sea_dog
06.10.04, 16:09
Czytam Was od czasu do czasu, bo dzisiaj chyba trudno znalezc faceta bez
przychówku

No a teraz o mnie...
W jakis mroczny i absurdalny sposob stalam sie macochą. Naprawdę. Pomijajac
szczegoly; wciaz zastanawiam sie jak to bedzie, gdy ktoregos pieknego dnia
stane oko w oko z jego dzieckiem. Czasem nawet sni mi sie to po nocach.
Wyobrazam sobie te chwile i skora cierpnie mi na plecach.
Dziecko nijak nie potrafi pogodzic sie z odejsciem taty. Po początkowej fazie
ryków, wrzasków i szlochania w słuchawkę (taaatuuuusiuuuu wróóóccc yh yh
yhhh..), corka wkroczyla w etap "wszystkie kontakty z toba rania mnie do
zywego" wiec kontaktow nie ma. No prawie nie ma bo na haslo "kasa" córa
dzielnie stawia czolo rzeczywistosci, zeby potem znow pograzyc sie w odmetach
smutku.
I wiecie co - ogladam (a raczej wysluchuje ) wszystkie te popisy, szlochy,
historie o biedzie i nędzy, a potem w duszy juz najpierw mnie trzesie ostro,
a potem - turlam sie ze smiechu.
Córka ma 22 lata...
Czy ktos zetknal sie z takim przypadkiem?