A ja się chyba żegnam z "macochostwem"...

05.01.05, 16:38
Nie chcę się powtarzać, więc początek historii jest na
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=14914535&a=14914535
Zwracając honor wszystkim, co się wypowiedziały i którym może nie do końca
wierzyłam.
Faceci się nie zmieniają sad
Znów go ktoraś z moich wychaczyła w Sympatii...
A ja po prztrzepaniu poczty dowiedziałam się, że CAŁY CZAS BYCIA ZE MNĄ (1,5
roku) co najmniej raz w miesiącu z kimś się umawiał.
Mam dość.
Nigdy w życiu więcej tego typu gości.
Jestem zmęczona i mam doła...
    • night_irbis Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 05.01.05, 16:40
      Przepraszam za literówki w poprzednim poście...
      Ręcę mi się plączą...
      • leeya Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 05.01.05, 16:57
        Daj sobie luz dziewczynosmile

        Ja tam po przejsciach z ojcem Kuleczki wiem juz, ze sie faceci nie zmieniaja.
        Mozna sie ludzic, ufac, wierzyc.... Bo kochamy i uwierzymy we wszystko. Ale
        prawda i tak wylazi na wierzch rozrywajac serce na strzepy.

        Proponuje lampke wina, najlepiej francuskiego (oj, co ja ostatnio z tym
        francuskim winemtongue_out), dobra muzyke i ploty z psiapsiolkami. Wygadaj sie, pozal,
        wyrzuc z siebie zle emocje i bedzie coolsmile Moze nie od razu, ale z czasem...

        Trzymaj sie cieplo i glowka wraz z noskiem do gorysmile

        Leeya
      • jayin Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 07.01.05, 10:55
        To fakt, faceci się nie zmieniają. W kwestii jakichkolwiek zmian osobowościowych i charakteru oni są jak zastygła modelina.

        Przykro mi, że tak się porobiło... Ale jest taka stara dobra prawda: nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło... NAPRAWDĘ.
        A facet jak jest takim maniakiem haremów, to i lepiej, że odejdzie w przeszłość...

        przytulam ciepło i uszy do góry smile

        J.
        • nooleczka Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 07.01.05, 12:19
          jayin napisała:

          > To fakt, faceci się nie zmieniają. >

          Widze że powtarzacie to w tym wątku jak mantrę jakąś wink

          Za nie do końca się z ta "mantrą" zgadzam. W przeciągu tych kilku lat naszego
          związku zauważam może nie radykalne, ale pewne dość istotne zmiany u niego...
          uspokoił się, wyciszył, nauczył się bardziej panowac nas swoimi emocjami, no i
          jego postępowanie stało się bardziej odpowiedzialne. Możnaby powiedziec, ze...
          wydoroślal smile
          • jayin Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 07.01.05, 15:10
            Nooleczko smile
            Ale dla mnie umiejętność opanowywania emocji, odpowiedzialność itp. - to sprawy czysto psychiczne, niezwiązane z przyzwyczajeniem do konkretnych sytuacji, rzeczy - to dla mnie bardziej "zagłuszanie" pewnych uczuć/zachowań w sobie (które i tak istnieć będą - tylko to opanowanie nabyte nie pozwala im się wymknąć spod kontroli "właściciela") - a nie zmiany same w sobie.

            Dla mnie np. jasne jest, że facet może "wydorośleć" psychicznie. Ale jego nawyki co do zachowań typu "podryw" to raczej chyba niestety nie ma związku z tym dorośleniem. Co najwyzej nauczy się lepiej to ukrywać smile Żeby "mądrze i dorośle" nie ranic swojej obecnej partnerki.

            Co jak co, ale "kobietnik" - kobietnikiem zostanie. Ja tam nie wierzę w nagłę cudowne przemiany. Ale może ja pesymistka jestem...?

            J.
    • capa_negra Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 05.01.05, 17:20
      Uszy do góry - kup sobie dobre perfumy czy cokolwiek innego co ci sprawi
      przyjemnośc, wyspij sie tydzień i zacznij nowe zycie.
      Zacznij robić te wszystkie rzec na które do tej pory " nie miałas czasu"
      Niestety niektórzy nigdy sie zmieniaja i nigdy nic nie naucza na własnych
      błędach.
      Na szczęście nie wszyscy - ja w to wierze
      • leeya Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 05.01.05, 17:27
        Byleby to nie byly perfumy "love in paris"...

        Co ja taka ostatnio antyfrancuska sie zobilamtongue_out

        Leeya
        • capa_negra he he he 05.01.05, 17:34
          żadnych paris...chociaz był czas, ze chanel 5 uwielbiałam.
          Ale od lat jest to przeważnie Eternity K.K. , czasami 5 Aleja E.Arden.
          Jesli chodzi o perfumy to niecierpie zmian !! wiec o tzw. "nowościach" nie mam
          bladego pojęcia
          • leeya Re: he he he 05.01.05, 18:04
            No coz, ja jestem wierna raczej projektantowi, a nie zapachowismile Moja ulubiona
            kreatorka damskich perfum to Esteel Lauder. Najpierw przez 3 lata rozsiewalam
            dookola zapach "pleasure" teraz wabie "beyond paradise". No nie, klamiesmile
            Czasem jeszcze davidoff i "cool water" wchodzi na tapete.

            A "love in paris" jest najnowszym zapachem niny richi i nie zycze sobie tego
            zapachu nawet w okolicysmile Nie lubie, jak facet dwom "swoim" kobietom daje te
            same perfumytongue_out

            Leeya
            • capa_negra Re: he he he 05.01.05, 18:18
              a feee te same perfumy ????
              Mogłby mieć odrobine taktu
              Z drugiej strony to arcywygodne - nigdy żadna mu nie zarzuci, że pachnie obca
              baba ..
              • leeya :))))))))))))))))))) n\txt 05.01.05, 18:21

              • smallm Re: he he he 06.01.05, 09:52
                pewnie dlatego tak dają... żeby zawsze zapach roztaczał się ten sam...
    • nareene Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 06.01.05, 09:09
      Jak to moja mama powtarza - kobieta może wpłynąć na zmianę faceta... pod
      warunkiem, że zmieni go na innego wink
      Uderza mnie ostatnio jeden fakt: strasznie dużo związków rozpada się z powodu
      internetu! To nie są statystyki, o których czytałam, tylko własne obserwacje.
      Nawet mój osobisty, prywatny związek o mało nie rozpadł się z powodu randek
      internetowych. Maile do nieznajomej dziewczyny, które przypadkiem dostały się w
      moje ręce (trafił pechowo na moją znajomą) prawie zupełnie przekreśliły
      wszystko co między nami było... Nie wiem dlaczego facetom wydaje się, że takie
      ściemnianie przypadkowym panienkom na necie to nic złego. Mój facet zrozumiał
      (?) dopiero, gdy rozstaliśmy się i przeszedł małe piekiełko. Ciężko mi idzie
      odbudowywanie zaufania.
      • smallm Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 06.01.05, 09:53
        a mój dopiero planuje się skomputeryzować...
        i aż mnie ciarki przechodzą na samą myśl...
        • capa_negra Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 07.01.05, 11:40
          A moj jest " kretynem" komputerowym smile))
          Jak coś chce w sieci to ja muszę : właczyć, znaleść i wtedy w ramach jednej
          stronki umie sobie pochodzic i poradzic, ale jak zmiana adresu to znów zona
          potrzebna smile
          I niech tak zostanie .... w tej sytuacji smile
          • smallm Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 09.01.05, 18:09
            No ja z moim mam na szczęście to samo smile
            Rozbawia mnie tym zreszta czasami, bo ostatnio nawet z cyfrówką czy z komórka
            miła jakieś problemy, to mu się, oczywiście, ja przypominam wtedy smile A podobno
            ja mam skrajnie żeński umysł, a on męski smile jeśli chodzi o technikę to jakoś
            odwrotnie nam to wychodzi smile
      • jayin Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 07.01.05, 11:55
        areene napisała:

        > Jak to moja mama powtarza - kobieta może wpłynąć na zmianę faceta... pod
        > warunkiem, że zmieni go na innego wink

        Twoja Mama to mądra kobieta wink
    • lilith76 Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 07.01.05, 13:36
      jednak ostrożności i ograniczonego zaufania nigdy nie za wiele sad

      ty odpoczywaj, a niech teraz on ma doła - być może twoje odejście nie będzie dla niego przyjemne smile))
    • night_irbis Re: A ja się chyba żegnam z "macochostwem"... 10.01.05, 14:02
      Nie mam teraz w domu netu - więc pisuję rzadko.

      Wszystkie macie rację. Dla własnego zrowia psychicznego powinnam to zakończyć i
      kończę.

      Ale taka mała degresja mi się jeszcze nasuwa...
      Wydaje mi się, że faceci, przeżywjąć przysłowiowy "kryzys wieku średniego"
      reagują na ten stan swojego ciała, jak starzenie się, i przemijający czas w
      sposób bardzo zróznicowany....
      Niektórzy uderzają w sporty ekstremalne, niektórzy próbują narkotyków (znam
      takie przypadki), niektórzy zmieniają pracę... itd. itp. A niektórzy (i taki
      właśnie mi przypadek trafił) za wszelką cenę próbują sobie i innym udowodnić, że
      są nadal atrakcyjni... i potrafią przyciągnąć wzrok kobiet...
      To nic, że pod grubym swetrem jest już wyrażny brzuszek, na skroniach siwizna i
      w łóżku coraz częściej zdarzają się niewypały... wink Taka dziewczyna z internetu
      o tym nie wie... Jak nie wie również o tym, że "samotny, samodzielny,
      wysportowany i świetnie gotujący" nie potrafi w kuchni zrobić nic oprócz
      herbaty, żelazko ogląda najwyżej z odległości kilku metrów, a basen tylko w
      telewizji smile
      Najważniejsze, że zwróciła na niego uwagę.
      A co będzie później - nieważne. Bo po poderwaniu nic więcej go już nie
      interesuje. Byle dalej i byle więcej...
      Wiem to - bo przeczytałam jego pocztę. Rozbawiły mnie jego historię do łeż. Te
      piętrzące się kłamstewka na temat służbowych wyjazdów, 2 godzin na basenie i w
      siłowni, potrawek z indyka... smile)))
      Jezu... taki 12-letni kłamliwy chłopczyk we własnym świecie fantazji w ciele
      40-letniego mężczyzny...

      A ja się trzymam jakby co smile
      Kupiłam sobie nową kurtkę i oddałam rower na przegląd.
      Życie idzie dalej. Oby mi się nikt taki więcej się nie przytrafił. Bo takich
      facetów na pierwszy rzut oka rozpoznać jest trudno - kłamią bez mrugnięcia oka wink
Inne wątki na temat:
Pełna wersja