Dodaj do ulubionych

Czy czujecie potrzebę matkowania?

03.03.13, 16:26
Dziewczyny, jak ta czytam różne artykuły na temat rodzin łączonych, to często przewija się w nich motyw uczuć macierzyńskich do dzieci partnera. Ze mną jest chyba coś nie tak - kompletnie nie poczuwam się do matkowania, do uczenia różnych rzeczy, pokazywania świata czy nawet wygłupów przytulańców - dziecko ma matkę - i to jest jej rola - tak uważam... Z drugiej strony zaczęłam się zastanawiać, czy ja nie krzywdzę dziecka takim - w moim rozumieniu- zdrowym dystansem. A jak to jest u Was?
Obserwuj wątek
    • jak.z.nut Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.03.13, 16:50
      też nie. Dostałam w pakiecie dwoje nastoletnich dzieci, wychowanych w zupełnie inny sposób niż dzieje się to u mnie, lubię je, szanuję...ale one mają swoją mamę. Ja w ogóle jestem już na etapie usamodzielniania się dzieci( i mojego i chłopa) i chyba jestem z tego powodu szczęśliwawink)
    • edw-ina Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.03.13, 20:24
      Trudno mi matkować chłopakom, którzy od pewnego czasu są ode nie wyżsi, a ostatnio nawet starszemu kupowałam piwo. Ale - mam skłonność do uczenia, podpowiadania im pewnych rzeczy. Namawiam ich na wyjazdy, wycieczki, rozmawiamy o szkole, o dziewczynach. To z pewnością nie jest takie typowe matkowanie, ale w sumie lubię to i zdaje się, że oni również. Ostatnio młodszego uczyłam gotować smile Mówię też o tym, co wypada, a co nie, nieco o konwenansach, szeroko rozumianym savoir vivre, potrzebie posiadania korzeni itp. Nie czuję się źle z tym, że to nie są emocje matczyne.
    • rybkka24 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.03.13, 20:59
      absolutnie nie, Boże brońsmile
      jestem zdania że od wychowania są rodzice.
      nie przeszkadza mi to np. z małym być blisko/rozmawiać/tłumaczyć/radzić ale nie są to uczucia macierzyńskie.nie pcham się tam gdzie nie powinnam być, mimo iż czasem mały rekompensuje/ lub próbuje rekompensować sobie u mnie brak czułości/bliskości z matką.
      takie wchodzenie w rolę matki (pomijając sytuację że matka nie żyje lub opuściła dziecko)wg mnie jest niezdrowe i świadczy o jakimś problemie u kobiety.
      niestety lansuje się model że nowa partnerka faceta powinna wejść w rolę drugiej matki
      niestety uważam,że w sytuacji gdy kobieta wchodzi w rolę matki i otrzymując "obowiązki rodzicielskie" oczekuje choćby podświadomie takich samych praw, a ich bolesny brak może odczuwać często i gęsto nawet od swojego partnera ojca dziecka, którego zdanie jest ważniejsze i który np.może podejmować decyzje dot.swojego dziecka bez wzgląd na żonę/dziewczynę.
      reasumując potrzeby matkowania należy spełniać u swoich dzieci.smile
      • litera29 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 30.05.14, 11:12
        Nie czuję takiej potrzeby i czuć nie będę, chyba, że rodzicielka mojego pasierba umrze, wtedy to co innego.
        Na dzień dzisiejszy ma matkę, niech mu zatem matkuje.
        Ja mogę pogadać, przebywać razem, ale w ogóle nie czuje takiej potrzeby, by mu matkować. Z resztą ostateczne słowo ma Matka i cokolwiek bym uczyniła "matczynego", to ona i tak zawsze wie lepiej, więc nie silę się na rolę "Mamy", kiedy pasierb jest u nas. Jestem Matka dla swojego dziecka i niech tak zostaniesmile
    • annjen Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.03.13, 21:17
      ja wkroczyłam w macochowanie z tym forum (jak to dobrze, że go znalazłam, bo wiążąc się z samotnym ojcem kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać) i tutaj nauczyłam się, by nie matkować. nie miałam problemu z zapanowaniem nad swoimi zapędami macierzyńskimi i dzięki temu nigdy nie byłam zazdrosna o relacje Młodego z matką itp. - co nie znaczy, że nie opiekowałam się nim najlepiej, jak mogłam, ale jednak "z wolnej stopy".
      a wczoraj właśnie złapałam się na symptomatycznym zachowaniu - takim "macochowym" - Młody przyjechał na weekend, a dziś mieliśmy wspólny wyjazd na uroczystość rodzinną. wieczorem wyczyściłam i przygotowałam swoje buty, męża, a stojące obok butów Młodego odruchowo pominęłam. no i gdy leżałam w łóżku, myśląc, czy wszystko przygotowałam na wyjazd, pomyślałam o tych jego butach... jakoś głupio mi się zrobiło, że jednak jestem zimną macochą i dziś rano niezauważona przez nikogo (czynność jakby nie było nieco poniżająca) wyczyściłam te buty... dodam, że robię takie rzeczy naprawdę rzadko, a jeśli już, to przed większym wyjściem, wtedy czuję, że jesteśmy zadbani i perfekcyjnismile
          • annjen Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.03.13, 22:50
            do poprzednich wyjaśnień dodam jeszcze, że tego samego wieczoru powiedziałam Młodemu, że jestem zmęczona i wysłałam go, by zatankował mi auto i po drodze kupił mi parę potrzebnych rzeczy. mimo, że przejechał kawał drogi do domu i jeszcze pomagał nam w firmie, nawet się nie skrzywił. dodam, że ciuchy uprasował sobie sam. nikt ode mnie nie oczekiwał, że będę im czyścić buty. po prostu chciałam usprawnić organizację wyjazdu i tyle. gdyby któryś nie miał wolnych rąk i poprosił o wytarcie mu nosa, to też nie widziałabym w tym problemusmile
        • annjen Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.03.13, 22:39
          napisałam wyraźnie, że robię to wyjątkowo, może parę razy w roku. tym razem mieliśmy wyjechać bardzo wcześnie, poprzedniego wieczoru moi panowie odbywali "nocne Polaków rozmowy" - sama prosiłam Młodego, by pogadał z ojcem, którego, jak już pisałam, dopadła depresja. nie mając serca ich poganiać do czyszczenia butów w tej rzadkiej chwili, którą mieli dla siebie, a jednocześnie nie chcąc rano się wkurzać, że musimy wychodzić, a oni miotają się z butami, po prostu popełniłam grzech śmiertelny i WYCZYŚCIŁAM. i wcale tego nie żałuję. oni rano po prostu je włożyli, nie zauważywszy różnicy, a ja byłam spokojna. nie widzę powodu, by demonizować ten fakt.
      • luna67 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.03.13, 23:40
        Annjen,

        takie "zaniki pamieci" (czyt. ; nadmiernego macochowania) mialam na poczatku mojego macochowania przed dziesiecioma laty; jakim jest teraz twoje czyszczenie butowsmile.

        U mnie ten syndrom objawial sie wkladaniem dzieciakow do wanny z nalezyta iloscia olejkow pielegnujacozapachowych..., pozniej obcinanie paznokci i ubieranie w nasze kupione dla nich bielizne,....Nastepnie .......ech..., jak sobie to przypomne, to.........przypominam sobie o mojej totalnym zacmieniu i mojej glupocie.....

        Na dzien dzisiejszy;..... ja jestem tylko macocha, i obojetnie jak dzieci do nas przychodza toleruje odmiennosc i smak (nie smak) matki dzieci mM. Jak przychodza w brudnych rzeczach i tlustych wlosach jest mi obojetne......, najwyzej nie jem z nimi sniadania ani objadu i kolacji, zeby apetyt mi nie uciekl,............ a jak idziemy z nimi gdzies w odwiedziny to nie ja musze sie za nie wstydzic, bo one maja ojca i matke.............
      • litera29 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 30.05.14, 11:18
        annjen napisała:

        > ja wkroczyłam w macochowanie z tym forum (jak to dobrze, że go znalazłam, bo wi
        > ążąc się z samotnym ojcem kompletnie nie wiedziałam, czego się spodziewać) i tu
        > taj nauczyłam się, by nie matkować. nie miałam problemu z zapanowaniem nad swoi
        > mi zapędami macierzyńskimi i dzięki temu nigdy nie byłam zazdrosna o relacje Mł
        > odego z matką itp. - co nie znaczy, że nie opiekowałam się nim najlepiej, jak
        > mogłam, ale jednak "z wolnej stopy".
        > a wczoraj właśnie złapałam się na symptomatycznym zachowaniu - takim "macochowy
        > m" - Młody przyjechał na weekend, a dziś mieliśmy wspólny wyjazd na uroczystość
        > rodzinną. wieczorem wyczyściłam i przygotowałam swoje buty, męża, a stojące ob
        > ok butów Młodego odruchowo pominęłam. no i gdy leżałam w łóżku, myśląc, czy wsz
        > ystko przygotowałam na wyjazd, pomyślałam o tych jego butach... jakoś głupio mi
        > się zrobiło, że jednak jestem zimną macochą i dziś rano niezauważona przez nik
        > ogo (czynność jakby nie było nieco poniżająca) wyczyściłam te buty... dodam, że
        > robię takie rzeczy naprawdę rzadko, a jeśli już, to przed większym wyjściem, w
        > tedy czuję, że jesteśmy zadbani i perfekcyjnismile

        Ex mojego M. nawet na nasz slub posłała syna w sandałachsmileNa wczasy nie wyprasowała mu ubrań, tylko wrzuciła je do walizki. M. powiedział jej, że nie musi tego prasować, jesli to dla niej taki przykry obowiązek, że ja wezmę żelazko i mu to poprasuję na miejscusmile Chyba poczuła sie dotknięta i od tej pory posyła go do nas z wyprasowanymi ubraniami i wyczyszczonymi butamismilesmilePrzed jednym z wyjazdów napisała nam tez że młody wyrósł z pidżamek, więc napisaliśmy jej, że za następne alimenty niech kupi mu pidzamkę na targu, to zaledwie 25 zł, a całkiem szykowne są, buhahahahasmilewinkwink
          • litera29 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 01.06.14, 12:56
            ..............
            chalsia napisała:

            > wiesz Litera, po Tobie jako eksi spodziewałabym się trochę więcej empatii do ek
            > si (ogólnie)
            ........................
            Niby dlaczego mam mieć więcej empatii dla byłej ex mojego M., skoro zwyczajnie sobie na nią nie zasłużyła? Na zrozumienie nie może liczyć raczej z niczyjej strony, po tych wszystkich wyskokach jakich dokonała, więc niby dlaczego ja mam starać się zrozumieć jej wszystkie posunięcia, telefony z pierdolinkami, co ja Matka Teresa jestem?
            I właśnie jako , że sama jestem ex i radzę sobie bez zawracania gitary mojemu byłemu, ode mnie zrozumienia niech nie oczekuje.
              • litera29 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 02.06.14, 17:02
                chalsia napisała:

                > napisałam "do eksi (ogólnie)", mając na myśli eks-żony/patnerki w ogóle, a nie
                > konkretną eks Twojego partnera
                .................................................
                Co nie zmienia faktu, że nie mogą one wymagać od nas zrozumienia, skoro same go nie wykazują. smile
                  • litera29 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.06.14, 17:36
                    chalsia napisała:

                    > > Co nie zmienia faktu, że nie mogą one wymagać od nas zrozumienia, skoro s
                    > ame go
                    > > nie wykazują. smile

                    > fundamentalnie nie zgadzam się z prezentowanym przez Ciebie stanowiskiem tzn. s
                    > tosowaniem wielkich kwantyfikatorów
                    ...................................................................
                    Masz pełne prawo. smile Dla mnie to zwyczajniejsza stała od momentu, kiedy poczułam, że ktoś postępuje egoistycznie w stosunku do mojego M., dziecka i mnie samej smile
                    • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.06.14, 21:56
                      od momentu, kiedy poczu
                      > łam, że ktoś postępuje egoistycznie w stosunku do mojego M., dziecka i mnie sam
                      > ej smile

                      z tego wniosek, że nie zrozumiałaś jednak mojej poprzedniej wypowiedzi

                      więc ujmę to inaczej - jest OK jeśli wypowiadasz się ZA SIEBIE i o swoim przypadku, natomiast nie upoważnia to (bo nie masz podstaw oraz jest to niesprawiedliwe) do wysnuwania wniosków ogólnych czy generalizacji (np. w stylu "one", "my")
                      • litera29 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.06.14, 08:51
                        chalsia napisała:

                        > od momentu, kiedy poczu
                        > > łam, że ktoś postępuje egoistycznie w stosunku do mojego M., dziecka i mn
                        > ie sam
                        > > ej smile
                        >
                        > z tego wniosek, że nie zrozumiałaś jednak mojej poprzedniej wypowiedzi
                        >
                        > więc ujmę to inaczej - jest OK jeśli wypowiadasz się ZA SIEBIE i o swoim przypa
                        > dku, natomiast nie upoważnia to (bo nie masz podstaw oraz jest to niesprawiedli
                        > we) do wysnuwania wniosków ogólnych czy generalizacji (np. w stylu "one", "my")
                        ......................................
                        Faktycznie, może nie sprecyzowałam jasno wypowiedzi. Mówię "za siebie", o swoim przypadku smile
                  • litera29 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.06.14, 08:54
                    karolana napisała:

                    > litera29 napisał(a):
                    >
                    > > Co nie zmienia faktu, że nie mogą one wymagać od nas zrozumienia, skoro s
                    > ame go
                    > > nie wykazują. smile
                    >
                    > Nie wymagam żeby ex mnie rozumiała. Chciałabym żeby mnie zostawiła w spokoju.
                    .......................................................................
                    Hehehe...Pewnie kiedyś zostawi - ja ma taką cichą nadzieję,że sie jej znudzi, kiedy będzie widziała tylko obojętność smile
                    • karolana Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.06.14, 09:07
                      litera29 napisał(a):
                      > > Nie wymagam żeby ex mnie rozumiała. Chciałabym żeby mnie zostawiła w spok
                      > oju.
                      > .......................................................................
                      > Hehehe...Pewnie kiedyś zostawi - ja ma taką cichą nadzieję,że sie jej znudzi, k
                      > iedy będzie widziała tylko obojętność smile

                      No cóż... nasza nie zostawi. Chyba że od chłopa odejdę/umrę. Albo chłop odejdzie/umrze.
                      Albo ona umrze.
                      Innej opcji nie ma.
                      Tak długo jak będę z chłopem i ona będzie żyła, będzie nam życie zatruwać.
                      Sądzę, że nawet pełnoletność dzieci niczego nie zmieni. Pojawią się ich rodziny, dzieci i będzie kolejny punkt zapalny bo rywalizacja o to kto jest lepszy dla wnuków.
                      Nie mówiąc o wszelkich okazjach "po drodze" - zaręczyny, śluby, chrzty, itp. gdzie dzieci będą miały niezłą zagwozdkę jak to zrobić żeby mamusia i jej rodzinka piany nie dostali jak będą na jednej sali z ich ojcem i ze mną oraz moim dzieckiem.
                      To jest never-ending-story, niestety.
                      Jedynie a 12 lat nie trzeba będzie kasy jej wysyłać. To będzie jedyna zmiana.
                      • litera29 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.06.14, 15:56
                        litera29 napisała: Hehehe...Pewnie kiedyś zostawi - ja ma taką cichą nadzieję,że sie jej znu
                        > dzi, kiedy będzie widziała tylko obojętność smile
                        >
                        > No cóż... nasza nie zostawi. Chyba że od chłopa odejdę/umrę. Albo chłop odejdzi
                        > e/umrze. Albo ona umrze.Innej opcji nie ma. Tak długo jak będę z chłopem i ona będzie żyła, będzie nam życie zatruwać. Nie mówiąc o wszelkich okazjach "po drodze" - zaręczyny, śluby, chrzty, To jest never-ending-story, niestety.Jedynie a 12 lat nie trzeba będzie kasy jej wysyłać. To będzie jedyna zmiana.
                        ..........................................................
                        Tak niezbyt optymistycznie sie to klaruje. Może jednak jak kobieta sama sobie poukłada życie i będzie szczęśliwa to jednak odpuści, bo będzie zajęta budowaniem swojego szczęścia, skrzydeł dostanie i takie tam. Miłość podobno uskrzydla i zmienia człowieka na lepsze, więc jednak jest nadzieja,że przestanie wam "zatruwać życie', dlatego módl się by zakochała sie bez pamięci i była szcześliwa smilesmilesmilesmile
                        • karolana Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.06.14, 16:04
                          No cóż... była zakochana i w związku i w ogóle.
                          Wcale jej to nie przeszkadzało bruździć.
                          Poza tym oficjalna wersja jest taka że chłop odchodząc od niej zniszczył jej życie i nadal niszczy (nieistotne że praktycznie się nie kontaktuje) więc ona progeamowo nie może być szczęśliwa bo wtedy musiałaby przestać grać ofiarę.
                          Nie może oficjalnie mieć faceta a już nie daj Boże za mąż . Nie ma takiej opcji.
                          To taki typ że dla świata jest od kilku lat biedna i pokrzywdzona. W zasadzie nic poza tym nie ma więc będzie się tego trzymać.
    • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.03.13, 07:23
      Nie chiałam matkować i nie czułam się w ogóle w tej roli, ale wiecie że otoczenie (rodzice jedni i drudzy) wywarło na mnie niesamowitą presję i wmówiło mi że taka moja rola. Niestety nie znałam nikogo w takiej sytuacji w moim otoczeniu i podjęłam tą rolę. Gdybym nie znalazła tego forum przed pół roku, pewnie nadal bym to kontynuowała i była z tym bardzo nieszczęśliwa. Teraz ku rozpaczy szczególnie mojej mamy i obrazy taty oraz tesciów żegnam się nareszcie z tą znienawidzona rolą. W moim przypadku niestety to całe zmuszanie odcisnęło na mojej psychice ogromne piętno. Teraz jestem matką tylko dla swojej córki. Nm też niestety nie czuje sie z tym dobrze, ale wie że dłużej tego już nie zniosę. Czasami robi mi wyrzuty, np. że swojej córce zrobiłam makijaż to jego tez powinnam. To co ja powinnam według nich wszystkich skutecznie mnie zraża do pasierbicy, której już nie mogę znieść przez to wpychanie mi do gardła. NIGDY NIE CHCIAŁAM BYĆ MATKĄ OBCEGO DZIECKA.
    • mw144 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.03.13, 10:28
      Dziecko chłopa traktuję jak swoje. Młoda bardziej kocha ojca, ale więcej czasu spędza ze mną, mamy swoje tajemnice i własne sprawy o których ojciec nie wie. Jak ma jakiś problem, to najpierw przychodzi z nim do mnie. Wiem, nienormalni jesteśmybig_grin
      • karolana Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.03.13, 20:01
        Mw144, witaj w klubie wink Z nie-mężem mamy w sumie troje dzieci wink Jedno moje i dwoje nie-moich. Wszystkie traktowane równo, przy czym nie-moja mają dwie mamy (to słowa dzieci). Nie jest to "normalne" ale to już nie nasza wina i już mam na tym etapie w odwłoku co kto myśli, zwłaszcza exia.
      • litera29 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 02.06.14, 17:13
        mw144 napisała:

        > Dziecko chłopa traktuję jak swoje. Młoda bardziej kocha ojca, ale więcej czasu
        > spędza ze mną, mamy swoje tajemnice i własne sprawy o których ojciec nie wie. J
        > ak ma jakiś problem, to najpierw przychodzi z nim do mnie. Wiem, nienormalni je
        > steśmybig_grin
        ......................................
        Wcale nie uważam,że nienormalne jesteście. Mój mały "gość", czyli pasierb chętnie rozmawia ze mną na różne tematy, zadaje pytania tłumacząc,że matki by nie zapytał, tez mamy swoje tajemnice - ale nie czuję,że mu matkuję. Może to dla mnie jakieś "partnerstwo", pogadanie z kimś, kto nie wymierzy mu kary za jakieś przewinienia i grzeszki. I on wie, że mu nie matkuje i chyba mu to odpowiada. " Z mamą nie zawsze się da na luzie pogadać, tobą się nie wstydzę" - powiedział któregoś dnia.
    • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.03.13, 11:19
      Z ostatniej chwili. Właśnie zakończyłam burzliwą rozmowę telefoniczną ze swoja matką. A więc po tych 4 miesiacach zdawkowego kontaktowania się moja mama była u mnie zaopiekować sie chorą wnuczka dosłownie na 2 dni. Odbyłam z nia aż jedna rozmowę, w której poinformowałam o innych kobietach w mojej sytuacji (czyli o was) a oprócz tego rozmawiałyśmy na inne tematy nie drażliwe, bo widziałam że do niej nic nie trafia. Dziaj przy rozmowie na zupełnie inny temat uałyszałam nagle w odwecie żebym lepiej sie zainteresowała jak traktuję pasierbicę, bo jej ojciec mówił, że o cudze należy dbać bardziej niż o swoje i że mam to rozważyć w moim sumieniu a nie nie słuchać "koleżanek z internetu" no i oczywiście dalsze wymysły.... Powiem wam, ryczeć się chce. Mam nadzieję że wy macie lepszych rodziców. Nadmienię jedynie, że ona nie ma pojęcia o tym co dzieje się u mnie w domu, więc nie ma też pojęcia o tym jak ja na co dzień traktuję pasierbicę. Dobrze że nie mam piwnicy, bo pewnie by się okazało, że zamykam ją właśnie w tej wyimaginowanej piwnicy bez picia i jedzenia. To tyle o moich staraniach, żeby w końcu nie być dla niej matką. Zostanę potępiona na wieki.
      • violadamore Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.03.13, 11:49
        Larysa, opad szczek i zalamka sad(... jesli Ty mialabys zostac potepiona na wieki, to spotkamy sie (prawie) wszystkie w tym samym kotle...

        A propos mojego matkowania: budza sie we mnie odruchy macierzynskie, kiedy widze, ze dzieci chodza na mrozie w kurtkach wiatrem podszytych ( a potem choruja tygodniami). Ale mam tez uczucia przeciwne, kiedy nasyfia mi w lazience czy w kuchni, albo kiedy widze jak tata uwija sie ze sniadaniem albo obiadem (ustawowo gotuje w weekendy, kiedy dzieci sa u nas), i wszelkie nawolywania o pomoc w kuchni sa przez nastolatki zajete swoimi iPodami kompltenie ignorowane.
        Poza tym sytuacja z ostatniego piatku: wracam zmordowana 4-godzinnym koncertem (jestem muzykiem) o 0.30 do domu, z goraczka, a tu niespodzianka: w naszym lozku lezy juz kobieta! Co prawda 12-letnia, ale kiedys juz ustalilismy, ze na takie trojkaty rodzinne zgody nie ma (dzieci moga przychodzic do nas rano, ale spac w naszym lozku nie pozwalam nawet moich maluchom). PO argumentuje: F. zle sie czula, pozwolilem jej zasnac w naszym lozku, no nie rob problemu bez powodu, przeciez zmiescimy sie w trojke itd. A ja, naprawde ledwie zywa i bez sil na zastanawianie sie jak sie w tej sytuacji zachowac, czulam tylko wyraznie, ze dokladnie w tym miejscu lezy dla mnie nieprzekraczalna granica. I polozylam sie w lozku dziecka. Rano udalo mi sie zlosc skanalizowac (cichaczem) na tatusia, a wobec dziewczynki byc serdeczna i ciepla. Poskutkowalo.
      • edw-ina Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.03.13, 11:57
        Laryso, starych drzew się nie przesadza. Ja już tobie to pisałam - nie zmienisz innych ludzi, możesz tylko zmienić siebie. Nie zmienisz podejścia swojej matki, choćbyś dawała jej milion przykładów. Możesz jedynie zmienić to, czy jej zdanie ma na ciebie wpływ, czy też nie. Dla twojego zdrowia psychicznego radziłabym, by nie miało. Twoja mama ma taką a nie inną wizję obowiązków macochy. Cóż..., niech ma. Moja mama swego czasu miała taką, a nie inną wizję designu mojego domu i choć nie przeczę, że jest świetnym designerem to usłyszała, że jej bez wątpienia znakomite pomysły świetnie się sprawdzą, kiedy będzie remontować swój dom, bo moim zamierzam zająć się sama.
        Twój mąż zachowuje się tak, jak się zachowuje, bo grunt mu się zaczął palić pod stopami. Udało mu się wmówić tobie, że powinnaś matkować jego córce, dzięki czemu on nie był za nic odpowiedzialny i miał święty spokój. A tu raptem ktoś, w tym wypadku ty sama, mu ten święty spokój odbiera. Nic dziwnego, że walczy i używa do tego wszelkich metod, w tym nawet nastawianie twojej matki przeciwko tobie. Tylko baby zwykle siedzą cicho, kiedy ich życie się pogarsza. Dlatego rób swoje i nie wnikaj w matkę, faceta, teścia czy kogokolwiek.
      • orien Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.03.13, 14:39
        Larysa, ja bardzo ci wspolczuje. Ale tak jak pisaly poprzedniczki, nie zmienisz innych, tylko siebie. Twoja mama stossuje te zasade wobec ciebie i Twojego dziecka. Nic tu nie zmienisz, mozesz tylko robic tak, jak uwazasz za stosowne. W Twoim przypadku od matkowania ma rodzicow, ojca i matke. Szczerze, to nie ogarniam jak Twoj partner mogl wymiksowac z zycia swojej corki matke, z ktora ewidentnie mala byla bardzo zzyta. I do tego, w otoczce szantazu emocjonalnego probowac Ciebie zmusic do pelnienia tej roli. Powiem tyle, mysl o swojej corce w pierwszej kolejnosci.
      • litera29 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 02.06.14, 17:17
        larysa-1 napisała:

        > Z ostatniej chwili. Właśnie zakończyłam burzliwą rozmowę telefoniczną ze swoja
        > matką. A więc po tych 4 miesiacach zdawkowego kontaktowania się moja Odbyłam z nia aż jedna> rozmowę, w której poinformowałam o innych kobietach w mojej sytuacji (czyli o
        > was) Dziaj przy rozmowie na zupełnie inny temat uałyszałam na
        > gle w odwecie żebym lepiej sie zainteresowała jak traktuję pasierbicę, bo jej o
        > jciec mówił, że o cudze należy dbać bardziej niż o swoje i że mam to rozważyć w
        > moim sumieniu a nie nie słuchać "koleżanek z internetu"
        >
        > ...............................................
        Z naszymi matkami różnie bywa. Zazdroszczę kobietą, które mają oparcie w swoich własnych matkach...
    • mikawi Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.03.13, 11:33
      trudno to nazwać matkowaniem, ale tak - traktuję dziecko M jak domownika, bo nim jest, tzn. nie pomijam w codziennym życiu i czynnościach, wymieniamy się z moim mężem wszystkimi obowiązkami, w tym równiez dotyczącymi jego dziecka - a więc odrabiam z nim lekcje, gdy M. przygotowuje kolację dla nas wszystkich, albo akurat pojechał na myjnię umyć moje auto, zaganiam do łazienki a potem do spania, czytam też bajkę na dobranoc. Czasem robię to ja, czasem M - zależnie od tego, które z nas ma akurat coś innego na głowie. Jak M. przygotowywał sie do ważnego egzaminu, brałam młodego i wybywaliśmy na cały dzień poza dom, żeby M mógł się spokojnie pouczyć. Nie mam poczucia wykorzystywania, bo te proporcje są wyważone, M wyręcza mnie w innych sprawach, funkcjonujemy bez sztywnego podziału, nie napinam się, że dziecko M to wyłącznie jego sprawa i mnie nic do tego. Mały zresztą często do mnie przychodzi z pytaniem o przyzwolenie na coś, nie wyobrażam sobie odsyłać go za każdym razem do taty. Jedynie nie odbieram i nie zawożę go na zajęcia lekcyjne i pozalekcyjne - to leży w gestii wyłącznie rodziców.
      • sabina211 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.03.13, 12:36
        A ja nie wyobrażam sobie niematkowania. Kocham A., dziś moją adoptowaną już 11-letnią córkę, od naszego drugiego spotkania i jej pierwszego "mama" skierowanego w moją stronę. Dla mnie tragedią byłoby obudzenie się uczuć macierzyńskich w jej biol. matce, choć dziś, po niemal 9 latach istnienia naszej rodziny, jakoś trudno mi sobie wyobrazić istnienie tamtej relacji. Ale wiem też, że psychicznie nadaję się na mamę (biologiczną i adopcyjną), a nie macochę dziecka mającego wydolną wychowawczo, żyjącą matkę. Nie miałam żadnych trudności czy obaw stając się (na początku nieformalnie) po prostu mamą i nie znajduję w sobie żadnych różnic w sile miłości do A. i dzieci biologicznych.
          • sabina211 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.03.13, 22:12
            Owszem, od niecałego roku prawnie tak to wygląda. Paradoksalnie, właśnie w ostatnie Boże Narodzenie matka biologiczna spotkała się z A. po trzech latach przerwy w kontaktach. Wchodząc w związek jednak jedynie mogłam przypuszczać, jak sprawy się potoczą. Nie wiedziałam, czy matka nie zechce realizować regularnych spotkań, jak zapowiadała w czasie sprawy rozwodowej. Dziś wiem, że bardzo trudno byłoby mi funkcjonować tylko jako żona taty, nie-mama. Pozbawienie praw wywalczyliśmy po ponad 7 latach, potem ponad rok sądowych starań o adopcję. Ale rzeczywiście dziś jest tak, jak chciałam od początku.
          • litera29 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 02.06.14, 17:39
            karolana napisała:

            > Sabina ale Ty masz totalnie inną sytuacje.
            > Adopcja oznacza, że matka biologiczna mamą nie jest, jest jedynie (sic!) matką
            > biologiczną, panią, która urodziła. Tyle. Mamą jesteś Ty smile
            > Masz fajną sytuację smile
            .............................................
            Bardzo fajną sytuację i...kochasz...Nic innego do szczęscia nie jest Wam potrzebnesmile
    • rybkka24 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 06.03.13, 10:00
      larysa, nie znam drugiej takiej matki jak Twoja, wyznającą i głoszącą tak krzywdzące opinie i poglądy,z tak oceniającą i krytykującą postawą wobec własnego dziecka, ceniącą bardziej innych ludzi, inne dzieci niż szczęście własnego dziecka, bardzo to dla mnie niezrozumiałe, jak pisałam nie znam a nawet nie słyszałam o drugiej takiej sytuacji, wręcz obserwuje całkiem przeciwną gdy matka tłumaczy nagminnie własne dziecko mimo że ono źle postępuje.spytaj się swojej matki kto jej pomoże na starość czy obcy ludzie? czy obce dzieci skoro je tak hołubi.
      idealnie by było gdybyś w swoim życiu nie kierowała się opiniami i zdaniem/poglądami matki ani nikogo innego tylko swoim własnym, to bardzo ułatwi ci życie.
      Ja również bardzo dobrze Cię rozumiem, przez pierwsze lata mojego związku (już w lata poszło,he he) rodzina nm-a i on sam mieli tzw. syndrom po rozwodowy+ syndrom biedne dziecko z rozbitej rodziny, niepełny dom, brak ojca na codzień oraz sukowata matka.
      tak się na tym zafiksowali,że oczekiwali że wynagrodzę małemu ciężką sytuację i zimną matkę, otoczę go macierzyńską miłością i ciepłem.dosłownie oczekiwali że rzucę wszystko, skoncentruje się na dziecku nm-a i podporządkuję mu swoje życie.słowem notorycznie wpychali mi go do gardła.
      skutki były/są opłakane.raz, że przyniosło to przeciwny efekt i zaczęłam wręcz unikać małego i reagować alergicznie na pewne rzeczy, czułam że się duszę.do tego stopnia wciskano mi dziecko że nawet dalsza rodzina była w to uwikłana, a mój brak podporządkowania całego życia i każdej wolej chwili dziecku komentowany był szeroko.
      jako nieczułość, brak serca, brak akceptacji itp.przetoczył się przez nasz związek tajfun i był to duży sprawdzian dla nas.
      Z małym też dobra relacja przetrwała (choć był on niejako powodem tej całej burzy), rodzina się odczepiła, ale skutej jest taki że Ja mam jakiś taki uraz i nie mam ciepłego kontaktu z rodziną nm-a, a raczej sporadyczny i wcale za nimi nie tęsknię.
      obecnie uważam że wciskanie na siłę kobiecie obcego dziecka, wywoływanie w niej poczucia winy i granie z tego tytułu na jej emocjach oraz obrażanie i deprecjonowanie jej osoby z powodu braku miłości macierzyńskiej do obcego dla niej dziecka jest świństwem i przemocą psychiczną.
      różne są kobiety, ale Ja wciąż uważam że w sytuacji gdy dziecko ma oboje żyjących i czynnych rodziców(w tym miejsce zamieszkania u matki) być drugą matką jest niemożliwe.
      a jeżeli nawet ktoś próbuje wiąże się to z niejednokrotnym bólem/frustracją bo nie ma tak naprawdę żadnego wpływu na życie i los tych dzieci ,możliwe jest tylko matkowanie doraźne co widać idealnie na przykładzie karolany, która martwi się o rzeczy na które nie ma wpływu bo weszła niejako w funkcję "drugiej" oczywiście na własna odpowiedzialność.
      inaczej również się rozkłada gdy facet traktuje moje dziecko jak własne i ja jego jak własne.
      w innych sytuacjach potrzeba matkowania dla nie swojego dziecka nie jest często spotykana nawet napisałabym sporadycznie.
      • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 06.03.13, 10:24
        Rybko, ja też nie znam drugiego takiego przypadku jak mój i z zazdrością patrzę na inne relacje matka-córka. Oczywiście zgadzam się z twoją wypowiedzia, co jednak nie zmieni niestety rzeczywistości w której muszę na co dzień funkjonować. Co jednak jest najbardziej przykre, mojej matce nie zależy na zmianie swojego zachowania, wręcz jest z tego dumna i kompletnie nie widzi nic niestosownego w tym co robi i nigdy nie zobaczy. Co gorsza mój ojciec na której do tej pory zawsze mogłam liczyć idzie w jej ślady. No cóż ludzie mają różne problemy, ja mam akurat takie.
        • rybkka24 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 06.03.13, 10:57
          rozumiem, rodziców nie zmienisz, to co mówią oraz ich postawa jest nie do przyjęcia, sprawiają Ci ból i zawód, jest to całkowicie zrozumiałe.
          w tej sytuacji możesz ograniczyć kontakty do minimum, zdystansować się do nich i działać według WŁASNYCH poglądów i własnego zdania.
          ale czy ty wiesz że oni stosują wobec ciebie przemoc psychiczną i to chyba wszyscy tj.rodzice, teściowie, facet.
          nikt nie ma prawa dyktować Ci co masz robić/jak masz myśleć/ krytykować/obrażać
          a może trening asertywnoścismile?
          rozumiem, że jak z każdej strony wiatr w oczy wieje to można się skołować.
          z tym że ja dalej wścibsko się zastanawiam nad korzyściami waszej relacji Ty-Twój facet
        • luna67 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 06.03.13, 18:06
          Laryso,

          twoja matka jest ... (nie chce tutaj napisac jaka) ; ale jej niestosowne zachowanie wobec ciebie wlasnego dziecka, koliduje z jej przytoczonym przykladem. Dobro innych jest dla niej najwazniejsze niz wlasnego dziecka? to dlaczego popiera innych stosowne zachowanie? czyli twojego M, dla ktorego dobro jego dziecka jest najwazniejsze, ..........nie rozumie
        • sofija_biala Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 07.03.13, 10:04
          Larysa...
          Moi rodzice odrzucili całkowicie moje dziecko, a swojego wnuka.
          Twierdzą, że chłop nie powinien się był żenić, tylko harować na dzieci i biedną pokrzywdzoną eksię po rozwodzie. Że eksia sama chciała rozwodu i sąd uznał ją za współwinną, to też nieważne.
          Moje dziecko jest nieślubne więc się nie liczy (cywilny, to nie ślub...)
          Ja jestem wredną suką, bo ojca dzieciom zabrałam (że go poznałam po rozwodzie, , że kilka razy się rozstawali i mieszkali osobno w czasie trwania związku to już nieistotny szczegółwink )
          Jak jeszcze utrzymywaliśmy sporadyczne kontakty (udawane przez moich rodziców tylko po to, żeby ludzie nie gadali), to największa troska była o dzieci chłopa i o ex.
          Nawet jak leżałam w szpitalu z bardzo zagrożoną ciążą, to mieli w 4 literach i nawet nie zadzwonili.
          Więc witaj w klubie....
            • sofija_biala Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 07.03.13, 10:56
              Wiesz Edwina. Próbowałam sobie to jakoś racjonalizować - szokiem, wiarą katolicką, innym pokoleniem. Ale to nadal wielu zachowań nie tłumaczy. Nie jestem masochistką - odcięłam się i nie utrzymuje z nimi kontaktu.
              Dla odmiany teściowie, najpierw pełni rezerwy, teraz są zachwyceni, że tak się nam dobrze poukładało. A za wnukiem (kolejnym) przepadają chyba najbardziej.
              • edw-ina Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 07.03.13, 12:15
                Wiesz, ja teoretycznie potrafię wiele zachowań człowieka wyjaśnić zarówno poprzez czystą biologię, antropologię, naleciałości religijno - kulturowe, predyspozycje etniczne i wiele innych. Ale mimo wszystko poziom ludzkiej ignorancji nie przestaje mnie zadziwiać, a niejednokrotnie też zwyczajnie boleć. Kiedy stykam się, choćby on-line, z taką sytuację jak Twoja czy Larysy, to pięści mi się zaciskają. Ponieważ wasi rodzice potraktowali was jak bezwolne służące. Dokładnie tak to widzę - jak bezwolne służące, które mają same obowiązki i w dodatku są zbyt głupie i podłe, by pozostawić wykonanie tych obowiązków jedynie w ich rękach. Nie, trzeba upokorzyć jeszcze bardziej kierując i podkreślając na każdym kroku tę niską, służebną pozycję. Ostatnio doszłam do wniosku, że jest to charakterystyczny rys wychowania córek przynajmniej w tym kraju. Nie twierdzę, że wszystkich, ale wciąż jest to dość powszechne. To przyuczanie do obowiązków z jednoczesnym zaznaczeniem niskiej wartości takiej pracy i osoby ją wykonującej. Moja młoda sąsiadka, która niedługo bierze ślub i już nie może doczekać się wyprowadzki z rodzinnego domu, skwitowała to ostatnio słowami:- to nie jest mój dom, ja tu tylko mogę użytkować pewne rzeczy i wykonywać polecenia, po wykonaniu których i tak usłyszę, że zrobiłam to źle. Uciekajcie. Nie dajcie sobą pomiatać. Życie jest za krótkie na to, by grać w nim trzeciorzędną rolę!
                • sofija_biala Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 07.03.13, 12:27
                  coś w tym jest, co piszesz.
                  W mojej rodzinie były przypadki (dawno dawno temu) narzucania współmałżonka przez rodzinę. Jeden z moich wujów kiedyś chciał mnie swatać z jakimś sobie znajomą "dobrą partią". Dzieci, ryby i kobiety wszak własnego rozumu nie mają...
                  Wtedy wydawało mi się to nawet zabawnym żartem..., ale potem okazało się, że to nie były żarty, a moi rodzice tez maczali w tym palce. Byłam po 30-tce wink
                  Cóż, dziewczyny - po moim ślubie z M nawet majątek rodzinny został zabezpieczony przede mnąwink
                  Cóż, ciężko bardzo było przetrawić to wszystko, ale mam na szczęście te problemy już za sobą.
                  Szkoda mi tylko mojego dzieciątka, że nie będzie miał kontaktu z moją częścią rodziny, ale zważając na potencjalną jakość tych kontaktów - wyboru nie mam.
                  Na szczęście teściowie rozpieszczą mi młodego maksymalnie, więc liczę, że będzie miał dobre wspomnienia z dzieciństwasmile
          • shedir1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.04.13, 10:57
            Moi teściowie też odrzucili i wyrzekli się swojego wnuka. Mój maż ma dwójke dzieci ale oni tylko jego córke akceptuja. O naszym synu powiedzieli że nie ma dla nich znaczenia i ich nie interesuje. Ale to ja według nich jestem nieludzka i bez uczuć bo kiedyś przy teściowej powiedziałam młodej że nie będzie bajki dopólki nie posprząta bałaganu który zostawiła, a ta wpadła w histerie.
            Mojego męza jego właśni rodzice traktuja jak chłopca do bicia, wszytko co złe to on. Zabrali mu mieszkanie aby miec nad nim kontrole i pokazac ż ejak będzie sie stawiał to będzie za to płacił. Teściowa posuneła się juz nawet do tego że probowała nastawić jego córke przeciwko niemu i walczyła o to kogo ona będzie bardziej kochała jego czy ja. Nie jest łatwo. Współczuje wszytkim którzy maja toksycznych rodziców i z tymi ludzmi musza mieć doczynienia.
    • mazoko Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 06.03.13, 12:22
      Potrzeba potrzebą ale jak się patrzy na zapuszczone małe dziecko to ciężko się nie odezwać ..... na szczęście dziewczyny rosną i wchodzą w wiek w którym powinny same o siebie dbać ja się wycofuję i w nosie mam co kto mysli (gdybym trafiła na to forum kiedyskiedys byłoby mi duzo łatwiej)..... wstydzić za dzieci powinni sie rodzice a ja nie muszę .....
    • violadamore Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 07.03.13, 13:31
      Mysle, ze prawie decydujaca role odgrywa tu tez wiek dzieci - nastolatkom matkowac jest trudniej niz maluchom. Moje dzieciaki sa autentycznie zzyte z PO, choc on im ojca nie probuje zastapic, tylko zwyczajnie zajmuje sie nimi. Moje kontakty z jego dziecmi sa na zupelnie innej zasadzie - ja im oferuje gotowosc do troski i pomocy, a one decyduja ile z tego chca wziac. Granica jest (jak sie okazalo wink ) wspolne spanie, tu sie we mnie odezwaly bardziej "macochowe" niz matczyne instynkty wink.
      • karolana Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 07.03.13, 15:56
        violadamore napisała:

        > Mysle, ze prawie decydujaca role odgrywa tu tez wiek dzieci - nastolatkom matko
        > wac jest trudniej niz maluchom.

        Duuuużo racji. Ja nie-moje dzieci poznałam jak młodsze miało ok. roku, a starsze 6 lat. I też widzę jaka dynamika jest w kontaktach z obojgiem. Młodsze dziecio przyssało się do mnie instynktownie i w wieku ok 2,5 roku kiedy zaczeło mnie mieć w zasięgu regularnie była między nami więź praktycznie taka sama jak dziecka z matką. To było dla dziecia naturalne i dla mnie niejako też.
        Starsze dziecio budowało więź dłużej, na zupełnie innych zasadach. Bardziej świadomie.
        Relacje między nami są naprawdę super, ale to już zupełnie inna jakość.
    • polifonia1983 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 24.03.13, 22:08
      Matkowałam na samym początku, jak młoda tego potrzebowała. Młoda wymagała cały czas mojego zaangażowania i uwagi, bo miała różne deficyty. I wtedy to dostawała.
      Teraz nie potrzebuje ciągłej opieki, jest samodzielna i samobieżna. Ale do tej pory mamy dobry kontakt, a kiedy jest w naszym domu traktuję ją tak, jakbym traktowała swoje dziecko, gdyby było w tym wieku. Poza tym lubię z nią robić różne rzeczy, lubię się z nią bawić i lubię jej różne rzeczy pokazywać, jedne przyjmuje, inne się jej nie podobają, a mnie interesuje jej punkt widzenia, bo jest po prostu inteligentną i spostrzegawczą, chociaż bardzo młodą osobą. Nie wiem, czy to jest matkowanie. Prędzej to, że nadal na ogół tylko ja w domu przypominam o założeniu okularów, kremowaniu buzi, myciu włosów, przeczytaniu lektury itd. Ale jakoś nie patrzyłam na to w kategorii matkowania.
    • havana6 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 01.04.13, 13:54
      nie... absolutnie nie czuję potrzeby matkowania wink
      młoda ma teraz 14 lat, jak związałam się z moim mężem to miała 10. i nie chciałam się nastawiać anty, ale po prostu aż mnie czasem mdli, bo cała rodzina jak i sąsiedzi w miasteczku gdzie mieszkaliśmy, mieli jakąś niezdrową manię.... młoda to, młoda tamto, a jak młoda, a gdzie, a co, a kiedy... no normalnie nawet jak się sąsiadów spotkało na ulicy, to można było być pewnym że się prędzej czy później pojawi pytanie o nią. do pewnego stopnia mi to nie przeszkadzało, bo to normalne, ale po jakimś czasie już mi się po prostu od tego wszystkiego rzygać chciało, że tak to obrazowo powiem.
      i pewnie mnie część osób potępi, ale tak mam straszną niechęć do młodej mimo że mi osobiście nic nie zrobiła, i zachowuje się ok, to przez całą sytuację i ogólną atmosferę nie mam specjalnie ciepłych uczuć do niej - zachowuję się poprawnie w stosunku do niej i to wszystko.
      kiedyś myślałam, że jak się skumpluję bardziej z nią to będzie git i fajnie, ale tak naprawdę kiedy byliśmy wszyscy razem we 3, to zawsze miałam wrażenie że ja do tych puzzli nie pasuję i wszystko takie sztuczne... więc po jakimś czasie to olałam, i w tym momencie dopóki to mnie nie dotyczy to mam gdzieś co się z młodą dzieje. straszna ze mnie macoszka, wiem wink
    • shedir1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.04.13, 10:30
      Nie potrafie i nie chce jej matkować. Mimo że do tej pory wiele osób z rodziny męża i czesto on sam wywieraja na mnie taką presje. My mamy wspólne dziecko i dla niego jestem matką i na tym koniec.
      Pewnie zaraz mi się oberwie ale młoda poprostu mnie męczy i przebywanie z nia jest dla mnie niesamowicie wyczerpujące. Tym bardziej że wiem, iż niezaleznie jak się będe starała ona i tak matce naopowiada niestworzone złe historie,które nigdy się niewydarzyły tylko po to żeby matke na nas nasłać i żeby do nas wypisywała i wydzwaniała z gębą przy niej. Młoda niestety wtedy jest najszczęśliwsza i bardzo zadowolona z siebie. Niestety ale od pewnego czasu jak tylko widze to dziecko to odrazu dostaje nerwa.
      Wkurza mnie to że zamiast jej matki to często ja musze z nią siedzieć gdy m jest w pracy. Jej mamusia ma w dupie ona ma dzisiaj wolny dzień (w sumie 16 dni w miesiącu ma tego wolnego od własnego dziecka). Idąc do Roboty na 10 potrafi wydzwaniać do nas dzień wcześniej żebyśmy rano z dzieckiem poszli na badania. Na co m mówi że on o 5 rano wychodzi do pracy, a ja o 7 a to babsko potrafi z mordą wyskoczyć że m ma w dupie dziecko, a na pytania dlaczego ona nie pójdzie skoro ma na 10 do pracy więc może pójść rzuca sluchawka. A młoda potem przychodzi z pretensjami do nas że mamusia musiała wcześniej wstać i z nią jechać bo nam się nie chce. Kłamie, kombinuje i oszukuje i mało tego kiedyś sama się przyznała że tak robi i będzie robiła bo jej taki stan wojny odpowiada. Niestety mamusia daje się tak napuszczać i ostentacyjnie próbować pokazać dziecku że jej broni. Przepraszam dziewczyny ale ostatnio mam jakiś mega kryzys.
      • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.04.13, 13:03
        Niestety rozumiem. Są takie dzieci. Pani psycholog powiedziała mi na ostatniej wizycie, że powinnam całkowicie zignorować pasierbicę jak ona źle się zachowuje. W pewnym sensie ma rację, tylko że ciężko zignorować kogoś kto celowo gra ci na nosie i udowadnia że czy chcesz czy nie chcesz i tak będzie w centrum uwagi, jak nie po dobroci, to wywinie ci jakiś numer żebyś i tak skupiła się na niej. Moim marzeniem jest więc bezzmiennie jej wyprowadzka z mojego domu. Twojej też pewnie podoba się jej "siła", czyli że dużo może manipulując naiwnymi rodzicami. Zawsze będę to powtarzać - dopóki rodzice nie przejrzą na oczy, to się nie skończy. U mnie niestety pole do popisu coraz mniejsze w domu, za to na goscinie lub jak ktos przyjdzie - hulaj dusza, piekła nie ma. Od razu widać, że dzieciak się nie zmienił, czeka tylko na sposobność i widownię, która chce w tym uczestniczyć. Współczuję ci, bo szkoda twoich nerwów, tak samo jak i moich.
        No i ta przepiękna presja otoczenia wywierana na ciebie - poezja. Sama to przerabiam, ale cały czas się bronię.
        I zgadzam się z Havaną, temat pasierbicy w każdej rozmowie ze wszystkimi to mus: a co tam u X, a jak tam X... bla, bla, bla, łeeeeeeeee
      • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.04.13, 13:11
        > Wkurza mnie to że zamiast jej matki to często ja musze z nią siedzieć gdy m je
        > st w pracy. Jej mamusia ma w dupie ona ma dzisiaj wolny dzień (w sumie 16 dni
        > w miesiącu ma tego wolnego od własnego dziecka).

        miej za złe swojemu mężowi a nie jej, bo Ty zajmujesz się dzieckiem ZAMIAST ojca, a nie matki.

        Skoro na taki układ rodzicielski poszli (wychodzi na opiekę naprzemienną/równoważną, skoro ojciec POWINIEN ZAJMOWAĆ się dzieckiem 16 dni w miesiącu), to Tobie nic do tego.
        Bycie rodzicem to OBOWIĄZEK, a oni podzielili go po połowie.
        • shedir1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.04.13, 16:58
          Niestety nie do konca tak jest. Opieki naprzemiennej ustalonej sadowo nie ma bo ex sie nie zgodzila. Prawnie dziecko jest z nia a w rzeczywistosci... Ja wiem ze jesli nie zajme sie nia czasem to odbije sie to wtedy na naszej rodzinie bo maz bedzie mial do mnie pretensje. Faktem jest ze kiefdy sie nia duzo zajmowalam ale pomalu sie z tego wycofalam gdy zauwazylam ze kazdy zaczall uwazac ze zajmowanie sie pasierbia jest moim psim obowiazkiem. Ale wycofac calkowicie jest bardzo ciezko mimo ze rowniez marze o tym zeby wogole tego nie robic. A matka jest taka ze nawet gdymym przywiozla jej wtedy dziecko do domu to potrafi nie otworzyc drzwi.
          • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.04.13, 17:24
            czy tak, czy siak wszelkie pretensje Shedir powinna kierować do męża
            i z nim jasno ustalić zasady co do tego kiedy i ile CHCE mu pomóc w opiece nad dzieckiem

            a skoro eks działa, jak działa to dziwię się ogromnie, że ojciec nie wystąpił do sądu o zmianę orzeczenia o kontaktach, by odzwierciedlało rzeczywistość pół na pół
            jednak skoro taka opieka przekracza jego możliwości czasowe (a Shedir możliwości pomocowe), to jasno powinien odmówić zajmowania się córką wtedy, gdy jest to niemożliwe
            • shedir1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.04.13, 17:31
              Owszem wystapil ale eks wyrazila sprzeciw a pani sedzina powiedziala ze cieszy sie ze sa dobrzy ojcowie ale to nic nie zmienia. Matka sie na opieke naprzemienna prawnie nie zgadza a aby dziecko mialo miejsce zamieszkania z ojcem matka tez sie nie zgadza, a sedzina nie widzi podstaw by to zmieniac.
    • rybkka24 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 03.04.13, 16:57
      Skoro na taki układ rodzicielski poszli (wychodzi na opiekę naprzemienną/równoważną, skoro ojciec POWINIEN ZAJMOWAĆ się dzieckiem 16 dni w miesiącu), to Tobie nic do tego.
      Bycie rodzicem to OBOWIĄZEK, a oni podzielili go po połowie.

      skoro facet podzielił się opieką nad dzieckiem z ex w sposób PRZEKRACZAJĄCY jego możliwości czasowe i fizyczne i wrzuca to dziecko na głowę swojej żony TO JAK NAJBARDZIEJ jej to dotyczy i ma prawo żądać zmiany ustaleń tak aby nie musiała robić za darmową niańkę.
      i generalnie matka z serii wygodnych i roszczeniowych taka sama córka, nic przyjemnego obcować na co dzień z takimi ludźmi.współczuje.
      • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.04.13, 10:38
        Oczywiście dziewczyny i ty rybko macie racje i podpisuje się pod tym , ALE niestety jestem w takiej samej sytuacji i wiem że bardzo łatwo się mówi, ale trudno robi. Ja przez nm też byłam raczona tym matkowaniem, fochami i pertensjami, że nie chcę tego robic. Miałam w domu istne pole bitwy przez długie mieisące.
        Doskonale rozumiem warunki w których MUSI funkcjonować shedir. niestety presja człowieka którego ona przecież kocha i który jest fundamentem tego że ona zajmuje się jego dzieckiem jest ogromna, choć oczywiście całkowicie niesłuszna. Mi samej zajęło małe 2 lata doszukanie się tego forum i zrozumienie a raczej wytłumaczenie mi przez was, że obowiązków wobec pasierbicy nie mam. To jest tak, że facet którego ona kocha ma inne wyobrażenie i niestety obawiam się że wynika to (a przynajmniej u mnie tak było) z faktu że uznaje ją w pewien sposób za bardzo dobrą matkę i dlatego od niej tego wymaga.
        Mój nm zazdrościł sposobu w jaki ja zajmuję się swoim dzieckiem i chciał tego samego ode mnie dla swojej córki. Nijak do niego nie trafiało że ja nie mam ochoty jej tego dać a ona nie chce tego przyjąć (a raczej że nie chcę jej tego dawać BO ona nie chce tego ode mnie i woli swoją matkę mimo że w ocenie nm jej matka była gorszą matka ode mnie, a wręcz nie dorastającą mi do pięt - przy czym należy podkreślić, że dla mnie zachowanie pasierbicy kochającej SWOJĄ matkę było naturalne i zrozumiałe, a to co wyprawia ze mną otoczenie całkowicie pozbawione wszelkiej logiki i krzywdzące), skutki jego postepowania i całego otoczenia są w moim przypadku opłakane. Bardzo żałuję i nm teraz tez żałuje że do tego wszystkiego doszło i że zaszło to aż tak daleko. Tak więc niestety śmiem przypuszczać, że intencje m shedir są jak najbardziej dobre, ale będą dla nich katastrofalne w skutkach - z czego on nie zdaje sobie sprawy i najprawdopodobniej będzie szedł w zaparte. Do tego u nich tak samo jak w moim przypadku dochodzi czynnik "opornej pannicy", która nie ma za grosz dobrych intencji i lubuje się w "podgrzewaniu atmosfery" byle być w centrum uwagi.
        Wyobraźcie sobie, że do mojego nm nie trafiało to co mówiłam do tego stopnia, że zaczął przytomnieć dopiero jak mu pokazałam wasze wspisy. Niestety, dużo czasu zajęło mu przestawienie swojego myślenia i było mu niezmiernie przykro, że ja matką dla jego córki nie chcę być. U nas doszło już do tego, że nie chę pasierbicy w domu i jej nie akceptuję, bo całość wydarzeń była dla mnie bardzo traumatycznym przeżyciem i sama nie jestem w stanie się z tym do tej pory uporać. Pasierbicę oczywiście musze znosić codziennie, jej zachowanie zmieniło się jedynie pozornie. Po latach sprawa zakończyła się psychologiem a ja zdałam sobie sprawę, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest rozstanie, którego nie chcę. Tak więc moja sytuacja jest patowa. Jestem w potrzasku z własnego wyboru.
        Shedir walcz o swoje, życie wbrew sobie nie jest życiem szczęśliwym.
        • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.04.13, 10:57
          > Doskonale rozumiem warunki w których MUSI funkcjonować shedir. niestety presja
          > człowieka którego ona przecież kocha i który jest fundamentem tego że ona zajmu
          > je się jego dzieckiem jest ogromna, choć oczywiście całkowicie niesłuszna.

          otóż wcale NIE MUSI
          ma wybór, może pogodzić się i zaakceptować sytuację albo może odejść
          tym bardziej, że Shedir nie jest finansowo uzależniona od męża

          > pozornie. Po latach sprawa zakończyła się psychologiem

          bo nie należy odkładać tego kroku, jak sobie człowiek SAM z czymś nie daje rady, to trzeba SZYBKO do psychologa po pomoc
          i to sugeruję TERAZ Shedir i jej mężowi

          >a ja zdałam sobie spraw
          > ę, że jedynym wyjściem z tej sytuacji jest rozstanie, którego nie chcę. Tak wię
          > c moja sytuacja jest patowa. Jestem w potrzasku z własnego wyboru.

          nie chcesz czy boisz się rozstać i ponownie zostać samą ??
          Jeśli to drugie - to NIE jest wystarczająco dobry powód na bycie w związku.
          • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.04.13, 14:37
            No właśnie napisałam że jedynym wyjściem jest rozstanie. Mówisz że nie ona nie musi tak funkcjonować a ja wiem ze swojego życia że niestety faceci nie zwsze chcą dać kobiecie wybór. Tak więc jeśli chce z nim być to może wymuszona opieka nad jego dzieckiem jest cena jaką musi zapłacić.
            Nie chodzi mi o finansowe uzależnienie shedir, ja piszę że to człowiek z którym ona chce być mimo tej sytuacji świadomie i z własnego wyboru bo go zwyczajnie kocha.
            No i znowu się nie zgodzę jesli chodzi o wizyty u psychologa. U mnie była to pierwsza rzecz jaką zaproponowałam zaraz na poczatku naszego związku odnośnie tej sytuacji ale nm zawsze powtarzał że "jakoś to będzie", nie widział problemu tylko mój opór i złą wolę, nie widział konieczności chodzenia do specjalisty, wiec w jego przypadku skończyło się na jednej wizycie na początku i jednej u innego psychologa po roku czasu. Dopiero ostatnio sam zaproponował pójście na terapię. Ostanie pół roku zajęło mu przetrawienie sytuacji i zmiana zdania na ten temat, oraz zaprzestanie oskarżania mnie o całą sytuację. Jeśli facet shedir myśli podobnie jak mój na początku to nie bedzie widział potrzeby pójścia gdziekolwiek a całą winę za sytuacje zwali na shedir bo to ona jest źródłem problemu, przecież nie biedne, małe, poszkodowane dziecko, przecież powinna kochać jego dziecko jak swoje i wręcz klaskać uszami jak widzi pasierbicę na horyzoncie. Ta sytuacja nie jest łatwa, chociaż łatwo o niej się pisze. Jakby była taka łatwa to nie robilibyśmy trzeciego podejścia do specjalisty i nie płacilibysmy słono za rady jak to wszystko poukładać.
            W zasadzie ostatnio przechodziłam fazę że czas się rozstać, po raz nty bo nie ma innego wyjścia z tej sytuacji czego jestem w pełni świadoma, teraz znowu moge próbować to poukładać, chociaż nie powiem że pałam entuzjazmem i mam słabą wiarę w to wszystko.
            Masz rację nie chcę być sama, ale głównie dlatego że cały czas cos czuję do nm i niestety po przemyśleniu dochodzę zawsze do wniosku że nie chcę być z nikim innym i że żałowałabym rozstania z nim. tak więc chcąc być z nim a nie chcąc być z nią co mam według ciebie zrobić? Wystawić jej walizki pod nieobecność ojca i wręczyć bilet w jedną stronę w dowolne miejsce w Polsce. Co by nie było jednak szanuję go za to że tak zaciekle walczy o swoje dziecko, chociaż jego decyzja o zabraniu jej od matki jest dla mnie całkowicie błędna i niezrozumiała a wychowanie jej jest całkowicie na mojej głowie i muszę go tego uczyć co dnia, co jest dla mnie frustrujące i sama czuję się jak jego matka. Nie wiem jak to się skończy, ale na tym etapie zaimpomował mi świadomym pójściem po pomoc, nie słyszę już "jakoś to będzie", no niestety "jakoś" nie będzie, chcę żeby było lepiej.
            • edw-ina Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.04.13, 14:53
              Tak więc jeśli chce z nim być to może wymuszona opieka
              > nad jego dzieckiem jest cena jaką musi zapłacić.

              - Laryso, z całą moją sympatią do ciebie - po co "chcieć być" z kimś, kto cię do czegoś zmusza? To już błąd w podstawowym założeniu.
              • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.04.13, 07:20
                Jak to się mówi "miłość nie wybiera". A po co ja jestem z kimś takim, a po co rybka jest z kims takim , myślę, że to nie tylko problem tak wąskiego grona, ale zapewne problem masowy o czym nie raz już rozmawiałyśmy.
                A to co mnie już do reszty zdruzgotało, to wczorajszy tekst do mnie cenionej przeze mnie pani psycholog "musi pani". Wiesz, uważam że po półrocznym odzwyczajaniu przez was i uświadomieniu mi że "nie muszę" powiedzenie mi wczoraj takiego czegoś wywołało u mnie niezłą furię i nie omieszkałam powiedzieć tej pani że niestety nie muszę bo nie chcę, na co ona się mnie zapytała, po co tam chodzimy. No było to dla mnie bardzo niemiłym zaskoczeniem co z pewnością jej następnym razem (niestety dopiero za dwa tygodnie) powiem.
                Nie jestem już na etapie ze ktokolwiek jest w stanie zmusić mnie do czegokolwiek, ale jednak mieszkać, ogladać i zajmować się nieswoim dzieckiem właśnie że muszę na co dzień. Jak nm wraca z pracy to faktycznie już nie musze bo nie chcę. I napiszę po raz trzeci że muszę właśnie dlatego że wybrałam tkwić w tym związku. WYBRAŁAM i niestety taka jest cena, że muszę na niektóre rzeczy się zgodzić.
                Wymuszanie przez partnerów niestety się nie skończy - to nie utopia. Oczywiście jednak każda z nas może w każdej chwili powiedzieć dosyć i odejść.
                • edw-ina Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.04.13, 08:38
                  Będę się upierać, że nie musisz. To jest twój wybór, nie przymus. Wszystko jest kwestią priorytetów. Jeżeli w twoich priorytetach np. wyższe miejsce zajmuje bycie w związku, a niższe poczucie własnej wartości (to przykłady, nie ocena), to zgodzisz się na związek, w którym jesteś pomijana, ponieważ bycie w związku ma dla ciebie większą wartość niż ty jako jednostka. Jeżeli priorytetem będzie np. szczęście twoje i córki, to odrzucisz na dzień dobry kogoś, kto próbuje te szczęście ukrócić. Itp., itd. Np. ja mam w priorytetach, gdzieś na samym szczycie, potrzebę wolności osobistej. Nie potrafiłam być z nikim, kto próbował to w jakiś sposób ograniczyć lub po prostu tego nie respektował. I chociaż moja rodzina jest dla mnie szalenie ważna i też jest na samym szczycie tabeli, nie umiałabym jej tworzyć z kimś, kto się zasadza na moją wolność. Dlatego zastanów się nad priorytetami.
                  • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.04.13, 09:10
                    Ok skoro tak mówisz to proszę o rozwiązanie mojej sytuacji:
                    Nm wychodzi do pracy ok. 5:50. Ja i obie dziewczyny wstajemy ok. 6:20.
                    Nm wraca z pracy ok. 17, ja i dziewczyny o 15.
                    Nm chodzi na siłownie 3 razy w tygoniu ok. 2 godz.
                    Co mam zrobić jeśli nie chcę zajmować się pasierbicą w czasie kiedy nm jest poza domem a jednocześnie chcę spędzac ten czas ze swoim dzieckiem???
                    Jeśli chodzi o czas kiedy nm jest w domu również pasierbica przychodzi z racji wspólnego mieszkania często bezpośrednio do mnie - jak się zachować???
                    Do tego między mną i nm nie dochodzi do kłotni i spięć na ŻADEN inny temat, więc można powiedzieć że nasz związek jest ok.
                    • edw-ina Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.04.13, 10:21
                      Laryso, ale sytuacja jaką opisujesz jest już wynikiem ruchów, na które poszłaś, a które miały zakłócone priorytety. Zgodziłaś się wejść w związek z mężczyzną, który ustawił ciebie i twoje dziecko niżej niż samego siebie i swoje dziecko. A mówienie o tym, że kłócicie się tylko o dziecko, to jak uznanie, że prawo do posiadania broni ma się nijak do aktów przemocy. Kłócicie się o tematy podstawowe dla związku. Wiele innych czynników, nawet tak ważnych dla relacji jak dobry seks, jest w takim wypadku jednak nieco niżej na liście czynników niezbędnych do stworzenia udanej relacji.
                      Pytasz mnie o to, jak zwalczyć objaw choroby, a nie samą chorobę. Tylko po co tracić siły na zwalczaniu jednego objawu, skoro choroba i tak wywoła kolejny? Być może jeszcze bardziej skomplikowany?
                          • edw-ina Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.04.13, 10:59
                            Dopiszę coś - drążę z premedytacją, bo mam wrażenie, że popadasz w mechanizm, który też znam. Tj. wielokrotnie w pewnych relacjach sama siebie przekonywałam, że wszystko byłoby ok gdyby coś tam: np. gdyby kolega mojego faceta nie był taki wkurzający, gdybym kończyła pracę o 19 a nie o 20, gdybym mój mąż pamiętał o wywieszeniu prania, o którym wiecznie zapomina itp, itd. Po czym zmieniała tę jedną kwestię, na chwilę następowała pełnia szczęścia, bo przecież powaliłam tę paskudną przeszkodę, po czym okazywało się, że to srogo opłacone zwycięstwo niewiele przynosi. Ponieważ tak naprawdę nie w tej kwestii leżał problem, ale ja dla własnego spokoju wolałam go tam umiejscowić. Wolałam myśleć, że kolega mojego faceta jest mizoginem i szowinistyczną świnią, niż dostrzec to, że mojemu facetowi taki światopogląd jest przynajmniej bliski, bo gdyby nie był, to sam by usunął kolegę ze swojego życia. Myślałam, że jeśli będę wychodzić wcześniej z pracy, to będę miała np. czas, by wreszcie coś tam dokończyć, po czym docierało do mnie, że czas to tylko wymówka, bo nawet jak miałam go dwa razy więcej, to nie chciało mi się wziąć za coś, co sobie obiecałam. A w zapominaniu o praniu wkurzało mnie przede wszystkim lekkie podejście do codziennych obowiązków, a nie samo pranie. Właśnie dlatego napisałam tobie o leczeniu całej choroby, a nie skupianiu się na objawach. I nie obrażaj się, bo jak się komuś dobrze życzy, to czasami zamiast poklepać po plecach, trzeba mu dać kopniaka w tyłek.
                            • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.04.13, 11:24
                              I znowu się mylisz, nie mam zamiaru się na nikogo obrażać. Dałaś mi już tyle dobrych rad z których skorzystałam, że nie przyszłoby mi to nawet do głowy. Jednoczesnie jak każdy, mam prawo do swojego zdania w niektórych kwestiach i nie zmienię go nie wazne co byś mi napisała. Przeczytaj jeszcze raz moje posty. Ja nie napisałam nigdzie, że kwestia kto się zajmie pasierbicą podczas nieobecności nm rozwiąże moje problemy. Napisałam, że świetnie zdaje sobie sprawę z tego, że ona nadal bedzie u mnie mieszkać. Tak więc jak to napisałaś gdybym chciała zwalczyć chorobę - pasierbicę, musiałabym się jej pozbyć - może zakopać w ogrodzie??? jednakże nawet tak drastyczne rozwiązanie sprawy nic by nie zmieniło, bo nm nadal bedzie ja kochał, za nią tęsknił i nie ma sposobu na wymazanie jej z jego życia, pamięci i serca. Napisałam że świadomie godzę się na tą sytuację, chociaż nie jestem z tym szczesliwa. Nie jestem rozkapryszoną gówniarą, tylko osobą dorosłą, mniemam, że każda z nas poszła na ustępstwa w różnych dziedzinach dla swoich partnerów - to się nazywa bycie w związku. Jeszcze raz napiszę, że muszę się nia zajmować. Gdybym napisała że nie muszę mogłabym ja wystawić przed dom, żeby tam na niego poczekała, a najlepiej gdzieś dalej żeby zniknęła mi z widoku. Myślisz że nm powinien dla uszczęśliwienia mnie przystać na to rozwiązanie? Czy myślisz że shedir, która chce być ze swoim mężem również z własnego wyboru powinna zrobić to samo, bo przecież ma taki wybór? Myślisz że rybka tez tak powinna postąpić?
                              Zdaję sobie sprawę że bardzo łatwo ci się to pisało, ale wiem że jesteś mądrą kobietą - to nie kadzenie tylko fakt wynikający z twoich postów. Z łatwościa wiec zrozumiesz, że sytuacje są różne. Zapraszam cię serdecznie do mojego domu, po miesiącu jak nie szybciej przyznasz mi rację. Nasze sytuacje są na tyle skomplikowane, że chociaż jesteśmy dorosłymi i nie głupimi kobietami jednak każdą z nas to niekiedy przerasta, inaczej by nas tutaj nie było. nie ma jednej sytuacji i jednego rozwiązania.
                              Moim priorytetem wcale nie jest bycie w tym związku, nie rozważałabym w tej sytuacji jego zakończenia, nie walczyłabym a nm tylko spełaniała bez gadania rolę którą mi narzucił. Zrobiłabym wszystko dla świętego spokoju i wspaniałej atmosfery, a jednak zobacz - ciąge walczę, o siebie, o córkę, o związek. Prawda jest taka, że gdybym nie trafiła na to forum to całkiem możliwe że nie byłabym już z nm. Wy jednak pokazałyście mi drogę i dałyście broń do dalszej walki. Jak się poddam i wywieszę białą flagę, to z własnej woli. Z własnej woli również w dniu dzisiejszym chętnie wystawiłabym pasierbicę za ogrodzenie posesji - muszę jednak się nią zająć.
                              • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.04.13, 15:31
                                > aż nie jestem z tym szczesliwa. Nie jestem rozkapryszoną gówniarą, tylko osobą
                                > dorosłą, mniemam, że każda z nas poszła na ustępstwa w różnych dziedzinach dla
                                > swoich partnerów - to się nazywa bycie w związku.

                                tyle tylko, że chodzenie na ustępstwa w kwestiach ZASADNICZYCH albo dotyczących wewnętrznych wartości ZAWSZE kończy się źle - albo dla związku albo dla tej osoby (co i tak w sumie oznacza, że dla związku)
                    • jayin Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.04.13, 11:23
                      larysa-1 napisała:

                      > Ok skoro tak mówisz to proszę o rozwiązanie mojej sytuacji:

                      Zgadzam się z edwiną. To, o czym piszesz, że "MUSISZ" - to raczej jest "CHCESZ - bo chcesz być z NM, ale zupełnie ci się ten sposób na bycie z nim nie podoba". Dlatego masz z tym problem i stres. Bo świadomie to "uprawiasz", w imię miłości, związku itd. Ale nie daje ci to pełni szczęścia. Konflikt wewnętrzny.

                      W sumie spędzasz z pasierbicą niewiele czasu w ciągu dnia (ok. 2-3 h) sama.
                      Jeśli masz po tych przejściach wcześniejszych jakąś traumę - to może trzeba by było z samą sobą to jeszcze raz "przepracować" i zamiast zapętlać się w stresie, pomyśleć: "OK, jest jak jest. Co mogę teraz zrobić, żeby dla siebie samej znaleźć trochę przyjemności w takim życiu?".
                      I... Zrobić to. Wyjazd ze swoją córką na weekend? Bez NM i bez pasierbicy? Podrzucenie NMowi obu dziewczyn na popołudnie/wieczór i wyjście na babskie pogaduchy, albo basen, albo kino, albo nawet do kosmetyczki? Sama wiesz najlepiej, co sprawia ci przyjemność. Nie samą rodziną i mężczyzną kobieta żyje.

                      Nie dać się zwariować. Przede wszystkim. Sytuacji zmieniać nie chcesz i kończyć związku też nie - więc wygospodaruj sobie w tym układzie wygodne miejsce dla siebie samej, gdzie możesz wszystkim powiedzieć: "A idźcie sobie wszyscy stąd i nie zawracajcie mi głowy przez godzinę. Tera ja!tongue_out".


                      > Nm chodzi na siłownie 3 razy w tygoniu ok. 2 godz.

                      A ty? smile Chodzisz gdzieś? Czy NM zostawił ci "Gospodarstwo DOmowe" na twojej tylko głowie, a sam jest głównym żywicielem rodziny i uważa, ze z tej racji przysługuje mu odstress i siłownia 3x w tyg., a ty jako kobieta masz w genach uprawianie zawodu "Matko Polko"?

                      Skoro NM ma w domu SWOJĄ córkę, to może powinien SWOJE zajęcia PO PRACY nieco inaczej zorganizować, bo ma OBOWIĄZEK się nią zająć? Zamiast 3x siłownia - to tylko raz. A pozostałe "popołudnia" mogłby uczestniczyć w życiu rodzinnym w domu. To byłoby z korzyścią i dla niego, i dla córki, no i dla ciebie.

                      > Co mam zrobić jeśli nie chcę zajmować się pasierbicą w czasie kiedy nm jest poz
                      > a domem a jednocześnie chcę spędzac ten czas ze swoim dzieckiem???

                      Może jakieś zajęcia pozalekcyjne dla niej? Albo "świetlica" w szkole? I niech NM ją odbiera? Przynajmniej na początku, póki kiedyś nie wrócisz do "równowagi" w tym temacie.

                      > Jeśli chodzi o czas kiedy nm jest w domu również pasierbica przychodzi z racji
                      > wspólnego mieszkania często bezpośrednio do mnie - jak się zachować???

                      Głęboki oddech. I pomyśl, że to TYLKO dziecko. Nie traktuj jej jako źródła zła wszelkiego. To decyzje dorosłych (rodziców) postawiły ją w tym miejscu, gdzie teraz jest. Czyli w waszym domu. Spróbuj na nią popatrzeć jak na dziecko "obce", ale nie przez perspektywę swoich wspomnien złych. Czyli normalnie. Pewnie jest to dość trudne, ale może warto spróbować "zacisnąć zęby" przez moment i odciąć się czarną kreską od przeszłości. I od nowa zacząć układać wzajemne stosunki. Tym bardziej, że chcesz w tym związku i rodzinie trwać nadal.

                      > Do tego między mną i nm nie dochodzi do kłotni i spięć na ŻADEN inny temat, wię
                      > c można powiedzieć że nasz związek jest ok.

                      Ten związek jest dla ciebie OK, czy dla niego?
                      Albo inaczej: czy nie ma spięć i kłótni niezależnie od sytuacji, czy tylko dlatego, że zgadzasz się na to, co NM wymyśli i czego od ciebie oczekuje? Więc dla niego nie ma powodu do kłótni, skoro wszystko idzie po jego myśli. Posłuszna kobieta, matka dzieciom itd. Ideał.

                      Co by było, gdybyś twardo postawiła na swoim i np. powiedziała:
                      "Musisz zrezygnować z siłowni i zajmować się swoją córką po pracy"
                      ?
                      • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.04.13, 13:05
                        Napisałam tobie odpowiedź , ale mi wcięło.
                        W skrócie, zdania że muszę nie zmienię, co napisałam również Edwinie.
                        Wiem że macie jak najbardziej szczere i dobre intencje za co wam dziekuję.

                        Dla mnie spędzanie z nią 2-3 godz. codziennie samej to jednak dużo, ale to kwestia względna. Masz 100% racji że moje uprzedzenia odgrywają na tym etapie bardzo wazna rolę i ciągną się niepotrzebnie, ale nie jestem jeszcze gotowa się z tym uporać. Również jestem za i polecam wszystkim wracanie pasierbic o godz o której wraca ojciec a do tego czasu pozostawienie ich na świetlicy lub czyteni. Już to przerabiałam, jest to fantastyczne rozwiązanie dla złapania równowagi psychicznej i złapania oddechu. U mnie jednak na dłuższą metę nie przeszło.
                        Nm wychodzi tylko ze swoimi znajomymi (męskie grono) jedynie raz na miesiac więc nie ma czego ograniczać. Siłownia raz w dni pracujące oraz w sobote i niedzielę - jedyne samodzielne wyjścia z domu, dla mnie to istotne żeby też miał czas dla siebie. Nie będę go tutaj ograniczać.
                        Ja mam raz w tygodniu francuski w domu - dziewczyny bawią się same w pokoju obok, oraz jeżdżę konno raz w tygodniu z córką. Nm opiekuje wtedy wyłacznie swoja córką. Poza tym mam zamiar zacząć jeździć na rowerze już takowy zakupiłam (zapewne z córką). Nm mnie w żaden sposób nie ogranicza jeśli chcę gdzieś wyjść (chociaż nie wychodzę).
                        Co do jej przychodzenia do mnie jak jesteśmy razem, byłoby w porzadku gdyby niestety nie robiła tego w zły sposób - nie będę się tutaj rozpisywać. Poza tym to i tak niebo a ziemia od pół roku kiedy powiedziałam nm że nie życzę sobie żeby przychodziła ciągle do mnie (potrafiła zajmować moja uwagę od rana do wieczora, nie dała dojść nikomu innemu do głosu), załatwił to.
                        Związek jest ok raczej dla niego (masz nosa). Niestety do ideału mi daleko, ugodowa też raczej nie jestem, tak więc zgadzanie się na jego oczekiwania odpada. Po prostu sprawy poza pasierbicą załatwiamy na zasadzie zwykłej rozmowy dwojga dorosłych ludzi. Ja jestem wybuchowa, on też, więc przy okazji kłótni łatwo nie jest. Lepiej do niej nie doprowadzać.
                    • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 05.04.13, 15:24
                      > Nm chodzi na siłownie 3 razy w tygoniu ok. 2 godz.

                      no kurza twarz !!!!!
                      ma facet obowiązki rodzicielskie, a Ty nie chcesz (i masz do tego prawo) w tak dużym zakresie zajmować się jego córką
                      potrząśnij nim !!!
                      niech się swoimi dziećmi zajmuje a nie 6 godz spędza na własnych przyjemnościach

                      to może Ty też - dokładnie w tych samych godzinach - chodź ze swoim dzieckiem do kina, HulaKula, koleżanki itp - ale BEZ pasierbicy. Niech się ojciec POCZUJE odpowiedzialny

                      książę kopany, eh
            • rybkka24 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 04.04.13, 22:40
              >Tak więc jeśli chce z nim być to może wymuszona opieka
              > nad jego dzieckiem jest cena jaką musi zapłacić.

              wiesz Laryso też tak to często odbierałam/odbieram nawet do tej pory.
              obraza/fochy/żale/uraza że nie chcę matkować jego dziecku.
              skąd oni ten schemat myślenia/postępowania wzięli??

              Ja jednak oddzielam sytuacje gdzie matka dziecka nie żyje lub żyje ale je porzuciła i dziecko jest u ojca a sytuacje gdzie główna opieka jest u matki a ojciec widuje się z dzieckiem.
              W pierwszej sytuacji jestem w stanie jakoś to zrozumieć, ojciec troszczy się o dziecko, dziecko potrzebuje matki.
              W drugiej sytuacji nijak nie pojmuję po co facet chce zafundować dziecku matkę numer dwa.
              Obserwuję to u siebie i u mnie to wygląda jakby NM chciał się czuć jak prawdziwa rodzina a nie samotny ojciec, którym zresztą jest, jeżeli chodzi o jego dziecko.
              to wygląda wg mnie jakby nie pogodził się z porażką, z rozpadem "starej" rodziny i z faktem że jeżeli chodzi o jego pierwsze dziecko ma mieć z nim kontakt i wychowywać go z matką tegoż dziecka a nie tworzyć mu rodzinę zastępczą i wpychać kobietę w rolę której nie chce.
              faceci nie radzą sobie z samotnym tacierzystwem i często nie mogą pogodzić się z z tym jaką osobę wybrali na matkę swojego dziecka.i cierpią na tym obecne żony.
    • rybkka24 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 09.04.13, 01:15
      czuję się poniekąd wywołana do tablicysmile
      zgodzę się z edwiną to wybór nie obowiązek.my dokonałyśmy wyboru
      u fundamentów leży też kwestia priorytetów
      wybieram bycie z tym konkretnym facetem co implikuje dla mnie pewne obowiązki, których bym nie miała gdyby nie związek z nim.
      Ty larysa masz trochę inną i trochę gorszą sytuację, u Ciebie matka w tym już momencie dziecko fizycznie porzuciła, nie ma jej.
      I wchodząc z Twoim nm-em w związek bierze się go z córką na wychowaniu w pakiecie.
      Ja mam analogiczną sytuację co shedir, jest zdrowy ojciec, jest zdrowa matka, a obowiązki przerzuca się na mnie/shedir bo...?
      bo to jest czas ojca a tatuś zajęty, mamusia musi odpocząć i znajdują sobie ofiarę, ona musi (partnerka ojca) bo jest z tym facetem.
      jak kobieta nie pewna co i jak daje się wmanewrować a potem ciężko się wycofać bo opór jest duży.
      jeżeli w chwili gdy się poznaliśmy nm miałby dziecko u siebie nie weszłabym w ten związek na pewno i nm o tym wie.obecnie jeżeli jego dziecko do nas przyjdzie mieszkać na stałe,
      80% obowiązków i czasu dla dziecka będzie musiał mieć nm.
      Faktycznie nic nie musimy, facet postawił warunek bycia z nim, brzydki warunek jak dla mnie
      Ja stawiam obecnie mojemu nm-owi warunek od siebie, jeżeli mam być matką zastępczą to wychodzę z tego związku.
      Mam ten komfort że jest matka, jeżeli by jej nie było postarałabym się o max wolny czas dla siebie i jak najwięcej obowiązków zwaliłabym na ojca i nie wiem czy chodziłby na siłownie, podejrzewam że nie...
      Ja nie umiem być matką dla obcego dziecka,po prostu.
      Więc może powstrzymam się od komentarzy co jeśli bo nie jestem jednak w takiej sytuacji..
      czy dla moich priorytetów wytrzymałabym to co nie jest w zgodzie ze mną?
      co bym postawiła wyżej?własne dobro czy związek?nie wiem.


      >To jest twój wybór, nie przymus. Wszystko jest kwestią priorytetów.

      Jak wyżej.Jestem z nm-em bo obecnie moimi priorytetami jest rodzina/dzieci a nm w moim mniemaniu nadaje się aby z nim stworzyć takową.
      męczy mnie jego podejście do tematu jego dziecka, ale jesteśmy w stanie dojść do porozumienia w pewnych kwestiach i iść sobie obustronnie na rękę bo właśnie postawiłam sobie owe priorytety.tak to widzę.
      dla Ciebie Laryso priorytetem jest stworzenie rodziny z TYM panem a koszty jakie są sama wiesz.obecnie próbujesz się odnaleźć i stworzyć jak najlepsze miejsce dla siebie i córki w tej sytuacji.
      Czyli wyższe miejsce zajmuje bycie w związku niż komfort wynikający z braku przymusu przebywanie z trudnym dzieckiem.czyli Ja i mój spokój czy My i szarpanie.
      to jest właśnie ten wybór.....
    • rybkka24 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 09.04.13, 01:33
      i jeszcze kwestia czyje warunki i czyja wizja są "ważniejsze"
      czy jego żeby zrobić z kobiety drugą matkę i traktować dziecko jak nasze
      czy jej że ona matką nie będzie a dziecko jest jego?

      kwestia oczekiwań, jeżeli dla faceta ważniejszy będzie związek z TĄ kobietą kwestię dziecka poukłada sobie w głowie i będzie starał się być dobrym ojcem
      jeżeli priorytetem faceta jest znaleźć dziecku matkę to jak ta się nie zgodzi będzie szukał następnej.
      mówiłam kiedyś nm-owi Ja jestem dla Ciebie/Nas
      mały matkę ma.
      typ facetów którzy widząc niekompetencje/niedociągnięcia matki biologicznej naciskają inną kobietę w ich mniemaniu lepiej sprawdzającą się w tej roli na matkowanie
      bo to już nie chodzi o kwestię kontaktów z własnym dzieckiem tylko wymagań od swojej drugiej połowy.
      Ja kiedyś nie mogłam wyjść sama w weekend bo jak to??
      • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 09.04.13, 09:07
        >
        > kwestia oczekiwań, jeżeli dla faceta ważniejszy będzie związek z TĄ kobietą kwe
        > stię dziecka poukłada sobie w głowie i będzie starał się być dobrym ojcem
        > jeżeli priorytetem faceta jest znaleźć dziecku matkę to jak ta się nie zgodzi b
        > ędzie szukał następnej.

        moze być jeszcze jednak możliwość - facet ma w głowie idealistyczny wizerunek rodziny czyli on+kobieta+dziecko/ci i go stara się zrealizować - ale nie bierze pod uwagę, że TA (aktualna) kobieta nie jest matką dziecka, więc z natury rzeczy nie będzie tak samo gdyby tą kobietą była matka
      • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 09.04.13, 09:10
        Jak dla mnie rybkko trafiłaś w samo sedno w kilku fundalmentalnych sprawach zmieniających całkowicie postać rzeczy:
        - wybrałam być z tym konkretnym facetem (w pakiecie córka) tak więc w pewnych sprawach nie mam jednak wyboru - patrz nie wystawię dziewczyny za okno lub nie pojadę na weekend zostaiwjąc ja samej sobie pod nieobecność nm
        - "jak kobieta niepewna co i jak daje się wmanewrować a potem ciężko się wycofać bo opór jest duży" - to jest zdecydowanie sedno wszystkich moich problemów, do tego się zaczęło
        - "Ja nie umiem być matką dla obcego dziecka,po prostu." - ja też nie, o tym już kiedyś pisałyśmy, takich kobiet jest mnóstwo
        - ja mam zupełnie inną sytuacje niż ty i shedir - zgadzam się w 100% i dlatego tez odwieczną prawdą jest że nie ma jednego rozwiazania dla wszystkich
        - "i jeszcze kwestia czyje warunki i czyja wizja są "ważniejsze"
        czy jego żeby zrobić z kobiety drugą matkę i traktować dziecko jak nasze
        czy jej że ona matką nie będzie a dziecko jest jego? "
        jego wizja nie ma już prawa bytu i on o tym wie, nie ma to nic wspólnego z ważnością, na każdą wizję żeby ją wcielić w życie potrzebna jest zgoda obu stron, mojej zgody nie ma
        - "mówiłam kiedyś nm-owi Ja jestem dla Ciebie/Nas
        mały matkę ma. " powtarzam to od bardzo dawna nie tylko nm, ale każdemu kto do mnie startuje z pretensjami, o dziwo dla niektórych jest to niemożliwe do zrozumienia
        - "Ja kiedyś nie mogłam wyjść sama w weekend bo jak to??" i to jest też ogromnie ważne - wszystko się zmienia, mój nm też już wie że jak będę miała ochotę to wyjdę z domu wyłącznie z moim dzieckiem i żaden jego foch na mnie nie podziała (chociaż on go i tak strzeli)

        dodałabym jedak do twojej wypowiedzi jedną moim zdaniem również fundamentalną rzecz - a mianowicie nasze charaktery, predyspozycje, i nazwę to człowieczeństwo - chodzi mi o to że jednak nie wyobrażam sobie żadnej z nas postawionej pod ścianą typu - dziecko 4 letnie jest z macochą i jej partnerem, partner wychodzi i macocha również niefrasobliwie wychodzi zostawiając 4 latka samego, bo ona ma w życiu inne priorytety. Nie wyobrażam sobie żebyśmy do tego stopnia demonstrowały owe swoje priorytety i wolność osobistą. To jest życie a nie koncert życzeń i jeszcze raz powtarzam że czesto nie mamy wyboru będąc z naszych związkach. Oczywiście mamy ten wybór z czasem jak dziecko podrośnie. Wtedy możemy sobie wszystko do woli demonstrować.
        • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 09.04.13, 12:16
          > dodałabym jedak do twojej wypowiedzi jedną moim zdaniem również fundamentalną r
          > zecz - a mianowicie nasze charaktery, predyspozycje, i nazwę to człowieczeństwo
          > - chodzi mi o to że jednak nie wyobrażam sobie żadnej z nas postawionej pod śc
          > ianą typu - dziecko 4 letnie jest z macochą i jej partnerem, partner wychodzi i
          > macocha również niefrasobliwie wychodzi zostawiając 4 latka samego, bo ona ma
          > w życiu inne priorytety. Nie wyobrażam sobie żebyśmy do tego stopnia demonstro
          > wały owe swoje priorytety i wolność osobistą. To jest życie a nie koncert życze
          > ń i jeszcze raz powtarzam że czesto nie mamy wyboru będąc z naszych związkach.
          > Oczywiście mamy ten wybór z czasem jak dziecko podrośnie. Wtedy możemy sobie ws
          > zystko do woli demonstrować.

          owszem, ODPOWIEDZIALNA osoba nie pozostawi 4-latka samego
          jaki z tego wniosek - BARDZO PROSTY - ów Pan nie nadaje się ani na ojca na partnera, bowiem nie jest odpowiedzialny

          w związku z tym nie trzeba czekać aż dziecko dorośnie by demonstrować (ani w ogóle demonstrować) - wystarczy po pierwszym razie jak w przykładzie jasno Panu zakomunikować konsekwencje tak, by miał świadomość, że to on ma zostać z 4-rolatkiem, a jeśli sytuacja się powtórzy i obowiązek ten powtórnie spadnie na Panią, to Pani się ze związku wyloguje
            • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 09.04.13, 13:04
              nie,TAKIE proste nie jest, bowiem by do tej prostoty dojść, trzeba spojrzeć na sprawę BEZ emocji, co jak wiadomo, jest wyjątkowo trudne we własnym/osobistym przypadku

              natomiast gdy nie plączą się w tym emocje (a tak jest, gdy dotyczy innych, a zwłaszcza zupełnie obcych) - rzeczywiście jest to łatwe
              dlatego korzystaj z obiektywnego oglądu innych
              • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 09.04.13, 13:45
                I znowu ty mówisz o teorii a ja o praktyce. Oczywiście że można w związku powiedzieć "jak jeszcze raz będziesz musiał iść do pracy w niedzielę, to koniec naszego związku". Oczywiscie, zawsze mozna tak powiedzieć. Zgadzam się z tobą w 100%. Oczywiście taki odpowiedzialny partner żeby uniknąć takich sytuacji powinien tego 4 latka oddać matce szczególnie jak dzieli ich 300 km (u mnie np. tak akurat jest). Jak nie to powinien znaleźć kogoś innego do opieki nad dzieckiem (gorzej jak nie ma w pobliżu nikogo bo się przeprowadził), powinien wynająć opiekunkę, gorzej jak ma aż tyle kasy że ledwo na alimenty wystarcza itd. itp. To wszystko oczywiście robi z niego według ciebie nieodpowiedzialnego ojca. A według mnie takie i gorsze scenariusze pisze życie. Ale wiem, że masz inne zdanie.
                U mnie jednak często są po prostu sytuacje życiowe, ot taka proza życia. I nie wszystko da się przewidzieć i ustawić. Nm przeprowadził się właśnie te 300 km do mojego domu i jak np. jedzie w delegację, to zawsze może zabrać dziecko ze sobą.
                Zaraz mi napiszesz o innych możliwościach i wierz mi ja ich szukam i z nich korzystam. Jednak często jak to w życiu bywa po prostu nie ma wyboru. Cieszę sie jednak że ty go masz.
                • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 09.04.13, 13:52
                  > zystam. Jednak często jak to w życiu bywa po prostu nie ma wyboru. Cieszę sie
                  > jednak że ty go masz.

                  ZAWSZE jest jakis wybór
                  Twierdząc, że nie ma wyboru stawiasz się w pozycji bezwolnej ofiary, której zawsze jest pod wiatr
                  Może to i łatwiej, bo zdejmuje się wtedy z siebie (a u Ciebie także z partnera) odpowiedzialność
              • proszepani13 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 09.04.13, 13:49
                a może jednak szukać "złotego środka"? Związek z drugim człowiekiem jest zawsze oddaniem części swojej wolności. I niekoniecznie w sensie negatywnym. Kocham, chcę żebyś był częścią mojego życia i biorę Ciebie pod uwagę podejmując decyzje dotyczące mnie. A biorąc sobie osobę z inwentarzem i ten inwentarz chcąc niechcąc czasem pod uwagę brać muszę. Ale ta druga strona także musi akceptować mój inwentarz lub jego brak. I to są często bardzo trudne kompromisy. Absolutnie nie popieram matkowania dzieciom matki posiadającym. Ale kopa w dupe dla faceta też nie popieram, bo widziały gały co brały i na Boga przecież dzieci w ogódku nie zakopiemy. Jeśli mieszkamy razem to nie unikniemy kontaków.
                Mam wrażenie że największym problemem jest brak komunikacji na poczatku. Zakochanie, szmeterlinki duparelki i będzie jak w zamecku. A okazuje się że na początku trzeba ustalić bardzo twarde zasady. Moja przyjaciółka lat temu wiele wiążąc się z Panem z małym dzieckiem wprost na początku powiedziała, że dziecka nie lubi, źle się przy nim czuje i w razie nawet śmierci jego matki nie zgadza się na to by młody zamieszkał z nimi (matka dziecka póki co w dobrym zdrowiu). Mocne, szokujące ale fair. I nigdy na tym polu nie było kłótni.
        • chanceelise Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 09.04.13, 13:38
          Dyskusja przybrała nieoczekiwany obrót, jak zawsze kiedy pojawią się odmienne zdania...Dziewczyny nie ma oczywiście jednej recepty dla wszystkich. I co tak naprawdę znaczy matkować? Kochać czy tylko sprawować opiekę? Czy mówimy o pasierbach nastoletnich czy może 2, 3 latkach którym trzeba podać jeść i złapać za rączkę przy przechodzeniu przez ulicę? Sytuacji i rozwiązań wiele, jak nas samych. Ale myślę, że można podsumować to jednym: jesteśmy w związku takim a nie innym, poprzez nasz własny wybór i to MY - dwoje dorosłych ludzi ten związek kształtujemy. Więc ustalamy jak mniej więcej mają wyglądać wspólne weekendy, a gdy sytuacja się zmienia np dziecko ma z nami zamieszkać omawiamy jak to ma wyglądać. I jeśli podejmujemy decyzję wspólnie to się jej trzymamy. Oczywiście sytuacja jest dynamiczna, dzieci rosną, zmieniają się, my się zmieniamy, a jeśli jest do tego fiksująca eksia to wciąż trzeba ustalać na nowo. I tu też potrzebna jest rozmowa. U nas była kochająca się wielka rodzina, specjalnie zakupione większe auto na wspólne wycieczki, a teraz wspólne weekendy przeżywamy osobno. W pewnym momencie na skutek pewnych wydarzeń usiedliśmy i powiedziałam: chcę spędzać część czasu tylko z moimi dziećmi, nie chcę się angażować, jeśli masz pracę w weekend to nie zabierasz swoich dzieci ,bo ja nie chcę się nimi zajmować. M to przyjął mniej więcej, czasem zdarzy się,że musi wyskoczyć na godzinę dwie, ale mnie o tym uprzedza. Po prostu niektóre sprawy kształtują się tu i teraz nie można ich z góry ustalić. Skoro żyję w związku postawę: to Twoje dzieci mnie nic do tego uważam, za co najmniej niemądrą. Taka postawa kojarzy mi się maluchem który zasłania rączkami buzię i mówi: mama nie ma mnie!
          Rozmowa, rozmowa to zawsze pomaga smile
          • rybkka24 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 11.04.13, 16:59
            jeśli masz pracę w week
            > end to nie zabierasz swoich dzieci ,bo ja nie chcę się nimi zajmować. M to przy
            > jął mniej więcej, czasem zdarzy się,że musi wyskoczyć na godzinę dwie, ale mnie
            > o tym uprzedza.

            utopia dla mojego nm-a.
            jemu się W OGÓLE To co tu napisałaś w głowie nie mieści.
            a jak tak mówię jestem skrajną egoistką.brrrrrr.
        • rybkka24 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 11.04.13, 16:55
          >może być jeszcze jednak możliwość - facet ma w głowie idealistyczny wizerunek rodziny czyli >on+kobieta+dziecko/ci i go stara się zrealizować - ale nie bierze pod uwagę, że TA (aktualna) >kobieta nie jest matką dziecka, więc z natury rzeczy nie będzie tak samo gdyby tą kobietą była >matka

          idealnie powiedziane i pasuje mi jak ulał do mojej sytuacji.
          Wiąże się to z opcją nr 2, która zakłada że facet szuka kobiety która wejdzie w rolę zastępczej matki i pozwoli mu zrealizować możliwość przedstawioną powyżej mimo istnienia realnie biologicznej matki.
          niestety z tego tytułu są różne problemy, urazy i żale z obydwu stron.
          rozumiem że w mniemaniu nm-a matka biologiczna może być niewydolna wychowawczo i to też w jakiś sposób nim kieruje.
          Natomiast dzieci często akceptują matkę bezkrytycznie i całkowicie uznają jej istnienie i jak widuje czasem sprowadzają takiego tatę na ziemię biorąc pod uwagę w różnych sytuacjach własną matkę. Uświadamiają tym ojca, że idealnej rodzinki z jego marzeń nie stworzą bo już nie jest on+ kobieta+ dziecko jest jeszcze mama tego dziecka.

          > - wybrałam być z tym konkretnym facetem (w pakiecie córka) tak więc w pewnych s
          > prawach nie mam jednak wyboru - patrz nie wystawię dziewczyny za okno lub nie p
          > ojadę na weekend zostaiwjąc ja samej sobie pod nieobecność nm

          Masz rację, tu już nie ma wyboru, jest wybór na początku albo JA i mój spokój, harmonia (potrzebne wstawić) albo MY jako związek + użeranie/problemy z jego córką, a nie strasząc im dziewczynka będzie starsza tym może być gorzej.
          Jeżeli w wieku dziecięcym ma takie zachowania, to strach pomyśleć co będzie później wieku nastoletnim albo jak dojdzie bunt młodzieńczy itp.

          > - chodzi mi o to że jednak nie wyobrażam sobie żadnej z nas postawionej pod śc
          > ianą typu - dziecko 4 letnie jest z macochą i jej partnerem, partner wychodzi i
          > macocha również niefrasobliwie wychodzi zostawiając 4 latka samego, bo ona ma
          > w życiu inne priorytety. Nie wyobrażam sobie żebyśmy do tego stopnia demonstro
          > wały owe swoje priorytety i wolność osobistą. To jest życie a nie koncert życzę
          > ń i jeszcze raz powtarzam że często nie mamy wyboru będąc z naszych związkach.
          > Oczywiście mamy ten wybór z czasem jak dziecko podrośnie. Wtedy możemy sobie ws
          > zystko do woli demonstrować.

          Ja nie zostawiłabym żadnego 4 latka samego bez opieki a nie tylko 4-latka mojego partnera.
          Wszystko jest kwestią ustaleń.
          Z jakiej racji pan wychodzi sobie i zostawia swoje dziecko na głowie swojej partnerki?
          Trzeba sobie wszystko wcześniej ustalić, kiedy pracuje, kiedy potrzeba mu pomóc, zdarzają się również sytuacje gdy coś wypada nagle i niespodziewanie, wyjątkowo to ok. pomagamy po to jesteśmy razem, ale nie kiedy te wyjątkowe sytuacje wypadają co chwilę i my musimy być na każde zawołanie i każdy gwizdek.
          Nie uznaje zajmowanie się dzieckiem mojego faceta z automatu zawsze i wszędzie kiedy potrzebuje bez uprzedzenia i tak długo jak to konieczne bo tak robią właśnie matki w moim mniemaniu a Ja nią nie jestem (i tu z nm-em mammy kwestię zapalną)
          nie możesz się zając Ja mam swoje sprawy, niech dziecko zostanie u mamy.
          Sytuacje nagłe/wyjątkowe są z założenia wyjątkowe czyli nie częste.
          Nie rozumiem powiązania do wystawienia dziecka za drzwi.
          Trzymamy się naszych ustaleń w sytuacjach nagłych pomagam i tyle.

          Nie wyobrażam sobie żebyśmy do tego stopnia demonstro
          > wały owe swoje priorytety i wolność osobistą To jest życie a nie koncert życze
          > ń i jeszcze raz powtarzam że często nie mamy wyboru będąc z naszych związkach.

          czy Ty uważasz że obopólne ustalenia dotyczące twojego zakresu zajmowanie się dzieckiem nm-a to jest koncert życzeń?
          rozumiem że wcześniej kończysz pracę i właściwie Ty odbierasz dzieci ze szkoły ale czy za to wieczory/czas w weekend możesz mieć dla siebie?
          w sumie u nas mały nie mieszka więc nie wiem jakie są realne szanse na rozłożenie mojej teoretycznej proporcji opieki nad dzieckiem 20% Ja, 80 % nm, ale na dziś czuję że to byłoby dla mnie ok.ewentualna pomoc dziadków/chrzestnej/zajęcia pozaszkolne/obiady w szkole, w weekendy tata szaleje w kuchni dla dziecka itp.
          słowem nie przeciążałabym sięsmile
          z tego co piszesz wytwarza mi się wizja że wzięłaś na siebie za dużo obowiązków z racji powinności i ok. ciężko jest się z tego wycofać, ale jak sama piszesz za dużo jest Twojego czasu z córką nm-a dla ciebie a i tak myślisz bardziej o nm-ie niż o sobie bo musi biedak iść na siłownie 2x w tyg. a wg mnie nic nie musi ma obowiązki.
          Ty jak masz francuski i rowery to nie obarczasz go swoim dzieckiem dobrze zrozumiałam?
          • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 08:07
            Dokładnie rybko - wybór jest na początku, albo go biorę z nią albo jego bez niej albo w ogóle. Przy dzisiejszej mojej mądrości nigdy bym się nie zgodziła żeby wziął ją ze sobą. Wtedy wybór należałby do niego - być ze mną lub nie. Czasu nie cofnę.
            No niestety czasami to koncert życzeń. Jest oczywiście taka możliwość, że powiem nm że nie pozwalam mu nigdzie wychodzić bez niej, tylko do czego to by doprowadziło??? Niestety, nie tedy droga - podkreślam, że to moje prywatne zdanie, bo wiem że macie inne - nie chcę wprowadzać jeszcze gorszej atmosfery w domu, poza tym nie będę robiła z niego więźnia, bo o ile ja mam możliwość zabrać córkę na konie i rower, tak on ma ograniczoną iść z nią na siłownię. Poza tym nm pracuje różnie, czasami na rano i wtedy zajmuję się nią "tylko" 2 lub 3 godz. dziennie , czasami na popołudnie, wtedy są to ponad 4 godz. dziennie, a czasami idzie do pracy + na nocki więc wychodzi rano a wraca wieczorem dnia następnego, więc same widzicie jak to wygląda. Gdzie ona ma wtedy być?
            Następna kwestia - jesteś w takiej sytuacji która umożliwia żeby to matka zajmowała się dzieckiem jak ojciec nie może i na twoim miejscu ja również nie zajmowałabym się małym - bo masz taka możliwość. U nas jest inaczej. Pasierbica mieszka u mnie, ma u mnie swój pokój i swoje rzeczy, to czasowo jej dom, matka się wymiksowała poza tym mieszka ok. 300 km dalej. Tak więc raczej trudno by mi było powiedzieć, że ma iść do matki na np. 8 godz. kiedy on jest w pracy, w ogóle nie jest to u mnie możliwe nawet jak by utrzymywała z matką kontakt, bo jak niby miałaby chodzić do szkoły? Mogłaby jedynie jeździć do niej na weekendy.
            A tak na marginesie. Zaczynam u mnie w domu rozmowy, żeby mieszkała z nami jeszcze góra 3 lata i od gimnazjum niestety mieszkała u dziadków lub u matki jeśli nie będzie u nas poprawy. Zdałam sobie sprawę, że nigdy jej nie zaakceptuję. Po tylu wysiłkach i takim czasie próbowania zyskuję tą pewność. Po wszystkim co się wydarzyło nie ma już na to szans. Nm oczywiście opornie reaguje, ale ja mogę po prostu dłużej już tego nie wytrzymać. Z perspektywy czasu wiem, że rozpoczęcie tego związku z nią w moim domu to był koszmarny błąd.
            • jak.z.nut Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 08:57
              Larysa, nie akceptujesz jej bo nie umiesz wyznaczyć granicy swojemu facetowi. pewnie nigdy nie umiałaś, przynajmniej w kwestii dziecka. Problem masz z facetem a ni z dzieckiem, bo nie jest ona winna decyzji rodziców, ich sposobu wychowania a raczej jego braku. Facet chce mieć przy sobie dziecko, to niech ponosi tego koszty, teraz tego nie robi, bo ma Ciebie i wie, że może ci zwalić ją na głowę.
              • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 10:26
                > Larysa, nie akceptujesz jej bo nie umiesz wyznaczyć granicy swojemu facetowi. p
                > ewnie nigdy nie umiałaś, przynajmniej w kwestii dziecka. Problem masz z facetem
                > a ni z dzieckiem, bo nie jest ona winna decyzji rodziców, ich sposobu wychowan
                > ia a raczej jego braku. Facet chce mieć przy sobie dziecko, to niech ponosi teg
                > o koszty, teraz tego nie robi, bo ma Ciebie i wie, że może ci zwalić ją na głow
                > ę.

                dokładnie
                co starałam się już wielokrotnie w tym wątku wytłumaczyć

                Larysa tylko usprawiedliwia swojego partnera i gotowa mu płatki róż pod nogi ścielić (vide tłumaczenie nt. siłowni)

                BTW - skoro 9-ciolatki nie można wziąć ze sobą na siłownię (takie tłumaczenie padło), to niech ojciec zmieni aktywnośc fizyczną na inną - taką, w której może uczestniczyc z dzieckiem - basen, tenis, aquash, etc, etc
            • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 10:31
              > po prostu dłużej już tego nie wytrzymać. Z perspektywy czasu wiem, że rozpoczę
              > cie tego związku z nią w moim domu to był koszmarny błąd

              aha, to w takim razie lepiej (i na pewno łatwiej) wysiudać 12-tolatkę z domu (w dodatku w chwili dużej zmiany jakościowej i emocjonalnej w postaci przejścia do gimnazjum)

              skoro weszłaś w układ facet z dzieckiem w domu i po jakimś czasie się okazało, że był to koszmarny błąd, to WYJDŹ z tego związku - tym bardziej, że nie macie wspólnych dzieci (a nie wywalaj z układu dziecko)
              Ciekawe, co byś zrobiła, gdyby Twój m miał podobny problem z Twoją córką - wolałabyś odesłać swoje dziecko czy rozstać się z mężczyzną
                      • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 12:27
                        Bo dziecko chciało mieszkać z mamą. Spędzała z nią każdy weekend. Nm po latach przyznaje, że wystąpienie do sądu było błędem. Ona nie miała szans dostać opieki z różnych przyczyn, Już o tym kiedyś pisałam. Nie chcę pisać wszystkich szczegółów.
                    • edw-ina Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:16
                      Czyli związałaś się i zamieszkałaś z facetem, który już mieszkał z córką. Weszłaś w konkretny układ, a nie raptownie zwalił ci się on na głowę. I ja rozumiem, że nie czujesz się w tym szczęśliwa, ale w takim wypadku pomysł, by odsyłać dziecko jest podły. Przykro mi to napisać, ale dokładnie tak to widzę. Jest to podłe. Jakkolwiek wredna i trudna do ujarzmienia byłaby twoja pasierbica. Ani facet ci tego nie wybaczy, ani w konsekwencji ty sobie. Lepiej byłoby zakończyć tę relację, bo wyjdziecie z niej wszyscy z traumą.
                      • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:23
                        Już to chyba pisałam jakieś pół roku temu, ale wiadomo to było dawno temu. Ja poznawszy to dziecko i jej zachowanie powiedziałam nm że NIE PISZĘ SIĘ NA TEN ZWIĄZEK ZE WZGLĘDU NA NIĄ. Takie było moje oficjalnie powiedziane mu zdanie jeszcze przed jego przeprowadzką do mnie. PRZEPROWADZKA BYŁA WYŁĄCZNIE JEGO DECYZJĄ. Nigdy nie nalegałam żeby się przeprowadził i nigdy nie obiecywałam że stworzymy rodzinę. Mój błąd polegał na tym, że dałam się przekonać jak głupia małolata. A drugi że na samym początku z tego nie zrezygnowałam widząc co się dzieje tylko dalej w to brnęłam.
                        Po raz setny napiszę, że przy pierwszym jej poznaniu nie byłam do niej źle nastawiona, jednak ona bardzo szybko pokazała swoje usposobienie. Wtedy świadomie zrezygnowałam z tego związku.
                        • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:28
                          > Już to chyba pisałam jakieś pół roku temu, ale wiadomo to było dawno temu. Ja p
                          > oznawszy to dziecko i jej zachowanie powiedziałam nm że NIE PISZĘ SIĘ NA TEN ZW
                          > IĄZEK ZE WZGLĘDU NA NIĄ. Takie było moje oficjalnie powiedziane mu zdanie jeszc
                          > ze przed jego przeprowadzką do mnie. PRZEPROWADZKA BYŁA WYŁĄCZNIE JEGO DECYZJĄ.
                          > Nigdy nie nalegałam żeby się przeprowadził i nigdy nie obiecywałam że stworzym
                          > y rodzinę. Mój błąd polegał na tym, że dałam się przekonać jak głupia małolata.
                          > A drugi że na samym początku z tego nie zrezygnowałam widząc co się dzieje tyl
                          > ko dalej w to brnęłam.
                          > Po raz setny napiszę, że przy pierwszym jej poznaniu nie byłam do niej źle nast
                          > awiona, jednak ona bardzo szybko pokazała swoje usposobienie. Wtedy świadomie z
                          > rezygnowałam z tego związku.

                          to choć RAZ w zyciu postąp w pełni odpowiedzialnie za siebie i wyjdź z tego związku (a nie tylko mów)
                          i nie czekaj jaka będzie na to reakcja faceta (już raz tak zrobiłas i pozwoliłaś by sprawy toczyły się wedle jego decyzji)

                          ja sobie w ogóle nie wyobrażam takiej sytuacji, że mówię, że nie pisze się na związek a facet wprowadza się mi do domu !!! To jakaś farsa

                          bezwolna lalka jesteś, czy co?
                          • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:32
                            Jesteś rozkoszna big_grin widząc twoje wpisy zastanawiam się co robisz na tym forum, dla ciebie wszystko jest takie proste, nie mogę wręcz uwierzyć że masz jakiekolwiek problemy w życiu. No i domyślam się , że wszyscy dookoła ciebie robią co im każesz i nie bierzesz pod uwagę zdania i woli innych osób a w sytuacjach kryzysowych od razu wszystko przekreślasz na samym wstępie.
                            Przecież napisałam, że to była głupota i naiwność. Umiem się przyznać do błędu. Niestety jednak z twojej rady o porzuceniu nm nie skorzystam.
                            • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:38
                              > Przecież napisałam, że to była głupota i naiwność. Umiem się przyznać do błędu.
                              > Niestety jednak z twojej rady o porzuceniu nm nie skorzystam.

                              aha, czyli warto podle poświęcić dziecko partnera, bo ważniejsze portki w domu i namiastka ojca dla własnej córki

                              pewnie dlatego słowo macocha ma pejoratywne znaczenie
                              zupełnie jak w bajce o Kopciuszku
                              • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:45
                                Jeśli ma tobie ulżyć, to mogę tobie przyznać rację.
                                Nie będę się poświęcać dla tego dziecka. Zrozum to w końcu. Świat się nie kręci wyłącznie wokół niej. W tym układzie są 4 osoby, z tych 4 osób tylko jej ten układ nie odpowiada, a moja decyzja jest na to reakcją.
                                • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:50
                                  W tym układzie są 4 osoby, z tych 4 osób tylko jej ten u
                                  > kład nie odpowiada,

                                  jej ten układ nie odpowiada czy Tobie się tylko tak wydaje ?
                                  bo to zasadnicza różnica jest

                                  a czytając Twoje posty odnoszę wrażenie, że to drugie

                                  > Nie będę się poświęcać dla tego dziecka.
                                  wszystko zależy od wyznawanych wartości - mi np, nie chodzi o poświęcenie ale o ponoszenie konsekwencji swoich wyborów.
                                  Skoro się popełniło błąd wchodząc w układ córka przy ojcu, to konsekwencją jest wyjście z niego.
                                  Ale jak widać mamy zupełnie inne systemy wartości
                              • lolcia-81 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:48
                                Dziewczyny , może warto wyciszyć trochę emocje ...

                                Larysa-1
                                Może spróbuj przeanalizowac sytuację tak :
                                tak jak jest teraz : komu ten układ pasuje, komu nie , kto jest szczesliwy a kto nie

                                I wg podobnych kryteriów rzowaz opcje : 1. ty konczysz zwiazek i rozchodzicie sie w swoje strony ze swoimi dziecmi, 2. nm odsyla córke do matki / dziaków i zostajecie we troje.

                                Jakbys miała ochotę się podzielić spostrzeżeniami to ja chętnie wysłucham smile
                                • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:56
                                  Opcja skończenia związku, który oboje z nm chcemy kontynuować nie wchodzi w grę.
                                  Do dziadków czy gdziekolwiek - na razie nikogo nie odsyłam, bo jesteśmy w trakcie terapii, tak więc cokolwiek by o mnie nie powiedzieć próbuję do dziewczyny dotrzeć 3 rok. Ma jeszcze następne 3 lata na zmianę swojego postępowania, o ile oczywiście ja ciągle będę skłonna próbować, a nie powiem kryzysy mnie odpadają.
                                  Co do jej funkcjonowania w moim domu, to ma dziewczyna ogromne szczęście że na mnie trafiła, bo inne baby albo wysłałyby ją w kosmos, albo uprzykrzały jej życie na co dzień. Ja się nad nią nie pastwię, nie znęcam, nie biję itp. ale też miłością do niej nie pałam.
                                  • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 12:00
                                    ie na co dzień. Ja się nad nią nie pastwię, nie znęcam, nie biję itp. ale też m
                                    > iłością do niej nie pałam

                                    i nikt nie oczekuje od Ciebie byś pałała
                                    a jeśli są tacy (partner czy jego rodzina) to trzeba metodą zdartej płyty wciskać do głów, że masz słaby instynkt macierzyński w związku z czym darzysz miłością jedynie krew zw swojej krwi.
                        • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:26
                          To jak ty to widzisz, nie zmienia sytuacji w jakiej się znajduję - poniekąd przez własną głupotę i naiwność. Jeśli ktoś myśli, że dobrocią i dobrym nastawieniem będzie w stanie zmienić złe nastawienie dziecka, to niestety bardzo się myli. To nastawienie zależy WYŁĄCZNIE od dziecka. Mówię oczywiście o normalnych sytuacjach, kiedy macocha chce dobrze, a nie o takich kiedy jest dla dzieciaka wredna.
                          • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:32
                            moja odpowiedż była do Edwiny
                            ja tak jak ona uważam, że podłym jest proponowanie odesłania 12-latki do matki czy dziadków bo Ci z nią nie po drodze, podczas, gdy to Ty weszłaś w zastany układ, który Ci nie pasuje (ba, od początku WIEDZIAŁAŚ, że Ci nie będzie pasował)
                                • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:50
                                  ???????????????????????????????????????????????????????????????????????????
                                  Nie wziął mnie szturmem. Sama wyżej napisałam że się na to zgodziłam. Przede wszystkim jednak to on wszedł w ten układ, podjął decyzję o wywróceniu życia swojego dziecka do góry nogami - przeprowadzce, mając świadomość jak to wygląda. Ale widzę że tobie jeżdżenie po mnie sprawia nieokiełznaną przyjemność. Cieszę się że mogę umilić twój dzień. Nie jesteś w stanie mnie zdenerwować.
                                  • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:56
                                    > Al
                                    > e widzę że tobie jeżdżenie po mnie sprawia nieokiełznaną przyjemność.

                                    buahahaha
                                    buahahaha

                                    staram się jedynie pomóc Ci zobaczyć niekonsekwencje/brak logiki w Twoim rozumowaniu/działaniach

                                    >Nie jesteś w stanie mnie zdenerwować.

                                    i dobrze, bo nie o to mi chodzi
                                    chodzi mi o to byś zaczęła myśleć "out of the box" czyli wyszła poza swoje utarte ścieżki
                          • polifonia1983 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 11:54
                            Larysa, wcale się nie przyznajesz do błędu. Piszesz, że zwalił ci się na głowę, choć nie chciałaś, z dzieckiem, do którego byłaś świetnie nastawiona, chociaż jednocześnie wiedziałaś, że ci nie pasuje, a teraz jesteś ofiarą, w twoim oprawcą jest dwunastolatka.
                            W kilku wątkach tłumaczono ci, że powodzenie związku i relacji z pasiebami zależy od dojrzałości dorosłych, a w dużo mniejszym stopniu od dzieci. Ty całą odpowiedzialność za wasze niepowodzenia zwalasz na kogoś, kto nawet nie skończył podstawówki. Wasze, bo nawet cudzym psem by się ktoś zajął pod nieobecność właściciela, nie robiąc z siebie męczennika, a co dopiero dzieckiem, na którego stałą obecność w twoim życiu sama się zgodziłaś. Mając swoje, nie wiedziałaś, jak to jest mieszkać z małą dziewczynką? Nie przewidziałaś, że nie wszystkie dzieci są barbiowato-słodkimi aniołkami?
                            A jednocześnie mówisz, że traci na tym twoje własne dziecko. No to co jest ważniejsze, dziecko, czy to, żeby mieć faceta?
                            • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 12:12
                              Ok, nie ma sensu już pisać i tłumaczyć. Odpowiem zbiorczo jak pozwolicie.
                              Z perspektywy czasu patrząc przeprowadzka nm była błędem i WTEDY należało zakończyć ten związek.
                              Kocham nm i z nim zostanę.
                              Pytanie czy ważniejsze jest dziecko czy to żeby mieć faceta uważam za podłe.
                              Jeśli kogokolwiek interesowałoby zdanie naszej pani psycholog na ten temat, to powiem, że jeśli najważniejsze jest dziecko, to dla dobra mojej córki akceptującej nm bezgranicznie i kochającej go nigdy nie powinnam się z nim rozstawać. Jednak nie będę uzależniać bycia w związku z nim - podkreślam NA TYM ETAPIE ani od jego dziecka ani od mojego a jedynie od własnych uczuć.
                              Poza tym polifonia jeśli ważniejsze jest dziecko to jakim cudem na świecie są macochy - wszystkie dzieci dla swojego dobra powinny mieć 2 rodziców. Tak więc nie wiem jakim cudem jesteś z facetem, który śmie nie być ze swoją byłą właśnie dla dobra swojego dziecka. nie ważne kto kogo zdradził i kto od kogo odszedł, skreślmy wszystkich tych rodziców na samym początku od momentu rozstawania.
                              • polifonia1983 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 12:43
                                Larysa, ja nie mam ochoty się licytować co jest podłe, a co jeszcze bardziej. Myślę, że lektura wątków o mojej sytuacji powinna ci dawno wytłumaczyć. Jak dla mnie, wszystkie dzieci powinny mieć nie dwoje rodziców, tylko mądrych rodziców i tu może się różnimy w podejściu do tematu.
                                Natomiast ty mówisz z jednej strony, że twoja córka kocha M, a z drugiej, że zawsze jest na drugim planie, że wszystko się kręci wokół pasierbicy itd. No to się zdecyduj. Bo na razie to wygląda tak, że bylibyście wspaniałą ciepłą rodziną, gdyby nie to obce dziewuszysko, które wszystko psuje.
                                Nie neguję, w żadnej z rozmów, że młoda sprawia wam dużo trudności, ale jest to wina twojego męża, a nie dziecka, a ty gloryfikujesz męża, choć jest chyba lepszym ojczymem niż ojcem, bo go kochasz, a atakujesz cały czas dziecko, którego nijak pokochać nie możesz.
                                Terapia rodzinna polega na tym, że wszystkie zainteresowane osoby coś w sobie zmieniają, a nie, że dwie zmieniają, a trzecia mówi, ja nic nie muszę, niech się wszyscy dostosują.
                                • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 13:03
                                  Skoro tak stawiasz sprawę to moje odpowiedzi na twoje problemy nigdy nie są w stylu "twoja pasierbica to wredna gówniara", nie jestem zatem uprzedzona do jak to nazywasz "obcych dziewuszysk", dzieci są jednak różne. Zresztą to nic trudnego wyżywać się na niej i robić jej piekło w domu - a jednak tego nie robię.
                                  Matka mojej pasierbicy z pewnością nie jest mądra w twoim zrozumieniu co nie zmienia jej miłości do niej i szczerze bym się zdziwiła, gdyby dzieci nagle zaczęły w ten sposób podchodzić do rodziców. Rodziców się kocha takich jakich się ma - w tym wieku to jest miłość bezwarunkowa. Nigdy nie miałam akurat problemu z tym że pasierbica kocha swoją matkę.
                                  Co do tego że moja córka kocha mojego nm i jest na drugim planie to żadna osoba z naszego otoczenia nie ma najmniejszej wątpliwości - łącznie z dziadkami pasierbicy a to już chyba jednak coś znaczy. Jedno nie wyklucza drugiego. Wielokrotnie pisałam, że mojej córce wystarczy sama jego obecność żeby czuła się szczęśliwa i kochana, nie musi się nią zajmować, z czym również nasza psycholog się w pełni zgodziła - dzieciakowi do pełni szczęścia potrzeba że on jej mówi cześć jak wraca z pracy.
                                  Oczywiście że go kocham, ale ojczym jak i ojciec z niego żaden, ale cały czas piszę że się tego uczy, każde z nas pracuje nad czymś innym na terapii.
                                  Moja i nm praca jak poprosiła pani psycholog ma polegać jak na razie na częściowym ignorowaniu pasierbicy - Ignorowaniu jak domaga się za wszelką cenę i wszelkimi środkami nadmiernej uwagi lub też a może zwłaszcza całkowitym jej ignorowaniu jak zwraca na siebie uwagę złym zachowaniem. Masz racje terapia na tym polega że każdy musi coś zmienić. Moim zadaniem jest kompletne wyłączanie się z życia rodzinnego co jakiś czas i przerzucenie wszystkiego na nm, jest też wiele innych ale nie starczyłoby mi miejsca.
                                  Masz również racje że z pewnością nijak nie mogę pokochać tego dziecka, ale tego akurat nie muszę.
                                  • polifonia1983 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 13:38
                                    To, że dzieci są różne, to wie każdy. I że dzieci kochają swoich rodziców, bez względu na to, jacy są. Ale w idealnym świecie byłoby oczywiste, że rodzice są odpowiedzialni, mądrzy, słowni i uczciwi, ale w idealnym świecie nie żyjemy. Więc oczywiste jest też, dla mnie, że twoja pasierbica ma z tym problem, bo ojca ma średniego, macochy nie lubi a z matką nie mieszka. To na kim ma polegać? Zrozum, nie chcę ci dowalać, pisząc,że wszystko jest twoją winą a maleńka jest biedna, tylko chcę ci pokazać, że większość jest winą twojego męża, a zachowanie małej jest tego konsekwencją.
                                    Czy twój mąż przygotował ją do przeprowadzki do was? czy był z nią u psychologa? Czy zadbał o to, żeby miała pewność, że przeprowadzka jest dla niej dobra? Czy po prostu powiedział "będzie super" i ją spakował? Bo jeśli to drugie, to ma teraz efekt swojej niefrasobliwości.
                                    Przez trzy lata brałaś za to odpowiedzialność, a skoro nie wyszło (nie mogło wyjść, cokolwiek byś nie zrobiła!), to obwiniasz młodą. Tak to brzmi w twoich postach, choć czasem tłumaczysz coś innego. Pewnie psycholog ma rację, mówiąc, że masz się odseparować i zmusić męża do nauczenia się jak być ojcem. Bo tego nie umie. Są na świecie szczęśliwe dzieci, którym wystarczy "cześć", ale są też takie, które wymagają dużo więcej. I to ostatnia chwila, żeby twój mąż się tego nauczył, bo straci córkę, a zachwyt twojej z wiekiem minie. Dla mnie powinnaś się nauczyć jednego, na dobry początek. Przestać mówić, wszystko jest do bani, terapia jest ciężka, młoda ma złą wolę, a wszyscy mnie atakują i zacząć mówić: zrobiliśmy masę błędów, młoda ma kłopoty, ale wszyscy razem staramy się, żeby było lepiej. Jesteśmy w procesie, ale jest szansa, że nam się uda. - tego u ciebie nie słychać. I, nie musisz nawet odrobinę kochać pasierbicy, ale dostrzec, że ma jakiś potencjał i jakiekolwiek zalety, byłoby dobrze. Na razie, z tego co piszesz, ma tylko wady.
                                    • larysa-1 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 14:00
                                      Nm rozmawiał z nią na temat przeprowadzki, u psychologa z nią wtedy nie był, nie wiem czy rodzice wielu dzieci idą z nimi do psychologa przed przeprowadzką lub rozwodem? Nm zrobił to drugie.
                                      Jej ojciec cały czas mówi jej że ją kocha, że jest wspaniała, że jest dla niego najważniejsza że jest mądra itp. nie brakuje jej tego u nas w domu.
                                      Ja nie mówię jej że ją kocham, ale też ją podbudowuję, to nic nie daje.
                                      Wie że może na nas polegać , bo po tych wszystkich numerach w szkole i w domu wie że jednak idziemy do szkoły i jej bronimy a w domu rozmawiamy, tłumaczymy, tata zapewnia o miłości itp.
                                      Też już kiedyś pisałam że nm nie ma przykładu z dzieciństwa odnośnie wychowywania dziecka, co też pani psycholog powiedziała, że niestety musi się zacząć tego uczyć. Dla niego być i zapewniać o miłości to już wszystko.
                                      Co do tego że pasierbica ma tylko wady, to sama dobrze wiesz że to nieprawda, bo np. na zamkniętym napisałam - może i bzdet, ale jednak, cytuję:
                                      " trzeba jej przyznać że całkiem sobie radzi w wodzie mimo że nie miała żadnych lekcji pływania. ............. wręcz pożera książki".
                                      Co do jej potencjału, to obecnie jestem na innych etapie. Potencjał dziecka zostawiam ojcu. Wybacz, ale niestety nie będę tutaj kadzić. Psycholog jest w stanie zrozumieć moje obecne podejście, póki co jestem wypalona. A jej zachowanie wcale mi nie pomaga - wprost przeciwnie.
                                      Nie wiem czy nam się uda, na takim jestem etapie, może to się zmieni na lepsze, a może niestety na gorsze.
                                      • polifonia1983 Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 14:43
                                        > Jej ojciec cały czas mówi jej że ją kocha, że jest wspaniała, że jest dla niego
                                        > najważniejsza że jest mądra itp. nie brakuje jej tego u nas w domu.
                                        > Ja nie mówię jej że ją kocham, ale też ją podbudowuję, to nic nie daje.
                                        > Wie że może na nas polegać , bo po tych wszystkich numerach w szkole i w domu w
                                        > ie że jednak idziemy do szkoły i jej bronimy a w domu rozmawiamy, tłumaczymy, t
                                        > ata zapewnia o miłości itp.

                                        Żartujesz? Bronicie jej w szkole jak zrobi coś głupiego? To po co ma robić dobrze? Larysa - nastawienie pasierbicy wynika z tego, że - matka ją olała (nie utrzymuje kontaktu), ojciec na wszystko pozwala i hoduje zamiast wychowywać, macocha najpierw włożyła masę emocji a teraz jest sfrustrowana. Ja tu winy dziecka nie widzę, tylko biologicznych rodziców. Mówisz, że twój mąż nie ma wzorców z dzieciństwa, ale jakie wzorce ma twoja pasierbica - mamusia się wypięła, tatuś niewydolny, macosze można wejść na głowę.

                                        > Nm rozmawiał z nią na temat przeprowadzki, u psychologa z nią wtedy nie był, ni
                                        > e wiem czy rodzice wielu dzieci idą z nimi do psychologa przed przeprowadzką lu
                                        > b rozwodem? Nm zrobił to drugie.
                                        Nie wiem, czy wielu rodziców tak robi. M nie był z młodą u psychologa, ale byliśmy razem u dziecięcej psycholog zanim powiedział młodej, że mieszkamy razem i się pobierzemy.

                                        > Co do jej potencjału, to obecnie jestem na innych etapie. Potencjał dziecka zos
                                        > tawiam ojcu. Wybacz, ale niestety nie będę tutaj kadzić. Psycholog jest w stani
                                        > e zrozumieć moje obecne podejście, póki co jestem wypalona. A jej zachowanie wc
                                        > ale mi nie pomaga - wprost przeciwnie.
                                        Ale wypalenie też podlega leczeniu, wiesz? Jeśli człowiek nie jest w stanie sam naładować baterii i nabrać pewności, że to co robi ma sens (a czasem może nie być w stanie, bywa), to idzie z tym do specjalisty, a nie zakłada, że będzie pierwszą męczennicą RP. Ta postawa ci nie pomaga, za to zwalnia z odpowiedzialności za to, co dalej się będzie działo w twoim własnym domu. Możesz zostawiać potencjał dziecka ojcu, ale uznaj w końcu, że skoro mieszkacie razem, to jest to także twoja sprawa i nie uważaj tego za dopust boży, bo to twoja decyzja. Ojcu masz zostawić wychowanie dziecka, ale relacje między tobą, twoją córką a pasierbicą to także twoja robota.
                                        PS. Mimo wszystko wydaje się mi, że warto trzymać się zasady, że prywatne wątki są prywatne i w żadnej formie nie są przedmiotem rozmów na forum ogólnym. Nawet jeśli się cytuje siebie, bo łatwo się pokusić o dyskusję na tematy z osobistych rozmów, które nie bez powodu się znalazły tam, a nie tu.

                                    • chalsia Re: Czy czujecie potrzebę matkowania? 12.04.13, 14:02
                                      > Dla mnie powinnaś się
                                      > nauczyć jednego, na dobry początek. Przestać mówić, wszystko jest do bani, ter
                                      > apia jest ciężka, młoda ma złą wolę, a wszyscy mnie atakują i zacząć mówić: zro
                                      > biliśmy masę błędów, młoda ma kłopoty, ale wszyscy razem staramy się, żeby było
                                      > lepiej. Jesteśmy w procesie, ale jest szansa, że nam się uda. - tego u ciebie
                                      > nie słychać. I, nie musisz nawet odrobinę kochać pasierbicy, ale dostrzec, że m
                                      > a jakiś potencjał i jakiekolwiek zalety, byłoby dobrze. Na razie, z tego co pis
                                      > zesz, ma tylko wady.

                                      amen

                                      niestety jest jeszcze gorzej - bo Larysa NIE ma wiary, że się uda, skoro już teraz (na 3 lata przed umówionym "terminem" !!!) robi plany co zrobić z pasierbicą
                                      a jak autorka nie ma wiary, to szanse, że uda są NIKŁE
                                      może lepiej oszczędzić sobie 3 lata jałowych działań - bo frustracja będzie jeszcze większa