geos
28.02.05, 10:46
Dziś jest rocznica śmierci mamy Młodej i Małego.
Zamówiona msza, kto trzeba jest poinformowany i może wziąć udział w nabożeństwie.
To dla wyjaśnienia.
Teściowa mojego M., matka zmarłej, jak kiedys pisałam, zaraz po smierci córki
zajęła się dziećmi, mieszkała tutaj; kiedy ja sie pojawiłam, wyprowadziła się
w tempie natychmiastowym. Urażona. Z jednej strony jestem jej wdzięczna, bo w
ten sposób zaoszczedziła wszytskim paru nieprzyjemnych sytuacji.
Od tego czasu mineło pół roku.
Udało mi się z nią dwa razy porozmawiac przez telefon. Krótka wymiana zdań -
pytanie czy sa dzieci i moja odpowiedz. Odłożona przez babcię słuchawka.
We wszytskich Świętych była tutaj ale mnie nie było, dostało nam się, za
zdjęcie zmarłej nie w czarnej ramce i nie takie jak babci się podoba.
Potem już tutaj nie przyjechała. M. zawiózł pare razy dzieci do niej.
W drugie swięto Bożego Narodzenia, pojechaliśmy razem do kina do Wrocławia, ja
zostałam na drugi seans a M. zawiózł dzieci do babki i wócił po mnie.
Na pytanie Młodej dlaczego nie jade do babci oparłam, że babci trudno sie
pogodzić z istnieniem mojej osoby i ja to szanuje i dooki się to nie zmieni,
nie będe tam jeździła. Młoda przyjela wyjaśnienie.
Ostatnio jednak do babki pojechać nie chciała, odmawiała prze dwa dni, bardzo
uparcie, więc ulegliśmy. Babka jak to usłyszała przez telefon od M. To puściła
komentarz, że on i młoda maja namieszane w mózgach!! I jak przyjedzie na msze
to pewnie z Małym przez drzwi się bedzie witać! - To jest dokładny cytat!
Już wczesniej, zanim zaczełam sie spotykać z dziećmi, była awantura pomiędzy
babciami przy dzieciach i matka zmarłej wyraziła się, że mój M. jest
schizofreikiem a Młoda jest taka sama i powinni się leczyć. Bo mój M jest
niedostepny uczuciowo!! - ja nie mam problemu z dostepem do jego uczuć - oboje
tata i córcia, nie należą do wylewnych osób ale jakoś potrafię z nich
wyciągnąć czułość i tkliwośc bez wyszukanych zabiegów- sama ją im po prostu daję.
W piatek . zawióżł samego Małego do babci. Mnie wysadził we Wrocławiu u
znajomych i pojechał dalej. Zawsze tak to wyglada. Mały tym razem zapytał o
co chodzi. Wcześniej sie tym nie interesował dostał taką sama odpowiedz jak Młoda.
Dziś babcia przyjedzie na mszę. Odrzuciła propozycję żeby przyjechac do nas w
niedzielę i zanocować, przyjedzie z synem samochodem.
M. w pierwszej chwili chciał, żebym nie szła do kościoła, bo nie chciał
awantur z babcią, ale odmówiłam, tłumacząc mu, że tutaj najważniejsze jest co
dzieci czują a nie co babcia bo to z dziecmi mieszkamy. Gdybym nie poszła
wydaje mi si e, ze mogłyby to odebrac jako ostentacyjna odmowę okazania
szacunku ich mamie, zwłaszcza, ze do kościoła chodzimy razem co tydzień.
Uważam, że szacunek ode mnie dla ich mamy jest czymś oczywistym. M. się
zgodził z tym.
Mimo wszystko obawiam się jednak babki. Mam wrażenie, że oprócz bólu po
stracie córki kierują nia również zazdrośc. Czasem mi się wręcz wydaje, że
weszła w role zmarłej i zachowuje się jak zazdrosna , zdradzona żona Jak sie
cos nie dzieje po jej myśli to zaraz idą, komentarze i niesprawiedliwe oceny w
stronę M.
Obawiam sie tego spotkania z nią, ostrzegłam M, że jesli zaistnieje jakaś
sytuaja w której będe musiała sie bronić to to zrobię. Najdelikatniej jak
potrafię ale to zrobię.
Uważam też, że powinno sie ją zaprosić po mszy na kawę do nas. Wątpię, żeby
chciała przyjśc ale chyba nalezy tak zrobić?
Sama się juz gubie co dalej z ta babcią, dzieciaki rosną i zaczynaja rozumieć,
moze byc gorąco
Przepraszam za długi post ale chciałam wyjaśnić mniej więcej sytuację.
I co dziewczyny? Macie jakies pomysły?