dziecko a rozwód

22.10.04, 15:59
raczej nie będzie mnie na forum do poniedziałku, nie będę komentować tego
wątku, ale o jego założeniu pomyślałam czytając wypowiedzi darci i innych
dziewczyn.

jak to już napisałam w wątku - chyba - kaliny, kilka dni temu usłyszałam jak
6-cio letnia Mała - bardzo łatwo nawiązująca kontakty - opowiada jakiemuś
obcemu chłopcu na placu zabaw:
- Tata z nami nie mieszka, bo zakochał się w innej pani i się wyprowadził, o
tam siedzi (tu padło moje imię).
zdaje sobię sprawę jak to "tata się zakochał w innej pani" brzmii dla
dorosłych trywialnie i żenująco. zakochał się teraz, zakocha się i potem
nieraz. takie hobby.
jednak w ustach małego dziecka ma to inny wydźwięk. nie wiem, czy ona uważa
to za naturalne pod słońcem i wyrośnie z niej libertyńska latawica,
rozbijająca swoje i cudze małżeństwa. albo chce się wyróżnić na tle innych
dzieci (w tym wieku?). szybciej chyba poukładała sobie w głowie sytuację na
swój sposób. czy to dobrze, czy źle?
nie uważam, że stanie się kobietą patrzącą z przymrużonym okiem na instytucję
małżeństwa, potencjalną rozwódką.

i nie dokonuję w tym wątku wybielania siebie ani swojego faceta bo to się
nigdy nie uda. chodzi mi o to, że na gruzach jednej rodziny da się czasami
uratować dusze i dzieciństwo dzieci - jeśli wszystkie strony (M, eks, next)
będą miały odrobinę dobrej woli.
    • nooleczka Re: dziecko a rozwód 22.10.04, 16:19
      lilith76 napisała:

      > nigdy nie uda. chodzi mi o to, że na gruzach jednej rodziny da się czasami
      > uratować dusze i dzieciństwo dzieci - jeśli wszystkie strony (M, eks, next)
      > będą miały odrobinę dobrej woli.
      >
      Myślę, że na ten temat powinny się wypowiedzieć dorosłe dzieci rozwiedzionych
      rodziców, a więc np. m-m-m, konkubinka czy cz.wrona. Bo kalina juz się
      wypowiedziała i z jej doświadczenia wynika że tak, da się.
    • bei Re: dziecko a rozwód 22.10.04, 17:03
      Moje dzieci mialy duuuuuużo czasu by popatrzeć na zwiazek ich rodziców swoimi
      oczami....byli już na tyle "dorośli", że latami patzrąc- ocenili sobie to
      sami....
      jak?
      to byłaby długa historia....
      ale były już dawno rozmowy- gdzie mówili- Mamo- dlaczego Ty sobie kogoś nie
      weźmiesz- przecież niejeden by Cie chcialsmile
      A małemu P...rodzice tłumaczyli to różnie....
      P usłyszał od Taty- że jest miłosć...i pomiędzy dwojgiem ludzi- gdy nie jest
      peilęgnowana- umiera...i tak sie stało ....
      i że jest miłosc- która nigdy nie umrze- to jest miosć Rodziców do Dzieci- oni
      zawsze będa je kochać, nawet jak nie będa mieszkac razem....
      Mama P powiedziała...że Tata źle zrozumial sytuację- myślał, że ona ma
      chłopaka, i sie obraził...i wóczas ona sie wyprowadziła...a ow chłopak- to
      tylko jej pomaga...
      P opowidał mi o tym- że cieżko mu było sobie wyobrazić- jak to będzie- gdy Mama
      i Tata będą mieszkać osobno....
      ale jemy się spodobało....
      tu i tu ma różne atrakcje....
      tu jest teraz więcej osób, jest weselej....FAJNIE T"U TERAZ JEST- tak
      powiedział...
      ja wiem, że mu szkoda, że Mama już tu nie mieszka....
      ale też widział- tak jak moje dzieci gdy były w jego wieku- że to nie była już
      ROdzina...tzn była- tylko chory model...
      to tak jak auto.....można je rozłożyc na drobne elementy...polożyć na kocu...to
      nadal jest samochód....tylko nie jeździ....
      Podobnie jest w rodzinach przed rozejsciem się....
      Dzieci- jeśli coś pamiętają...snują swoje oceny....
      mają też czas- by przyjrzeć sie rodzicom...jacy są osobno.....
      niekoniecznie wysłuchują tego- co im powiedzą inni obserwatorzy...
      Moja kol wyjechała z córkami do USA...tu został ich Tata...nie był dobrym
      mężem....ojcem tez nie za bardzo- raczej takim w porywachsmile
      Minęły lata...
      wczesniej mlodsza córka nie podchodziła nawet do tel...miala 6 lat gdy
      wyjechala....
      Dopiero gdy spotkała sie z nim w wakacje- gdy miala lat 18....zrodziły sie
      więzi...dopiero wówczas tata dorósł do kontaktu z córką....

      P....balam się...wpierw był zaborczy o czas- jaki zużywałam z jego Tatąsmile
      Ja też byłam zazdrosnasmile
      Ale to- że P taki był byl zasługą Pani Babci- która zwracala uwage P na takie
      sytuacje- pytała go- a jak pojechaliscie do miejscowosci A czy X- to czy Tata
      bawił sie z tobą cały czas?
      A tat sobie pojechal do tej B- a mógł spędzić weekend z tobą....mały sie bronił-
      nawet gniewnie odpowiadał, że tata spędza z nim cały swój czas, wszystkie
      weekendy- i to jest pierwszy- w który pojechał....
      DOROŚLI...niekoniecznie dorastają do sytuacjismile
      • olina2 Re: dziecko a rozwód 22.10.04, 19:04
        Moi rodzice rozwiedli się jak miałam 11 lat. Byłam najbardziej samotnym
        dzieckiem na świecie ( tak wtedy czułam). Nie rozumiałam dlaczego mój tata dla
        którego byłam księżniczką nie chce mnie widzieć. Była w tym także wina mojej
        mamy.Nienawidziłam drugiej żony ojca. Po kilku latach gdy mój ojciec zrobił już
        wszystko co mógł dla niej (kupił mieszkanie, meble, sprzęt itd) wyrzuciła go.
        Dla nas nie miał nawet na alimenty.Ożenił się jeszcze dwa razy. Z ostatnią jest
        od kilkunastu lat. Ja podświadomie czekałam na to, że powie do mnie córko.
        Akceptowałam jego żony, kochanki. Dopiero w wieku 40 lat udało mi się od niego
        uwolnić, od oczekiwania, że będzie wreszcie moim ojcem. Pomogła mi terapia,
        poznanie własnych pragnień i oczekiwań, to było bolesne ale wyzwalające
        doświadczenie. Mój ojciec miał szanse poznać moją córeczkę ( 10lat), mieszkamy
        w tym samym mieście. Przez 5 godzin wspólnego pobytu nie podszedł do niej ani
        razu. Po tygodniu dotarło do mnie, że to jest obcy facet, który mnie tylko
        zrobił.Napisałam do niego pożegnalny list, w którym napisałam jak za nim
        tęskniłam gdy byłam mała, jak się czułam gdy na ulicy udawał, że mnie nie widzi
        itd. Pierwszy raz w życiu byłam wstanie napisać o swoich uczuciach do niego.
        Jak go nienawidziłam później. I że żegnam się z nim, że jeżeli kiedyś będzie
        potrzebował pomocy to mu pomogę, ale nie dlatego , że jest moim ojcem lecz
        dlatego ,że pomogłabym każdemu innemu w miarę moich możliwości. Wysłałam
        poleconym. Poczułam po pewnym czasie ulgę, nie miałam już ojca. Nie czekałam na
        niego. Minęły następne dwa lata, on się już nigdy nie odezwał. Raz spotkałam go
        na parkingu, miał głupią minę a ja czułam, że to jakiś nieznany mi facet, był
        mi obojętny. To piękne uczucie nie czekać na cud. Pozdrawiam
    • derena33 Re: dziecko a rozwód 22.10.04, 19:24
      moj syn (wtedy kilkunastoletni)po odejsciu ojca powiedzial kiedys "ja nigdy nie
      bede mial dzieci, bo jestem podobny do taty"
      • olina2 Re: dziecko a rozwód 22.10.04, 23:01
        To bardzo smutne. Musiało go to bardzo zaboleć. Tak bardzo, że nie chciał tego
        bólu dla swoich dzieci.Pozdrawiam
    • lideczka_27 Re: dziecko a rozwód 22.10.04, 23:15
      Chcę powiedzieć jedno zdanie: nasza eks wspaniale przygotowała młodą do nowej
      sytuacji. Choć wyprowadziły się z dnia na dzień i dziecko było równie
      zaskoczone co M., matka zadbała, by ten mały człowiek mógł to wszystko ogarnąć.
      Podczas wyprowadzki eksi M zabrał małą na spacer - chciał jej oszczędzić
      widoku. Po powrocie rozpłakała się, gdy zobaczyła, że nie mam jej zabawek, ale
      oboje jej to wytłumaczyli nie obwiniając siebie nawzajem. To wiem z opowiadań
      M, natomiast na własne uszy słyszałam, bo mała mi "tłumaczyła", że "rodzice się
      rozstali (nie, że ktoś kogoś porzucił), bo nie mogli się zgodzić". To
      zaprocentowało w przyszłości, mała szybko się oswoiła z nową sytuacją i nie
      miała problemów z akceptacją partnerów swoich rodziców. Myślę, że mojego M
      bolało to niedopowiedzenie i pewnie miał ciągoty, by powiedzieć, że decyzja
      była matki, ale emocje powstrzymał na wodzy. Za moich czasów, po upływie
      miesięcy było już gorzej, bo eks zmieniła taktykę (gdy się pojawiłam sad Wtedy
      było już zaznaczone, że ojciec został porzucony (by zaznaczyć, że wzięłam sobie
      używany, niechciany i przeżuty ochłap). Nasze początki były obiecujące i mimo
      drobnych zgrzytów wszystko się układało. Później było już coraz gorzej, bo jak
      lilith piszesz - ta dobra wola MUSI wypływać z trzech stron - niech gdzieś
      zabraknie i wszystko bierze w łeb sad
      Co mogę jeszcze napisać... Nie wiem co wyniosły ze swojego domu dzieci Twojego
      męża, jakie relacje rodziców zapamiętały. Nasza pamięta kłótnie, ich krzyki,
      wyganianie do pokoju "ta rozmowa nie jest dla dzieci". Uwierzyła, gdy mama
      powiedziała, że nie mogli się zgodzić, bo to była prawda. A później bacznie
      obserwowała rodziców i ich partnerów. Mówiła, że mama z X się kochają, że tata
      mnie kocha, bo nikt się nie kłóci, a wszyscy przytulają i całują wink więc???
      Dzieci są bardzo mądre smile To wspaniali obserwatorzy - często to powtarzam.
      Chciałam jeszcze napisać o ważnej rzeczy: dzieci lepiej przyswajają do
      wiadomości wieść o rozwodzie, gdy w jego wyniku jak najmniej zmian zachodzi w
      ich dotychczasowym życiu. Głównie chodzi o KONTAKTY. I o tym wiedzą zwłaszcza
      dziewczyny samodzielne – ile jest problemów z dzieciaczkami, gdy okazuje się,
      że ojciec biorąc rozwód z matką, wziął go także z dzieckiem. Pomijam i nie
      wnikam w przyczyny, bo nie o tym wątek. Ale fakt, że dziecko nadal będzie miało
      koło siebie mamę i tatę, da mu przeświadczenie, że wzrasta w pewności o
      istnieniu obojga kochających go rodziców. Mam w domu decyzję, którą psycholog
      napisała badając relacje eksi, M i małej. Jest tam zdanie, że eksia
      stwierdziła, że po rozwodzie M stał się… lepszym ojcem! I ja doskonale wiem, co
      miała na myśli i przyznaję kobiecie rację. Z czego to wynika? Gdy mieszka się z
      dzieckiem, na wszystko jest czas. Nie przeczytasz bajki, bo jesteś
      rozdrażniony, chcesz odpocząć? Nic się nie stanie (o ile nie było to obiecane),
      przeczytasz jutro. Byłeś bardzo zmęczony po pracy i nie pobawiłeś się z
      dzieckiem? Nadrobicie jutro. A po rozwodzie nie ma JUTRO. Masz wyznaczone dni,
      godziny i to jest jak mocna kawa, koncentrat – więc paradoksalnie mając dla
      dziecka mniej czasu, więcej mu go poświęcasz. Bo jak już jest ten dzień, to
      jest to dzień DZIECKA i nie ma mowy o kanapie, drzemce, gazecie itd. (piszę
      cały czas o moim M, za innych nie biorę odpowiedzialności wink Wspominam i wiem,
      że tak było, porównuję i widzę, że mój mąż znów na spokojnie, bo MA CZAS smile
      Zresztą… Teraz to w ogóle nie ma o czym gadać, bo zarzyna nam się w pracy, co
      ostatnio wpędza mnie do grobu sad
      Wspominałam tu, na forum o bójce partnerów eksi. Sprawa była dość osobliwa...
      Otóż następny nekst eksi nastał z dnia na dzień - romansowała z nim będąc z
      pierwszym. I gdy ten pierwszy zjawił się, to drugi go do domu nie wpuścił.
      Wywiązała się bójka, przy małej. Pisałam, że była zastraszona, ojcu miała nie
      mówić. Ale powiedz naszej małej "tylko nie mów". Masz jak w banku, że pół
      miasta się dowie wink No i podczas spaceru mała mówi "a wiesz tato? Mama już nie
      kocha Ryśka, teraz kocha Mietka". Jako, że my stare ludzie, to nas zamurowało.
      Jak to? Zwyczajnie: "mama mi powiedziała". Ot tak - to było wyjaśnienie zajścia
      dziecku i ono to przyjęło bez problemu! Przeczytaj to zdanie, jak to brzmi.
      Okropnie, nie? Ale dla małej było OCZYWISTE, nie wiem, może uznała, że jak raz
      do rozwodu dojdzie, to zmiany stają się normą? M się zwiesił, wkurzył bo jakie
      będzie miało pojęcie o miłości to dziecko, skoro dziś ten, jutro tamten… Ale
      powiedziałam: na razie nie tłumacz, pokazuj, ucz miłości, po prostu. I o ile
      młoda dobrze zniosła rotacje w życiu mamy (co nie znaczy, że nie tęskniła za
      pierwszym, bo tęskniła – do tej pory go wspomina), o tyle nie chciała o tym
      słyszeć u ojca. Nawet w żartach. Kiedyś była u nas, przekomarzamy się z M i
      mówię "poszukaj sobie dziewczyny, co ci skarpetki lepiej zaceruje". A ta w
      płacz. Myślałam, że sobie coś zrobiła a mała z tekstem, żebym nie zostawiała
      taty jak mama, bo ona innej cioci nie chce.

      Na koniec podzielę się historią naszego poznania się z M. Z prawdą nie ma wiele
      wspólnego, znam ją z relacji... przedszkolanek smile)) "Tata szedł po dworcu
      pociągowym i był bardzo smutny. Był smutny, bo moja mama go zostawiła i był
      samotny, miał tylko mnie na spacery a obiady gotowała mu babcia. I zobaczył
      piękną kobietę co na pociąg czekała. On się do niej uśmiechnął, ona do niego,
      potem się bardzo zakochali no i pocałowali. I poszli na pizzę do
      restauracji" wink))

      Prawda, że boskie? W życiu nie przeżyłam niczego bardziej romantycznego smile

      pozdrówki
      lidka
      • chalsia Re: dziecko a rozwód 23.10.04, 15:29
        > napisała badając relacje eksi, M i małej. Jest tam zdanie, że eksia
        > stwierdziła, że po rozwodzie M stał się… lepszym ojcem! I ja doskonale wi
        > em, co
        > miała na myśli i przyznaję kobiecie rację. Z czego to wynika? Gdy mieszka się
        z
        >
        > dzieckiem, na wszystko jest czas. Nie przeczytasz bajki, bo jesteś
        > rozdrażniony, chcesz odpocząć? Nic się nie stanie (o ile nie było to
        obiecane),
        >
        > przeczytasz jutro. Byłeś bardzo zmęczony po pracy i nie pobawiłeś się z
        > dzieckiem? Nadrobicie jutro. A po rozwodzie nie ma JUTRO. Masz wyznaczone
        dni,
        > godziny i to jest jak mocna kawa, koncentrat – więc paradoksalnie mając d
        > la
        > dziecka mniej czasu, więcej mu go poświęcasz. Bo jak już jest ten dzień, to
        > jest to dzień DZIECKA i nie ma mowy o kanapie, drzemce, gazecie itd. (piszę
        > cały czas o moim M, za innych nie biorę odpowiedzialności wink

        Ja to już dawno napisałam na samomamie - mój eks stał się lepszym ojcem od
        momentu jak odszedł.
        Dokładnie z tych powodów, które Lideczko, wymieniłaś.
        Aczkolwiek uległo to pogorszeniu odkąd ma drugie dziecko. Niemniej przez dwie i
        pól godziny w tygodniu - dodam, że tylko podczas wizyt u mnie w domu (bo na
        więcej ojca nie stać czasowo SIC!, mimo, że ja i sąd "gwarantujemy" dwa razy
        więcej) synek ma go WYŁĄCZNIE dla siebie. JAk mały jest u ojca, to niestety
        ojciec więcej czasu chyba jednak poświęca rocznej córce.

        Chalsia
    • lara27 Re: dziecko a rozwód 23.10.04, 00:52
      Tak się smutno zrobiło... Więc napiszę coś co mnie bardzo rozbawiło.
      Mały nocował u nas. Rankiem ledwo otworzyliśmy oczy a tu już dzwonek do drzwi.
      Mały jak zawsze zerwał się do drzwi aby otworzyć. Naciągnęłam mój szlafroczek i
      wyszłam za nim. To był listonosz z poleconym - Dzień dobry jest mama? -
      usłyszłam pytanie do małego. Doszłam już do drzwi. Mały odpowiedział że nie,
      więc listonosz spytał żartobliwie z niedowierzaniem - A kto stoi za Tobą? -
      Mały z uśmiechem na ustach odpowiedział - Nie to nie mamusia, proszę Pana to
      przyjaciółka mojego tatusia (nie byliśmy jeszcze po ślubie). Mało co nie
      parsknęłam śmiechem. Jego wyraz twarzy wskazywał tylko na jedną myśl - biedne
      dziecko, ojciec pewnie sprowadza sobie dziewczyny na noc a dla dziecka to już
      normalka.

      Pozdrawiam i ściskamsmile
      lara
      • gosza26 Re: dziecko a rozwód 23.10.04, 12:41
        moje doświadczenia pasuja na ten watek w 50%, ale jak sie tak głębiej
        zastanowic to bardzo sie zazebiaja...

        ja nie wiedziałam co to rozwód do 23 roku życia(serio!!). podczas naszej
        pierwszej rozmowy z M. wygłosiłam taka mowe, że M. przez długie miesiące nie
        podjął tego tematu(byłam wtedy opiekunką Małego)..jak łatwo sie domysleć nie
        spotałam sie z tym ,,zjawiskiem,, w domu rodzinnym, ani wsród znajomych...w tym
        co mówiłam brak było hipokryzji, bo naprawde wierzyłąm w trwałość małzenstwa( w
        tym równiez z powodów religijnych)...wiem jak że to naiwnie brzmi ale tak
        było...

        czy w mioch poglaach wiele sie zmieniło? napewno tak..ale w jednym chciałabym
        M. utwierdzić, (co czasami wydaje mi sie to bardzo trudne), że nalezy podjąć
        wiele wysiłku w to żeby dom był ostoją bezpieczeństwa(tzn nauczyc go zasad, że
        nawet jeśli dzieją sie rózne dziwne rzeczy dookoła to on ma miec zasady)....jak
        to sie ma do mnie i tego co w ciagu trzech lat wywróciło moje życie do góry
        nogami....staram sie M. stworzyć ,,normalność,,, choc dzieki ,,miłym,, ludziom
        nie jest to wcale łatwe...zaczełąm od wprowadzenia rutyny i powtarzalności
        pewnych stytuacji, a czas pokaże czy da to efekty..

        może moje poglądy są z poprzedniej epoki do tego stopnia, że M. nie mógł
        napoczątku naszej znajomości uwierzyć ,że tacy ludzie są na świecie(oczywiście
        przy dużym uogólnieniu)...

        a jak sie to do eks i jej środowiska(tu sie przyznaje że w tym temacie daleko
        mi do poziomu który uważam za przyzwoity)....poprostu M. nie ma z nimi kontaktu
        od 2 lat...

        p.s apelacja lezy w sądzie wiec pewnie jeszce nie raz nie zachowam bardzo nie
        elegancko...
        • nooleczka Re: dziecko a rozwód 24.10.04, 02:24
          To ja może się wtrącę tak pół zartem, pół serio.

          Mój mały nie przeżył żadnej traumy rozwodowej, bo był wtedy bardzo malutki i
          nic z tego nie pamięta, co mnie cieszy niezwykle i to był również jeden z
          powodów dla których rozwiodłam sie tak wczesnie.

          Ale ostatnio mi oświadczył: "mamo a ja to się nigdy nie zakocham".
          "Dlaczego????" pytam zaskoczona. (bo we "wzorzec meski" jestem przecież
          zaopatrzona, hihi, i mały widzi że związek dwojga ludzi może byc całkiem fajny)
          "A dlatego że trzeba się będzie całowac, a to jest takie fuuuuuuuuuj"

          smile))
Pełna wersja