ręce mi opadły

26.08.04, 20:06
Młoda nawywijała. Co zrobiła, nie napiszę, bo mi wstyd. I miałam zderzenie
czołowe z inną matką. Nawrzucała mi, nawrzeszczała, że nie wychowałam tego
dziewuszyska, co ze mnie za matka itd. Darła się, że taki dzieciak duży i
taki okropny, taki wstrętny. Załatwiłam z babką temat w miarę kulturalnie.
Nie tłumaczyłam się, że nie ponoszę odpowiedzialności za lata "niewychowania"
młodej, w sumie nie jej sprawa, ale sama jestem wściekła na młodą. Odkąd
młoda jest z nami, wychowanie leci na pełnych obrotach (co podczas wizyt nie
było dla M. takim prostym, zwłaszcza, gdy to, co wpoił dziecku, w domu matki
już nie funkcjonowało) i mamy kilka drobnych sukcesów. Ale to kropla - jak
się okazuje. Myślałam, że M młodą zje. Nie zlał jej, bo zdążyłam go trochę
udobruchać, ale jak Boga kocham - należało się. Należało się jak diabli, by
nie mogła na tyłku usiedzieć przez najbliższy miesiąc. Próbowałam z M. gadać.
Wydaje mi się, że wychowanie wychowaniem, ale geny to geny - można korygować,
ale wszystkiego się nie wypleni. On na to gadanie dostaje furii. Złe nawyki
czy jakieś postępowanie, które przypomina mu eksię, po prostu doprowadzają go
do białej gorączki. Rozmowy, tłumaczenia - takie najprostsze o tym co złe, o
wartościach itd. często są zakodowane i w akcji, gdy ja lub ojciec widzi,
potem młoda robi jak jej lepiej. Czuję, że nam się przyda jakiś pedagog. A M
psycholog by zaakceptował fakt, że wybierając dziecku matkę, obdarzył je w
jakimś stopniu cechami tej osoby i niech to zaakceptuje.
Oszaleje z nimi, jak Bóg mi miły...

pozdrawiam Was i znikam, bo mnie nosi i chyba muszę z domu wyjść...
lidka
    • mamaadama4 Re: ręce mi opadły 26.08.04, 22:28
      Lideczka, cos z tymi genami jest. No i nie tylko z genami. Widze to po naszych
      chłopakach. Pomimo, że wpajamy im pewne rzeczy od lat 10 prawie. Może dlatego,
      że mama to jest mama. I jakoś tak jest, że więcej przejmuje sie od matki niz od
      ojca - oczywiście to moje obserwacje (nie tylko macochowe a nie dowody naukowe).
      Hehe, dlatego z przerażeniem myslę o tym, co wyrośnie z mojego Adasia.
    • chalsia Re: ręce mi opadły 26.08.04, 22:39
      >A M
      > psycholog by zaakceptował fakt, że wybierając dziecku matkę, obdarzył je w
      > jakimś stopniu cechami tej osoby i niech to zaakceptuje.

      O to to.
      Wiadomo, ze każdemu z nas trudno tolerować i akceptować jakieś zachowania (dla
      jednego będzie to np. niemożność usiedzenia przy stole dla drugiego np. upór,
      etc, etc). Tym trudniej jest zaakceptować w dziecku takie postawy/zachowania,
      które wydają się być kopią po eks, zwłaszcza jeśli tych samych zachowań się nie
      akceptowało u eks. A dziecko by czuło się kochane i bezpieczne musi czuć
      akceptację.

      Pozdrawiam,
      Chalsia
      • lara27 Re: ręce mi opadły 27.08.04, 13:01
        Witam Lideczko!
        Nie masz lekko...współczuję szczerze!Wcześniej nie zdawałam sobie sprawy jaki
        to ogromny ciężar wychowywać czyjeś dziecko. Po poznaniu Twoich problemów
        zmieniłam diametralnie zdanie.
        Podziwiam Cię za Twoją cierpliwość i miłość okazywanom małej
        Pozdrawiam i ściskam
        lara
    • gosza26 Re: ręce mi opadły 06.09.04, 17:35
      Witam!
      Odkąd jestem tutaj nie moge wyjść z podziwu,że jest tu tyle podobnych sytuacji
      do mojej. Ja też wychowyje syna mojego M. Ma on przyznaną opiekę od tego roku,
      ale ja z K. mam kontakt od 4 lat. Ciężkie to były dla nas momenty dlatego , że
      K. to dziecko, które było nadpobudliwe(choc nie ma adhd).Do tego doszły jeszcze
      braki, które u 14 lataka nie da sie nadrobić w 1 miesiąc. Dodam tylko, że jak
      eks wpędziła w bagno obu to nikt nie dawał im szans na to, że kiedyś w życiu
      coś osiągną, a teraz panowie są ,,książkowym przykładem na rodzinną
      resocjajizację". Choć faktem jest to, że są dobrym materiałem na męża i syna.
      Lideczka-my korzystaliśmy z psychologa-wszyscy i warto było.
      Pozdrawiam!!
      • lideczka_27 Re: ręce mi opadły 06.09.04, 19:10
        Nam to by się przydał psycholog, jak najbardziej, bo mój chłopina też z tych
        nerwusów wink Tyle, że ja te jego wścieki mam głęboko w d**** Już nie głaszczę,
        nie uciszam, nie myślę "może to dobrze, niech nie kisi w sobie", tylko
        informuję, że on zostaje z dziećmi, ma zrobić obiad, sobie michę do pracy, a ja
        wychodzę i wrócę pięć minut przed jego wyjazdem do roboty, bo nie mam ochoty
        wysłuchiwać. Jakoś gwałtowne nastroje mojego małża znikają szybciej niż wtedy,
        gdy zbierając całe pokłady mojej anielskiej cierpliwości, starałam się go
        uspokajać. Ja rozumiem - temperament choleryka itd, ale teraz najważniejszy
        jest mój spokój.
        Z młodą układa się, ogólnie nie mam powodów do narzekania, bo jest usłuchaną
        dziewczynką. Nie przeżywam jakichś scen w sklepie (nie naciąga - mówiąc
        popularnie), sprząta w swoim pokoju bez gadania, nie grymasi na jedzenie, jest
        do mnie przywiązana, czuła itd. No, ale nie ma czego ukrywać - w jakimś sensie
        jest to dziecko specjalnej troski i nie możemy niczego bagatelizować. Dochodzi
        to tego jej władczy charakter wśród rówieśników. Tzn. jeśli dorośli jej
        pozwalają, to też im wchodzi na głowę, ale wśród dzieci to już norma - nie jest
        lubiana, bo "rządzi", a to się rzadko komu podoba. Gdy nie jest po jej myśli,
        to się obraża, bo rozkazy zostały olane, tyle, że dzieciaki – wiadomo, nic
        sobie z tego nie robią. Potem jej smutno, czasem sobie popłacze itd. No i to
        jest mój problem nr jeden - zależy mi na dobrych relacjach z jej rówieśnikami,
        by się nauczyła, że warto się dzielić (tylko z bratem robi to chętnie), by
        szanowała zdanie innych i nie miała postawy roszczeniowej wobec wszystkich
        wokół nawzajem nie oferując niczego. Myślę, że fakt posiadania przez nią
        rodzeństwa jest tu bardzo pomocny i nie mogę powiedzieć – wobec brata zawsze
        jest OK.

        Witam nową macoszkę smile
        I pozdrawiam
        lidka
        • gosza26 Re: ręce mi opadły 07.09.04, 09:46
          Dziekuje za przywitanie!!!
          Jestem nie tylko nowa na forum, ale i przybraną mamą dopiero jestem od 3 lat.
          Zarem z moim k. uczymy się swoich ról, on jak mić mame ja jak nie przeginać.
          Ale powiem wam dowcip. Ostatnio okulistka do nas,, chłopiec to ma po pani ten
          wygląd oczu".
          pozdrawiam
Pełna wersja