Są tu PRAWDZIWE MACOCHY? wych .dzieci męża?

17.12.04, 13:12
Postów jest dużo, ale chodzi mi głównie o kobiety które wyszły za wdowców
albo rozwodników i mieszkacie razem z jego dziećmi.
    • konkubinka Re: Są tu PRAWDZIWE MACOCHY? wych .dzieci męża? 17.12.04, 13:23
      pierwsza , ktora na mysl mi przychodzi to Lideczka27.I jeszcze jest pare innych
      dziewczyn w tej sytuacji
      tak poza tym wszystkie macochy tu sa prawdziwesmilesmile
      • adrianakanabus Re: Są tu PRAWDZIWE MACOCHY? wych .dzieci męża? 17.12.04, 15:56
        Chciałabym tylko dowiedzieć sie jak radzicie sobie z wychowywaniem męża
        dzieci.MI raczej to nie za bardzo idzie.Ciągle są jakieś spięcia, a ja staram
        się wychowywać tak jak swoje-jednakowo-mamy jeszcze jedną dziewczynkę ma 4
        latka, starsze mają 13 i 9.
        • adrianakanabus Re: Są tu PRAWDZIWE MACOCHY? wych .dzieci męża? 17.12.04, 15:58
          nie dodałam ale chciałabym poznać takie MACOCHY które mieszkają z dziećmi męza,
          a nie takimi na chwilkę.Pozdrawiam
          • e_r_i_n Re: Są tu PRAWDZIWE MACOCHY? wych .dzieci męża? 17.12.04, 16:01
            Poczytaj watek spisujacy forumowiczki. Tam znajdziesz nicki takich osob,
            ktorych szukasz.
            Sa to chyba, z tego co pamietam, poza lideczka, gosza26, mmm i jeszcze jedna
            dziewczyna (niestety nick wylecial mi z glowy).
    • geos Re: Są tu PRAWDZIWE MACOCHY? wych .dzieci męża? 17.12.04, 16:39
      no to chyba ja juz się do takiej zaliczam :o)
      Mieszkam z moim M. i dziecmi na "dobre" od około 2 miesięcy a przedtem
      macochowałam weekendowo.
      Lideczka tez na pewno ci zawsze doradzi
      Pozdrawiam i dodam jeszcze tylko, ze wszytsko sie powoli tobie tez ułoży
    • m-m-m zgłasza się prawdziwa :)) macocha 17.12.04, 19:11
      Na forum jest tylko kilka osób, które faktycznie mieszkją z dzieckiem męża.
      Każda jednak reprezentuje trochę inny pogląd w temacie - wychowanie pasierba,
      bo i sytacja każdego pasieba jest inna. Wychowanie i udział macochy w tym
      wychowaniu zależy od tego, jakie relacje miał dzieciak z matką, czy rodzice są
      rozwiedzeni, czy też matka zmarła. Bardzo ważny jest wiek dziecka, czym młodsze
      tym łatwiej, praktycznie nierealne jet wychowanie nastolatka w okresie buntu,
      tu tylko ojciec - rodzic dziecka może cokolwiek zdziałać. Macocha nie ma
      żadnych praw względem dziecka męża: nie ma władzy rodzicielskiej i nie może
      samodzielnie podejmować decyzji co do zdrowia, kształcenia swego pasierba. Ja
      swojemu pasierbowi macoszę 7 rok, a ma lat 15 obecnie.
      Być może jutro wskoczę na forum, a na pewno w poniedziałek, pozdrawiam smile))
      • alfa36 Re: zgłasza się prawdziwa :)) macocha 17.12.04, 20:36
        Też się zgłaszam. Macochuję od prawie trzech lat, a synal ma trochę ponad 13
        lat i jest w baardzo trudnym wieku. Tak naprawdę to coraz częściej mam dość. Ja
        jednak od początku jakoś tak nie potrafiłam pokochać dziecka (mimo, że
        chciałam), teraz twierdzę, że nie da sie tego zrobić. Polubiłam owszem, ale w
        obecnych warunkach, przy jego ciągłym bycie na NIE, tracę cierpliwość i
        najchętniej bym zwiała na koniec świata. Pozdrawiam
    • lideczka_27 Re: Są tu PRAWDZIWE MACOCHY? wych .dzieci męża? 17.12.04, 21:04
      Ja wyszłam za rozwodnika, który miał za sobą sprawy o przejęcie opieki nad
      dzieckiem, a przejął ją w wyniku śmierci matki dziecka. Jego córka ma lat
      obecnie blisko 7, kocha i traktuje mnie jak matkę, jest pod opieką psychologa z
      powodu stosunku do rodzonej matki (temat długi, a ja nie mogę teraz się
      rozpisywać, bo już siedzenie na dziś wyczerpałam). Od kilku lat jesteśmy razem -
      najpierw się wzajemnie zaakceptowałyśmy, polubiłyśmy, później były różnego
      rodzaju problemy związane głównie z czynami jej matki. Odkąd jej nie ma,
      wszystko się unormowało i ułożyło. Z mężem mamy syna i drugie dziecko w drodze -
      jest to ciąża zagrożona. Dzieci się bardzo kochają i mogę spokojnie napisać,
      że stanowimy rodzinę - nie wyróżniam, nie muszę, bo moja młoda to po prostu
      kochany dzieciak. Łączę jej młody wiek z tym co nas wiąże, myślę, że miałabym
      problemy w matkowaniu zbuntowanemu nastolatkowi, zresztą pewnie bym tego nie
      robiła, bo on zapewne związany byłby ze swoją mamą (no i zbyt mała wtedy
      różnica wieku!), a ponieważ u nas tego nie ma, więc moja sytuacja jest inna -
      dużo łatwiejsza od forumowych macoch 24/h. Dodam, że choć prawnie nic mi do
      małej, otoczenie to ignoruje i w pełni akceptuje moją osobę - nigdzie nie
      wymagają dokumentów stwierdzających, że mam do niej prawo (np. w przedszkolu, u
      lekarza itd.), np. w przedszkolnych różnego rodzaju rubrykach dyrektorka każe
      mi wpisywać siebie i nie rusza jej, gdy klaruję, że tak nie może być wink Myślę,
      że z wywiadówki też mnie nikt nie pogoni, ale oczywiście w urzędach sprawy musi
      załatwiać ojciec małej. Obecnie wychowuję dzieci praktycznie sama i to ja mam
      na nie największy wpływ - wynika to z charakteru pracy mojego męża. W
      przyszłości mamy w planie przysposobienie tyle, że jeszcze nie wiem jak to
      rozwiążemy, bo mi zależy, by małej nie pozbawiać renty po matce - chcę, by
      składały się jej te pieniądze np. na podróże, kursy, studia itd., nie są to
      duże pieniądze, ale z biegiem czasu urośnie niezła sumka i chcę, by choć tyle
      mała miała po matce.

      pozdrawiam
      lidka
      • konkubinka Re: Są tu PRAWDZIWE MACOCHY? wych .dzieci męża? 18.12.04, 10:02
        Mysle ze jeszcze Michiko od niedawna do takich osob nalezy.Ja jednak pozwole
        sobie powiedziec , ze "nasze " dziecko formalnie mieszka z mama ale to za duzo
        powiedziane chyba
        • michiko Michiko się melduje 20.12.04, 14:55
          całkiem niedawno zadebiutowałam przymusowo w roli macochy. Jeszcze nie
          przywykłam do niej. Jest to dziecko męża pozamałżeńskie to dla tych którzy nie
          wiedzą.
    • lideczka_27 nie wymieniono dotąd: atiwoj2 oraz dona29 /b.t. 18.12.04, 11:30

      • adrianakanabus Re: dzięki za odzew 18.12.04, 21:45
        DZięki wielkie za odezwanie się,zastanawiałam się dość długo nad napisaniem na
        tym forum.Zawsze czytałam ale nie mogłam się zdecydować mimo że moja historia
        jest podobna.Mieszkamy razem już 6 lat a małżeństwem jesteśmy 5 .Wyszłam za
        wdowca z dwójką dzieci, obecnie 13 i 9 lat.Mamy jeszcze córkę 4 lata i za
        miesiąc ponownie będę mamą.Czasami mam jednak okropnego doła, i nie mogę
        poradzić sobie z pogladami wychowawczymi mojego męża,zawsze wychodzi na to ze
        to ja jestem tą złą która sie ciagle czepia, o lekcje o mycie itp, ale przeciez
        nie robie tego zeby kogoś krzywdzić.Zawsze słyszę że jestem przewrażliwiona,i
        za duzo wymagam .Tak mi sie wydaje że w pelnych rodzinach to matka przejmuje
        wiekszość obowiązków względem dzieci a mąż tylko przyzwala i raczej nie
        ingeruje,a u nas zawsze mój ma coś mi do zarzucenia , ale sam nic w tym
        kierunku nie robi zeby przypilnować dzieci.Dochodzi do tego że oddalamy się od
        siebie i nie chce nam się nawet rozmawiać.Teraz juz wiem dlaczego miano MACOCHA
        jest postrzegane jako coś złego,bo pewnie kazda z nas chciałaby jak najlepiej,
        ale czasami wychodzi to przeciwko tobie.
        • alfa36 Re: dzięki za odzew 18.12.04, 22:32
          No to jesteśmy w bardzo podobnej sytuacji, bo mój m. tez często gesto twierdzi,
          że ja się czepiam (lekcje, mycie, sprzątanie itp.), natomiast rzeczywiscie
          sporadycznie robi coś, żebym czepiać się nie musiała. Czasami wychodzi na moje,
          bo przykładowo jeszcze rok temu słyszałam, ze przesadzam (chodziło o lekcje),
          ale kiedy tatuś zobaczył świadectwo z klasy szóstej, to zdanie co do mojego
          czepiania zmienił. Mogłabym podawać mnóatwo przykładow niewłaściwych zachowań
          mojego m., których konsekwencją są zachowania synala. Ja w przeciwieństwie do
          Ciebie nie mam wlasnych dzieci (jeszcze nie mam). I tak myślę, że kiedy będe je
          miala to przestanę przejmować sie synalem mojego m. i być może wtedy mniej sie
          będe denerwowała. Ale może racji nie mam. Mnóstwo dobrych rad dostalam na tym
          forum, tyle ze trudno je czasem wcielić w życie (moze to kwestia mojego
          charakteru). Bardzo cenie sobie wypowiedzi Lideczki i mam zamiar wkrotce wziąć
          się za poszukanie wątku, w ktorym tak fajnie mi radziła, zebym wreszcie zrobiła
          coś dla siebie(m.in ona ale bylo tam kilka równie fajnych wypowiedzi). Teraz
          znów jestem na etapie przejmowania sie postępami synala w nauce (to u nas
          główny problem) i widzę, że w związku z tym m. przestał się w to angażować, a
          tego przecież nie chcę. W końcu on jest ojcem dziecka, a ja tylko macochą. I
          potrzebuję sie zdystansować. A najlepiej wychodzi mi to wtedy, kiedy zostaję po
          godzinach w pracy. Cużo bym jeszcze mogła opowiadać, ale to może jutro.
          Pozdrawiam serdecznie w sobotni wieczór.
          • adrianakanabus Re: dzięki za odzew 19.12.04, 17:14
            Twój list uprzytomnił mi że nie jestem sama i gdzieś ktoś ma podobne problemy,
            czyli nie jestem sama w tym co robię.Ja tak samo mam problem z lekcjami
            dzieci,ja bym więcej kazała im przysiąść,a mój mąż ma to gdzieś.Jednak
            świadectwa mówią same za siebie.Wydaje mi się że obowiazkiem rodziców jest
            zrobienie wszystkiego aby dzieci się uczyły nawet jeżeli byłoby to ciagle
            mówienie o odrabianiu lekcji. Tak żebym potem nie miała sobie nic do zarzucenia
            że tego nie dopilnowałam.Ale ja sama bez wsparcia męża nie mogę nic w tej
            kwesti zrobić,chociaż naprawdę bardzo bym chciała bo zalezy mi na nich tak samo
            jak na rodzonym.I problem rośnie, czasem dochodzi do tego ,że próbuję olewać
            trochę temat nauki,ale to wygląda tak tylko z wierzchu,wszystko duszę w sobie.A
            z czesem wybucha wulkan...... Nie umiem po prostu wyluzować, jak mówi mój
            mąż,zawsze mi gada że czego ja od nich chcę przecież to są dobre dzieci.A ja
            zawsze twierdzę że nawet nad dobrymi trzeba czasami popracować, przecież
            wychowywać znaczy uczyć cały czas.Ja mam porównanie bo mając jeszcze jedno
            rodzone dziecko wcale się tak nie przejmuję jego gadaniem o wychowaniu dziecka,
            zresztą tego gadania nie ma, bo wiem że nie moę na niego liczyć .Dziwi mnie
            tylko zachowanie jak czepia sie o wych ,jego dzieci, może tutaj co do naszego
            nie ma takiej śmiałości bo jednak jestem matką.Tak i to może być problem,to nie
            ja ,tylko on robi taką niezdrową atmosferę wmawiając mi że wina leży po mojej
            stronie.Pozdrawiam do jutra...
            • poxywka Re: dzięki za odzew 19.12.04, 20:33
              pisze z drugiej strony - to ja jestem matka a on ojczymem (ojciec jest takze
              aktywny w zyciu dziecka); to ja reaguje nerwowo na jego krytyke skierowana w
              moje dziecko; ja uwazam, ze czasem go nie rozumie; boje sie, za nie kochajac
              mojego dziecka (bo to przeciez naprawde trudne choc mam nadzieje mozliwe) nie
              karci go z milosci, z checi wychowania na dobrego czlowieka ale dlatego, ze
              jest na niego zly i nie znosi zle wychowanych dzieciakow; boje sie czy nie
              sprawia mu to satysfakcji; to sa odczucia tej drugiej strony - chociaz czasem
              bezpodstawne obawy ale sa; tak jak macochom ciezko pokochac to dziecko tak
              chyba ojcom zrozumiec, ze one jednak potrafia chciec dla niego jak najlepiej;
              trzeba czasu, rozmow, rozmow, rozmow ( u nas daje dobre rezultaty); i potwornie
              duzo cierpliwosci z obu (a raczej z trzech) stron
              pozdriawiam
              poxywka

              ----------
              "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono"
        • lideczka_27 Re: dzięki za odzew 19.12.04, 17:34
          Niestety, w tym temacie mamy całkiem różne doświadczenia, bo M nie podważa
          moich decyzji ani autorytetu - mam wolną rękę, a gdy "zgłaszam" mu
          jakieś "reklamacje" wink i proszę o załatwienie tematu z małą, to robi to
          uczciwie, obiektywnie, ufa mi i wierzy, że moje słowo krytyki pod adresem
          dziecka jest w pełni zasłużone i uzasadnione.
          Choć mój M pracuje dużo, nie mam zamiaru wyręczać go z pomocy dziecku przy
          zadaniach szkolnych. Już teraz uczy małą wierszyków czy piosenek, jakie mają
          zadane do domu, odrabia jakieś tam ćwiczenia itd., ja w tym czasie odpoczywam
          lub gotuję obiad. Będę dziecku pomagać - jasna sprawa, ale nie zamierzam robić
          tego zawsze - to także jego obowiązek i będzie dotyczył nauki wszystkich
          naszych dzieci. Jeśli spotkam się z jego olaniem sprawy, jeśli zobaczę, że
          umywa od tego ręce lub może mi jeszcze powie, żebym nie przesadzała z
          wymaganiami - całkowicie oddam mu obowiązek pomagania dzieciom w lekcjach.
          Wszelkie niepowodzenia, kłopoty dzieci w szkole będą jego problemami, ja
          zachowam dystans. Tylko w ten sposób można kogoś nauczyć doceniać swoje
          starania i mobilizować do pracy z własnymi dziećmi. Więc choć Ci trudno z tym
          będzie - doradzam dystans, uczciwe postawienie sprawy i zapowiedź, że od
          przyszłego semestru (to już niedługo!) on jest odpowiedzialny za pilnowanie
          dzieci i ich postępy w nauce. W razie niepowodzeń (tfu, tfu) spojrzy na to z
          innej strony, przestanie Ci wmawiać, że się czepiasz i uwierzy, że Tobie
          zależy, dlatego jesteś tak wymagająca.

          pozdrawiam
          lidka
          • adrianakanabus Re: dzięki za odzew 20.12.04, 07:48
            Tak mój problem pewnie polega na tym że wziełam na siebie za dużo obowiązków,
            tylko że kiedyś mu to nie przeszkadzało ,albo i ja nie zwracałam na to
            uwagi.Może z czasem jego krytyka względem mnie zaczęła mnie bardziej
            drażnić,wiadomo ludzie się zmieniają, albo tej krytyki jest coraz więcej,a
            dzieci coraz wieksze.Jak to mówią małe dzieci mały kłopot ....Boję sie tylko
            tego że jak kiedyś walczyłam to po pewnym czasie zacznie mi wszystko
            zwisać,dzieci będą niedopilnowane, niedouczone jedynym moim obowiązkiem --
            JESZCZE--bedzie nakarmienie i opranie.Tak tylko mając jeszcze jedno dziecko i
            nastepne w drodze trudno sobie wyobrazić jak to zycie będzie wyglądać.Moze
            macie jakiś sposób na wyjście z tej sytuacji ? albo może jak to jest u Was?
            proszę o pomoc.....adriana
            • m-m-m Re: dzięki za odzew 20.12.04, 09:26
              Ja od poczatku przyjęłam zasadę: pasierb jest dzieckiem M, a nie moim. Było mi
              o tyle łatwiej, że sama pasierbicą kiedyś byłam, wiem , jak to jest mieć
              ojczyma (qasi rodzica, który rodzicem praktycznie nie jest), wiem też jak ie to
              straszne dla dziecka : brak rodzica własnego. W układ: moj rozwiedziony M.,
              pasierb weszłam świadomie. Matka pasierba ma odebraną władzę rodzicielską za
              znęcanie się nad rodziną, ale nadal usiłuje utrzymywać z nim kontakt, w każdym
              razie tylko pasierb - jeśli chce - odbiera od niej telefony.
              Mój M. też próbował wywierać na mnie presję co do wychowania pasierba: nie
              dałam się od początku: to nie moze być tak, że ja jestem od wychowania , a
              śmietankę spije on - ojciec. TO JEGO OBOWIĄZKI nie moje, bo to on ma władzę
              rodzicielską nie ja. Jęsli M. próbował się wykręcić "ważnymi sprawami" i nie
              zajmował się nauką pasierba od razu mówiłam i to skutkowało natychmiast, że po
              osiemnastym roku życia pasierba , ja zabieram wszystkie pieniądzei i ON SAM
              będzie nieuka i lenia utrzymywał. To naprawdę jest metoda - po kieszeni tatusia
              i już., a że M. wie, że jestem bardzo konsekwentna i bym tp na 100% wprowadziła
              w życie - to od razu czas na wychowanie jego dziecka się znalazł.
              Co do krytki: nie pozwalam na to mojemu M. też, bo nic nie stoi na
              przeszkodzie , by to on sam zajął się daną sprawą i nie pozwolę na jakiekolwiek
              próby wywołania we mnie poczucia winy.
              • adrianakanabus Re: dzięki za odzew 20.12.04, 14:19
                A co powiecie na to że mój maż ciągle podważa mój autorytet w obecności
                dzieci,albo zwraca mi uwage przy nich. Czy któraś może wiedzieć co ja wtedy
                czuję?I nic nie daje tłumaczenie mężowi że jak chce mi coś powiedzieć ,że robię
                cos żle albo mu się to nie podoba--żeby mówoł mi to nie w obecności dzieci.Jest
                to dla mnie coś okropnego i najpardziej poniżającego.Kiedyś nawet wspominałam
                coś o pójściu do psychologa, ale odmawia.Atmosfera robi się chora.u NAS moj
                mąż ma tylko prawa a ja obowiazki,co robić?Może jest tu jakiś psycholog na
                forum?
                • adrianakanabus Re:do LIDECZKI 27 20.12.04, 14:55
                  To co opisujesz po częsci o mnie,a kiedy masz termin porodu? JA 20 STYCZNIA.
                • m-m-m Re: dzięki za odzew 21.12.04, 11:41
                  Nie jestem psychologiem, ale na moje oko wygląda to tak, że kiedyś , gdy za
                  pierwszym razem mąz pozwolił sobie na uwagi wobec Ciebie przy dzieciach - nie
                  zareagowałaś ostro. To rozzuchwala sprawcę. Mąż wie, że jesteś "uziemiona"
                  przez jego dwoje + wspólne dzieci, masz wiele pracy i dlatego sobie pozwala na
                  chamstwo. Niestety tak jest, że mężczyźni nie szanują pracy kobiety w domu,
                  wręcz bezczelnie to wykorzystują jako należną im , bezpłatną obsługę,
                  wykorzystują maksymalnie dobroć.
                  Psycholog niewiele pomoże: rozumiem, że Twój mąż praktykuje takie postę powanie
                  już długo, wiele takich drobnych przewinień ma na koncie, które uszły mu
                  płazem, to jest tzw. spirala przemocy.
                  Kiedyś, gdy pracowałam w szkole zorganizowano nam kapitalne szkolenie sprawca-
                  ofiara. Miało ono dotyczyć przemocy rówieśniczej, ale ja uważam, że model tam
                  przedstawiony był uniwersalny: ofiara z reguły NIE REAGUJE i to jest jej
                  podstawowy błąd. Brak obrony, czy to słownej, czy fizycznej powoduje, że
                  otoczenie ofierze nie współczuje i nie chce jej pomóc. Czyli : koniecznie
                  odpowiadaj na zaczepki , zwracanie uwagi : powiedz od razu, nie czekaj, aż
                  dzieci się oddalą, że sobie nie życzysz takiego zachowania i jak musię nie
                  podoba, to niech poszuka sobie innego kozła ofiarnego: oczywiście, jest to
                  nakrecenie i szarpanina psychiczna, ale aby mieć godność, to trzeba najpierw
                  pokazać, że się tę godność ma i wara każdemu do jej umniejszania.
                  Powiedz też sama sobie, czego się boisz? Męża, że sobie pójdzie i zostawi Cię
                  bez środków do życia??? Jeżeli on będzie powtarzał akty przemocy, to moim
                  zdaniem musisz myśleć o rozwodzie. I tu ważna uwaga: w sytuacji, gdy myślisz o
                  rozwodzie, nie lituj się nad jego dziećmi (czyli nie myśl, że robisz cudzym
                  dzieciom krzywdę, bo nie zamierzasz znosić upokorzeń od męża). One tego nie
                  docenią, dobrze wiedzą, że nie jesteś ich matką i nie będą Cię szanowały ,
                  jeśli ich tatuś Cię nie szanuje. Twoje własne dzieci - owszem - biologicznie
                  mają "zaprogramowaną" miłość do Ciebie i one na pewno zostaną z Tobą.
                  Przemyśl to dokładnie. Na forum nie szukaj psychologów, to jest grupa wsparcia,
                  ale nie konkretne przypadki, które inni rowiązują. Tu nie jesteś sama, ale
                  pomoc psychologiczna kosztuje i to słono, i mówiąc szczerze zdziwiłabym się,
                  gdyby jakiś psycholog chciał całkiem bezinteresownie prowadzić terapię
                  małżeńską wirtualnie i nieodpłatnie. Pozdrawiam Cię ciepło.
                • alfa36 Re: dzięki za odzew 21.12.04, 20:07
                  Też to przerabiam. Kłócimy się przy synalu, tyle że ja nie daję sobie nic
                  powiedzieć i wywołuję awanturę (zresztą to tu nauczyłam się krzyczeć). Ale
                  synal oczywiście robi się pewniejszy (tatuś po jego stronie). Teraz jest to co
                  prawda rzadsze, bo młody regularnie wywija jakieś numery i nawet własny ojciec
                  nie widzi powodów do pochwał, ale niestety bywa. I ja podobnie tłumaczę jak
                  Ty. Nic to jednak nie daje. Ostatnio usłyszałam z ust mojego kochanego meża, że
                  jestem jak ta macocha z Kopciuszka, tyle że własnych dzieci nie mam.
    • alfa36 Re: Są tu PRAWDZIWE MACOCHY? wych .dzieci męża? 21.12.04, 21:32
      Piszę dalej- m.m.m. , którą bardzo cenię poradziła sobie z problemem
      wychowywania pasierba. Wiem jednak, że u mnie numer z utrzymywaniem by nie
      przeszedł. Owszem, zarabiam więcej i pewnie gdyby mnie nie było żyliby
      skromniej, ale jednak myślę, że daliby sobie radę. Temat pieniędzy odpuściłam
      sobie, zbyt dużo było kłótni również na ten temat, więc uznałam, ze nie warto.
      Zwalanie roboty (wychowywania): no cóż wydaje mi się, że inaczej wychowywalabym
      swoje dziecko (zdanie mojego m. jest zupelnie inne). Synal nie bardzo przejmuje
      sie obowiązkami domowymi, ale myślę że robi tak większość nastolatków. Drażni
      mnie to bardzo... Dostalam go jednak jako uksztaltowanego człowieka, więc co
      mogę zrobić? Mogę mieć tylko pretensje do m, ktoremu nie przeszkadza, że np.
      skarpety po praniu walają sie po domu kilka dni(przekładane z jednego na drugie
      mejsce) , zanim szanowne dziecko (do ktorego obowiązkow to należy) je poskłada
      (najczęściej kończy sie to tak, że ja je wyrzycam na środek pokoju, przy okazji
      ostro się wkurzając, bo wyprowadza mnie takie zachowanie z rownowagi). Przy
      okazji wspomnę, ze moj m od zawsze twierdzi, że inne dzieci traktuję inaczej
      (czytaj: lepiej). Na pewno synal ma wiele zalet tyle że ja po prostu już chyba
      tego nie zauważam. I jest to na pewno smutne. Bo czy to wina dziecka, że nie ma
      rodzonej mamy? Ale, czy to moja wina, ze zakochałam się w facecie z dzieckiem?
      • m-m-m Re: Są tu PRAWDZIWE MACOCHY? wych .dzieci męża? 22.12.04, 08:41
        Myślę, że moja sytuacja jest trochę inna - ja jestem ta druga, ale nie należy
        zapominać, że obaj moi panowie szanują mnie, ponieważ matka pasierba okazała
        się być osobą agresywną, używała przemocy fizycznej i psychicznej. Mój M. dużo
        przez nią stracił nerwów i zdrowia, że nie wspomnę o zwichrowanej psychice
        pasierba. Także teraz M. dba o mnie i szanuje moje zdanie w kwestii wychowania
        pasierba.
        Alfa i Adriana mają inny obraz przed sobą: byłe żony ich mężczyzn, a zarówno
        matki ich pasierbów odeszły drogą "naturalną" , a nie poprzez rozwód. I tu
        jest moim zdaniem różnica: wasi mężowie nie szanują tego co mają i dlatego nie
        są chętni do współpracy.
        Uczciwie powiem, że ja bym się rozwiodła, bo niby w imię czego miałabym walczyć
        z wiatrakami , czyli z nieistniejącą matką-żoną i jej wyidealizowanym obrazem
        przez pasierba i męża.
        Też uważam, że moim własnym dzieckiem zajmowałabym się zupełnie inaczej,a trudy
        wychowania byłyby dla mnie rzeczą normalną i nie nie oczekiwałabym pomocy od
        M. (vide: moja śp. matka była samodzielną), dziecko własne ukształtowałabym wg
        swoich możliwości, przekazałabym tradycje mojej rodziny, a tak to wiem, że dla
        pasierba moja rodzina to jakiś fikcja literacka.
        Jeśli panowie nie są skłonni do jakichkolwiek ustępstw i szacunku dla drugiej
        żony-macochy to bez sensu jest taka męczarnia. No, ale tu trzeba wybrać : albo
        ktoś bedzie mnie szanował, albo trzeba się pożegnać. Sytuacja jest patowa, ale
        jakieś rozwiązanie być musi, nawet to rozwodowe. Zwyczajnie nie wierzę w pomoc
        psychologa, jeśli druga strona nie wyraża jakiejkolwiek chęci do wspoółpracy.
        Ja z moim pasierbem mam inne przechery, typu: zazdrość wobec wszystkich i
        wszystkiego, uleganie wpływom kolegów, którzy kiepsko się uczą i mają za nic
        szkołę (argument: inni tez dostali pałki z klasówki, ale oczywiście nic nie
        mówi , że Ci "inni" to 2 kolegów na trzydziestoosobową klasę), próby
        wymuszania "markowych" ubrań, niechęć do jakichkolwiek obowiązków domowych - to
        ostatnie to muszę oddać mojemu M., że pasierba pilnuje: pasierb regularnie
        sprząta, swoje rzeczy składa do szafy, czyści dywany, wynosi śmieci, chodzi do
        sklepu, tak jak teraz w czasie przerwy świątecznej robi śniadania i szykuje
        podstawowe składniki obiadu. To mi się faktycznie udało załatwić, nie bez
        walki, ale nie ustąpiłam i już.
      • adrianakanabus Re: Są tu PRAWDZIWE MACOCHY? wych .dzieci męża? 22.12.04, 08:47
        Sama często zadaję sobie to pytanie,czy to moja wina że zakochałam sie w
        facecie z dziećmi.Pobierając się,nie zdawałam sobie do końca sprawy jakie mogę
        napotkać problemy, a mój m wydawał się czlowiekiem bardzo ułożonym.Byłjuż po
        przejściach z żoną i rodzicami więc nie miałam żadnych obaw że będzie zle.
        Ja teraz coraz częściej wybucham,nawet sama siebię nie poznaję.Muszę nauczyć
        się nie zwracać takiej uwagi na pasierbów niech to on zajmie sie więcej
        dziećmi,ale najbardziej denerwuje mnie to że ma czelność zwracać mi uwagę przy
        dzieciach.A także to że co do naszego wspólnego dziecka nie wtrąca sie
        wcale,zdaję sie całkiem na mnie.Tylko dlaczego uważa że robie krzywdę jego
        dzieciom?jUż wiem to nie ze mną jest coś nie tak tylko z nim.Muszę koniecznie
        zmienic taktyke w wychowaniu,dobrze że to on chodzi na zebrania,jest to chyba
        jedyna dobra rzecz w jaką nie dałam sie wciągnąć.Chociaż on też ma jakiś
        obowiązek ,a i wycofuje sie pomału ze sprawdzania lekcji. Wyszłam z załozenia
        że on jest tak samo wieczorami w domu jak ja więc może sie tym zająć.Pozdrawiam
        ada.
        • gosza26 Re: Są tu PRAWDZIWE MACOCHY? wych .dzieci męża? 29.12.04, 11:49
          Przepraszam, że dopiero teraz, ale wiecie świeta smile..

          Tak jestem macocha pełnoetatową. Dla mnie wszystko sie potoczyło bardzo szybko,
          bo w wieku 23 lat okazało sie ,że wychowuje 10-latka(wtedy półetatowo, bo nie
          mieszkalismy razem) . Właściwie to dzicko mnie adoptowało smile

          Młody dzisiaj ma już 14 lat, a ja byłam przyzwyczajona do tego, że czytałam mu
          bajki, chodziłam na wywiadówki i uczyłam świata. Teraz musimy uczyć się na
          codzień wszystkiego co jest związane z Jego dojrzewaniem. Mam przy tym bardzo
          porywczy charakter a więc nie trudno o iskrę zapalną.

          To co mnie odróżnia od większości macoch, które nie ziązały sie z wdowcem a
          dziecko traktuje mnie jak matkę.To na swój sposób nastręcza kłopotów, bo miłość
          czasami tez boli, tym bardziej jesli nie jest standardowa. A tak jak juz
          pisałam odpowiedzialnośc, która wzięłam na siebie czasami powoduje,że ogarnia
          mnie bardzo duzy lęk o przyszłość Młodego.Tym bardziej,że to jest zupełnie inny
          typ dziecka niz ja byłam. Czasami te róznice bardzo nas zbliżają do siebie a
          czasami wręcz przeciwnie.

          Cóż jeśli chodzi o niemęża to jest w porządku. Zresztą od zawsze wychowywał
          syna, więc ma pokłady cierpliwości. Za to edukację Młodego oddał w moje ręce
          (właściwie to sama wzięłam). Może to wynika tez z tego, że jako panna bez
          dziecka mam duzo energii.Mam jednak tą wade ,że szybko potrafię wpadać z 1
          skrajnej emocji w 2 i wtedy nikomu nie wychodzi to na dobre.

          Więcej nie piszę bo upust swojej twórczości wielokrotnie dawałam na tym forum i
          wystarczy skorzystać z wyszukiwarki smile

          Pozdrawiam...
Pełna wersja