normalna ex, czy nienormalna macocha

28.01.05, 20:29
niby znam odpowiedz na moje wlasne pytanie, a jednak sama juz nie wiem.
Zapalilam sobie papierosa na rozluznienie, zaaplikowalam sobie kileszek
bialego wina, ale dalej jestem zla.
Zla? Wsciekla na nasza ex, ktora, jak dla mnie jest bezdusznym osobnikiem.
Otoz, dzis zaczal sie nasz weekend. Wedlug planu, wszystko pieknie, nam tez
jak najbardziej na reke, a tu w polowie tygodnia (tego co wlasnie mija)
rozchorowaly sie dzieci mego M. Bylam pewna, ze nici z weekendu z dziecmi, bo
jak maluchy maja wysoka goraczke, ledwo trzymaja sie na nogach, a jeden z
nich stoi na krawedzi zapalenia pluc, to zadna mama nie pusci dzieci na
weekend do taty, u ktorego beda musialy spac w takich sobie warunkach (bo my
wciaz u tesciow, no i dzieci spia w klitce trzy na trzy).
Nie jestem zla na mojego M., ze nic jej nie powiedzial, bo faceci czasem tak
maja. Nie jest tez problemem, ze dzieci sa chore, wszak tato moze i tez
potrafi sie nimi zaopiekowac. Chodzi mi tylko o sam fakt, jak matka moze miec
we bani chore dzieci i ze spokojem pojsc sobie na kolacje do cioci.
Ja nie rozumiem.
pozdrawiam,
coco
    • kammik Re: normalna ex, czy nienormalna macocha 28.01.05, 21:49
      Puscilam kiedys chore dziecko na weekend do ojca, co m.in. wiazalo sie z
      podroza pociagiem itd. Wg ciebie jestem bezdusznym osobnikiem. No trudno. Wiem
      jednak, ze gdybym tego nie zrobila, to po 1. mojemu dziecku byloby przykro, a
      po 2. posypalyby sie na mnie gromy, ze lamie ustalenia, ograniczam kontakty a
      chorobe pewnie sobie wymyslilam.
      Zreasumujmy:
      - mowisz, ze dzieci polzywe - zapewne sobie tego z palca nie wyssalas
      - twierdzisz jednoczesnie, ze opieka nad chorymi dziecmi nie bylaby dla was
      problemem
      - pokoj trzy na trzy to nie są tragiczne warunki, zwlaszcza, ze chorym
      dzieciakom potrzeba glownie lozka

      I mimo checi - nie rozumiem, na co i za co jestes wsciekla.
      • coco_19 Re: normalna ex, czy nienormalna macocha 28.01.05, 22:33
        kammik napisała:

        > Puscilam kiedys chore dziecko na weekend do ojca, co m.in. wiazalo sie z
        > podroza pociagiem itd. Wg ciebie jestem bezdusznym osobnikiem. No trudno.
        --------------------
        Nie Ty, a nasza ex.
        Nie oceniam Ciebie, bo nie znam do konca powodow jakie Toba kierowaly. Ja tez
        nie jestem w stanie opisac wszystkich niuansow zwiazanych z moja, ta sytuacja.

        > Wiem
        > jednak, ze gdybym tego nie zrobila, to po 1. mojemu dziecku byloby przykro, a
        > po 2. posypalyby sie na mnie gromy, ze lamie ustalenia, ograniczam kontakty a
        > chorobe pewnie sobie wymyslilam.
        -------------------
        Dzieci sa smutne, bo sa chore i nie maja przy sobie calej gamy do szczescia
        potrzebnych misiow, autek, etc. I mamy, ktora jak nikt inny utuli, uslyszy
        kazdy jek. Wiem, bo kiedys tez bylam dzieckiem i najbardziej chcialam do mamy,
        gdy goraczka meczyla.
        A u mnie dla odmiany jest tak, ze to nasza ex trzyma sie jak glupia
        (przepraszam wszystkie ex) "rozkladu jazdy", a mozesz mi wierzyc, ze my nie
        jestesmy z tych, ktorzy nie poszliby na ugode, tym bardziej, ze nikt tu nikomu
        nie robi na zlosc, wszak dzieci po prostu sie rozchorowaly.

        > Zreasumujmy:
        > - mowisz, ze dzieci polzywe - zapewne sobie tego z palca nie wyssalas
        > - twierdzisz jednoczesnie, ze opieka nad chorymi dziecmi nie bylaby dla was
        > problemem
        > - pokoj trzy na trzy to nie są tragiczne warunki, zwlaszcza, ze chorym
        > dzieciakom potrzeba glownie lozka
        ---------------------
        No wlasnie, a lozka sa jakie sa. Jedno to lozko do opalania, czyli solarium, a
        drugie to lozeczko dla niemowlaka, a Maly ma juz lat 6.
        Nie bede opisywac dlaczego jestesmy takimi potworami i dzieci musza u nas spac
        w takich warunkach. Wierz mi, ze tez chcielibysmy, zeby bylo inaczej, ale sama
        ex nie jest zbyt zainteresowana zmiana, a to od niej wszystko zalezy.

        > I mimo checi - nie rozumiem, na co i za co jestes wsciekla.
        --------------------------
        Jestem wsciekla, ze ta matka mogla tak postapic. Moze to glupie, ale po prostu
        potrzebowalam o tym komus napisac.

        • podenka Re: normalna ex, czy nienormalna macocha 28.01.05, 23:39
          A ja byłam samodzielną z dzieckie, nawet nie tak małym0początkowo 7lat i nie
          puszczałam jej jak była chora, jakoś właśnie czułam potrzebę dopilnowania
          wszystkiego sama, nie dowierzałam ojcu-czy na pewno dobrze utuli i poda leki (a
          nie jest zupełnie nieodpowiedzialnym facetem, jeśli chodzi o córkę). I jeszcze
          jedno, myśl o wypuszczeniu nawet przeziębionej Małej na zimny dwór, do
          samochodu, jazda nagrzanym samochodem , potem znów zimny dwór i nagrzane
          mieszkanie-pogłębienie choroby gotowe. Przy czym zaznaczam, nie oceniam
          Kamili, sytuacje bywają różne, na taką odległość wizyty nie są łatwe do
          zorganizowania i terminowo i fizycznie i psychicznie (z ojcem i nextsmile.
          • coco_19 Re: normalna ex, czy nienormalna macocha 29.01.05, 00:27
            Ja tez nie oceniam sytuacji, ktorych dokladnie nie znam.
            Tylko przykro patrzec, jak dziecko majaczy w goraczce, i chce do mamy, a mama
            twardo trzyma sie "rozkladu jazdy" mimo ze tato mieszka 15 minut spacerem od
            swoich dzieci, bo nasza ex jest po prostu ograniczona.
            A inne ex niech sie nie czuja urazone, bo o takich ex jak niektore z Was, to
            marze czytajac Wasze posty.
            Zycze spokojnej nocy i zdrowych dzieci, tych wlasnych i tych nie-wlasnych.
            coco
            • ania_rosa Re: normalna ex, czy nienormalna macocha 29.01.05, 00:58
              W kwestii puszczania/niepuszczania chorego dziecka mam stanowisko elastyczne. Z
              lekkim katarem jestem w stanie puścić. Z gorączką- no way. Wprawdzie wierzę
              Eksowi, że poda lekarstwa itd., ale mnie akurat nie o lekarstwa chodzi, ale o
              narażanie zainfekowanego dzieciaka na wyjście na mróz, nagrzany samochód,
              ponowne wyjście na mroz i wejście do ciepłego mieszkania. Ostatnio miałam np.
              propozycje puszczenia Młodego do Eksa, kiedy Młody miał zapalenie oskrzeli. Nie
              skorzystałamwink
              Natomiast pomyslmy... gdyby to był lipiec, gdyby było przyjemnie i ciepło, to
              być może byłabym skłonna do "wydania" dziecka z grypą. Ale sytuacja musiałaby
              byc jednak szczególna.
              Ja niestety nie jestem formalistką, więc u nas nie obowiązują sztywne ramy
              czasowe i modyfikacji wizyt dokonujemy czasem na 15 minut wcześniej (np. dzis
              własnie tak było). Czasem obraca się to przeciwko mnie, a czasem działa bardzo
              na moją korzyść. Jak każdy układ.
              A co do Twojej Eksi- nie można z nią pogadać i powiedzieć, że może wrzucić
              nieco na luz w kwestii rygorystycznego przestrzegania "odwiedzin", bo Wam to
              nie przeszkadza?
              Rosa
              • podenka Re: normalna ex, czy nienormalna macocha 29.01.05, 01:34
                A ja właśnie obracałam sobie w myślach ten problem przez wieczór i pomyślałam:
                może powinniście traktować to jak swego rodzaju nobilitację-Ex tak Wam ufa, że
                nawet chore dzieci może dać na weekend i nie boi się, że coś im się stanie?
                Sama jednak przychylam się do zdania anny-rosy, podziębione-tak, przmyślę, z
                gorączką-za żadne skarby, nawet do Babci (super ostrożnej i na pewno
                najbardziej zaufanej).
                • coco_19 Re: normalna ex, czy nienormalna macocha 29.01.05, 11:04
                  To nie jest kwestia zaufania. Ex oddalaby dzieci kazdemu byle by nie musiec sie
                  nimi zajmowac. Dlatego pisalam, ze nie jestem zla, ze dzieci sa z nami, bo
                  wiem, ze gdyby moj M. postawil sprawe na ostrzu noza i powiedzial, ze chore
                  dzieci maja lezec w domu, we wlasnych lozkach, to ex 15 minut pozniej zawiozla
                  by jedno do matki, a drugie do siostry.
              • coco_19 Re: normalna ex, czy nienormalna macocha 29.01.05, 11:00
                Mi wlasnie tez chodzilo o to przemieszczanie sie dzieci. Tylko ze ex to nie
                przeszkadza. Jeden z chlopcow byl rano u jej mamy, potem u jej siostry, a potem
                do tatusia. Dzieci byly rozpalone, i zupelnie skolowane; dodam ze bez szalika i
                czapki, bo jak juz kiedys pisalam, dzieci maja wygladac ladnie, a czapka
                niszczy nazelowane fryzurki. Moj M. wpadl w furie, ale okazalo sie ze czapki i
                szaliki sa u jej mamy, wiec nie mial wyboru, bo ex akurat wychodzila na
                wspomniana kolacje u cioci. Kolacji nie mozna bylo odwolac, bo jak wyrazila sie
                mama ex: ona w tym tygodniu jeszcze nigdzie nie byla, bo musiala z dziecmi
                siedziec.
                Niestety z ex nie mozna porozmawiac. Ex slucha a potem robi swoje. Nawet pani
                psycholog odradzila konfrontacje, bo jak sie wyrazila : - "my (terapeuci)
                probujemy choc troszke ja naprostowac, o zmianach nie ma mowy."
                A wydawaloby sie, ze ex jest w porzadku, bo na zewnatrz wszytko jest cacy. I
                wlasnie w tym jest problem, bo ex tylko o to chodzi, zeby na zewnatrz bylo
                ladnie. Nie chcialabym, zeby ktos pomyslal, ze sie na kims uwzielam. Ja
                obserwuje ja od dluzszego czasu i wyciagam wnioski, ktore dla mnie samej sa
                coraz bardziej przerazajace.
    • capa_negra coco - mam pytanie :-) 29.01.05, 10:55
      Masz swoje dzieci ??
      Bo ja nie - juz tłumacze o co mi chodzi.
      Pisałam niedawno, ze przyjechały do mnie dzieci na ferie.
      Dzieci...byki w wieku 12- 15 lat.
      Dwóch z nich tak przeraźliwie kaszlało - jeden sucho, drugi mokro , że po
      pierwszej nocy stałam pod apteka i czekałam aż otworzą...byłam lekko
      przerażona, ze jeszcze jedna noc i będziemy musieli iśc do lekarza.
      Mój ojciec, który przeciez sam miał dzieci tez był zdziwniony że matki ich
      puściły.
      Na szczęscie kaszel nie przeszedł w nic więcej.
      A teraz najlepsze - jeden z tych kaszlaków, w dniu w którym przyjechał ode mnie
      poszedł jeszcze na basen..
      Ja bym go w zyciu nie puściła...ale jego matka to zrobiła.
      Zmierzam do tego, ze matka lepiej zna swoje dzieci niz ktokolwiek i jest
      skłonna puścic je gdzies w stanie zdrowia, który dla postronnej osoby może
      wydawac sie cięzka chorobą.
      Nie twierdze ( bo nie mam podstaw ) że nie masz racji i byc może eks puściła
      dziewci naprawde bardzo chore.
      Ale przemyśl sprawe od tej strony, ze ona zna własne dzieci i być może w jej
      odczuciu stan w jakim je wysłała to "nic takiego" co nie zmienia faktu, ze
      twoje odczucia moga byc inne.
      W tym celu opisałm sytuację z jaką ja miałam doczynienia.
      Ja bym chłopaka połozyła do łóżka zaraz po powrocie do domu, a własna matka
      puściła go na basen....
      Ale to ona zna swoje dziecko - nie ja.
      Pozdrawiam smile
      • coco_19 Re: coco - mam pytanie :-) 29.01.05, 11:15
        capa_negra napisała:

        > Masz swoje dzieci ??
        > Bo ja nie - juz tłumacze o co mi chodzi.
        > (...)
        > Zmierzam do tego, ze matka lepiej zna swoje dzieci niz ktokolwiek i jest
        > skłonna puścic je gdzies w stanie zdrowia, który dla postronnej osoby może
        > wydawac sie cięzka chorobą.
        > Nie twierdze ( bo nie mam podstaw ) że nie masz racji i byc może eks puściła
        > dziewci naprawde bardzo chore.
        > Ale przemyśl sprawe od tej strony, ze ona zna własne dzieci i być może w jej
        > odczuciu stan w jakim je wysłała to "nic takiego" co nie zmienia faktu, ze
        > twoje odczucia moga byc inne.
        > W tym celu opisałm sytuację z jaką ja miałam doczynienia.
        > Ja bym chłopaka połozyła do łóżka zaraz po powrocie do domu, a własna matka
        > puściła go na basen....
        > Ale to ona zna swoje dziecko - nie ja.
        > Pozdrawiam smile

        --------------------------
        Zgadzam sie z Toba droga capo. Zreszta wspominalam, ze potrzebowalam o tym
        napisac i juz. Wiem, ze to sa moje osobiste odczucia. A mama teoretycznie
        powinna wiedziec lepiej.
        Nie mam swoich dzieci, dlatego czasami staram sie brac na wstrzymanie, ale ta
        sytuacja mnie ruszyla, bo pamietam z dziecinstwa moje czeste anginy. Bardzo sie
        wtedy cieszylam, ze jestem chora, bo mama ciagle sie mna zajmowala, gotowala
        rosol z kluseczkami, czytala mi ksiazeczki. W chorobie dziecko potrzebuje
        poczucia bezpieczenstwa. To mama uslyszy ciche kwilenie, a taa z reguly ma
        mocny sen. Tak bylo i dzis w nocy. Moj M. spal jak zabity i po nieudanej probie
        przywrocenia go do pionu sama poszlam do Malucha, ktory mial zle sny, mocno
        goraczkowal i pytal sie gdzie jego mama. A mama dzis rano nawet nie zadzwonila.

        A tak na marginesie, to wczoraj przy winie zdalam sobie sprawe, ze ta moja
        zlosc to podszyta jest jeszcze czyms innym, a mianowicie tym, iz macochy (z
        reguly) postrzegane sa jak cale zlo tego swiata. Wystarczy, ze kobieta urodzila
        dziecko i od razu w oczach wielu osob warta jest o wiele wiecej niz macocha. A
        nie wystarczy urodzic, dziecku trzeba poswiecic uwage, serce; gdy macocha sie
        stara, to malo kto to docenia, bo to przeciez jest zas... obowiazek, a mama
        moze, bo jest mama.
        • capa_negra Re: coco - mam pytanie :-) 29.01.05, 11:30
          I tu sie z tobą zgadzam w całej rozciagłości smile
          Pozdrawiam - rób swoje tak żebyś była w zgodzie sama ze sobą , a reszta....
        • aniaa31 Re: coco - mam pytanie :-) 30.01.05, 15:17
          >i od razu w oczach wielu osob warta jest o wiele wiecej niz macocha. A
          > nie wystarczy urodzic, dziecku trzeba poswiecic uwage, serce; gdy macocha sie
          > stara, to malo kto to docenia, bo to przeciez jest zas... obowiazek, a mama
          > moze, bo jest mama.

          jesli dziecko ma matke i ojca, nie oczekuje sie od macochy serca ani uwagi.
          czasem lepiej sie nie "starac" tylko po prostu dac dzieciakowi spokoj i nie
          wtracac sie w jego relacje z ojcem. to tak na marginesie.

          wracajac do sytuacji, od matek wymaga sie wiecej niz od ojcow. jesli przy
          chorym dziecku siedzi matka a ojciec jest gdzie indziej, taka sytuacja jest
          uwaza za normalna i nikt nie uwaza ojca za wyrodnego ojca. jesli zas to ojciec
          wyjatkowo zajmnie sie dzieckim a matka sobie gdzies pojdzie z reguly zostaje
          skrytykowana.

          a sytuacja z dzieckiem chorym i ustalonymi wizytami jest patowa. sa trzy
          wyjscia i kazde jest zle:

          1. nie dac dziecka ojcu. jest sie wtedy oskarzona o utrudnianie kontaktow,
          niedotrzymywanie umow, ojciec moze zrobic awanture i wezwac policje

          2. dac dziecko ojcu. wtedy wyrodna matka, dziecko chore a ona je z domu
          wypuszcza

          3. zaproponowac kompromis, niech ojciec odwiedzi dziecko w jego domu. wtedy
          mozna zostac oskarzona, ze dzieko nie jest chore tylko to podstep, aby zwabic
          bylego meza do domu i go oczywiscie uwodzic.

          w kazdym z trzech przypadkow mozna sobie na eks ponarzekac i o to chodzi smile))
          • coco_19 Re: coco - mam pytanie :-) 31.01.05, 10:59
            aniaa31 napisała:

            > jesli dziecko ma matke i ojca, nie oczekuje sie od macochy serca ani uwagi.
            > czasem lepiej sie nie "starac" tylko po prostu dac dzieciakowi spokoj i nie
            > wtracac sie w jego relacje z ojcem. to tak na marginesie.
            --------------------
            Tu akurat sie z Toba nie moge zgodzic. Owszem staram sie dawac wolna reke
            mojemu M. w wychowaniu i kontaktach z chlopcami, ale nigdy bym sobie nie
            odpuscila z tego wzgledu, ze oni po czesci tez sa czescia mojego zycia i jesli
            nic sie miedzy mna a M. nie zmieni, to pozostana nia do konca zycia.
            Rozmawialam tez na ten temat z M. i on bardzo chce, zebym aktywnie
            uczestniczyla w wychowaniu dzieci, z tego wzgledu, ze w naszym zwiazku to ja i
            M. tworzymy zasady i priorytety. I tego wlasnie chcemy nauczyc jego dzieci.
            Kontaktowalam sie w tej sprawie z psychologiem, ktory powiedzial, ze jak
            najbardziej mamy prawo wymagac mimo iz ich mama mysli inaczej. Wszak niestety
            sa mamy, ktore mimo dobrych checi niezbyt z wychowaniem dzieci sobie radza.


            > wracajac do sytuacji, od matek wymaga sie wiecej niz od ojcow. jesli przy
            > chorym dziecku siedzi matka a ojciec jest gdzie indziej, taka sytuacja jest
            > uwaza za normalna i nikt nie uwaza ojca za wyrodnego ojca. jesli zas to
            ojciec
            > wyjatkowo zajmnie sie dzieckim a matka sobie gdzies pojdzie z reguly zostaje
            > skrytykowana.

            > a sytuacja z dzieckiem chorym i ustalonymi wizytami jest patowa. sa trzy
            > wyjscia i kazde jest zle:
            >
            > 1. nie dac dziecka ojcu. jest sie wtedy oskarzona o utrudnianie kontaktow,
            > niedotrzymywanie umow, ojciec moze zrobic awanture i wezwac policje
            >
            > 2. dac dziecko ojcu. wtedy wyrodna matka, dziecko chore a ona je z domu
            > wypuszcza
            >
            > 3. zaproponowac kompromis, niech ojciec odwiedzi dziecko w jego domu. wtedy
            > mozna zostac oskarzona, ze dzieko nie jest chore tylko to podstep, aby zwabic
            > bylego meza do domu i go oczywiscie uwodzic.
            ----------------------------
            Opisane przez Ciebie sytuacje sa mimo wszystko duzym uogolnieniem. Nie bede sie
            wdawac w szczegoly, jak to jest u nas. Pisalam juz w poprzednich postach, ze
            nie byloby ataku ze strony ojca, gdyby mama chlopcow zaproponowala zmiane, ale
            to przekraczaloby jej mozliwosci.

            > w kazdym z trzech przypadkow mozna sobie na eks ponarzekac i o to chodzi smile))
            -----------------------------
            Akurat nie o to mi tutaj chodzilo, bo nie mam kompleksu ex i nie musze sobie
            podnosic samopoczucia poprzez narzekanie na ex.
    • bei coco- jesteś:) 30.01.05, 20:21
      normalną kobietąsmile
      Nasza eksia mogłaby mieć P nawet 50 % czasu...( tak sie oboje rodzice umówili-
      że to będzie 50 % )
      ...tak to fajnie wypada, że P jest dużo więcej z nami....
      a gdy jest chory- to zawsze jest z nami- tzn ze mną....
      ja nie pracuje...
      mogę sie nim bez problemu opiekować...
      nawet jak sama byłam chora...albo leżałam w ciaży zagrożonej....
      kiedyś gdy P chorowal- to niańczyły go babcie albo niania.....
      no tak wypada....
      Mama P ma taką pracę.....


      Pozdrawiamsmile
      • bei Re: coco- jesteś:) 30.01.05, 20:26
        dodam, że ja jestem PANIKARĄ...moi synowie- jak dotąd nie chorowali....a gdy P
        kaszlnie- to ja już jestem z nim u lekarza...latem pediatra stwierdził anginę-
        przepisał antybiotyk....a mama P zabierała go na wyprawe pod namiot...i P
        pojechal...i mama nie podała mu lekarstw...znala go lepiej- stwierdzila, że
        wyzdrowieje bez nich....ja bym go przez tydzien z domu nie wypusciła...i leki
        bym podała....nie mama wprawy w leczeniu dzieci (synowie 22lata, 15lat, i 2
        miesiace- jeszcze mi nie chorowali.......nie znaja antybiotyków...ale jak maja
        katar- to ja juz lamentuję- i siedzę w gabineciesmile
    • lideczka_27 Re: normalna ex, czy nienormalna macocha 30.01.05, 22:15
      Z chorobami to jest różnie. Z byle katarem dziecko może do ojca przyjść.
      Gorączka to już coś gorszego. Podziwiam takie matki, bo ja niestety z tych
      wystrachanych - ufam M, ale chodziłabym chyba do tyłu z niewiedzy jak tam
      dziecko u niego, czy nadal gorączkuje, czy go oklepuje, czy sprawdził, że się
      nie zakrztusił itd. Mój mały wymaga szczególnej opieki, łatwo chwyta infekcje,
      wielu leków przyjmować nie może i tak było od urodzenia. A niechby M się pluł,
      że dziecka mu nie wydaję, choć to jego termin - zaproponowałabym inny dzień na
      nadrobienie zaległości, jak nie, to spadówa, dom jest od chorowania. A poza tym
      wiadomo, jacy są faceci... Większość do intensywniejszej opieki się nie nadaje,
      bo "przecież od anginy się nie umiera" i w ostateczności nad dzieckiem
      chodzi... bardziej poczuwająca się osoba, kobieta, a więc macocha wink

      coco, na przyszłość się pilnuj. Być może teraz jesteś spanikowana, być może
      Twoja eksia jest naprawdę za bardzo "na luzie". Z chorobami nie ma żartów -
      jeśli dzieci chorują, to niech ojciec o nie dba, dawkuje leki itd. - to wielka
      odpowiedzialność i gdyby coś się stało, to nie miałabyś życia (moja młoda była
      już raz w szpitalu przez lek, który przepisała jej pediatra...). Moja eks nie
      dawała dziecka złośliwie i stale szantaże były, mimo, że dzieciak za ojcem
      płakał, ale jak pasowało, bo miała z panem plany, to oddawała małą w zdrowiu i
      chorobie. Wcześniej matka eksi opiekowała się małą, pomagała eksi, ale odkąd
      zorientowała się, że facet zaczął grać pierwsze skrzypce dla eksi i dziecko
      zaczęło na tym tracić - odmówiła pomocy, by eksia bywała z dzieckiem, bo mała
      za nią tęskniła - zadzwoniła kiedyś do mojego M i powiedziała, że przestała
      wyręczać jego byłą i M ma mieć oko na kontakty tak, by mała nie siedziała stale
      u niego, bo potrzebuje matki. Byłam w ciąży, wczesnej, ale już widocznej i ona
      o niej wiedziała, gdy chciała, by M się zajął małą chorą na różyczkę. A co tam
      moje - jakby się coś stało, to by się cieszyła (bo przecież gdy wylądowałam na
      patologii ciąży, to M otrzymał takie telefoniczne życzenia - "by się mu
      szczęśliwie rodzina NIE powiększyła". Tydzień przed porodem młoda sprzedała mi
      taką trzydniówkę, że siedziałam na kiblu i ciekło mi po nogach, a na kolanach
      trzymałam miskę i do niej rzygałam. Myślałam, że dziecko gardłem wydam na
      świat. W szpitalu powiedzieli, że to wielkie szczęście, że nie rodziłam wtedy -
      mały byłby hospitalizowany; rodzenia z taką biegunką i torsjami sobie nie
      wyobrażam... A potem okazało się, że eksia puściła dziecko wiedząc o chorobie -
      powiedziała M, żeby nie przesadzał, bo na trzydniówkę się nie umiera, a jak bym
      wtedy urodziła, to współczesna medycyna by mi dziecko uratowała... Gdy mały się
      urodził, M był bardzo czujny. Nie zabierał małej do nas, gdy wymagała siedzenia
      w domu (bo eksia miała pomysł, by ze świnką u nas była, a młode miało 3
      tygodnie), a jeśli choroba była lekka, to zabierał małą do swojej mamy -
      dzwonił do pediatry, mówił, że objawy są takie a takie i czy trzeba dzieci
      izolować, czy nie. Jak trzeba było, to szli do teściowej, jak nie - do domu.
      Gdybym była stąd, to bym się po prostu zwijała do rodziców, a tak nie miałam
      gdzie. Moje dziecko ma obniżoną odporność, pediatra kazała izolować od innych
      dzieci, od chorób przynajmniej do pierwszego roku życia, musiałam na niego
      uważać, był obciążony lekami, teraz to nie jest możliwe - odkąd mała z nami
      jest, zaczęły się choroby i na to już wpływu nie mam, pocieszam się tylko, że
      kiedyś te zastrzyki się skończą... Eksia nam często takie numery cięła, bo
      chodziło o kasę na leki i za wizyty - wiedziała, że jak M tylko się zorientuje,
      że młodej coś dolega, to załatwi temat sam i opłaci. Próbował się z nią
      dogadać, by była szczera, on i tak będzie płacił, ale niech nie bawi się w
      kukułkę, on był w ciężkiej sytuacji z powodu zdrowia syna i musiał po prostu
      wiedzieć na czym stoi - wtedy mógł wszystko zorganizować (np. opiekę nad młodą,
      tyle, że u swojej mamy), ale na to pójść nie chciała, bo by było oficjalnie, że
      to taki poczuwający się ojciec i jak by podtrzymała mit dzielnej samodzielnej?
      Na szczęście M był w komitywie z przedszkolankami, babki sprawę znały,
      wiedziały o przebojach małej z "ojczymem", o stanowisku matki wobec tych
      przeżyć, wiedziały na co dziecko choruje (M wiedział, gdy dziecko przestawało
      chodzić do przedszkola, a matka nie chciała z nim gadać) i się wzajemnie
      informowali o różnych sprawach i problemach, podobnie sprawy się miały w
      ośrodku zdrowia, gdzie M często wdeptywał sprawdzać, czy coś się nie dzieje -
      od eksi nigdy nie uzyskał takich informacji, a że do przychodni chodził z młodą
      rzadko, bo częściej na pierwszą pomoc (gdyż chore dziecko dostawał z reguły z
      zaskoczenia i ośrodek był już zamknięty), więc pozostawał szpital i gabinety
      prywatne. Kurczę, jak sobie to przypominam, to normalnie do tej pory wymiękam...

      pozdrówki
      lidka
      • coco_19 Droga Lidko, 31.01.05, 10:48
        chyle czolo za kazdym razem, jak czytam Twe posty.
        Jestem pelna szacunku i podziwu dla Ciebie. Nie znam Cie, ale musisz byc osoba
        wyjatkowa.
        Wspolczuje tego przez co przeszlas i ciesze sie, ze wychodzisz na prosta. Zycze
        pomyslnosci!
        Pozdrawiam
    • coco_19 i po weekendzie 31.01.05, 11:22
      Cala sytuacja skonczyla sie pomyslnie, choc Maly napedzil nam strachu, bo mial
      bardzo wysoka goraczke, a w rodzinie mojego M. plaga sa przypadki zapasci
      goraczkowej. Maly dostal drgawek, roblismy mu oklady i goraczka w koncu spadla.
      Mama nie zadzwonila.
      Chlopcy zostali odwiezieni do domu w nowych czapkach i szalikach. Co bedzie
      dalej, to sie przekonamy.
      Dziekuje za reakcje na mego posta!!
      Pozdrawiam poniedzialkowo, coco
      • milcha1 Re: i po weekendzie 01.02.05, 18:35
        Coco, nie zgadzam się z tobą.
        Ojciec i matka mają prawo wychowywać dzieci. Ty jesteś dla nich obcą osobą.
        Może kiedyś będziesz żoną ich ojca./
        Dzieci muszą słuchać przede wszystkim rodziców. Ciebie mogą lubić, chcieć
        spędzać z tobą czas ale nie możesz ich wychowywać.
        Wychowywać powienien je twój partner i ich matka.
        Co do choroby dziecka w trakcie gdy przypada cweekend ojca z dziećmi to rzecz
        problematyczna. jak słusznie ktoś napisał, żadna z 3 możliwości nie jest dobra
        ( dać chore dzieci, pozwolić na wizyt ę ojca w domu dzieci, nie dać dzieci ze
        względu na chprobę).
        Wydaje mi się jednak, że gdy dziecko jest podziębione ojciec może się nim
        opiekować u siebie w domu. Kiedy ma wyską gorączkę ojciuec mógłby odwiedzić je
        u w miejscu zamieszkania.
        ojcowi powinni zajmować się swoimi dziećmi również w chorobie.
        • ania_rosa Re: i po weekendzie 01.02.05, 19:04
          A ja się nie zgadzam z Milchą.
          W calym tym wątku od początku przewija się rozróżnienie na "podziębienie"
          i "stany gorączkowe"- co więcej, jesteśmy wszystkie zgodne w tym rozróżnieniu i
          to bez względu na status ex czy macochy.
          Po drugie: Coco nigdzie nei aspiruje do wychowywania pasierbów. Powiem wiecej:
          jak przeleci się wszystkie Jej posty, to wręcz uderza takt i rozsądek w opisie
          sytuacji.
          Po trzecie: kwestia odwiedzin ojca u dzieci nie pojawiła się w poście Coco, bo
          takiej opcji nie było. Dzieciaki zostały podrzucone do ojca i finito.
          Po czwarte: kilka tematów niżej jest post Danki o tym, jak została macochą na
          pełen etat. Ilustruje to przypadek, o którym wiele Ex żon zapomina, a
          mianowicie: nie każde złoto, co zwie się eksią.
          Po piąte: czasem mam wrażenie, że a priori trzeba kogoś postrofować tylko z
          tego wzlędu, że ten ktoś jest macochą (jeśli pisze Ex) lub jest Eksią (jeśli
          pisze macocha). W tym przypadku rzeczywista treść głownego postu jest bez
          znaczenia, bo pisze się dla zasady przyczepienia łatki.
          Po szóste: przeczytaj Milcha jeszcze raz wątek, bo nei wiem, do czego pijesz.
          Na pewno nie do postu Coco.
          Po siódme: o trzech możliwościach, z ktorych żadna nie jest dobra, napisała
          ania, ktorej stosunek do macoch jest oględnie mówiąc dośc negatywny. Ja
          natomiast- jako nomen omen także Eksia- wcale nie uważam, że ta typologia jest
          kompletna, nie mówiąc już o tym, że jest tendencyjna.
          Po ósme- sama jestem Eksią i nie warunkuje to mojego światopoglądu. Jeśli
          miałabym się opisać zaczęłabym od słowa "człowiek" a nie "ex żona". Szkoda, że
          jednak szufladkowanie jest tak popularne.
          PO dziewiąte- to prawda, że ojcowie powinni się zajmować swoimi dziećmi rownież
          w chorobie. Analogicznie: matki nie powinny wozić w styczniu gorączkujących
          dzieci po mieście.
          Po dziewiąte: odświeżyć definicję obiektywizmu.
          Rosa
          • milcha1 Re: i po weekendzie 01.02.05, 19:21
            "Bylam pewna, ze nici z weekendu z dziecmi, bo
            jak maluchy maja wysoka goraczke, ledwo trzymaja sie na nogach, a jeden z
            nich stoi na krawedzi zapalenia pluc, to zadna mama nie pusci dzieci na
            weekend do taty, u ktorego beda musialy spac w takich sobie warunkach (bo my
            wciaz u tesciow, no i dzieci spia w klitce trzy na trzy)." - nie podrzuciła
            ich, przypadał weekend z dziećmi.

            Coco pretenduje do wychowywania dzieci, co prAwda pisze o tym w zaowalowanej
            formie "mamy prawo wymagać....", dziecko musi mieć poukłdane w głowie
            wychowywać mogą rodzice.
            Nie tylko matki powinni zmagać się z chorobą dzieci, ojcowie również.
            Do postu ani o trzech możliwoościach właśnie się odwołałam. Czytaj uważnie
            jeśli chcesz być takim wnikliwym krytykiem.
            I co z tego, że jej stosunek do macoch jest krytyczny?
            Konstruktywna krytyka jest ożywcza.
            Jestem macochą i drugą żoną ale nie wieszam wszhystkich psów na Ex.
            Jeśli chodzi o obiektywizm, polecam również.
            • coco_19 Re: i po weekendzie 01.02.05, 20:38
              milcha1 napisała:

              > Coco pretenduje do wychowywania dzieci, co prAwda pisze o tym w zaowalowanej
              > formie "mamy prawo wymagać....", dziecko musi mieć poukłdane w głowie
              > wychowywać mogą rodzice.
              -----------------------------
            • ania_rosa do Milchy 02.02.05, 01:09
              Cóż, Milcho, nie zrozumiałyśmy się.
              Co do podrzucania dzieci, poleciałam skrótem. Podrzucenie dzieciaków to nie
              tylko przywiezienie ich poza planem, ale też podkukułczenie celem zrzucenia
              sobie problemu chorych dzieci z głowy. I to drugie znaczenie miałam na myśli.

              Co do postu Ani- naturalnie, ze się do niego odwołałaś. Ja zaś w swojej
              odpowiedzi odwołałam się do Twojej konstatacji na temat tego postu. I dlatego
              też napisałam, że jest to typologia tendencyjna i niewyczerpująca tematu, bo
              osobiście uważam, że jest więcej możliwości niz te trzy i nie musi z nich
              wynikać martyrologia eks żon (która nawiasem mówiąc mnie brzydzi).

              Co do "ożywczej krytyki"- zgadzam się. Ale istnieje różnica między
              konstruktywną krytyką, a wyszukiwaniem możliwości krytycznej nadinterpretacji.
              To zarzuciłam Ani i ten zarzut podtrzymuję, acz jest to moje zdanie.

              Co do "opiekowania się chorymi dziećmi przez ojców"- skomentowałam to już w
              poprzednim poście pisząc o analogicznej sytuacji matek.

              Rosa

        • poxywka Re: i po weekendzie 02.02.05, 09:35
          a macocha to jest jakis gorszy gatunek czlowieka, ze nie moze wychowywac nie
          swoich dzieci? czy jedynie biologiczna wiez z dzieckiem daje takie prawo? a
          moze daje je USC? jest to dla mnie niepojete - szczegolnie w tym zakresie jaki
          tu zostal opisany;
          jest jeszcze zwykle paru innych ludzi w zyciu dziecka, ktorzy je wychowuja, np.
          nauczyciele, przyjaciele, duchowni itp
          jesli uznam, ze prywatna macoszka mojego dziecka wklada mu do glowy cos, z czym
          sie nie zgadzam, to do niej zadzwonie, lub tez porozmawiam z dzieckiem; nie da
          sie uniknac wplywu otoczenia na wlasne dziecko i nie widze powodu, zeby macocha
          nie mogla wyrazac swoich opinii na takie tematy;
          a sama bedac exsia a przede wszystkim matka nie puscilabym dziecka za zadne
          skarby z domu w takiej sytuacji; sa pewne prioryety i w moich zdrowie stoi
          wyzej, niz wizyta - gdziekolwiek by ona nie byla;
          moje dziecko jak jest mocniej chore musi miec mnie przy sobie; do pewnego wieku
          po prostu mamusia jest dodatkowym lekarstwem na bol i chorobe; i nie umniejsza
          to wcale milosci dziecka do ojca;
          pozdrawiam
          poxywka
          • milcha1 Re: i po weekendzie 19.02.05, 19:27
            Choidzi o to, że dzieci są wychowywane przez rodziców, którzy wpajaą im swoje
            zasady i system wartości.
            Nie wyobrażam sobie abym wtrącała się w wychowanie synów mojego męża albo żeby
            kjakaś obca osoba usiłowała wychowywć mojego syna. Keyd dzieci przebywają w
            naszym domu stosują się do naszych zasad ale ja nie wymagam od nich aby
            przejęli mój system wartości. Na co dzień wychowuje ich matka i ja nie będę ich
            pouczać dwa razy w miesiącu.
            To rodzice muszą dogadać się w kwestii wychowania dzieci a nie ich partnerzy
            lub partnerki. Chodzi tu oczywiście o weekendowe macochy i ojczymów.
Pełna wersja