lideczka_27
24.09.04, 19:52
Cześć dziewczyny. Mam problem i nie wiem, czy nie powinnam go poruszyć
na „Wychowaniu”, ale wybrałam macoszki, bo mnie i moją sytuację trochę
znacie, nie będę musiała całej historii opisywać. Mam problem z młodą, który
zamiast pod wpływem czasu zmniejszać się i zanikać – rośnie w siłę. Do tej
pory myślałam, że kontroluję sytuację, ale po rozmowie z wychowawczynią wiem,
że jest ciężko. Nie wiem, czy wspominałam, że po śmierci matki młoda nigdy za
nią nie płakała, nie tęskni, rzadko nawiązuje we wspomnieniach do jej osoby.
Trudno ją też namówić do odwiedzin grobu i póki co jest to trochę na zasadzie
przymusu i choć wiem, że może to jest złe – czuję że taki jest nasz
obowiązek. Wiem też z relacji dziecka, że rodzina matki dba o jej pamięć, też
prowadza młodą na cmentarz co ponoć kiedyś skończyło się nieprzyjemnościami
(młoda zrobiła przykrość, b nie chciała iść). I teraz sedno sprawy: o ile nie
ma tematów „luźnych”, wspomnieniowych i po prostu miłych, o tyle mała ciągle
powraca do zdarzeń złych, zapamiętanych z życia z mamą. Najczęściej nie
pozwalałam sobie na żadne dyskusje. Ucinałam te wynurzenia „było,
minęło”, „myśl o tym co dobre”, wypytywałam o jakieś miłe przeżycia z mamą,
by sobie przypominała i mi opowiedziała itd. Skończył mi się już pokład
wymówek, tłumaczeń złego postępowania „rodzice czasem coś robią, ale potem
żałują”, „może mama była zmęczona i miała zły humor”, „na pewno nie chciała,
może jej było potem przykro” itd. Unikam jak ognia nazwania rzeczy po imieniu
i oceny postępowania eks względem dziecka. Widzę teraz, że dziecko jest
bardzo poranione i ma poczucie krzywdy. Wraca stale do kilku historii – już
znam je na pamięć. To naprawdę smutne, gorzkie, bolesne przeżycia. Chciałam,
by mała już ich nie „wałkowała”, ale widzę, albo czuję, że ona właśnie MUSI o
tym mówić. A teraz okazuje się, że to samo przerabia z panią i dziećmi(!) W
rozmowie z nią wyczuwa się coś takiego, by właśnie powiedzieć, że to było złe
i wytłumaczyć to postępowanie. Tak, jakby mała chciała, bym oddała
sprawiedliwość faktom. Jak ja mam to zrobić? Opowiada i zadaje mi pytania, z
naciskiem, takie już ukierunkowane, gdzie odpowiedź nasuwa się sama. Mam
problem, bo do ojca z tym nie chodzi. Ponadto nie wiem, ale czuję, że gdyby z
nim tak postępowała jak ze mną, to byłby dosadny i szczery. Ja już nie wiem,
co mam robić… Myślałam o specjaliście, sprawa mnie przerasta, a dziecko
niewątpliwie cierpi. Jak mam jej zapewnić ten spokój? I czy te przeżycia mogą
być przyczyną tak mocnego przywiązania dziecka do mnie? Czasem aż się
stresuję i mam poczucie winy, bo chyba jeszcze nie odwzajemniam tej lawiny
uczuć.
pozdrawiam
lidka