Znów jestem macochą na pół etatu...

29.01.05, 16:00
    • nikita333 Re: Znów jestem macochą na pół etatu... 29.01.05, 16:15
      Coś mi się za szybko puściło ,więc piszę jeszcze raz... niedawno skarżyłam się
      Wam, że nie mogę pogodzić się z nową sytuacją, kiedy to nastoletnia córka M
      zamieszkała z nami w naszej kawalerce... no i skończyło się... dziewczyna chyba
      się zorientowała, że wbrew temu, co twierdzi jej mama wcale nam się nie
      przelewa, no i zmęczyła ją ciasnota w naszym jednym pokoiku...
      koniec końców postanowiła wrócić do mamy, po trzech miesiącach mieszkania z
      nami.
      Cóż, znów jestem macochą wekendową... szczerze mówiąc odetchnęłam, chyba
      zresztą tak, jak wszyscy... jak to się czasem dziwnie układa, a już byłam
      przekonana, że dzieciak zostanie z nami....

      Jak myślicie, co to oznacza, że najpierw chciała mieszkać z nami za wszelką
      cenę, a teraz nawet nie zadzwoni zapytać, czy żyjemy... nie mam pretensji,
      tylko zastanawiam się, po co właściwie była jej ta historia z przeprowadzką. W
      sumie to pewnie nie chodziło o to, żeby mieszkać z nami, ale żeby się
      wyprowadzić od matki... no ale zmieniła zdanie.

      No więc znów jestem macoszką na niedzielę

      pozdrowionka
      • konkubinka Re: Znów jestem macochą na pół etatu... 29.01.05, 19:10
        wiesz , sorry, ale wydaje mi sie , ze to dziecko nie ma wsparcia ani tu ani tu
        i sie miota.I obawiam sie , ze skonczyc sie to moze nieciekawie - poprostu
        uieczka z domu w ogole gdzie indziej.Nie zycze Wam tego ale dziecko nie bez
        powodu szuka miejsca.Takie jest moje zdanie , bo sama majac lat 16 lawirowalam
        miedzy domami mamy , taty i innymi-, ktorych domem nie dalo sie nazwac.
        POzdr
        • nikita333 Re: Znów jestem macochą na pół etatu... 31.01.05, 15:27
          Nie chodzi raczej o to, że nie ma wsparcia, bo naprawdę się staraliśmy i mimo
          wszelkich moich wątpliwości nigdy nie dałam jej ich odczuć. Od kiedy wróciła do
          domu nie skarży się jak kiedyś, że jej źle, że kłóci się z matką i jej facetem,
          że ...sto innych rzeczy... wygląda na to, że w domu nie miała jednak tak źle,
          skoro się nagle okazało, że całkiem da się tam mieszkać (właśnie się niedawno
          odezwała i mówi, że jest o.k.) A może i mamusia i jej nowy facet też zmienili
          front - jeśli tak, to znaczy, że tak czy inaczej ta przeprowadzka jej pomogła...
      • lilith76 Re: Znów jestem macochą na pół etatu... 31.01.05, 09:15
        sama żarłam się z moją matką aż do 18 roku życia i pewnie gdyby była taka
        możliwość ostentacyjnie wyprowadziłabym się z domu. rozumiem jej krok. tylko,
        że i u was nie było różowo, bo ciasno, bo ty mimo wszystko "obca" kobieta i
        nagle domeczek mamusi okazał się przytulnym gniazdkiem. dała matce nauczkę i
        pokazała jaka jest stanowcza. tylko, że to numer na jeden raz - już pewnie
        więcej nie zagrozi matce wyprowadzką do was, bo ona roześmieje się jej w twarz.
        nie wiem dlaczego się nie odzywa - może jest jej po prostu głupio. może to wy
        wykonajcie pierwszy krok - spytajcie jak się jej teraz układa.
        pamiętam co napisała wcześniej któraś z macoszek, że dziewczyna uczy się, że
        wprzypadku problemu wystarczy się po prostu wyprowadzić, uciec. teraz chyba
        nauczyła się, że niekoniecznie.
    • m-m-m Re: Znów jestem macochą na pół etatu... 31.01.05, 10:40
      zastanawiam się, po co właściwie była jej ta historia z przeprowadzką. W
      sumie to pewnie nie chodziło o to, żeby mieszkać z nami, ale żeby się
      wyprowadzić od matki...


      Żeby mieć więcej luzu i swobody...
Pełna wersja