wrrrrrrrr muszę się wygadać...

16.09.04, 08:26
Wiem, że macie podobne problemy czasem z eksiami, więc mnie zrozumiecie...
Moją sytuację przedstawiłam wcześniej Wam w skrócie...
Od ponad roku eksia nie kiwnęła palcem ani w stronę dziecka, ani męża, a
teraz jak się dowiedziała o mnie zaczyna mieszać... Pewnie córka naopowiadała
jej, że była z nami w ZOO i w innych atrakcyjnych dla dziecka miejscach i gul
jej stanął, więc postanowiła zakłocić choć odrobinę nasz spokój... Jak M.
dawał jej dziecko, to, żeby łagodnie to przejście nastąpiło pojechali z małą
na "kulki", później na pizzę... Wrrrrr, ale ok, zniosę.... Jednak jak po 2
dniach eksia wyskoczyła, żeby pojechali razem do ZOO, to już wymiękłam... Czy
ona to robi specjalnie?? Jak się wczoraj zagotowałam, tak do tej pory nie
mogę się pozbierać... I całą noc miałam koszmary... Śniło mi się, że
jeździliśmy po świecie i szukaliśmy dziecka, które ona jednak wywiozła...

Czy to ja źle myślę, czy ona?? Jak to powinno być wg Was?? Czy jak Wasi M.
rozstali się z eksiami, to później robili wspólne wypady z dzieckiem??

M. stwierdził, że przyjechała bez samochodu, na dodatek bez pieniędzy, to
chyba tylko sponsora szuka...

Ja już po 3 dniach pobytu jej w Polsce wymiękam, a ona będzie tu jeszcze
ponad 2 tygodnie... Chyba potrzebuję ostrego środka uspokajającego...

Pozdrawiam,
SmallM
    • bejbiko Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 08:39
      Przyznam, że nie czytałam tego co wcześniej napisałaś o swojej sytuacji.
      Wnioskuję jednak, że dziecko mieszka z Wami a Eksia za granicą.... tak? Teraz
      przyjechała do Polski... To nie dziwne, że chce zabrać małą w miejsca, które
      dzieci lubia najbardziej. Pewnie chce jej uprzyjemnić ten czas i ma nadzieje,
      że dziewczynka to zapamięta. Może i wygodnie jest jej wykorzystać do tych celów
      męża... bo ma auto, kasę... To proste i ....faktycznie bardzo wygodne. Ale z
      drugiej strony Twój mąż mógł łagodnie odmówić jeżeli sam uważa, że nie powinni
      razem mieszać dziecku w głowie lub jeżeli wspólnie z Tobą tak uzgodnił. A może
      on nie ma nic przeciwko temu, może chciał..... bo przecież dorosły jest i może
      odmówić. Więc nie wiń za wszystko Ex. Ona chce spędzić czas z dzieckiem jak
      może najlepiej a Twój partner może się w tym momencie usunąć, ... jeśli chce.
      Przepraszam ale nie znam Waszej sytuacji. Pomyślałam tak na podstawie Twojej
      wypowiedzi. Jesli ona proponuje zoo, a Twój M odmówi to chyba nie ma problemu!!
      No chyba, że ona zawodzi do słuchawki i grozi, że się zabije....
      A na Twoje pytanie odpowiem, że po rozwodzie mój mąż ze swoją eks się nie
      spotykał by wozić dziecko na pizzę. Po to się rozstali by ułożyć sobie życie od
      nowa i żadne nie ma ochoty na wspólne wyprawy do zoo.... dziecko chyba też
      • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 08:57
        Wiesz, najdziwniejsze jest to, że wcześniej jak przyjeżdżała na kilka dni to
        jakoś nigdy jej nie wpadło do głowy, żeby gdzieś dziecko zabrać. Jedyną
        rozrywką dziecka z matką, było wyjście na działkę. Zresztą przyjeżdzała tylko
        na 4 dni i zaraz jej się spieszyło... A teraz nagle przyjazd na 3 tygodnie i
        zgrywanie nagle kochającej mamusi, bo pewnie córka opowiedziała jej jak to miło
        spędza czas z nami... Matka wcześniej odsuwała dziecko od siebie, nawet jak
        przyjeżdżała na kilka dni to mało czasu z nią spędzała, załatwiała jakieś
        sprawy i żadko dziecko ze sobą brała. Teraz nagle się obudziła... Chyba po to,
        żeby zamącić... Gdyby zawsze była kochającą mamusią prędzej bym to zrozumiała...
        Mój partner jak najbardziej chce się usunąć na ten czas jak ona tu jest... Dał
        jej dziecko, ma ją brać tylko w weekend, a w tygodniu ona ma z nim spędzać
        czas. Swoją drogą niedługo pierwszy weekend - ciekawe czy da jemu dziecko...

        Z M. nie mieszkamy - jesteśmy razem 4,5 miesiąca. Wcześniej jak ex
        przyjeżdżała, to rzadko, na krótko i miała w nosie i M. i dziecko. Dopiero jak
        się od córki dowiedziała o mnie to nagle zaczęła być pomysłową mamą...

        Pozdrawiam...

        P.S. Sorki jak jest w tym wszystkim za dużo jadu, ale gotuję się troszkę...
        • jayin Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 11:18
          Smallm:

          -wspólnym wyjściom Ex i Obecnego - stanowcze veto. albo wszystko albo nic. jak
          chcą razem wychodzić, to niech sobie zamieszkają znowu razem i żyją razem. ich
          sprawa. ale jak Obecny ma być ze mną - to ze mną wychodzi. a nie z Ex. i tyle.

          - "nagle lepsza matka" - wiesz, wynikać to może właśnie z tego, że pojawiłaś
          się ty w życiu M. i ich córki. Element rywalizacji lekkiej, wynikający z
          poczucia.. zagrożenia? chociaż to absurdalne. Ale tak może to wasza Ex
          odczuwać. I stara się w dwójnasób być lepsza od ciebie dla młodej, zapewniać
          jej rozrywki itd itp. Nie wiem z jakich pobudek to wynika - czy dlatego, że
          chce być lepsza DLA DZIECKA, czy chce być lepsza OD CIEBIE. Ale skutek jest
          taki - że dziecko na tym zyskuje. więc chyba nie ma o co w tym przypadku się
          irytować smile

          pozdr.

          J.
          • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 11:40
            Ja bym się nie irytowała, gdyby nie potrzebowała do tego M. bo pojechała sobie
            poprawić byt za granicą olewając dziecko, a przyjeżdża bez grosza przy duszy i
            chce teraz z M. żyć.

            A z tym veto... Masz rację... Choć niby najlepiej byłoby stać z boku i się nie
            wtrącać, ale nie wytrzymałam wczoraj jak usłyszałam o tym zoo... strawiłam te
            kulki i pizzę, ale co za dużo to nie zdrowo. Powiedziałam mu, że jak ma ochotę
            na sielanki rodzinne, to niech sobie z żoną wracają do siebie i niech mi gitary
            nie zawraca. Ja też mam dziecko, więc spytałam go czy byłby taki szczęśliwy,
            gdyby to ojciec mojego dziecka nagle zaczął tak się zachowywać... M. we
            wszystkim przyznał mi rację, powiedział, że absolutnie nie zamierza z nią
            nigdzie jechać, że jak chce to niech sama sobie jedzie z dzieckiem, albo niech
            jemu da dziecko to z dzieckiem pojedzie. Spodobało mi się też, że stwierdził,
            że nie zamierza z nią juz wchodzić w żadne dyskusje... Jak była w Polsce to
            spotykali się porozmawiać o dziecku (ze 3 razy poprzednim razem, a i teraz już
            3 spotkania mieli): on się wqrzał, ja się wqrzałam, ona się wqrzała, a z rozmów
            też żadnych efektów nie było... Coraz bardziej zaczyna sam dochodzić do tego,
            że tutaj chyba tylko sąd może podjąć decyzję jakąś, bo oni nie są absolutnie w
            stanie dojść do jakiś konstruktywnych wniosków jeśli chodzi o przyszłość
            dziecka.

            Pozdrawiam

            (Nie mogliśmy się spotkać z M. tak z rok później?? Może już byłoby po sprawach)
            • jayin Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 15:17
              smallm napisała:

              > A z tym veto... Masz rację... Choć niby najlepiej byłoby stać z boku i się
              nie
              > wtrącać, ale nie wytrzymałam wczoraj jak usłyszałam o tym zoo... strawiłam te
              > kulki i pizzę, ale co za dużo to nie zdrowo.

              smile Wiesz, ja wychodzę z założenia, że lepiej jest mówić od razu co komu "leży
              na wątrobie". Bywa stresująco dla obu stron czasem, ale przynajmniej atmosfera
              potem zdrowsza.
              A kiszenie w sobie złych odczuć, myśli - nie wiadomo w imię czego (Święty
              Spokój jest beznadziejnym świętymsmile - tylko psuje człowiekowi zdrowie.
              Naprawdę...


              > Powiedziałam mu, że jak ma ochotę
              > na sielanki rodzinne, to niech sobie z żoną wracają do siebie i niech mi
              gitary

              Dokładnie.

              > (Nie mogliśmy się spotkać z M. tak z rok później?? Może już byłoby po
              sprawach)

              smile Nie gdybaj.
              Nie wiadomo co by było, GDYBY.

              pozdr.
              J.
              • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 17.09.04, 07:56
                jayin napisała:

                > smile Wiesz, ja wychodzę z założenia, że lepiej jest mówić od razu co
                komu "leży
                > na wątrobie". Bywa stresująco dla obu stron czasem, ale przynajmniej
                atmosfera
                > potem zdrowsza.
                > A kiszenie w sobie złych odczuć, myśli - nie wiadomo w imię czego (Święty
                > Spokój jest beznadziejnym świętymsmile - tylko psuje człowiekowi zdrowie.
                > Naprawdę...

                Właśnie... Ja jestem człowiekiem, który co w sercu to i na języku... Nie umiem
                grać i zachowywać się tak jak się "powinno"... Dlatego też jednak nie udawałam,
                że wszystko jest ok, tylko powiedziałam, co myślę.

                > Dokładnie.

                Cieszę się, że się ze mną zgadzasz smile

                > smile Nie gdybaj.
                > Nie wiadomo co by było, GDYBY.

                Wiem, wiem smile ale czasem już wymiękam...

                > pozdr.
                > J.

                Ja również smile
                SmallM
    • bejbiko Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 08:52
      Przeczytałam Twoje wątki.... Faktycznie wszystko zaczynają od końca. Sprawa
      jest świeża, rozwodu nie ma, żadnej sprawy nie było a już mowa o wyjeździe
      dziecka... Czy ich córka w ogóle ma świadomość co sie dzieje? Czy ona rozumie,
      że rodzice nie chcą być ze sobą, że już nigdy razem mieszkać nie będą? Może
      powinni zacząć od rozmowy z nią, wyjaśnić, wytłumaczyć... Po takiej rozmowie
      zniknie problem wspólnych wyjść do kina i do zoo..... zobaczysz. Bo nie trzeba
      udawać przed córką, nie ma tłumaczenia, że to dla jej dobra... a potem to chyba
      Twój partner powinien wnieść sprawę rozwodową do sądu, on albo ona... powinni
      ustalić z kim zostanie dziecko itp. I będziesz miała jasność sytuacji.
      • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 09:09
        Córce nagadała, że pojedzie z mamusią do fajnego kraju itd. Co dziecko 4letnie
        z tego rozumie?? Myśli, że będzie miało super wakacje... Dziecku nikt nie
        tłumaczył, że rodzice już nie będą razem mieszkać, choć M. już się wyprowadził
        jakiś czas temu z ich mieszkania (mieszkali z teściową)... Zabrał wówczas córkę
        ze sobą. Jednak mała dużo sama wyczuwała. Matka naprawdę pojawiała się bardzo
        rzadko (raz na 2-3 miesiące na 4-5 dni). To już ze mną spędzała więcej czasu i
        chyba sama zaczęła wyczuwać atmosferę, bo wyrwało jej się do mnie kilka razy
        mamo, kazała mi wziąć ślub z jej tatusiem i do tego strasznie do mnie lgnęła...
        Jak byliśmy z dziećmi w Mc Donald's i córki bawiły się na ślizgawce, to ona
        pomiędzy zjazdami przylatywała do mnie, żeby się przytulić i pocałować.

        Masz rację z tymi sprawami, też się zgadzam...

        Jedynym plusem jej mieszania jest to, że M. już się coraz bardziej też gotuje i
        jak tak dalej pójdzie to wniesie o rozwód i ustalenie kontaktów... Choćby
        kosztem tego, że będzie miał dziecko rzadko. I tak uważa, że dziecko powinno
        być przy matce, bo szczególnie dziewczynka tej mamy potrzebuje. Poza tym Pani
        adwokat nie daje mu zbyt dużych szans na otrzymanie opieki nad dzieckiem...
        Chyba więc nie ma sensu szarpać sobie teraz nerwów - załatwić to raz a
        porządnie... M. sam zaczął tak wczoraj mówić. Bo męczące są jej mieszania.
        Dostała dziecko na warunkach, że dalej będzie chodziło do przedszkola i na
        weekendy będzie przy M. a dziecko w tym tygodniu jeszcze w tym przedszkolu nie
        było - argumentowała to katarkiem... Ciekawe jak będzie z weekendem...

        Czy życie nie może być prostsze??
    • lilith76 Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 10:18
      te wspólne wyjścia to jednak przesada. eksia ma chyba nogi i nie zapomniała jak
      rodzinny kraj wygląda.
      niestety, przed samą sprawą rozwodową dobrze gra stęsknioną matkę. tego
      pozytywnego wrażenie przed sądem już nie zatrzecie.
      • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 10:28
        Chyba tylko o to tu chodzi - pozory uncertain
        Na dodatek wciąga w to M.
        W jakim celu nie wiem, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że jednym z powodów
        jest to, żeby między nami namieszać.

        Cieszę się, że nie jestem odosobniona w odczuciu, że to przesada. Podobne
        odczucia ma również jego rodzinka, bo to, że moje psiapsiuły to naturalne smile
        Warto jednak dowiedzieć się jak na to patrzą osoby zupełnie z boku...

        Pozdrawiam,
        SmallM
      • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 10:33
        A tak nawiasem pisząc ciekawe na jak długo starczy jej cierpliwości, żeby
        pograć stęsknioną mamusię... Przyjechała teraz na dłużej (od ponad roku nie
        była tu nigdy dłużej jak tydzień, a teraz 3 tygodnie toż to szok smile), bo się
        spodziewała, że w tym czasie odbędzie się sprawa o paszport. Termin rozprawy
        jednak wciąż nie wyznaczony, a czas ucieka... Będzie musiała za jakies 2
        tygodnie stąd wyjechać... Ciekawe kiedy po tym czasie znów zagra mamuśkę??
        Przed kolejnym spodziewanym terminem rozprawy??

        Pozdrawiam
        • justinka_s Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 11:57
          ja tu nie widze powodów do czepiania się sytuacji
          mozę wkurzac fakt...bo ludize sa różni

          ja jestem eks, córka jest z emną, mój eks z kochanką
          on przyjeżdża do małej, idziemy na zakupy wnosi mi rzeczy do domu na 4 piętro
          zaprasza mnie na obiad, idziemy z małą
          jedziemy do parku zabaw..często jego samochodem
          zawsze płąci za to on ( oprócz zakupów do domu)mimo,z ę zawsze sama wyciągam
          portfel
          zabiera mnie z małą na stadninę koni, na plac zabaw, do parku, i nie widze tu
          nic złego
          to on mnie zaprasza ( dla jasności)

          napisałaś, zę ona chce teraz z nim życ...zapytała go o to? zaproponowała? skad
          takie wnioski?
          chce być dobrą mamą bo sie dowiedziala o Tobie, reakcja naturalna ( nie mówię o
          złośliwości bycia lepszą) - zobaczyła co traci, dotarło do niej co znaczy byc
          matką skoro córka chwali Ciebie
          zoo, pizza, kulki...jezeli córka jej opowiedziała o tym to moze sobie
          uprzytomniła co mozna z dzieckiem robić,
          mój eks zawsze mnie pyta co będziemy robić "bo on nie wie"
          on nie wie że dziecko moze lizaka, czy moze na dwór, czy na plac zabaw - nie
          jest z dzieckiem i absolutnie nie wie czego dziecko potrzebuje
          a M...gdyby nie chcial to by sie na taki plan dnia nie zgodził

          rozumiem Twoje wkurzenie, bo w Twoimżyciu sie pojawiła ona teraz to tez
          rywalizacja, ale patrząc na to trzeźwo...nie widze tu nic złego

          • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 12:10
            > napisałaś, zę ona chce teraz z nim życ...zapytała go o to? zaproponowała?
            skad
            > takie wnioski?

            Napisałam z niego... Bo nie z nim. (Jakby chciała z nim, to bym się odsunęła -
            niech spróbują, może sie uda uratować rodzinę...) Nie ma kasy na atrakcje dla
            dziecka to chce zaangażować w to M. bo wie, że wtedy on będzie płacił. Może bym
            się nie wqrzała, gdyby to tak wyglądało cały czas, a nie nagle. A poza tym ja
            nie wiem czy to tak dobrze dla dziecka. Dziecko, jak to dziecko, chce mieć
            normalną rodzinę. Najlepiej swojego tatę i swoją mamę. W ten sposób rozbudza
            się w dziecku nadzieję, że jeszcze wszystko wróci do normy. Za 2 tygodnie ona
            wyjedzie i co?? I dziecko znów nie będzie wiedziało o co w tym wszystkim
            chodzi, przecież mogło być normalnie, przez moment było...

            A M. owszem, chętnie z dzieckiem gdzieś wyskoczy, ale nie z nią. Pierwsze
            wyjście i owszem, bo zanim oddał jej dziecko chciał poobserwować czy ona
            jeszcze wie jak się tym dzieckiem zajmować, jak mała na nią zareaguje itd. A
            teraz jemu sie już kolejne pomysły nie podobają. On ma na nią alergię troszkę i
            po każdym spotkaniu z nią przychodzi wykończony psychicznie. Gdyby chociaż oni
            żyli w przyjacielskich stosunkach, to jeszcze takie wyjścia z dzieckiem mogłyby
            mieć większy sens, a nie jak oni się ciągle kłócą.

            Pozdrawiam.
            • justinka_s Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 14:13
              jezeli chodzi o finanse to chyba m jej powienien powiedzieć że nie bedzie tego
              sponsorował
              kolejna sprawa kłotnie, poprostu niech nie rozmawia jak ona zaczepia tak dla
              niego bedzie lepiej
              a to że eks nagle oprzytomniała to co z tego? moze to własnie zaczęła rozumieć
              to "nagle" może zacząc okres "zawsze"

              poruszyląś tez bardzo wazny temat
              widzenia z rodzicem który nie mieszka z dzieckiem, piszesz że eks pojedzie i
              co? że dziecko będzie mialo nadzieje na normalność
              wiec chcesz jej zakazać widywań dziecka?
              wiele sie mówi o tym, ze matki utrudniaja kontakt ojcu, to jest prawda, ale
              sama amm obawy, ze moja córka widząc ojca na doskok cierpi, czy to dobrze, zę
              on widzi ją 2 razy w mies? moze lepiej wcale? wtedy dziecko nie musiala być żyć
              złudnymi nadziejami?

              swoja droga, dziwi mnie twój m, czy on nie rozumie, że dziecku trzeba
              wytłumaczyć sytuacje? co on nienormalny jest i oszukuje dziecko? chyba że ma
              nadzieję na powót żony, moja crka ma 2 lata i jak ojciec odjeżdża to tłumacze
              jej,z ę tata jedzie do swojego domu itd
              wiec niech on się weźmie w garść iz apewni dziecku spokój psychiczny na ile to
              mozliwe
              • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 14:33
                Ja jej nie zamierzam zakazywać widywać się z dzieckiem!! Jak M. się mnie pytał
                co ma zrobić jak ona teraz przyjedzie, czy dac jej dziecko, czy zacząć wojnę
                sama mu radziłam, żeby dał jej dziecko bo to matka jest i, że jak zobaczy, że
                druga strona postępuje fair to może sama też będzie bardziej fair. Ale to były
                złudzenia. Dziecko przestało chodzić do przedszkola - to pierwsza rzecz...
                ciekawe co jeszcze się okaże...

                Pozdrawiam.
                • jayin Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 15:36
                  W sumie tak się zastanawiam - gdyby wymieć "mamę" na "tatę" - i tą sytuację
                  postawić do "dyskusji".

                  Jestem niemal pewna, że okazałoby się, że tata jest nieodpowiedzialny, nagła
                  zamiana w "dobrego tatusia" jest tylko pozorem "przedsądowym", a tak w ogóle -
                  to skoro zostawił rodzinę i wyjechał za granicę i tak a nie inaczej podchodzi
                  do sprawy dziecka - to po diabła taki tatuś...
                  Przerysowuję - ale pewnie by tak było. Albo podobnie.

                  Jakoś chyba pokutuje w społeczeństwie nastawienie pro-matczyne. Że to mama
                  lepiej się zajmie dzieckiem, że dziecko potrzebuje głównie jej w domu (fakt, ze
                  do pewnego wieku może i tak jest). I jest uprzywilejowana, nawet jak zrobi coś
                  nie tak.
                  Co w tym wypadku może działać na niekorzyść - bo można sobie pomarudzić: "skoro
                  dziecku potrzebna matka, to co to za matka, ze zostawiła dziecko i wyjechała za
                  granicę?".

                  No. To tyle z "wtrącenia" proojcowskiegosmile

                  (proszę nie bić smile)

                  J.
                  • smallm jayin podniosłaś mi ciśnienie hehehe :) 16.09.04, 18:38
                    > (proszę nie bić smile)

                    Wcale nie zamierzam Cię bić smile
                    Zgadzam się z Tobą w 100%. Oboje z M. ubolewamy nad promatczynym mysleniem.
                    Nikogo nie interesuje tak naprawdę, że ex zostawiła dziecko na ponad rok, że
                    przez ten rok wcale nie zarobiła żadnych sensownych pieniędzy - jedynie na
                    własne utrzymanie tam, że wciąż nie ma tam pozwolenia na pracę, ani stałego
                    miejsca zamieszkania, że mieszka z obcokrajowcem, że to ona rozbiła rodzinę dla
                    własnego "widzimisię", że ta rodzina przez ponad rok w ogóle jej nie
                    interesowała. Sąd i tak prawdopodobnie pozwoli jej wywieżć dziecko. Nie ważne,
                    że ona tam ledwo na siebie zarabia, że kantuje na każdym kroku, okrada ludzi z
                    ciężko zarobionych pieniędzy (np. miała przywieżć dla rodziny do Polski
                    kilkumiesięczny zarobek innej osoby i... nigdy nie oddała go tej rodzinie), że
                    przez swoje krętactwa często zmienia numer telefonu i M. nigdy nie wie jak
                    można się z nią skontaktować jak jest za granicą (więc jak zabierze dziecko to
                    straci z nim kontakt), nie ważne, że kręci na każdym kroku, kantuje, zmyśla, że
                    postępuje jak nieodpowiedzialna osoba, której absolutnie nie można zaufać. Ma
                    jeden atut: nazywana jest MATKĄ. I to wystarczy... Żaden prawnik nie dał M.
                    wielkich nadziei na opiekę nad dzieckiem. Facet, żeby taką opiekę dostać musi
                    być nieskazitelny, zapewnić dziecku warunki ponad przeciętne według naszych
                    krajowych realiów itd. Przypomnijcie sobie film "Tato". I przypiszcie teraz
                    podobne postępowanie jakie reprezentuje ex ojcu dziecka... Toż to nadaje się na
                    odebranie praw rodzicielskich OJCU!!!!!! Bezduszna istota... Bo OJCIEC, a nie
                    MATKA...

                    WWWWWWWrrrrrrrrrr zła jestem smile hehehe

                    Pozdrawiam.

                    P.S. Jakby ktoś chciał mi zarzucić stronniczość, to podaje, że jestem
                    samodzielna (z M. nie mieszkamy razem i nie jesteśmy małżeństwem, więc jeszcze
                    nie straciłam tego statusu) od kilku lat i tak naprawdę stoje po drugiej
                    stronie barykady, razem z innymi "matkami polkami", ale czasem można by było
                    bardziej kierować się rozsądkiem niż sexizmem... Nie zawsze płeć stanowi o tym
                    kto jest lepszym rodzicem.
                    P.S2. jayin: temat jest w związku z tym, że przypomniałaś mi o rażącej
                    niesprawiedliwości smile
          • jayin Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 15:28
            justinka_s napisała:

            > ja tu nie widze powodów do czepiania się sytuacji
            > mozę wkurzac fakt...bo ludize sa różni

            Ja tak lekko dygresyjnie...wink
            Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia smile Naprawdę.
            Nie chodzi już o Ex, Next - ale tak ogólnie.

            Sytuacja 1 - Ja idę z moim przyjacielem/znajomym na obiad. On zaprasza. OK. Nie
            mam obiekcji. Bo dlaczego?

            Sytuacja 2 - Osobisty chce iść na obiad z przyjaciółką/znajomą na obiad. On ją
            zaprasza. Ja mam cholerne obiekcje smile Bo...

            Można by powiedzieć: zmodyfikowany syndrom psa ogrodnikasmile Ale...
            Ja myślę, że w grę wchodzi to, że same siebie znamy w 100% i dokładnie wiemy o
            co nam chodzi, jak reagujemy i co myślimy, albo - czego chcemy, lub nie chcemy
            od tego faceta z którym jemy przykładowy obiad. I dlatego nie widzimy w tym nic
            złego, bo.. doskonale znamy swoje "pobudki" do wspólnego wyjścia/zakupów/obiadu.

            A z kolei nie mamy nigdy 100% pewności co do motywacji i pobudek osoby z którą
            ma się na ten obiad wybrać nasza "połówka".
            I tutaj obiekcje - mniejsze, czy większe - są niejako odruchem "obronnym",
            wynikającym przede wszystkim ze zwykłej zazdrości o partnera/partnerkę.

            Stąd pewnie też się bierze fakt, że - w sytuacji kiedy faktycznie nie ma w tym
            podtekstów negatywnych lub pozytywnych smile - Ex prosi Exa o pomoc, dla niej to
            znaczy tyle co "pomoc", a dla Next - "nie wiadomo" albo i "zabiera czas MOJEMU
            facetowi i pewnie liczy na cos" (na cos=na ponowną atencję ze strony Exa, lub
            wzbudzenie złego humoru u Next) smile Itd itp... Przykładów może być wiele.

            My siebie znamy.
            Innych - nie do końca.

            pozdr.

            J.
            • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 18:55
              > My siebie znamy.
              > Innych - nie do końca.

              Właśnie smile
              Ufam M. (a przynajmniej się staram, bo jako kobieta, po przejściach chyba juz
              nie umiem tak całkiem zaufać żadnemu facetowi - za bardzo ich znam... do tego z
              racji zawodu dużo przebywam z facetami, jeszcze w czasie studiów miałam prawie
              samych kumpli, więc...), ale zupełnie nie ufam jego ex. Nie wiem do czego ona
              bedzie chciała takie swoje zachowania wykorzystać. Moze później pójdzie i powie
              w sądzie, że ona chciała ratowac rodzinę, tylko M. jest zimnym draniem, który
              woli kochankę od niej...
              Poza tym jest jeszcze inny aspekt całej historii. Najbliżsi wiedzą jak jest i
              było... A ona dokładnie chce podążać tymi ścieżkami, którymi my chodzilismy z
              dziećmi. Zarówno na tych kulkach na których byli, jak i w tej pizzerii ludzie
              nas znają. W ZOO to juz może nie hehehe, ale... Zanim poznałam M. wiedziałam
              już od kilku miesięcy, że żona go zostawiła itd. wiedziałam, że mają małżeństwo
              tylko na papierku. Nie rozbiłam niczyjej rodziny. Jednak oni będą się nagle tak
              pokazywać dla jej kaprysu mogę mieć później nieprzyjemności. Guzik obchodzi
              mnie co ludzie gadają, ale to może powodować nieprzyjemne sytuacje. Dlaczego
              mam pokutowac za coś czego nie zrobiłam. Dlaczego mam być narażana na
              nieprzyjemności?? A nawet jak ludzie nie będą nijak reagować sama będę się
              czuła jak kretynka... Ciekawe czy któraś z Was rozumie o co mi chodzi...

              Pozdrawiam,
              M.
              • lideczka_27 Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 19:22
                smallm napisała:
                Guzik obchodzi
                > mnie co ludzie gadają, ale to może powodować nieprzyjemne sytuacje.

                Tego nie unikniesz - wierz mi.

                Dlaczego
                > mam pokutowac za coś czego nie zrobiłam.

                Ba... Pytałam o to siebie setki razy. Odkąd zaprzestałam, czuję się lepiej. To
                nie są pytania z gatunku tych, na które istnieją racjonalne odpowiedzi.

                Ciekawe czy któraś z Was rozumie o co mi chodzi...

                Aż nadto, ale nic Ci nie poradzę...
                >
                > Pozdrawiam,
                > M.
                ja również
                lidka
                >
                >
                • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 19:28
                  > Aż nadto, ale nic Ci nie poradzę...

                  Poradzić się nie da, ale czuję się lepiej, że mnie rozumiesz smile
                  Choć w tym pytaniu chodziło mi bardziej o tą część, że jeśli teraz miałabym się
                  pojawiać z M. tam, gdzie on 3 dni temu był z żoną i dzieckiem to "nawet jak
                  ludzie nie będą nijak reagować sama będę się czuła jak kretynka..."
                  Czy takie poczucie można jakoś racjonalnie wytłumaczyć?? smile

                  Buziaki smile
                  SmallM.
                  • lideczka_27 Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 19:44
                    smallm napisała:

                    > > Aż nadto, ale nic Ci nie poradzę...
                    >
                    > Poradzić się nie da, ale czuję się lepiej, że mnie rozumiesz smile
                    > Choć w tym pytaniu chodziło mi bardziej o tą część, że jeśli teraz miałabym
                    się
                    >
                    > pojawiać z M. tam, gdzie on 3 dni temu był z żoną i dzieckiem to "nawet jak
                    > ludzie nie będą nijak reagować sama będę się czuła jak kretynka..."
                    > Czy takie poczucie można jakoś racjonalnie wytłumaczyć?? smile
                    >
                    > Buziaki smile
                    > SmallM.

                    Myślę, że babka chce zatrzeć Wasze wrażenie i zostawić po sobie - by ludzie
                    pamiętali ICH razem. Ja nie rozumiem tego mącenia dziecku w głowie wizją pełnej
                    rodziny i wspólnych wypadów. Jeśli matka małą wywiezie, to ojcec się dla niej
                    skończy. Czy dziecko jest tego świadome? Najwyraźniej nie. Teraz jest łudzone
                    pełną rodziną, nikt nie przygotowuje go do nowej sytuacji a potem to będzie
                    dramat, bo niezależnie z kim dziewczynka zostanie - "straci" drugiego rodzica.
                    Small, sądzę, że powinnaś porozmawiać o tym z partnerem. Boją się, odwlekają
                    itd. Z dziecka każdy głupka robi, a później mała tylko będzie cierpiała.

                    Nie powinnaś czuć się jak kretynka. Nie mam takich doświadczeń, bo moi nie byli
                    zdolni razem normalnie rozmawiać to co tu mówić o wspólnych wypadach... Może
                    rodzi się w Tobie trochę zazdrości (takiej nawet niby bezpodstawnej) i gniew
                    oraz dyskomfort - niektórzy być może będą się dziwić tej sytuacji "ty,
                    widziałaś, X wczoraj był ze swoją córką i tą nową babką co ją sobie przygruchał
                    a teraz znów z żoną razem" - i tu mnóstwo spekulacji: może się zeszli, może Ty
                    tylko kochankę grasz itd. Rozumiem, że Cię to denerwuje; problem do rozwiązania
                    wg priorytetów Twojego partnera - bo to jego decyzja co z tymi wspólnymi
                    wypadami, no nie? wink

                    pozdrawiam
                    lidka
                    >
                    >
                    • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 21:41
                      lideczka_27 napisała:

                      > Ja nie rozumiem tego mącenia dziecku w głowie wizją pełnej
                      > rodziny i wspólnych wypadów. Jeśli matka małą wywiezie, to ojcec się dla niej
                      > skończy. Czy dziecko jest tego świadome? Najwyraźniej nie.

                      Zdecydowanie nie, a przynajmniej tak mi się wydaje...

                      > Teraz jest łudzone
                      > pełną rodziną, nikt nie przygotowuje go do nowej sytuacji a potem to będzie
                      > dramat, bo niezależnie z kim dziewczynka zostanie - "straci" drugiego
                      rodzica.

                      Dlatego też nie spodobały mi się te łudzenia... I powiedziałam o tym M. Chociaż
                      mi nie tylko z tego powodu smile Zresztą siostra M. jak usłyszała o tym to też
                      powiedziała, że to duży błąd. A ona chyba tych "innych powodów", które mam ja
                      nie ma...

                      > Small, sądzę, że powinnaś porozmawiać o tym z partnerem. Boją się, odwlekają
                      > itd. Z dziecka każdy głupka robi, a później mała tylko będzie cierpiała.

                      Starałam się już wczoraj mu troszkę powiedzieć coś na ten temat. Dzisiaj M.
                      pracuje do późna, więc nie zdołam, ale może jutro jak ruszy temat to coś
                      wspomnę. Bo jak nie ruszy, to ja juz nie chcę zaczynać rozmów o tym, bo zaczyna
                      się to negatywnie na nas odbijać. Nie można ciągle żyć problemami, a my od
                      ponad miesiąca aż za często wałkujemy temat żony i dziecka...

                      > moi nie byli zdolni razem normalnie rozmawiać to co tu mówić o wspólnych
                      > wypadach...

                      To jest dla mnie chore, że oni też ciągle się żrą i to nawet wiem od jego
                      znajomych i rodzinki, a ta nagle propozycje wspólnych wypadów...

                      > Może rodzi się w Tobie trochę zazdrości (takiej nawet niby
                      > bezpodstawnej)

                      Podstawna czy bezpodstawna, ale jakoś nie moge przestac czuć się tą gorszą...
                      Chore niby, bo teraz jest ze mną... Może dlatego, że to ona go zostawiła? I
                      może przez to rodzi się czasem obawa, że jak jej się odmieni to jemu może też?
                      Mówi, że nie, ale... nie takie przypadki znam... Poza tym na papierku czy nie
                      na papierku, ale to żona... Zawsze lepszy status niż konkubina...

                      > i tu mnóstwo spekulacji: może się zeszli, może Ty
                      > tylko kochankę grasz itd.

                      Teraz nasunęła mi sie jedna myśl w związku z tym co napisałaś... Uważam, że
                      między mną i M. jest coś wyjątkowego... Pierwszego dnia jak się poznalismy
                      oboje wiedzieliśmy, że chcemy się być razem... Było jasne, że zadzwoni
                      następnego dnia, żeby się spotkać: jasne i dla mnie i dla niego... To była
                      jakaś magia, która trwa... Czuję po prostu, że ta magia jest jakby deptana w
                      takich momentach... Coś tak wyjątkowego zaczyna byc postrzegane w kategoriach
                      baby na boku do łóżka... A jak kogos kochasz chcesz, żeby cały świat o tym
                      wiedział... A nie...

                      > Rozumiem, że Cię to denerwuje; problem do rozwiązania
                      > wg priorytetów Twojego partnera - bo to jego decyzja co z tymi wspólnymi
                      > wypadami, no nie? wink

                      No tak smile Zobaczymy w najbliższych dniach jakie są jego priorytety smile

                      > pozdrawiam
                      > lidka

                      I ja również smile

                      P.S. W sobotę mam urodziny... Mam nadzieję, że eksia nie wyskoczy z niczym i mi
                      nie zepsuje uroczystości... Mam nadzieję, że da M. dziecko na weekend, bo jak
                      nie, to będzie miał zrąbany humorek sad
                      • justinka_s Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 23:40
                        ja Ciebie rozumiem jako kobietę

                        zapytałam czy chcesz zakaząc jej kontaktów bo to bedzie do Ciebie powracalo
                        zawsze, to twój m musi rozwązac sytuację, albo odbierze jej prawa, albo będzie
                        utrudnial, albo tak zorganizuje spotkania, zeby nikomu nie zawadzały
                        musi znaleźć rozsądne rozwiązanie

                        w tym przypadku nie jestem za ta matką, bo dla mnie samo porzucenie dziecka to
                        draństwo, ale każdy ( tak jak mój eks) popełnia błędy, które kiedyś zacznie sie
                        naprawiać i jak widze zachowanie mojego eks...tak rozumiem Twoją eks
                        moze to początki naprawiania krzywd jakie zrobiła?

                        wiele osób kazało mi wybaczac, czynic tak, żeby nie krzywdzić
                        dziecka...sytuacja jest podobna

                        i prosze nie uwazać, ze jestem promatczyna, to słowo jest wtedy wazne gdy ta
                        matka jest prawdziwa matką a nie na papierku, i gdybym byla sedzią a Twoje
                        relacje okazałaby się prawda bez żadnego ale przyznałabym opiekę ojcu
                        zresztą...jak już napisałaś, ze prawnicy dają mu małe szanse to mnie ruszylo,
                        dlaczego?
                        przeciez to on przez ten czas zajmował sie córką i jak piszesz wychodzi mu to
                        nieźle...czy to już nie wystarczający powód?
                        jakie argumenty istnieją w tym przypadku wg nich za matką?
                        • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 17.09.04, 08:12
                          justinka_s napisała:

                          > moze to początki naprawiania krzywd jakie zrobiła?

                          Nie mielibyśmy nic przeciwko... Gdyby... chciała mieszkać w Polsce. Wówczas M.
                          od razu podpisałby jej zgodę na wszystko, ustalił kontakty z dzieckiem kiedy on
                          będzie mógł brać córkę i w nic by sie nie wtrącał. Jednak... gdy w perspektywie
                          jest, że ma wywieżć dziecko w tak niepewną i niestabilną sytuację jaką ma
                          sama... Szkoda dziecka. Nie wiem czy tak spokojnie żyje się za granicą, jeśli
                          nie ma się podstawowych zezwoleń na to by tam funkcjonować. I w takie coś
                          ciągnąć 4 letnie dziecko??

                          > wiele osób kazało mi wybaczac, czynic tak, żeby nie krzywdzić
                          > dziecka...sytuacja jest podobna

                          Widzisz, ja też w swojej prywatnej (już nie wciągając w to M.) sytuacji mam
                          podobnie. Tyle, że różni się to tym, że łatwiej jest ugiąć się, jeśli dla
                          Ciebie i dziecka nie zachodzą aż tak drastyczne zmiany - dziecko jest nadal
                          przy Tobie, a drugi rodzic tylko intensywniej zaczyna uczestniczyć w życiu
                          dziecka. A tu dziecko ma drastycznie zostać "przerzucone" do drugiego rodzica,
                          do innego kraju... Bez znajomości języka, bez pozostałej rodziny, bez
                          koleżanek...

                          > i prosze nie uwazać, ze jestem promatczyna, to słowo jest wtedy wazne gdy ta
                          > matka jest prawdziwa matką a nie na papierku, i gdybym byla sedzią a Twoje
                          > relacje okazałaby się prawda bez żadnego ale przyznałabym opiekę ojcu

                          Tylko, że prawnicy mówią, że ona będzie miała swoją wersję wydarzeń. Np. powie,
                          że ona od początku chciała tam jechać z dzieckiem, ale mąż nie dawał jej zgody
                          na paszport (co jest absolutną bzdurą, bo o paszporcie mówi od niedawna),
                          powie, że ona nie miała innego wyjścia, musiała jechać pracować, bo w domu nie
                          było pieniędzy (co też jest bzdurą). Że ona bidulka ciężko pracowała, a mąż w
                          tym czasie znalazł sobie kochankę (co też jest bzdurą, bo ona pierwsza kogoś
                          miała, a jeśli chodzi o finanse, to ledwo na siebie zarabiała). Jednak zapewne
                          jej mamusia będzie świadczyć za nią, nie wiadomo kto jeszcze. Wiele osób, które
                          może potwierdzić zeznania M. mieszka za granicą w tym mieście co ona i widzą co
                          ona tam robi, ale nie mogą przyjechać zeznawać. Zresztą to jest słowo przeciwko
                          słowu... I tak jak powiedziała koleżanka: odstawi scenkę rozpłacze się jaka to
                          ona jest biedna i pokrzywdzona w całej tej sytuacji i... pozamiatane. Będzie,
                          że biedna kobieta została skrzywdzona przez M.

                          > zresztą...jak już napisałaś, ze prawnicy dają mu małe szanse to mnie ruszylo,
                          > dlaczego?
                          > przeciez to on przez ten czas zajmował sie córką i jak piszesz wychodzi mu to
                          > nieźle...czy to już nie wystarczający powód?

                          Jak widać niewystarczający...

                          > jakie argumenty istnieją w tym przypadku wg nich za matką?

                          Pisałam wyżej: stek kłamstw które napewno skrzętnie wykorzysta. Do tego nie
                          mamy pewności czy sobie nie załatwi nawet lewych papierów na to, że ma tam
                          pracę itd. Jak już któraś z dziewczyn pisała: jeszcze nie wiadomo jakie ona ma
                          asy w rękawie. Naginanie prawdy lub wręcz kłamstwa przedstawiane
                          przez "pokrzywdzoną" przez los i męża kobietę będą bardziej wiarygodne dla sądu
                          niż prawda faceta.

                          Pozdrawiam,
                          SmallM.
                      • justinka_s Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 16.09.04, 23:42
                        acha...próbowąłam Ci przedstawić prawdopodobne przyczyny zachowań eks i punkt
                        jej widzenia, bo dziewczyny już przedstawiły Ci inny ten z punktu widzenia
                        next, wiec nie było sensu pisać "tak ona jest wkurzająca"
                        • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 17.09.04, 08:16
                          Wiem i dziękuję.
                          Naprawdę chciałabym spojrzeć na sprawę obiektywnie i z dystansem. Dlatego
                          cieszę się jak przedstawiacie tu argumenty z różnej beczki.

                          Pozdrawiam
                          SmallM
                          • lara27 Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 17.09.04, 17:50
                            Chciałabym wrócić do tematu justinki o wyjściach eks i eks żony z dzieckiem.
                            Uważam że jeżeli nie maja jeszcze partnerów nie widzę w tym nic złego. Po za
                            tym dziecko jeszcze może sie nacieszyć obojgiem rodziców spędzjąc razem z nimi
                            czas. Natomiast sprawa się komplikuje kiedy oboje bądz jedno z nich ma już
                            nowego partnera. Rodzą się z tego tytułu niepotrzebne konflikty wynikające
                            głównie z zazdrości. Po za tym w takim przypadku nie powinny mieć miejsca już
                            takie spotkania gdyż wynika to również z praktycznego punktu widzenia -
                            większość z nas długo pracuje i czas wolny woli spędzić z ukochaną osobą i
                            dzieckiem niż z eks i dzieckiem. Takie jest moje zdaniesmile
                            Smallm pod tym względem napewno wyprostujesz swojego M trochę czasu to zajmie
                            ale warto. Życzę dużo wiary i siły
                            Pozdrawiam
                            lara

                            • justinka_s Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 18.09.04, 01:02
                              ja nie wiem jak reaguje kochanka mojego eks ( pisze celowo kochanka) i g...
                              mnie to obchodzi jak i ja g... obchodzła moja ciąza, małzeństwo i rodzina
                              to on zaprasza wiec hycba wie co robi, moze jej nie mówi? zapewne
                              tak...zreszta...sadze , ze nie raz ja oklamał wię cco za różnaca dla mnie, zadna
                              • lara27 Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 18.09.04, 16:36
                                Justinka chyba każda sprawa jest bardzo indywidualna. W Tobie jest bardzo dużo
                                żalu i goryczy:
                                "ja nie wiem jak reaguje kochanka mojego eks ( pisze celowo kochanka) i g...
                                mnie to obchodzi jak i ja g... obchodzła moja ciąza, małzeństwo i rodzina".

                                Wcale się nie dziwię bo z tego co piszesz wnioskuję że ten nieodpowiedzialny
                                kut.. zostawił cię w ciąży i sama musiałaś przez wszystko przejść. Rozumiem to
                                jak i również to że g... cię obchodzi co myśli kochanka.
                                Wiesz mój post był bardzo ogólny i napisałm w nim sytuację kiedy oboje decydują
                                się na rozwód bo jest im żle ze sobą i podtrzymuję swoje zdanie, bo powiedz czy
                                nie wolałabyś spędzać czasu z osobami które kochasz (twój nekst i dziecko) niż
                                z byłym, z którym się rozstałaś właśnie po to aby ułożyc sobie zycie na nowo i
                                być szczęśliwa?
                                Z mojej teorii wynika że Twój eks chyba nie jest do końca zdecydowany z kim
                                chce być, może żałuje? I dlatego woli wolny czas spędzić z Tobą i dzieckiem, a
                                może ma wyrzuty sumienia?
                                Tyle że z drugiej strony pwenie zadał Ci wiele bólu a to nie łatwo wybaczyć...
                                Trzymaj się ciepło justinka
                                lara
                              • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 19.09.04, 20:54
                                Słuchaj, różnica polega na tym, że zanim ja poznałam M. to jego żona
                                zadecydowała sama, że nie chce z nim być i ja nikomu nie rozbijałam rodziny.
                                Ona zdecydowała sama, że chce żyć własnym życiem i ma M. w d.... więc niech się
                                teraz do naszego nie wtrąca, bo mogę napisać podobnie jak Ty, że mnie g....
                                obchodzi czy ona chce z nim pogadać czy nie, tym bardziej, że M. sam nie chce i
                                jej to wyraźnie zaznacza. Niech ponosi konsekwencje swoich własnych decyzji, a
                                nie chciałaby zjeść ciastko i mieć ciastko uncertain
                            • smallm Re: wrrrrrrrr muszę się wygadać... 19.09.04, 20:48
                              Dzięki lara smile
                              W sumie masz rację, M. dużo pracuje i mamy dla siebie mało czasu. Jak jeszcze
                              ma ten czas spędzać z ex to nam juz nic nie zostanie...

                              A ex juz leci po całości. Sobota, 23:45 odbywają się moje urodziny (dziecko
                              było z nią, więc mogła się domyślać, że M. jest ze mną), a ta dzwoni... Że
                              chciałaby sobie z nim porozmawiać... M. nie był dla niej zbyt miły przez
                              telefon, ale trudno się dziwić... A jak tu później nie sądzić, że ona to robi
                              specjalnie??

                              Pozdrawiam.
Pełna wersja