Niestawienie w sądzie i inne kłopoty...

16.10.04, 09:54
Witam,
Początkowo zamiesciłam ten post na e-mamie, sądzac, że problem w nim
poruszany jest bardziej rodzinny niż macoszy. Tam niestety nie znalazł się
nikt, kto by mi cokolwiek poradził... może tutaj...
Do rzeczy. Mój niemąż został pozwany przez swoja ex-żonę do sądu (powód
nieistotny, bo ja nie o tym). M pływa i przez większą część roku nie ma go w
domu i co za tym idzie, nie bardzo ma jak uczestniczyc w rozprawach sądowych.
Przed jego ostatnim wyjazdem postanowiliśmy załatwic dla mnie notarialne
pełnomocnictwo, między innymi po to, by uniknąć konsekwencji zwiazanych z
uporczywym niestawianiem się na rozprawach. Okazało sie, ze ja jako nieżona,
nie mogę być jego pełnomocnikiem procesowym, może to być tylko któryś z
rodziców lub jego brat. Rodzice odpadli na starcie, brat sie zgodził. No i
wczoraj była pierwsza rozprawa. Kilka dni temu zabrałam szwagra do adwokata,
by ten mu wytłumaczył jak to wszystko będzie wyglądało. Sprawa okazała się
prosta jak drut, ale mimo to, dopytywałam sie, czy on faktycznie jest w
stanie to zrobic dla M, bo jeśli nie, to weźmiemy adwokata. Oczywiscie, ze
obydwoje wolelibyśmy by zrobił to brat niemęża niz kosztowny adwokat, ale mus
to mus. Wszystko było OK - nie było żadnego problemu.
Wczoraj, na pół godziny przed terminem rozprawy dzwoni mój szwagier i mi
obwieszcza, że on nie zdaży, bo musi coś tam załatwić (wiem co, i też wiem,
ze mial na to cały m-c). Wściekłosć, złość i na koniec kompletna bezsilnośc -
te odczucia miotają mną do tej pory. Nie mam pojęcia co mam z tym wszystkim
zrobić. Ze sprawą sądową nie mogę zrobić nic - wiadomo, nie jestem jego żona,
wiec nikt nic mi nie powie. Ale najbardziej martwi mnie kwas, który sie nagle
między nami pojawił. Mój szwagier z żoną to jedyne bliskie mi osoby w tym
mieście. Wielokrotnie robiliśmy sobie różne przysługi, generalnie bardzo się
lubimy. A wiecie, co najbardziej mnie wkurzyło. Że on uważa, ze nic się nie
stało. Nie usłyszałam ani jednego słowa (przepraszam, przykro mi itp), które
wskazywałoby, ze się chociaż trochę tym przejał. Sama nie wiem, czy on
(jeszcze młody człowiek, tuż po studiach) poprostu nie wie jak dla sądu
wygląda takie niestawienie się na rozprawie, czy też od początku nie miał
ochoty tego dla nas zrobić... nie wiem. Fakt jest taki, że z jednej strony
jestem na niego wściekła i najchętniej bym mu "nawsadzala", a z drugiej wiem,
że to jedyna osoaba, która moze pójść do tego sądu by sprawdzić, jak sie ta
sprawa skończyła. I teraz nie wiem, dzwonić? Czekac aż sam sie
odezwie? "Nawsadzac"? W tej chwili kłótnia to ostatnia rzecz, jakiej bym
sobie życzyła. Ale przecież to nie moja wina.. Poradźcie cos, kobiety...
A moze któraś z Was wie, co grozi za niestawienie się w sądzie (oprócz
przegrania sprawy, oczywiscie). Grzywna?
Pozdrawiam serdecznie,
    • natasza39 Re: Niestawienie w sądzie i inne kłopoty... 16.10.04, 18:02
      Witaj, czuje sie w obowiazku Ci odpowiedziec. W koncu przyszlas na to forum
      pełna nadzieji że ktos Ci odpowie.
      Otóż niestawienie sie w sadzie jest karane grzywna. Niestawienie sie
      nieusprawiedliwione oczywiscie.
      Jesli Twoj M ma taka prace, że nie przebywa w domu z przyczyn sluzbowych to
      oczywiscie taka nieobecnosc jest przez sad honorowana.
      Natomiast jesli twoj szwagier byl podany do sadu jako pelnomocnik M, to on
      niestety bedzie ponosil konsekwencje nie stawienia sie w sadzie....
      Jesli zatem obral taka forme "zrobienia na zlosc" to niestety sam padl tego
      ofiara.
      Mozesz zadzwonic do sekretariatu w sądzie i bez podawania nawet sygnatury akt,
      tylko tak w sensie informacyjnym zapytac sie jakie to sa kary, ale raczej
      jestem pewna ze sad moze przylozyc nawet do 2000 zl za niestawienie sie w
      sadzie.
      • olamad Re: Niestawienie w sądzie i inne kłopoty... 16.10.04, 18:52
        No to nieciekawie... Jakby mój szwagier był osobiscie wezwany do sądu, to by na
        głowie stanął, a by sie tam zjawił. Jestem tego pewna. Wezwany był mój niemąz,
        a ze obowiązki wezwały go wcześniej, upoważnił swojego brata do reprezentowania
        go w sadzie.
        A czy może ktoś wie, ile jest czasu na dostrczenie jakiegoś usprawiedliwienia?
        A to się teraz zmartwiłam..
        Moja siostra mi radzi, bym sie tym nie przejmowała, bo to w końcu nie moja
        sprawa, i ta w sądzie, i ta między braćmi. Oczywiście ma rację, ale jak się tu
        nie przejmować, jeśli ewentualną grzywnę i koszta sądowe będziemy musieli
        zapłacic ze wspólnego budżetu?
        • natasza39 Re: Niestawienie w sądzie i inne kłopoty... 16.10.04, 20:36
          Najlepiej jak zadzwonisz do sadu w poniedzialek i sie zapytasz, tak jak
          radzilam.
          A swoja droga siostra ma racje. Nie mieszaj sie pomiedzy braci. To faktycznie
          nie twoja sprawa. Ty juz zrobilas co do ciebie nalezalo. Niech teraz oni sobie
          wyjasniaja.
          Pozdrawiam!
          • olamad Re: Niestawienie w sądzie i inne kłopoty... 16.10.04, 21:11
            No wlaśnie zadzwonił mój szwagier i stwierdził, ze w poniedziałek to on do sądu
            nie zdąży. Moze we wtorek. Czy ten człowiek wie, co to jest ODPOWIEDZIALNOSC?
            Ja już jestem taki człowiek, że jak komuś coś obiecam, to swoje sprawy zawalę,
            a to co obiecane zrobię. Dlatego tak ciężko jest mi zrozumieć postępowanie
            niektórych ludzi...
    • olamad Re: Niestawienie w sądzie i inne kłopoty... 17.10.04, 12:10
      Sprawa się wyjaśniła. Poprostu zadzwoniłam do Eksi, która mnie poinformowała,
      że rozprawa została odroczona, bo Sąd wiedział, nie wiem skąd, że M jest za
      granicą. Czyli nam sie upiekło!
      Ale miałam stresa przed tym telefonem..
      Pozdrawiam,
      • lara27 Re: Niestawienie w sądzie i inne kłopoty... 17.10.04, 18:16
        Cześć Olasmile
        Cieszę się że wszystko już ok.

        Pozdrawiam
        lara
    • lideczka_27 Re: Niestawienie w sądzie i inne kłopoty... 18.10.04, 02:14
      cholerka, spać nie mogę, a rano do pracki sad

      Dobrze, że Wam się już wyjaśniło. Mój M miał dwie sprawy o przejęcie opieki, z
      tym, że faktycznie jedną, bo eks się na pierwszą nie stawiła. Miała chyba
      zwolnienie lekarskie, więc nie poniosła konsekwencji. Myślę, że wyjazd
      służbowy, zwłaszcza poza granice kraju powinien być usprawiedliwiany
      bezproblemowo. Głowa do góry, nie musisz się martwić. Ale dobrze by było, gdyby
      sobie Twój M znalazł odpowiedzialnego i poważnego pełnomocnika, skoro nie może
      liczyć na brata.

      pozdrówka
      lidka
Pełna wersja