daafne
18.02.05, 20:43
Moj maz ma roczna prawie corke. Jest to dziecko z wpadki. Ma je z dziewczyna,
z ktora spotykal sie okolo dwoch miesiecy. Obiektywnie powinna byla wiedziec
ze On nie traktuje jej powaznie. (Spotykal sie w tym samym czasie z innymi i
nawet specjalnie nie kryl z tym, do Niej wpadal jak i kiedy chcial, czasami o
czwartej nad ranem, by zniknac i nie reagowac na Jej proby kontaktu dwa
tygodnie, wymigiwal sie od jakichkolwiek deklaracji). Kiedy test wypadl
pozytywie robil wszystko by przekonac Ja do aborcji. Tlumaczyl ze nie jest
gotowy bo bardzo zranila go jego ex narzeczona (ktora Ona znala, znala tez
cala sytuacje, ktora On bardzo przezyl), ze nie jest to dla niego moment na
nic powaznego a na pewno nie na dziecko.
Dziewczyna postanowila urodzic. Stwierdzila ze absolutnie niczego od Niego
nie chce, ale pragnie Jego dziecka, poza tym nie wyobraza sobie aborcji itp.
Niech da Jej wiec spokoj bo z Nim to nie ma nic wspolnego to Jej wylacznie
decyzja itp.
Jakos niedlugo potem poznal mnie. Nie bede opisywala moich z Nim perypetii,
aczkolwiek zanim dotarlo do Niego ,ze, by byc ze mna, musi zaczac mnie
traktowac powaznie przezylismy wiele wzlotow i upadkow. Na szczescie (bardzo
go kocham) podjal decyzje i zaczelismy byc ze soba. Ja juz od dawna chcialam
miec dziecko, a poniewaz bardzo sie w Nim zakochalam, a i On tego chcial,
zrobilismy dzidziusia dosc szybko. W drugim miesiacu ciazy wzielismy slub.
Zreszta juz na samym poczatku naszej znajomosci, mowil ze gdyby tak sie stalo
to nie pozwolilby na aborcje i chcialby nasze dziecko zatrzymac.
W miedzyczasie (jeszcze przed slubem, przed ciaza) dowiedzialam sie o jego
nieslubnym dziecku, stwierdzilam ze mi to nie przeszkadza. Poniewaz jasno
przedstawil sytuacje nie czulam bym "rozbijala rodzine". Twierdzil, ze nigdy
by z tamta dziewczyna nie byl, zreszta bylam juz w nim tak zakochana ze nawet
przez mysl mi to nie przeszlo.
Jednak caly czas bardzo walczylam o to by nie zaniechal koktaktu ze swoja
corka. Prosilam by sie z nia kontaktowal, przypominalam o prezentach itp,
wiadomo ze
mezczyzni rzadko kiedy maja wrodzony instynkt rodzicielski. Nawet moj tata,
ktory 4 lata z rak mnie nie wypuszczal, potem gdy przeprowadzil sie do innego
kraju odezwal sie ze dwa razy w ciagu 5 lat, co nie przeszkadzalo mu po
powrocie znowu byc najcudowniejszym weekedowym tata jakiego znam. Tak wiec
idac za glosem kobiet w mojej rodzinie "facetow trzeba w dzieci wkrecac
niemal na sile, nim sie poczuja sami" staralam sie jak moglam by kontakt z
corka sie rozwijal.
natomiast Mama tej dziewczynki plotkuje namietnie na moj temat, czasami sa to
jakies takie duperele, ze az mi sie wierzyc nie chce ,ze jej sie chce to
powtarzac, innym razem znowu bardzo krzywdzace mnie pomowienia.
Czesto mowi zebym sobie nie wyobrazala ze bedziemy jedna wielka rodzina (nie
mowi tego mnie, ja nigdy z nia nie rozmawialam) zapominajac ze skoro obie
mamy dzieci z jednym facetem to sila rzeczy ta rodzina jestesmy.
Maz dal dziecku swoje nazwisko (Ona tego chciala-ja mie mialam niz przeciw),
placi regularnie alimenty, w dodatku tesciowie kupuja jej rozne (czasem dosc
kosztowne -wozek- prezenty). Stawia sie na kazde spotkanie (raz na dwa
tygodnie, kilka godzin).
Teraz Ona boi sie, ze po narodzeniu Naszego synka, Maz nie bedzie sie
spotykal z coreczka.
Co robic?
Ja widzialam to dziecko, niemal przypadkowo "na miescie" raz, tuz przed
naszym slubem, dziewczyna zrobila afere, ze przyprowadza swoje kochanice. I
jak to ma byc, ja na spacerze z moim maluszkiem(bratem przyrodnim), a Oni
odzielnie w innej czesci parku??!!! Przeciez to absurd !
Nie twierdze ze moj maz to swietoszek, ale uwazam ze nie mial obowiazku
zenienia sie z Nia, wiem ze zwiazki z wpadki (szczegolnie w tego typu
sytuacji,krotki staz,niepowazne/zabawowe podejscie) nie zdaja egzaminu,
najczesciej konczac sie rozwodem.
Maz wkurza sie coraz bardziej, bo tamta dzwoni tylko w kwestii pieniedzy, a
mala placze na jego widok bo za rzadko go widuje. Tesciowa boi sie cokolwiek
powiedziec bo tamta juz sie nie pojawi z mala. Prawda jest taka, ze jedyna
osoba ktora walczy o normalnosc to ja. I ok, gdyby konsekwencji nie poniosla
mala w koncu. Bo za chwile urodzi sie nasz synek, i wiadomo ze i tesciowa
bedzie wolala kontakt z naszym (nie limitowany i nie naznaczony
smutkiem,pretensjami,zalami i roszczeniami) Maz tymbardziej.
A co ja moge zrobic?
Nic, a moze Wy macie jakis pomysl? Moze powinnam napisac do tamtej dziewczyny
maila. (Aczkolwiek ona chyba uwaza ze przezemnie On nie ozenil sie z Nia) W
kazdym razie wiem z roznych zrodel ze czuje sie bardzo pokrzywdzona ze np.
Maz nie pomagal jej gdy byla w ciazy ( a sama powatrzala ze niczego od Niego
nie chce) poza tym szczerze mowiac to nawet mnie, po slubie i mieszkajac z
Nim pod jednym dachem czesto ciezko wyegzekwowac pomoc.
Coz, koncze tymczasem bo i tak dlugi ten post, w razie czego bede wyjasniac
jakies niescislosci na bierzaca, licze na Wasze wsparcie, a najlepiej rady co
zrobic by mala nie ucierpiala jeszcze bardziej.