Dawno tu nie byłam...

24.02.05, 13:07
Chciałam się wyżalić. Dziewczyny, mam dość. Znów problemu z synalem mojego m.
Tylko, czy sama ich nie prowokuję? Może przestać zwracać uwagę? Przestac sie
odzywać? U mnie nieco sie pozmieniało. Nasze starania o dzidzię udały się.
Jestem w 10 tc. Póki co nie wiem, jak to sie dalej ułoży, bo ciąża jest
zagrożona. Może to moje hormony, może siedzenie w domu... W każdym razie
szlag mnie trafia jak widzę nic nie robiącego, wiecznie obijającego się 14-
latka. W dodatku on tez często choruje, ale na moje prośby dotyczące
własciwego brania leków, płukania gardla, ubierania sie właściwie nie
reaguje. A we mnie odzywa się jakiś niepokój o dzidzię- w każdym razie nie
mogę patrzec na kaszlące i kichające osoby.Jak pracowałam (choc cały czas mam
nadzieję, że wkrótce do pracy wrócę), to tego nie widziałam. Teraz koszmar.
Zastanawiam się, czy nie wyprowadzić sie do rodziców. Tylko boje się, zeby to
się źle nie skończylo dla naszego małżeństwa. Ja przyznam się wiecznie
synalowi zwracam uwagę i do szału doprowadza mnie jego gadanie pod nosem i
ignorowanie wszystkiego. A przecież zwracając mu uwagę zależy mi na tym, żeby
coś porządnie zrobił. Boje sie, że jak dziecko na świecie sie pojawi będzie
jeszcze gorzej (bo zwyczajnie nie będę miała czasu na wiele spraw) Na m nie
mogę liczyć, bo on albo synalowi pobłaża, albo się na niego wydziera. Zresztą
m też mam dość (drażnią mnie zapachy- zdaniem m- histeryzuję). W każdym
razie , jak powiedziala mi mama, sama wybrałam sobie takie życie... I nie
wiem, czy wytrzymam. A przecież miałam się nie denerwować...Dzięki , że mnie
wysłuchałyście.
    • michiko alfa36 24.02.05, 13:16
      Wybrałaś sobie takie zycie czy inne to raczej nie jest rada.Mama powinna cię
      zrozumieć, M. również a synalkowi moze troche dyscypliny wprowadzić.
      Przeprowadz poważną rozmowę z M. wyłoż co ci się nie podoba. Wyprowadzka moze
      tylko pogorszuć relacje miedzy M a tobą i chłopcem
      pozdrawiam cieplutko
      Michiko
      • alfa36 Re: alfa36 24.02.05, 13:24
        Rozmów prowadziłam wiele. Nie chcę zaczynać kolejnej, bo znów skończy się
        awanturą. Zdaję sobie sprawę, że dla m synal jest najważniejszy. Ale m jest
        tylko facetem. Na mój gust, to nie potrafi się nim zająć, mimo, że kilka lat
        sam go wychowywał. Jak już wspomniałam popada ze skrajności w skrajność. A moja
        mama... pewnie chciałaby mi pomóc. Tylko jak? Wielokrotnie rozmawiała z
        młodym . On jej grzecznie wysłuchał, po czym ...zachowania nie zmienia.
        Tłumaczę sama dziecko. Matkę stracił w wieku 6 lat. Pewnie mu na wszystko
        pozwalali. A efekt? Widoczny po kilku latach. Z m nie chcę dyskutować równiez
        dlatego, że wielokrotnie mi mówił, że jak będę miala swoje dziecko, to
        zobaczę... Nie wiem , jak to będzie. Przede mną długa droga. Już sie boję.
        • poxywka Re: alfa36 24.02.05, 14:32
          Alfa to sprobuj zaczac inaczej nastepna rozmowe; przemilcz pasierba, powiedz
          setny raz, co jest Tobie potrzebne; zeby nie wyszlo z tego narzekanie na
          pasierba tylko rozmowa o Twoim problemie; jesli nie chcesz powiedziec
          pasierbowi jeszcze o ciazy (ja tez bym miala psychiczne opory w takiej
          sytuacji) powiedz jakos inaczej zeby zdal sobie sprawe, ze nie wszystko jest
          standardowo;
          jak do M nie trafia ustnie to pisz; dziewczyny juz tak robily, ja tez i potrafi
          pomoc; teraz nie warto moze ustalac, kto zle wychowal pasierba; wyluzuj i mysl
          o sobie; ale rozmawiaj do skutku!
          a mamy juz takie sa, moja tezsmile
          pozdrawiam
          poxywka
    • alfa36 Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 13:16
      Zapomniałam dodać, że synal nie wie jeszcze o ciąży. Może sie domysla, bo mam
      ranne i wieczorne sensacje... moze nie. Nie wiem. Nie chcę mu jeszcze mówić, bo
      wydaje mi sie, że jego stosunek nie zmieni się, a poza tym z powodu problemów
      boję sie już ogłosić całemu światu (a on już by sie o to postarał). Na razie
      widzi moje złe samopoczucie, ale na prośbę dotyczącą obrania cebuli
      odpowiedział, że też sie źle czuje. Dla mnie nic dodać, nic ująć.
      • michiko hmmm 24.02.05, 13:25
        wnioskuję ze z wami mieszka. Skoro nie chiał obierac cebuli to moze zrezygnuj z
        robienia obiadu bo źle sie czujesz.Może jak zgłodnieje to następnym razem
        będzie bardziej chętny do pomocy. Powinien dawać coś od siebie a nie tylko
        oczekiwać ze podadzą wszystko pod nos.

        michiko
        • alfa36 Re: hmmm 24.02.05, 13:38
          Najśmieszniejsze jest to, że z tej cebuli, to miał być dla niego syrop. A
          synalowi na wyzdrowieniu jakoś nie zależy, tym bardziej, że tego syropu nie
          lubi. Za to mam wrazenie uwielbia chodzić do lekarza i chorować, bo jest wtedy
          w centrum zainteresowania. A ja, jak wspomnialam, strasznie sie infekcji boję,
          bo wiem, że teraz szczególnie mogą mi zaszkodzić i dlatego tak uporczywie
          przypominam o braniu leków, płukaniu gardła itd.
          • maxxi26 Re: hmmm 24.02.05, 14:06
            Chyba zadne dziecko nie luby syropu z cebuli. Mnie mama też nim katowała...
            Brrrr. Wiadomo, ze co naruralne to lepsze, ale może olać nature - kup jakiś
            pyszny syropek których jest mnóstwo wink

            Ja w ciaży nie byłam, ale fakt specyficznych humórów jest powszechnie znany.
            może skoro do tej pory miałaś relacje w porzadku, to moze trzeba wziać poprawkę
            na wzajemne kontakty i parzeć na nie przez pryzmat tych nastrojów... Czyli w
            skrócie odpuscić sobie...

            Pozdrawiam

            Też pamietam syrop z ce
            • e_r_i_n Re: hmmm 24.02.05, 14:07
              maxxi26 napisała:

              > Chyba zadne dziecko nie luby syropu z cebuli.

              A guzik prawda smile Mój syn pije, aż mu sie uszy trzęsą i jakby mógł, to by kilka
              łyżek na raz wypijał smile
              • maxxi26 Re: hmmm 24.02.05, 14:10
                To moze masz jakis rewelacyjny przepis smile? Ja reagowałam w dzieciństwie na
                cebulę w dzieciństwie "alergicznie". A teraz oczywiscie przepadam... I czosnek
                i cebulka... chyba głodna jestem wink
                • e_r_i_n Re: hmmm 24.02.05, 14:11
                  maxxi26 napisała:

                  > To moze masz jakis rewelacyjny przepis smile?

                  Chyba jak najbardziej klasyczny smile Ale moje dziecko to lekomaniak, nie ma
                  problemu z podaniem mu nawet najgorszego syropu smile
                  • mikawi Re: hmmm 24.02.05, 14:19
                    hmmm.. ja też lubiłam syrop z cebuli - słodkie i smaczne w przeciwieństwie do
                    wielu aptecznych smile
                    • konkubinka Re: hmmm 24.02.05, 14:20
                      ja tez lubie i moje dzieci.Moze rodzice Maxxi za malo go slodzili?smile
                      • maxxi26 Re: hmmm 24.02.05, 14:24
                        Pamiętam, ze był słodki - ale ten zapach mnie odrzucał. Do tego jeszcze
                        musiałam pić sok z pokrzyw - na anemię. Kolejne brrr. Oj bardzo "naturalnie"
                        miałam. Patrzę na to teraz z sentymentem. Ale sama nie będe zmuszać, jeśli
                        dziecko nie będzie chciało. takie mrzonki pewnie, co?
                        • e_r_i_n Re: hmmm 24.02.05, 14:27
                          maxxi26 napisała:

                          > Ale sama nie będe zmuszać, jeśli dziecko nie będzie chciało. takie mrzonki
                          > pewnie, co?

                          Hehe, czy ja wiem. Syrop z cebuli można sobie odpuścic, ale jakies leki w
                          zamian trzeba bedzie podac. Czesto - zmusic smile
                          • maxxi26 Re: hmmm 24.02.05, 14:29
                            Też mnie się tak wydaje smile. Tatuś będzie zmuszał. Ja będę "tą dobrą" wink
                            • e_r_i_n Re: hmmm 24.02.05, 14:31
                              Oj nie wiem, czy sie tak da. Jakis czas temu Wiktor mial zapalenie spojowek i
                              konieczne bylo zakraplanie antybiotyku do oczu. Tatus stwierdzil, ze on nie
                              wie, jak sie to robi i to byla moja 'dzialka' (szczegol, ze ja tez robilam to
                              po raz pierwszy) smile
                              Generalnie to ja jestem od podawania lekow. Tatus robi to tylko wtedy, gdy mnie
                              nie ma. Ale jako ze Wiktor na leki nie reaguje zle, to nie jestem zla smile
                              A Ty mialas znikac, pracy duzo masz smile A nie o lekach dla dzieci dyskutowac smile
                              • konkubinka Re: hmmm 24.02.05, 14:45
                                wszystko zalezy od dziecka.Z synkiem mialam straszne problemy , prawie wszystko
                                musialam podawac z jedzeniem, piciem i innymi podstepami.Dopoki nie zaczal
                                myslec troszke madrzej.Teraz juz wszystko lyka bo wie ze musi.
                                Natomiast malej ciezko mi wytlumaczyc ze tabletke bierze sie co iles czasu a
                                nie cala paczke od razusmile
      • poxywka Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 13:33
        jak juz sie dowie o ciazy moze bedzie latwiej mu sie zmobilizowac i reagowac na
        prosby o pomoc; teraz pewnie nie wie czego nagle od niego chcesz; chlopak w tym
        wieku to chyba nielatwy orzech, sama wiesz, ze mozna czasem jak grochem o
        sciane; musisz zmobilizowac M do pomocy; to glownie chyba jego obowiazek pomoc
        Tobie; oj tlumacz mu do skutku; zagrozona ciaza to obciazenie fizyczne i
        psychiczne a nie po prostu jeszcze jeden problem; a zapachy...no coz to trzeba
        przezyc zeby zrozumiec; ja cierpialam przez cale 9 miesiecy na nietolerancje
        zapachu scian w domu i wspominam to okropnie; facet rzadko potrafi sobie
        wyobrazic co czuje kobieta w ciazy; postaraj sie myslec pozytywnie; a w domu
        trzeba wszystko lopatologicznie wylozyc, zeby M pojal; do skutku
        pozdrawiam
        poxywka
    • kwiatek1974 Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 13:38
      Nie denerwój się, ja prze ex mojego dostałam kwotoku w 5 miesiącu ciąży, i
      omało nie straciłąm dziecka, dodatkowo stres, złę myśli dały o sobie znać, nie
      myśl o tym dziecku, daj sobie z nim spokuj jeśli twój M nie potrafi połóżyć
      temu kres aby młody był inny ty olej wszystko, nie rób nic wtedy oni zobaczą
      jak to jest, ja tak zrobiłam w pewnym momencie bo już miałąm dosyć i mój M
      szybko zrozumiał jak mi źle i zmieniłó się wszystko, nie wyprowadzaj sie bo
      może młodemy o to włąśnie chodzi, to jest twój dom a nie szczeniaka, wiec nie
      daj sobą pomiatać, teraz zacznij myśleć tylko o sobie i dziecku, ja miała
      również zagrożoną ciążę do 3 miesiąca, nic nie mogłam robić, ale i tak robiłam,
      ty uważaj na siebie nie myśl żę będzie źle, olej ich zobacz jak zareaguję,
      zajmij się sobą a przed szczeniakiem nie ukrywaj że jesteśw ciąży niech wie że
      swoim zachowaniem może doprowadzić do tragedii, i daj mu to odczuć że nie jest
      sam na tym świecie. On robi to z premedytacją bo wie że ojciec nie należy tylko
      do niego. Trzymaj się cieplutko i uważaj na dzidzie ona teraz jest
      najważniejsza na świecie a nie jakiś szczeniak.
      • chalsia Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 13:48
        Kuźwa, no nie mogę. Nie ma się co dziwić, że słowo macocha się źle kojarzy,
        skoro dla wielu z nich dziecko męża/patrnera to "synal" (choć to jeszcze w
        ustach bezpośrednio zaangażowanej macochy można uznać, bo może to pieszczotliwe
        jest tak jak "stwór") albo co gorsza "szczeniak".

        Chalsia

        PS. BTW dla tego chłopaka to jest JEGO dom, a nie ALFY (czy kogokolwiek
        innego), bo innego domu nie ma.
        • konkubinka Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 13:53
          Alfo wyluzuj.Teraz najwazniejsza dla Ciebie jest dzidzia, dbaj o siebie i nie
          mysl o tym , ze sie zarazisz.Niektore kobiety cala ciaze pracuja z klientami i
          nie maja wplywu na to czy ktos chory sie z nimi styka.
          A swoja droga moze mamy ta sama matke?Moja tez jak nie ma nic madrego do
          powiedzenia informuje mnie ze sama sobie tak wybralam i musze teraz nauczyc sie
          tak zyc.Tylko czyz M mnie tez nie wybral?Moze on by sie czegos dla odmiany
          nauczyl?
        • konkubinka Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 13:55
          taaaaaa, podpisuje sie pod Chalsia.
          Raczej nie komentuje kwiatkowych postow ale ten obrazuje chyba kwiatkowy
          stosunek do pasierbicy, oj nielatwo bedzie miala ta dziewczynka, nielatwo.Jak
          np zlapie katar.....
          • poxywka Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 14:22
            smile to obrazuje w ogole naszego doroslego kwiatka
            chyba nikt tu nie uwierzyl w kwiatkowe zapewnienia, ze sie drastycznie
            zmienila; moze rzadziej uzewnetrznia swoja nature (raczej rosiczki niz
            rozyczki) ale ciagnie wilka do lasu..
            pozdrawiam
            poxywka
            • capa_negra Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 14:56
              O wiele zdrowiej jest na kfiatki kwiatka uwagi nie zwracać.
              Można sobie gardlo zedrzeć, moga wrzody popękac, a kwiatek i tak pozostanie
              przy swoim sylu.
            • kwiatek1974 Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 10:22
              wiesz poxywka zmieniłam sie i to badzo zrozumiałąm wiele rzeczy, może nie
              wypowiadam się tak jak powinnam do was szlachty, ale wiele z was dało mi
              popalić, i zrobiłąm się przez to silniejsza psychicznie, chciałąbym żeby
              chociaż jedna z was przeżyła w życiu to co ja i może wtedy zrozumiałybyście
              czemu tak postępywałam.
              • poxywka Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 10:44
                kwiatku nie wczuje sie zapewne w to, co przezylas i jak najbardziej szanuje
                Twoje uczucia jak kazdego; nie uwazam Cie takze za osobe bezduszna; sadze
                jedynie, ze nie potrafisz na razie wyjsc ponad poziom Waszej exi i piszac np do
                niej sms'y wiadomej tresci rownasz do jej poziomu; czlowiek kulturalny jest
                taki niezaleznie od sytuacji; czytajac Twoje wypowiedzi mam po prostu wrazenie,
                ze posiadasz temperament i zapalczywosc nastolatki, ktora przyjemnosc znajduje
                w przekrzykiwaniu sie i nie potrafi opanowac negatywnych emocji; mysle, ze w
                takiej sytuacji jak jest Alfa tak samo wazna jest stanowczosc, jak zachowanie
                spokoju i zapobieganie konfliktom; a Twoj mail raczej podkreca atmosfere niz ja
                uspokaja; slowo 'szczeniak' jak bys go nie tlumaczyla ma wydzwiek bardzo
                negatywny; a jesli sie jest macoszka niestety trzeba podwojnie uwazac na pewne
                okreslenia; taki lajf

                pozdrawiam
                poxywka
                • kwiatek1974 Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 10:52
                  dlatego już napisałam że mogłąm napisać że on ma szczeniackie zachowania a nie
                  jest szczeniakiem źle to ujełam i przepraszam jesli was to uraziło,
          • kwiatek1974 Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 10:18
            córka mojego ma lepiej ze mną niż z własną matką której sie boi, przykładem
            tego konkubinko jest to że znów jest u nas smile) wiec nie wyciągaj pochopnych
            wniosków
        • lilith76 Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 13:57
          > PS. BTW dla tego chłopaka to jest JEGO dom, a nie ALFY (czy kogokolwiek
          > innego), bo innego domu nie ma.

          chalsia, ale to nie oznacza, że ona jest tam gościem!!!!!!!!
          a co w przypadku, gdyby to M alfy i jej pasierb wprowadzili się do jej domu???
          to absurd. ile trzeba być związaną z mężczyzną aby w jego domu mieć
          jakiekolwiek prawa???
          jeżeli to JEGO - pasierba - dom, to tym bardziej ma obowiązki w tym domu -
          sprzątanie, drobne pomoce.

          sama jesteś matką i chyba raczej nie robisz wszystkiego za swoje dziecko.
          • omama Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 14:08
            Tak, lilith, ale kwiatek w typowy dla siebie sposób udatnie podkreśliła że to
            dom autorki a "nie jakiegoś szczeniaka". Więc nawet nie wspólny jest ten dom,
            tylko macochowy, a kukułczemu jaju wara.....
            I nie ma to nic wspólnego z meritum, czyli z bolesnym dla otoczenia
            dojrzewaniem, ciążą, podziałem obowiazków etc., Lilith....
            • mikawi Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 14:36
              pomijam posty kwiatka, no comments
              chalsiu - z tym "synalem" to nie przesadzaj; z tego co czytam np. naturella
              używa podobnego okreslenia wobec syna męza i bynajmniej nie można się w tym
              doczytać niechęci czy wrogości. W stosunku do 14-16 latków (a w takim wieku są
              synowie mężów i naturelli i alfy) nie widze nic złosliwego w uzyciu
              słowa "synal", to raczej - moim zdaniem - podkreślenie tego że to duże
              chłopaki, no a słowa "syn" nie da się użyć bez ciągłego dodawania "mojego
              męża". Synal jest jakims tam skrótem i szczerze mówiąc nie widze w tym żadnych
              złych intencji.
              Natomiast co do zachowania synala alfy - no sorry, trudno głaskac po glówce
              jeśli 14 latek ma wszystko w dupie i mieszkając RAZEM z macochą (kwestie tego
              kto jest właścicielem prawnym domu są bez znaczenia) olewa jej nieustanne
              prośby o pomoc w codziennych obowiązkach, manifestuje swoje humory wieku
              dojrzewania, nie mowiąc już o tym że swoim lekkomyślnym podejściem do zdrowia
              stanowi zagrożenie dla ciąży alfy. Pomijając nawet ciaże - każdy normalnie
              myślący człowiek bedąc chorym, stara się nie zarażać innych domowników,
              przynajmniej w moim domu tak to wygladało i wygląda. A tym bardziej jesli
              chodzi o dziewczynę w ciązy, która nie będzie miała możliwości brania wielu
              leków w razie infekcji. 14 latek jest w stanie zrozumieć takie kwestie i nie
              róbmy z nastolatka świętej krowy dyktującej warunki innym.
              • chalsia Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 14:47
                chodzi o dziewczynę w ciązy, która nie będzie miała możliwości brania wielu
                > leków w razie infekcji. 14 latek jest w stanie zrozumieć takie kwestie i nie
                > róbmy z nastolatka świętej krowy dyktującej warunki innym

                Tiaaaa, Mikawi - nie doczytałaś - on nie wie o ciąży.
                O kwestii zachowania/wychowania nie piszę, bo tak było ("wina" ojca jak wynika
                z opisów Alfy) więc czego się można spodziewać? Że co, z dnia na dzień się
                zmieni?

                A co do słowa "synal" - tez nie doczytałaś tego co napisałam (a napisałam, ze
                słowo synal może być OK, tak samo jak stwór - to czy jest to określenie
                pozytywne zalezy od kontekstu).

                Chalsia
                • mikawi Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 14:56
                  doczytalam, że nie wie o ciazy, dlatego tez napisałam że nawet i "bez ciąży"
                  kichający 14 latek jest w stanie zrozumieć że zaraża. Druga rzecz - alfa sama
                  napisała że widzi jej złe samopoczucie, poranne nudności i może się czegos
                  domyślać - więc tym bardziej mógłby ruszyć tyłek a nie robic łaskę z obrania
                  cebuli.
                  A co do "synala" - napisalaś "Kuźwa, no nie mogę. Nie ma się co dziwić, że
                  słowo macocha się źle kojarzy, skoro dla wielu z nich dziecko męża/patrnera
                  to "synal" (choć to jeszcze w ustach bezpośrednio zaangażowanej macochy można
                  uznać, bo może to pieszczotliwe jest tak jak "stwór")"
                  To w końcu razi cię słowo synal czy nie? pewnie że od kontekstu zależy, ale
                  akurat w kontekście alfy nie bylo nic co mogło spowodować twoją irytację a
                  jednak spowodowało.
                  • chalsia Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 15:25
                    >"synal" (choć to jeszcze w ustach bezpośrednio zaangażowanej macochy można
                    > uznać, bo może to pieszczotliwe jest tak jak "stwór")"

                    Mikawi - właśnie napisałam powyżej czy mnie razi czy nie i kiedy. Jaśniej nie
                    potrafię.

                    Chalsia

                    PS. a irytację nie Alfa spowodowała tylko Kwiatek, bo jakoś denerwuje mnie jak
                    ktoś ma takie klapki na oczach jak Kwiatek.
                    • kwiatek1974 to ty masz klapki na oczach 25.02.05, 18:37
                      zaczynam sie przekonywać do słuó niektórych osób na tym forum, ale to szczegół
                      nie wiem czemu ty walisz cały czas jadem do mnie, ale to już małó istotne
                      przyczep się pługa bo mnie przestaje to bawić jak cały czas sie mnie czepiasz i
                      poruszasz moją osobę
                      • milcha1 Re: to ty masz klapki na oczach 25.02.05, 19:01
                        Kwiatek jest moim idolem. smile
                      • chalsia Re: to ty masz klapki na oczach 25.02.05, 22:09
                        Kwiatku drogi, jeśli to co ja pisze uważasz za jad, to Twoja eksia chyba nie
                        jest tak tragiczna, jak by to wynikało z emocji jakie w Tobie wzbudza.
                        Owszem, przyznaję się do niejakiej uszczypliwości w stosunku do tego co
                        piszesz. Ale jadu to Ty tu jeszcze nie posmakowałaś, tym bardziej w moim
                        wydaniu.
                        Chalsia
              • balladynka Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 14:52
                Pewnie zostane odebrana niewłaściwie, ale wydaje mi się, że trochę się tu
                przesadza. Wiadomo jacy potrafią być chłopcy w tym wieku, a przykłady pewnych
                zachowań młodego alfy przewijały się w jej postach.

                Wielu ludziom na takie zachowania ciśną się na usta
                słowa "gówniarz", "szczeniak", "rozpieszczony bachor" itd. Nie twierdzę, że to
                dobrze i nie usprawiedliwiam, natomiast nie oszukujmy się, nie wszystkie dzieci
                są słodkie i zawsze się przyzwoicie zachowują, choćby nie wiem jak bardzo ich
                rodzice chcieli żeby tak było i sami nie widzieli pewnych zachowań. Ja sama w
                swoim czasie musiałam nie raz opiekować się bratem i nie raz potraktowałam
                go "gówniarzem" jak już naprawdę zalazł za skórę, chociaż to mój brat i go
                kocham. I założę się że niejedna z matek nastolatków w ten sposób się wyraziła
                albo pomyślała o swoim własnym dziecku. Więc o co takie halo jak wypowie te
                słowa macocha? W końcu też człowiek i może się sfrustrować na pewne zachowania.
                Ale nie, zaraz wrzask, wkładanie do jednego worka, generalizowanie, robienie z
                niej jakiegoś wiedźmina. Ech.
                • kwiatek1974 Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 10:42
                  i o to mi własnie chodziło
            • kwiatek1974 Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 10:29
              źle mnie zrozumiałaś to jest ich wspólny dom mieszkają razem ,zgadza się ale to
              chyba alfa jest też główą rodziny, i ma wieksze prawa od dziecka, jak się
              przyjeło na świecie to dorosły rozkazuje i ma głos, a dziecko musi dorosnąć do
              tego aby mogło się wtrącać i wypowiadać
              • chalsia Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 13:10
                kwiatek1974 napisał:

                > źle mnie zrozumiałaś to jest ich wspólny dom mieszkają razem ,zgadza się ale
                to
                >
                > chyba alfa jest też główą rodziny, i ma wieksze prawa od dziecka, jak się
                > przyjeło na świecie to dorosły rozkazuje i ma głos, a dziecko musi dorosnąć
                do
                > tego aby mogło się wtrącać i wypowiadać


                W świecie się przyjęło ....... - co nie znaczy, ze jest to dobre i słuszne.
                Przeżytek z czasów przeszłych. Tak samo jak stwierdzenia, że kobieta to tylko
                do garów i rodzenia dzieci.
                Zaręczam Ci, ze NIC nie osiągniesz z własnym dzieckiem (oprócz konfliktów,
                zastraszania i buntu) jeśli będziesz tak podchodziła do sprawy, ze tylko
                dorosły ma prawo i głos. Kiedy niby według Ciebie dziecko jest wystarczająco
                dorosłe/dojrzałe by mogło się wtrącąc i wypowiadać ??? Jak będzie miało 18
                lat ?? Widac, ze nie widzisz w dziecku człowieka i nie darzysz go szacunkiem,
                bo jak by było odwrotnie to bys dawała dziecku prawo głosu i współdecydowania.
                Już wspólczuję Twojemu synkowi i pasierbicy też.
                Chalsia
                • kwiatek1974 przystopuj z tym złym ocenianiem 25.02.05, 18:33
                  mój syn i córka mojego są bardzo dobrze traktowani przez nas jesteśmy rodziną,
                  dzieci mają prawo wyraźci swoje zdanie powiedziec co ich boli, nie jestem jakąś
                  jendzą aby dzieci mnie sie bały, nie strasze nie krzycze i nie zastraszam jak
                  to napisałaś, Patrycja czuje sie u nas świetnie bo jak sama przyznałą ja
                  potrafie okazać jej miłość wiecej niż jej mama, nią sie opiekuję, mój synek
                  jest mały ale jak dorośnie bedzie mógł robić prawie wszystkosmile nie dam sobie
                  wejść na głowę, jeśli bedą dobre ja też taka będę ale jesli zaczną pokazywać
                  pazurki nie pozwole sobie na to.
                  A ty przestań mnie źle oceniać, bo robisz ze mnie jakąś nienormalną osobę
                  jakbym była jakaś straszna, i miała bić dzieci jak będą złe
                  • chalsia Re: przystopuj z tym złym ocenianiem 25.02.05, 22:13
                    To ja w takim razie nie rozumiem. Raz piszesz, ze dzieci jak ryby głosu nie
                    mają, a jak skomentowałam takie podejście, to się okazuje, ze jest zupełnie
                    inaczej.
                    To jak jest? Mogę sądzić tylko na podstawie tego, co i jak piszesz.
                    Jeśli jest tak jak opisałaś w drugim poście - to miodzio. ALe w takim razie nie
                    rozumiem, stanowiska wcześniejszego.
                    Chalsia
                    • kwiatek1974 Re: przystopuj z tym złym ocenianiem 26.02.05, 08:39
                      napisałąm ci juz że nie potrafię zbytnio przelewać na papier tego co mam do
                      powiedzienia i wtedy też źle to zrobiłąm może nie wszystko ujełam. O to mi
                      chodziło dokładnie, dlatego się poprawiłam.
                      • chalsia Re: przystopuj z tym złym ocenianiem 26.02.05, 11:12
                        Uwaga - znowu bedę lekko uszczypliwa. Stwierdzenie "nie wszystko ujęłam" w
                        kontekście tych 2 postów o podejściu do dzieci to z lekka mówiąc eufemizm.
                        W takim razie się nie dziw reakcjom, skoro nie piszesz tego co rzeczywiście
                        masz na myśli.
                        Taka rada - napisz post, ale nie wysyłaj. Za jakiś czas np. godzinę, przeczytaj
                        co napisałaś i zastanów sie czy to jest to co, chciałaś przekazać.
                        Chalsia
        • alfa36 chalsia 24.02.05, 15:00
          Masz racje, to jest jego dom. Cały czas to powtarzam i jeszcze to, że całe
          życie nie będe tu mieszkała.
          • alfa36 Re: chalsia 24.02.05, 15:07
            A to dlatego, że wielokrotnie SYN MOJEGO MĘŻA mówił, że np. kiedyś te (czyli
            moje) książki tu nie leżały, czy też kiedyś sztućce byłu tam a nie tu.
            • konkubinka Re: chalsia 24.02.05, 15:09
              i to jest wlasnie powod dla ktorego moja bratowa np postanowila sprzedac
              mieszkanie , w ktorym mieszkal moj brat z byla zona i dzieckiem.
              I jest to tez powod dla ktorego moj M sprzedal mieszkanie , w ktorym mieszkal z
              zona i dzieckiem i kupil inne.
              • alfa36 Re: chalsia 24.02.05, 15:16
                I szczerze mówiąc bardzo żałuję, ze przed ślubem nie postawiłam warunku: zmiana
                mieszkania i ślub, tylko naiwnie wierzyłam w zapewnienia m, że jakos to sie
                ułoży.
          • chalsia Re: chalsia 24.02.05, 15:28
            No niezbyt dobrze to opisałam. To jest JEGO dom, ale Alfy też. ŁĄCZNIE a nie
            rozłacznie (czyli albo jego albo jej).
            Nie odnosiłam się tu do sytuacji "prawnej" czyli faktu, że to Alfa zamieszkała
            w domu M, gdzie syn był od maleńkości. Chodziło mi o to, że jest to jedyny dom,
            który to dziecko ma.
            Chalsia
        • kwiatek1974 Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 10:15
          może zacznij kojażyć fakty, a nie oceniać nie rozumując co niektórzy piszą, nie
          chodziło mi że to jest szczeniak bo jest synem Męża czy konkubenta mi chodziło
          o jego szczeniackie zachowanie, co do alfy a nie że to jest szczeniak
          przeczytaj i pomyśl przed napisaniem pod moją osobę.
          • chalsia Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 10:34
            To ja Tobie Kwiatku sugeruję, byś się sama najpierw zastosowała do swojej rady -
            pomyśl najpierw zanim coś napiszesz, a pisząc - pisz jasno i wyjaśniaj. Nie
            siedzę w Twojej głowie i jeśli nie wyjasnisz SAMA, że np. szczeniackim
            określasz zachowanie chłopca, to się nie dziw, że interpretacja Twojej
            wypowiedzi jest inna. Po prostu określiłas kogoś szczeniak, a moim prawem jest
            to interpretowac jak chcę, jeśli Ty nie wyjasniłas o co Ci chodzi.
            Naucz się dyscypliny wypowiedzi najpierw, a dopiero potem wymagaj od innych.
            Chalsia
            • kwiatek1974 Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 10:49
              Wiem i zgadzam sie z tobą źle to napisałam, powinnam napisaćże ma szczeniackie
              zachowanie, ale to nie powód odrazu na mnie najerzdżać, dzieci są tylko
              dziećmi, ale też powinny przystosować sie do sytuacji jednym jest ciężej od
              drugich ale przecież alfa nie mieszka z nim od kilku dni tylko napewno od kilku
              lat i powinien już zrozumieć wiele rzeczy
    • femalespirit Re: Dawno tu nie byłam... 24.02.05, 15:36
      Alfa, musisz myslec o sobie. Poloz sie i nie rob nic. Literalnie nic. Nie ma
      teraz nic wazniejszego niz Twoja ciaza, Twoje zdrowie. Jesli stracisz dziecko,
      nigdy sobie nie wybaczysz. Prawda jest taka, ze sa takie chwile, kiedy Ty sie
      opiekujesz M. i jego dzieckiem, i sa takie chwile, ze oni musza sie zaopiekowac
      Toba. To jest ta chwila. Jestescie rodzina. Wiec kladz sie (w koncu po to
      dostalas zwolnienie lekarskie!), olej te syropki (chlopcu nic sie nie stanie, a
      moze wreszcie nabierze samodzielnej motywacji do leczenia sie, kiedy nie bedzie
      mogl uzywac nieleczenia sie jako sposobu wkurzania cie), nie boj sie infekcji,
      gdybys miala zachorowac, juz bys byla chora, a prawdopodobnie pasierb jesli sie
      nawet ciazy nie domysla (w co watpie) to czuje, ze cos sie zmienia, czuje sie
      zagrozony, wiec dlatego bedzie robil korale mecyje, chcial do siebie
      przyciagnac uwage, bedzie Cie bardziej niz zwykle staral sie zdenerwowac. U nas
      na poczatku bylo tak samo. Ale wyobraz sobie, ze masz przed soba 10-kilogramowy
      brzuch w 8. miesiacu, wszystko Cie boli, ale latasz wokol prawie doroslego
      chlopca? Kiepski obraz, prawda? Ja tez sobie wyobrazilam, wiec od poczatku nie
      robilam nic, czego bym nie chciala robic kilka miesiecy pozniej, racje ma ta z
      dziewczyn, ktora napisala, by nie robic obiadu, skoro zle sie czujesz, daj
      odczuc pasierbowi skutki jego wyborow, jak nie zrobi, nie pomoze Ci, to nie
      bedzie zrobione. Od poczatku idac na zakupy wreczalam siatki pasierbom, bo nie
      moglam dzwigac, byli poczatkowo obrazeni, ale pozniej wiedzieli, ze jesli
      siatek nie ponosza to obiadu po prostu nie bedzie (kupie tylko pare serkow i
      bulek), takie jest zycie. Mialam poparcie M., Tobie bedzie trudniej, ale musisz
      wytrzymac w konsekwencji dbania o siebie, bo jak sie urodzi dziecko to zazdrosc
      pasierba bedzie jeszcze silniejsza, a ustawiajac sie w pozycji osoby, ktora ma
      wszystkich zadowolic oprocz siebie na pewno nie poradzisz sobie z tym latwo.
    • 7em Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 09:14
      alfa36 napisała:

      > problemu z synalem mojego m.

      znowu mowa nienawisci jak w radiu maryja [synalem]. byly jus stwory i inne
      dzieciory.
      5040
    • kwiatek1974 Moje wypowiedzi nie muszą sie wam podobać 25.02.05, 10:13
      jeśli chodzi o syna "szczeniaka" oceniłąm go za zachowanie a nie za to kto i
      kim o n jest dla alfy, jesli chodzi o mieszkanie to chyba ona ma cośdo
      powiedzenia w domu a nie nieletnie dziecko, nie można traktować jej jak osobę
      która nie ma nic do powiedzenia, po drugie córka mojego ężą znó jest u nas i
      jest badzo szczęśliwa z nami bo tu ma prawdziwy dom, i ex nie miałą nic do
      powiedzenia bo mój po nią pojechał bo mała prosiłą a ja traktuję ją bardzo
      dobrze wiec nie chrzancie głodnych kawałków że dziecko bedzie miało źle u mnie
      jak zachoruje. Mam prawo wypowiadać sie na każdy temat tym bardziej że taka
      jest rzeczywistość. Dla mnie takie zachowanie jaki opisuje alfa co do syna M
      jest szczeniackie wiec dlatego nazwałąm go szczeniakiem nie musi się wam to
      podobać ale nie musicie mnie też obrażać, bonie światczy to o was że jesteście
      miłe jak zwykel moja wypowiedzzostanie skomentowana.
      A i jeszcze jedno jeśli chodzi o to że mała mojego męża bedzie miałą źle ze
      mną, to ja ją zaprowadziłąm do lekarza bo byłą chora i ja się nią opiekowałąm
      bez przeszkody bo traktuję ją jak cókę, to ja pomagałam jej się umyć jak
      dziecko ze strachu przed włąsną matką zrobiło w majtki wiec nie oceniajcie
      mnie, źle bo nie jestem potworem, czy jakąś bezduszną osobą albo jak któaś z
      was powiedziała kretynką.
    • m-m-m Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 10:13
      Droga alfo!
      nie ukrywam, ze Twój post lekko mnie przygnębił. Jak wiesz, sama mieszkam z
      pasierbem i to ładnych kilka lat pod jednym dachem i niestety właśnie podobne
      mam odczucia i dlatego do tej pory nie zdecydowałam się na dziecko z M. Po
      prostu mój pasierb też ma rogi, co prawda ja mam wsparcie M., który teraz
      przeprowadza wiele ważnych akcji wychowawczych. Nie ustepuje pasierbowi, który
      teraz w czasie ferii przejął różne obowiązki, np. odgrzewa obiad, zmywa
      wszystko, robi sobie i ojcu śniadania + ma zwykłe codzienne obowiązki, jak
      wynoszenie śmieci, czyszczenie dywanów.
      Mnie nie ma w domu, ale z tego co wiem to M. ostro z pasierbem o wykonywanie
      tych obowiązków walczy. Pasierb robi wszystko by ich nie wykonywać, ale ma
      pecha: jego ojciec zrobił sie teraz bardzo konsekwentny. I to jest klucz. Nie
      ustępować nastolatkowi.
      Wiem, że może to być trudne dla Ciebie, ale daruj sobie ten syrop. Mój pasierb
      jest na etapie negacji - nie nosił czapki w mrozy (stary numer), ale M. od razu
      mu zapowiedział: sam idzie do lekarza i sam sobie wykupuje leki za swoje
      pieniądze. Pasierb wie, że ojciec mu nie ustąpi i tak będzie.

      Jest jescze jedna kwestia: zazdrości o nowego członka rodziny. Tu ktoraś z
      macoch mówiła, że pasierbowie też powinni poczuwać się do opieki nad ciężarną
      macochą, a nie tylko od niej żądać. Jest tylko moim zdaniem jedno "ale": dla
      nich nowe dziecko to konkurencja, w dodatku to nie jest dziecko ich matki - nic
      ich to nie obchodzi, wręcz pewnie woleliby by dodtkowego przychówku nie bylo.
      Po urodzeniu się dziecka, niestety przewiduję kłopoty z nastolatkiem także na
      tym polu. Zwykła zazdrość,która towarzyszy też rodzeństwu z jednych rodziców, a
      co dopiero przyrodniemu pod jednym dachem. Niestety na to nie mam rozwiązania,
      dla tego z decyzją o dziecku wstrzymuję się i być może za dwa lata do trzech
      dopiero jakąs decyzję podejmę.
      Po prostu teraz M. jest bardzoo zaobsobowany wychowaniem swego syna (i
      słusznie), a sądzę, że dodtkowe dziecko i to niemowlak spowodowałby więcej
      problemów z pasierbem.
      Mało Cię pocieszyłam...bo tu sama nie widzę dobrych rozwiązań.
      • alfa36 Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 19:02
        No mało Chalsia mnie pocieszyłaś... Tez mi sie wydaje, że problemów będzie
        więcej, choć synal (dla mnie nie jest to negatywne określenie, choć wiele z Was
        tak sądzi) rodzeństwo bardzo chciał. Tylko jest różnica między chcieć a mieć...
        Bo dziecko pewnie bedzie płakało, bo będę wymagała absolutnej ciszy, bo synal
        już teraz ma za mało miejsca w samochodzie, a jeszcze bedzie sie posunąć musiał
        i w dodatku mieszkanie niezbyt rozkładowe mamy. Ale ja koniecznie chcę własne
        dziecko. Niestety syna swojego męża nie jestem w stanie pokochać, choć naprawdę
        bym chciała. Juz zresztą kiedys pisałam, że poznałam go w najgorszym momencie-
        miał 9 lat, a pobraliśmy sie z moim m jak miał 11 lat. A od tego właśnie wieku
        problemy sie pojawiły.
        A teraz z innej beczki. Poprosiłam moją mamę, zeby z nim porozmawiała po
        kolejnej akcji: poprosilam dziecko, żeby zdjęło naczynia z suszarki (bo rąk mam
        nie podnosić)i oburzenie. Zapytałam, czy to dla niego taki wielki problem i nie
        usłyszawszy odpowiedzi (a ściślej to odwrócił się do mnie prawie tyłem)
        podziękowałam. Babcia (przyszywana, ale darzona szacunkiem) rozmawiała. Co
        prawda nie wydaje mi sie, żeby to coś zmieniło, ale... próbować trzeba. Jeżeli
        chodzi o mojego m, to ja już nie potrafię z nim rozmawiać na temat jego
        dziecka. Pozdrawaim.
        • poxywka Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 19:25
          jasne, ze masz racje, ze chlopak rozpuszczony; pewnie o to nie trudno w takiej
          rodzinie, bo ojciec chucha i dmucha (jako, ze jedyny rodzic probuje dac milosc
          za dwoje) a macoszce duzo trudniej wymagac i jeszcze uzyskac posluszenstwo -
          pewnie obie strony maja hamulce wypracowane latami przez nasze wspaniale
          spoleczenstwo; dlatego wydaje mi sie, ze bez podania dziecku teraz przyczyny
          naglego wychowywania to wszystko obroci sie w wielka awanture i niechec do
          Ciebie; bo jakze taki 14-letni mlodzieniec ma nie zareagowac na niczym nie
          usprawiedliwione proby wtargniecia w jego swieta nietykalna dotad wolnosc; mimo
          to ze potem bedzie trudniej to moze jednak chlopak troche zrozumie jak bedzie
          wiedzial o co chodzi; tak czy inaczej stres jest tak samo szkodliwy jak
          podnoszenie rak wiec wypracuj jakis dystans; oni tez sie przyzwyczaja pomalu,
          ze z kobieta w ciazy jak z jajkiem;
          pozdrawiam
          poxywka
        • chalsia Matczyna porada dla Alfy 26.02.05, 11:19
          > Bo dziecko pewnie bedzie płakało, bo będę wymagała absolutnej ciszy

          Nie popełniaj błędu absolutnej ciszy, bo życia normalnego nie będziecie mieli
          (i dziecku będzie później trudniej). Oczywiście nie chodzi o to by było
          baaardzo głośno, ale dziecko powinno się przyzwyczaić (od urodzenia) do
          normalnego poziomu "hałasu" w domu.
          Czyli NIE chodzimy na paluszkach, NIE wyłączamy radia, NIE szepczemy.
          Chalsia
        • m-m-m Re: Dawno tu nie byłam... 28.02.05, 13:37
          No wiesz co alfa, to był mój post, a nie Chalsi. Choć Chalsia to nieliczna
          fajna exiara, ale o ile wiem to pasierba nstolatka pod własnym dachem nie
          ma wink)))))))
    • martalik Re: Dawno tu nie byłam... 25.02.05, 22:14
      Alfo
      Jestem z drugiej strony barykady ale ten post wynika z życzliwości do całej
      waszej rodziny.Ten wątek wkurzył mnie.Mam syna 22 lata i córkę 16 lat.Chcę Ci
      napisać jak tą sytuację widzę.
      1.Szanuję Cię , że otwarcie mówisz o braku miłości do syna męża. To naturalne,
      tylko nieliczne macochy mają to szczęście, że pokochały pasierbów.
      2.Pasierb jest w wieku dojrzewania i zachowuje sie jak każde normalne dziecko w
      tym okresie. Gdyby był idealny (a raczej usiłował być) oznaczałoby to, że jest
      b. żle traktowany w domu(bity, maltretowany psychicznie).Przeszłam przez okres
      dojrzewania syna.Było ciężko teraz jest super.Od mądrej miłości rodziców bardzo
      dużo zależy.Teraz dojrzewa córka.Czasem mam ochotę zamknąć drzwi za sobą i
      więcej nie wracać do domu. Ale to ja jestem dorosła a ona potrzebuje oparcia i
      wzorca jak dorosły rozwiazuje problemy. Zapewniam kiedyś Twoje dziecko też
      będzie dorastało i będzie Ci też trudno, zdobywasz cenne doswiadczenie.Nie
      znaczy , że macie mu na wszystko pozwalać, o nie.Musicie tylko trochę też z
      siebie dawać- cholera nie są najważniejsze syropki,obiadki ale czas i próba
      zrozumienia, on to doceni, tyle że za parę lat.To jak go wychowacie będzie
      ważne dla Was , dla niego i dla waszego przyszłego dziecka.
      3.Powiedzcie mu , że będzie miał rodzeństwo, pokażcie jaką ważną rolę moze
      odegrać, jak liczycie na jego pomoc i zrozumienie. On może udawać, że mu
      to "wisi" ale nie dajcie się nabrać, to będą tylko pozory.Jeśli poczuje, że nie
      jest odrzucony a przeciwniwnie , że jest ważny, będzie dla Ciebie dużym
      wsparciem w opiece nad malcem.A malec będzie się dzięki temu lepiej rozwijał.
      4.To wszystko jest trudne , ale dzieci to nie zabawka a wychowanie -zwłaszcza
      cudzego dziecka to najcięższy zawód na świecie.Trzymam kciuki i życzę mądrości,
      siły i miłości.Może pomyśl jak byś chciała aby było traktowane przez innych
      Twoje dziecko i wtedy będzie ci trochę łatwiej.
      Mart.
      P.S.Jakoś nie mogę uwierzyć , że Kwiatek istnieje.To chyba nie jest możliwe aby
      ktoś tak myślał a co więcej pisał na forum. Ja myślę , że ktoś robi sobie
      niezłą zabawę.
      • mamaadama4 Re: Dawno tu nie byłam... 26.02.05, 00:12
        "...tylko nieliczne macochy mają to szczęście, że pokochały pasierbów."
        Przepraszam, ale lekko mdli mnie po przeczytaniu takiego zdania.smile)
        Jak wredni potrafia być dorastający chłopcy, wiem dokładnie. Szczególnie jak
        nikt tak naprawde nie bierze się za ich wychowanie. wrrrrrrr Na szczęscie to
        przechodzi. Nasz 18=latek był okropnym gówniarzem jeszcze kilka lat temu -
        świadomie uzyłam tego słowa. Teraz znormalniał i robi się z niego fajny facet.
        macocha 18 i 13-latka z 10 letnim doświadczeniem w macochowaniu
        • ania_rosa Re: Dawno tu nie byłam... 26.02.05, 00:36
          Danuto Ty moja prześwietnawink))) Mam wrażenie, że w tym zdaniu chodziło o to, że
          pokochanie pasierbów jest darem w sensie: jak go kocham, to rzadziej myslę o
          utłuczeniu i to mi lepiej robi na sajko, co lezy w moim osobistym interesiewink
          Powyższe zdanie jest ironicznym żartem, wiecie chyba o co mi chodzi. Jak się
          kogoś kocha, to jest na pewno łatwiej. Przynajmniej ja to tak rozumiem, a
          zresztą dokładnie tak samo uważam.

          A do autorki: napisano tu już tyle, że się chyba nie przebiję ze swoim głosem.
          Myślę jednak, że najlepszym darem dla młodego człowieka są obowiązki, zasady i
          ich egzekwowanie. Jeśli idzie za nimi miłość ( w przypadku
          macoch "niekochających" zyczliwość i sympatia) nie można życzyć sobie więcej.
          Każdy z nas marzy o braku obowiązków, ale prawdziwe wartości pochodzą z
          podwyższania poprzeczki, a nie obniżania. Chcesz wychowac szczęsliwe dziecko?
          Pozwól mu na wszystko. Chcesz wychować dobrego człowieka? Postaw mu wyraźne
          granice.

          pzdr
          Rosa
        • alfa36 Dzięki dziewczyny 26.02.05, 11:39
          Szczerze sie wzruszyłam czytając Wasze posty (Lideczko przy Twoim prawie się
          rozpłakałam). Być może trzeba już mlodemu powiedzieć. Ale jeszcze sie boje,
          poczekam na USG (za 2 tygodnie). Od dziś postanowałam rzeczywiście się
          odseparować, czyli nie prosić o nic. Ojca znów nie ma, więc jesteśmy sami, ale
          młody sam wziął się za sprzątanie. Byc może rozmowa z babcią poskutkowała. A
          ja... znów się źle czuję. Tylko, że to ostatnimi czasy norma.
      • kwiatek1974 Istnieje 26.02.05, 08:42
        Istnieje czy ci się to podoba czy nie
    • lideczka_27 Re: Dawno tu nie byłam... 26.02.05, 02:12
      Ja też dawno nie zaglądałam. Dostałam kilka ciepłych i miłych maili oraz postów
      w swoim wątku, więc nieładnie byłoby z mojej strony zniknąć (cenię sobie
      sympatię i życzliwość innych), ale rzadko wpadać będę, z wielu przyczyn -
      główna to ciąża, bo niestety jest coraz gorzej, ale muszę wytrzymać jeszcze 3
      tygodnie i zawzięłam się, że dam radę. Alfa, wybacz, że hurtem wszystko
      załatwiam w Twoim wątku, ale chciałam tylko powiedzieć dziewczynom, że zaczęłam
      odpisywać na maile, na wątek też odpowiem, dziękuję wszystkim za wpisy, teraz
      już siły nie mam, więc odpowiadam tylko alfie.

      Kochana, po pierwsze - chciałam Ci serdecznie POGRATULOWAĆ! smile))
      Po drugie: wrażliwość na zapachy bywa upierdliwa (zapach kawy czy mięsa
      sprawiał, że rzygałam jak kot), ale z reguły to mija gdzieś koło 12, 13
      tygodnia - musisz przetrzymać, innej rady nie ma.
      Po trzecie: jak najmniej nerw, wyciszyć się trzeba, o dziecku myśleć a nie o
      pracy. Ja wiem co to jest ciąża zagrożona, tu nie ma przebacz - jesteś jak
      opakowanie czy inkubator - musisz być bezpiecznym schronieniem dla malucha, a
      nie chodzącym kłębkiem nerwów.
      Po czwarte: uważam, że wyprowadzka do rodziców to fatalny pomysł. Ciąża
      przeżywana z mężem zbliża. Pozwól mu o siebie dbać, troszczyć się, niech widzi
      jak rośnie Twój brzuch, niech czuje kręcenie się nocne w łóżku, niech targa
      zakupy, wiesza pranie. Chcesz, by chłop razem z Tobą wychowywał dziecko? To weź
      się za to już teraz - ucz go odpowiedzialności za to, co powołał do życia.
      Po piąte: radziłabym chłopca poinformować o ciąży i to jak najszybciej. Może
      być to dla niego szokiem, może na początku zareagować dla Ciebie w sposób
      przykry. Ale to minie - tak sądzę. Ja bym powiedziała, a najlepiej wraz z
      mężem. Niech chłopak czuje jaki jest ważny, dorosły (zwłaszcza w porównaniu do
      rodzeństwa), niech czuje, że się z nim liczycie. Przeprowadziłabym z nim
      rozmowę dającą do zrozumienia, że go potrzebuję, że liczę na jego pomoc, bo
      ciąża jest stanem męczącym i czasem bliscy są niezastąpieni. Moja mała i
      pierwszą i drugą ciążę przeżywała bardzo. Jest wspaniała. Tyle czułości i
      dbałości nie otrzymałam od nikogo - nawet od M. Stale pyta jak się czuję, jak
      się miewa dzidziuś - czy kopie itd. Pomaga mi, podaje, gdy coś upuszczę, jest
      wyrozumiała, każe mi wypoczywać smile W ten sposób, chodź ona o tym nie wie -
      zaskarbia sobie moje uczucia, bo nie ma krótszej drogi do serca kobiety jak
      poprzez miłość do jej dziecka, a mała kochając moje dzieci sprawia, że coraz
      słabiej już widzę między nimi tę różnicę pochodzenia, jest po prostu moja i
      już smile. Być może pojawienie się tak małego dziecka sprawi, że Wasz chłopak
      szybciej pokona ten "wiek durny"? Przyda się zaufanie i konsekwencja - w równym
      stopniu. Martwi mnie, że od dłuższego czasu (pamiętam chyba wszystkie Twoje
      posty) Twój mąż stoi w miejscu. Zamykanie oczu albo wydzieranie się to nie jest
      sposób na dziecko - w żadnym wieku. To, że jest Ci ciężko, to efekt porażki
      wychowawczej Twojego męża. Gdyby on uczył syna szacunku do Ciebie, teraz
      miałabyś oparcie w dziecku. Nie mówię, że zostałabyś mamą, ale na pewno bliską
      mu osobą, której by słuchał, wierzył i nie ranił.
      Alfa, nie można zwalać wszystkiego na hormony, ale one naprawdę bywają mocno
      upierdliwe i też ponoszą winę (pewnie dużą) za Twój obecny psychiczny stan.
      Nie reaguj na choroby młodego z takim lękiem - mam w domu przedszkolaka, który
      stale raczy mnie różnymi infekcjami i żyję wink Ośmielam się twierdzić, że stres
      jest gorszym wrogiem niż katar, naprawdę.
      Porozmawiaj poważnie z mężem. Musi Cię teraz odciążyć w obowiązkach
      wychowawczych. Dopilnowanie wypełniania obowiązków domowych i szkolnych powinno
      teraz należeć do męża - nie dlatego, że to jego syn i jego obowiązek, ale
      dlatego, że jesteś w ciąży, potrzebujesz spokoju i pomocy, a ponieważ nie
      umiesz się zdystansować do poczynań zbuntowanego nastolatka - na chwilę obecną
      dla Twojego dobra powinnaś się od tego odseparować (na ile to możliwe), bo to,
      że będziesz za nim łazić, truć mu, zaganiać do lekcji nie znaczy, że osiągniesz
      to, czego wymagasz, a tylko sobie krwi napsujesz.
      Pięknie napisała ania_rosa o obowiązkach, w naszym domu właśnie obowiązuje ta
      zasada i widzę, że to nie tylko organizuje życie rodzinne, wpływa wychowawczo
      na dzieci, ale także zacieśnia relacje, uczy dbałości o drugich,
      odpowiedzialności itd. Młoda na swój sposób czuje się dojrzała, "starsza
      siostra", czuje się potrzebna. Ja z kolei nie mam wrażenia, że M mnie obarczył
      swoim potomkiem, nad którym muszę skakać, nie czuję się wykorzystaną macochą a
      mamą/opiekunką, która o wszystkie dzieci dba, ale one o nią też smile Powiem Ci na
      przykładzie. Mimo młodego wieku nasza mała ma kilka stałych obowiązków, które
      dotyczą głównie jej osoby. Porządek w pokoju, wyniesienie po sobie talerzy
      (czasem sama z siebie wyniesie po nas, poproszona też chętnie to robi),
      ścielenie łóżka, kąpiel (czasem w tych czynnościach jej pomagam, ale naprawdę
      świetnie sobie radzi), a także ogólne pilnowanie porządku - tzn. tego, by nie
      rozwalać po całym mieszkaniu swoich rzeczy, o które potem idzie się zabić wink
      Panuje u nas coś takiego, że starszy jest odpowiedzialny za młodszego. I nasza
      mała np. w jakimś stopniu jest odpowiedzialna, sama o sobie mówi, że "daje
      bratu przykład" wink Do jej obowiązków należy pilnowanie porządku w ich pokoju,
      bo mały jeszcze sprzątać nie umie. Mała zbiera za niego zabawki. M jej kiedyś
      wytłumaczył, że młodsi uczą się od starszych i np. mama (czyli ja wink robię dla
      niej dużo rzeczy, dbam o nią, bo wielu rzeczy jeszcze nie umie, ale poprzez tę
      dbałość uczę ja przy okazji (np. ja prasuję, mała składa ubrania i ma frajdę z
      tej pomocy smile Czasem pomagam im robić porządek w pokoju, czasem zbieram zabawki
      po młodym, czasem razem z małą sprzątam jej szafkę, z której już wysypują się
      kredki wink Oczywiście mój synal też jest uczony zbierania i zabawki już potrafi
      na powrót zebrać do kosza, więc pomaga siostrze. Ostatnimi czasy zauważyłam
      niesamowite rzeczy, aż mnie zatkało. Synal znalazł spineczkę siostry, przyniósł
      mi jej szkatułkę, bo nie mógł otworzyć i pokazał, że chce tę spinkę wrzucić do
      środka smile Innym razem zebrał rajstopy z suszarki i umieścił je we WŁAŚCIWEJ,
      czyli siostry szufladzie. A jeszcze innym razem przyniósł jej kapcie i odniósł
      buty do przedpokoju (wpadła do domu jak burza wyczerpana hulaniem na dworze i w
      całym rynsztunku klapła mi na kanapie, potem dopiero zaczęła się rozbierać -
      brat jej pomagał wink Nie byłoby tego wszystkiego, gdyby dziecko nie obserwowało
      naszych zachowań - myślę, że dzięki siostrze rozwija się lepiej, uczy się żyć w
      grupie. Teraz słyszę jak wieczorami mała mu tłumaczy, że niedługo będą musieli
      razem dbać o malutkiego dzidziusia, bo on będzie starszym bratem wink (szczerze
      mówiąc boję się jak będzie, bo młody zaledwie dwa lata skończy - trudny to
      wiek, ech...).
      To, że zostaniesz matką, nie znaczy, że Ci jakoś niepozytywnie odbije –
      przeciwnie, być może spojrzysz na chłopaka bardziej wyrozumiałym okiem.
      Temat Twojego męża to na inny wątek. Myślę, że tu masz największy problem – od
      niego zależy jak ułożą się Wasze relacje z młodym, jak będzie Wam się układało
      jako „wspólnym” rodzicom, jak będzie toczyło się Wasze, już całkiem inne życie.

      pozdrówki
      lidka
      • lideczka_27 przepraszam za byki 26.02.05, 02:16
        dopatrzyłam się chodź zamiast choć, pewnie więcej tego, ale oczy na zapałkach
        już mam wink
      • m-m-m Re: Dawno tu nie byłam... 28.02.05, 13:53
        Wiesz co Lideczko, to wszystko jest super co piszesz, np. o odpowiedzialności
        starszego przyrodniego rodzeństwa wobec młodszego. Jednakowoż sytuacja alfy
        jest zblizona do mojej , a nie do Twojej. Ty masz w sumie małedzieci w domu,
        Twoja pasierbica to też mała dziewczynka. Zapewniam Cię, zupełnie inaczej
        wygląda ta sytuacja w przypadku chłopaka lat 14-16, czyli w mocno w okresie
        dojrzewania.
        Nie przypuszczam by próba wciągnięcia takiego młodzieńca w obowiązki nad
        młodszym rodzeństwem i to do tego o takiej różnicy wieku i to do tego
        przyrodnim przyniosła wymierny rezultat. Przerzabiam ten temat na codzień i jak
        już pisałam na razie alternatywy nie widzę i raczej przewiduję dodatkowe
        kłopoty z pasierbem, tym bardziej, że M. alfy nie bardzo stara sie swego syna
        wychowywać.
        Mój pasierb jak miał lat 14-e to był jeszcze jako taki spokojny, od jakichś
        kilku miesięcy jest nie do zniesienia, a jego ojciec wierz mi, naprawdę
        przejmuje się jego wychowaniem , jest konsekwenny i dużo od niego wymaga.
        Wiele zależy od charakteru dziecka, nie tylko od wychowania, czy też posiadania
        lub nie macochy/ojczyma.
        Ponieważ nie mam na to rozwiązania , decyzje o dziecku przełożyłam na za dwa
        trzy lata. Liczę jednak, że się młody psychicznie ustabilizuje i coś
        konkretnego trzeba będzie postanowić, czy chcę mieć z M. dziecko, czy też sobie
        to odpuszczamy.
        • lideczka_27 Re: Dawno tu nie byłam... 28.02.05, 18:41
          > Wiesz co Lideczko, to wszystko jest super co piszesz, np. o odpowiedzialności
          > starszego przyrodniego rodzeństwa wobec młodszego. Jednakowoż sytuacja alfy
          > jest zblizona do mojej , a nie do Twojej. Ty masz w sumie małedzieci w domu,
          > Twoja pasierbica to też mała dziewczynka. Zapewniam Cię, zupełnie inaczej
          > wygląda ta sytuacja w przypadku chłopaka lat 14-16, czyli w mocno w okresie
          > dojrzewania.

          m-m-m, ja wiem jak się może zachowywać nastolatek, choć może trudno w to
          uwierzyć, ale byłam mocno zbuntowaną panną, która rodzicom wiele krwi
          napsuła wink)) Długo by pisać, wspomnę może tylko to, że mając bardzo wysoką
          średnią powtarzałam klasę w liceum - nie chodziłam na zajęcia kilka miesięcy
          oprócz tych, na których były zapowiedziane sprawdziany i klasówki - ot, system
          studencki mi się podobał wink A ponieważ nastał wtedy czas, że ocena semestralna
          nie była już średnią uzyskanych ocen, zostałam niesklasyfikowana z dwóch
          przedmiotów za nieobecności (mimo takiej samej ilości ocen co rówieśnicy). W
          tym czasie uskuteczniałam podróże po kraju, nawiązywałam nowe znajomości,
          bawiłam się na koncertach, a gdzie mi się zdarzało spać i jadać, to już może
          przemilczę wink W ostateczności też "za aspołeczną postawę" zostałam usunięta ze
          szkoły, bo dyrektor stwierdził, że jeśli ktoś się w szarą masę wtopić nie chce,
          to musi sobie indywidualny tok nauki zafundować (wojowałam w sprawie praw
          uczniów i tak się to skończyłowink Wychowawczyni kazała mi się ulitować nad
          własną matką i skończyć handlówkę, by na chleb dla siebie zarobić. Wtedy jej
          odpowiedziałam, że mam inny plan i być może zostanę jej zmienniczką, gdy będzie
          odchodziła na emeryturę. Skończyłam wieczorówkę, dostałam się na wymarzony
          kierunek dziennych studiów za pierwszym podejściem i skończyłam je z
          wyróżnieniem tyle, że zamieszkałam ze swoim eksem w innym mieście i z mojego
          planu nici wink)) To tak krótko, bo mnie na wspominki wzięło wink

          Też uważam, że wiek ma sporo do rzeczy, ale jednak chyba najwięcej charakter
          dziecka. Dlaczego o tym piszę? Ano moja młoda zakolegowała się z dziewczynką w
          swoim wieku (z grupy). Przeżyłam trzy wizyty tej małej w naszym domu, na więcej
          się nie piszę chyba. Nigdy, przenigdy nie chciałabym być ani matką, ani tym
          bardziej macochą tak wychowywanego dziecka. Myślę, że nie dałabym po prostu
          rady. W skrócie scharakteryzuję ją tak, że jest rozwydrzona, rozpieszczona i
          rodzice pozwalają jej absolutnie na wszystko. Rozmawiałam z jej mamą, która
          oznajmiła, że dziewczynka jest jedynaczką i będzie nią zawsze, gdyż musi mieć
          wszystko, czego zamarzy. Faktycznie - tak jest. Dziewczynka rozdaje rozkazy,
          rodzice je wypełniają - ona mówi co ma być na obiad, kiedy kończą się
          odwiedziny (jak każe się mamie ubierać to nie ma "za chwilę"). W stosunku do
          rówieśników jest nieżyczliwa, bywa przykra, klepie co jej ślina na język
          przyniesie nie patrząc na to jak zostanie odebrana. W przedszkolu byłam
          świadkiem jak jej mama jest "głupią krową" i jak jej "śmierdzi z ryja" -
          dziecko kazało mamie też chuchnąć w nos pani wychowawczyni, by ta mogła
          potwierdzić, że matka nie myje zębów. Mała odwiedziła naszą małą w chorobie i
          jak pisałam - odwiedziła nas już trzy razy, ale ja poważnie się zastanawiam nad
          tą znajomością, nie chcę by nasza młoda była pod jej wpływem, ostatnio bardzo
          przeżywała, że koleżanka uderzyła ojca w twarz, bo założył jej czapkę a ona nie
          chciała... Ja nie wiem jak odbierze nową sytuację wychowanek alfy, ale nie
          zakładam najgorszego scenariusza - taki już mój charakter i podejście do
          życia smile


          > Nie przypuszczam by próba wciągnięcia takiego młodzieńca w obowiązki nad
          > młodszym rodzeństwem i to do tego o takiej różnicy wieku i to do tego
          > przyrodnim przyniosła wymierny rezultat.

          m-m-m, nawet jeśli chłopak absolutnie nie będzie chciał podłączyć się do
          kieraciku domowego (bo nie twierdzę, że to niemożliwa opcja a nawet wielce
          prawdopodobna), to w zaistniałej sytuacji alfa ma pełne prawo wymagać od ojca
          swojego dziecka i zarazem ojca nastolatka, by ten zaczął coś robić. Jeśli on
          nie chce egzekwować wypełniania obowiązków przez syna, powinien sam je
          wypełniać (a więc np. sprzątać) no i zająć się edukacją chłopca, tak, by przez
          to, że alfa "odpuści", chłopak nie miał za dużego luzu, który potem może
          spowodować duże kłopoty w szkole. "Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono". I
          zapewne to tyczy także Waszych podopiecznych - nastolatków. Czasem wydaje nam
          się, że nie poradzilibyśmy sobie z tym czy z tamtym, a potem los nam w życiu
          miesza i okazuje się, że nie taki diabeł straszny wink

          Przerzabiam ten temat na codzień i jak
          > już pisałam na razie alternatywy nie widzę i raczej przewiduję dodatkowe
          > kłopoty z pasierbem, tym bardziej, że M. alfy nie bardzo stara sie swego syna
          > wychowywać.

          m-m-m, w Waszych przypadkach zasadnicza różnica jest taka, że Wy się na dziecko
          nie zdecydowaliście z podanych przez Ciebie powodów, natomiast alfa i jej mąż
          przeciwnie, więc teraz to oni nie mają wyjścia, dziecko jest w drodze i brat
          powinien to wiedzieć. Dlaczego? Ja już nie mówię, że po to, by zaczął nad alfą
          skakać, bo być może guzik go będzie obchodziła jej ciąża, natomiast powinien
          wiedzieć i rozumieć, że nadszedł czas i są powody, dla których alfie należy się
          spokój i odpoczynek. Nie wiem też co w przypadku nastolatka jest lepsze -
          ukrywanie ciąży i np. ponoszenie konsekwencji tego, że dowie się przez
          przypadek albo od osób trzecich czy rodzinna rozmowa. W pierwszym przypadku
          chłopakowi może być przykro, a biorąc pod uwagę fakt drażliwości nastolatka i
          jego skłonności do demonizowania wielu zjawisk czy faktów to dopiero może
          spotęgować ewentualne problemy z niechęcią do nienarodzonego rodzeństwa
          włącznie.

          > Mój pasierb jak miał lat 14-e to był jeszcze jako taki spokojny, od jakichś
          > kilku miesięcy jest nie do zniesienia, a jego ojciec wierz mi, naprawdę
          > przejmuje się jego wychowaniem , jest konsekwenny i dużo od niego wymaga.
          > Wiele zależy od charakteru dziecka, nie tylko od wychowania, czy też
          posiadani
          > lub nie macochy/ojczyma.

          Dokładnie.

          > Ponieważ nie mam na to rozwiązania , decyzje o dziecku przełożyłam na za dwa
          > trzy lata. Liczę jednak, że się młody psychicznie ustabilizuje i coś
          > konkretnego trzeba będzie postanowić, czy chcę mieć z M. dziecko, czy też
          sobie
          >
          > to odpuszczamy.

          A tu to Cię naprawdę podziwiam, że umiałaś instynkt utrzymać w garści. Wiem, że
          dodatkowo martwisz się też o pozycję zawodową, ale ja chyba nie umiałabym być
          konsekwentna w tego rodzaju postanowieniu. Przede wszystkim bałabym się, że
          czas działa na moją niekorzyść (widzisz, jestem przed trzydziestką, pierwszą
          ciążę miałam "książkową", a teraz prawie każdy dzień to wygrana z własnym
          ciałem i jego słabością).


          pozdrówki
          lidka


          PS. Wiem, że mój post może trochę idylliczny był, ale taką mam rzeczywistość no
          i chciałam alfę pozytywnie natchnąć smile
          • m-m-m Re: Dawno tu nie byłam... 28.02.05, 19:19
            Lideczko bardzoo ci dziękuję za wyczrpujący post.
            Widzisz...moja decyzja o dziecku za dwa trzy lata (może) wynika też z tego, że
            naprawdę uważam, że nie do pogodzenia jest nastolatek pasierb + niemowlak
            własny. Mój M. naprawdę wkłada ogrom pracy wychowawczej i nerwów w pasierba,
            aby ten nie liczył na obsługę i regularnie włączał się do obowiązków domowych.
            Do tego pamiętam, że ja jako dziecko rodziców rozwiedzionych nigdy, ale to
            przenigdy nie chciałam by moi rodzice mieli jakieś dzieci dodatkowe. Pamiętam
            jaka byłam o mamę zazdrosna i na pewno taka jej ciąża (do tego nie z moim
            ojcem) nie przeszła by jej lekko, a i wykazałabym się totalną negacją i
            kłopoty miałaby potworne.
            Zmieniłam zdanie jak dorosłam, miałam wtedy lat właśnie 18-19, zaczęłam
            dostrzegać w mamie osobę , która też ma prawo do życia własnego i zrozumiałam,
            ze ja kiedys odejde i ona zostanie sama. To kwestia dojrzałości, ktora przyszła
            do mnie z czasem i liczę na to, że pasierb będzie bardziej ustabilizowany
            emocjonalnie za tych dwa , trzy lata.
            Wszystko teraz by się nałożyło: kłopoty z pasierbem + niemowlak to za dużo tego
            dobrego. Uważam, że w takim "nerwowym" domu przez dojrzewanie pasierba i stresy
            jego ojca, moje własne dziecko nie miałoby odpowiednich warunków do rozwoju.
            Dlatego alfę podziwiam, bo ja sama na taki heroizm jak malutkie dziecko własne
            + pasierb nastolatek zdobyć się nie mogę.
            • alfa36 Poradźcie- co z tą rozmową 11.03.05, 14:04
              Byłam kilka dni w szpitalu. No i m powiedział synowi, że będzie miał brata (na
              80 % to wiem). Ponoć ten sie bardzo ucieszył. Zastanawiam się kto teraz
              powinien z synalem porozmawiać- ja czy m? Jak na razie młody zachowuje się tak
              jak zawsze. Nic z niczego sobie nie robi. Ja w zasadzie przestalam zwracać na
              cokolwiek uwagę, bo zwyczajnie źle się czuję i poleguję cały dzień w swoim
              pokoju. Dziś tylko wspomniałam, że przed wyjściem do szkoły (dadam, ze na
              jedensstą) powinien coś zjeść. Nie było żadnej reakcji. No a później m sie
              dziwi, że koniecznie chcę wrócić do pracy...
              • lilith76 Re: Poradźcie- co z tą rozmową 11.03.05, 14:23
                może porozmawiajcie razem.
                dobrze, że chłopak wie już o bracie, ale przyjął to pewnie na zasadzie "ale
                fajnie" nie zdając sobie kompletnie sprawy z konsekwencji i zmian (to się
                zdarza nawet dorosłym facetom na wieść o nadchodzacym ojcostwie). teraz pewne
                zasady trzeba razem ustalić od nowa i on musi mieć ich świadomość.

                gratulacje - teraz i ty masz synala smile))
              • m-m-m Re: Poradźcie- co z tą rozmową 11.03.05, 17:04
                Nie było żadnej reakcji. No a później m sie
                dziwi, że koniecznie chcę wrócić do pracy...



                Droga alfo, spróbuj nie brać odpowiedzialności za śniadanie pasierba, tak
                jak za jego katar i syrop, którego nie chciał sobie przygotować.
                Przerabiałam to wielokrotnie - to naprwdę nie ma sensu. Nie chce jeść niech nie
                je, on ma już 13 lat.
                Co do jego "ucieszenia się" z Twojej ciąży: to nie oznacza, że nagle nabierze
                zapału do pracy i będzie nagle opiekuńczy dla ciebie, a potem, że będzie
                niańczył brata. Dla niego sytuacja jest constans: jemu to wisi (tak jak
                śniadanie, czy owy syrop), bo nie on będzie się poczuwał do odpowiedzialności
                za to dziecko.
                Ostatnio zebrało się trzech kolegów, panowie wymieniali uwagi o swoich synach:
                jeden ma syna lat 13, drugi (mój M.) lat 16, a tzreci - lat 18. Wnioski
                przekazane mi przez M.: "Ten co ma syna w wieku lat 13 okropnie narzekał, ja mu
                na to, że mój w tym wieku to był aniołek, niech poczeka jak skończy lat 16 to
                dopiero zobaczy. Na co trzeci pan odrzekł: 13, 16 ? Poczekajcie jak wasi
                synowie będą mieli 18-e - to dopiero będziecie mieli jazdę". W tym momencie
                podobno mojemu M. ręce opadły, bo większych kłopotów z pasierbem on sobie już
                nie wyobraża. Tak więc alfa, nie jest tak źle, by nie mogło być gorzej. Twój
                pasierb dopiero zaczyna dojrzewać.
                Znowu mało Cię pocieszyłam.
                • alfa36 Re: Poradźcie- co z tą rozmową 12.03.05, 08:06
                  Niby nie muszę brać odpowiedzialności. Jest jednak pewne ALE. Młody wciąż
                  choruje. M raz w tygodniu biega z nim do lekarza,a w aptece zostawia majątek.
                  Smiem twierdzić, że jeśli nic sie nie je do wieczora, to on nigdy zdrowy nie
                  będzie
                  • alfa36 Re: Poradźcie- co z tą rozmową 12.03.05, 08:11
                    ...ciąg dalszy...Siedzę w domu i szlag mnie trafia, jak widzę nicnierobienie a
                    do tego zupełną ignorancję swojego zdrowia. Oczywiście przy okazji boję się też
                    o siebie, bo wiem, ze infekcje nie wskazane. A z tą rozmową... Znów się
                    pokłóciłam z m. Wiem też, że on takiej rozmowy nie przeprowadzi. Zastanawiam
                    sie, czy nie poprosić swojej mamy, choć z drugiej strony nie chce jej martwić,
                    a ja sie na taką rozmowę chyba nie zdobędę
                    • m-m-m Re: Poradźcie- co z tą rozmową 12.03.05, 12:56
                      Alfa, ale o czym chcesz z pasierbem rozmawiać? Przecież on już wie, że masz
                      stan odmienny.
                      Jeśli chcesz intterwencji z zewnątrz, to może poproś o nią babcię pasierba, a
                      matkę Twojego M.? Przypuszczam, że ona najlepiej zna ich obu i może to ona
                      jakoś Cię wesprze.
                      Nicnierobienie? U mnie wczoraj wieczorem: g.20-a M. dzwoni do pasierba by ten
                      oczyścł dywan i się wykąpał. Wracamy do domu godz. 21.30 (zmęczeni po 12 h
                      pracy) : dywan w trakcie, pasierb nie wykąpany , w kuchni pełno jego naczyń. I
                      myslisz, że M. sie nie wściekł? Tak jest niemal codziennie. Mało tego, pasierb
                      jeszcze się obraża, że ojciec się go "czepia". No cyrk jakich mało. Zero
                      jakiejkolwiek chęci współpracy, zero empatii dla cholernie ciężkiej pracy ojca.

                      Natomiast co do stałych infekcji zatokowych pasierba: sugeruję...wizytę u
                      dentysty. Otóż wszystkie takie infekcje często mają swe podłoże w chorych
                      zębach (to te same bakterie beztlenowe, które powodują katar). Wiem to po moim
                      pasierbie i po sobie samej. W ubiegłym roku wszyscy zrobiliśmy sobie generalny
                      remont szczęk - w tym roku : nagle koniec jakichkolwiek infekcji zatokowych i
                      to co najdziwniejsze nawet pasierb, który w mrozy czapki nie nosił nie
                      zachorował. Rok temu ja i pasierb chorowaliśmy na zmianę. Wręcz się już
                      przyzwyczaiłam, że okres jesienno-zimowy to stały katar.
                      Ale zróbcie mu najpierw pantomogram (pełne zdjęcie szczęki), bo tak na zewnątrz
                      często nie widać ubytków, czasem sa to mikrouszkodzenia, jednak już wpływają na
                      zachwianie ogólne ustroju.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja