Takie sobie dywagacje

15.12.04, 10:08
Oj i od czego tu zacząć ???
Od końca chyba – była zaprasza nas na święta.
Doceniam naprawdę doceniam, ale cieszę się równocześnie, ze mamy tak
zapełnione święta, że nie będzie czasu na popołudniowa drzemkę, a co dopiero
wizytę u byłej.
Nie potrafię tego do końca wytłumaczyć, ale takie „rodzinne„ świąteczne
spotkanie wydaje mi się jakieś takie hym....nie mam niby żadnych zastrzeżeń,
ale jakoś tak dziwnie.
Pisałam, że nam się z byłą układa.
Odkąd ostrzegłam ją w temacie damsko męskim i okazało się to być prawdą to
już w ogóle jest cacy.
Ostatnio kupiliśmy razem świnię – była potrzebowała wspólnika bo dla niej
cala to za dużo.
Sama wszystko załatwiła , my przyjechaliśmy „na gotowe”.
Z drugiej strony my ułatwiliśmy jej inna sprawę.
W niedzielę przyjeżdża z Anglii ich córka z rodziną – solidarnie jedziemy
ich odebrać.
I jeszcze jeden kabaret – była potrzebowała z jakiś powodów „urwać się ze
smyczy” i rodzinie i kandydatowi na kandydata smile wiec wyłączyła komórkę i
przepadła na cała niedzielę.
Potem poinformowała towarzystwo, że pól dnia była u nas smile
No cóż uprzejmie nie dementowaliśmy smile
Mówiąc krótko jest dobrze, ale chciałabym żeby wzajemne kontakty zatrzymały
się właśnie na tym poziomie i nie posuwały się dalej.
Bo co za dużo to niezdrowo...tak myślę
Z drugiej strony zastanawiam się czy nie szukam dziury w całym.
Oj dziwne to wszystko.
Głupio to zabrzmi ale czasami zastanawiam się czy nie byłoby lepiej gdyby eks
była moim wrogiem smile
Wtedy wszystko jest prostsze – wróg to wróg , a wroga trzeba lać..... i
wszystko jasne.
Pożyjemy, zobaczymy – nie wykluczam, że spotkamy się w święta bo jak
powiadają tylko krowa zdania nie zmienia , ale na razie mam lekki zamęt w
głowie.
A może to przez gorączkę???
Najzdrowsza nie jestem - chyba sie położę i poprostu z tym poprostu wyśpie.
    • gosza26 Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 10:46
      Masz racje że to dosyc kłopotliwa sytuacja bo niby wszystko jest w porządku ale
      jest ale...Rozmawiałam kiedys na taki temat z Niemężem (oczywiście w naszym
      wypadku to czysta abstrakcjasmile, bo jemu zawsze sie podobał układ między jego
      znajomymi po rozwodzie(myszko misiu itp), ale powiedział,że do wspólnych
      spotkań nie dałby się namówić. Mówił,że ludzie chyba w jakims celu sie
      rozchodza i napewno nie po to żeby robić potem razem imprezy.Wiesz tu nie
      chodziło mu o rozpamiętywnie krzywd ale mówił że poprostu źle by się czuł.

      Ale osobną sprawą są święta. Masz racje mówiąc,że są one rodzinne i jesli Tobie
      coś nie pasuje to się nie zmuszaj. A swoja drogą co na to Twój mąż bo chyba ew.
      mógłby pomóc podjąć ci decyzję.

      Ja czasami mówię, że co za duzo to i świnia nie chce(nieświąteczne przysłowie
      ale sprawdza sie w każdej sytuacj)

      Pozdrawiam i mam nadzieję,że już z tata ok smile
    • babe007 Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 11:42
      A może skoro jest dobrze, to traktować się nawzajem jak starzy(bliscy)znajomi?

      Bo czemu na siłę tworzyć problemy, tam, gdzie chyba ich nie ma. Tylko dlatego,
      ze większość ex i next nie może na siebie patrzeć? Bądźcie chlubnym
      wyjątkiem smile!
    • triss.m Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 11:58
      to juz drugi post, w ktorym byla zaprasza next na swieta, czy w ogole impreze
      smile to chyba dobrze swiadczy, takie przelamywanie konwencjonalnych tradycji
      wojennych miedzy ext i next wink u nas nie byloby to mozliwe.. chyba wink zreszta,
      jednak bym nie chciala takich bliskich zwiazkow wink ciesze sie, ze dzieli nas
      mnostwo km i ze 'naszej' ex przeszlo utrudnianie kontaktow ojca z dziecmi,
      wlasnie sie okazalo, ze daje dzieciaki na cale swieta smile zaluje tylko, ze z
      powodu tak duzej odleglosci dzieciaki nie spedza tych dni u nas, w naszym domu -
      jedziemy do 'tesciow'.. coz, moze jak beda starsze.. przyjada same smile ad rem,
      ciesze sie, ze nie mam takich problemow ;-P
    • pom Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 12:18
      Negro! Ufaj swej intuicji - ona bardzo dobrze Ci podpowiada. To trąci,
      cokolwiek by nie mówić. Udawanie jednej wielkiej wspólnej rodziny jest tak samo
      niezdrowe jak plucie na siebie w domowych pieleszach i wymyślanie nowych
      atrakcji dla drugiej strony.
      Jest fajnie na odległość i niech tak juz zostanie. Wspólna praca Twego małża i
      eksi, spotkania towarzyskie, choćby i sporadyczne, wspólna świnia, wspólne
      Święta... krok po kroczku i ta cieniutka i delikatna granica zostanie
      przekroczona sprawiając, że poczujesz się źle w tym układzie.
      Jej wysiłki integracyjne świadczą o dobrych intencjach i otwartości, lecz
      sugerowałabym tutaj spora asertywność w tym zakresie.
    • poxywka Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 13:52
      mysle ze wiele zalezy od charakteru osob, ktore tam beda; sa tacy, co nie zyja
      przeszloscia, zwlaszcza jak maja partnera a od rozstania minelo troche
      czasu;wtedy to jak wigilia ze znajomymi a nie z rodzina; dla niektorych jest to
      chore dla niektorych to zaden problem; moim zdaniem ta sytuacja nie jest
      nienormalna a jedynie niestandardowa; ale gdybym nie wiedziala jakiego
      potraktowania sie moge spodziewac na takim spotkaniu to bym nie poszla;
      tak czy inaczej to moze byc jedna srednio udana wigilia - nie koniec swiata -
      najwyzej kolejne bogate doswiadczenie jakich kazda z nas ma na peczki- byle
      dzieci nie czuly niesmaku
      ale dylematu nie zazdroszcze i zycze spokojnych Swiat
      pozdrawiam
      poxywka
    • capa_negra Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 14:29
      Bo to jest tak
      Mi generalnie mało rzeczy przeszka i ani wspólna świnia, ani wódka z była do
      nich nie nalezy.
      Zreszta bylismy u niej dwukrotnie, obie wizyty były udane, zaprosiłam ja na
      styczeń do nas.
      Nie sądze,żeby jej zaproszenie mialo jakies "drugie dno" , a juz na pewno nie
      czaji się na mojego męża.
      Ma faceta baa nie jednego ... i świetnie sie bawi.
      Wreszcie... jak sama twierdzi.
      Nawet ostatnio gadałyśmym, że ona urodziła w wieku 20 lat, potem dzieci firma ,
      a teraz jest wolna i może sie wyszaleć.
      Ja natomiast 35 wiosen chodziłam "luzem" i szaleństwa mam za sobą
      Myśle, że może bardziej chodzic o to by mój mąz mógł sie spokojnie spotkac z
      dziecmi, że ich wspólne dzieci z rodzinami to 8 osób, że u nas może byc troche
      ciasno... ..wiec skoro jesteśmy w stanie spędzac wspólnie czas każdego innego
      dnia to równie dobże może byc to jakies popołudnie w swieta.
      Tak sądze.
      Nie zapieram się pazurami i zebami że tam nie pójdziemy o ile będzie czas
      oczywiście bo jak wspominałam grafik świąteczny mamy dośc napiety, ale pomimo
      wszystko na ten moment czuje się dziwnie.
      Nie smiejcie sie, ale mam odczucia że to takie prawie "niestosowne"

      A tak na marginesie - moj ojciec, który sam jest po rozwodzie i od 20 lat nie
      zamienił z matka słowa i wogóle obchodzi ja szerokim łukiem to chyba
      by "zszedł" jakby wiedział o stosunkach pomiędzy mna a byłą.
      Toteż sie i nie dowie smile
      Ech zycie, ale z ciebie przewrotny małpiszon
    • golden_fish Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 14:29
      Moim skromnym zdaniem świąteczna wizyta, w szczególności, gdy Eksia ma dzieci z
      naszym M. nie powinna rodzić złych emocji. M. ma prawo, a nawet powinien cześć
      świąt spędzić z własnymi dzieciakami. Jeśli stosunki z Eksią sa poprawne to
      wizyta może mieć miejsce. Można rozmawiac o przepisach na świątecznego karpia,
      o zdrowie pytać i wizyta jakoś minie. I wcale nie musi to być początkiem do
      zażyłej znajomości z Eksią, wydzwaniania do siebie i regularnych wizyt. Sama
      mam podobny problem, bo Eksia spędza z moim M., ich wspólnym dzieckiem i
      Teściową każdą wigilię. Eksia i Teściowa lubią się nawet bardzo, M. nie ma
      wielkiej rodziny. Z M. nie jesteśmy jeszcze małżeństwem, więc w tym roku
      również jadę na wigilię do rodziców, co mieszkają paręset kilometrów ode mnie.
      Tradycja świąt z ex, gdy się o niej dowiedziałam wywołała u mnie zdziwienie , a
      potem niechęć. Pożniej fala różnych nieprzyjemnych doznań przerodziła się w
      automatyczny bunt, że do haremu to się przyłączać nie będę. Po długim namyśle
      twierdzę, że nie mogę być aż tak małostkowa, żeby z czysto egoistycznych
      pobudek, powiedzieć że wypraszam sobie takie święta. Nie życzę źle Eksi, ani
      nikomu innemu i wierzę że szanując ją, ona uszanuje mnie.

      Złota rybka
      • capa_negra Złota rybko 15.12.04, 15:00
        My jestesmy "starsza młodziez" i dzieci mojego męza sa juz żonate, dzieciate i
        za kołniez nie wylewaja smile
        Wiec tu nie chodzi o spedzenie świat z małymi czy nastoletnimi dziecmi.
        I nie chodzi o to że mam cos przeciwko, tylko raczej o to ,ze czuję się dośc
        zaskoczona zaproszeniem.
        Jeszcze nie tak dawno było tak , że tolerowaliśmy sie wzajemnie ...z mniejszym
        lub wiekszym powodzeniem, a tu zaproszenie do wizyty w swieta, które zawsze
        były dla mnie 100% rodzinne i nawet do "własnych i osobistych" znajomych nie
        chodzilam.
        • golden_fish Re: Złota rybko 15.12.04, 15:45
          Moja pasierbica jest już dorosła, bardzo mnie lubi, a z Eksią mam stosunki
          nijakie, bo ich nie ma, na czym mi zależy bardzo. Ponieważ z wszystkich religii
          najbliższy jest mi buddyzm, do świąt z eks podchodzę na dużym luzie. To może
          tłumaczy moją wspaniałomyślność dla Ex.
          Skoro dziatwa jest taka już wyrośnięta, to Ex wyraźnie musi Ciebie lubić i
          zalicza Ciebie w jej znany tylko sposób do swojej rodziny ( i to najbliższej).
          Jeśli odwzajemniasz jej sympatię, to przyjmij zaproszenie. Jeśli nie masz
          ochoty na takie wizyty, zwłaszcza w czasie świąt, to stanowczo powiedz NIE.
          Osobiście nie mam zamiaru przyjaźnić się z moją Eksią, bo przyjaciółki to ja
          już mam i nowych mi nie trzeba. Co nie znaczy, że gdy będzie mi dane podzielić
          się z nią opłatkiem, to tego nie uczynię. Kulturalnych ludzi dobre zachowanie
          nie trudzi.
    • madalenka25 Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 14:38
      Pisz Capuni Twoje słowa są jak balsam na mą zbolałą duszę..

      tak miło poczytać o normalności przed świętami, kurna ja też chcę taka spokojną
      eks..

      i pomyśl, że garów nie będzie do mycia po gościach i coś mi sie wydaje, że
      będzie wesoło i miło..

      czekam na relacje..

      • capa_negra Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 15:01
        Jeśli tylko zawiniemy do byłej w swieta to napewno szczególowa relacja was nie
        minie smile
        • pom Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 15:22
          Ponieważ staram się do wszelkich wyzwań w zyciu podchodzić metodycznie, kiedy
          związałam się z Moim, postanowiłam trochę poczytać, a jako że lektur dla macoch
          i next jest jak na lekarstwo (same wiecie), postanowiłam zasięgnąć rady
          psychologa. Bardzo kompetentna i doświadczona kobieta, o czym mogłam się już
          kilka razy przekonać, powiedziała, że wspolne święta w układzie tata mama (choć
          już nie razem) i dzieci, to jest złe rozwiązanie, z punktu widzenia dzieci i
          nie tylko. Także drugich partnerów, choćby nieformalnych. Oczwyiście to szeroko
          uzasadniła.
          Układ Negry dotyczy już dorosłych ludzi, którzy nie muszą robić czegokolwiek
          usprawiedliwiając to dziećmi, to jednak pewien wszelkie relacje rodzinne i
          pozarodzinne pozostają.
          Chciałam tylko podzielić się spostrzeżeniami psychologa, który nad podobnymi
          problemami pracuje na codzień.
          • capa_negra Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 20:17
            Pani psycholog pewnie miała racje tylko....
            - były partner eksi mieszka u jej córki UK ( wynajmuje pokój)i jest najlepszym
            przyjacielem wnuczki
            - obecny ( chyba jeszcze ciagle , ale tak jakby na wylocie) partner eksi
            mieszka u niej w domu, gdzie równiez mieszka jej syn i synowa i wnuk ...

            Czyli kontakty o których mówiła pani psycholog, że nie powinny miec miejsca sa
            tam od dawna.
            Ostatnio bylismy tam z mikołajem - maz wybierał sie sam , ale ja zostałam jak
            najbardziej zaproszona.
            I awansowałam na ...ciocie - no bo jak wytłumaczyc 2 latkowi koligacje,ze to
            babcia, to dziadek a to żona dziadka??...wiec ciocia.
            Nie protestowałam niech i tak będzie.

            Pełny luz mówiąc krótko - wiec nawet jesli pani psycholog jest przeciw takim
            kontaktom, a i ja sie nie rwe to powiedz mi czy w istniejącej juz sytuacji
            pojawienie sie takiego malego zuczka jak ja przy swiatecznym stole zmieniło by
            cokolwiek??

            Od uczestnictwa w swietach wywinąć nie będzie sie trudno, ale od zaproszeń z
            innej okazji ????? już nie tak prosto.
            Skoro mamy dobre stosunki i mąz takjak ostatnio pyta sie byłej czy nie będzie
            przeszkadzało jak wpadnie o tej i o tej godzinie z mikołajem słyszy w
            odpowiedzi : przyjedźcie razem to co ja ma zrobić ???
            Chwycic sie kurczowo futrny i krzyczeć: nie pojadę...

            Do tego od dłuższego czasu naprawdę, żadne kuku ze strony eksi mnie nie
            spotkało i ( o święci pańscy) czuje sie lubiana.
            Wiec jak by na to nie patrzeć stosunki będziemy utrzymywać tylko może takie
            bardzej "codzienne" a świateczne niekonecznie.
            Chociaż cholera kto to wie co będzie za pare lat???
            • pom Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 22:11
              czy w istniejącej juz sytuacji
              > pojawienie sie takiego malego zuczka jak ja przy swiatecznym stole zmieniło
              by
              > cokolwiek??

              Twoja rola i pozycja w całej konstelacji rodzinno towarzyskiej jest
              kształtowana nie tylko przez nich ale także przez Ciebie. Właściwe przez Was
              oboje. A dlaczego masz nie postawić pewnych granic, dla Ciebie bezpiecznych i
              wygodnych? Tylko dlatego, że Eks i jej rodzina ma inne wyobrażenie o stosunkach
              panujących? Wydaje mi się, że nie.
              Jeżeli:
              a) układ bardziej zdystansowany Tobie odpowiada i czujesz sie w nim bezpiecznie
              b) nie robisz tym nikomu krzywdy (nie mylic z przykrością, bo dorosłym myslącym
              ludziom można normalnie wytłumaczyć, wprost)
              c) umiesz w tym zakresie znaleźć porozumienie i konsensus z mężem

              po po jaki czort robić cos wbrew sobie?
              Potem będą nastepne wizyty, i kolejne Święta, co gorsza, a Ty cyklicznie
              bedziesz stawać przed dylematem "jak się kulturalnie wywinąć". Ich życie, ich
              zwyczaje, Ty masz prawo do swoich. Jeśli są zbieżne, cudownie, jeśli nie, po
              cholerę sie męczyć? W imię czego?

              Miałam podobnie. Młodsze dziecko podejmowało niemałe wysiłki integracyjne.
              Odwożąc ich razem z M do dziadków, czy do eksi, usilnie namawiał mnie, bym
              weszła, zobaczyła jego pokój, zabawki, zapraszał mnie sam (!) do dziadków na
              działkę rekreacyjną pytając dlaczego nie chcę tam pojechać. Wiłam sie jak
              piskorz i na każdy mój argument miał swoja własna dziecięcą kontrę. Też mogłam
              się złamać i pójść. Tylko co to by dało? Własnie to, o czym piszesz. Wątek pod
              tytułem: co z tym fantem zrobić.
              M porozmawiał z młodym, porozmawiał z eks, żeby wiedziała, o co chodzi i
              Marcinek odpuścił. Ale trzeba było dużo delikatnej konsekwencji.
              • capa_negra Re: Takie sobie dywagacje 16.12.04, 13:01
                Konsekwencja.
                Czasami o nią trudno.
                Gdy mąz rozstał sie z byłą uległy ochłodzeniu jego stosunki z dorosłymi co
                prawda, ale dziecmi.
                Była szalała na zasadzie: róbmy co chcemy, żyjmy jak chcemy, ale bądźmy
                małżeństwem !!!!
                Bardzo jej zalezało na tym statusie.
                Pierwsze dwa lata po rozwodzie + kolejny rok kiedy juz był ze mną były dla męza
                trudne. Nie tyle spotykały go przykrości ze strony dzieci co byłej - ot tak
                sztuka dla sztuki.
                Ona w gębie jest obrotna, on milczek no i znała go dluugie lata wiec dokładnie
                wiedziała czym i jak mu dopiec.
                Do tego prowadzą wspólny interes i na pewno go nie zwiną czy nie podziela bo
                wiązą ich wspólne inwestycje.
                A teraz co mamy : w pracy spkój, w domu spokój i jeśli ktos może komus pomóc to
                to zrobi.
                I widze, że chłop jest zadowolony , że wzajemne kontakty sa dobre.
                Moge starac sie je w niektórych przypadkach lekko ograniczac , moge wywinąc sie
                od świąt, ale nie moge powiedziec: basta żadnych kontaktów.
                Skoro jest dobrze nie nalezy tego psuć , ale masz racje musi byc pewna granica
                wzajemnej zazyłości i jej nalezy konsekwentnie strzec.
    • leeya Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 15:48
      Oj, Capa, madra z Ciebie kobieta i nie watpie, ze dobrze postapiszsmile

      Co prawda nie jestem nexia i macoszka, ale tak swoja droga, to chyba balabym
      sie takich uladow. Kurka, ja wiem, ze mozna byc znajomymi, byc dla siebie
      milymi nawzajem... ale swieta razem??!! Dla mnie to jednak swieta rodzinne,
      moze dlatego, ze rodzine mam rozwalona po calym swiecie i po Polsce. To jedyny
      czas, zeby sie zobaczyc ze wszystkimi. I zwykle nie ma juz czasu na inne
      spotkania, bo tak duzo jest do opowiadania. Ale nawet gdyby bylo inaczej... To
      w zyciu ne zdecydowala bym sie na swiateczna wizyte u eksi..

      Czego sobie takze zyczesmile Mam nadzieje, ze neksia nie zamierza z PanemTatuskiem
      i jego rodzicami przyjsc do mnie w odwiedzinysmile

      Leeya
      • nooleczka Leeya? 15.12.04, 15:59
        leeya napisała:

        > Co prawda nie jestem nexia i macoszka,

        ????????????? surprised
        A ja myslałam że, co prawda pro-forma, ale jesteś.
      • capa_negra I o to chodzi... 15.12.04, 19:47
        Kurka, ja wiem, ze mozna byc znajomymi, byc dla siebie
        milymi nawzajem... ale swieta razem??!!

        Takiego podsumowania było mi trzeba

        Jestesmy znajomymi, jestesmy miłe dla siebie....ale świeta razem ?????? - to
        chyba lekkie naduzycie smile

        Raczej podziękuje, co nie oznacza że chetnie sie z nia ( nimi) nie spotkam w
        terminie poza świątecznym.
        Zreszta u mnie w świeta obowiązuje pewien rytuał spotkań rodzinnych i nawet nie
        mam czasu na spotkanie z osobistymi psiapsiółkami wiec choćby z tego powodu
        nie widze mozliwości "zawinięcia" to eksi właśnie w te dni.
    • jayin Re: Takie sobie dywagacje 15.12.04, 16:46
      Hmpf...
      Jak dla mnie Wigili i Święta są przede wszystkim dla rodziny. I nie powinny być spędzane "na siłę", albo "pro forma", czy też "nie jest to szczyt moich marzeń, ale ujdzie". No bo to bez sensu jest. Zupełnie. IMHO.

      Jeśli Ex zaprasza - to z jej strony miły gest. Ale nie musicie przecież z niego korzystać?...wink Dla mnie Ex to żadna rodzina. Jakoś nie widze powodu, żeby ją zapraszac na swięta, albo być zapraszana przez nią.

      Chyba, ze to zaproszenie nie do niej, ale "do dziecka na swięta"? Wtedy to już trochę inna sprawa. Jeśli Ex zaprasza was, bo będą u niej dzieci/dziecko - i one też chętnie się z wami tam u niej zobaczą - a układy macie OK i "friendly" - to można to traktować jako normalne odwiedziny u znajomej. Tylko żeby nie było to "wymuszone" w jakiś sposób, czy grzecznościowe "bo wypada". Takie "konwenanse" są strasznie niewygodne jak dla mnie.

      Ja jakoś nie widzę Świąt "wspólnych" wyłącznie z Ex (bez dzieci). Kawa/herbata/ciasto-chwilę posiedzieć towarzysko w np. drugi dzień świąt, jeśli wasze układy są przyjacielskie i nie ma innych planów rodzinnych na ten czas - czemu nie. Ale bez przesady. Chyba, że aż taką żądzą spędzania wspólnie czasu pałacie we trójkę, wtedy sprawa prosta smile

      U mnie - totalnie odpada wspólne spotykanie się i spędzanie Świąt z Ex. Z dzieckiem - OK. Ale jakoś nie widze Ex w roli "członka rodziny". No, sorry - ale nie. Ale to moj prywatny pogląd i odnosi się do mojej sytuacji.

      A jak bedzie u was? Opowiesz nam po Świętach smile
    • lilith76 Re: Takie sobie dywagacje 18.12.04, 18:53
      capa, jak widać ja miałam podobny dylemat, tylko, że ja zastanawiałam się, czy w ogóle wypada mi przyjąć takie zaproszenie, ty od razu podchodzisz do tego zaproszenia z dystansem. podziękuj i wytłumacz się napiętym świątecznym grafikiem i potrzebą wyciszenia choć przez kawałek świąt smile - każdy zrozumie.

      chyba rozumiem zamęt w głowie i czasami się zastanawiam, czy dystans pomiędzy eks a next nie jest po prostu normą społeczną, pewnym konwenansem i kiedy jedna ze stron chce zmienić ten układ druga czuje się skrępowana. to tak jak z jedzeniem mięsa w Wigilię - do zeszłego roku był to post zwyczajowy (kumpel teolog jakoś mi to tłumaczył) i kiedy Kościół go zniósł ludziom nie mieści się to w głowie. nie wypada, no nie wypada!

      rób tak żeby czuć się swobodnie, zgodnie ze swoją wizją świąt.
      • capa_negra Re: Takie sobie dywagacje 19.12.04, 11:43
        Cały czas stoje na stanowisku , że świeta to "nie pora i czas ku temu" aby była
        z obecną sie potykały przy jednym stole.
        Do tego grafik świateczny przez chorobe teścia napiął nam sie jeszcze bardziej.
        Planowałam, że wpadniemy do nich w wigilie tym bardziej, że teśc Adam potem
        wigilia mojego taty.
        W pierwszy dzień swiąt zaprosiłam i tate i teściów do siebie. Gdyby to wypaliło
        popołudnie miałabym wolne.
        A tak ..tato przyjdzie, ale potem my pójdziemy do teściów bo teść w swieta z
        domu nie wyjdzie.
        W drugi dzień świat mamy wielkie , tradcyjne, coroczne spotkanie z rodziną
        organizowane w domu mojego ojca jako seniora rodziny.
        Czyli własciwie na wizyte u byłej gdyby nie chroba teścia zostawałby pierwszy
        dzień swiat.
        Tylko z ta chorobą ... teście mieszkaja dosłownie trzy domy przed byłą - jeśli
        juz tam będzemy to nie wiem czy mąz nie swierdzi, że skoro tu jestesmy to
        chodzmy na chwile zlozyc życzenia.
        I co wtedy???
        Chwycić sie latarni i syczec nie pójdę.... taka scysja w świeta raczej nie jest
        potrzebna , tym bardziej że chłop jak to chłop nie pojmie dlaczego nie chce
        iść skoro sie znamy i nie skaczemy sobie do oczu i zaproszenie było...
        Pójść tez nie mam ochoty.
        Jedyna metoda to chyba urżnąc chłopa u teściów i bez gadania wyekspediowac do
        domu smile...ale ten plan tez ma swoje wady :_)
        A zresztą ...jak by sie to nie skończyło to znając siebie to i tak pewnie
        wyjdę "z twarzą " z sytuacji.
        Dziś jedziemy po corke męża - przyjeżdza z rodzina, wiec spotkamy sie z była i
        zobaczymy jak rozwinie sie sytuacjawink
        • pom Re: Takie sobie dywagacje 19.12.04, 13:21
          Myślę, że już teraz bym ładnie i grzecznie przeprosiła, że ze z przyczyn, które
          podałaś nam, nie wygospodarujecie chwili, by się do niej wybrać. Nie wiem,
          chyba bym nawet o to zagaiła zanim ona by zapytała, czy przyjdziecie. Bo jeśli
          będzie to odpowiedź na jej pytanie, to może to zabrzmieć wymijająco. A jeśli
          powiesz o tym niejako z własnej inicjatywy, to ona odbierze to lepiej.
          • capa_negra Rozmawiałam wczoraj z męzem 20.12.04, 08:43
            Ubieraliśmy choinke i tak się zgadało.
            Chce iść bo:
            nie chce byc posadzony o olewanie dzieci
            nie chce pogorszenia stosunków.
            Stanowczo odmowiłam wizyty w Boże Narodzenie po wizycie u teściów.. chociaz mąz
            argumentował, ze " to obok" i "załatwimy przy okazji"
            Boże Narodzinie to swięto rodzinne - spotykam sie wtedy z rodzina , ktora dla
            mnie jest mąż, ojciec, teściowie.
            Była zona do rodziny sie nie zalicza.
            Na szczęście zrozumiał moje argumenty.
            Staneło na tym, ze jeśli wyrobimy sie w Szczepana to po zjeżdzie rodzinnym
            wieczorem tam wpadniemy.
            A w Wigilie o ile maz nie spotka sie z dziecmi wcześniej osobiście dopilnuje,
            zeby zadzwonił z zyczeniami.

            Nie przypuszczałam, że te swieta moga byc takim problemem..ale trudno myślę,że
            jakos to będzie.
            Wieczorem w Szczepana to juz właściwie "po świetach" wiec ...
            Wiem jedno - nie chce i nie dopuszcze do sytuacji typu, że gdyby doszło do
            tego, że dzieci rozpierzchna sie po swiecie i nie będzie ich na świeta, a była
            pozre sie z osobista rodzina ( matka, siostra) jak juz niejednokrotnie bywało
            to np. zacznie "wypadać" zaprosic ja na wigilie - moja dobra wola tak daleko
            nie sięga.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja