No to zbieram "kwity"...

01.11.04, 14:16
Chcemy obnizyc alimenty (nie stac nas juz na takie jak dotychczas - bardzo
slone, zwlaszcza, ze ja nie bede miala dochodow po macierzynskim, dziecko
trzeba wyposazyc itd.). Po rozmowie z adwokatem dostalismy instrukcje:
rachunki zbierac za wszystko. Za kazde spiochy, kazda pieluszke, kazda wizyte
lekarska. I zarzucic rachunkami te druga strone. Wiecie co, brzydzi mnie to.
M. rozmawial ze swoja Ex i ona oczywiscie na dobrowolna obnizke sie nie
zgodzila (niedawno zreszta przegrala z kretesem sprawe o podwyzszenie). Jakos
w ogole nie dociera do tej kobiety, ze moj maz bedzie mial takie same
obowiazki wobec naszego dziecka jak do jej dzieci i musi im zapewnic rowny
standard. Uwaza, ze jej sie po prostu wszystko nalezy, doszlo do sytuacji, w
ktorej przy dobrych zarobkach meza my zyjemy duzo skromniej niz jego
poprzednia rodzina. No wiec koniec dobrej woli, negocjacji i prosb o rozsadek
(mowimy tu o nie tak wielkiej obnizce alimentow obecnie bedacych w kwocie
znacznie przekraczajacej dochod niejednej czteroosobowej rodziny). Idziemy na
wojne. I bedziemy bezwgledni. Ale brzydzi mnie, ze musze sie do tego posuwac,
ze Ex w ogole nie mysli w kategoriach zdrowego rozsadku. A potem to babsko
jeszcze sie bedzie skarzyc, ze takie biedne i pokrzywdzone, wlaczy sie
schemacik typu "porzucona zona przymierajaca glodem", chociaz nie ma on tu
zadnego zastosowania, pare osob poprawi sobie samopoczucie grajac role
biednych ofiar i wspolczujacych towarzyszek niedoli... po prostu niedobrze mi
sie robi.
    • chalsia Re: No to zbieram "kwity"... 01.11.04, 15:14
      No to teraz już wiesz jak się czuje przeciętna samodzielna matka zmuszona
      walczyć o alimenty, bo eks jej propozycje określa jako "z byka spadłaś?".
      A w większości przypadków nie chodzi o kokosy ale 300 - 500 zł alimentów.
      I taka matka, tak jak Ty teraz, musi zbierać rachunki za byle g.....

      Pozdrawiam,
      Chalsia

      PS. a potem jeszcze na sali sądowej Wysoki Sąd (tfuuuu) (i jeszcze w dodatku
      kobieta) mówi matce, ze przecież to niemożliwe by dziecko wypijało dziennie 2
      butelki soczku typu np. Kubuś, albo potrzebowało 4 nowych par butów w ciągu
      roku. Wszystko przed Wami sad(
      • emiczek Re: No to zbieram "kwity"... 04.11.04, 23:25
        sad przykro mi. ja nawet nie rozmiawiam o tym. chce zeby tamto dziecko mialo jak
        najlepiej. takze finansowo
    • bei zawsze będą dwie strony...... 01.11.04, 16:58
      mój eks nie płaci mi grosza od 12 lat....wcześniej do wspołnego też niewiele
      dokładałsmile- dwóch chlopców- teraz jeden- student usamodzilnil się...drugi -
      gimnazjalista....płacę wysokie rachunki- za tel, by pogadal z tatusiem....woze
      go co miesiać 1300km w obie strony- by mieli kontaktsmile

      a druga strona to nasz Eksia....P jest z nami 3/4 miesiaca.....wysokie czesne
      za szkołę...ubranka...wszystkie wydatki ekstra...opieka medyczna...i wysokaśne
      alimenty....Adwokat złapał sie za głowę- i zapytał ojca- profesora prawa- "tato-
      czy ja kiedykolwiek kosztowałem Cie w jakimś miesiącu choćby 2000pln?- jakie
      alimenty pan płaci- nie musi pan żadnych....
      a my- nie jestesmy tacy...TACY- aby jej uciać wszystko- tylko tez mój A
      chcialaby - by było chociaż odrobinę sprawiedliwie.....nie zostaje nam
      wiele...ale to moja głupia ambicja- że jego dziecko- nie moze stracić na tym-
      że on jest ze mną.....

      No cóż...eksia- powiedziła- daj mi jeszcze 300 000 i podpiszę Ci wszystko (
      nawet oddałaby- sprzedała?????????? P)
      Przeciez ona wie- że nie utrudnialibyśmy kontaktu z P z Mamą....a
      tak.....przeciez ona jest dobrą Mamą...ale teraz P- to jej źródło utrzymania....
      gdyby miała dołożyć z tych wysokich alimentów do czesnego- to od razu
      powiedziała- że jej nie zalezy na dobrej szkole..moze chodzic do pierwszej
      lepszej- a ona chce sobie odłożyc....
      trudno nawet mieć do dziewczyny pretensje- przecież jak sie daje....
      to sie korzysta....tylko głupia by nie korzystała....
      pewnie ta sytuacja jest specyficzna.....
      bo tak....to wiem....w jakich warunkach żyją Mamy z dziecmy- te samotne....
      sama byłam taka wiele, wiele lat....
      nie mialam sił- aby walczyć o pieniądze dla dzieci- Bei- głupia mimoza....
      wiem też- jak to jest i teraz- CIĘŻKO........na ciazę całe szczescie nie
      musiałam sobie kupić żadnego ciuszka....dla maluszka który przyjdzie na świat-
      kupuję najtansze...co nie oznacza- że nie są ładne- czy złe gatunkowo....J
      rosnie- P rosnie...J całe szczęście nie niszczy ubran ani butów- nosi- dopoki
      nie wyrosnie- później sie ktoś pocieszy...P to żywa naturka...kochany żywy
      dzieciak....więc oprócz tego- że wyrasta...to jeszcze garderoba musi być
      uzupelniana z innych powodów....
      Dwie strony....dwa światy.....mozna wspólczuc obu stronomsmile
    • m-m-m Re: No to zbieram "kwity"... 02.11.04, 17:14
      Tak, z włsnego podwórka wiem, że takie kwity są niezwykle potrzebne. jest to
      moze uciązliwe, ale my zbieramy wszystkie, na koniec miesiaca ja je
      segreguję ,na każdy miesiąc mam osobno, + M. na każdą rozprawę ma przygotowony
      wydruk z excela, gdzie ema wszystkie wydatki szczegółowo rozpisane. Z reguły
      sąd jest na tyle zaskoczony, że nie analizuje tej tabeli, ale wrażenie ona robi.
      Ex wścieka się, ale alimenty ma zawsze podwyższone.
    • lideczka_27 Re: No to zbieram "kwity"... 02.11.04, 22:17
      My mieliśmy sprawę o podwyższenie. To upokarzające, naprawdę. M kazał mi
      obliczyć małego. Policzyłam: mleko, pieluchy, kosmetyki, leki, ubranka.
      Wszystko uczciwie, zgodnie z prawdą, niczego nie zawyżałam, a w takich
      przypadkach przecież spokojnie można naciągnąć i się nie wyda (np. moje dziecko
      ma uczulenie na tanie jednorazówki – znam takie dziecko - i może używać jedynie
      pampersów, nie pije Bebiko bo ulewa, a może tylko bodaj trzy razy droższy
      Bebilon itd., rodzina nie zaopatrzyła mnie w ciuszki, wszystkie muszę kupować
      sama itd. – kto mi to udowodni???). Gdy doszło do wyliczania ile prądu przypada
      na moje dziecko, jaka część czynszu, ile wody itd. to się rozbeczałam.
      Powiedziałam, że to dla mnie chore, bo te koszta ponosiłabym niezależnie od
      tego czy dziecko mam czy nie (prócz wody). I nie zrobiłam tych obliczeń. M w
      sądzie to też powiedział, że dziecku wody i dachu nad głową już nie policzył.
      Uważam, że te obliczenia powinny służyć temu, by druga, mająca pomagać
      finansowo strona (która z racji osobnego mieszkania nie jest do końca
      zorientowana w realiach) miała pewien obraz potrzeb. Nie ma w tym więc z
      założenia nic złego. Ale gdy dochodzi do sytuacji, że liczysz czynsz, prąd, by
      Ci to pomogło wyrwać jeszcze parę groszy (jak muszą niektóre samodzielne) lub
      pomogło się obronić przed wyrwaniem kasy (jak niektóre macochy) to już jest
      dramat. Pamiętam, że proszek do prania podzieliłam na ilość prań, jakie robię w
      miesiącu i na miarki - już złośliwie, z premedytacją, jako wyraz jakiegoś buntu
      na taką głupotę, bo uważam, że tego rodzaju obliczenia są upokarzające. A jak
      starszemu dziecku obliczyć plasterki wędliny, torebki herbaty, ilość spuszczeń
      wody w toalecie? Np. moja młoda pije trzy razy tyle co rówieśnicy. Są to różne
      napoje, czasem po prostu woda, ale czy sąd by uwierzył, gdybym napisała ile to
      wynosi? Sprawę oddalono z powodu dużego zaangażowania M w wychowanie, częste
      kontakty oraz ponoszenie dużych (większych niż alimenty) miesięcznych ekstrasów
      (właściwie nie były to ekstrasy w potocznym znaczeniu lecz zwykłe potrzeby
      małej, matka elementarnych nie zaspokajała). Oprócz rachunków za ubrania,
      opiekę medyczną itd. miał też dowody na kłamstwa zawarte we wniosku (a więc gdy
      koszt przedszkola opiewał wg eks na sumę wyższą niż on (!) płacił o 150 zł, to
      M przyniósł wydruk wszystkich miesięcy razem z kwitami – także dodatki, które
      płacił – teatrzyki, sryki, angielski, korekcyjna, PZU, komitet rodzicielski
      itd.). Ponadto sąd w tym konkretnym przypadku orzekł, że koszta utrzymania
      winny być rozłożone po połowie. Eksia nie przygotowała listy z obliczeniami,
      jej wniosek składał się z kilku zdań, gdzie ogólnie ujęła temat. Na sprawie
      powiedziała, że nie zrobiła tego, bo koleżanki powiedziały jej, że sąd ZAWSZE
      zwiększa alimenty, tyle, że niekoniecznie aż o tyle co się chce, więc zawyżyła,
      ale nie widziała sensu by wyszczególniać, bo czuła, że jako samotna matka jej
      się po prostu należy. Mogłaby, ale nie wiem na ile by to jej pomogło, bo M
      wyszczególnił młodą i zdaje się, że był bardziej zorientowany w miesięcznych na
      nią wydatkach niż matka.

      Nie zazdraszczam i cieszę się, że mamy już to za sobą. Oby na zawsze wink

      Pozdrawiam
      lidka
      • chalsia Re: No to zbieram "kwity"... 02.11.04, 23:19
        Ja wiem, ze to dyskusyjne, ale cóż - na prąd np. wydaję sporo więcej bo mając
        dziecko utrzymuję w domu wyższą temperaturę niż w czasach "przed" jak i np.
        palenie lampki nocnej przez 365 nocy w roku też stanowi już całkiem pokaźny
        użytek energii (oczywiście - nie wiem ile TO akurat dokładnie kosztuje, ale na
        bank nie byłopby tego wydatku, gdyby nie dziecko)
        Więc jeśli traktuję takie wyliczanie fair (jak Lideczka napisała - nawet po to
        by druga strona miała pojęcie), to i takie pozycje tam się znajdą.

        Pozdrawiam,
        Chalsia
        • lideczka_27 masz rację chalsiu 02.11.04, 23:42
          prąd też jest ważny. U Ciebie ogrzewanie i lampka nocna, a u mnie czajnik i
          kuchnia. Nie mamy w domu gazu (nie wolno), wszystko na prąd. A moje dziecko
          było praktycznie od początku butelkowe, karmione na żądanie. Czajnik
          bezprzewodowy ciągnie niemiłosiernie, stara kuchnia tak samo, a grzać wodę do
          Bebiko musiałam co dwie, trzy godziny. Gotować wodę do kąpieli (znów prąd) też
          musiałam, bo mały miał paskudnie wrażliwą skórę a nasza woda jest beznadziejna.
          Ponieważ stara pralka nie dopierała a w końcu całkiem padła – gotowałam małemu
          ubranka i pieluchy w wielkim garze na kuchni. Więc prąd też. Tyle, że jak
          napisałam - nie umiałam tego obliczyć. Tak jak udziału dziecka w czynszu (czy
          dzieli się całość przez ilość osób?), czy wody. Wodę po prostu oszczędzałam
          (nie myłam naczyń pod bieżącą wodą, tylko w zatkanej komorze lub misce - tak
          robię do dziś), prąd tak samo - oszczędne żarówki, gaszenie niepotrzebnych
          świateł itd. Tak czy siak - temat ciężki, niewdzięczny i przykry dla każdej ze
          stron.
          Przypomniało mi się: sędzia zerkając na rachunki M pyta: buty za 120 zł???
          Musiał pan takie córce kupić? Eksia: no właśnie, za te pieniądze kupiłabym jej
          także kurtkę na bazarze! I M w pocie czoła musiał się tłumaczyć, rozwodzić na
          temat uwag i zaleceń ortopedy, na temat koślawych stóp oraz kolan młodej, miał
          na to świstki, dokumenty i musiał obie panie przekonywać, że dobry but dla
          dziecka to nie fanaberia a konieczność.


          Ech, złości mnie jakoś ten temat...

          dobrej nocki
          lidka
          • chalsia Re: masz rację chalsiu 03.11.04, 00:01
            to dla tych co nie wiedzą - prąd, wodę, gaz, śmieci (ilość śmieci wzrasta
            strasznie przy uzywaniu pieluch jednorazowych !!!), czynsz etc - dzieli się na
            liczbę osób (włączajac w to dziecko). A potem "udział dziecka" jeszcze na pół.

            pzdr,
            Chalsia
            • lideczka_27 Re: masz rację chalsiu 03.11.04, 00:50
              chalsia napisała:

              > to dla tych co nie wiedzą - prąd, wodę, gaz, śmieci (ilość śmieci wzrasta
              > strasznie przy uzywaniu pieluch jednorazowych !!!), czynsz etc - dzieli się
              na
              > liczbę osób (włączajac w to dziecko). A potem "udział dziecka" jeszcze na pół.
              >
              > pzdr,
              > Chalsia


              Chalsia, Ty chyba mieszkasz w domu? My w bloku, jeśli chodzi o np. śmieci, to
              każdy mieszkaniec płaci i nie patrzą, że jeden wyrzuca tonę a drugi woreczek.
              Dziecko trzeba zgłosić w spółdzielni i ono płaci za śmieci i windę (nie ma
              zniżek na dzieci). Właśnie śmieci, dźwig i wodę oraz c.o. mamy wliczone w
              czynsz. Ja to tak piszę do mieszkańców blokowych, może się to komuś przyda. Np.
              u nas trzeba w spółdzielni zadeklarować ile chcemy wody zimnej i ciepłej (mamy
              wodomierze). Gdy się to przekroczy, płaci się karne odsetki i to duże. Jak
              tylko urodziłam, poleciałam zgłosić większy limit - pół metra zimnej i pół
              metra ciepłej. Oczywiście przez to płacimy większy czynsz. Ale... co pół roku
              przychodzi rozliczenie i okazuje się, że na wodzie oszczędzamy - do tego
              stopnia, że mamy z głowy połowę czynszu (oni nadwyżki nie oddają, tylko
              wliczają w poczet kolejnego czynszu), a kiedyś nawet cały! Zainwestowanie w
              okna plastikowe przyniosło nam oszczędność w ogrzewaniu (mamy te ustrojstwa na
              kaloryferach), a z kolei płacenie co miesiąc funduszu remontowego do
              spółdzielni pozwoliło uzyskać od nich zwrot niemal połowy kosztów wymiany okien
              w mieszkaniu. A później jeszcze był zwrot podatku!


              idę, już idę, coś spać nie mogę wink
              lidka
    • lideczka_27 "miny" 03.11.04, 00:07
      Jeszcze napiszę o minach, które czyhają na płacących - i matki i ojców. Pelaga
      pisała, że sąd podejrzliwie patrzy np. na RTV, bo niby niepotrzebne . Tak samo
      polisa na życie. A u nas zbytkiem były, uwaga: wszelkie atrakcje. Np. mąż sobie
      zaszkodził w sądzie i wyszedł na bogatego, bo dbał o uroczystości małej: tort,
      słodycze, prezenty, zdjęcia itd. To samo: prezenty wigilijne, mikołajkowe,
      cyrk, ZOO, wycieczki, lunapark. Uzasadnienie? To niepotrzebne, widać, że matka
      tego w ogóle nie robiła nie dlatego, że (olewała, wolała na siebie wydać,
      zganiała na ojca – wybierzcie co chcecie, wszystko jest zgodne z prawdą), tylko
      że „zapewne marzyła o tym, by móc dziecku zapewnić, ale NIE DAŁA RADY”. Tak
      więc jak matki piszą np. o szkole muzycznej czy angielskim to też ojciec NIE
      MUSI DAĆ RADY i wyjdą na jakieś nowobogackie paniusie. To są właśnie „miny”.
      Tak jak sądu nie obchodziło, że na wszelkie opisane wyżej przeze mnie imprezy
      dużo wcześniej odkładaliśmy pieniądze, ja brałam dodatkowe prace, często to się
      odbywało kosztem naszych planów i potrzeb, tak sądu nie musi obchodzić, że
      matka się poświęci i butów sobie nie kupi, kolacji jeść nie będzie, bo
      ważniejszy jest dla niej kurs karate czy klub klejenia modeli, który dziecko
      uwielbia. Sądy są różne i czasem nie warto się wychylać, bo za dobro dziecka to
      jeszcze można ostro oberwać po łbie.

      To tak by przestrzec i idę spać, bo teraz to już normalnie się wściekłam.
      Masochistka chyba ze mnie wink

      pozdrawiam
      lidka
      • babe007 Re: "miny" 03.11.04, 09:42
        Cześć,

        Lideczko nie odbierz tego jako ataku, ale zdziwiłam się, że do "sądowych
        słupków" wpisaliście takie rzeczy jak tort urodzinowy, czy prezenty gwiazdkowe.
        Może też o tym pomyślę (te wszyskie "Kaczory Donaldy" "Księzniczki", Magiczne
        fasolki) smile. Za to nie mam najmniejszych oporów wpisania kosztów związanych z
        mieszkaniem (była już dyskusja na ten temat). Wynajmuję dwupokojowe mieszkanie
        w centrum W-wy (żeby dzieci miały blisko do szkoły). Gdybym była sama
        zadowoliłabym się czymś mniejszym, dalej polożonym i co za tym idzie
        zdecydowanie tańszym.

        A tak na marginesie, przynajmniej w moim przypadku, słupki na nic sie zdały. I
        tak pani sędzina na rozprawie zapytała mojego ex "ile chce pan płacić?" i taką
        kwotę zasądziła zobowiązując go ustnie do podwyższenia alimentów "jak będzie w
        lepszej kondycji finansowej" (mieszka we własnościowym mieszkaniu, jeździ
        odbajerowanym, tuningowanym zachodnim autem, oficjalnie zarabia niewiele, ale
        jako technik dentystyczny dorabia "na lewo"). Ech gdzie te prokobiece,
        niesprawiedliwe sędziny wink?

        Pozdrawiam
        • smallm Re: "miny" 03.11.04, 10:06
          > Ech gdzie te prokobiece,
          > niesprawiedliwe sędziny wink?

          Hehehe właśnie?? smile
          "Moja" sędzina z "moim" ex stwierdzili, że studiowali na tej samej uczelni i
          sobie miło gawędzili... Oczywiście w granicach sędziowskiego rozsądku... Całe
          szczęście w sumie eksia, bo podobno trafił na wyjątkowo wredną babę dla
          wywijających się od płacenia tatuśków... On za bardzo jednak tego nie odczuł.
          Ja zresztą też. I w sumie może i nie tak źle, bo oboje wyszliśmy z sądu w dość
          dobrych humorach.

          Pozdrawiam.
        • lideczka_27 Re: "miny" 03.11.04, 12:09
          babe007 napisała:

          > Cześć,
          >
          > Lideczko nie odbierz tego jako ataku, ale zdziwiłam się, że do "sądowych
          > słupków" wpisaliście takie rzeczy jak tort urodzinowy, czy prezenty
          gwiazdkowe.

          Prawda, że to dziwnie wygląda? Tyle, że to było w nieco innym kontekście. Mąż
          płacił alimenty, a oprócz tego praktycznie całość utrzymania dziecka spoczywała
          na nim. I o tym była mowa w sądzie - że jest jedyną osobą dbającą o tę stronę
          życia dziecka. Matka całkowicie nie uczestniczyła w tego rodzaju świętach i
          uroczystościach, nie zapewniała rozrywek, nie zabierała na wakacje (zawsze
          wyjeżdżała tylko z partnerem), nie urządzała urodzin, nie dawała prezentów
          urodzinowych, wigilijnych, mikołajkowych itd. A ojciec dziecka przedstawiając
          rachunki i koszty utrzymania dziecka przedstawił także tę sferę życia. Dodam,
          że ta odpowiedź na wniosek o alimenty była dlatego tak rozbudowana, gdyż
          zależało mu, by już pewne rzeczy były w aktach - następną sprawą, jaką mieli,
          była sprawa o przejęcie opieki nad dzieckiem, gdyż matka jej nie pełniła, lub
          pełniła w sposób nie do przyjęcia.

          Ot i tyle, mam nadzieję, że wyjaśniłam smile Nie potraktowałam tego jak ataku,
          sama zdaję sobie sprawę jak to głupio brzmi i jak bodło mojego M, że wylicza
          dziecku przyjemności - no ale niestety - czasem trzeba, a czasem warto...

          pozdrówka
          lidka
          • babe007 Re: "miny" 03.11.04, 12:55
            OK, teraz mam pełen obraz i rozumiem przesłanki smile

            Pozdrawiam

            PS. Choć jestem samodzielną to śliskim dla mnie tematem jest wliczanie wakacji
            do kosztów utrzymania. No bo teoretycznie, jeżeli oczekuję dopłaty do mojego
            wyjazdu z dziećmi to powinnam współfinansować ich wyjazd z ex...
            • zyletta Re: "miny" 03.11.04, 14:19
              > Choć jestem samodzielną to śliskim dla mnie tematem jest wliczanie wakacji
              > do kosztów utrzymania.

              Wakacji dziecka??? Dla mnie to nie jest sliskie.

              > No bo teoretycznie, jeżeli oczekuję dopłaty do mojego
              > wyjazdu z dziećmi to powinnam współfinansować ich wyjazd z ex...

              Zupelnie inna sytuacja jest jesli czesc wakacji Ty spedzasz z dziecmi i czesc
              spedza Twoj ex. Jesli moj ex nie spedza z dzieckiem wakacji to ja oczekuje, ze
              bedzie partcypowal w kosztach wakacji dziecka. Swoje koszty pokrywam sama.

              Zadziwia mnie tez fakt, ze sliskie jest kupowanie dziecku toru na urodziny i
              prezentow na swieta. Kupuje je tylko ja, ex nie, bo go dziecko nie interesuje.
              Dlaczego mialabym tego nie wliczyc do kosztow utrzymania dziecka. Nie wyobrazam
              sobie powiedziec dziecku, ze nie bedzie mialo tortu na urodziny, czy, ze w tym
              roku nie bedzie prezentow pod choinka. Boleje nad tym, ze sa domu, w ktorych
              dzieci musza pogodzic sie z taka wizja swiat i urodzin.
              • babe007 Re: "miny" 03.11.04, 15:18
                zyletta napisała:

                >Jesli moj ex nie spedza z dzieckiem wakacji to ja oczekuje, ze
                > bedzie partcypowal w kosztach wakacji dziecka. Swoje koszty pokrywam sama.

                Mogę to zrozumieć w sytuacji, kiedy wakacje dziecko spędza wyłącznie z jednym
                rodzicem. Tylko co wtedy podać jako dodatkowy koszt do podziału, cenę
                wyjazdu "na kwaterę" w mało uczęszczanej (czytaj taniej) miejscowości, czy
                pobyt w zagranicznym kurorcie "all inclusive"? To nie zlośliwość, tylko tak się
                zastanawiam...

                >
                > Zadziwia mnie tez fakt, ze sliskie jest kupowanie dziecku toru na urodziny i
                > prezentow na swieta.

                Kupowanie jak najbardziej jest na miejscu, miałabym tylko opory wliczać tego
                typu wydatki do kosztów utrzymania. Nawet gdyby miałoby mi się to w końcowym
                rachunku "opłacić".

                Kupuje je tylko ja, ex nie, bo go dziecko nie interesuje.
                > Dlaczego mialabym tego nie wliczyc do kosztow utrzymania dziecka. Nie
                wyobrazam
                >
                > sobie powiedziec dziecku, ze nie bedzie mialo tortu na urodziny, czy, ze w
                tym
                > roku nie bedzie prezentow pod choinka.


                A tego nie rozumiem, bo w końcu to ma być prezent od Ciebie, czy od Ciebie i
                ojca razem...?

                Żeby było jasne. Nie jestem niczyją next a tylko i wyłącznie "samą mamą".
                Zarabiam może nie najmniej, ale i wydatki mam spore (m.in. obsługuję nasze
                wspólne z exem kredyty, do których on się nie poczuwa, wynajmuje mieszkanie itd)
                także wiem co to znaczy, kiedy początek miesiąca a portfel de facto pusty. Ale
                nie przyszło mi nigdy do głowy oczekiwać od exa dofinansowania prezentów.
                Poprostu jak nie mam na piękny tort z najlepszej cukierni to piekę
                okrągłego "murzynka", dekoruję go np m&msami i dzieci są szczęśliwe. A i
                prezent nie musi być gigantyczny i niezwykle kosztowny (udało mi się tak
                wychować dzici, że cieszą sie ze wszystkiego - nawet drobiazgów). I czuję się
                lepiej, kiedy wiem, że prezent jest tylko ode mnie. A jak tatuś ma zamiar kupić
                coś ekstra (a nie powiem, w przypadku moich dzieci na szczęście ma), to niech
                to robi.

                Na co mi przyszło, brzmię jakbym była po drugiej stronie barykady.... wink

                Aha, jeszcze jedno. Oczywiście masz prawo mieć inne zdanie...

                Pozdrawiam

                Zuza
                • new_live Re: "miny" 03.11.04, 15:38
                  I tu mozemy rostrzygac co jest prezentem a co nie..
                  Bo np- organizacja przyjecia dla jednych moze byc przezntem dla innych nie. (
                  np- oprocz tego daje prezent i tu wymianma0..
                  Widzisz ksiazki tem mozna wliczyc jako prezent i nie koniecznie ..
                  Wiec raczej wzgleden. Co do wyjazdu jak polkiczyc0- prosto- podac kwote
                  prawdziwa . jesli bylas z dzieckiem na eksluzywnych wakacjach podaejsz tata
                  kwote- co nie znaczy ze zostanie ona uwzgledniona - Ze wzgledu na dochody i
                  mozilowsci ojca dziecka...
                  Jesli bylas w pipidowce - podajesz kwote z pipidowki. Nie chodzi o to by
                  zawyzac , albo wymyslac, albo zeby ojciec pokrywal matce wakacje..
                  Ale o faktyczny koszt dziecka ijaki Ty Faktycznie ponosisz- a sad rostrzygnie
                  czy jaka czesc z tego ma ponisc jeden rodzic a jaka drugi...

                • lideczka_27 Re: "miny" 03.11.04, 17:57
                  Ale
                  > nie przyszło mi nigdy do głowy oczekiwać od exa dofinansowania prezentów.
                  > Poprostu jak nie mam na piękny tort z najlepszej cukierni to piekę
                  > okrągłego "murzynka", dekoruję go np m&msami i dzieci są szczęśliwe. A i
                  > prezent nie musi być gigantyczny i niezwykle kosztowny (udało mi się tak
                  > wychować dzici, że cieszą sie ze wszystkiego - nawet drobiazgów). I czuję się
                  > lepiej, kiedy wiem, że prezent jest tylko ode mnie.

                  U nas nie chodziło o dofinansowanie, bo to nie my pobieraliśmy alimenty. M nie
                  chciał żadnych dokładek, ale nie chciał też, by eks wyciągała do niego rękę.
                  Chodziło o udział w utrzymaniu dziecka, by sąd nie zasądził większych alimentów
                  co - paradoksalnie - oznaczałoby, że dziecku wyschłoby źródełko. Temat był
                  prosty: małej niczego nie brakowało, gdyż ojciec płacił. Ale matce nie chodziło
                  o potrzeby - czy są zaspokojone czy nie, tylko o żywą gotówkę do jej rąk. I
                  gdyby sąd zwiększył te alimenty - to już byśmy na te ekstrasy po prostu nie
                  mieli. Szczęściem alimenty zostały po staremu. A co do urodzin smile Zawsze były
                  skromne. Piekłam murzynka sama smile Do tego garść cukierków na wagę, paluszki,
                  galaretka pocięta w kostki z bitą śmietaną, szampan dla dzieci i mały torcik.
                  Do tego klisza do aparatu i skromny prezent. To wszystko. Ale dla nas to był
                  zawsze duży koszt (bo też spłacaliśmy kredyty byłej żony M). Co można
                  zorganizować, gdy po zrobieniu wszystkich opłat zostawało nam na życie 200 zł? -
                  śmiech.


                  A co do wakacji. Temat owszem - śliski. Bo jeśli matka wyjedzie z dzieckiem nad
                  jeziora, a ojciec poleci do Grecji, to takie dokładania do kosztów może być
                  kłopotliwe dla gorzej sytuowanej strony. U nas wakacje wyglądały tak: mała
                  siedziała z nami bity miesiąc. Eks otrzymała alimenty w całości (możemy teraz
                  dyskutować czy to słuszne czy nie - zależy od konkretnego przypadku). W tym
                  miesiącu wyjeżdżaliśmy z dzieckiem na wczasy - kolejny wydatek. A mała przyszła
                  do nas tak, jak na weekend - z majtkami na zmianę. Żadnego stroju kąpielowego,
                  kremu, plecaczka, zaskórniaka, nic, z czego ta mała mogłaby się cieszyć, że
                  mama przygotowała ją na wyjazd. Więc nie ma mowy o jakimś dokładaniu, gdy nawet
                  z części alimentów nie zrezygnowała, by za to np. wyposażyć małą na ten wyjazd.
                  A po miesiącu matka nie odebrała jej o umówionej porze, bo zabalowała z
                  gościem. I tak to wyglądało...

                  Uważam, że żyleta ma rację - dlaczego nie uwzględnić czegoś, co się ponosi.
                  Można to np. ująć w wydatkach niekoniecznych, ale fizycznie obecnych -
                  niekoniecznych, czyli ponoszonych z woli rodzica i za które on nie chce żadnych
                  tam zwrotów czy dofinansowania. Jednakże pomijanie czy ukrywanie tych kosztów
                  powoduje, że budżet matki jest większy a przecież nie jest, bo jest uszczuplany
                  przez te rozrywki. No nie wiem czy się jasno wyraziłam, ale takie jest moje
                  zdanie.


                  pozdrówka
                  lidka
      • smallm Re: "miny" 03.11.04, 10:01
        Oj tak!!
        Dla sądu szczytem rozpusty był fotelik samochodowy, który już był wówczas
        obowiązkowy (to było przy wyliczaniu wyprawki na pierwszej i jedynek sprawie
        alimentacyjnej).

        Pozdrawiam.
    • poxywka Re: No to zbieram "kwity"... 03.11.04, 10:28
      ech, jak czytam te wszystkie posty to mi slabo jeszcze tyle przede mna... sad
      ale wiem, ze sad obniza alimenty jak sie rodzi dziecko osobie, ktora je placi -
      to chyba normalne ze placi sie w zaleznosci ile przypada na osobe w rodzinie
      jakos glupio liczylam do tej pory , ze niczego z ex nie bede musiala zalatwiac
      sadownie (oprocz rozwodu), ze mozna sie dogadac, bo w koncu nie chodzi tu o to,
      zebym zarabiala na wlasnym dziecku; ale sadzac z Waszych postow to raczej
      rzadkosc sad

      pozdr
      poxywka
      • new_live Re: No to zbieram "kwity"... 03.11.04, 11:06
        Fakt powiekszenia rodziny nie wplywa jednoznacznie na zmniejszenie alimetow..
        To nie jest tak, ze standart zyscia dziecka musi sie zmienic bo pojawilo sie
        drugie . Musi sie zmenic tez standart zycia rodzicow. Ojca.. Jesli on nie ulega
        zmiana. standart zycia dziecka tez nie...
        Slowem jesli na dzieck idzie 20% dochodow ojca - to pojaiwenie sie np. drugie
        gdziecka- nie mus zmiecniac alimentow.
        • konkubinka Re: No to zbieram "kwity"... 03.11.04, 12:34
          niezupelnie NEW LIFE.W ogole wszystko zalezy od sedziego.Jeden spojrzy krzywo
          na tv a drugi bedzie uwazal ze posiadanie kablowki jest konieczne gdyz
          rozwijaja np programy przyrodnicze.
          Nasza sedzina na sprawie o podwyzke alimentow dla corki M powiedziala eksi ze
          powinna sie cieszyc , ze nie chcemy obnizki bo urodzilo nam sie
          dziecko.Narodziny drugiego dziecka sa przeslanka do obnizki ale podczas badania
          sprawy sad bedzie badal sytuacje materialna ojca i zdecydowac moze roznie.
          Female
          Rozumiem Cie.Sama to czulam (to zniesmaczenie)co Ty gdy przyszlo nam zbierac
          kwitki za wszystko.Pic polega tez na tym ze teraz nie mozemy isc na bazarek nic
          kupic dzieciom bo tam nie ma paragonow a czesto rzeczy kosztuja sporo - np
          buty, odziez, kosmetyki choc duzo taniej niz w sklepie.Moje szuflady zapchane
          sa teraz paragonami i pogubilam sie juz w tym i jesli przyjdzie mi walczyc na
          sprawie o kase dla ktoregos dziecka bede siedziec nad tym pewnie kilkadziesiat
          nocy.
          Rada naszej adwokatki byla taka (nie zastosowalismy sie), zeby na kartce A4
          naklejac kazdy paragon po kolei .Wtedy czarno na bialym tworzy sie "archiwum".
          Nieprzyjemne zajecie ale niestety bardzo potrzebne.
          Z czasem sprawe zaczelismy troche olewac.Nie mamy juz sily.Owszem odkladam
          paragony ale zaczelam kupowac a to Gosi jakies pirackie gry do kompa i filmy ,
          a to ciuchy n atargowiskach.Traktujemy to jak inwestycje nie do
          udowadniania.Dziecko ma przyjemnosc i tyle.I tak jeszcze sie nasluchamy jacy
          jestesmy be .Po co sie szarpac.
          • new_live Re: No to zbieram "kwity"... 03.11.04, 13:18
            konkubinko . Fakt narodzenia sie drugiego dziecka nie rowna sie nizszym
            alimentom.
            I przy bardzo wysokich dochodach rodzicow - zadko kiedy nastepuje obnizenie...
            Co zdo zberania rachunkow na drugie - trzeba uwazac . Zeby koszty drugiego
            dziecka nie wyszly astronomiczne - bo ojciec jednakowo ma zapewniac standart
            zycia obojgu dzieci ....
            Pozdrawaim
            • new_live Re: No to zbieram "kwity"... 03.11.04, 13:19
              Mialo byc fakt narodzenie dziecka nie rowna sie nizszym alimento m na drugi i
              to nie tylko z dobrej woli macoch - ale , dlatego ze nie zawsze jedno pociaga
              drugi.. Jakby tak bylo nie bylo by spraw zwiaznych z tym tematem.
              A jednak sa. Ja tez dowiadywalam sie u adwokata.
            • konkubinka Re: No to zbieram "kwity"... 03.11.04, 13:21
              nie powiedzialam ze sie rowna, powiedzialam ze jest przeslanka(do zalozenia
              sprawy).A i tak wszystko zalezy od sedziego.
              Kwity zbieram na wszystkie dzieci.Na corke M, na nasza corke (bo nie wiem co
              dalej mnie czeka w tym zwiazku jak wiesz), na mojego syna(bo jak wiesz moj eks
              wlasnie zaklada nowa rodzine).Zbieram kwity realne- nie podbijam wydatkow w
              zaden sposob.
              A swoja droga skoro dzieci powinny miec rowny standard to dobrze ze nasza mała
              sie urodzila , przez to Malgosi nalezy sie wyzszy standard niz chce jej
              zapewniac matka.
              • new_live Re: No to zbieram "kwity"... 03.11.04, 13:26
                Konkubinko- madrze smile)
                Ale teraz chce sie zapytac .Jak to robiz z paragonami. Bo wiesz ja tez powinnam
                tp robic i troche sjkladam. Ale tak jak mowisz- tam soczek, tu woda a tu
                gazetka, tam co innego.. Czasem w miejscach gdzie nie ma paragonow itd....
                Jak mam rachunki - to tez, czesc rzeczy moich, czesc malego czesc wspolnych
                itd...
                Jak to robisz?? rozdzielasz?

                • konkubinka Re: No to zbieram "kwity"... 03.11.04, 13:34
                  jak paragony szly do sadu to szly w calosci- np za cale zakupy- zakreslalam
                  tylko co powinno sad interesowac.Do tego i tak zalaczalam dokladny opis-
                  np.lipiec wydatki- dzien ten i ten, to i to za tyle i tyle.I podsumowanie.
                  Np w tym miesiacu jesli chodziloby o mojego syna dalabym kopie wszystkich
                  rachunkow za szkole, okulary, z apteki i jesli np. na rachunku z apteki sa tez
                  moje tabletki od bolu glowy to albo skreslam te tabletki albo podkreslam to co
                  dla niego.
                  Wszystko ukladalismy w format A4 w miare po kolei, odbijalismy tak na ksero.W
                  adnotacji pisalismy ze oryginaly zostawiamy przy sobie do ewentualnego wgladu.
                  Wlasnie ja mam o tyle problem ze czesto kupuje np witaminy dla wszystkich
                  dzieci razem i mam jeden paragon w zwiazku z tym.Nie moge oddac oryginalu do
                  sadu a poza tym nie ufam ze im sie nie zapodzieje.
                  pozdr
    • madalenka25 Re: No to zbieram "kwity"... 03.11.04, 13:56
      jak tak czytam to chyba zaczne też zbierać kwity - ręce opadają
      tym bardziej ze dużo ciuszków kupuje na bazarze bo jest o połowe taniej i jak
      będę mogła to udokumentować??? macie jakis pomysł? przeciez to chore

      wprawdzie jak na razie (odpukać) idzie się dogadać z eksem ale kto to wie co
      będzie dalej..
      • bei jak na bazarze- 04.11.04, 12:40
        to też można zapisac jaki asortyment, data...i sąd honoruje...przeciez nie
        napiszesz, że nabyłas tam ciuszków za jednym razem za 20 000 plnsmile


        Pozdrawiam
        • konkubinka Re: jak na bazarze- 04.11.04, 15:56
          oczywiscie ze mozna ale sad nie musi honorowac.Niestety nasza ex to ciezki
          przypadek i na dodatek pracuje na bazarzesmileNapewno nie wyjdzie z sadu
          przekonana jak nie zobaczy rachunku.
          • smallm Re: jak na bazarze- 05.11.04, 08:08
            hehehe, ale to chyba nie ona ma być przekonana tylko sąd smile
            ja na sprawie swojej nie miałam żadnych rachunków, tylko wyszczególniłam ile na
            co i sąd to honorował. Ale fakt, że co sąd to obyczaj...
            • konkubinka Re: jak na bazarze- 05.11.04, 08:12
              musi byc przekonana.Jezeli ktoras ze stron nie jest przekonana moze podwazac
              argumenty w nieskonczonosc a ona lubi to robicsmile
            • lubstej Re: jak na bazarze- 05.11.04, 08:54
              naszej eks tez nikt nie patrzyl na rachunki
              wprawdzie przedstawila jakies m.in piwo debowe ale nawet jakby wliczyc to piwo
              i inne podane przez nia "dorosle" rzeczy do kosztow wyzywienia dzieci to nijak
              sie to mialo do 800 zl ktore zadala (i dostala) na wyzywienie wtedy 7,5 latka i
              2,5 latki (niejadkow nawiasem mowiac)

              a kolejne rozprawy to potwierdzaly - nikogo nie interesuje ile i na co wydaje,
              nawet wykazujac jej klamstawa i naciaganie nic to nie zmieni
              przynajmniej jesli chodzi o SR Pruszkow

              eh
              ciekawe co teraz wymysli, od czasu wycofania pozwu o ograniczenie kontaktow
              (nie chcialo jej sie przyjechac z wakacji na rozprawe a podobno taki strasznie
              zly wplyw ma ojciec na dzieci i absolutnie nie dopomyslenia jest przebywanie
              dzieci z ojcem przez tydzien) od lipca cisza, ale mysle ze cos juz w sadzie
              lezy, moze o podwyzke alimentow, w koncu mloda poszla do przedszkola a mlody
              poszedl do kolejnej klasy (rok temu straszyla ze wniesie o podwyzke a jako
              powod podala przejscie mlodego z I do II klasy)
              a moze o zmiane kontaktow znow, m nie zabral raz dzieci bo byl chory wiec sie
              nie wywiazal z wyroku i co najgorsze zespusl JEJ PLANY!

              wybaczcie te zale i sarkazm, chyba zaczyna mi sie zly dzien...
              • konkubinka Re: jak na bazarze- 05.11.04, 09:30
                to jak masz zly dzien chyba wiesz do kogo sie odezwac?smile
              • doratom Re: jak na bazarze- 05.11.04, 09:39
                "naszej eks tez nikt nie patrzyl na rachunki".
                W przypadku mojego M było tak samo. A to, że co dwa tygodnie przemierzał po 200
                km po to, żeby młodą przywieźć do nas w sobotę, a odwieźć w niedzielę oraz
                kupował jej ubrania, sąd uznał za "bardzo chwalebne" ze strony ojca, ale nie
                uznał tego za argument do pozostawienia alimentów bez zmiany.
Pełna wersja