Odmawianie dzieciom

26.10.04, 08:44
Czytałyście artykuł w ostatnim Newsweeku? Zwraca uwagę na problem totalnego
rozpieszczania dzieci, nie odmawiania niczego, zasypywania zabawkami. W
efekcie dzieciaki w wieku 18 miesięcy rozpoznają logo ulubionego batonika, a
troszkę później rozpoznają już bodajże 200 marek produktów!
Opisywane są tak metody działania na rodziców, żeby kupili słodycze, zabawki,
ciuchy - wstrząsnął mną przykład syna Kościkiewicza z DeMono, który nadgryza
batoniki w sklepie, wiedząc, że ojciec kupi! Szok...
Obawiam się, że też nie będę potrafiła odmawiać. Trzeba być mega odpornym,
żeby nie ulec proszącym spojrzeniom i trzęsącej się bródce. Ale wynika z
tego, że trzeba odmawiać dla dobra dzieci. Podobno ma to wpływ na ich
późniejsze życie i na nieumiejętność radzenia sobie z porażkami.
    • gosza26 Re: Odmawianie dzieciom 26.10.04, 09:21
      i pomyśleć że ja sie uwążałąm za wredną mamo-macoche(to relacje z jednym
      dzieckie), bo większość propozycji dla (i) Młodego byłam na nie. Teraz tez
      jestesmy w kolejnym okresie kwarantanny od komputera dopóki nie poprawi ocen..
    • wipsania Re: Odmawianie dzieciom 26.10.04, 10:50
      Nie znoszę lizaków! To znaczy nie mam nic do ich smaku - chodzi o zasadę
      działania. Dziecko trzyma toto w dziobie kilka dobrych minut i moim oraz
      znanych mi dentystów zdaniem jest to zabójcze dla szkliwa.
      Moja córka uważała i nadal zresztą uważa się za poszkodowaną, bo nigdy nie
      kupowałam ani nie pozwalałam kupować lizaków. Jest już w wielu gimnazjalnym a
      na palcach jednej ręki chyba można policzyć lizaki, które w swoim życiu spożyła
      (na dzień dziecka w przedszkolu, na wycieczce, u koleżanki mama poczęstowała).
      Między innymi dlatego (stosowałam również od niemowlęctwa herbatki bez cukru,
      później mleko np. z inką bez cukru) nigdy nie miała najmniejszych "ubytków" w
      zębach.
      A może to u niej genetyczne - te silne zęby? Kto wie... Natomiast ja z
      podniesionym czołem tłumaczę jej, że tylko dzięki mądrej matce, co o lizakach
      słyszeć nie chce.
      Z chipsami już nie poszło tak dobrze. Ale i tak zgodziłam się tylko na jeden
      raz w tygodniu, chociaż wyrodna matka ze mnie bo inni kupują sobie w szkole
      częściej.
      Najgorzej jest z ubraniami. Marzyłyby mi się mundurki szkolne, bo co chwilę
      słyszę, jakie to inne dziewczyny mają świetne markowe ciuchy. Mimo że nie
      borykam się z brakiem pieniędzy (co nie znaczy, że mam je w nadmiarze), nie
      chcę płacić za dżinsy ponad 100 zł, kiedy posłużą czasem tylko pół roku, bo
      zaraz wyrośnie.
      Wynika z tego, że czasem umiem, ale częściej nie. Ale zawsze można póbować
      dochodzić do ideału.
      W
    • madalenka25 Re: Odmawianie dzieciom 26.10.04, 10:54
      ja uważam że trzeba byc tylko konsekwentnym i zawsze dotrzymywac słowa to się
      nauczą
      Młoda wie że jesli jej powiem, że w tym miesiący nie bo są inne wydatki ale w
      następnym tak - to jest spokój a ja pamietam, że jej obiecałam i czasem cos
      wypadnie, że nie mogę to nie odkładam tego tylko rezygnuje z czegos innego a
      jej kupie. Z ojcem ma inną relacje, czasem teściowa wyjeżdzała z tekstem " co
      nie cieszysz się bo tata ci obiecał cos tak kupic - młoda zazwyczaj odpowiadała
      jak będe miała to w ręku to się będę cieszyła teraz to tylko gadanie"

      z jednym tylko ciągle walcze i tu brak mi juz sił - z porządkiem w pokoju,
      niepomagają kary, krzyki - nic - jest odporna. A jak jest z moja mamą to
      błyszczy, że aż miło, sama wszystko robi, wszystko kładzie na miejsce - Anioł
      nie dziecko.
      • wipsania Re: Odmawianie dzieciom 26.10.04, 11:20
        Oj tak - z tym porządkiem też problem. Obiecuje, że już zaraz.. jutro... a
        potem siedzi na gg i zapomina. Co jakiś czas wpadam w szał (wiem, nie powinnam
        i wstydzę się tego) i robię "kipisz", to znaczy wszystkie ubrania zalegające na
        poręczy łóżka, krześle, fotelu itd ciskam na środek pokoju. Wtedy już musi
        posprzątać, bo przyjdzie pies, położy się na tym i zaraz wygryzie w czymś
        zgrabną dziurkę.
        A właśnie - pies. Tu też staram się być konsekwentna, bo zgodziłam się pod
        warunkiem, że wyprowadzi rano, przed pójściem do szkoły. I po południu też,
        chyba że jakieś zajęcia wypadną (a raczej wpadną). Czasami próbowała się
        wymigać, ale nie ustępowałam i teraz już wychodzi bez szemrania
    • judytak Re: Odmawianie dzieciom 26.10.04, 11:15
      zapewniam, że jeśli sama postępujesz logicznie i konsekwentnie, czyli "zakupy
      impulsowe", jakie robisz dla siebie, należą do rzadkości, dziecku powiesz, po
      co idziecie do sklepu, co kupicie, a czego nie, dasz dziecku jakąś tam swobodę
      ("kupię ci jednego batonika, możesz wybrać, który"),

      to nie będzie żadnej "trzęsiącej się bródki i błagalnego spojrzenia", i nie
      będzie co odmawiać na siłe :o)

      a za nadgryzany przez dziecko w sklepie baton pewnie że bym zapłaciła w kasie,
      potem demonstracyjnie wywaliłabym do pierwszego kosza na śmieci :o)
      ale to czysta teoria, po prostu nie jest możliwe, żeby moje dziecko coś takiego
      spróbowało...

      pozdrawiam
      Judyta
    • m-m-m Re: Odmawianie dzieciom 26.10.04, 11:34
      Sprawa odmawiania wymaga konsekwencji. Tylko jak zachować konsekwencję, gdy ja
      + M. odmawiamy pasierbowi np. kolejnej czekoladki, a wyciąga on pieniądze od
      babci i ...sobie ja kupuje? Babacia się zapiera, że dała pieniądze młodemu,
      ale, nie aż tyle i nie tak często wink Matka pasierba też próbuje go kupić, bo o
      ile alimenty i komornika traktuje jako zło konieczne, rodzaj "kary" dla siebie,
      to młodemu kupuje czasem spodnie lub kurtkę "markowe". I nie byłoby o to
      pretensji, tyle, że potem pasierb próbuje na nas wymusić kolejne części
      garderoby też "markowe". I tu następuje spięcie, bo M. mu tłumaczy, że decyduje
      ten , kto płaci, a nie on jako biorca. Pasierb tego nie chce przyjąć do wiedzy
      i...buty dalej ma stare, ale "markowe", aż znowu babcia lub matka nie ulegną
      jego żądaniom.
    • lilith76 Re: Odmawianie dzieciom 26.10.04, 14:47
      jak wspomniały wyżej dziewczyny wszelka konsekwencja na nic jeśli dzieciak
      dostanie się w szpony kochającej babci smile, czy chcących dobrze znajomych.
      przypominają mi się trzy scenki:

      1. babcia kupująca batonika i wciskająca go do buzi pięciomiesięcznej
      wnuczce... (ten dzieciak nawet pewnie jeszcze zupek warzywnych nie spróbował!).
      2. w autobusie - dziecko ledwo siedzące w wózku, na oko 7-8 miesięcy,
      obżerające się chipsami.
      3. impreza u mojej przyjaciółki - jej dwuletnia córeczka nie mogła jeść
      chipsów, stała przy stole łakomie i smutno patrząc na nie, ale karnie nie
      wyciągała ręki; za to nasza wspólna koleżanka gadała do dzieciaka przez pół
      wieczoru - no spróbuj, ciocia ci pozwala, no spróbuj; przyjaciółka uprzejmie
      milczała, choć ja bym pewnie nie wytrzymała.

      też mi się wydaje, że będę potrafiła być konsekwentna, twarda, asertywna w
      stosunku do rodziny i znajomych. chciałabym żeby moje dziecko zaczęło jeść
      chipsy i słodycze najpóźniej jak się da. ale natrudniej jest świecić własnym
      przykładem - skoro dziecko ma nie jadać zbyt dużo słodyczy, śmieci
      kalorycznych, to mama nie może się tym objadać na jego oczach. i to będzie
      bolesne smile))

      co do przykładu z synem Kościkiewicza - jak judyta zapłaciłabym i wywaliła
      baton do kosza.
      czasami mi się wydaje, że będę treserem a nie matką, ale cholera wie jaką
      uległą mamusię zrobi ze mnie instynkt macierzyński.
      • wipsania Re: Odmawianie dzieciom 26.10.04, 16:02
        lilith76 napisała:
        skoro dziecko ma nie jadać zbyt dużo słodyczy, śmieci
        > kalorycznych, to mama nie może się tym objadać na jego oczach. i to będzie
        > bolesne smile))
        Wiesz, ja akurat tego nie przerabiałam, bo nie przepadam za słodyczami, ale
        znajoma rozwiązała problem tak - jako że mała wyciągała łapki, kiedy tylko ktoś
        ruszał ustami, smakołyki zjadali, kiedy położyli ją spać.
        A z babciami jest ciężko - ileż razy tłumaczyłam teściowej, że jak chce coś
        dziecku przynieść, to niech kupi owoce. I nic - jak grochem o ścianę. Babcia
        wparowuje z kolejną czekoladą, która na dodatek wcale nie była takim łakomym
        kąskiem dla naszej latorośli. A jak jeszcze na dodatek było to w lecie, to
        babcia się dziwiła, że jej "rozmiękło".
        I tak do następnego razu....
        • nooleczka Re: Odmawianie dzieciom 26.10.04, 16:10
          A ja jestem okropnym łasuchem, okropnym.
          W związku z czym praktycznie zawsze w sklepie jak jestem z małym, to łatwo
          mozna mnie złamać smile Mały mnie pyta, czy kupię "coś na drogę", zwykle się
          zgadzam (no chyba że zaraz ma być obiad, wtedy nie), kupuję dużego batona i
          obydwoje pochłaniamy go na pół.
          I specjalnie nie widzę jakiegoś zastraszającego społecznie problemu w tym że
          dziecku kupię słodycza.

          pozdrawiam
    • lideczka_27 Re: Odmawianie dzieciom 26.10.04, 16:21
      No to ja mogę powiedzieć z ręką na sercu, że i ja i M. jesteśmy
      takimi "treserami" wink)). Zwalczyliśmy u młodej próchnicę, nadwagę i żywimy ją
      rozsądnie. Mała jest wielkim łakomczuchem, wychowanym na nutelli i
      słodkościach, które szykowała babcia. Gdy na początku M tłumaczył, że nie wolno
      tak się objadać, to cwaniara powoływała się na geny i brała na litość, że to
      nie jej wina, bo „ma to po mamie” wink)) Nie ma mowy o naciąganiu w sklepie - to
      nie do pomyślenia, po prostu. Czasem mała zapyta o coś, ale rzadko. W życiu nie
      wsadziła mi czegoś do koszyka, nie truła, nie płakała, nie tupała. Wie, że
      ojciec wtedy by jej tupnął... wink Czuje przed nami respekt i wie, że słowo jest
      wiele warte - jeśli M powie TAK, to będzie tak, chyba, że przeszkodziłoby
      trzęsienie ziemi wink A jak NIE, to nie ma zmiłuj... Mój M ma fazę na
      konserwanty, nim coś kupi - studiuje skład. Gumy dziecko nie żuje - bo aspartam
      itd. wink Mała jest bardzo posłuszna, my konsekwentni i to chyba zapewnia sukces
      na tym polu. Dodam, że młoda dokładnie zna pory, w jakich może zjeść coś
      słodkiego, zna zasady - np. nie dostanie nic słodkiego, jeśli nie zjadła obiadu
      itd. Często na pytanie "mamo, mogę dostać coś słodkiego?" odpowiadam "a nie
      masz ochoty na jabłuszko lub banana?".
      I tak na koniec - wszystko pięknie, ale tylko z nami. Babcia kupuje jej
      wszystko, czego mała sobie zażyczy. Mimo wielokrotnych próśb ze strony M babcia
      małej „wynagradza, osładza jej los”. Problem dopiero zmalał, gdy mała po raz
      trzeci po powrocie od babci zwymiotowała z przejedzenia (babcia pasie ją na
      zapas) – gdy zagroził, że nie będzie tam puszczać dziecka – młoda dostaje
      jogurty i owoce. Ale czy na pewno? sad((

      pozdrawiam
      lidka
Pełna wersja