problemy i męskie odreagowywanie...

18.10.04, 09:00
W sumie boję się zacząć ten wątek... Sama przed sobą boję przyznać się do
problemów jakie zaczynają się w moim związku... Zapewne napiszecie, że to
jest początek końca, albo i koniec... Sama nie wiem... Boję się tego
wszystkiego... Przerasta mnie to...

Jakiś czas temu pisałam, że ex mojego M. chce zabrać dziecko za granicę. I
zabrała... Jakies 2 tygodnie temu, może ciut więcej, nie pamiętam dokładnie.

Problem w tym, że M. nie przyznaje się, że ma z tym problem, ale... widzę, że
wszystko jest nie tak... Wpadł w kompletny pracoholizm i w wolnych chwilach
zagląda do kieliszka... Ja wiem, że to nie jest najlepszy sposób na
odreagowanie, ale on chyba nie... Jedyne co mi powiedział jak to się zaczęło,
to to, że pogubił się w tym wszystkim, że jedno jest pewne i w to nie
powinnam nigdy wątpić, że bardzo mnie kocha i potrzebuje, ale chyba
potrzebuje czasu, żeby sobie to wszystko w głowie poukładać... Naczytałam się
Marsjan i Wenusjanek i wiem, że faceci muszą iść do jaskini, ale... martwi
mnie to wszystko... Kobiety jak są problemy muszą je obgadać, a faceci
zamykają się. Przynajmniej mój M. Mój... właściwie to nawet nie wiem czy
jeszcze mój... jestem załamana...
Nie wiem czy jego odsunięcie może być chwilowe, czy jednak to koniec??

Nie wiem czego od Was oczekuję...
Pocieszenia?? Pewnie też...
Zdrowej oceny?? Też pewnie...
Boję się poddać Waszej ocenie, bo wiem, że bywa surowa, ale chyba tego mi
potrzeba...

Pozdrawiam,
SmallM

P.S. A było tak pięknie sad
    • new_live Re: problemy i męskie odreagowywanie... 18.10.04, 09:07
      Nie umiem Cie pocieszyc.
      Alem moze zaciag swego M do psychoteraputy.
      On po pierwsze musi z kims porozmawiac i zdac sobie sprawe ze sobie z tumnie
      radzi.
      On wyrazil zgode na wyjazd czy zalatwila to sadwonie. Czy dziecko dzwoni??
      Nie wiesz jak radzi sobie z tym dziecko??
      Pewnie tez bardzo zle....
      • bejbiko Re: problemy i męskie odreagowywanie... 18.10.04, 09:33
        Myślisz, że problemem w tym wszystkim jest właśnie wyjazd dziecka? Czy to może
        nawarstwienie sytuacji.... a tak naprawdę problem Twojego M leży gdzieś
        indziej...? Tak naprawdę czasem ciężko dojść o co facetowi chodzi... Bo jeżeli
        to ma związek z dzieckiem to chyba powinnaś dać mu czas. Nie dotyczy to Ciebie
        i waszych wspólnych spraw. Może on to faktycznie przeżywa, a czasem najlepiej
        cierpi się w pojedynkę na pustym placu... i potrzeba ciszy. Wszystko wróci do
        normy, ważny jest czas....
        A jeżeli to nie chodzi tylko o dziecko? Może nie zauważyłaś czegoś.... może to
        dotyczy Was, Ciebie.... a wyjazd jest wykrętem.... może on analizuje Wasz
        związek... kto wie. W każdej z tych sytuacji powinnaś troszkę się odsunąć, bo
        jeśli sam nie wyciagnie ręki po pomoc to znaczy, że naprawdę jej nie
        potrzebuje. Tak jest ze mną. Ja wszystko tłamszę w sobie, czasem potrzebuję
        kilku dni na przemyślenia. Uciekam wtedy do mamy i wyłączam telefon. Nazywam to
        przestrzenią i nienawidzę kiedy ktoś mnie o coś pyta, stara się mi pomóc....
        kiedy mam kłopot z M to uciekam.... na kilka dni. I może to nie jest dobre to
        ja umiem tylko tak radzić sobie z problemami.... sama! Może Twój M również.
        Tylko czas pokaże o co chodziło. Ciężko oceniać czyjąś sytuację nie znająć jej
        i jej bohaterów.
        Trzymaj się!!!
        • new_live Re: problemy i męskie odreagowywanie... 18.10.04, 09:40
          Tylko, ze tenm facet w czasei tych przemyslen zagalda do kieliszak- i moze
          potem byz gorzej....
          • smallm Re: problemy i męskie odreagowywanie... 18.10.04, 09:45
            Właśnie to mnie marwi sad
            Rozmawiałam z nim o tym, on stwierdził, że panuje nad sytuacją, ale... w tych
            sprawach człowiek może nie wiedzieć przez jakiś czas, że już nie panuje sad
        • smallm Re: problemy i męskie odreagowywanie... 18.10.04, 09:59
          Wiesz... On z żoną nie jest praktycznie od 1,5 roku. Tylko na papierku. I
          wiedziałam od tym jeszcze zanim go poznałam, bo znałam jego rodzinę i
          przyjaciół zanim poznałam jego.

          Mam jednak wrażenie, że to, że 2 miesiące temu wyprowadzał się z dzieckiem z
          domu, w którym kiedyś mieszkał z żoną, to, że ona później mu to dziecko zabrała
          spowodowało, że dopiero do niego tak naprawdę ten koniec dotarł tak dobitnie...
          Poza tym, oprócz problemów rodzinnych ma inne problemy w pracy itd (nie będę
          dokładnie wnikała na forum). Sam jego brat stwierdził, że za dużo mu się na raz
          teraz naskładało, że on nawet nie wie czy by sobie z taką ilością i kalibrem
          problemów w ogóle poradził.

          Może to nie o nas chodzi, ale ja chyba mam tendencje do czarnowidztwa... I
          odbieram to tak, jakby właściwie on miał mnie dość. Brat M. stwierdził, że
          przesadzam, że wszystko będzie dobrze, tylko on musi się pozbierać, bo on
          (brat) ma wrażenie, że M. największy problem ostatnio to ma sam ze sobą, że się
          już pogubił. Sądzi jednak, że nie ma to nic wspólnego z nami.

          Może rzeczywiście powinnam dać mu czas (nie ma sprawy), ale nie wiem czy
          powinnam nie reagować na pewne zachowania. Np. wczoraj zadzwonił koło 18, że
          jedzie na 2-2,5 h do kumpla i, że później przyjedzie do mnie. Więcej się nawet
          nie odezwał... OK. Ma problemy, ale jeśli mamy być dalej razem i ja ze względu
          na problemy będę na takie zachowania pozwalała, to boję się, że nawet jak
          będzie później dobrze, to stanie się to jakąś normą...
          Nawet nie wiem jak mam się po wczorajszym zachować. Zadzwonić pierwsza nie
          zadzwonię. Ale jak z nim rozmawiać jak on zadzwoni?? Jakby się nic nie stało??
          Zrobić awanturę?? Sama już nie wiem. Na razie czuję złość, że w ogóle nie chce
          mi się z nim gadać. Niby pierdułka, ale świadczy o olewaniu pewnych spraw.
          Wstaję rano do pracy, to zamiast na niego czekać mogłam pójść wcześniej spać...
          Pewnie popił z kumplem i już nawet bał się odezwać...
          Boję się najbardziej tego, że picie zaczyna być od jakiś 2-3 tygodni jakąś
          normą... Jesteśmy razem 5,5 miesiąca. I przez prawie 5 miesięcy było naprawdę
          fajnie...

          Pozdrawiam.
      • smallm Re: problemy i męskie odreagowywanie... 18.10.04, 09:42
        > On wyrazil zgode na wyjazd czy zalatwila to sadwonie. Czy dziecko dzwoni??
        Zgodził się...
        Ale pod przymusem, bo miał już ustaloną sprawę w sądzie, adwokaci nie dawali i
        tak mu żadnych szans, więc w końcu zgodził się dobrowolnie. Tym bardziej, że
        była groźba, że jak będzie bardziej sie stawiał, to jeszcze ograniczą mu prawa
        rodzicielskie. Więc to nie była zdoga całkiem dobrowolna.

        Do dziecka on dzwoni. Mała skończy w grudniu 4 latka, więc sama nie bardzo
        jeszcze umie.

        Pozdrawiam
        • new_live Re: problemy i męskie odreagowywanie... 18.10.04, 09:48
          WIesz- wkurzylam sie. jak to mu ograniczy prawa??
          przeciez z tego co zrozumialam to on sam zajmowal sie dzieckiem p[rzez rok -
          czy jakis czs.. Jak to nie ma szans?? Przeciz to On byl z tym dzieckiem. Wybacz
          ale to dla mnie to najhbardziej przegrane jest dziecko.
          Przez rok mieszkalo z ojcem. on sie nim zajmowal - z nim mailo swoj dom,
          poczucie bezpieczenstwa. przyjezda matak i wywozi go - do innego kraju , innych
          realiow z ograniczonym kontaktem z ojcem. Przeciez to dziecko przzyje szok!!
          Kuder czy nik tnie mysla o tym dziecku , jego psychice i potrzebach ....
          • smallm Re: problemy i męskie odreagowywanie... 18.10.04, 10:04
            sad wiesz... sądy w moim mieście są niereformowalne i jeszcze nie doszła do nich
            kampania o poszanowanie praw ojca, a przede wszystkim dziecka... Rozmawialiśmy
            i z adwokatami od nas i nawet z sędzinami sądu rodzinnego. Matka paszport tak
            czy inaczej by dostała i tak czy inaczej dziecko dzięki temu by wywiozła. A on
            mógłby próbować ścigać ją za uprowadzenie, ale to mogłoby potrwać latami... M.
            się bał, że jak będzie robił większe problemy to mu tego dziecka więcej nie
            przywiezie. A tak to umówili się, że w grudniu ma ją przywieźć jemu na 2-3
            miesiące...

            Pozdrawiam.

            P.S. M. przede wszystkim załamał się po wizycie kuratora... Dziecko miało
            zrobione takie pranie mózgu i takich rzeczy nagadało kuratorowi, że głowa
            mała... A teraz siedzi tam w obcym kraju i mieszka z mamą, babcią i nowym
            arabskim tatusiem... Z tego co mówi M. to małej się tam podoba. Na razie jednak
            minęło mało czasu. Jeszcze może być pod wrażeniem nowości. Zobaczymy jak będzie
            jak dłużej tam posiedzi.
            • new_live Re: problemy i męskie odreagowywanie... 18.10.04, 10:09
              Nie rozumiem tego... i chyba nigdy nie zrozumniem. Sady nie maja byc ani pro
              ojcowiskie ani pro - matak. Nie maja bronic praw ani jedenj ani drugiej strony.
              ONE MAJA BRONIC PRAW DZIECKA.
              I zle sie dzieje gdy bronia praw mataki lub ojca..
              • smallm Re: problemy i męskie odreagowywanie... 18.10.04, 10:16
                New_live... Ja tez wielu rzeczy nie jestem w stanie zrozumiec. Np. tego
                dlaczego kurator przychodzi sprawdzac w domu, ktory razem zbudowali w jakich
                warunkach zyje dziecko z matka (ktora wyraznie napisala w pozwie, ze mieszka
                teraz za granica i, ze tam planuje pojechac z dzieckiem). Przeciez wyraznie
                sprawa miala sie toczyc nie o to jaki dom dziecko ma w Polsce... Kretyńskie to
                wszystko...
Pełna wersja