacjach, czy weekendach. Osobiscie znam taka
          osobe, ktora to przeroslo. Ja wiem, ze nie jest to dla mnie problem na tyle
          powazny, zeby stanowil o rozstaniu.
    • ludwinia Dziekuje Wam wszystkim ze jestescie! 14.07.04, 10:47
      Dziękuję Wam wszystkim goraco za wysluchanie mnie i rady. Ciesze sie, ze nie
      jestem z tym sama. Moje otoczenie nie rozumie mnie bo nikt nie jest i nie byl w
      takiej sytuacji. To co slysze to: przeciez mowilismy Ci o tym…, sama jestes
      sobie winna…, zawsze beda z tym problemy…, wiedzialas od samego poczatku o
      tym…, mozesz jeszcze to zmienic…, itd
      W glowie kotluje mi sie teraz od przeroznych mysli.
      Dawno ustalilam, ze jestem stworzona do zycia w zwiazku z mezczyzna, a nie sama
      ani nie w tych „modnych zwiazkach. Jak poznalam M. sama bylam po nieudanym
      zwiazku i twierdzilam-slub-nie slub-nie ma znaczenia-wszystko zalezy od
      ludzi!!! Tylko ze ci ludzie sie zmieniaja  Moze ja tez sie zmienilam.
      O wspolnym zamieszkaniu na razie nie ma mowy – zaden z nas dobrowolnie nie
      zrezygnuje z pracy – sama miloscia nie da sie zyc. Rozmawialam o tym z
      ukochanym. To on pierwszy zdecydowal o zareczynach i to on pierwszy postanowil
      ze chce abysmy byli na zawsze razem. On sie tego nie obawia (chociaz to on jak
      cos nie wyjdzie bedzie po 2 rozwodach). On jest osoba rozsadna, zaradna i mozna
      przy nim czuc sie bezpiecznie (to mi zaimponowalo). Rozmawiajac z nim upewnilam
      sie ze on swojej decyzji jest pewien i nie widzi potrzeby zamieszkania razem
      przed slubem bo przez te 4 lata bylismy ze soba w tak przeroznych sytuacjach
      (nie opisuje tego bo by dlugo zeszlo) ze wiemy ze na siebie mozemy liczyc, w
      sprawach domowych potrafimy sie dogadac, damsko-meskie tez sa OK! Nasze
      spotkania nie przypominaja juz dawno randek. Razem sprzatamy, gotujemy,
      pierzemy, prasujemy, oszczedzamy, decydujemy na co wydac pieniadze. W tych
      sprawach ja tez sie nie obawiam, ze po zamieszkaniu wyjdzie cos nowego.
      Chociaz „nigdy nie mow nigdy“!
      Przestraszylam sie tylko tej „macochy“ bo tez nigdy o sobie w ten sposob nie
      myslalam. Syn M. mowi do mnie po imieniu. Jak przygotuje cos co on uwielbia do
      jedzenia to przynosi mi w podziekowaniu kwiatki-sam od siebie. Denerwuje mnie
      tylko to ze opowiada mi o swojej mamie (ile ma wzrostu, ile wazy i ze ma tez
      dlugie wlosy-odnosze wrazenie ze jestesmy podobne-a tak wlasciwie to co mnie to
      obchodzi). Na szczescie nie widze go zbyt czesto, ale co powinnam zrobic jak
      zamieszkamy razem?! Jekie sa „zdrowe“ ustalenia widywania sie ojca (mojego M) z
      synem? Jak to zaplanowac? Na poczatku naszej znajomosci jam M. wyjechal sam z
      synem na narty na tydzien to bylo mi przykro ze ja z nimi nie jestem i
      zaproponowalam ze nastepne wyjazdy powinnismy planowac wspolnie. Po paru juz
      takich wspolnych wakacjach nie mam ochoty jechac na nastepne (te w sierpniu
      na2tyg.) bo przeciez on sie czesciej widzi z synem niz ze mna. Chce abysmy
      pojechali sami ale wtedy on nie wypelni swojego obowiazku (zreszta on chce byc
      tez z synem). On najlepiej mial by nas razem blisko siebie.
      Straszny mam metlik w glowie. Wy teraz tez piszecie o poswiecaniu sie i
      cierpieniu i jeszcze bardziej mi to miesza. Ja nie chce sie poswiecac i
      cierpiec! Chce byc kochana i szczesliwa! Chyba tak jest! Ale przeszkadza w tym
      ten jeden watek z przeszlosci mojego ukachanego. Jak z tego wybrnac? Ja jestem
      osoba silna, mocno stapajaca po ziemi, potrafie kierowac duza grupa ludzi,
      radze sobie ze sprawami ktore przewidziane sa glownie dla mezczyzn a tu taka
      slabos? Nie wiem co zrobic! Jak myslec! Jak ustalic te zdrowe reguly
      bycia „macocha“-nienawidze tego slowa! Chyba mam tez te same problemy co kaisog
      (pomóżcie mi nauczyć się być macochą).
      Czy zawsze trzeba zaakceptowac sytuacje M. i byc wyrozumiala bo jemu sie kiedys
      nie udalo? Czy mozna okreslic te „zdrowe“ (powtarzam juz chyba to slowo za
      czesto) zasady postepowania. Czy moge wymagac ze nie chce miec nic wspolnego z
      jego przeszloscia i nie chce jej widziec i slyszec a sama chce miec z nim
      wlasne zycie?! Czytalam wiekszosc Waszych wypowiedzi na calym forum. Wiem ze
      nasze dzieci beda rodzenstwem jego dziecka i bedziemy wielka rodzina. I ze ex
      bedzie zawsze sie gdzies przewijala przez nasze zycie. Ale czy nie da sie tego
      inaczej ustalic? Czy nie da sie tego odseparowac? Czy zawsze trzeba to mieszac?
      Chyba oszaleje sama od tych mysli.
      Dziekuje Wam wszystkim ze jestescie!
      • lideczka_27 Re: Dziekuje Wam wszystkim ze jestescie! 14.07.04, 12:01
        ludwinia napisała:

        Moje otoczenie nie rozumie mnie bo nikt nie jest i nie byl w
        )
        ) takiej sytuacji.

        Przypadek dość częsty wink

        To co slysze to: przeciez mowilismy Ci o tym…, sama jest
        ) es
        ) sobie winna…, zawsze beda z tym problemy…, wiedzialas od samego poc
        ) zatku o
        ) tym…, mozesz jeszcze to zmienic…, itd

        i jeszcze: widziały gały co brały wink))

        )zaden z nas dobrowolnie nie
        ) zrezygnuje z pracy – sama miloscia nie da sie zyc.

        Ale z dala od siebie też nie...

        ) Przestraszylam sie tylko tej „macochy“ bo tez nigdy o sobie w ten s
        ) posob nie
        ) myslalam.

        Bo też w większości przypadków określenie to traktujemy umownie i z humorem.
        Formalnie będziesz przecież "żoną taty", póki dziecię swoją matkę ma, no chyba,
        że zamieszka młody z Wami.

        Syn M. mowi do mnie po imieniu. Jak przygotuje cos co on uwielbia do
        ) jedzenia to przynosi mi w podziekowaniu kwiatki-sam od siebie.

        Miły chłopak. Są tacy, co odsuną talerz od siebie i nie powiedzą "dziękuję". A
        potem jeśli nie Ty, to mąż skwapliwie odniesie talerzyk do zlewu. Masz dużo
        szczęścia wink

        Denerwuje mnie
        ) tylko to ze opowiada mi o swojej mamie (ile ma wzrostu, ile wazy i ze ma tez
        ) dlugie wlosy-odnosze wrazenie ze jestesmy podobne-a tak wlasciwie to co mnie
        to
        )
        ) obchodzi).

        To dzieciak. Nie myśli, że robi Ci przykrość. Opowiada Ci o osobie, którą kocha
        i tyle. Jeśli Cię to irytuje - zmieniaj temat, a przyjdzie czas, gdy sam
        zrozumie, że tego typu tematy Cię nie obchodzą.

        Na szczescie nie widze go zbyt czesto, ale co powinnam zrobic jak
        ) zamieszkamy razem?! Jekie sa „zdrowe“ ustalenia widywania sie ojca
        ) (mojego M) z
        ) synem?

        SZCZERZE porozmawiaj z facetem nim zamieszkacie. To będzie okropna rozmowa, bo
        powiesz mu coś, czego on nigdy nie chciałby usłyszeć. "Zdrowe" dla ojca chłopca
        będzie oznaczało "jak najczęstsze". Dla Ciebie raczej przeciwnie. Rozumiem, że
        zależy Ci nie tyle na wyłączności do faceta, co prawa do tworzenia z nim
        rodziny zdystansowanej do jego przeszłości? Oczywiście jest to do zrobienia,
        ale Twój facet będzie musiał z pewnych rzeczy zrezygnować, a raczej je
        ograniczyć.

        )Jak to zaplanowac?

        Szczegółowo, niemal tak, jak się przygotowuje wniosek do sądu o ustalenie
        kontaktów. Takie a takie weekendy, święta, wakacje itd. Zapoznaj się z tym i
        określ, czy to dla Ciebie nie jest zbyt dużo. Facet może zaakceptować, ale nie
        musi. Jeśli nie wypracujecie kompromisu, będzie Wam trudno razem żyć.

        Na poczatku naszej znajomosci jam M. wyjechal sam z
        ) synem na narty na tydzien to bylo mi przykro ze ja z nimi nie jestem i
        ) zaproponowalam ze nastepne wyjazdy powinnismy planowac wspolnie. Po paru juz
        ) takich wspolnych wakacjach nie mam ochoty jechac na nastepne (te w sierpniu
        ) na2tyg.) bo przeciez on sie czesciej widzi z synem niz ze mna.

        Tak, ale to są wakacje... I oni zapewne chcą razem spędzić ten czas. W tej
        chwili jesteście konkurencją dla siebie, a to będzie rodziło konflikty, nie
        tędy droga!

        Chce abysmy
        ) pojechali sami ale wtedy on nie wypelni swojego obowiazku (zreszta on chce
        byc
        ) tez z synem).

        ludwisiu, aby był wilk syty i owca cała, proponuję tydzień sam na sam ojca z
        synem i Wasz tydzień we dwoje. Z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że dobro
        dziecka jest wartością nadrzędną, ale nie wolno zapominać o sobie i zawsze
        schodzić na drugi plan. Bo w pewnym momencie rodzą się emocje, z jakimi nie
        chciałoby się mieć nic wspólnego...

        On najlepiej mial by nas razem blisko siebie.

        U nas tak właśnie było, M. stale to powtarzał i wykrakał wink


        ) Straszny mam metlik w glowie. Wy teraz tez piszecie o poswiecaniu sie i
        ) cierpieniu i jeszcze bardziej mi to miesza.

        Będziesz matką, to też się będziesz poświęcać wink Mną się nie sugeruj, bo ja
        zawsze Stasią Bozowską byłam wink Jak nie jesteś stworzona do cierpienia za
        miliony, to tego nie rób. Ja dla naszej miłości zrobiłabym wszystko, ale to
        dlatego, że wiem iż to jest człowiek, przy którym się zestarzeję. W przeciwnym
        razie już dawno dałabym sobie z takim życiem spokój (co raz już się stało i
        stąd wiem, że opcję "poświęcenie" bardzo łatwo wyłączyć, gdy człowiek wie, że
        nie warto).

        Ja nie chce sie poswiecac i
        ) cierpiec! Chce byc kochana i szczesliwa!

        To wszystko może żyć ze sobą w całkowitej symbiozie wink Nie dramatyzujmy, bywa
        ciężko, ale życie to nie sielanka - nie takie problemy to inne - ważne by umieć
        im stawiać czoło a nie tkwić w euforycznym poczuciu nieustającego szczęścia,
        które raczej złudzeniem jest. Jestem kochana jak nigdy przedtem i BYWAM
        szczęśliwa. A na co dzień jest mi po prostu dobrze. Dzieciaki zdrowe, seks
        wyrafinowany a w lodówce ostatnimi czasy jakby więcej. Życie jest piękne wink

        Chyba tak jest! Ale przeszkadza w tym
        ) ten jeden watek z przeszlosci mojego ukachanego.

        Tu nie ma co się rozpisywać: albo to wszystko zaakceptujesz, albo odejdź. Nie
        zmażesz tego wątku z życia narzeczonego gumką-myszką...

        Jak z tego wybrnac? Ja jestem
        ) osoba silna, mocno stapajaca po ziemi, potrafie kierowac duza grupa ludzi,
        ) radze sobie ze sprawami ktore przewidziane sa glownie dla mezczyzn a tu taka
        ) slabos?

        Trochę zazdrości, trochę niezrozumienia i żalu "dlaczego właśnie on?". To
        minie, ale trochę krwi napsuje wink

        Nie wiem co zrobic! Jak myslec! Jak ustalic te zdrowe reguly
        ) bycia „macocha“-nienawidze tego slowa! Chyba mam tez te same proble
        ) my co kaisog
        ) (pomóżcie mi nauczyć się być macochą).

        Jeśli będzie to dla Ciebie pokrzepiające to napiszę Ci, że prawie każda z nas
        to przeszła i niektóre z nas już osiągnęły spokój ducha wink


        ) Czy zawsze trzeba zaakceptowac sytuacje M. i byc wyrozumiala bo jemu sie
        kiedys
        )
        ) nie udalo?

        Tak. Jeśli ojciec pragnie być ze swoim dzieckiem blisko, to tak. W przeciwnym
        razie nigdy to Wam się nie ułoży - albo Ty będziesz niezadowolona, albo oni
        będą cierpieć. Zaakceptować lub dać sobie prawo do życia w "pierwszej"
        rodzinie, ale już z innym mężczyzną.

        Czy mozna okreslic te „zdrowe“ (powtarzam juz chyba to s
        ) lowo za
        ) czesto) zasady postepowania.

        Już pisałam, że będziecie mieć tu konflikt interesów...

        Czy moge wymagac ze nie chce miec nic wspolnego z
        ) jego przeszloscia i nie chce jej widziec i slyszec a sama chce miec z nim
        ) wlasne zycie?!

        Teoretycznie tak. Decyzję podejmie Twój mąż a Ty całą resztę rozpatrzysz w
        swoim sumieniu. Mam znajomych, gdzie ojciec po tym jak odeszła od niego żona
        wraz z córką do innego faceta po jakimś czasie ułożył sobie życie. Z drugą żoną
        ma dwóch chłopców (teraz to już dorośli ludzie). Dziewczyna nie zna rodzeństwa,
        ojciec się z nią widywał w domu swojej matki, a babki małej. Macocha małej nie
        widziała. To była jego decyzja. Sam separował rodzinę od swej przeszłości,
        jedyne, co mieli wspólnego do budżet, bo płacił alimenty. Można i tak...

        Czytalam wiekszosc Waszych wypowiedzi na calym forum. Wiem ze
        ) nasze dzieci beda rodzenstwem jego dziecka i bedziemy wielka rodzina. I ze ex
        ) bedzie zawsze sie gdzies przewijala przez nasze zycie.

        Bywają eksie - babki z klasą. Nie demonizujmy osoby byłej żony, jeśli to
        normalna kobieta, która żyje własnym życiem i jest myślącym człowiekiem. To
        przecież babka, której też się nie udało, ma doświadczenie życiowe, jest
        kobietą, jakich tysiące. Jeśli ja bym taką miała - nie byłoby to dla mnie
        żadnym źródłem frustracji, ani tym bardziej zazdrości czy czegoś podobnego. Tak
        przy okazji jeśli miałabym już być zazdrosna, to raczej o pierwszą dziewczynę
        mojego chłopa, którą bardzo ponoć kochał i która była bardzo ładna (nie wiem,
        nie uchowało się żadne zdjęcie, gdyż eks mojego męża je zniszczyła, a te co
        zostały mają wycięte sylwetki tej dziewczyny).

        Ale czy nie da sie tego
        ) inaczej ustalic? Czy nie da sie tego odseparowac? Czy zawsze trzeba to
        mieszac?

        O t
        • lideczka_27 ciąg dalszy ;) 14.07.04, 12:08
          ludwinia napisała:

          >Ale czy nie da sie tego
          > inaczej ustalic? Czy nie da sie tego odseparowac? Czy zawsze trzeba to
          mieszac?

          O tym napisałam już wcześniej.



          > Dziekuje Wam wszystkim ze jestescie!

          Zawsze do usług wink

          Polecam miotłę "Szał w przestrzeni", wygodne siedzisko na trzonku, modny w tym
          sezonie kolor różu, dla nowych użytkowniczek 5% rabatu wink))

          pozdrawiam
          lida
          • nooleczka Re: ciąg dalszy ;) 14.07.04, 12:44
            lideczka_27 napisała:

            >
            > Polecam miotłę "Szał w przestrzeni", wygodne siedzisko na trzonku, modny w
            tym
            > sezonie kolor różu, dla nowych użytkowniczek 5% rabatu wink))
            >
            No nie!!!!!!! Nową mietłę se kupiła i sie chwali bezczelnie!!!!
            A u mnie ciągle w kącie stoi ten stary Nimbus 2000, cholerka...
            • capa_negra Re: ciąg dalszy ;) 14.07.04, 13:11
              nieirrrrpie rózowego , ale na szczęście nie jestem tu nowa wiec spokonie moge
              pozostac przy moim czarnym sprawdznym modelu smile
              • ludwinia Re: ciąg dalszy ;) 14.07.04, 13:29
                przepraszam ale nie rozumie. moze dlatego ze jestem tu nowa albo mam za duzy
                metlik w glowie.
                • pysia-2 Re: ciąg dalszy ;) 14.07.04, 13:41
                  ... Albo nie czytalas Harrego Pottera :o)
                  Miotla to atrybut zlej czarwnicy = zlej macochy. Wymienione marki miotel,
                  znaczy sie jedna z nich - pochodza z Harrego Pottera.
                  • ludwinia Re: ciąg dalszy ;) 14.07.04, 14:06
                    Przepraszam ale ani nie czatalam ani nie ogladalam. Nie mam na to czasu. Praca
                    pochlanie wiekszosc mojego czasu (tego niby wolnego tez). Telewizje tez malo
                    ogladam. Tylko wiadomosci i filmy podroznicze, przyrodnicze - wtedy moge
                    zapomniec o szarej rzeczywistosci - natura jest przeciez idealna. O wakacjach
                    tez takich marze - oderwanych od codziennosci - a co mnie czeka?! Trojkat!
                    • kitulek Re: ciąg dalszy ;) 14.07.04, 14:57
                      powinnaś nalegać, abyście jednak tydzień spędzili tylko sami (obiecał dziecku
                      zanim ustalił to z Toba?)
                      jeżeli się nie zgodzi to pojedź z koleżanką.

                      Jeżeli teraz będziesz sie na wszystko zgadzać to może dojść do takich samych
                      sytuacji jak u Lideczki

                      jestem nowa a już się mądrzęsmile
                      Pozdrawiam cieplutko wszystkie Macoszkismile
        • ludwinia Re: Dziekuje Wam wszystkim ze jestescie! 14.07.04, 13:58
          Jestem bardzo wdzieczna za rady Lideczki! Przemysle to na spokojnie wieczorem.
          Wy pewnie sie ze mnie smiejecie ze mam takie problemy?! Jestescie juz bardziej
          w tym doswiadczone i juz na wyzszym etapie takiego zwiazku.
          Wlasnie napisal mi czy juz przemyslalam sprawe naszego urlopu. Co mam
          odpowiedziec? Juz o tym rozmawialismy: sama nie moge jechac bo twierdzi ze jest
          niebezpiecznie(z kolezanka tez odpada), podzielenie urlopu po 1 tyg.-tez nie bo
          malemu juz obiecal 2 tyg., pozostaje mi jechac z nimi a wtedy bede caly czas
          niezadowolona bo bede chciala byc sama a wtedy sama bede sie zadreczala.
          Sytuacja beznadziejna! Jesli jednak zdecyduje sie pojechac wbrew jego woli sama
          to jak sie to dobrze zakonczy to przeciez nie moze byc tak zawsze!?
          On tez mi ostatnio tlumaczyl ze musze to zaakceptowac bo inaczej nic dobrego z
          tego nie wyjdzie. A jesli sie z tym nie pogodze to co? pozostanie mi tylko
          znalezc innego (czyt. wolnego) faceta? Nie! tego tez nie chce! Kocham mojego M!
          Zakrecone to wszystko! Zajme sie lepiej praca bo to mi chyba lepiej wychodzi!
          Chyba rzeczywiscie powinnam z nim porozmawiac i ustalic to wszystko. Ale jak
          mozna ustalic rzeczy ktorych nie da sie przewidziec! (same wiecie o co chodzi)
          Poza tym przy tej rozmowie bede musiala tylko ustapic bo przeciez .... od
          poczatku o wszystkim wiedzialam .... crying
          • jayin Re: Dziekuje Wam wszystkim ze jestescie! 14.07.04, 14:54
            Ludwiniu - na pewno żadna się nie śmieje smile Spokojnie.

            > Juz o tym rozmawialismy: sama nie moge jechac bo twierdzi ze jest
            >
            > niebezpiecznie(z kolezanka tez odpada), podzielenie urlopu po 1 tyg.-tez nie
            bo
            >
            > malemu juz obiecal 2 tyg., pozostaje mi jechac z nimi a wtedy bede caly czas
            > niezadowolona bo bede chciala byc sama a wtedy sama bede sie zadreczala.
            > Sytuacja beznadziejna! Jesli jednak zdecyduje sie pojechac wbrew jego woli
            sama

            Khmmm......
            Ja przepraszam, że się wtrącam tutaj, bo może wam taki układ obojgu
            odpowiada... Ale... "Wbrew jego woli", "on zdecydował"...
            Ludwiniu, a co to za osobliwy "Pan i Władca. Na końcu Świata." z tego twojego
            M?smile
            Nie uzależniaj WSZYSTKICH swoich decyzji od tego czego on chce. Bo źle na tym
            wyjdziesz. Serio.

            Może pojedź na tydzień z nim i małym, a na tydzień sama z koleżanką.
            (wciskanie tekstów o niebezpieczeństwach jest dziwnesuspicious w końcu
            niebezpieczeństwa mogą czyhać nawet na przydomowym podwórku... hueh...)
            Jak on się na taki kompromis nie zgodzi - to go nie wiem. W łazience zamknij
            czy co, niech przemyśli sprawę i postanowi poprawę...:]

            > On tez mi ostatnio tlumaczyl ze musze to zaakceptowac bo inaczej nic dobrego
            z
            > tego nie wyjdzie. A jesli sie z tym nie pogodze to co? pozostanie mi tylko
            > znalezc innego (czyt. wolnego) faceta?

            A tu ten twój Master and Commander ma rację.
            Tyle tylko, że nie może być tak, że ty akceptujesz wszystko co w jego życiu i w
            100% dopasowujesz swoje życie do tego co on ma. Niech on też, w sprawach w
            których może (bo MOŻE z pewnością) zaakceptuje twoje wybory i dopasuje się do
            twojego życia chociaż w minimalnym stopniu.
            Jak nie uda wam się tworzyć kompromisów na linii ty-on-dziecko-czas - to
            kiepsko to widzę...uncertain
            (a do kompromisów trzeba dwóch stron - ciebie i jego. inaczej to będzie z
            twojej strony zwykła uległość. Jemu bedzie z tym wygodnie, a tobie na dłuższą
            metę - źle.)

            pozdr. ciepło

            Joanna
          • babaga nowa w temacie do potencjalnej ;-)))) 14.07.04, 20:53
            Czesc,
            Ja mam tyle lat co Ty i jestem nowa w temacie "Macocha".
            Forum też dla mnie jest nowością, o czym świadczyć może moje zbyt emocjonalne podejście do
            pewnych tematów... No cóż, wszystkiego się trzeba nauczyć...
            Jeśli chodzi o moje zdanie - ja jestem w nieco innej sytuacji, bo już się zgodziłam na ślub i... nie żałuję.
            Nie powiem Ci jednak, że też powinnaś bo nie ma uniwersalnej rady dla wszystkich.
            To, co wiem na pewno, to już tyle, że nie ma sytuacji idealnych nigdy.
            Moi rodzice też byli "z odzysku' - każde z nich miało przeszłość za sobą i zawsze mi wpajali, że nie
            warto ulegać społecznym schematom. "Wolny" facet? Też są problemy. A to się bedzie chciał
            "wyszumieć" a to nie będzie mógł się zdecydować na dziecko... zawsze coś może nie grać (potencjalnie
            oczywiście).
            Trzeba postępować tak, jak się czuje.
            Stare powiedzenie w końcu mówi, że jeśli nie poradzimy sobie w sytuacji, w której jesteśmy, to zmiana
            miejsca nic nie da - nie poradzimy sobie także gdzie indziej... To jedynie złudzenia z cyklu: jak bym
            miala to, czy tamto to bylabym szczęśliwa... Guzik prawda. Szczęścia - moim zdaniem - trzeba szukać
            w sobie...
            Swoją drogą ciekawe, czy za parę lat też tak będę myśleć wink))
            pozdrawiam
            babaga
    • asiek25 Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 14.07.04, 16:58
      Ja w zasadzie już nic nowego napisać Ci nie mogę, bo moje poprzedniczki zawarły
      w swoich wypowiedziach dokładnie to, co ja miałabym Ci do powiedzenia. Też
      jestem za wspólnym pomieszkaniem przed ślubem. Mój M. nie jest moim mężem i
      dziś się z tego cieszę. Może kiedyś bedzie, zobaczymy. Ja jednak miałam
      duuuuużo krótszy staż od Ciebie - zamieszkaliśmy razem po 3 miesiącach naszego
      związku na odległość. Przeprowadziłam się do jego miasta, oddalonego od mojego
      o jakieś 400 km. Dziś, patrząc z perspektywy czasu na pewno bym tego nie
      zrobiła, bo tęsknota za moim miastem i ludźmi, których tam zostawiłam jest
      ogromna i z biegiem czasu wcale sie nie zmniejsza. No, ale nie jest
      powiedziane, że Ty będziesz odczuwać to samo smile))

      Acha, i niech nie zmyli Cie mój nick. Mam 35 lat smile))
    • petrea Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 14.07.04, 21:20
      Poradzę Ci tylko to samo, co dziewczyny: zamieszkajcie razem przed ślubem.
      Mieszkanie osobno to naprawdę "insza inszość" smile
      Z moim chłopem przez dwa lata schodziliśmy się i rozchodziliśmy, w tym czasie
      żyliśmy na dwa domy. Od trzech lat mieszkamy razem i naprawdę tuż po
      zamieszkaniu powychodziły różne kwiatki. Niby drobiazgi, ale jednak. Było
      ciężko. A przecież wcześniej pomieszkiwaliśmy razem i mieliśmy czas i mozliwośc
      niby się dobrze poznać.
      Wierz mi, naprawdę każde z Was może dla drugiego okazać się niespodzianką. Nie
      tworzę tu żadnej spiskowej teorii dziejów. Po prostu, będąc z sobą co drugi
      weekend (dobrze zrozumiałam?), siłą rzczy jesteście trochę odświętni i chcecie
      się pokazać tej drugiej osobie z jak najlepszej strony.
      Trochę sie powymadrzałam, mam nadzieję, ze nie masz mi tego za złe smile

      Jesli chodzi o relacje z dzieckiem, nic Ci nie pomogę, dzieciaki M. są dorosłe,
      wspólny czas z ojcem (a i tatusia wogóle) mają w głębokim poważaniu ....

      A odpowiadając na Twoje pytanie: lat mam 36.
      • lara27 Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 14.07.04, 23:36
        Witam cieplutko!
        Na wstepie chcę powiedzieć że lepiej nie ujełabym tego wszystkiego jak
        Lideczka, z którą się zgadzam w 100%!!!
        Mam 24lata ale mam to wszystko już za sobą winkczyli macocha z doświadczeniemwink
        Chciałabym dodać jeszcze od siebie, że miałm również problem z tym, że chciałam
        mieć M tylko dla siebie, choćby jeden dzień i... udało się pójść na
        kompromiswink))Na początku nie ustaliliśmy razem kiedy i w jakie dni M będzie się
        spotykał z synem (dlatego dziewczyny w w.w. postach tak namawiają do tego) i to
        był błąd. Bardzo chciałm aby kontakt M z synem był jak najlepszy i częsty i
        dlatego poświęcałam nasz wolny czas po to aby M mógł się spotykac z dzieckiem,
        na dłuższą metę to jednak nie miało sensu. Zauważyłam że nie mamy wogóle czasu
        dla siebie i czułam sie z tym bardzo żle, a M tak sie rozbestwił że mały był u
        nas codziennie. Po pewnym czasie czułam się...jakby odrzucona, byłam mu tylko
        potrzebna do tego aby zająść sie małym jak będzie w pracy. Pewnego dnia jednak
        musiałm powiedzieć mu co o tym wszystkim myślę, usłyszałm wiele przykrych słów,
        miałam wyrzuty sumienia że myślę o sobie, że robię wszystkim przykrość... Ale
        na szczęście po wielu trudach, rozmowach i kłótniach ustaliliśmy że jeden dzień
        w tygodniu jest tylko dla naswink))) a w pozostałe dni spotyka się z synkiem
        (tzn.2-3razy w tygodniu ze wzgl. na pracę). Po za tym M zrozumiał że ja tez mam
        swoje uczucia i potrzeby i że nie może każdej wolnej chwili spędzać z dzieckiem
        bo mnie wówczas zaniedbuje. Kiedy spędzamy razem z małym czas jest fajnie ale
        tez musimy mieć chwilę dla siebie.
        Jeżeli chodzi o wakacje to umówiliśmy się że 1 raz pojedzimy sami (już byliśmy-
        cuuudnie...)a tak po za tym małym wyskokiem to będziemy je spędzać w trójkę. Ty
        też tak możesz się umówić jeżeli ci to odpowiada pod pretekstem podróży przed
        ślubnej. No i może uda się zorganizować jakiś romantyczny wyjazd na 2-3 dni,
        raz lub dwa razy w roku.
        Będzie dobrze!!!
        Trzymaj się
        lara
    • pom Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 15.07.04, 07:52
      To wszystko da się pogodzić, pod jednym wszakże warunkiem: oboje z M
      zrozumiecie , że czas Was wszystkich trzeba podzielić tak, bo każdy miał
      każdego odpowiednią część dla siebie..
      • pom Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 15.07.04, 08:08
        coś urwało mi post

        Czyli trochę z dzieckiem, trochę z Tobą, trochę razem.
        Ważne, byś Ty miała poczucie sprawiedliwego podziału. Bowiem, jeśli w tym
        związku będziesz się czuła źle i niewygodnie, prędzej czy później marnie to się
        skończy, tak jak mówił Twój M. Ważne jest przy tym jednak to, by M miał
        świadomość tego, że wiążąc się z Tobą ma także obowiązki wobec Ciebie.
        On jest w dość trudnej roli - dzielenia swego czasu pomiędzy tych, których
        kocha tak, by wszystkih zadowolić. Jednak nie daj się zepchnąć na drugi plan,
        bo odbije się to tylko na Twoim zdrowiu i sampoczuciu.
        Wakacje, owszem, częśc razem, część bez dziecka. To jest naturalne i oczywiste.
        U nas jest tak: teraz jedziemy na wakacje razem, bo WSPÓLNIE podjeliśmy taką
        decyzję, potem zamierzamy zrobić sobie samotny wypad na kilka dni, zima zaś
        planowany jest wypad na narty z dziećmi; mój M bardzo lubi narty chłopakami,
        więc pojadą, zaś ja jeszcze nie wiem. Choć pewnie Oni by chcieli. Ale ode mnie
        zależy, czy pojadę. I to jest naturalne dla wszystkich.
        Sama też jeżdżę na wypady, spotkania zawodowe, zawody sportowe, itepe. Niech
        Twój M nie przesadza!
        I pamiętaj: nie jesteś dodatkiem do tej rodziny, tylko jego pełnoprawnym
        członkiem. I tak się zachowuj pamiętając o należnym miejscu innych.
        Utrzymywanie równowagi w tym układzie to praca, balansowanie na cienkiej linie.
        Z czasem się jednak tego nauczysz. Powodzenia.smile
        • atagag Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 15.07.04, 12:00
          Zgadzam sie w pełni z tym, co napisały dziewczyny. Powinniście razem zamieszkać
          i ustalic zasady postępowania, ale takie, które i od Ciebie i od Twojego M.
          wymagałaby kompromisu. Jednostronny kompromis (ja to nazywał uległością) nie
          prowadzi do niczego dobrego. Na dłuższą metę będzie zgubny.
          A na wakacje może pojedźcie we czwórkę, tzn Ty, Twój M, jego syn i Twoja
          koleżanka. Jeżeli Twój M boi sie puścić Cie samą (a tak na marginesie , nie
          pozwól, aby to on decydował co tobie wolno, a co nie) i koniecznie chce, abyś
          jechała z nimi, a Ty nie bardzo masz na to ochote, a chcesz jechac z koleżanką,
          to może spędzenie urlopu we czwórkę będzie niezłym rozwiązaniem. Powodzenia.
          • konkubinka Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 15.07.04, 13:38
            ja mam 28 lat , dwoje dzieci , za soba rozwod , cztery lata z moim M i roczna
            coreczke , wspolna.
            Po wlasnych doswiadczeniach wiem , ze nigdy nie zobaczysz do konca jak
            bedzie.Owszem zamieszkac razem trzeba , to podstawa.Ale dopoki nie bedziecie
            miec dziecka , nie bedziecie tworzyc rodziny , nie dowiesz sie czy dobrze
            zrobilas.
            • kasia-j Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 19.07.04, 13:40
              Witaj
              ja mam za sobą już "kilkuletni staż" smile. Potwierdzam, to co napisały
              dziewczyny; dokładnie określ, które weekendy i ile, jakie dni w tygodniu,
              wakacje etc. Potem może być tylko trudniej. Wspólne zamieszkanie OK, ale tak
              naprawdę to i tak nie da Ci ostatecznej odpowiedzi (my akurat nie mieszkaliśmy
              razem przed ślubem i też do siebie dojeżdżaliśmy). Cały urlop razem? Dla mnie
              to nie do pomyślenia. Tydzień dla Dziecka z poprzedniego związku (jedziemy albo
              razem, albo M. sam z Dzieckiem). Musisz uświadomić i sobie i M. że po ślubie
              (zwłaszcza jak pojawi się Wasze Dziecko) nie będzie mógł poświęcać Małemu tyle
              czasu co dotychczas. Jeśli tego nie ptorafi zaakceptować (a Ty się nie godzisz
              np. na cały urlop w trójkę/czwórkę) to sobie dajcie spokój. I przygotuj się na
              teksty: obiecałem Dziecku - nawet jak z Tobą wcześniej czegoś nie ustalił. U
              nas co prawda chyba już nie ma (?) takich problemów, ale dawniej były.
              Powodzenia smile - nie jest łatwo, ale da się żyć. I proponuję rozdzielność, aby
              uniknąć przyszłych ewentualnych problemów.
              • ludwinia Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 19.07.04, 19:06
                Dziekuje jeszcze raz Tobie i Wszystkim za odpowiedzi, rady. Wlasnie przechodze
                przez to wszystko. On uslyszal ode mnie tego co pewnie nie chcial uslyszec i
                teraz milczy. Powiedzial mi tez ze obiecal dziecku 2 tyg super wakacji(gdzies w
                cieplejszych krajach). Na co ja mam sie tylko dopasowac bo przeciez wiedzialam
                i jest to normalne i powtarza wkolko ze o wszystkim wiedzialam od samego
                poczatku, on byl szczery, rozczarowal sie mna i to wszystko moja wina. Moje
                argumenty do niego nie docieraja, ja klamie (tak on twierdzi). On chce nas
                szczesliwie polaczyc, zebysmy byli jedna wielka kochajaca sie rodzinka czyli
                przeszlosc z przyszloscia a ja sie do tego nie dopasowuje. Teraz kiedy nie mamy
                wspolnych dzieci nie chce jezdzic z innymi dziecmi na wakacje bo jestesmy
                jeszcze wolni (bez obowiazkow), pozniej moze bedzie inaczej jak bede sama matka.
                Staralam sie mu to spokojnie wyjasnic opisujac wszystko co czuje i mysle zeby
                mogl sobie przeczytac kilka razy i spokojnie sie nad tym zastanowic. Przynioslo
                to jednak odwrotny skutek - przeczytal pewnie w pospiechu, wybral odpowiadajace
                mu fragmenty i wykrzyczal to po swojemu.
                Boje sie ze jednak nie przetrwamy. On wie ze jestem osoba dobra i to stara sie
                wykorzystac-probuje sposobu na kochajacego tatusia i opisuje jak bardzo mnie
                rozumie ale.... . I to "ale" najbardziej mnie denerwuje.
                Pewnie nic nowego nie pisze bo kazda z Was to przechodzila, ale ja juz nie
                wiem ... Z tego co tu przeczytalam wydaje mi sie ze nie wymagam gwiazdki z
                nieba. Za rozdzielnosc jakis czas temu tez mnie okrzyczal. On z jednej strony
                chce byc kawalerem wolnym do wziecia a z drugiej strony ma przeszlosc ... z
                ktora sam chyba nie moze sobie poradzic.
                Nic! Pozostaje mi czekac!
                Pozdrawiam!
                • kasia-j Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 19.07.04, 21:50
                  Ludwinia - życzę powodzenia. Czasami taka szczera rozmowa jest potrzebna, a to,
                  że On chciałby szczęśliwą całą Rodzinkę - hmm no cóż Jego prawo, ae Ty nie
                  musisz tego akceptować. Ja co prawda w takie cudowne układy nie za bardzo
                  wierzę, ale jak nie wchodzi się sobie nawzajem w drogę i potrafi
                  zaakceptować/tolerować wzajemnie to naprawdę można żyć smile. U mnie na szczęście
                  nigdy nie było pomysłu całych wspólnych wakacji, ale to pewnie dlatego, że od
                  samego początku trąbiłam o moich oczekiwaniach w tym względzie. A na to, że jak
                  pojawi się wspólne dziecko to nabierzesz chęci na wspólne wyjazdy za bardzo bym
                  nie liczyła. Zresztą pewnie różnica wieku między dziećmi będzie spora i
                  kilkunastolatek nie będzie chciał jechać z "Rodzinką" (w tym z mardzuącym
                  niemowlakiem, czy biegającym kilkulatkiem smile).
                  A łączyć to niech nie próbuje smile: Ty i Jego Dziecko nigdy nie będziecie
                  rodziną. To On jest Jego Rodzicem i ma swoje prawa i obowiązki. Tobie nic do
                  tego. Zwłaszcza, że jak rozumiem Mały ma Mamę, która sprawuje nad Nim opiekę.
                  A rozmowa na pewno była Wam potrzebna - swego czasu mieliśmy sporo tego typu
                  rozmów... Na szczęście to już w większości za nami.
                  pozdrawiam
                • lideczka_27 Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 19.07.04, 22:20
                  ludwinia napisała:

                  Powiedzial mi tez ze obiecal dziecku 2 tyg super wakacji(gdzies w
                  >
                  > cieplejszych krajach).

                  ludwinia, ten konkretny przypadek (wakacje) to musztarda po obiedzie. Jeśli
                  ojciec obiecał już dziecku, jeśli wcześniej już padły decyzje, to nie ma sensu
                  się szarpać. Dla niektórych facetów dane słowo czy obietnica to rzecz święta.
                  Mój tak to właśnie traktuje - nie obieca czegoś, czego nie może być
                  przynajmniej na 90% pewien. A potem staje na uszach, by słowa dotrzymać. Nigdy
                  mnie nie zawiódł, nigdy nie złamał słowa danego dziecku, nie nie dotrzymał
                  obietnicy. Nie wymagaj od tego rodzaju faceta takiego postępowania, bo nic nie
                  wskórasz a podkopiesz tylko jego zaufanie do Ciebie. W naszym przypadku decyzje
                  chłopa trzeba wyprzedzać!!! A jak powie "A" to już wiadomo, że będzie "B", więc
                  trzeba ćwiczyć refleks i sztukę patrzenia w przyszłość wink

                  Na co ja mam sie tylko dopasowac bo przeciez wiedzialam
                  > i jest to normalne i powtarza wkolko ze o wszystkim wiedzialam od samego
                  > poczatku,

                  To silny argument, nie do przeskoczenia - powiedziałabym...

                  on byl szczery, rozczarowal sie mna i to wszystko moja wina.

                  O tak, tak... Nie ma to jak grać na uczuciach i wzbudzać poczucie winy... On
                  widzi, że się łamiesz i teraz ciągnie linę w swoją stronę. Nie wiem co Ty mu
                  napisałaś, więc trudno tu teraz coś wymyślać... Powiem Ci jedno: w temacie
                  wakacji, jeśli już na coś konkretnego się zgodziłaś, to powinnaś być
                  konsekwentna. Z takim tylko konsekwencją coś zdziałasz. Następnym razem od razu
                  przedstaw swoją wersję i osiągnijcie taki kompromis, który nie sprowokuje Was
                  do rozmowy, jaką teraz musieliście odbyć.


                  Moje
                  > argumenty do niego nie docieraja, ja klamie (tak on twierdzi).

                  Kiedy kłamiesz? A co - usłyszałaś, że grałaś przed dzieciakiem, a teraz się
                  wydało jaka z Ciebie naprawdę "dobra ciocia"? wink Nie przejmuj się takim
                  gadaniem. Mój też w afekcie posunął się do takiego tekstu, na to ja się po
                  prostu obraziłam (co robię niezmiernie rzadko), skwitowałam tekstem o empatii,
                  obiektywizmie i egoizmie i powiedziałam, że jak już będzie zdolny
                  do „sprawiedliwego oka” to może do mnie zagadać, a wcześniej ma się do mnie nie
                  odzywać, tylko służbowo (mój chłop nie wie w której szafce ma majtki, więc nie
                  chciałam całkiem zakłócać jego domowej sielanki wink ).

                  On chce nas
                  > szczesliwie polaczyc, zebysmy byli jedna wielka kochajaca sie rodzinka czyli
                  > przeszlosc z przyszloscia a ja sie do tego nie dopasowuje.

                  To jego słowa czy Twoje? A musisz się dopasowywać? Szanować, tolerować,
                  pogodzić się dla dobra ogółu. Nie musisz natomiast angażować się w jego
                  przeszłość! To NIE jest Twój syn, dziecko ma matkę, której Ty ani nie musisz
                  ani nie chcesz zastępować. Możesz być fajną żoną taty - pogadać, pożartować,
                  ugotować coś dobrego i tyle - a ojciec niech zajmuje się synem, w końcu to jego
                  kontakty, Ty możesz mieć w nich udział sporadyczny i "luźny" jeśli taka Twoja
                  wola!

                  Teraz kiedy nie mamy wspolnych dzieci nie chce jezdzic z innymi dziecmi na
                  wakacje bo jestesmy
                  > jeszcze wolni (bez obowiazkow), pozniej moze bedzie inaczej jak bede sama
                  matka .

                  On już wolny nie jest, obowiązek ma. Ty - nie i chciałabyś, by było tak, jak to
                  bywa z facetem bez przeszłości. Można mimo wszystko to całkiem fajnie sobie
                  poukładać, pod warunkiem, że nikt nikogo do niczego nie będzie zmuszać! Wcale
                  nie musi być tak, że jak zostaniesz matką, to Ci się odmieni - przeciwnie! Gdy
                  pojawia się dziecko, to dopiero taki związek przechodzi próbę ognia!!! Poszukaj
                  sobie tu wątków na temat zmian, jakie następują, gdy się pojawia wspólne
                  dziecko.


                  > Staralam sie mu to spokojnie wyjasnic opisujac wszystko co czuje i mysle zeby
                  > mogl sobie przeczytac kilka razy i spokojnie sie nad tym zastanowic.

                  Ja właśnie piszę listy do M., dlatego, że w rozmowie to różnie bywa - albo
                  zboczę na inny tor, albo M mi przerwie, albo nie zrozumie i sprzeczka gotowa...
                  Szkoda, że ten sposób u Was się nie sprawdził sad

                  Przynioslo
                  >
                  > to jednak odwrotny skutek - przeczytal pewnie w pospiechu, wybral
                  odpowiadajace
                  >
                  > mu fragmenty i wykrzyczal to po swojemu.

                  A fe! Opanuj się i poproś, by choć raz skupił się na tym, co jest dla Ciebie
                  ważne. Powiedz, by okazał dla Ciebie szacunek, nie wkładał Ci do ust rzeczy,
                  których nie napisałaś, by okazał odrobinę dobrej woli i zrozumienia a nie
                  uciekał się do nadinterpretacji i manipulacji uczuciami (wzbudzanie poczucia
                  winy itd).

                  > Boje sie ze jednak nie przetrwamy. On wie ze jestem osoba dobra i to stara
                  sie
                  > wykorzystac-probuje sposobu na kochajacego tatusia i opisuje jak bardzo mnie
                  > rozumie ale.... .

                  Jeśli wyczuwasz manipulację - ostro zareaguj; nikomu nie wolno tak postępować,
                  to wstrętne!

                  I to "ale" najbardziej mnie denerwuje.

                  Jakie "ale"? Jeśli mu będzie bardzo zależało, to uda mu się to wszystko
                  pogodzić. Założenie nowej rodziny nie oznacza rozciągnięcia się doby do 36
                  godzin wink Swój czas będzie musiał podzielić na Was wszystkich - taka jest
                  prawda. To tak, jak się rodzi w pełnej rodzinie drugie dziecko - dotychczasowy
                  jedynak też traci niejako czas, jaki do tej pory miał od rodziców i to od tych
                  rodziców zależy jak będą działać, by dziecko tego boleśnie nie odczuło, ale
                  jednocześnie wiedziało, że samo już nie jest i rodziców na wyłączność nie
                  posiada.


                  > Pewnie nic nowego nie pisze bo kazda z Was to przechodzila, ale ja juz nie
                  > wiem ... Z tego co tu przeczytalam wydaje mi sie ze nie wymagam gwiazdki z
                  > nieba.

                  Jasne, że nie. Walcz o swoje sprawy, bo potem będą problemy, zobaczysz.

                  Za rozdzielnosc jakis czas temu tez mnie okrzyczal.

                  Dlaczego? A czy on z tak wielką chęcią pracowałby na Twoje dziecko z innym
                  facetem? I czy chciałby, by jego życiowy dorobek po śmierci odziedziczył nie
                  tylko syn, ale i ten syn musiałby oddać część spuścizny po ojcu dziecku swojej
                  macochy?

                  On z jednej strony
                  > chce byc kawalerem wolnym do wziecia a z drugiej strony ma przeszlosc ... z
                  > ktora sam chyba nie moze sobie poradzic.

                  Musi na spokojnie pomyśleć i być może dorosnąć…

                  Jeżeli Twojemu facetowi obraza majestatu nie przejdzie, na Twoim miejscu nie
                  pojechałabym na wakacje z nimi. Nie w akcie zemsty, tylko po prostu ten czas
                  miałby być jego czasem refleksji nad przyszłością. Oznajmiłabym, że mimo iż
                  ustaliliśmy wcześniej formę wakacji, to z uwagi na brak zrozumienia z jego
                  strony Twoich potrzeb i oczekiwań, rezygnujesz z tych wakacji, żeby sobie na
                  spokojnie jeszcze raz przemyśleć. Bez Ciebie rozpatrzy sobie to wszystko, a po
                  powrocie możecie pogadać. Jeśli pojedziesz wyjdzie na to, że zawsze mu ustąpisz
                  i że jego wpływanie na Twoje sumienie i manipulacja odnoszą przez niego
                  zamierzony skutek. Pomyśl nad tym…

                  pozdrawiam
                  lida
                  • jayin Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 20.07.04, 11:15
                    lideczka_27 napisała:

                    > ludwinia, ten konkretny przypadek (wakacje) to musztarda po obiedzie. Jeśli
                    > ojciec obiecał już dziecku, jeśli wcześniej już padły decyzje, to nie ma
                    sensu
                    > się szarpać.
                    > (..)
                    > W naszym przypadku decyzje chłopa trzeba wyprzedzać!!! A jak powie "A" to już
                    wiadomo, że będzie "B", więc trzeba ćwiczyć refleks i sztukę patrzenia w
                    przyszłość wink


                    > Na co ja mam sie tylko dopasowac bo przeciez wiedzialam
                    > > i jest to normalne i powtarza wkolko ze o wszystkim wiedzialam od samego
                    > > poczatku,
                    >
                    > To silny argument, nie do przeskoczenia - powiedziałabym...

                    Oczywiście, że miałaś świadomość tego, że nie będzie to tak, jak w związku "bez
                    zobowiązań" (bo miałaś, mam nadzieję?).
                    Ale...
                    Nadal twierdzę, że jeśli OBOJGU zależy na ułożeniu takiego związku - to OBOJE
                    się starają, idąc na kompromisy, tak dalekie, jakie tylko da radę, żeby było
                    OK. Chociażby PRÓBUJĄC znaleźć rozwiązania w jakims stopniu satysfakcjonujące
                    wszystkich po trochu. Jeśli facet oczekuje WYŁACZNIE dopasowania się do tej
                    całej sytuacji - to ja nie wiem, w jakim stopniu mu na tym zależy, tak
                    naprawdę.......

                    Oczywiscie jego prawo tak sobie myslec i chciec. Żeby wszyscy w jego
                    zyciu "dołączali" do istniejącego porządku, jaki tam sobie wypracował już.
                    Ale nie każdy musi się na to zgadzać, jesli jest to niewygodne i niepotrzebne
                    dla niego samego.

                    Ja w każdym razie nie zostałabym z kimś, kto nie brałby pod uwagę też tego
                    czego MI potrzeba, kto "kazałby" mi się WYŁACZNIE dopasowac do jego zycia i sam
                    nie probowal w nim znalezc miejsca dla mnie, mojego WŁASNEGO miejsca. a nie "na
                    doczepkę" do reszty jego spraw i dziecka.

                    > on byl szczery, rozczarowal sie mna i to wszystko moja wina.
                    >
                    > O tak, tak... Nie ma to jak grać na uczuciach i wzbudzać poczucie winy... On
                    > widzi, że się łamiesz i teraz ciągnie linę w swoją stronę. Nie wiem co Ty mu
                    > napisałaś, więc trudno tu teraz coś wymyślać... Powiem Ci jedno: w temacie
                    > wakacji, jeśli już na coś konkretnego się zgodziłaś, to powinnaś być
                    > konsekwentna. Z takim tylko konsekwencją coś zdziałasz. Następnym razem od
                    razu

                    Własnie. Granie na uczuciach jest podstępnie wredne smile Ale skuteczne.
                    Z konsekwencją - racja. Bez niej niewiele "zwojujesz".
                    W życiu.

                    > Moje
                    > > argumenty do niego nie docieraja, ja klamie (tak on twierdzi).

                    tego to nie rozumiem.
                    kiedy kłamiesz?

                    > On chce nas
                    > > szczesliwie polaczyc, zebysmy byli jedna wielka kochajaca sie rodzinka cz
                    > yli
                    > > przeszlosc z przyszloscia a ja sie do tego nie dopasowuje.
                    > To NIE jest Twój syn, dziecko ma matkę, której Ty ani nie musisz
                    > ani nie chcesz zastępować. Możesz być fajną żoną taty - pogadać, pożartować,
                    > ugotować coś dobrego i tyle - a ojciec niech zajmuje się synem, w końcu to
                    jego kontakty, Ty możesz mieć w nich udział sporadyczny i "luźny" jeśli taka
                    Twoja wola!

                    DOKŁADNIE.

                    > I to "ale" najbardziej mnie denerwuje.
                    >
                    > Jakie "ale"? Jeśli mu będzie bardzo zależało, to uda mu się to wszystko
                    > pogodzić. Założenie nowej rodziny nie oznacza rozciągnięcia się doby do 36
                    > godzin wink Swój czas będzie musiał podzielić na Was wszystkich - taka jest
                    > prawda. To tak, jak się rodzi w pełnej rodzinie drugie dziecko -
                    dotychczasowy jedynak też traci niejako czas, jaki do tej pory miał od rodziców
                    i to od tych rodziców zależy jak będą działać, by dziecko tego boleśnie nie
                    odczuło, ale jednocześnie wiedziało, że samo już nie jest i rodziców na
                    wyłączność nie posiada.

                    Też tak myślę. Nic dodać, nic ująć.
                • petrea Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 19.07.04, 22:29
                  Ludwiniu, może się mylę (oby!), ale mam niejasne wrażenie, ze wszystko jest
                  dobrze, jest miło i spokojnie, gdy Ty godzisz się na to, czego oczekuje czy też
                  wymaga Twój partner. A jeśli coś się nie układa po jego myśli, to jest to Twoja
                  wina. Czy mam rację? Jesli tak, to problemy w związku będą gł. z tego powodu, a
                  nie dlatego, iż Twój partner ma dziecko i zobowiązania wobec niego.

                  On ma rację, że musisz się do tego układu dopasować. Ale z drugiej takie
                  dopasowanie wymaga kompromisów od Was obojga, a nie tylko
                  Twojego "dopasowywania się", które mi trochę wygląda na zmuszanie Cię do
                  wpasowania się w jego wymarzony układ.
                  Dla jego dziecka on jest rodziną, a Ty, póki co, przyjacióką taty. I nie można
                  na siłę wymagać ani od Ciebie, ani od dziecka, by było inaczej!
                  Jeszcze jedno: czy ktoś zapytał dziecko, czy chce, żebyście jechali we trójkę?
                  Czy dzieciak wogóle o tym wie? Dla niego takie wakacje też mogą być mało
                  atrakcyjne. I w ten sposób tylko Twój partner byłby zadowolony.
                  Co do rodzielności majątkowej - cóż, nie żyjemy w idalnym świecie, o czym Twój
                  partner chyba zapomina.

                  Ludwiniu, przepraszam, że tak ostro, ale Twój ostatni wpis coś mi przypomniał.
                  Jeśli nie trafiłam, przepraszam za dodatkowe mącenie Ci w głowie.
                  Ale jesli jednak wykąbinowałam dobrze, to dobrze się zastanów nad związkiem. I
                  jeszcze raz powtarzam, nie dlatego, że on ma juz dziecko.
                  I jeszcze jedno: koniecznie pomieszkaj z nim przed ślubem!
                  • jayin Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 20.07.04, 11:16
                    petrea napisała:


                    > Jeszcze jedno: czy ktoś zapytał dziecko, czy chce, żebyście jechali we
                    trójkę?
                    > Czy dzieciak wogóle o tym wie? Dla niego takie wakacje też mogą być mało
                    > atrakcyjne. I w ten sposób tylko Twój partner byłby zadowolony.

                    Właśnie.
                    Mnie też to zainteresowało.
                    A co z dzieckiem? Chce jechać z wami obojgiem?
                    • ludwinia Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 20.07.04, 18:23
                      Nie wiem czy syn wie ze mamy jechac w trojke. Ode mnie sie tego nie dowiedzial.
                      Nie mialam okazji z nim ostatnio rozmawiac. Pewnie bym sie malego nie zapytala
                      poniewaz mysle ze to jego tata powinien zalatwic. Od M. dowiedziala sie ze
                      obiecal mu zagraniczne super wakacje. Wszystko moze byloby OK gdyby mnie w to
                      coraz bardziej nie wciagal (rowniez finansowo-nie mam ochoty dzielic
                      wszystkiego na polowe bo przeciez nie jechalibysmy tam tylko we dwoje). I do
                      tego jeszcze ten ostatni jego wywod na temat rozdzielnosci ze wlasciwie tego
                      nie potrzebujemy. Jest mnostwo drobiazgow ktore nas ostatnio poroznily. On
                      powiedzial duzo rzeczy ktorych sie teraz wypiera (pewnie mu wstyd) co mnie
                      ogromnie zlosci bo jak moge mu wierzyc i czego sie trzymac. Teraz milczymy.
                      PS.
                      Do niedawna zylo nam sie super(chociaz na odleglosc). Wszyscy dziwili sie ze
                      udaje nam sie tworzyc tak wspaniala pare. Od pewnego czysu nie moge poznac tego
                      czlowieka w nim, ktorego znalam jeszcze niedawno. On twierdzi ze sie nie
                      zmienil tylko mi sie w glowie pokrecilo. Jak chcialam porozmawiac to ... ah,
                      nie wazne. Meczy mnie strasznie to wszystko bo nie lubie tracic czysu a w tym
                      momencie wogole dalej sie z niczym nie posuwamy.
                • maxxi26 Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 19.07.04, 23:11
                  POwiem szczerze, ze myślałam że jesteś krócej ze swoim M. Ale cofnęlam sie do
                  pierwszego Twojego listu i dowiedziałam się, ze 4 lata. To jest bardzo dużo
                  czasu. Jezeli przez ten czas przyzwyczaiłaś swojego m., że tak naprawdę Tobie
                  to nie przeszkadza (spędzanie wspólnie wakacji, weekendów) - to będzie bardzo
                  trudno.

                  Myślę, że wiekszości mężczyzn "z przeszłością" to koronny argument, że
                  wiedziałyśmy, ze on ma dziecko. Tak naprawdę to pewnie żadna z nas nie
                  przypuszczała co nas czeka. Filmy amerykańskie + gazety tworzą obraz idealnej
                  rodziny, mimo jej "rozbicia", byli małżonkowie dogadują się ze sobą a dzieci
                  też akceptują sytuację. Widzimy również nieudane zwiazki dookoła nas. Myśłimy
                  że to normalka, element życia. Ale co można czuć w tejże sytuacji dowiadujemy
                  sie wtedy, gdy same przez to przechodzimy. Wchodzą szczegóły i szczególiki -
                  najczęściej zazdrość o czas, o uczucia, o to co tracimy.

                  Ja też majac w głowie taki lukrowany obrazek czułam się długo winna tego, ze
                  nie potrafię zakakceptować całej sytuacji, ze tak naprawde to w ogóle nie chce
                  sie spotykać. No bo przecież to niczemu niewinne dziecko. Ok - ale nie można
                  zmuszać sie do kontaktów, które nas przerastają. Chyba nikt nie będzie z tego
                  zadowolony. Ty będziesz coraz bardziej rozgoryczona, że tak naprawdę
                  musisz "wpasować się" w klocuszki, które rozłożył ktoś inny a dziecko bo
                  wyczuje fałsz (tak w każdym razie mówią niektórzy - że dziecko czuje fałsz b.
                  szybko - ja nie mam doswiadczeń w tym względzie).

                  Mój m. bardzo długo nie mógł zrozumieć - mówił - właśnie, ze wiedziałam. ja
                  oczywiście odpowiadziałam, ze znałam FAKT, ale nie wiedziałam, co będę
                  odczuwać. Miałam dobre chęci, myślałam, że będzie inaczej. PO wielu, wielu
                  rozmowach (w nieszczególnej atmosfesze i wśród wzajemnego niezrozumienia) - on
                  w końcu zrozumiał moje uczucia. Ale mój bunt powstał b. szybko - już po 3
                  miesiacach znajomości.

                  Pozdrawiam serdecznie
                • jayin Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 20.07.04, 10:56
                  ludwinia napisała:

                  On z jednej strony
                  > chce byc kawalerem wolnym do wziecia a z drugiej strony ma przeszlosc ... z
                  > ktora sam chyba nie moze sobie poradzic.

                  ... I to jest chyba problem.
                  On sam nie zdaje sobie sprawy, że nie można zjeść ciastka i go nadal mieć.
                  To co chce zrobić, to czysta utopia.
                  "Jedna wielka kochająca się rodzina - przeszłość z przyszłością" w sytuacji,
                  kiedy oboje macie swoje życie, nie do końca umiecie się w tym odnaleźć (w
                  TERAŹNIEJSZOŚCI) a na dodatek każde ma swoje potrzeby - różne wzajemnie, i tu
                  bez kompromisów się nie obejdzie, a widzę, że on nie jest pro-kompromisowy...
                  Przynajmniej, z tego co tutaj piszesz.
                  Można owszem, ułożyć miło i fajnie stosunki w takim układzie - ze wszystkimi -
                  ale do tego trzeba sporo wyrozumiałości wobec innych i ich potrzeb, ze strony
                  każdej osoby tkwiącej w takim "związku". Ty - jak widzę, próbujesz przynajmniej
                  to robić. On - chce po prostu "wrzucić" cię do stanu istniejącego i masz albo
                  się dopasować, albo nie. Bez żadnych ustępstw i starań z jego strony.
                  Egoista jakiś... Sorry....uncertain

                  J.
    • alfa36 Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 20.07.04, 11:50
      Kiedy się decydowałam na ślub nie znałam forum. I może dobrze, bo być moze bym
      nie zostala zoną mojego m. A tak, mając wizję świetlanej przyszłości (wiadomo
      ideał przed ślubem) i nie przypuszczając jakie problemy może ze sobą nieść
      wspólne zamieszkanie i wychowywanie nie swojego dziecka zaczęłam być macochą 9
      latka (mialam wtedy trochę ponad 27 lat). Czasem żałuję, bo rzeczywiście
      problemy są. Powiem Ci tylko, że jedynym powodem naszych kłótni jest dziecko m.
      Wiadomo trudny wiek (obecnie 13 lat), no i jak to jedynak w dodatku osierocony
      przez mamę, rozpuszczany przez wszystkich i na każdym kroku. A efekty takiego
      wychowywania spadają na mnie. No ale ja jestem pełnoetatowa. Pozdrawiam
    • joaska_14 Re: nie wiem czy pytac ale...ile Wy macie lat? 20.07.04, 16:37
      hm...ja mam 27 lat
      Pozdrawiam cieplutko
Pełna wersja