dzieci-to nie ich wina; co robić????

20.07.04, 15:27
witam,
Jestem z moim M od roku (tj.od roku mieszkamy razem), generalnie sprawa
rozwodowa w toku;spotkałam sie pare razy z ex oraz z dziećmi (chłopcy10i5lat)-
pierwsze 2 spotkania odbyły sie na jej zaproszenie,atmosfera była w porzadku
(oprócz może jednego razu jak M.mnie przy niej objał i wziął za rękę-czego
oczy nie widza tego sercu nie żal-w sumie mogłam to zrozumieć).
Dzieci były u nas 3 tygodnie na wakacjach,robiliśmy wszystko,żeby było OK-
obydwoje pracujemy,nie mogliśmy wziąć na ten czas urlopu-ja zaangażowałam
swoją koleżankę słownie cztery razy,M.nie ma klasycznej pracy od-do,pracował
jak wół jednego dnia żeby nastepne dwa spedzić z dziećmi;ja natomiast
prowadzę firmę,wiadomo,raz mogę wyjść wczesniej,innym razem pracuję do późna;
przez te 3 tyg moje życie było z lekka wywrócone z czego zdawałam sobie
sprawę i nie robiłam tragedii.Jak moglismy sobie pozwolic na przedłuzony
weekend zabraliśmy dzieci w góry (są z północy Polski),zahaczylismy o
czechy,słowacje i wydawało nam sie ,że sprawiamy im dużo frajdy.Miałam
wrażenie,że dzieci mnie akceptują;czytaj: nie robiły żadnych złośliwości ani
nic z tych rzeczy.Starszy miał problem typu czy jak mnie bedzie lubić to
znaczy,że bedzie przeciwko mamie-widac było jak sie miota ale nigdy nie
wyszedł tego typu temat wiec ja go nie podejmowałam.
wszystko sie zaczęło po powrocie ich do domu.Ex zadzwoniła z pretensjami,że
dzieci zostawały z kimś-tam ( a miała przez cały ten czas "czerwoną linię" ze
swoim synem bo kupiła mu wcześniej w tym celu komórkę wiec nie ma mowy o
jakims zdziwieniu )Miała pretensje,że M.nie wziął urlopu tłumacząc,że
przecież każdemu się nalezy(wszyscy chyba wiedzą jak sie w firmach bierze
urlopy-ona pracuje w państwowej i sie wiecznie urlopuje)i w ogóle
stwierdziła,że nie wie czy jeszcze cytuję"pusci"dzieci do nas.
Od tego czasu nasze kontakty praktycznie nie istnieją,byłam jedynie z
M.odwiedzić dzieci.No i po tej wizycie( w domu bylismy tylko 20min-ile trwało
ich przygotowanie do wyjścia;potem zabralismy dzieci do kina,coś zjeść etc.)
zadzwoniła do M.,że dzieci były rozczarowane tym,ze ja przyjechałam i że
wolałyby,żeby on sam przyjeżdżał.Nie wiem oczywiście ile to faktycznie ich
zdanie a ile jej ale sytuacja robi sie nie do zniesienia.
w sumie rozumiem żal dzieci o to,że związek ich rodziców sie rozpadł
natomiast udawanie ,że mnie nie ma nie jest najlepszym wyjściem.
Nie wiem w takim razie czy mam się usunąć w cień czy ignorowac te
sygnały ;czytaj: rozpocząć z ex wojnę.
bardzo jestem ciekawa waszego zdania
pozdr.
reneeeeeeeee
    • chalsia Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 20.07.04, 15:34
      Nie Ty jesteś od prowadzenia wojny z eks, jeśli w ogóle - to tylko ojciec
      dzieci.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • renataterlecka Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 20.07.04, 15:50
        hmmmmmm to jest związek, a nie on sobie ja sobie;generalnie wspólnie musimy
        decyzje podjąć
    • kkokos Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 20.07.04, 16:36
      Aja kobietę doskonale rozumiem.
      1. wiem, że z urlopami bywa różnie. ale może skoro nie da się wziąć urlopu
      teraz, to nie brać dzieci do siebie teraz? może zaprosić je kiedy indziej? a
      może nie na 3 tygodnie, tylko na 2, ale za to być w pełni dla nich (myślę o
      tatusiu w tym momencie)??
      3. oddaję dzieci ojcu i spodziewam się, że czas wakacji u niego to czas
      budowania więzi dzieci z ojcem. Nie dzieci z obcą kobietą. macochy piszą o
      eksiach "obca baba", podobnie w moim odczuciu macocha jest dla moich dzieci
      obcą babą. Już sam fakt, że ojciec siedzi w pracy zamiast być dziećmi, jest
      irytujący. ale że zajmuje się nimi koleżanka macochy !?!?! Jeśli macocha jest
      obcą kobietą, to kim jest "koleżanka macochy"???
      4. a musiałaś tam jechać? a on nie mógł pojechać sam? w końcu to jego dzieci,
      nie twoje, może powinien spędzać trochę czasu z nimi sam. byłaś tam
      niezbędna??? do czego, na litość boską?
      • jayin Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 20.07.04, 17:01
        kkokos napisała:

        > 1. wiem, że z urlopami bywa różnie. ale może skoro nie da się wziąć urlopu
        > teraz, to nie brać dzieci do siebie teraz? może zaprosić je kiedy indziej? a
        > może nie na 3 tygodnie, tylko na 2, ale za to być w pełni dla nich (myślę o
        > tatusiu w tym momencie)??

        No to mi się wydawało, że oddając dzieci ojcu "pod opiekę" mama się pyta, co
        jak gdzie i kiedy będzie się z nimi działo. Chociażby informacyjnie.
        No, chyba, ze okłamał ją mówiąc, że ma urlop i poswieci caly czas dzieciom.
        A jesli nie?

        Zreszta - wakacje-wakacjami - ale dlaczego ojciec nie moze brac dzieci do
        siebie w czasie swojego czasu "robotniczego"?... Przeciez mama pewnie tez
        pracuje i dzieci JAKOŚ sobie z tym radzą... Chyba, ze nie pracuje.
        Ale dlaczego wtedy pozbawiac dzieci spotkan z ojcem?... Jesli faktycznie tylko
        w tym terminie mogly np. przyjechac na dluzej, bo na inne tygodnie wakacji mama
        ma juz plany swoje. A ojciec urlopu niet w tym czasie...

        Wg mnie to sparwa dogadania się między rodzicami. Tu widac albo zabraklo
        dogadania się konkretnego (co mnie dziwiloby, bo dzieci jada przez cala Polske
        niemal do ojca, wiec pelen spontan to to nie mogl bycsuspicious) albo dla rodzicow bylo
        OK tak jak bylo. Do czasu........... Aż.

        > 3. oddaję dzieci ojcu i spodziewam się, że czas wakacji u niego to czas
        > budowania więzi dzieci z ojcem. Nie dzieci z obcą kobietą. macochy piszą o
        > eksiach "obca baba", podobnie w moim odczuciu macocha jest dla moich dzieci
        > obcą babą. Już sam fakt, że ojciec siedzi w pracy zamiast być dziećmi, jest
        > irytujący. ale że zajmuje się nimi koleżanka macochy !?!?! Jeśli macocha jest
        > obcą kobietą, to kim jest "koleżanka macochy"???

        Racja, że ojciec powinien. Ale jesli nie moze - to nie bierze. Jesli nie moze
        np. trzy lata z rzedu, bo NIE MA URLOPU?... Hm hm....

        A kto sie zajmuje dziecmi w domu mamy, jesli ta pracuje?smile
        Pewnie ktos "zaufany".
        Moze ta kolezanka macochy to tez znana im obojgu osoba, ktorej bez zastrzezenia
        mogli na jakis czas powierzyc pod opieke dzieci. Tak jakpierwszego dnia w
        szkole/przedszkolu. OPIEKUNKA. I tyle.

        > 4. a musiałaś tam jechać? a on nie mógł pojechać sam? w końcu to jego dzieci,
        > nie twoje, może powinien spędzać trochę czasu z nimi sam. byłaś tam
        > niezbędna??? do czego, na litość boską?
        >

        Może mają taki układ? Który od jakiegoś czasu dobrze funkcjonował? Że spotykają
        się razem wszyscy. Tak jak oboje spotykali się z Ex w jej domu, odbierając
        dzieci i nie było z tym problemu, nawet jesli byli tam 20 min smile
        Tyle, ze tym razem widocznie coś grzmotnęło...

        i nie wiadomo gdzie.
        czy u dzieci, czy u Ex.
        I tego nalezaloby sie dowiedziec, zeby ta sytuacje wyjasnic do konca i podjac
        jakies "przeciwdzialania", polepszajace klimat.
        Prawda?
        • renataterlecka Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 21.07.04, 11:17
          odp jayin: dzieci miały być 2 tyg ale chciały zostać dłużej co było dla nas
          sygnałem,że wszystko jest w porzadku;hmmmmm kiedyindziej tzn kiedy jesli w
          wakacje nie można wziąć urlopu??
          Na 3 tygodnie dzieci zostały z moja kolezanka 4 słownie cztery razy.Mysle,że to
          nie jest tragedia.
          To wszystko było planowane wcześniej;ex miała tez in formacje na bieząco co się
          dzieje poprzez telef.kontakt z synem.
      • renataterlecka Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 21.07.04, 11:19
        coś mi sie pochrzaniło z odpowiedziami,ale mam nadzieje,że wszystko ogólnie
        jasne
    • jayin Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 20.07.04, 16:54
      Popierwsze - witam na forum smile

      Po drugie - tak jak napisała burza - od decyzji w sprawach dzieci są rodzice.
      nie ty. Ty (i twój Mężczyzna, oczywisciesmile - jestes natomiast od decyzji w
      sprawach WAS, waszego życia wspólnego, mieszkania, czasu itd.
      Sęk w tym, że jedno z drugim się zazębia - i trzeba szerokich kompromisów, żeby
      podejmowane decyzje w jednej kwestii nie kolidowały z drugimi.

      Dlatego jak dla mnie to oczywiste, że wtedy WSPÓLNIE siadacie, porozmawiacie -
      nawet jeśli jest to sprawa dotycząca dzieci - poszukacie rozwiązań i OK. Ale o
      ile ostateczna decyzja na WASZ temat jest wspólna, o tyle OSTATECZNA decyzja co
      do dzieci należy do Twojego Mężczyzny (i jego Ex, zaznaczmysmile.

      To dotyczy rzeczy, w ktorych decyzja twojego M w sprawie dzieci ma jakis wplyw
      na wasze wspolne zycie - wtedy WSPOLNE zastanawianie sie nad czyms jest OK i
      nawet MUSI byc.

      Chyba, że któreś decyzje dotyczące dzieci zupełnie nie wpływają na wasze życie -
      to wtedy twoj M. nie potrzebuje się z tobą "konsultowac", bo niby dlaczego.
      Nie masz zwiazku z jakas sprawa, nie odczuwasz skutkow takiej decyzji - wiec
      nie musisz nawet "deliberowac" na ten temat.

      Co do zmiany w zachowaniu dzieci, ewentualnej wojny z Ex - to ja bym sie
      wstrzymala do czasu z jakimkolwiek osądzaniem sytuacji - dopoki nie bedziesz
      wiedziala, czy taka a nie inna sytuacja faktycznie wynika z niechęci dzieci,
      czy to tylko Ex tak "ustawia" wasze relacje, wg swoich "pobożnych życzeń".

      No i od wyjasnienia tego to raczej niech bedzie twoj M.
      Nie ty.
      Bo to w sumie sprawy miedzy nimi. Ty o tyle mozesz czuc sie "dotknieta" tym, ze
      to niby "przez ciebie" dzieci nie chca sie widziec z ojcem, albo Ex im tego
      zabrania. I tu bym sie sama na twoim miejscu interesowala tym tematem, az do
      wyjasnienia. Przez M. wink

      pozdr.

      J




      Tak więc - niby wspólnie, ale osobno smile
      Tak to widzę.
    • maxxi26 Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 20.07.04, 20:58
      A ja w odróżnieniu od przedmówczyń - uważam, ze cała sytuacja jest również
      Twoja sprawą i masz prawo rozmawiać o niej ze swoim m. oraz podejmować decyzje
      co do dalszego postępowania.

      Wiążąc się z takim mężczyzną wiążesz się również z jego przeszłością. Ale też -
      jesteście parą i możecie romawiać o wszystkim. Wyłączanie Ciebie z możliwosci
      decydowania, lub chociażby rozmawiania o ważnych sprawach związanych również z
      dziećmi - jest swoistym ubezwłasnowolnieniem, ograniczaniem związku.

      Przecież nie chcesz rozmawiać i decydowac o jakiś ważnych życiowo sprawach dla
      chłopców (tutaj rzeczywiscie - decyzje należą wyłącznie do rodziców) - ale o
      kwestii bezpośrednio związanej również z Twoim życiem. W końcu nie można
      udawać, ze Cię nie obchodzi co robi m., i że ma "jakieś tam byłe życie". Masz
      prawo w nim uczestniczyć.

      Ale oczywiście w tym wszystkiem sa też uczucia - również Twoje ale i dzieci.
      Przecież one też mogą nie mieć ochoty na takie spotkania. Im do szcześcia jest
      tak naprawdę potrzebny ojciec.

      Dlatego ja na Twoim miejscu pozostawiłabym m. kwestię zbadania uczuć dzieci
      i "wybadania" czy w całym tym zamieszaniu swoje zrobiła ex. Pewnie tak, ale
      nigdy nie wiadomo.

      Pozdrawiam. Trzymaj sie dzielnie.

      • kasia-j Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 20.07.04, 22:19
        Hmm a ja na miejscu ex zareagowałabym pewnie podobnie. Nie za bardzo widzę
        konieczność Twoich wizyt (zwłaszcza w domu ex) - jeśli chcieliście razem jechać
        po dzieci, to wystarczyło zaczekać w samochodzie, a nie wchdozić do domu. Jak
        już wcześniej pisałam - nie wierzę w idealne układy, przyjaźnie etc, ale można
        się wzajemnie tolerować i nie wchodzić sobie w drogę (głównie ze względu na
        dobro dzieci). Szczerze powiem, że nie przyszłoby mi do głowy jechać do
        mieszkania Ex (zresztą tak samo nie życzyłabym sobie wizyty w moim domu).
        Należy uszanować prywatność - ale to moje zdanie.
        Kwestia wakacji u Was - jeśli wcześniej ex wiedziała o problemach z urlopem M.
        to OK, ale jeśli obiecał co innego to już gorzej. My zapraszamy do siebie
        Dziecko M. tylko wtdy, gdy wiemy, że M. będzie mógł mieć wolny czas - Dziecko
        przyjeżdża do Ojca, nie do Żony Ojca.
        Pozdrawiam
    • renataterlecka Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 21.07.04, 09:10
      generalnie ja zostałam pierwotnie w samochodzie -M.przyszedł z powrotem
      mówiąc,że to tak głupio i że to troche potrwa zanim dzieci sie spakują.
      Jesli chodzi o urlop to ex zdawała sobie sprawę,że z urlopu M.nici-zaczął
      niedawno nowa pracę ale dzieci bardzo chciały przyjechać więc stwierdziliśmy,że
      jakoś damy radę. Żeby było śmieszniej to ex zna moją koleżankę,wie,że ma swoje
      2 dzieci i wszyscy się świetnie wspólnie bawili.W czasie jak ona jest w pracy
      dzieci normalnie sa w szkole,przedszkolu a w wakacje jak nie ma urlopu zajmuje
      sie nimi niania; w tej chwili młodszy ma przedszkole w czasie wakacji wiec
      starszy jest sam.
      Pojechaliśmy tam razem bo M.mnie o to prosił;były różne argumenty-że dzieci
      muszą się oswoić ze mną;drugi z obawy,ze ex będzie robić jakieś sceny-ja ją
      widocznie wstrzymuję
    • renataterlecka Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 21.07.04, 15:35
      jestem pod wrażeniem niektórych wypowiedzi,mnie cała sytuacja trochę przerasta
      bo eks burzy dzieci i to nie przeciwko mnie-co bym zrozumiała a przeciwko
      ojcu;nalega przy tym,zeby on je częściej odwiedzał (oczywiście częstsze wizyty
      u nas nie wchodza w grę)i to najlepiej jakby zostawał na noc a potem,żeby do
      mnie dzwonić,że ją siła wykorzystał ech...........ona wypróbowuje moją
      cierpliwość
      a w tym wszystkim tak naprawdę nie chodzi o dobro dzieci........
      • jayin Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 21.07.04, 16:02
        "to najlepiej jakby zostawał na noc a potem,żeby do
        > mnie dzwonić,że ją siła wykorzystał ech..........."

        ???? zrobiłaby tak?
        smile)))))
        co za typek damski...wink
        • renataterlecka Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 22.07.04, 11:27
          tu nie ma co gdybać,to juz miało miejsce
          • jayin Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 22.07.04, 11:34
            renataterlecka napisała:

            > tu nie ma co gdybać,to juz miało miejsce

            dziwna kobieta.
            współczuję konieczności "związku" z nią...
          • chalsia Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 22.07.04, 11:34
            Ale co miało miejsce??? smile)))))))))) że ją siłą wykorzystał czy że onha
            dzwoniła i tak mówiła ????????

            Chalsia
            • renataterlecka Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 22.07.04, 11:36
              hmmmmmmmm generalnie mój M stanowczo zaprzeczał i ja mu wierzę bo inaczej czy
              bylibyśmy razem??
              • maxxi26 Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 22.07.04, 11:40
                Desperaci imają się wszystkiego. Tylko jakiś niesmak po takim czymś powinien
                pozostać...

                POwodzenia.
                • jayin Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 22.07.04, 11:45

                  raz kiedyś widziałam taką scenę... mężczyzna i kobieta... obok druga - starsza
                  (chyba teściowa? albo matka ktoregos z nich??)
                  ona KURCZOWO się trzyma rękawa jego kurtki, facet próbuje się uwolnić,
                  bynajmniej nie uciekaćsmile, tylko "odczepić" ją od siebie.
                  a ona wrzeszczy w stronę tej drugiej, starszej kobiety, uwieszona tego faceta,
                  szarpiąc go:
                  - Widzisz??? Sama widzisz, że on tylko przemocą załatwia ze mną sprawy!!!!!

                  smile
                  nieodgadnione są zachowania ludzkie.
                  • renataterlecka Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 22.07.04, 11:58
                    najgorsze w tym wszystkim jest brak konsekwencji,z jednej strony zapewnienie
                    mnie na spotkaniu,ze ona życzy nam wszystkiego najlepszego ble ble a teraz sa
                    wieczne pretensje,czepianie się i w ogóle nie wiem o co chodzi;wolałabym
                    jasniejsza sytuację;mój znajomy ma na to odpowiedź: kobiety hmmmmmmmm
                    • jayin Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 22.07.04, 12:03
                      renataterlecka napisała:

                      > mój znajomy ma na to odpowiedź: kobiety hmmmmmmmm

                      Reniu - "obawiam się", że twój znajomy dał dobrą odpowiedź.
                      Heh...
                      • renataterlecka Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 22.07.04, 12:10
                        jako kobieta zgadzam się w 100%
              • chalsia Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 22.07.04, 12:36
                Wiem, że się chce wierzyć osobie, którą się kocha. Ja swojemu eksowi do
                ostatniej chwili wierzyłam w jego słowa, ze on nikogo nie ma. Nawet jakiś czas
                po rozstaniu tak twierdził.
                A kilka miesięcy później się okazało, ze kłamał mi prosto w twarz (zarówno
                przed jak i po rozstaniu).
                A jeszcze potem twierdził, że on mnie nie okłamywał, tylko uznał, że nie
                powiedzenie prawdy będzie dla mnie najlepsze, co by mi oszczędzić bólu.
                TTFFFFUUUUUUUUUUUU

                Pozdrawiam,
                Chalsia
    • madalenka25 Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 22.07.04, 13:43
      uważam,że to twój M powinien ustalić zasady w końcu to jego dzieci a Ty możesz
      je akceptować i będzie super albo nie i dyskutować

      sama jestem eks i wkurza mnie że next ustala sobie pewne rzeczy z naszą córką a
      potem ja mam w domu ryk bo ..
      np wczorajszy telefon - Mała rozmawiała z ojcem i ok potem rozmawiała z next
      (lubi ją co mnie cieszy i miałam do wczoraj dość dobre zdanie na temat tej
      kobiety) i nagle ona ni z gruszki ni pietruszki oznajmia Małej żeby przyjechała
      to sobie pójdą na plaże i będzie fajnie ( dzieli nas odległośc 525 km ) i potem
      ja musiałam tłumaczyc jej dlaczego i jak bo oni umyli ręce i to ja wychodzę na
      werdna matkę bo nie pozwalam sie zobaczyć z tatą ale na pytanie czy po nia
      rzyjada został zmieniony temat.

      i druga strona medalu - spotkania mojego M z jego dzickiem, Mały nie chce mnie
      poznać jak na razie - bo jak twierdzi nie chce nowej mamy - M już mu to
      wytłumaczył, ok. Mały ciągle słyszy inwektywy na mój temat i wyrobił sobie
      zdanie - no cóż będzie ciężko, ale ja nie zamierzam do niczego zmuszać ale to
      ja przypominam M o tym, że tak musi ustawić sobie czas aby znaleść go dla
      dziecka, nie robię mu wyrzutów, że czasem nocuje tam bo tak się czasem składa.

      Jestem matką i nie potrafię zrozumieć dlaczego miałabym przelewać moje własne
      żale czy pretensje na dziecko, przecież ja powinnam je chronić, jeśli wiem, że
      dziecko jest związna z ojcem bardzo mocno to nie mam prawa tej więzi niszczyc
      tylko dlatego, że sama mam dużo żalu czy pretensji do jego ojca. I w takim
      przypadku nie ma znaczenia czy jestem ex czy next bo przede wszystkim jestem
      dorosła osobą, która bierze odpowiedzialnośc za swoje decyzje.
      • renataterlecka Re: dzieci-to nie ich wina; co robić???? 22.07.04, 16:05
        hmmmmmmmm zdaje sobie doskonale sprawę,że to jego dzieci i generalnie my na
        przykład przywieźliśmy dzieci do nas a potem je odwieźliśmy mimo,ze miało być
        inaczej,tj.to eks ustalała,że pół na pół-my w 1 stronę ona w drugą;nie
        robiliśmy tragedii.
        Tak czy siak każda sytuacja jest inna,diabeł tkwi w szczegółach.
        A zaufanie cóż,różnie to bywa z ludźmi; ja nie mogłabym byc z człowiekiem,do
        którego nie mam zaufania,gdy mnie zawiedzie cóż rozstaniemy się bo nic na siłę
        nie da się zrobić.
        pozdrawiam ciepło wszystkie macochy
Pełna wersja