przywitanie i pytanie :-)

13.09.04, 21:50
Czytam Wasze forum od jakiegoś czasu i też jakiś czas temu zostałam tutaj
przyjęta smile Nie wyłamywałam się za bardzo, żeby nikt na mnie nie nakrzyczał,
że niszczę czyjeś małżeństwo, bo ludzie na forum potrafią być okrutni uncertain

Otóż moja sprawa wygląda następująco. Mój M. nie jest ze swoją żoną od ponad
roku. Najpierw żona jeździła za granicę, a od sierpnia zeszłego roku
pozostała tam już na stałe. Wówczas ustało ich małżeństwo (praktycznie, bo
formalnie wciąż są małżeństwem). Ona znalazła tam sobie kogoś, on ponad 4
miesiące temu związał się ze mną. Ona już wtedy jasno mówiła, że absolutnie
do kraju nie wraca, że już nie chce być z nim itd. Z tego co M. mówi, to
próbował jeszcze na początku przekonać ją, by nie niszczyła małżeństwa, ale
nic to nie dało. Ja jestem panną, ale samodzielnie wychowuję córeczkę. On z
żoną ma dziecko, które teraz jest z nim. Właśnie mamy problem, bo matka chce
to dziecko wywieźć, ale o tym zrobiłam osobny wątek. Aha, jakby ktoś jeszcze
miał wątpliwości czy się nie wtrącam tam gdzie nie powinnam, to akurat znałam
znajomych i rodzinę M. zanim poznałam jego i już kilka miesięcy przed tym jak
go poznałam wiedziałam, że ich małżeństwo jest tylko na papierku...

Moje pytanie dodatkowe związane jest z tym, że jego małżonka przyjechała
teraz na jakieś 2 tygodnie do kraju. Wie o mnie i stwierdziła, że chciałaby
mnie poznać... (chociaż praktycznie to nie wie, że mnie zna smile). M.
zareagował na jej propozycję śmiechem i nawet tego nie skomentował. Ciekawa
jestem jednak co Wy, drogie macoszki sądzicie o propozycji eksi... Nie wiem
czy to pomoże czy zaszkodzi... Jak myślicie... Z jednej strony może to
wykorzystać przeciwko M. twierdząc, że ona wcale nie rozwaliła małżeństwa, że
wyjechała ciężko pracować, a on sobie kogoś znalazł... Z drugiej może np.
chce dowiedzieć się kto będzie miał kontakt z jej dzieckiem jak jej nie
będzie, bo w sumie jak jesteśmy z M. to przynajmniej raz w tygodniu (albo i
częściej) robimy wspólne wypady z naszymi córeczkami. Sama już nie wiem jak
podejść do tematu...
    • lideczka_27 Re: przywitanie i pytanie :-) 14.09.04, 00:34
      Witam nową macoszkę smile
      W temacie paszportu to chyba konkubinka jest obcykana, może coś skrobnie wink

      "Z jednej strony może to
      > wykorzystać przeciwko M. twierdząc, że ona wcale nie rozwaliła małżeństwa, że
      > wyjechała ciężko pracować, a on sobie kogoś znalazł..."

      To będzie wielce prawdopodobne. Podejrzewam, że matce zależy na odzyskaniu
      dziecka i każdy sposób, który jej to umożliwi, będzie dla niej dobry. Ja bym
      nie sądziła, że urządza casting na nową opiekunkę/mamusię dziecka wink a sama ma
      zamiar pozostać za miedzą…
      Szkoda, że Twój M nie zapytał o powód tego spotkania, choć i tak nie ma
      gwarancji, że usłyszałby prawdę...
      Czy on ma jakichś świadków na to, że wyjechała tam i znalazła sobie faceta, że
      nie ma pracy itd?

      "Z drugiej może np.
      > chce dowiedzieć się kto będzie miał kontakt z jej dzieckiem jak jej nie
      > będzie, bo w sumie jak jesteśmy z M. to przynajmniej raz w tygodniu (albo i
      > częściej) robimy wspólne wypady z naszymi córeczkami."

      To nie jest niemożliwe, ale mało prawdopodobne... Small, jesteś matką, czy
      oddałabyś tak łatwo dziecko? Wiesz, ona chciała sobie ułożyć na nowo życie i
      myślę, że zostawienie dziecka z ojcem w jej mniemaniu miało charakter
      tymczasowy... Początki za granicą są trudne, to ryzyko a zabranie dziecka w
      takich warunkach byłoby nierozsądne i niebezpieczne. Więc wyjechała sama, a jak
      już się tam jako tako ustawiła, to chce ściągnąć dziecko do siebie. Tak ja to
      widzę. I dlatego sądzę, że nie odpuści.
      Jakie ma szanse Twój facet, by matka dziecka nie wywiozła? Jestem świeżo po
      lekturze podobnego wątku na samodzielnych i chyba niczego dobrego w temacie nie
      mogę Ci napisać. Zresztą - sama poczytaj.

      pozdrawiam Cię serdecznie
      Lidka
      • smallm Re: przywitanie i pytanie :-) 14.09.04, 08:02
        > Witam nową macoszkę smile

        Hej lideczka smile na razie nie mogę stwierdzić jaki status macoszki będę miała -
        zobaczymy jak oni się dogadają smile

        > W temacie paszportu to chyba konkubinka jest obcykana, może coś skrobnie wink

        Czekam na konkubinkę w takim razie smile

        > Szkoda, że Twój M nie zapytał o powód tego spotkania, choć i tak nie ma
        > gwarancji, że usłyszałby prawdę...

        M. nie ma do niej zaufania i bierze poprawkę na to, że kłamie

        > Czy on ma jakichś świadków na to, że wyjechała tam i znalazła sobie faceta,
        że
        > nie ma pracy itd?

        Świadkowie są, ale za gracą rónież, chociaż niedawno dzwoniła ciotka eksi do M.
        i powiedziała, że jak będą jakieś sprawy to ona będzie zeznawała na jego
        korzyść... Sama wyszła z tą propozycją, jednak czy dotrzyma słowa, to nie mam
        gwarancji, zawsze to jej rodzina...

        > To nie jest niemożliwe, ale mało prawdopodobne... Small, jesteś matką, czy
        > oddałabyś tak łatwo dziecko?

        Ja bym przede wszystkim nie wyjechała... Ona nie musiała... To był jej kaprys

        > Wiesz, ona chciała sobie ułożyć na nowo życie i
        > myślę, że zostawienie dziecka z ojcem w jej mniemaniu miało charakter
        > tymczasowy... Początki za granicą są trudne, to ryzyko a zabranie dziecka w
        > takich warunkach byłoby nierozsądne i niebezpieczne. Więc wyjechała sama, a
        jak
        >
        > już się tam jako tako ustawiła, to chce ściągnąć dziecko do siebie.

        Ale ona wciąż się się tam nie ustawiła. Pracę raz ma, raz jej nie ma. Jest z
        marokańczykiem, bo on już jest tam kupę lat i liczy, że jej będzie coś
        załatwiał. Teraz też nie jest takie pewne czy ma pracę, bo z jednej strony
        mówi, że ma rozpocząć nową pracę 5.10, a z drugiej, że będzie w Polsce tak
        długo aż nie dostanie paszportu... Wyszła nawet z propozycją, że pójdzie z M.
        do notariusza i podpisze, że 20 drudnia przywiezie dziecko do Polski.
        Ja sądzę, że M. robiłby mniejsze problemy z wyjazdem, gdyby dziecko miało tam
        stabilną sytuację. Ona wynajmuje mieszkania, ostatnio zamieszkała ze swoim
        arabem. Pracy nie ma stabilnej, na czarno. Poza tym wykołowała kupę ludzi na
        kasę i prawdopodobnie ma tam nieprzyjemności, bo co chwilę zmienia numery
        telefonu. M. nie ma z nią też żadnego kontaktu jak przebywa za granicą...
        Najgorsze jest to, że z tego co się zorientowałam, to sądy nie wnikają po co
        dziecku paszport (przynajmniej u mnie w miejscowości). Wychodzą z założenia, że
        należy mu się jak psu buda. Więc prędzej czy później ten paszport będzie...
        Wszelkie argumenty biorą w łeb... Bo to jest "tylko" sprawa o paszport...

        > Jakie ma szanse Twój facet, by matka dziecka nie wywiozła? Jestem świeżo po
        > lekturze podobnego wątku na samodzielnych i chyba niczego dobrego w temacie
        nie
        >
        > mogę Ci napisać. Zresztą - sama poczytaj.

        Nie mogę coś znaleźć tego wątku, może podrzucisz linka??


        > pozdrawiam Cię serdecznie
        > Lidka

        Ja Ciebie również, podobnie jak i inne macoszki smile
    • smallm Stanąć z boku - ale jak?? 14.09.04, 08:30
      Nie chcę zaczynać osobnego wątku, ale siedzę i mózg mi paruje... Pół nocy
      spędziłam szukając w Internecie różnych spraw, paragrafów itd... Zresztą M.
      powiedział, żebym coś poszukała, ale żebym się położyła wcześnie spać... Po
      czym sam zadzwonił do mnie o 0:30, wie, że jak jest nerwówka to tak łatwo nie
      zasnę...

      Wiem, że jako next powinnam stanąć z boku i czekać aż wszystko załatwią.
      Podpowiedzcie jak smile Jak Wy sobie radzicie w takich sytuacjach??

      Albo zazdrość... Wiem, że on już nic do niej nie czuje itd, ale... jak wczoraj
      chcieli płynnie dziecko sobie przekazać i najpierw spędzili godzinkę czy 2
      wspólnie z dzieckiem zanim ona pojechała z dzieckiem do swojej mamy, to
      myślałam, że mnie w tym czasie szlag trafi... Wiem, że jako rodzicę od czasu do
      czasu będą musieli spędzać czas, ale... To co się w tym czasie ze mną dzieje to
      jakaś masakra... Też tak macie??

      Poradźcie mi jak zmienić swoje nastawienie, że jako ta druga jestem ta
      gorsza... Analizując własne emocje - tak się właśnie czuję.

      Dajcie troszkę wskazówek smile)))))
      • lilith76 Re: Stanąć z boku - ale jak?? 14.09.04, 11:33
        eksia to jego przeszłość - więzy zawsze będą i to niekoniecznie przyjemne i
        tyle. teraz jest z tobą. ja też bywam lekko zazdrosna. w końcu - masz dziecko -
        on także nie jest pierwszym znaczącym mężczyzną w twoim życiu. jest sens aby
        był zazdrosny o twoją przeszłość? chyba nie smile
        • smallm Re: Stanąć z boku - ale jak?? 14.09.04, 11:43
          Hehehe, niby nie smile ale jak słyszę, że poszli z dzieckiem na taki zamknięty
          plac zabaw, a później na pizzę... wieczorem jeszcze eksia zadzwoniła do niego,
          że chce porozmawiać dalej (czytaj: męczyć sprawę paszportu) i znów umówili się
          gdzieś na mieście to mnie szlag trafia smile muszę się uodpornić. Szczególnie, że
          nie mam jednak podstaw do tego, żeby cokolwiek podejrzewać, bo zaraz po
          spotkaniu z nią M. jest tylko wykończony psychicznie i od razu jedzie do mnie,
          albo dzwoni. Musi się wyżalić obgadać sprawy itd. I tu jest też problem, bo
          przy okazji innych wątków dziewczyny radzą, żeby zostawić sprawy ex i M. dla
          nich i stanąć z boku, ale jak... dosięga to mnie w jakiś sposób, M. angażuje
          mnie też, choćby na zasadzie wyżalenia się, zapytania o radę. Taki biedny mały
          chłopczyk wychodzi z niego po rozmowach z eksią...
    • alka23 Re: przywitanie i pytanie :-) 14.09.04, 09:36
      Mnie eksia tez bardzo chciala poznac.. i poznala. Byla super ekstra mila po
      czym zadzownila do kolezanki i naopowiadala jakis bzdur, tak jak zaczelo to
      pasmo osmieszania sie, jakichs zlosci, niedomowien, tak je ciagnie do dzis,
      zjarzyj do mojego bloga: www.alka23.blox.pl, czasem warto wiedziec z kim mna
      sie do czynienia smile
    • jayin Witam serdecznie :-) [n/txt] 14.09.04, 12:12

      • wiola101 Re: Witam serdecznie :-) [n/txt] 14.09.04, 15:49
        Witam cie gorąco,
        Jeżeli Twój facet chce aby dziecko zostało przy nim powinien jak najszybciej
        założyć sprawę do sądu z zaznaczeniem miejsca zamieszkania dziecka przy nim.
        powinien to zrobić wtedy gdy matka była za granicą ale i w tej chwili ma szanse
        poniewaz to ona zostawiła dziecko i wyjechała. Musi mieć świadków i sybciutko
        do sądu oraz nie pozwolic matce zabrać dziecka ponieważ może go nie zobaczyc
        przez wiele lat. Niech wykorzysta to dopóki ma pełne prawa rodzicielskie.
        Jeżeli ona wniesie sprawe do sądu o rozwód i napisze o wydanie paszportu dla
        dziecka bo ojciec sie nie zgadza to wtedy sąd ograniczy ojcu władze
        rodzicielska po to aby matka nie musiała konsultowac wlasnie takich spraw z
        ojcem i wtedy Twój M. straci to dziecko. Co do pytania o poznaiu WAS ja jednak
        nie wierzyłabym w dobre checi eks. i nie chciałabym zawierać żadnych
        znajomości.
        Pozdrawiam
        Wiola
        • smallm Re: Witam serdecznie :-) [n/txt] 14.09.04, 19:05
          Dzięki za informacje. Wprawdzie sprawa, którą wniosła dotyczy tylko paszportu,
          ale tak jak mówisz to będzie przeciwko niemu. Przekazałam mu to co napisałaś...
          Może to go zmobilizuje (a wygląda na to, że jakos podziałało), bo na razie
          szukalismy tylko argumentów za tym, żeby tego dziecka nie mogła wywieźć. Bo w
          sumie to na jakiej podstawie mają jej dać prawa do dziecka, jak nie ma legalnej
          pracy, pracuje na czarno za granicą, więc w każdej chwili jak ją przyłapia może
          być deportowana... Można dziecko na taki stres narażać?? Oderwać dziecko od
          ojca, dziadków itd po to by tułało się z matką po świecie?? Ale tak jak
          piszesz, trzeba by wnieść osobną sprawę...

          Jeszcze raz dzięki.

          Pozdrawiam,
          SmallM
          • lideczka_27 Re: Witam serdecznie :-) [n/txt] 14.09.04, 19:24
            small, nie wiecie, jakie asy ma w rękawie matka. Wy wiecie, że ma niestałą
            robotę itd. Ale może ona ma dowody, że jest inaczej? Chodzi o to, byście jej
            nie niedoceniali. Na zeznania świadków bardzo bym nie liczyła, ale kto wie...
            Widzisz, mojego M zapewniano, że dostanie pomoc w sądzie, by otrzymał prawo do
            przejęcia opieki. Utyskiwano nad losem dziecka, na złe badania psych.,
            beznadziejną kondycję, którą zawdzięczało matce. A gdy przyszło co do czego
            każdy powiedział "rozumiem pana, ale wie pan, to prywatne sprawy, my się nie
            chcemy wtrącać, może się matka opamięta". Jednym słowem został sam.
            W takim temacie Twój partner musi działać. Inaczej może nie zobaczyć dziecka
            przez wiele lat... A do kwestii, że Ty byś nie wyjechała... To sprawa
            priorytetów. Ona być może uznała, że dziecko musi to trochę przecierpieć, ale
            ostatecznie będą razem. To, że wyjechała, nie znaczy, że zostawi Wam dziecko -
            możesz być pewna. I z życia: moja kumpela uciekła od męża. Dziecko zostawiła z
            nim - on był dobrym ojcem, tylko ją krzywdził. Uciekła do kochanka. Zaszła z
            nim w ciążę. Pojawiła się na pierwszej rozprawie rozwodowej, potem leżała na
            patologii i rozwiedli się korespondencyjnie! A teraz najważniejsze: po kilku
            miesiącach rozłąki, gdy - jak by nie było dziecko porzuciła - otrzymała opiekę
            i sąd nie wnikał, gdzie je matka zabiera - a to było inne miasto, z dala od
            ojca i mieszkanie wspomnianego kochanka. To jest przykład, jak może Wasza eks
            być potraktowana przez sąd. Pozostawiam do przemyślenia i wyciągnięcia wniosków.

            pozdrawiam
            lidka
            • smallm Re: Witam serdecznie :-) [n/txt] 14.09.04, 19:49
              Dzięki lideczka smile

              Wymiękam juz od tego wszystkiego...
              W sumie wyjazd do innego miasta a za granicę to troszkę inna sprawa, ale...
              Wiem, że będzie ciężko i może się różnie skończyć sad M. mnie troszkę wqrza i
              swoją rodzinę tym, że jest dobry w teoretyzowaniu, a sam troszkę wymięka jeśli
              chodzi o praktykę... Zobaczymy. Najchętniej bym się od tego odsunęła i
              spokojnie przeczekała na wynik. Tyle, że on sam mnie w to wciąga, a wówczas nie
              moge się od niego odsunąć. I nie chcę. Choć obciąża mnie to psychicznie.

              Dzisiaj mu powiedziałam, że to, że nie posłuchał adwokatki i nie wniósł sprawy
              jak jeszcze była za granicą może się na nim zemścić i jak teraz nic nie zrobi
              to na pewno przegra sprawę (jak to pisała wiola). I, że nie chcę później
              wysłuchiwać, jaki to on jest biedny i nieszczęśliwy, bo sam zaniedbuje sprawę.
              Rozumiem jego argumenty, że chciałby się dogadać po dobroci, ale... skoro
              widzi, że się nie da...


              Pozdrawiam
    • lilith76 Re: przywitanie i pytanie :-) 14.09.04, 15:54
      a czy krótka kawa we troje + dziecko - niekoniecznie w domu, na gruncie
      neutralnym - to katastrofa w tle? może zaaranżujecie wspólne trzy minuty przy
      przekazywaniu dziecka? jak się z nią nie spotkasz, będzie marudzić publicznie,
      że jej unikasz, zadzierasz nosa i pewnie dziecko też masz głęboko gdzieś itp.
      • smallm Re: przywitanie i pytanie :-) 14.09.04, 19:07
        > a czy krótka kawa we troje + dziecko - niekoniecznie w domu, na gruncie
        > neutralnym - to katastrofa w tle?

        Niby nie... Ale... smile
        Kto wie co jej po głowie chodzi??

        Pozdrawiam.
    • m-m-m Re: przywitanie i pytanie :-) 15.09.04, 09:45
      Słuchaj, nie licz na dobre kontakty z ex. Popatrz na posty na tym forum ile
      osób żałuje spotkania z ex. Ja i mój M. od razu, od początku znajomości
      odcieliśmy wszystkich wspólnych znajomych ex i M., ona do dziś nic o mnie nie
      wie. I z perspektywy czasu (7 lat) mówię Ci, że to było jak najbardziej
      słuszne. A po co ona ma Cię poznawać? Po co Ci taka znajomość? Po co Ci jej
      opinie na Twój temat?
      • smallm Re: przywitanie i pytanie :-) 15.09.04, 10:32
        Po nic... Hehehehe smile Mi to nie jest potrzebne, ale ją coś męczy... wypytywała
        M., wypytywała ich córkę... Sama rozbiła rodzinę, a teraz ma jakieś problemy
        emocjonalne smile. Chyba, że tak jak mówiła moja kumpela - zwykła babska
        ciekawość... Rozmawiałam z siostrą i bratem M. oboje są zdania, że ex nie można
        ufać, więc nie zaryzykuję... Mało mamy problemów?? PO co mnożyć następne. M.
        jest podobnego zdania. Można by było się poznać, gdyby człowiek miał pewność co
        do czystości jej intencji, ale... Tu raczej jest pewność co do nieczystości smile

        Pozdrawiam Was gorąco.
        • lilith76 Re: przywitanie i pytanie :-) 15.09.04, 11:17
          forum nie traktowałabym jako reprezentatywną próbę albo wyrocznię. to nasze
          życie. ja mam poprawne kontakty z eks.
          twój przypadek, to przypadek indywidulny - żadna z nas nie widziała twojej
          eksi, nie wie co to za kobieta, więc nasze rady nie są do końca użyteczne. to
          wy musicie zadecydować, bo wiecie więcej od nas.
          • smallm Re: przywitanie i pytanie :-) 15.09.04, 11:23
            Zgadzam się z Tobą. Czasem trzeba posłuchać różnych stron, żeby poznać różne
            przypadki i spróbować podjąć rozsądną decyzję, spróbować zawyrokować jakby to
            mogło być w tym jednym indywidualnym przypadku. Dlatego poza radzeniem się z
            Wami poprosiłam o radę osoby, które znają ex. Wszystkie mi odradzały... Ja sama
            mam obawy... M. też. Więc na razie będziemy przeciw. Kiedyś może, jak oni
            uporządkują już swoje sprawy...

            Pozdrawiam
          • smallm Re: przywitanie i pytanie :-) 15.09.04, 11:46
            Jest jeszcze jeden aspekt do ropatrzenia. Nawet jeśli nie miałaby teraz złych
            intencji to... mogłoby być różnie po poznaniu się... Nie chcę, żebyście mnie
            źle teraz zrozumiały, bo nie uważam się za Bóg wie kogo, ale... Jesteśmy z M.
            naprawdę szczęśliwi i to podobno widać jak jesteśmy razem, do tego ja jestem
            jednak od ex ładniejsza, lepiej wykształcona, mam dość ciekawą pracę, która u
            niektórych wzbudza zazdrość... Nie wiem czy przypadkiem nie mogłoby ją nasze
            szczęście ukłuć w oczy i nie zachciałoby jej się troszkę nam "umilić" życie...
            A sporo osób, które ją znają uważają, że tak będzie bo to jest dość złośliwa
            osoba (opinia nie moja, bo ja z ex znam się tylko tak na cześć i jakieś zdania
            zamienione w przelocie, więc nie zamierzam się sama wypowiadać na jej temat...
            hehe... dość ciekawe jest to, że na szczęście w ogóle nie kojarzy, że ja to
            właśnie ta... mimo, że wyciągnęła razem z mamusią dość sporo informacji na mój
            temat od ich wspólnej córki)...

            Pozdrawiam.
Pełna wersja