ja - dziecko m.

07.10.04, 19:13
Opowiem Wam sytuację. Był taki zwykły dzień, miałam urodziny. M. przyszedł do
domu z tortem, zaświecił świeczki, woła synala, a ten ze swojego pokoju
odpowiada "PRZECIEŻ TO NIE MOJE URODZINY". Nie zareagowałam, bo niby jak. M.
oczywiście powiedzial synalowi caś tam. Reakcji nie było. Dodam, ze to 13-
latek a pewnie niektore z Was pamiętają moje problemy, bo czasem o nich
pisałam. Zawsze w naszym domu urodziny, imieniny, dzień dziecka itp. byly
traktowane poważnie i synalowi składaliśmy życzenia, dostawal prezenty, tak
że nie mogę powiedzieć, że dziecko nie wie o tym ze trzeba składać życzenia.
Skąd ta reakcje, czyżby jego bunt doszedl do tego stopnia, ze nie uznaje się
podstawowych norm zachowania? Co mam dalej robić, jak reagować? Pozdrawiam.



    • gosza26 Re: ja - dziecko m. 07.10.04, 19:39
      Witam!!!
      Ja również mieszkam z M. i jego 14-letnim synem.Powiem ci, że nie jest łatwo,
      bo dzieciak jest szybki jak błyskawica, i nawet jak ma dobre chęci to róznie
      sie to kończy. Czasami rozkładam ręce i brak mi słów, ale wiem jedno: do tej
      pory(4 lat) ani razu nie zrobił mi celowo przykrości i wiem, że ja na Twoim
      miejscu tegobym tak nie zostawiła. Jeśli faktycznie było ci przykro (a nie wiem
      też ja potem sie Twój mały zachowywał) powiedz o tym i M. ,i pogadaj o tym z
      małym. Nic tak nie zbliża jak szczera rozmowa.

      Pozdrawiam.....
    • lideczka_27 Re: ja - dziecko m. 07.10.04, 21:32
      alfa, ja, gdy widzę Twojego nicka, od razu się stresuję sad Mam nadzieję, że
      lepiej będzie, ale nic... Sądzę, że to bunt nastolatkowy. Byłabyś matką, też by
      Ci się oberwało, jeśli chłopaka mocno "wzięło". Co ja bym zrobiła? Nic.
      Nabrałabym dystansu. Święta chłopaka obchodziłabym nadal - tak, jak robię to od
      lat. Raz, że zemsta byłaby bez klasy, dwa - zasady są zawsze wartościowe kiedy
      są trwałe smile
      Myślę, że nie powinnaś robić nic. Mimo iż wychowujesz chłopaka, zastępujesz mu
      matkę i masz prawo. Ponieważ pamiętam stosunek Twojego M. do Waszych (Twojej z
      młodym) relacji, więc jakaś Twoja reakcja może znowu wywołać konflikt, a po co
      Ci to? Zostaw strofowanie i wychowanie ojcu. Mam tylko nadzieję, że będzie
      skuteczny bo byle jakie "coś tam" już w krótce nie wystarczy...

      alfa, żyj własnym życiem, poświęć się jakiejś pasji i nie przejmuj. Nie wolno
      się zadręczać.

      pozdrawiam
      lidka
    • natasza39 Re: ja - dziecko m. 08.10.04, 00:13
      Wiem ze cie to boli ale posluchaj...
      To taki wiek. Jestem matka i to RODZONĄ! 16-latka. UWierz mi ze nikt,
      abosolutnie NIKT nie jest mnie w stanie tak wqu....ć jak on własnie!
      w tym wieku od 13 14 lat nie wiem do ilu (mam nadzieje, ze sie to juz skończy
      niedługo) mali faceci są: złośliwi, krnąbrni, wszystkowiedzacy i ogólnie
      wq...ący. Po prostu koszmarni są!!!
      Myslisz ze moj rodzony syn pamietał w tym roku o moich urodzinach? Tez nie. Ja
      nie mówie zeby sie nie przejmowac, ale nie nalezy tez robic z tego tragedii.
      Ja z moim gadam, gadam i gadam. Nie wiem co mu zostaje w tej malej meskiej
      lepetynie (tepej genetycznie, bo to facet), ale gadam jak nie dla siebie to
      moze dla przyszlej synowej. I wiesz co powoli odnosi to skutki. Coraz wiecej
      udaje sie mi wygadac, a jemu z tego gadania pojac.
      Jak mial te 14 lat byl wogóle nie do zycia, wiec moze pociesz sie ze to nie o
      ciebie chodzi w w ogóle, tylko o ta burze hormonów ktora go dopada teraz w
      szczególe.
      Pozdrawiam zodiakalna wage!!!
    • natasza39 Re: ja - dziecko m. 08.10.04, 00:49
      I jeszcze jedno...
      Poczytalam Twoje watki wczesniejsze, bo nie znalam tematu od poczatku.
      No wiec jeszcze raz mówie... Takie sa chlopaki w tym wieku!
      Musisz jednak swojego M zmusic do rozmów, rozmów i jeszcze raz rozmów z mlodym.
      Wszystkie sytuacje ktore opisywalas w poprzednich watkach sa mi znane z
      autopsji.
      Ja nie moge za cholere wyegzekwowac scielenia łozka na przykład. Na moja
      prosbe "Posciel łożko" odpowiada "ale po co? wieczorem znow bede musial
      scielic".
      Na moje proby odrabiania lekcji razem odpowiadał ze nie ma nic do nauki. Teraz
      jest w liceum i w koncu zaczyna rozumiec, ze to czy sie bedzie uczyl czy nie
      teraz bedzie kształtowalo jego zycie w przyszlosci.
      Mów mu za kazdym razem jak Ci jest przykro.
      Mów mu ze go kochasz (tu w imie dobrej sprawy mozesz nawet sklamac) a on Ci
      sprawia tyle świństw.
      Mów mu co cie denerwuje i za kazedym razem gdy czegos nie zrobi mimo twojej
      prosby mow mu ze ty tez kiedys nie zrobisz tego o co on cie poprosi.
      Mów, mów, mów do niego
      Ja tak robie. To naprawde trudny okres w wieku chlopaka.
      Powodzenia zycze i jakbys cos chciala to mozesz na priva, bo mam praktyke w
      wychowywaniu naprawde trudnego malego faceta.
    • madalenka25 Re: ja - dziecko m. 08.10.04, 09:31
      wiesz alfiko po przeczytaniu twojego postu przypomniała mi się stytuacja z
      przed paru ładnych lat
      mam dwóch braci dużo ode mnie młodszych i z racji tego że ja już byłam dorosła
      moja mama wszystkie obowiązki zwalała na mnie bo i tu zaczynała sie wyliczanka
      ale nie o tym
      kiedy byli w wieku twojego pasierba zostałam z nimi na dłużej sama w domu i
      kiedy prosiłam ich by pościelili łóżka - to słyszałam po co ..
      kiedy prosiłam by zmyli po sobie - po co?
      wziełam się na sposób
      podałam im obiad na brudnych talerzach i tu szok ale dlaczego - bo po co myć i
      tak się wybrudzi - stałam nad nimi jak kat i kazałam jeść i przez dwa dni nie
      pozwoliłam zmyć tylko tak jadali - poskutkowało zmywaja do dziś po sobie
      a przy różnych uroczystościach rodzinnych jak zaczynaja wspominac moje metody
      wychowawcze to umieramy ze śmiechu

      ja wiem, że brat to jest inna bajka niż pasierb - ale może powinnaś przestać
      się starać, choc na jakiś czas. czytałam twoje posty i szkoda ze twój M nie
      staje twardo po twojej stronie a młody to wykorzystuje coś mi się zdaje

      I wszutkiego najlepszego alfiko z okazji urodzin - dużo ciepła i cierpliwośc i
      jak najmniej kłopotów

      pozdrawiam
      magda
    • lilith76 Re: ja - dziecko m. 08.10.04, 13:39
      wszystkiego najlepszego z okazji urodzin smile
      twoje opisy przypominają mi mojego brata! te same zagrywki, teksty. tu nawet
      nie chodzi o to, że on ma cię głęboko gdzieś, tylko że w jego wieku męskość
      pojmuje się głównie jako twardość, brak sentymentów, dochodzi do tego
      nastolatkowy egocentryzm i lenistwo.
      nie dawaj się smile
      • alfa36 Dzięki dziewczyny 08.10.04, 19:35
        Za każdym razem podnosicie mnie na duchu. W pewnym momencie przestałam
        przejmować się tym , co związane jest z synalem m. I np nie zbieram jego
        brudnych rzeczy. Tyle, że gdzieś od miesiące nie prałam jego spodni, a on
        ciągle w nich chodzi (dobrze, ze są czarne, nie widać że brudne). Są jednak
        takie sytuacje, że wtrącam się i przykładowo znowu przepytuję z niemieckiego,
        bo zwyczajnie szkoda mi pieniedzy na korki, a doskonale zdaję sobie sprawę, że
        jak nie przepytam to on sobie ten niemiecki oduści i znów pójdzie
        nieprzygotowany. Nie wiem jak dotrwam do "normalnego" wieku. Próbuję
        pedagogizować mojego m., ktory albo się na niego drze (najczęściej po wizycie w
        szkole), albo na wszystko pozwala, albo nie zwraca uwagi. Ot facet po
        przejściach. Lideczko jak czytam Twoje zachęty dotyczące jakiejś pasji to zaraz
        mi lepiej (a od jakiegoś czasu moją pasją jest praca, tak przynajmniej zaczynam
        myśleć). Zresztą prawda jest taka, że jestem zadowolona, kiedy muszę iść na
        jakiś kurs popołudniu, czy w wekeend. Przynajmniej nie muszę sprzątać po calym
        tygodniu, no i przykre będzie to co napiszę, ale wolne dni oznaczają dla mnie
        24- godzinne bycie z dzieckiem m., co bywa męczące (mój m. studiuje i z tego
        powodu często go nie ma w domu w soboty i niedziele). Oj rozgadałam się.
        Dziękuję za życzenia. Pozdrawiam.
    • m-m-m Re: ja - dziecko m. 10.10.04, 12:45
      Oj, alfa, nie zgadzam sę z poprzedniczkami, że można to sobie odpuścić. Wiesz,
      nie namawiam Cie do wychowywania pasierba, ale do stałego drążenia M. w tym
      kierunku. To on powinien młodemu zwracać uwagę i to D O B I T N I E, a nie "coś
      tam", Twoja rola to wiercenie w brzuchu Twojemu M.
      Ja tę metodę stosuję i ...egzekwuję od M. właśnie, inaczej mój 15-letni
      pasierb, którego mam na co dzień, umęczył by mnie dokumentnie...
    • alfa36 Re: ja - dziecko m. 14.10.04, 23:57
      Mam nadzieję, że nie przysporzę lideczce kolejnego stresu. Wracam jednak do
      tematu, bo u mnie klopoty zdarzają się średnio raz w tygodniu. Całe
      przedpołudnie byłam w domu. Dziecko m. też. Ambitnie więc postanowalam go
      sprawdzić z niemca. Ale zanim wstałam synal przybiegł z prośbą, zebym mu
      pozwoliła na godzinę wyjść z domu. Skrzętnie wykorzystałam to, że mu zależy na
      wyjściu i postawilam warunek- słówka na bdb i może isć. Niestety nie bardzo mu
      wyszlo to nauczenie sie ale szkoda mi sie go zrobiło, bo byl umówiony i
      pozwoliłam, tyle ze skróciłam czas z godziny na pół. No i cóż, oczywiscie sie
      spóźnił, ale szczerze mówiąc byłam na to przygotowana. Kiedy wrocił oczywiscie
      dalej się uczył (choć teraz myślę, że udawal). No ale przyszedł czas i poszlam
      do pracy. Niestety, niedawno wrocilam i coż się okazalo... Dziecko tatusiowi
      (kiedy ten juz wrócił z pracy, a nie widzielismy się)powiedziało, ze mama go
      ze wszystkiego sprawdziła, tatuś uwierzył i synek całe popołudnie zamiast się
      uczyć spędzil przy kompie. Nie mogę przyjąć do siebie , ze przecież doskonale
      zdawal sobie sprawę, ze kiedy przyjdę z pracy to sie wyda. I zawsze tak jest.
      Kłamstwa, klamstwa, kłamstwa. Co znów źle zrobiłam? Rzeczywiście pozwoliłam
      wyjść mimo że sie nieszczególnie nauczyl, bo po prostu bałam się tego
      kolejnego niezadowolenia oraz tego, ze moze stwierdzić "a ja i tak się nie
      nauczę". Wydawało mi się, ze biorac go tak "pod włos" zlap[ię z nim kontakt i
      jakoś dojdę do porozumienia. Nie chcę tu przeklinać, choc mam wielką ochotę
      wyrzucić tę złosć dzisiejszą. Co robić? Bo znów mam dość. Mam wrażenie, ze temu
      dziecku na niczym nie zależy. Kieruje sie zasadą:skłamać , zeby mi było dobrze.
      Czy to normalne?
      • chalsia Re: ja - dziecko m. 15.10.04, 00:24
        Kieruje sie zasadą:skłamać , zeby mi było dobrze.
        >
        > Czy to normalne?

        Chyba tak. Wszyscy wiemy, że kłamstwo ma krótkie nogi. Jednak w naturze istot
        żywych jest osiąganie celów jak najmniejszym kosztem.

        Pozdrawiam,
        Chalsia

        PS. I nigdy do niczego nie dojdziesz z dzieckiem, zwłaszcza z nastolatkiem,
        będąc niekonsekwentną. To nie znaczy, że nie można zmienić zdania. Owszem,
        można. Ale nie tak sobie a tylko jak są nowe argumenty/fakty w danej sprawie. A
        Ty po prostu odpuściłaś.
        • natasza39 Re: ja - dziecko m. 15.10.04, 02:13
          > nigdy do niczego nie dojdziesz z dzieckiem, zwłaszcza z nastolatkiem,
          > będąc niekonsekwentną. To nie znaczy, że nie można zmienić zdania. Owszem,
          > można. Ale nie tak sobie a tylko jak są nowe argumenty/fakty w danej sprawie.
          A Ty po prostu odpuściłaś.<

          chalsia masz w domu nastolatka?
          Ja mam! Z przykroscia musze stwierdzic, że czasem sama odpuszczam dla swietego
          spokoju!
          Jak czlowiek wraca po pracy (ja czasem po 12-14 godzinach) i mam sie z nim
          kłócić, a zasadniczo przekomazac o to czy nauczyl sie angielskiego, czy
          niemieckiego bo nie siadzie do tego cholernego kompa to mi rece opadaja.
          Ani takiemu nie dasz klapsa (moj jest ode mnie wyzszy i ciezszy, wiec klaps
          byłby smieszny), ani nie zabronie tego kompa, bo wole jak siedzi w domu przy
          kompie niz wlóczy sie z chlopakami po dyskotekach.
          Przyznaje odpuszczam czesto to robie, ale tak gadam, tłumacze, że on ma czasem
          dosc i w koncu robi to czego chce.
          Zreszta inaczej sie wychowuje chlopakow a inaczej dziewczyny.
          Tutaj po prostu trzeba o wszystkim meldowac ojcu. Albo po prostu rozmawaiac z
          synalem, a w razie braku skutków tych rozmów meldowac ojcu.
          Chlopak musi miec autorytet. On ma ojca - mam nadzieje wzorca. Ja nawet nie mam
          komu zameldowac, wiec czesto wiercenie w brzuchu poprzez nieustajacy monolog
          matki odnosi skutki.
      • m-m-m Re: ja - dziecko m. 15.10.04, 09:25
        powiedziało, ze mama go
        > ze wszystkiego sprawdziła, tatuś uwierzył i synek całe popołudnie zamiast się
        > uczyć spędzil przy kompie


        Ależ mój pasierb postępuje podobnie, korzysta na niedomówieniach. Staram się
        nie sprawdzać go z lekcji...wysyłam M., aby go poganiał i sprawdzał. Mój M.
        czasem mu tez odpuszcza, że to jego pasieba życie i sam sobie je układa...
        Nie bardzo by mi się chciało denerwowac i nakazywać pasierbowi naukę...stosuję
        metodę, że ...zapowiedziałam mojemu M., iż młody kończy lat 18 i od tego
        momentu czuję się zwolniona z dawania na niego jakichkolwiek pieniędzy, czyli
        przestaję go współfinansować z M. Zapewniam Cię, że to działa, M. od razu
        rozpoczyna pacyfikację lenistwa u pasierba.
        Mnie taki nadzór nad pasierbem nie pasuje, zwyczajnie nie mam ochoty na
        wychowywanie nie swojego dziecka i tyle. Kłamstwami pasierba się mało
        przejmuję, zawsze tylko pokazuję je mojemu M. i nie pozwalam na "rolowanie".
        Co do nauki jeszcze: od pasierba mój M. wymaga ocen, a nie samego faktu, że w
        ogóle się uczył (czyli siedział i myślał o niebieskich migdałach np.), czyli
        jest rozliczany z efektów, a nie z samego "zaangażowania", to tak jakby miał
        płacone za to, że w ogóle poszedł do pracy, a nie za to, że w tej pracy
        faktycznie pracował, dlatego też komputer dla pasierba jest obecnie
        niedostępny, bo już ma jakieś oceny negatywne i nieważne, że on "się uczył",
        ważne, że nie ma efektu pozytywnego.
        • alfa36 Re: ja - dziecko m. 16.10.04, 16:57
          To nie jest tak do konca, że sobie odpuściłam. Pozwoliłam synalowi na wyjście,
          mimo, że nie dotrzymal umowy, gdyż uznalam że nauczy sie poźniej z takiej
          zwyczajnej wdzięczności, wydawało mi się, że będzie b. zadowolony i zmieni
          swoje postępowanie. Wszak nie raz czytalam , że same zakazy na nic się nie
          zdadzą. Jeżeli chodzi o wymaganie to, mam wrażenie, ze jesli zaczniemy wymagać
          dobrych ocen a przestaniemy sprawdzać postępy, to nic dobrego z tego nie
          wyjdzie. Po prostu synal z własnej nieprzymuszonej woli jeszcze nigdy do
          książek nie zajrzał, nigdy też nie powiedzial w domu o słabszych ocenach. M.
          zawsze wszystkiego dowiaduje sie na spotkaniach z nauczycielami. Mamy początek
          roku i juz złapał kilka jedynek. Uznaliśmy, że jedynym na niego sposobem jest
          więc sprawdzanie. Przy tym doszlam dziś do wniosku, ze trzeba wszystko
          pamietać, żeby nastolatek znow nas nie oklamal. A i tak zawsze moze powiedzieć,
          że na ostatniej lekcji pani pytała i nie bylo nic nowego, a zeszyt pani zabrala
          do sprawdzenia (przedstawiłam autentyczną historię, która okazała się być
          fałszywa). Chyba na lenistwo nie ma zlotego środka. Pozdrawiam.
          • m-m-m Re: ja - dziecko m. 19.10.04, 08:56
            Mój pasierb też absolutnie nie zajrzał nigdy do ksiązek z własnej woli.
            Sprawdzanie nic nie da, ponieważ zawsze sie wykręci, że nic nie ma zadane itp.
            Wiesz, ja uważam, że to że pasierb sam z siebie się nie lubi uczyć (co gorsza
            nie ma ani jednego przedmiotu - poza wf - który by lubił, lub chciaż przejawiał
            jakiekolwiek zdolności) wynika z zaniedbań wychowawczych mojego M. z czasów,
            gdy pasierb był w pierwszej- drugiej klasie podstawówki. Po prostu moj M.
            uważał, że on - ojciec - się uczył sam i lubił to robić, więc pasierb
            też ...powinienwink))
            Nie pisał z nim dyktand, nie robił "słupków", nie kazał mu czytać na głos itp.,
            bo to nudne i niemęskie (???), tolerował jego trójki w klasach podstawówki.
            Teraz to się odbija rykoszetem. W wieku 12-15 lat dziecko powinno działać w
            nauce jak perpetum mobile, czyli faktycznie samo rozliczć się z wiedzy i samo
            odrabiać lekcje. Po prostu jest za późno na wdrożenie go do samodzielnej nauki.
            Pasierb wie, że jeżeli szkoły nie skończy, to kończy lat 18 i jego wola, bo M.
            nie będzie go utrzymywał, gdy ten nie zamierza się uczyć, ani pracować.
            Drastycznie rzecz ujmując, musi się wyprowadzić, a gdzie, to już jego pasierba
            ból głowy, skoro jest taki dorosły na nie uczenie się, to niech poniesie
            konsekwencje tegoż i znajdzie sobie mieszkanie i zarobi na swoje utrzymanie.
            To wszytko mój M. już pasierbowi zapowiedział.
            Pasierb przejawia jakiś nieuzasadniony optymizm i krótkowzroczność, uważa że
            sobie w życiu poradzi bez szkoły, a prace znajdzie łatwo i choć podajemu mu
            mnóstwo przykladów na dzisiejszą sytuacje rynku pracy, na realia, to on dalej
            drąży swoje.
            Ostatnio powiedzialam M., że każdy ma prawo do błędów, nie może on jako ojciec
            żyć jego życiem i choć wiem, że jest mu jako ojcu przykro to cóż, tak jest i
            koniec. Każdy rodzic uważa, że jego dziecko to gwiazda na niebie, oczywiście
            tak nie jest, i nie każdy umie sobie uświadomić, że tak naprwdę jego dziecko
            nie est nikimnadzwyczajnym. To przykra prawda.
Pełna wersja