coco_19
28.01.05, 20:29
niby znam odpowiedz na moje wlasne pytanie, a jednak sama juz nie wiem.
Zapalilam sobie papierosa na rozluznienie, zaaplikowalam sobie kileszek
bialego wina, ale dalej jestem zla.
Zla? Wsciekla na nasza ex, ktora, jak dla mnie jest bezdusznym osobnikiem.
Otoz, dzis zaczal sie nasz weekend. Wedlug planu, wszystko pieknie, nam tez
jak najbardziej na reke, a tu w polowie tygodnia (tego co wlasnie mija)
rozchorowaly sie dzieci mego M. Bylam pewna, ze nici z weekendu z dziecmi, bo
jak maluchy maja wysoka goraczke, ledwo trzymaja sie na nogach, a jeden z
nich stoi na krawedzi zapalenia pluc, to zadna mama nie pusci dzieci na
weekend do taty, u ktorego beda musialy spac w takich sobie warunkach (bo my
wciaz u tesciow, no i dzieci spia w klitce trzy na trzy).
Nie jestem zla na mojego M., ze nic jej nie powiedzial, bo faceci czasem tak
maja. Nie jest tez problemem, ze dzieci sa chore, wszak tato moze i tez
potrafi sie nimi zaopiekowac. Chodzi mi tylko o sam fakt, jak matka moze miec
we bani chore dzieci i ze spokojem pojsc sobie na kolacje do cioci.
Ja nie rozumiem.
pozdrawiam,
coco