Jak to jest byc prawdziwą macochą?

25.01.05, 13:18
Moja siostra ma 21 lat i niedługo chyba wyjdzie za mąż. Jej narzeczony ma 7-
letniego synka, który mieszka z babcią (ojciec pracuje w innym mieście m.in.
w nocy, biologiczna matka nie nadaje się do swojej roli - kolejne dziecko z
kim innym zostawiła w szpitalu), ale planują oczywiście zabrać chłopca do
siebie jak tylko będą mieli warunki (czyli ślub i coś wiecej niż pokój w
akademinku).
Wiadomo, rodzina się martwi - jak ona sobie da radę?
Jak to było u was?
    • jo.an.na Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 25.01.05, 13:23
      Jest cholernie ciezko sad. Ja gdybym przewidziala, ze bede musiala mieszkac pod
      jednym dachem z dzieckiem meza, zastanowilabym sie trzy razy przed slubem.

      A jak Twoja siostra do tego podchodzi? Zna tego chlopca? Ma z nim dobry kontakt?
    • balladynka Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 25.01.05, 14:12
      A ja odpowiem tak. Gdybym zakochujac sie w moim M. wiedziala wtedy to co wiem
      dzisiaj na temat tego, jak wyglada taki zwiazek i z czym to sie je, to nigdy
      bym sie na to nie zdecydowala. Wiem tez, ze jesli nam sie razem nie uda, nigdy
      juz nie zwiaze sie z mezczyzna, ktory ma dzieci z poprzedniego
      zwiazku/zwiazkow. Bedzie to pytanie zadane na pierwszej randce, w czasie
      przystawkismile)
      Na pewno jest to kwestia indywidualna i nie mozna uogolniac i przesadzac. A nuz
      Twoja siostra bedzie bardzo szczesliwa. Jest tu na forum przeciez wiele
      szczesliwych macoszek. Ale jest taka mloda... moze powinna jeszcze zaczekac z
      tak powaznymi decyzjami?
      • e_r_i_n Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 25.01.05, 14:23
        balladynka napisała:

        > A ja odpowiem tak. Gdybym zakochujac sie w moim M. wiedziala wtedy to co wiem
        > dzisiaj na temat tego, jak wyglada taki zwiazek i z czym to sie je, to nigdy
        > bym sie na to nie zdecydowala. Wiem tez, ze jesli nam sie razem nie uda,
        > nigdy juz nie zwiaze sie z mezczyzna, ktory ma dzieci z poprzedniego
        > zwiazku/zwiazkow.

        (...)

        > Ale jest taka mloda... moze powinna jeszcze zaczekac z tak powaznymi
        > decyzjami?

        Pozwole sobie polaczyc dwie Twoje wypowiedzi, Balladynko smile
        Gdy ja decydowałam się na zwiazek z moim mezem, byłam jeszcze mlodsza.
        Oczywiscie wtedy wiele rzeczy po prostu nie przychodzilo mi do glowy, ale z
        bagazem ponad 4 lat bycia razem nie zaluje tej decyzji! I gdybym miala sie raz
        jeszcze decydowac na ten zwiazek, wybralabym tak samo.
        Moja sytuacja była inna niz u siostry autorki watku, bo u nas nie wchodzilo w
        gre sprawowanie opieki nad dzieckiem mojego meza, ale jednak jesli miedzy nimi
        jest prawdziwe uczucie i ta dziewczyna swiadomie sie na zwiazek zdecydowala, to
        dadza sobie rade. Oczywiscie wielu rzeczy nie da sie przewidziec, bo nikt nie
        jest w stanie stwierdzic, jak sie zachowa w sytuacji, w ktorej nigdy nie byl,
        ale przeciez nie dotyczy to tylko zwiazkow z facetami z dziecmi.
    • m-m-m Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 25.01.05, 14:22
      Gdybym kiedyś sama nie była pasierbicą, nigdy nie zdecydowałabym się na faceta
      z przychówkiem pod jednym dachem. Jednak dzięki temu, że znam odczucia dziecka
      rozwiedzionych rodziców z autopsji, lepiej rozumiem mojego pasierba i właściwie
      doskonlale wiadziałam co mnie czeka. Sądzę po wieku Twojej siostry, że jest
      trochę za młoda, a dziecko lat siedem jest już ukształtowane przez warunki w
      jakich parę lat było, Twoja siostra być może wyobraża sobie idealistycznaą
      sytuację, że uda jej się być matką dla tak dużego dziecka i jednocześnie
      jeszcze zapewne mieć dziecko własne. Będzie jej trudno.
      • gosza26 Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 25.01.05, 14:38
        m-m-m napisała:

        Twoja siostra być może wyobraża sobie idealistycznaą
        > sytuację, że uda jej się być matką dla tak dużego dziecka i jednocześnie
        > jeszcze zapewne mieć dziecko własne. Będzie jej trudno.

        -----------------------------
    • kicia031 Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 25.01.05, 16:30
      Trudno mi cokolwiek radzic twojej siostrze, bo jak wiadomo, moze byc bardzo
      roznie. Moja sytuacja byla inna - sama mialam synka z pierwszego malzenstwai
      mniej lub bardziej swiadomie szukalam mezczyzny, ktory tez ma dzieci.
      Przekonalam sie bowiem bolesnie, ze ci bezdzietni maja spore klopty z
      zaakceptowaniem, nazwijmy to, mojej sytuacji zyciowej. Moglam tez obejrzec
      mojego ukochanego w akcji jako rodzica, zanim zdecydowalam sie na dzieci z nim,
      to byl niewatpliwy plus tej sytuacji wink)
      Jedno jest pewne - twoja siostra w to malzenstwo wniesie od poczatku duzo
      poswiecenia i dobrej woli - miejmy nadzije, ze jej maz to doceni.
      Zycze powodzenia
      Kicia
      • milcha1 Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 27.01.05, 21:50
        No ocjiec też nie bardzo się do tej roli nadaje skoro nie wychowuje dziecka
        tylko babcia.
        Więc niech się twoja siostra nie martwi. Prawdopodobnie ten wariant nigdy nie
        zaistnieje.
        • lideczka_27 Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 27.01.05, 22:24
          milcha, jeszcze raz uważnie przeczytaj post tej dziewczyny, bo chyba Ci coś że
          tak powiem... "umkło"...
          • milcha1 Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 28.01.05, 21:34

            To ty uważnie przeczytaj post, raczej tobie coś umknęło.
            • lideczka_27 Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 29.01.05, 01:47
              "planują oczywiście zabrać chłopca do
              siebie jak tylko będą mieli warunki (czyli ślub i coś wiecej niż pokój w
              akademinku)".


              Dla mnie jest to argument nie do zbicia. I to Ci chyba umknęło? A mnie co niby?
              Dla mnie post tej dziewczyny jest jak najbardziej OK. Nie sztuka zabrać dziecko
              z bezpiecznego domu od babci, z dala od szkoły i znajomych i rzucić je
              między "akademickie studenty", pod opiekę ojca i jego nowej żony - wystarczy,
              że matka dziecku poczucia bezpieczeństwa i stabilizacji nie daje... Więcej z
              tego problemów być może niż pożytku... Zastanawiam się skąd u Ciebie tyle
              wrogości do macoch, widać to na każdym kroku, nawet starym sprawom nie
              odpuszczasz... Dlatego uważam, że najzwyczajniej w świecie (i jak zwykle) się
              czepiasz, mnie także...

              Bardzo proszę wskazać, co mi umknęło...
    • judytak Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 31.01.05, 10:01
      słusznie się rodzina martwi, bo będzie ciężko :o)

      ale sytuacja nie jest beznadziejna...

      moja rada: zanim siostra wyjdzie za mąż, niech robi jak najwięcej "próbnych
      podejść" - pobyty z dzieckiem u babci, pobyty w trójkę, tydzień, dwa, miesiąc,
      dwa, urlop, ferie, wakacje, cokolwiek
      i dopiero, jak już będzie miała pojęcie, jak to wszystko jest, jak może być -
      dopiero wtedy niech ten ślub bierze, nie ma gdzie się spieszyć!

      jeszcze coś: w takim układzie jednak kluczową sprawą będą stosunki twojej
      siostry z teściową - z babcią dziecka! czy ona cieszy się z tego, że dziecko
      będzie mieszkało z ojcem, czy czuje się niepocieszona, że jej "zabierają" wnuka?

      pozdrawiam
      Judyta
      • milcha1 Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 01.02.05, 18:17
        Nie ma wrogości dla macoch. Może jest wrogość do kobiet, które nie potrafią
        zrozumieć dzieci skrzywdzonych rozwodem rodzicó.
        Ile kobiet wypisuje tu różnego rodzaju posty, że nie potrafi zaakceptować
        dzieci swojego partnera, że są zazdrosne czas, który ojcowie spędzają ze swoimi
        dziećmi.
        Pragnę uprzytomnić, że te dzieci zostały już raz skrzywdzone i należałoby
        wykazać wrażliwość na ich sytuację.
        Sama jestem II żoną a mój mąż ma dwóch synów z I małżeństwa.
        Nie przesłoby mi przez myśl aby być zazdrosną o jego byłą żonę, czas, który
        poświęca chłopcom, rozzmowy z Ex na temat synów.

        • balladynka Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 02.02.05, 09:57
          > Nie ma wrogości dla macoch. Może jest wrogość do kobiet, które nie potrafią
          > zrozumieć dzieci skrzywdzonych rozwodem rodzicó.
          > Ile kobiet wypisuje tu różnego rodzaju posty, że nie potrafi zaakceptować
          > dzieci swojego partnera, że są zazdrosne czas, który ojcowie spędzają ze
          swoimi
          >
          > dziećmi.
          > Pragnę uprzytomnić, że te dzieci zostały już raz skrzywdzone i należałoby
          > wykazać wrażliwość na ich sytuację.

          No, ja na przykład jak już się oderwę od klawiatury po skończeniu takiego posta
          to natychmiast pędzę stłuc pasierbów na kwaśne jabłko, potem zawijam ich w
          dywan, pakuję do bagażnika mojego seicento i wywożę do lasu gdzie porzucam tak,
          aby nie znalazły drogi powrotnej do domu. Czasem też, dla urozmaicenia,
          podpalam im pięty pogrzebaczem tudzież głodzę odmawiając obiadu. Zdarza się
          też, że przywiązuję pasierba do kaloryfera żeby mi się nie pałętał po domu i
          nie stłukł mojej ulubionej zastawy.
          A potem to wszystko opisuję na forum! Aha!
      • milcha1 Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 01.02.05, 18:24
        Nie ma wrogości dla macoch. Może jest wrogość do kobiet, które nie potrafią
        zrozumieć dzieci skrzywdzonych rozwodem rodzicó.
        Ile kobiet wypisuje tu różnego rodzaju posty, że nie potrafi zaakceptować
        dzieci swojego partnera, że są zazdrosne czas, który ojcowie spędzają ze swoimi
        dziećmi.
        Pragnę uprzytomnić, że te dzieci zostały już raz skrzywdzone i należałoby
        wykazać wrażliwość na ich sytuację.
        Sama jestem II żoną a mój mąż ma dwóch synów z I małżeństwa. Wiedziałam w jaki
        związek wchodzę i zaakceptowałam sytuację. Nie jestem zazdrosna o czas, który
        poświęca synom, rozmowy z Ex o dzieciach, ani o jego przeszłość.

        Co do postu - chodzi o to, że ojciec powienien wychowywać dziecko a nie babcia.
        Dlaczegpo tak się stało?
        Rodzice są odpowiedzalni za swoje potomstwo a nie dziadkowie czy dalsi krewni.
        Dziecko nie ma już matki, czyż ojciec nie powienien tak zorganizować swoich
        spraw aby zająć się dzieckiem a nie zwalać to na głowę babci? Najpierw
        powienien zadbać o dziecko a potem o swoje życie osobiste.
        Sądzę , że z wygodnictwa utrzyma status quo również po ślubie.

        • m-m-m Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 01.02.05, 19:34
          Dziecko nie ma już matki, czyż ojciec nie powienien tak zorganizować swoich
          spraw aby zająć się dzieckiem a nie zwalać to na głowę babci?


          A czyż babcia się na to nie zgodzila? Mogła się nie zgodzić na wychowywanie
          wnuka, a tak to ma swoj udział w wygodnictwie ojca.



          Może jest wrogość do kobiet, które nie potrafią
          > zrozumieć dzieci skrzywdzonych rozwodem rodzicó.
          > Ile kobiet wypisuje tu różnego rodzaju posty, że nie potrafi zaakceptować
          > dzieci swojego partnera, że są zazdrosne czas, który ojcowie spędzają ze
          swoimi
          >


          Nie zawsze rozwód rodziców jest krzywdą dla dzieci. Czasem atmosfera w domu,
          gdy rodzice są w stanie permanentnej walki jest nie do zniesienia, niż gdy się
          rozwiodą i mieszkaja osobno.
          Akceptacji cudzych dzieci trzeba się nauczyć, tak jak bycia z nimi. Osoby tu
          piszące mowią o swoich aktualnych uczuciach, to takie wylanie żalu lub niemocy.
          Ale to nie znaczy, że po "wygadaniu się" na tym forum nie zaczną lepiej
          poznawać siebie i swojej nowej sytuacji. Naprawdę niewiele jest osób, które
          naprawdę wiedzą co to znaczy partner z zobowiązaniami, bo nadal w Polsce jest
          niewielki wskaźnik rozwodów i mało osob wychowało się w takich klejonych
          rodzinach. Ja jestem pełna podziwu dla tych kobiet, które maja odwage
          powiedzieć, że właśnie są zazdrosne, że sytuacja je przerasta, tym bardziej, że
          często zamiast wsparcia są narażone na ataki i niezrozumienie.
          • milcha1 Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 01.02.05, 20:08
            Albo ktoś jest odpowiedzialny albo nie. Tu odpowiedzialną osobą okazała się
            babcia.
            Rozumiem, kobiety, którymi targają negatywne uczucia, podziwiam, że są w stanie
            przyznać się do nich.
            Ale często bez pomocy specjalisty nie dają sobie rady i popełniaja te same
            błędy, krzywdzą c przy tym dzieci i swojego partnera.
            ale to są osoby dorosłe więc powinny być odpowiedzialne.
            Chciałabym żeby one same okazały zrozumienie dzieciom a nie szukały
            potwierdzenia, że dobrze postępują.
            Opisując swoją historię trzeba liczyć się z krytyką. Nie wszyscy ludzie m,yślą
            tak samo.
            • m-m-m Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 01.02.05, 21:02
              Tu odpowiedzialną osobą okazała się
              > babcia.


              dlatego ojciec byc moze poczuł sie zwolniony z obowiazków.



              Ale często bez pomocy specjalisty nie dają sobie rady i popełniaja te same
              > błędy, krzywdzą c przy tym dzieci i swojego partnera.


              Jakos nie potkałam na tym forum macochy. która krzywdzilaby dzieci swego M.
              Robią błędy, ale to ludzka rzecz, tak jak ludzką rzeczą jest powiedzieć o nich
              innym. I nie są to błędy, które w jakis sposób naruszaja godność tych
              dzieci. "Przewinieniem" jest zazdrość o czas poświecany dzieciom? A potem
              poznaja te dzieci i z reguły dążą do jak najlepszych z nimi układów
              niejednokrotnie wspierając swoich M. w dążeniu do kontaktów z dziećmi i nie
              traktowania ojca jak bankomatu.
              Każdy związek musi się "dotrzeć". Jeśli któraś z nas nie odpowiadałby swojemu
              M., zapewne on, nie byłby z nią, toteż nie sądzę, aby wszyscy nasi M.
              (przepraszam za mówienie w liczbie mnogiej i jako rzecznik wink byli masochistami
              i czuli się krzywdzeni.

              one same okazały zrozumienie dzieciom a nie szukały
              > potwierdzenia, że dobrze postępują

              To jest grupa wsparcia dla macoch , a nie dla pasierbów (jeśli takie forum by
              powstało to też się doń zapiszę, bo i ja psierbicą byłam wink. To nie jest
              komitet obrony praw dziecka, tylko miejsce, gdzie kilka z kobiet miało odwagę
              na pokazanie swego toku myślenia. To nie karnawał w Wenecji i maski tu są
              zbędnym rekwizytem.
              Tu raczej nikt nie szuka potwierdzenia, że dobrze postępuje, ale dowiaduje się,
              że są tacy, którzy maja podobne odczucia i podobne problemy, i patrzy jak inni
              sobie z nimi radzą i co proponują.
        • lideczka_27 Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 01.02.05, 20:33
          milcha, dobrego stosunku do dzieci partnera nie rozdają na ulicy. Jeśli masz
          taką cechę charakteru, która bezwarunkowo i od razu pozwoliła Ci zaakceptować
          dzieci, to wspaniale - ominęły Cię te wszystkie złe emocje, z jakimi mierzą się
          drugie żony, którym trudno z powodu swojej "drugości". Natomiast co do
          zazdrości o byłą kobietę swojego mężczyzny to już większość kobiet (a i
          mężczyzn chyba też) tak ma, że o tę przeszłość jest się zazdrosnym i tyle. Nie
          ważne jaki ta była miłość miała status. Z opowiadań M i teściowej wiem, że mąż
          miał przed eksią dziewczynę, którą bardzo kochał, żenić się chciał, ale
          ostatecznie się rozstali. W domu mam kilka zdjęć męża, na których został
          poodcinany. Zapytałam kiedyś czy nie ma fotografii tej swojej wielkiej miłości,
          bo chciałabym ją zobaczyć - ot, z czystej ciekawości babskiej wink Wtedy mi
          opowiedział, że na tych pociętych zdjęciach była ta dziewczyna, ale eksią ją
          powycinała a te foty, gdzie była sama, po prostu powywalała i cześć smile Tak to
          właśnie jest z tą zazdrością, jedne z nas mają odporność na przeszłość, inne
          wcale (w naszym domu są zdjęcia eksi, a także ich ślubne, które M chciał
          wywalić, a które ja ułożyłam w albumie i schowałam, by młoda miała pamiątkę -
          gdy dorośnie, sama zdecyduje, czy to coś dla niej warte...). Już tu na forum
          trochę jestem i przypominam sobie różne posty o braku akceptacji, a potem
          kolejne świadczące o tym, że u tej macochy w temacie duża poprawa. Znaczy,
          grupa wsparcia działa wink Jak Ci tak w temacie dobrze idzie, to doradź
          dziewczynom, podziel się doświadczeniem - walenie po głowie i wskazywanie, że
          są złe, raczej nie mobilizuje, a wbija jedynie w poczucie winy, a potem bunt -
          to zły początek, by mogło się u nich coś poprawić w tym temacie - naprawdę da
          się to tu zauważyć.

          Moim zdaniem nie zawsze rozwód jest krzywdą dla dziecka - jeśli rozstanie
          ucięło awantury i inne tego typu straszne historie, ale zgadzam się, że
          oczywiście najlepiej jest, gdy dzieci mają pełne rodziny - warunkiem jest wtedy
          udane małżeństwo rodziców.


          Co do tematu tego wątku, to trochę mało mamy informacji. Chyba należysz do osób
          impulsywnych, rozumiem, że kierujesz się dobrem dzieciaków, ale chyba wiesz, że
          życie pisze takie scenariusze, że czasem aż trudno to pojąć... Nie wiemy, czy
          ojciec to faktycznie nygus, który z wygody oddał dziecko na wychowanie babci,
          czy to była jakaś konieczność życiowa - czasowa (jak choćby np. bezrobocie w
          najbliższej im okolicy, znalezienie pracy gdzieś dalej i pozostawienie czasowo
          dziecka pod opieką kochającej babci, a nie zostawianie dziecka na noce z obcymi
          ludźmy, gdy ojciec pracuje, albo na całe dnie, gdy ma dniówki itd.). Mój tata
          też pół roku pracował z dala od domu, by poprawić nasz byt, więc wiem, że
          czasem takie wyjazdy to konieczność. To tylko taki przykład, jak tam jest nie
          wiemy, dlatego bywam ostrożna w ocenianiu, bo można kogoś bardzo
          niesprawiedliwie podsumować i ocenić, a to najzwyczajniej w życiu rani.

          pozdrówki
          lidka
          • mamaadama4 Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 01.02.05, 22:36
            Czytać mi się wszystkiego nie chce, ale czy milacha masz jakąś misję do
            spełnienia? To normalne, że cała rodzina martwi się tym jak sobie młoda
            dziewczyna poradzi z 7-letnim chłopcem, tym bardziej, że ze względu na super-
            mamusię będzie to opieka na stałe.
            To, że dziecko nie jest z ojcem to nie znaczy, że ojciec tez kukułka. Mój mąż
            gdyby nie ja to chyba musiałby też dziadkom na wychowanie dzieci oddać, bo
            wraca późną nocą a czasami nie ma go po kilka dni.
        • e_r_i_n Re: Jak to jest byc prawdziwą macochą? 02.02.05, 17:47
          milcha1 napisała:

          > Co do postu - chodzi o to, że ojciec powienien wychowywać dziecko a nie
          > babcia. Dlaczegpo tak się stało? (..) Najpierw powienien zadbać o dziecko a
          > potem o swoje życie osobiste. Sądzę , że z wygodnictwa utrzyma status quo
          > również po ślubie.

          Jednak Lideczka miała rację - coś Ci 'umkło'.
          Autorka wątku napisała:
          "Jej narzeczony ma 7-letniego synka, który mieszka z babcią (ojciec pracuje w
          innym mieście m.in. w nocy"

          To nie jest wygodnictwo czy dbanie o życie osobiste. Wystarczy uważnie
          przeczytać.
Pełna wersja