nie wierzę...

30.01.05, 00:19
Popłakałam się przez mojego M. jak byłam u niego. Co na to eksia? Przyszła
mnie przytulić i pocieszyć. Jestem w kompletnym szoku. Przecież układ ex-next
powinien być napiętnowany pierwotna nienawiścią...
    • ashan Re: nie wierzę... 30.01.05, 11:38
      nie, nie nienawiścią tylko zdrowym dystansem.
      Wybacz, ale chore jest to, że "Twój" mężczyzna Cię rani, a jego żona pociesza...
      pozdrawiam
      a.
      • chalsia Re: nie wierzę... 30.01.05, 11:50
        Nieeeee, to nie jest chore. To jest tylko nie do przyjęcia w kulturze i
        tradycji chrześcijańskiej. Natomiast jest jak najbardziej OK w kulturze
        muzułmańskiej. Nazywa się takie coś harem.

        Chalsia
      • nareene Re: nie wierzę... 30.01.05, 13:12
        Na pewno zdrowsze jest wyzywanie sie od k... i innych takich. Jeszcze zdrowsze
        jest wymienianie wszystkich wad neksi (tych prawdziwych i tych zmyślonych) przy
        dzieciach. A takie watki tu się spotyka czesto, zbyt często. Wszyscy troje
        żyjemy teraz w zawieszeniu i tak będzie do ostatecznej finalizacji spraw. Eksia
        udowodniła mi, ze sprawy miedzy nimi są między nimi i nie będzie się bawiła w
        psa ogrodnika. A mój mężczyzna, jak każdy facet czasem potrafi chlapnąć coś
        nieprzemyślanego co dla niego jest mało znaczące a głupia baba się poryczy.
        Sama nie wiem, po co piszę jeszcze na tym forum. To graniczy z masochizmem.
        Chcesz oberwac po łbie? Podziel się skrawkiem swojego zycia!
        • derena33 Re: nie wierzę... 30.01.05, 13:43
          tu raczej rozmawia sie o eksiach i o ich wadach smilea o czym rozmawiaja exie przy
          dzieciach raczej jest powodem do domyslow na tym forum,a nie sprawdzonymi
          faktami.
        • ashan Re: nie wierzę... 30.01.05, 14:01
          nareene napisała:

          > Na pewno zdrowsze jest wyzywanie sie od k... i innych takich. Jeszcze
          zdrowsze
          > jest wymienianie wszystkich wad neksi (tych prawdziwych i tych zmyślonych)
          przy
          >
          > dzieciach.

          Czy wg. Ciebie są możliwe tylko te dwie możliwości: albo wyzywanie od k...,
          albo wycieranie sobie łez (może jeszcze wspólne "pomstowanie" na faceta wink)?

          Dla mnie ważne jest poczucie prywatności i intymności w związku, w tym co
          dzieje się pomiędzy mną, a moim mężem. Mamy swoje sprawy, swoje problemy i
          jakoś nie widzę sensu wprowadzania w to eks mojego męża. Ale widocznie mamy
          dosyć staroświeckie poglądy smile.

          A takie watki tu się spotyka czesto, zbyt często. Wszyscy troje
          > żyjemy teraz w zawieszeniu i tak będzie do ostatecznej finalizacji spraw.
          Eksia
          >
          > udowodniła mi, ze sprawy miedzy nimi są między nimi i nie będzie się bawiła w
          > psa ogrodnika.

          A Ty pokazujesz, że sprawy między wami nie są TYLKO między wami wink

          A mój mężczyzna, jak każdy facet czasem potrafi chlapnąć coś
          > nieprzemyślanego co dla niego jest mało znaczące a głupia baba się poryczy.
          > Sama nie wiem, po co piszę jeszcze na tym forum. To graniczy z masochizmem.
          > Chcesz oberwac po łbie? Podziel się skrawkiem swojego zycia!

          Eee, tam z lekka przesadzasz chyba, prawda? smile
          pozdrawiam
          a.
    • lilith76 Re: nie wierzę... 31.01.05, 11:05
      mój facet też raz na jakiś czas doprowadza mnie do płaczu i nie uważam, że to
      jakieś fatum na naszym związku.
      nie przejmuj się nareene! eksia dowiedziała się o sprzeczce od ciebie, od
      niego, przypadkiem była świadkiem? jeżeli to trzecie, to nie ma problemu.
      jeżeli któraś z tych dwóch pierwszych opcji, to zastanów się dlaczego została w
      to wplątana?
      zachowała się ok i nie rozumiem wypowiedzi dziewczyn.
      dlatego mój facet boi się bliższych kontaktów moich z jego eks, bo mogłybyśmy
      się zaprzyjaźnić, razem na niego narzekać i co gorsza - razem "knuć" przeciwko
      niemu (np. żeby wyrzucał sam z siebie śmieci albo sprzątał brudne skarpetki z
      podłogi).
    • lideczka_27 Re: nie wierzę... 31.01.05, 11:49
      Hej nareene, czy to u Was jest taka sytuacja, że M jeszcze mieszka z eksią?
      Uważam, że macie dobre przed sobą - jeśli babkę stać na takie gesty, a będąc
      obiektywną (zakładam, że była wink, pocieszyła tego, kto na to zasłużył, to
      znaczy, że dobry z niej człowiek, a co najważniejsze - ma dystans do swojej
      przeszłości i akceptuje Wasz związek. Widać ma dziewczyna swoje życie, wychodzi
      z założenia, że im po prostu nie wyszło, ale to nie powód, by ziać, jak to
      ujęłaś - pierwotną nienawiścią (ja na to mówię "programowa" wink Z reguły tak to
      już jest, że w takich konkretnych "powiązaniach", nawet jeśli wszystko jest
      poprawnie, to nikt nie ma ochoty na większą poufałość - byle chęć porozumienia
      była, wzajemny szacunek i zdolność do kompromisów, to już jest bardzo dużo i w
      zasadzie wystarcza. Ale życie pokazuje, że są możliwe bliższe relacje, a nawet
      przyjaźń - o tym drugim tu jeszcze nie słyszałam, ale o pierwszym tak - choćby
      z postów capy_negry, czy lilith i kilku innych dziewczyn.
      Gdybyście żyły w haremie, to by Twojego M jeszcze dużo łączyło z byłą żoną, a
      łączy? wink (wiesz, co mam na myśli i nie chodzi tylko o alkowę wink
      Nareene, fajnie masz i się z tego ciesz, jak się nic nie schrzani, to będziecie
      mieć wszyscy święty spokój smile

      pozdrówki
      lidka

      PS. Ja już też kilka razy beczałam przez M i zazwyczaj się jeszcze dziwił
      dlaczego, bo mu się wydawało, że nie miałam powodu wink)) A potem zaczął kojarzyć
      moją rozpacz ze SNP, później hormonami ciążowymi i zrobił się bardziej
      wyczulony na mój odbiór w tym trudnym czasie wink
    • nareene Re: nie wierzę... 31.01.05, 14:22
      lilith, lideczka cieszę się, że ktoś mnie rozumie smile Nie przewiduję przyjaźni z
      ex, bo nie mamy żadnych podstaw do zacieśnienia relacji. Jesteśmy zupełnie
      inne. Wiem też, że nie będziemy mieli z nią aż tak łatwo, bo jest dość
      konfliktowa. Ale teraz do mnie dotarł jeden fakt - ona nie traktuje mnie jak
      wroga. Nie mówi nic złego o mnie dzieciom. Nie mówiła też nigdy nic złego o M.
      przy mnie, nawet wtedy gdy była mimowolnym świadkiem naszego "konfliktu". Ech,
      to wszystko co się dzieje w moim życiu od roku jest dla mnie takie trudne, że
      chcę cieszyć się z takich drobnych gestów akceptacji zamiast doszukiwać się
      mrocznych podtekstów...
      • ashan nareene 31.01.05, 14:44
        zrozum jedno: mój post był podyktowany tylko życzliwością i doświadczeniem. A
        ono mówi jedno: w sytuacji, gdy przed wami są tak stresujące przeżycia, jak
        rozwód lepiej utrzymywać zdrowy dystans i czytelne granice. Życzę Ci, żeby ta
        życzliwość, której teraz doświadczasz nie skończyła się za kilka miesięcy.
        Życzę Ci tego, ale trudno mi uwierzyć, że będzie to trwało, gdy nadejdzie czas
        spraw w sądzie, ustalania alimentów, narodziny Waszego dziecka etc. To nie
        znaczy, że będziecie skazane na nienawiść względem siebie. Ale lepiej nastawić
        się na życzliwą obojętność, niż oczekiwać trwania życzliwości i solidarności
        kobiecej smile
        pozdrawiam
        a.
        • lideczka_27 Re: nareene 31.01.05, 21:34
          ashan, intrygują mnie Twoje sygnaturki. No powiedz - Tyś je popełniła, tak? smile

          pozdrówki
          lidka
          • ashan Re: nareene 31.01.05, 22:26
            lideczka_27 napisała:

            > ashan, intrygują mnie Twoje sygnaturki. No powiedz - Tyś je popełniła, tak? smile
            >
            > pozdrówki
            > lidka


            Aaa, żałuję, ale to nie moje. Ale pilnie ćwiczę smile)).
            Może kiedyś...
            pozdrawiam smile
            a.
Pełna wersja