pom
01.08.04, 12:22
Właśnie jestem sama w domu, M zawiózł dzieciaki po dwóch tygodniach do mamy
(eksi).
Wakacje udane, spędzilismy je nad morzem w zadziwiającej harmonii i na fajnej
zabawie. Ani razu nie było miedzy mną i chłopakami spięć. M jest po prostu
mistrzem swiata w kwestii wzajemnych realcji. Dbał o każde z nas i
interesował sie czy mi jest dobrze, czy chłopaki dobrze sie bawią z nami.
Byłam sobą; nie udawałam dobrej cioci, która kocha wszystkie dzieci świata
ale też nie zaniedbywałam chłopaków, wręcz przeciwnie, nawet zdarzało mi sie
ich bronić przed M, hehe. Mój problem, jaki pojawił się ze starszym dzieckiem
odszedł w niebyt. Na odchodne mi nawet podał sam rękę i podziękował za
wakacje... Ale dziś nie mogłam sie odczekać, kiedy już pójdą... jestem
wykończona.
Pęka mi głowa...od tego chałasu...