złe wspomnienia

24.09.04, 19:52
Cześć dziewczyny. Mam problem i nie wiem, czy nie powinnam go poruszyć
na „Wychowaniu”, ale wybrałam macoszki, bo mnie i moją sytuację trochę
znacie, nie będę musiała całej historii opisywać. Mam problem z młodą, który
zamiast pod wpływem czasu zmniejszać się i zanikać – rośnie w siłę. Do tej
pory myślałam, że kontroluję sytuację, ale po rozmowie z wychowawczynią wiem,
że jest ciężko. Nie wiem, czy wspominałam, że po śmierci matki młoda nigdy za
nią nie płakała, nie tęskni, rzadko nawiązuje we wspomnieniach do jej osoby.
Trudno ją też namówić do odwiedzin grobu i póki co jest to trochę na zasadzie
przymusu i choć wiem, że może to jest złe – czuję że taki jest nasz
obowiązek. Wiem też z relacji dziecka, że rodzina matki dba o jej pamięć, też
prowadza młodą na cmentarz co ponoć kiedyś skończyło się nieprzyjemnościami
(młoda zrobiła przykrość, b nie chciała iść). I teraz sedno sprawy: o ile nie
ma tematów „luźnych”, wspomnieniowych i po prostu miłych, o tyle mała ciągle
powraca do zdarzeń złych, zapamiętanych z życia z mamą. Najczęściej nie
pozwalałam sobie na żadne dyskusje. Ucinałam te wynurzenia „było,
minęło”, „myśl o tym co dobre”, wypytywałam o jakieś miłe przeżycia z mamą,
by sobie przypominała i mi opowiedziała itd. Skończył mi się już pokład
wymówek, tłumaczeń złego postępowania „rodzice czasem coś robią, ale potem
żałują”, „może mama była zmęczona i miała zły humor”, „na pewno nie chciała,
może jej było potem przykro” itd. Unikam jak ognia nazwania rzeczy po imieniu
i oceny postępowania eks względem dziecka. Widzę teraz, że dziecko jest
bardzo poranione i ma poczucie krzywdy. Wraca stale do kilku historii – już
znam je na pamięć. To naprawdę smutne, gorzkie, bolesne przeżycia. Chciałam,
by mała już ich nie „wałkowała”, ale widzę, albo czuję, że ona właśnie MUSI o
tym mówić. A teraz okazuje się, że to samo przerabia z panią i dziećmi(!) W
rozmowie z nią wyczuwa się coś takiego, by właśnie powiedzieć, że to było złe
i wytłumaczyć to postępowanie. Tak, jakby mała chciała, bym oddała
sprawiedliwość faktom. Jak ja mam to zrobić? Opowiada i zadaje mi pytania, z
naciskiem, takie już ukierunkowane, gdzie odpowiedź nasuwa się sama. Mam
problem, bo do ojca z tym nie chodzi. Ponadto nie wiem, ale czuję, że gdyby z
nim tak postępowała jak ze mną, to byłby dosadny i szczery. Ja już nie wiem,
co mam robić… Myślałam o specjaliście, sprawa mnie przerasta, a dziecko
niewątpliwie cierpi. Jak mam jej zapewnić ten spokój? I czy te przeżycia mogą
być przyczyną tak mocnego przywiązania dziecka do mnie? Czasem aż się
stresuję i mam poczucie winy, bo chyba jeszcze nie odwzajemniam tej lawiny
uczuć.

pozdrawiam
lidka
    • triss.m Re: złe wspomnienia 24.09.04, 20:01
      hmm.. ja bym chyba zwrocila sie do specjalisty -psychologa. widac, ze dzieciak
      chce o tym rozmawiac, wyrzucic z siebie, podsumowac, sprawiedliwie ocenic, ze
      bylo zle. moze wtedy zapomni, odkresli gruba kreska? to niedobra sytuacja, gdy
      rodzic krzywdzi wlasne dziecko, nie jest fair.. trudno wytlumaczyc dlaczego tak
      robi.. byc moze tak bardzo przylgnela do Ciebie, na zasadzie opozycji... nadal
      czuje sie skrzywdzona przez matke? jesli chce rozmawiac, to trzeba sluchac..
      tak mysle. pozdrawiam
      • lideczka_27 Re: złe wspomnienia 24.09.04, 20:34
        Triss, ja wysłuchałam te historie po kilka razy! Uznałam, że nie ma co znów,
        kawał po kawałeczku, z każdym szczegółem to roztrząsać. Podsumowuję podobnie.
        To trochę już ze strony dziecka masochizm! I taka nutka sensacji, niezdrowe
        podniecenie... Właśnie nie wiem, czy ciągłe rozmowy doprowadzą do zapomnienia?
        Sądzę, że mała musi jeszcze wiele rzeczy obgadać, dowiedzieć się, przeczytać,
        ale na to teraz jest jeszcze za młoda! To są sytuacje dwuznaczne (te historie),
        mnie trudno sobie wyobrazić krzywdzenie z premedytacją - raczej z bezmyślności.
        Nie chciałabym być niesprawiedliwa, ja często po prostu NIE WIEM, nie umiem
        wytłumaczyć tego postępowania. I nigdy bym się nie posunęła do
        stwierdzenia "może nie kochała", przeciwnie - mówię o miłości, gdy dziecko samo
        stwierdza, że nie było przez matkę kochane. Nie wierzę, żeby tak było. Może po
        prostu brak wyobraźni, emaptii, brak wzorców z własnego domu u eksi spowodowało
        pewien chłód i egoizm. Gdy powiem M o tym wszystkim, to uświadomi dziecko po
        swojemu i "po kłopocie". A ja mam przeczucie, że to też nie będzie dobre. On
        jest szczery, zawsze twierdził, że dziecku mydilić oczu nie będzie, ani
        matki "wybielać". Póki co po prostu o niej nie mówi - na tyle go stać. On jest
        z tych co to wolą zawsze i wszędzie PRAWDĘ, a ponieważ tu chodzi o dziecko, to
        milczy. Sądzę, że ostro by się z tym wszystkim rozprawił, bo wielu rzeczy nie
        może eks wybaczyć (dotyczących właśnie przeżyć dziecka).
        • natasza39 Re: złe wspomnienia 24.09.04, 21:36
          Wiesz doskonale cie rozumiem. Mój mlody wogóle nie chce chodzic na grob ojca,
          ale najgorsze jest to, że nawet nie chce o nim rozmawiac. Powiedzial mi kiedys
          ze on sie cieszy ze umarl! Kiedy niezyjacy juz rodzic zrani dziecko i nagle
          umrze dziecku zostaje niesamowite poczucie krzywdy i "niewyrównanych
          rachunków". Nie bardzo mozna tu cokolwiek radzic najlepiej byłoby isc do
          psychologa< bo kazdy przypadek jest inny a ona moze po prostu musi o tym mowic<
          ale psycholog bedzie konieczny
          • lideczka_27 Re: złe wspomnienia 25.09.04, 14:03
            natasza39 napisała:

            > Wiesz doskonale cie rozumiem. Mój mlody wogóle nie chce chodzic na grob ojca,
            > ale najgorsze jest to, że nawet nie chce o nim rozmawiac. Powiedzial mi
            kiedys
            > ze on sie cieszy ze umarl!

            natasza, ale to Twój syn, tak? I byłaś świadkiem jak ojciec traktował syna i
            przypuszczasz (skoro syn rozmawiać nie chce) co może być przyczyną tego, że syn
            ojca nie chce pamiętać? To może stać Cię na obiektywizm, jesteś bliższa
            prawdzie, a ja? Znam wszystko z relacji dziecka i znałam eksię z jej złych
            poczynań, ale jako człowiek i to co wewnątrz, jest mi całkowicie obce! Nie
            chciałabym przyczynić się do jakiegoś zubożonego, zniekształconego wizerunku
            matki w oczach dziecka. Myślę, że małej dobrze będzie żyć i dorastać w
            pogodzeniu się z przeszłością, ale już bez żalu do matki. Chciałabym, by za
            kilka lat chciała z kieszonkowego kupić znicz i pójść już bez nas na cmentarz.
            Nie wiem, czy to realne...

            pozdrawiam
            lidka
    • petrea Re: złe wspomnienia 24.09.04, 22:25
      Tak sobie myślę, trochę na podstawie własnych przeżyć, że może mała potrzebuje,
      by ktoś jej potwierdził, to co sama czuje. A może boi się swoich uczuć co do
      tamtych wydarzeń, złości na matkę, żalu. Wie, albo myśli, że tak nie powinno
      byc i szuka potwierdzenia, że to nie ona jest zła? Za duzo tego "może" wink
      ale chyba rzeczywiście lepiej by było, byś to nie Ty z nią rozmawiała, a ktoś z
      boku. Chyba rzeczywiście psycholog...
      • omama Re: złe wspomnienia 25.09.04, 00:40
        A może potrzebuje, żeby ktoś bliski powiedział jej "rozumiem, co czujesz. To
        musiało być naprawdę okropne".
        • cz.wrona Re: złe wspomnienia 25.09.04, 10:37
          Zgadzam się z PETREĄ.
          Myślę, że młoda potrzebuje by ktoś wysłuchał Jej historii- ale tak gruntownie-
          od opisu sytuacji ;-D po opis uczuć wewnętrznych a potem porozmawiał z nią o
          tym. I uważam , że nie należy cukierkować wtedy bo może ona właśnie boi się
          swoich odczuć co do matki i dlatego ciągle o nich mówi bo podświadomie czeka aż
          ktoś ją zgani za to co gada.
          Jeśli brak Ci cierpliwości (rozumiem wink)) to może idźcie razem do psychologa
          lub pedagoga? Myślę ze tata młodej powinien o tym wiedzieć ...

          Buziak- wymądrzająca się a guzik wiedząca wrona ;-D
          • lideczka_27 Re: złe wspomnienia 25.09.04, 13:41
            cz.wrona napisała:
            I uważam , że nie należy cukierkować wtedy bo może ona właśnie boi się
            > swoich odczuć co do matki i dlatego ciągle o nich mówi bo podświadomie czeka

            >
            > ktoś ją zgani za to co gada.

            Coś takiego właśnie ma miejsce. Wiem, że rodzina eksi wynosi ją na piedestał,
            idealizuje itd. (wcale mnie to nie dziwi). Wiem, że mają żal o to, że dziecko
            mówi do mnie "mamo", sądzą chyba, że chcemy jej podciąć korzenie. Mój mąż jako
            ojciec jest tam rysowany mało przychylnie, ale na tyle poprawnie, by nie uciął
            tych kontaktów z dzieckiem. Młoda nie może złego słowa powiedzieć na matkę i
            być może ma poczucie winy za jakieś próby. O tym nie pomyślałam, ale teraz
            wydaje mi się to wielce prawdopodobne...

            > Jeśli brak Ci cierpliwości (rozumiem wink))

            tego zazwyczaj mi nie brak smile A w tym konkretnym przypadku to nie jest kwestia
            braku cierpliwości tylko raczej strachu, że dziecko wkłada sobie palec w ranę i
            nim tam świdruje, a ja dopiero co nakleiłam plasterek. Może właśnie problem w
            tym plastrze - przydałoby się czyszczenie i porządny szew...

            to może idźcie razem do psychologa
            > lub pedagoga?

            Najpierw pójdę sama.

            Myślę ze tata młodej powinien o tym wiedzieć ...

            Mam zamiar z nim porozmawiać i przekonać, by nie robił nczego "po swojemu" nim
            nie porozmawiamy ze specjalistą...
            >
            > Buziak- wymądrzająca się a guzik wiedząca wrona ;-D

            Zazdraszczam wink
            A buziak odwzajemniam, pa!
            lidka
        • lideczka_27 Re: złe wspomnienia 25.09.04, 13:31
          omama napisała:

          > A może potrzebuje, żeby ktoś bliski powiedział jej "rozumiem, co czujesz. To
          > musiało być naprawdę okropne".

          ... ale już minęło itd. Przecież nie zawsze tak było, a pamiętasz... itd.

          chciałabym, by w pamięci miała wszystko, nie skupiała się tylko i wyłącznie na
          złych przeżyciach. Trudne to wszystko...
      • lideczka_27 Re: złe wspomnienia 25.09.04, 13:48
        petrea napisała:

        > Tak sobie myślę, trochę na podstawie własnych przeżyć, że może mała
        potrzebuje,
        >
        > by ktoś jej potwierdził, to co sama czuje.

        To chyba priorytetowa sprawa. Zastanawiam się tylko co dalej. Nie mam pojęcia
        co też taki psycholog zaproponuje... Utwierdzić dziecko w tym co myśli? I tak
        zostawić? Wątpię. A tłumaczenia, mój Boże, kto by to wytłumaczył...
        sześciolatkowi...

        A może boi się swoich uczuć co do
        > tamtych wydarzeń, złości na matkę, żalu.

        I chyba ma poczucie winy. Zastanawiam się tylko, dlaczego nie chodzi z tym do
        ojca - na pewno wie, że ten szybko by jej wytłumaczył, nie owijając w bawełnę.
        Może to brak czasu i okazji do takich rozmów... A może boi się poruszać tematu
        matki, bo wie, że tata jej "nie lubił" i się np. zdenerwuje?..

        no, za dużo tego hmmm i gdybania wink

        Ciężko mi, ale im szybciej to załatwię w poradni, tym lepiej. Postaram się
        złapać tę babkę, która ją kiedyś badała...

        pozdrówka
        lidka
        • petrea Re: złe wspomnienia 25.09.04, 18:53
          Hmmm Mała chyba wie, co usłyszy od taty, prawda? Ze jej matka była zła itd. A
          dziecko chciałoby chyba, żeby ktoś jej WYTŁUMACZYŁ, bo samo nie jest w stanie
          zrozumieć. Do tego rodzina matki wypacza fakty. Chyba mała się pogłubiła.

          Wiesz, lideczko, myślę, ze jednak psycholog powinien z nią porozmawiać. Nie Ty,
          bo jesli Ty potwierdzisz, że matka była zła, to może wpłynąc na Wasze relacje.
          Tak mi się wydaje, że potem mała może być zła na Ciebie. Ale to takie moje
          rozmyślania na temat. Rzeczywiście, idź do psychologa, na pewno podpowie Ci
          najrozsądneiejsze wyjście. I najlepsze dla małej.
    • capa_negra Re: złe wspomnienia 25.09.04, 10:54
      Lideczko - nie pamietam dokładnie ile lat ma młoda, ale chyba cos około 12 -
      tak??
      Nie wiem czy będe pomocna, bo moje negatywne przezycia zwiazane z matka dotycza
      wieku kiedy miałam 17-18 lat i powyżej.
      Było tego bardzo dużo, za dużo - nie rozmawiam z nia od 20 lat i nie interesuje
      mnie co sie z nia dzieje, czasami ja widze przez okno samochodu raz na dwa lata.
      Kiedy skończyły sie negatywne przezycia zwiazane z matką miałam okoła 23 lat, a
      za soba 5 lat leczenia bezzseności i czegos co lekarz okreslał jako nerwice
      serca - niepolecam.
      Kiedy opadły emocje musiałam pewne sprawy "wygadać".
      Niby w trakcie zajśc miałam ojca - ale on miał chyba jeszcze bardziej zszarpane
      nerwy i bliska koleżanka, ale to nie było to.
      Dopiero potem kiedy weszłam w nowe środowisko ( praca) ludzie zaczeli zwracac
      uwagę, że zawsze mówie tylko o tacie - nigdy o matce .
      I padało pytanie czy umarła.
      Dla mnie tak...
      Wtedy to właśnie nastepowało jakies to "wygadywanie" opowiadając pewne sprawy
      obcym osobom sama jakos sobie porządkowałam je w głowie, ale musiało minąc
      kolejne 5 lat żebym mogła mówic o swojej matce bez czkawki, żalu czy złości w
      głosie.
      Bardzo długo miałam spokój z tymi emocjami - wróciły w tym roku i to z
      najbardziej nieoczekiwanej strony.
      Mój tato na wieść że wychodzę za mąż stwierdził , że wypadałoby zaprosić, a
      przynajmniej powiadomic matkę - myslałam, że go pogryzę, ale przemyślałam temat
      i doszłam do wnosku, że bliższa jest mi najbardziej obca osoba z ulicy jak ona
      i nie widzę najmniejszych przesłanek, abym miała w tak waznym dniu jak własny
      slub ja oglądac.
      Wiem, że wspomnienia związane z matka będą juz towarzyszyc mi zawsze - te
      pozytywne to moge na palcach jednej ręki policzyc - są to takie migawki z
      okresu pomiędzy 5 a 10 rokiem zycia.
      Te negatywne zakopałam głeboko - tylko nie wiem jak bardzo głeboko.
      Nie wiem również czy gdy faktycznie moja matka umrze to czy coś poczuje ( oby
      nie ulge i satysfakcje) czy pójdę na pogrzeb czy to będzie dzień jak codzień.

      Uważam lideczko, ża młoda właśnie potrzebuje się wygadac i rozumiem równiez
      ciebie, że nie cchesz podsycać negatywnych emocji i ciagnąc pewnych tematów.
      Ale ona musi to z siebie wyrzucić - jak nie do ciebie to do psychologa.
      I nie unikniesz jak sądzę opowiadania przez młodą swojej historii kolezankom -
      w tej szkole, w nastepnej, kiedys w pracy , chłopakowi, męzowi.
      Byłam starsza niz ona, teraz bliżej mi do czterdziestki jak trzydzieski, a te
      wspomnienia raz na czas ciagle jakimis szparami wyłażą.
      Rany sie pogoiły, ale blizny zostaja na całe zycie.

      • lideczka_27 Re: złe wspomnienia 25.09.04, 13:29
        capa_negra, o to chodzi, że dziecko ma raptem 6 lat! Nastolatce wyjaśniłabym to
        szybciej, to już inne rozmowy. Ale tu... Burza mnie ostatecznie przekonała, że
        trzeba coś tym z zrobić, chyba za delikatna jestem, może czas na
        drastyczniejsze posunięcia, jeśli mają przynieść dziecku ukojenie... Mój M miał
        kilka wyskoków - jeszcze za życia eksi, gdy ta coś nawywijała, M. załatwiał
        sprawę od ręki. Mnie ręce opadały, bo nierzadko dziecko przy tym było - przy
        ich kłótniach - na wyraźne życzenie matki. Nie raz pół bloku patrzyło na dym,
        który np. eksia uskuteczniała, drąc się na M. a dzieciak trzymał ojca za rękę i
        się trząsł (szli do matki - o umówionej godzinie, eksia twierdziła, że czas
        minął pół godziny wcześniej). Chryste Panie, nie trzeba jakiejś wielkiej
        wyobraźni, by wiedzieć, że dla dziecka to stres, że ono się takich sytuacji
        boi! Kiedyś spytała ojca, czy zadzwoni na Policję, jak mama po nią przyjdzie i
        będzie się awanturować! Łatwo sobie więc wyobrazić, przez co ona przechodziła.
        Gdy czytam o problemach samodzielnych, głównie tych dotyczących kontaktów, to
        tylko zawsze w duchu mam nadzieję, że nie serwują tego swoim dzieciom co mój M
        i jego była żona. to jest tragedia.

        Masz rację, nie chcę podsycać negatywnych emocji, dla mnie ideałem byłoby,
        gdybym wychowała ją w poczuciu posiadania pełnej, kochającej rodziny i w
        szacunku i pamięci dla zmarłej matki.

        pozdrówka
        lidka
        • capa_negra Re: złe wspomnienia 25.09.04, 21:49
          O cholera tylko 6 lat - to faktycznie problem i chyba naprawdę ratuje cie
          tylko i jedynie psycholog.
          Ja nie wiedzialabym jak postepować i rozmawiac na tak trudne tematy z tak
          małym dzieckiem
    • lideczka_27 Re: lideczko!!! 25.09.04, 13:16
      burza4 napisała:

      > Lideczko - dziecku potrzeba fachowej opieki psychologa. Jeśli ona sama nie
      > będzie skłonna do takich wizyt, powinnaś iść sama i przedstawić problem i
      > prosić o wskazówki.
      >
      > Ona chce usłyszeć prawdę! ona roztrząsa swój ból, natomiast od ciebie słyszy,
      > że to nic takiego!!!

      Burzo, to nie tak. Nigdy nie bagatelizowałam tego, wysłuchiwałam naprawdę
      często, ze szczegółami. I umiałam nazwać to, ale nie dosadnie. Tzn.
      odpowiedziałam "nie wiem", mówiłam o bólu, mówiłam, że wiem co mała czuje, że
      mama robiła źle. Ale przy tym ZAWSZE starałam się to łagodzić właśnie takim
      może trochę pokrętnym tłumaczeniem eksi jak pisałam w poście wyżej. I na
      zakończenie mówiłam, że było, minęło, a potem, gdy temat wraca jak bumerang, to
      już rozmowa trwa krócej i przyznaję - ucinam temat. To nie jest broń Boże
      kwestia cierpliwości, a raczej jej braku. Uznałam, że może czas z tym zerwać a
      pielęgnować te dobre wspomnienia, które staram się u dziecka wzbudzać. Żyje nam
      się naprawdę dobrze, mała jest pogodną, szczęśliwą dziewczynką, bardzo do mnie
      pzywiązaną. Ale ten problem istnieje, siedzi w niej, nie daje spokoju i biorę
      sobie do serca Twoje wskazówki - wiem, że potrzebujemy porady, chciałabym jak
      najszybciej to rozwikłać, postanowiłam już wczoraj w nocy, że najpierw wybiorę
      się do psychologa sama. A potem zobaczymy...

      to nie jest masochizm sensu stricte, wydaje mi się, że
      > mała szuka zrozumienia - dlaczego tak się stało. Bo nie rozumie.

      Nikt nie rozumie. I nie wiem, czy ktoś to wytłumaczy. Jest tylko jedna ważna
      sprawa: nie ulega wątpliwości, że eksia dziecko kochała i nie mogę jej
      powiedzieć, że było inaczej. Jest wielu ludzi nieodpowiedzialnych, zimnych,
      którzy doświadczając zła w dzieciństwie nie potrafili stworzyć własnemu dziecku
      domu. Eks była nieszczęśliwa, jej charakter nie pozwalał ani na zawiązanie
      przyjaźni ani na storzenie dobrych, długich związków. Matką, wg mnie, też nie
      była wzorową, ale wierzę, że na swój sposób ją kochała, wychowywała, opiekowała
      się nią w pierwszych latach życia (bez pomocy M., bo nie zmienił pracy i żyli
      tak jak my).

      Tę ranę trzeba
      >
      > oczyścić, nawet jeśli to boli przez chwilę bardziej, to pozwoli się jej
      zagoić.
      >
      > I nie dziw się, że ona do tego wraca - podsuwa ci obrazy, ktore ewidentnie
      dają do zrozumienia, że nie czuła się jak dziecko kochane, a ty zaprzeczasz
      faktom
      > mówiąc "twoja mama cię kochała".

      DZiecko jest zdezorientowane - bo jak to?
      > kochała i robiła coś, że dziecko cierpiało? to trąci fałszem, ba - nawet
      > powoduje odczucie, że ty bagatelizujesz jej ból, że jej nie wierzysz, że
      > KŁAMIESZ, że słowa "kocham" sa nic nie warte, bo równie dobrze można kochać i
      > kogoś krzywdzić!

      A czy tak nie bywa?
      >
      > Wiem naturalnie, że chcesz dobrze, ale nie jestem wcale pewna, czy twoja
      droga
      > jest słuszna!


      Też mam poważne wątpliwości...

      To nie najlepszy przykład, ale w piątkowej wyborczej jest artykuł
      >
      > o molestowanych dzieciach. Wstrząsający. Tamci rodzicie tez są przekonani, że
      > jak nie pozwolą dziecku na roztrząsanie traumy, to to jest dla dziecka
      lepiej!
      > że jak się o tym nie będzie mówiło, to sprawa sama przyschnie i dziecko
      > zapomni! guzik - nie zapomni, tylko ma dodatkowe poczucie krzywdy, że
      najbliżsi
      >
      > olewją jej uczucia! ona mówi - mama mnie krzywdziła, ty mówisz - nic
      podobnego,
      >
      > kochała cię na swój sposób.

      Nie, nie, o złym postępowaniu mówiłam, ale nie ukrywam, że łagodnie...

      Nie dziw się, że dzieciak nie może tego sobie
      > poukładać...
      >
      > Koniecznie, ale to koniecznie idź do psychologa dziecięcego po poradę!!! bo
      > mała może przestać do tego wracać, ale to nie będzie znaczyło, że dała sobie
      > spokój ale ze "zeszła do podziemia" z uczuciami. A nie zdoła sama dać sobie z
      > tym rady. I będzie się to w niej wlokło całe dorosłe życie
      >
      > pozdrawiam ciepło

      Jest jeszcze jedna ważna sprawa: mała matkę kochała i myślę, że kocha nadal. A
      jej zdolność wybaczania była niewyobrażalna...

      pozdrówka
      lidka
    • dagal Re: złe wspomnienia 25.09.04, 21:11
      przeczytalam, przemyslalam i wydaje mi sie ze mala ma wyrazne klopoty z
      zakwalifikowaniem uczuc, no bo matka kochala a krzywdzila, czy to jest milosc
      czy tak mozna? a z drugiej strony skoro matka ja krzwdzila to czy ona musi ja
      kochac? i czy jest zlym dzieckiem skoro nie kocha matki?
      to sa bardzo powazne dylematy jak na 6latke.i bez pomocy psychologa sie nie
      obejdzie, ktos musi umiejetnie mala odkorkowac wypuscic wszystko, co zle i
      pomoc jej pogodzic sie z matka ale i z sama soba
      wytrwalosci
    • femalespirit Re: złe wspomnienia 26.09.04, 17:15
      Lideczko, Twoja pasierbica nosi ze soba ciezki bagaz: chlod, a potem smierc
      matki, konflikty rodzicow. To jest cos, co prawie doroslego potrafi zwalic z
      nog, a w takim dziecku zapada gleboko. Prawdopodobnie nigdy ich solidnie nie
      odreagowala. Osobiscie za bardziej niepokojacy sygnal niz "rozdrapywanie
      starych ran" uwazam to, ze - jak piszesz - mala nigdy nie plakala i nie
      rozpaczala, nie okazywala tesknoty. Z pewnoscia je czula i czuje, ale z jakichs
      powodow nie moze lub nie chce ich ujawnic. Moze nawet cenzuruje sie sama, bo
      uwaza, ze tak trzeba, moze chciala pomoc ojcu w trudnej sytuacji (dzieci maja
      sklonnosc do brania na siebie nadmiernej odpowiedzialnosci i winy, zwlaszcza,
      jesli we wczesnym wieku zostaly wprowadzone w problemy doroslych). A moze po
      prostu to bylo zbyt straszne i sie zablokowala. Tak czy inaczej trzeba bedzie
      do tego okresu wrocic i te uczucia gdzies na wierzch wydobyc, inaczej beda ja
      zatruwaly. Byc moze, ze to rozpamietywanie zlych rzeczy zwiazanych z matka nie
      dotyczy w istocie samych wspomnien, ile osoby matki. Moze mala nie umie/nie
      chce rozpaczac i plakac, jedyne co odczuwa to gniew na matke, ze ja opuscila
      umierajac (naturalne i czeste w takiej sytuacji). Mowiac o jej zlym wobec
      siebie postepowaniu daje upust swoim uczuciom, swojej zlosci i zalowi
      maskowanemu zloscia. Mozliwe takze, ze po prostu czuje sie skrzywdzona (chociaz
      swiadomosc tej krzywdy i jasnosc sformulowan jest zaskakujaco duza jak na
      dziecko w jej wieku - moze poslyszala to czy nasladuje w jakis sposob
      doroslych). I jak ktos napisal wczesniej probuje to sobie jakos pomiescic w
      glowie. Najlepsza strategia jest uszanowanie jej uczuc i checi mowienia o tym
      ciagle i ciagle, bez naciaganego tlumaczenia matki. Tylko ona bowiem, a nie Ty
      czy jej tata moze zdecydowac kiedy przestac o tym mowic. I slusznie
      postepujesz, ze czasem mowisz "nie wiem", kiedy mala pyta dlaczego mama robila
      cos zlego. Wiem, ze wiele rzeczy trudno wytlumaczyc dziecku, ze pragniesz
      chronic mala przed smutkiem i zachowac w miare dobra wizje matki. To akurat
      chyba jednak jej najbardziej nie pomoze. Mysle tez, ze sytuacja ta dla Ciebie
      jest emocjonalnie trudna, bo jestes macocha, wiec nie chcialabys zapewne byc
      posadzona o chec zajecia miejsca matki czy jej - nawet w symboliczny sposob -
      zniszczenia. Nie masz tez doswiadczenia, jak rozmawiac o takich wieloznacznych
      i obcych Tobie sprawach z dzieckiem, wiec moze ta sytuacja przerosnac Twe sily
      i warto skorzystac z pomocy specjalisty.
      Fakt, ze mala przychodzi z tym do Ciebie dobrze swiadczy o Waszej relacji. Tym,
      ze nie odwzajemniasz wszystkich uczuc malej staraj sie nie martwic. Robisz
      wszystko co mozesz i wierz mi, robisz wiecej dla niej niz niejedna matka dla
      rodzonego dziecka. A uczucia musza przyjsc same (a moze niektore z nich nigdy
      nie przyjda, z czym trzeba sie pogodzic). Powodzenia smile
      • lideczka_27 Re: złe wspomnienia 26.09.04, 19:10
        female, główną „raną” dziecka jest poczucie odrzucenia już za życia matki, na
        rzecz jej partnera. Tu przytacza właśnie mnóstwo sytuacji, gdy zostawała
        porzucana, mimo protestów i próśb, mimo płaczu, a oni sami gdzieś wyjeżdżali,
        wychodzili, ona była kukułczym jajkiem. Pamięta też niezbyt dobre traktowanie
        ją przez przyjaciela eksi itd. Tu pojawiają się wnioski "mama mnie nie
        kochała", "mama kochała go bardziej niż mnie" itd. Kiedyś o czymś
        rozmawiałyśmy, już nie pamiętam dokładnie, coś o wyborach dorosłych i ona wraz
        z naszym synem mieli coś tam otrzymać prędzej niż my (chodziło o zakup kurtek
        chyba...). Mówię "a to dlatego, że dzieci są najważniejsze, musimy o was dbać,
        kupimy sobie potem", a ona "dla mojej mamy nie byłam najważniejsza", myślałam,
        że się w język ugryzę, albo w łeb sobie strzelę. Ale z drugiej strony staram
        się jej właśnie wpajać nasze wartości i priorytety. A że często to się różni od
        tych reprezentowanych przez jej matkę, to mam kłopot, bo chcąc nie chcąc,
        oceniam. Np. gonię ją do codziennego brania prysznica (dopiero uporaliśmy się z
        infekcjami spowodowanymi brakiem higieny), mówię, że brudaskiem nie wolno być
        itd., a ta „a mama nie kazała mi się myć”. Narzekam głośno na prasowanie, bo
        nienawidzę, ale prasuję, mała „jak nie lubisz, to nie prasuj”, ja „jeszcze tego
        brakowało, żeby moje dzieci wymięte chodziły, okropność!”, a ona: „a moja mama
        nigdy nie prasowała” (co było prawdą), „a pamiętasz jak tata się złościł, bo mi
        dawała brudne ubrania?”
        itd, itd. To są takie „miny”, codzienność sprawia, że chcąc nie chcąc stale
        wdeptuję…
        Do dziś nie znamy powodów tego braku płaczu. To był szok dla wszystkich. Ale
        nie jest tajemnicą, że mała w ostatnich latach miała z matką kontakt luźny,
        sporadyczny, wychowaniem raczej zajął się mój M i babka dziecka. Wychowawczynie
        twierdzą, że to z braku przywiązania; uważam jednak, że to dość wygładzona
        teoria, problem może siedzieć głębiej, ale myślę, że psycholog coś ustali...
        Dodam, że na wypominanie przez dzieci braku biologicznej matki reaguje płaczem,
        agresją i nadmiernym afiszowaniem się ze mną, takim trochę sztucznym powitaniem
        w stylu „maaaamooo nareszcie po mnie przyszłaś", by to wszystkie dzieci
        słyszały i widziały. Czuje się gorsza od innych, że jej matka umarła. Gdy
        dokuczają - płacze, bije ich, że to nieprawda, że matki nie ma, bo ma (mnie).
        To jak dotąd jedyny powód płaczu.
        Mąż rozmawiał z nią po śmierci matki, może nie idealizował jej, ale mówił
        ciepło, łagodnie, właśnie po to, by mała nie czuła się obciążona ich
        konfliktem. To doradziła mu psycholog. Nie wiem, czy mimo tego mała kontroluje
        się, by nie poruszać tematów matki, bo pamięta ich szarpaninę? Trudno
        powiedzieć...
        Gniewu w dziecku jest dużo. Za przeszłość, za śmierć – że przez nią jest w
        oczach rówieśników "gorsza".
        Mam poczucie winy, może za długo z tym zwlekałam... Sądziłam, że czas i nasze
        wspólne życie zrobią swoje, ale nie. Tak, między nami jest naprawdę dobrze,
        lepiej niż mogłam sądzić, że będzie. Kilka razy dziennie słyszę "kocham", stale
        się do mnie przytula i często powtarza "jesteś moja najukochańszą mamą na
        świecie". Dlaczego tak myślisz? – pytam, "bo bardzo o nas dbasz".


        pozdrawiam i dziękuję za odzew smile
        jeszcze raz gratuluję, trzymajcie się dzielnie smile
        lidka
    • agamagda Re: złe wspomnienia 27.09.04, 11:45

      Lideczko nie wiem czy temat nadal jest aktualny, ale po przeczytaniu Twoich
      listów, uważam ze dobrze postepujesz. Okazujesz dziecku jak bardzo Tobie I
      Twojemu M zależy Ci na szcześciu dzieci.
      Z własnego doświadzenia wiem ze dzieci z rozbitych rodzin rozwijają się
      szybciej I rozumieją więcej o stosunkach miedzyludzkich niż inne dzieci. Wydaje
      mi się, ze moze powinnaś jej powiedzieć, mimo jej 6 lat ze dorośli, czasami też
      głupio postepują, że jej matka ją faktycznie mniej kochała niż swojego
      partnera. Mała chce zrozumieć, dlaczego matka tak sie zachowywała jak się
      zachowywała? I otrzymuje sprzeczne informacje lub brak informacji. Dlatego od
      nowa wyciąga temat. Moim zdaniem bedzie to robić do "skutku" to znaczy do
      momentu do którego nie otrzyma odpowiedzi na swoje pytanie albo gdy sama sobie
      nie wymyśli teorii tłumaczących zachowanie matki.
      Powiedziałabym, że dorośli też głupio postępują, .że czasami się sami gubią w
      tym co jest dla nich najważniejsze I ze dokonują złych wyborów. Ze ma prawo
      czuć się skrzywdzona przez matkę, że mama zle postępowała ale wcale nie ozacza
      że jej ni kochała, kochała ale na swój sposób.. Jednocześnie powinna, być
      szczęśliwa że jest teraz z Wami I że Wy ją kochacie I tak nie postępujecie.
      A tak na koniec, może to wyda Ci się głupie ale czas leczy rany I tak będzie w
      przypadku Twojej Młodej
      Pozdrawiam
    • geos Re: złe wspomnienia 27.09.04, 16:47
      Lideczko!
      Z własnych doświadczeń z psychologami i dobrych rad mojego serdecznego
      przyjaciela psychoterapeuty moge powiedzieć tak:
      Ktos kto przezył w zyciu cos niedobrego, ma złe wspomnienia związane z jakąs
      bliską osobą -= choć nie tylko ale o tym tu rozmawiamy - musi najpierw przezyc
      żal, złośc i nawet nieanwiśc do tej osoby a dopiero poptem powoli pozwalac
      sobie na przypomnanie dobrych chwili i sytuacji.
      Myślę, że podobnie jest z Młodą, kłopot w tym, ze jako dziecko nie rozumie co
      się z nią dzieje, wie że mame powinno się kochać a czuje żal, nienawuiśc i
      pewnjie wiele jeszcze innych uczuć, mało pozytywnych.
      Myślę, ze oprócz szybkiej wizyty u psychologa trzeba po prostu dac jej to
      przezyć, pomoc zrozumiec, że ta nienawiśc i żal wcale nie jest czymś zły ale to
      stan normalny, dac jej przezyc tą złośc.
      Nie wiem ile to może potrawać, pewnie z pomocą psychologa pójdzie szybcije,
      każdy ma w tej kwestii indywidualny czas, Plus zalezy od od tego kiedy sobie
      pozwalalmy na złośc i nienawiśc, żal.
      Mysle, że Młodej tzreba powiedziweć, ze się nie pochwala postępowania matki,
      ona chyba dobrze wie, ze to nie było dobre a skoro wy też tak uważacie to czemu
      upierac się przy przekonaywaniu dzieck ana siłę. Może tzreba i tak i tak?
      Znaczy powiedzieć co się samemu o tym mysli ale bez oceniania raczej
      stwierdzenia, że samemu w takiej sytuacji pewnie postapiłoby się naczej ale
      ciebie tam nie było....
      Może jeszcze z innej beczki ale myśle, że przyznanie, że mama nie psotępowała
      dobrze wobec dziecka jest dobrym pomysłem, Ona musi to przetrawić, Dorosli są
      przerażeni, że dzieciak potrafi miec taki żal, ale chyba nie powinni. Po
      prostui trzeba z nią byc, iśc koło niej w tym bólu.
      Dac sięw ygadac,
      Psycholog konieczny!
      Trzeba jej pomoc zorzumiec, że ma parawo się złościć i żalic bo to ni ebyło
      najlepsze, ale wytłumaczyć, że niektórzy nie umieją okazywac uczuć i byc miłym
      dla bliskich, nie umieją okazywac miłości, jedynie stac ich na agreasję i
      złośc. Po prostu boja się uczuc, być moze jej matka postepowała podobnie ....
      Nie ukrywaj że tez uważasz, ze to było złe. myśłe, ze jej nie przekonasz tym,
      że trzeba zapomnieć, dzieci długo pamietają, raczej chyba tzrebajej pwiedzieć,
      że kiedyś o tym zapoimni ale jak chce się wygadać, to posłuchasz, moze tzreba
      podpytac co konkretnie ja zabolało. Bo ona przezywa sytuację ogólnie, jedną
      drugą. Mama była niedobra zale tzreba jej zwrócić uwage na knkrety co dokładnie
      było niedobre, wtedy z czasem zobaczy, matke w szczegółach i zacznie dostrzegac
      ze miałą tez i inne strony.
      Tak sobie myśle.
      Jak mi co jeszcze przytjdzie do głowy to napiszę.
      Bo choć znam te przyjłady z zycia odorsłych to myśłe ze dzieci tak samo
      przezywają tylko,ze tzreba je delikatniej z tego wyciągać.
      Bedzie dobrze
      A kiedy zmarła jej mama?
      Dzieciom mojego M półtorej roku temu
      Córcia wspomina mamę ale Mały nie bardzo, przynajmniej przy mnie. Ja sie staram
      mówić o miemie, "ruszać" temat żeby wiedziały, że chce być w tym z nimi.
      Ale czasem najzwyczajniej brak mi odwagi na zapytanie o coś głebiej, uparłąms
      ie, ze najszybciej jak sie da wyciągnę ktorej na cmentarz sam na sam.
      Idąc ze spaceru czy coś.
      Obiecałąm Młodej, ze pójdę z nią na kosmetyczne zakupy więc moze wtedy
      Sama nie wiem jak to delikatnie poprowadzić
      Może ma ktoś jakis pomysł?
      • k_i_k_a do geos 05.10.04, 11:32
        Ja sie staram
        >
        > mówić o miemie, "ruszać" temat żeby wiedziały, że chce być w tym z nimi.
        > Ale czasem najzwyczajniej brak mi odwagi na zapytanie o coś głebiej, uparłąms
        > ie, ze najszybciej jak sie da wyciągnę ktorej na cmentarz sam na sam.
        > Idąc ze spaceru czy coś.
        > Obiecałąm Młodej, ze pójdę z nią na kosmetyczne zakupy więc moze wtedy
        > Sama nie wiem jak to delikatnie poprowadzić
        > Może ma ktoś jakis pomysł?

        Sama sobie po części odpowiedziałaś na pytanie - delikatnie przede wszystkim.
        Dla dzieci to trudna sytuacja. Ty dopiero zaczynasz w ten układ wchodzić, a
        zaczynasz jakby sama dyktować warunki... Ostrożnie z takimi działaniami. Śmierć
        rodzica to bardzo trudna rzecz. Ojciec mojej przyjaciółki zmarł gdy ta
        wychodziła z liceum. Rozmawiać zaczęła o tym dopiero po 4 latach. Tym dzieciom
        może być jeszcze trudniej. One przeżywają wewnętrzną żałobę, nie niszcz im
        tego. Tak naprawdę - nie obraź się - jesteś dla nich zupełnie nową, obcą osobą.
        Mogą wcale nie chcieć, byś w ogóle rozmawiała z nimi na temat mamy. Wchodzisz w
        jakąś rodzinę, w układ, który już istnieje, powinnaś zatem szanować zasady
        które w nim obowiązują, a nie narzucać własne.
        Takie przedwczesne rozmowy, a zwłaszcza - z Twojej inicjatywy, sam na sam -
        mogą zrobić więcej krzywdy niż przynieść pożytku. Możesz - mając dobre
        intencje - spowodować, że dzieci się w sobie zamkną i zaczną Cię nielubić, jako
        osobę, która dotyka ich świętości... ich tabu. Pozwól im się samym z tym
        uporać, potrzeba na to duuuuużo czasu. Mają też ojca. Ale na to, byś Ty mówiła
        im o mamie (której przecież nie znałaś, więc zawsze mogą Ci to zarzucić,
        pamiętaj), jest stanowczo za wcześnie. Zadbaj o to by się z Tobą oswoiły, ale
        nie wchodź zbyt głęboko, bo możesz rozbabrać coś, co zaczyna się dopiero w nich
        zasklepiać.
        • geos Re: do geos 06.10.04, 17:20

          >
          > Sama sobie po części odpowiedziałaś na pytanie - delikatnie przede wszystkim.
          > Dla dzieci to trudna sytuacja. Ty dopiero zaczynasz w ten układ wchodzić, a
          > zaczynasz jakby sama dyktować warunki...

          (M)
          Nie jest tak dokładnie, zależało mi jedynie na tm, żeby padało słowo mama w
          rozmoweach mój M sam stara sie przy nich opowiedac coś o mamie przypominać,
          żeby wiedzieli, że nie tzreba sie tego bać ale nic na siłe sie nie dzieje.
          Mnie też chodz na razie tylko o to, żeby wiedziały dzieci, że ja moge i chce
          rozmawiac i nic poza tym! Raczej nie dyktuje warunków naprawdę, staram sie
          wpasować ale chyba nie może być tak, żebym wszytsko podporzadkowywała pod to co
          było. Powolutku, delikatnie coś tam chyba można zmieniac skoro to ma byc tez i
          mój dom. CZyłabym sie w koncu rożalona gdybym zrezygnowała z tego co jest mi
          bliskie. Ostroznie za zgodą wszytskich ale czemu nie?

          Ostrożnie z takimi działaniami. Śmierć
          >
          > rodzica to bardzo trudna rzecz. Ojciec mojej przyjaciółki zmarł gdy ta
          > wychodziła z liceum. Rozmawiać zaczęła o tym dopiero po 4 latach. Tym
          dzieciom
          > może być jeszcze trudniej. One przeżywają wewnętrzną żałobę, nie niszcz im
          > tego. Tak naprawdę - nie obraź się - jesteś dla nich zupełnie nową, obcą
          osobą.
          >
          (M)
          Dokłandbie tak!! ja sie zgadzam naprawde chodziło mi tylko o to, żeby
          wiedzieli, czuli, że mama była i jest i ja tego nie przekreslam, że ne tzreba
          bac sie zaprioponowac mi wspolne pojscie na cmentarz bo ja nie odmówie, bo
          szanuje ich przeszłośc - wspolną z mamą.
          Byłam z młoda na tych zakupach i zapytałąm czy chce iśc na ten cmentarz, bardzo
          suie zapaliła, kupiłyśmy znicze tylko, ze jak dotarłysmY na miejsce to okazało
          sie, że nie świeca latarnie i przstraszyłą sie ceimnosci - wiem, że sie boi w
          moim jkieszkaniu nie chce iśc na gore do łazienki jak jest ciemno i nie pali
          sie sawitło nad schodami - ale szła twardo na ten grób az sie spytałąm czy na
          pewno ma ochotę iśc dlaje skoro jest jej nieprzyjemnie z powodu ceimnoci i ze
          mozemy iśc kiedy indziej. Przynała ze sie boi i che wrcaca i wróciłysmy i temat
          zosłat otwarty Jak bedzie miąła ochotę.

          > Mogą wcale nie chcieć, byś w ogóle rozmawiała z nimi na temat mamy.

          (M)
          Tez nie rozmawiam na razie tylko w rozmowach pada słowo a mam to zrobiła a mama
          to kupiła, i tak dalej albo ja sie pytam a to mama itp.
          Ostatnio Młoda znalazła jkąś tacę w kuchni i sie zdziwiła, ze mają coś takeigo
          w domu wtedy odpowiedziałąm, ze pewnie mama kupiłą bo stwierdziłą, ze jej
          potzrebne i ze kobitki tio lubia kupowac różne rzeczy do mieszkania i pewnie
          mama tez tak miała i tyle.

          Wchodzisz w
          >
          > jakąś rodzinę, w układ, który już istnieje, powinnaś zatem szanować zasady
          > które w nim obowiązują, a nie narzucać własne.
          (M)
          Naprawdę nie wiem czemu wywnioskowałas ze ja coś narzucam, raczej uzgadniam
          jakies zmiany z M czy to można czy coś co jest do wyrzucenia można czy nie bo
          nie wiem czy to jakas pamiątka rodzinna. Staram sie szanowac to co tam jest.

          Ale na to, byś Ty mówiła
          > im o mamie (której przecież nie znałaś, więc zawsze mogą Ci to zarzucić,
          > pamiętaj), jest stanowczo za wcześnie. Zadbaj o to by się z Tobą oswoiły, ale
          > nie wchodź zbyt głęboko, bo możesz rozbabrać coś, co zaczyna się dopiero w
          nich

          (M)
          Też ja nic im nie mówie o mamie, same kiedys wyciągnęły zdjecia i pokazywały
          opowiadały, szybko sie znudziły i zostawiłąm temat, sama kiedys cos tam
          wycoiągnelam i oglądałąm to się Młoda przysiadłą i cos tam opowiadałą, widzę ze
          jej jest łatwiej niż Małemu i to taby Małego szanuje, nie ruszam, zechce sam to
          bedzie dobrze nie to nie.
          Ale nie powiem, zeby mi nie było miło jak sam złąpał mnie ostatnio za rekę w
          sklepie.
          >
          Więc staranm sie ostrożniejak mogę, ja chciałam tylko, zeby dzieci wiedziały ze
          jak chcą to mogą przyjść i nic więcej
          DZieki
          >
          • k_i_k_a Re: do geos 07.10.04, 09:33
            no więc dokładnie o to mi chodziło - otwarcie im furtki, ale nie wciąganie w
            nią smile Po prostu napisałaś, że chcesz jak najszybciej zainicjować wyjście z
            nimi na cmentarz, sama... Odebrałam to jako komunikat: "Ja wam przez to pomogę
            przejść...", a one mogą zwyczajnie tej pomocy od Ciebie nie potrzebować. No i w
            takiej sytuacji dzieciaki też różnie moga zareagować, pomyślałam sobie, że ja
            pewnie w jej wieku wypaliłabym: "Nawet jej nie znałaś, to nie wiesz o czym
            gadasz..."... Dlatego chciałam Cię na to uczulić, żebyś się nie rozczarowała.
            Cieszę się, że poszło wszystko dobrze. Dalej tak trzymaj - bez narzucania, ale
            z otwartością, a masz szanse na zbudowanie czegoś fajnego. pozdrawiam.
    • lideczka_27 DOBRE wieści 27.09.04, 22:17
      Zapomniałam napisać, dziś umówiłam się z psycholog, nakreśliłam sprawę tyle o
      ile i kazała przyjść nam wszystkim. Termin mamy za półtora miesiąca, albo w
      czwartek wink Nie będę zwlekać, trudno, mój gin musi poczekać wink Ja nie wiem - 70
      zł to dużo czy mało? (dotychczas nie płaciliśmy za takie usługi). Mówiła, że
      pewnie na jednym razie się nie skończy, my potem mamy iść na rozmowę, gdzie się
      wszystkim z nami podzieli, podpowie jak się zachowywać itd. To miła babka, już
      u niej bywaliśmy z młodą, to temat trochę zna.
      Dziękuję Wam za liczny odzew, dam znać o rozwoju wypadków.

      pozdrawiam
      lidka
      • natasza39 Re: DOBRE wieści 27.09.04, 23:37
        Ja nie wiem - 70 zł to dużo czy mało? (dotychczas nie płaciliśmy za takie
        usługi)

        Wydaje mi sie ze duzo, ale dla dobra dziecka chyba warto.
        Powodzenia zycze i podziwy za szybkosc dzialania.
        U tego kumpla jeszcze nie bylam bo strasznie zalatana jestem ostatnio, ale bede
        napewmo w tym tygodniu!
        • lideczka_27 Re: DOBRE wieści 28.09.04, 00:46
          natasza39 napisała:

          > Ja nie wiem - 70 zł to dużo czy mało? (dotychczas nie płaciliśmy za takie
          > usługi)
          >
          > Wydaje mi sie ze duzo, ale dla dobra dziecka chyba warto.
          > Powodzenia zycze i podziwy za szybkosc dzialania.

          Ja to kuję żelazo... A jak jeszcze jestem silnie przestraszona, to...

          > U tego kumpla jeszcze nie bylam bo strasznie zalatana jestem ostatnio, ale
          bede
          >
          > napewmo w tym tygodniu!

          OK, cierpliwa jestem smile Dziekuję za pamięć smile

          dobrej nocki
          lidka
          >
      • lilith76 Re: DOBRE wieści 28.09.04, 09:12
        cena jest zależna od miasta. tu w Wawie, 70 zł to było by nie za wiele (też się
        kiedyś dowiadywałam). może psychologowie dziecięcy są tańsi.
        koszty się skumulują w czasie, ale warto spróbować. chyba nie wplącze was w
        wieloletnią terapię wink
        • atagag Re: DOBRE wieści 28.09.04, 11:15
          u nas (Mazury) 50 zł, ale za godzinę rozmowy. Wizyta to min 1,5 - 2 godz.
      • femalespirit Ceny 05.10.04, 13:32
        lideczka_27 napisała:

        > Ja nie wiem - 70
        > zł to dużo czy mało? (dotychczas nie płaciliśmy za takie usługi).
        To wlasciwa, rynkowa cena za 50 minut pracy dla dobrze wykwalifikowanego
        psychologa (dyplom dobrej uczelni, dodatkowe szkolenia, certyfikat
        niekoniecznie) z co najmniej 5-7 letnim stazem (90-110 zl za pelna godzine
        terapii malzenskiej/rodzinnej). Mozna tez znalezc za 60 zl, a nawet za 50 zl
        (poczatkujacy, co nie zawsze znaczy gorsi, trzeba sie kierowac opinia
        klientow), ale ponizej tej ceny to bym nie ryzykowala, slawy biora 100-120,
        psychoanalitycy nawet 200 zl. Ceny bardzo spadly w ostatnich 3 latach z powodu
        recesji, ale teraz powolutku pna sie w gore.
        Powodzenia smile
Pełna wersja