konfrontacja z rodziną - efekty

01.03.05, 07:16
a właściwie ich nie ma. Bo babcia nie przyjechała na mszę. Po prostu sie nie
zjawiła. Denerwowałam sie strasznie, wszytskim sie dostało rykoszetem ode
mnie, mojemu M najbardziej. Chciałam miec to już za sobą i M też, ale nie
dostalismy szansy.
Szkoda, następna taka szansa pojawi sie dopiero na wszytskich świetych, bo
jakoś nie przypuszczam, zeby babcia zechciała mnie do siebie zaprosić.
Trudno.
Źle mi z tym i poryczałam się wieczorem, tak porządnie, zeby odreagować stres.
    • milcha1 Re: konfrontacja z rodziną - efekty 01.03.05, 07:56
      Przykro. Ale to oznacza, że w babci tkwi wielka zadra. Trudna sprawa.
      A co dzieci na to ? Nie były zdziwone?
      • geos Re: konfrontacja z rodziną - efekty 01.03.05, 08:40
        I tu było nasze zaskoczenie, które skonstatowalismy wieczorem.
        NIe dopytywały się, nie padło ani jedno słowo ze strony dzieci na temat babci.
        Nawet niezbyt chętnie szły na mszę, co jestem w stanie zrozumiec, zawsze to
        lepiej pograć na komputerze niż marznąc w kosciele, cmentarz bardziej im
        przypadł do gusty, choć Mały- Misiek tez mruknął coś w proteście, bo mu sie
        zwyczajnie nie chciało i zapomniał, ze to taki dzień.

    • m-m-m Re: konfrontacja z rodziną - efekty 01.03.05, 10:25
      Skoro babcię widujecie tak żadko, to może sobie darować wszelkie próby jej
      leczenia z niedokończonej żałoby? Ja zrozumiałam, że starsza pani jest obecna w
      Waszym życiu i to często, co najmniej raz do dwóch w tygodniu. Przy tak żadkich
      kontaktach myślę,zepowinniści żyć własnym życiem. Rodziny nie znacie, kontakty
      sporadyczne, to nie ma sensu (chyba , że w jakiś sposób czujesz się winna wobec
      tej osoby i chciałbyś jakoś jej to wynagrodzić).
      • geos Re: konfrontacja z rodziną - efekty 01.03.05, 12:08
        Wiesz chodzi mi o to, zeby dzieci i M nie czuli przez zachowanie babci
        dyskomfortu, ze takie zycie jakie prowadzimy może być dla kogoś nieodpowiednie.
        Młoda- Gwiazdka już zaczyna, zdaje sie rozumieć, ze cos tu nie gra.
        M. boi sie przed starsza pania przyznać, ze jesteśmy szczęśliwi. Nie ma odwagi
        powiedzieć, że się zareczyliśmy, planujemy ślub.
        Tak naprawdę mimo, ze starsza pani mieszka daleko i widuje dzieci wtedy kiedy
        sie je do niej zawiezie to ma wpływ na to co tutaj się dzieje z dziećmi i M.
        Mnie to dotyczy ta sytuacja o tyle, ze w podtekstach "wina" za ich szczęście
        spada na mnie. To przykre. skoro babcia uwarza, że dziewczynka ma "namieszane w
        mózgu" jest "niedostepna emocjonalnie i powinna sie leczyć" to czy czasem jej
        tego nie okazuje w czasie tych wizyt?
        Gwiazdka nie chciała powiedziec dlaczego nie chce jechac do babci, wykręcała się
        jak mogła. W końcu zwaliła na nudę, ja tez za bardzo nie naciskałam ani M., zeby
        jej nie zrazić.
        I czy zotawianie mnie u znajomych, zanim dojada do babci w końcu nie da
        nagatywnych dla babci rezultatów, którymi zostana obarczone dzieci i M?
        Dlatego zstanawiam się ja wybrnąć z tej sytuacji.
        • m-m-m Re: konfrontacja z rodziną - efekty 01.03.05, 13:21
          M. boi sie przed starsza pania przyznać, ze jesteśmy szczęśliwi. Nie ma odwagi
          powiedzieć, że się zareczyliśmy, planujemy ślub.


          A czemu? Czyżby obawiał się, że babcia odbierze mu dzieci?? To nierealne. I
          czemu dorosły facet jest pod takim wpływem byłej teściowej?
          Wasz ślub byc może uspokoiłby sytacje, starsza pani może być tradycjonalistką.



          skoro babcia uwarza, że dziewczynka ma "namieszane w
          > mózgu" jest "niedostepna emocjonalnie i powinna sie leczyć"


          Babcia widzę ocenia wnuki, a kontakt ma z nimi sporadyczny.


          Co do Twoich wizyt u babci: dopóki nie jesteś oficjalną macochą dla jej wnuków
          (tzn. żoną M.) - to lepiej tam nie chodź.
          W ogóle to widzę to tak, że wnuki w przyszłości będą same z babcią utrzymywały
          kontakt, bez Waszej asysty, bo one są z nią spokrewnione, a Wy nie: były zięć i
          obca dla niej nowa jego żona.
          Tak naprawdę motorem kontaktów ze starszą pania są właśnie wnuki, a nie Ty,
          albo M.
          • geos Re: konfrontacja z rodziną - efekty 01.03.05, 14:03
            > A czemu? Czyżby obawiał się, że babcia odbierze mu dzieci?? To nierealne. I
            > czemu dorosły facet jest pod takim wpływem byłej teściowej?

            CZy pod wpływem? Nie wydaje mi się.
            Chyba chodzi o to, ze babcia bądź co bądx bardzo mu pomogła po smierci żony,
            ułatwiła swoją obecnościa w domu dużo spraw.
            Opieke na dziecmi na przykład. M. wychodzi bardzo wcześnie do pracy i nie miał
            kto wysyłac dzieci do szkoły.
            Więc to chyba jakies takie fałszywe pojęcie o ranieniu innych, szanuje ja za
            pomoc i a to, że była matką zony.
            No i jak to każdy mężczyzna lubi spokój i każda scysja z Teściową mu nie wsmak a
            jak to mężczyzna czasem najprostsze rozwiązania sytuacji po prostu mu nie
            przychodzą na myśl :o)
            On chyba też sie boi jej reakcji i tyle.

            Nie wiem ale mnie się wydaje, że owszem wdzięcznośc ale w granicach rozsądku.

            A ja ma wrażeie, że babcia powtarza schematy zachowawcze, które funkcjonowały w
            jego małżenstwie i dlatego trudno mu się odnaleźc.

            A slub bedzie jesienią.
            • m-m-m Re: konfrontacja z rodziną - efekty 01.03.05, 15:22
              babcia bądź co bądx bardzo mu pomogła po smierci żony,
              > ułatwiła swoją obecnościa w domu dużo spraw.
              > Opieke na dziecmi na przykład. M. wychodzi bardzo wcześnie do pracy i nie miał
              > kto wysyłac dzieci do szkoły.



              Sądzę, że była teściowa zrobiła to dla wnuków, a nie dla byłego zięcia.
              Wyrzutów sumienia, że ma kogoś nowego mieć nie powinien.
              Jeśli czujesz, że on dla świętego spokoju obawia się konfrontacji z nią, to
              jednak spróbuj go do tego zachęcić. W sumie wszystko odbywa się jak narazie
              Twoim kosztem: on Cię ukrywa to tak jakby babcia cały czas miała prawo żądzić z
              kim i dlaczego on jest. To nawet na lini dorosły syn - matka jest nie do
              przyjęcia, a co dopiero na linii była teściowa - były zięć.
              A jak długo Twój M. zamierza spłacać dług wobec byłej teściowej? Czy liczy na
              to, że to się samo rozejdzie po kościach?
              • geos Re: konfrontacja z rodziną - efekty 01.03.05, 17:43
                A jakże zachęcam do konfrontaxcji jak najbardziej. Przekonuję argumentami no i
                zachowanie starszej pani samo dodaje mi argumentów.
                Z drugiej strony ostatnio momentów do rozmów z babcia ma mój M coraz mniej, bo
                po jednejz dłuższych naszych rozmów po prostu dzieci odwozi i nie nocuje u
                babci. Więc spędza tam raptem pół godziny na kawie, co najwyżej. Więc trudno mu
                tak prosto z mostu przyjechac i wlanąć z grubej rury.

                Faktem jest, ze ten "mój koszt" troche mnie irytuje.
                Natomiast pamietam jaka była nieprzyjemna scysja, jak Krzyeik powiedział babci
                otwarcie, ze jest ze mną, że ja na zaproszenie dzieci przyjezdzam do ich domu -
                teraz już mieszkam - odwóciła sie na pięcie a nastepnego dnia rano zadzowniła po
                swojego syna, ze chce się wyprowadzic i po 4 dniach juz jej nie było.
                M. nalezy do ludzi, którzy atakowani chowają się i po cichu znoszą obelgi,
                przynajmiej w zyciu osobistym. Ja wiem o tym i wiem jakpostepowac, babcia wali
                na oślep. Na oddatek wciagnęla w swoje postepowanie, wtedy przy przeprowadzce
                parę osób z rodziny, powołując sie na ich opinie - co sie okazało nieprawdą.

                Ja się staram pokazywać mu, że mimo iż babcia była dobra i zajela sie wnukami to
                świea nie jest, bo porobiła parę błedów, ktore na dzieciach sie odbiłi i dlaej
                to robi. Nie oceniam, tylko m pokauję co się dzieje i jaki eto ma konsekwencje
                dl anaszej rodziny.
                Miło sie z toba rozmawia
                • m-m-m Re: konfrontacja z rodziną - efekty 01.03.05, 18:28
                  Natomiast pamietam jaka była nieprzyjemna scysja, jak Krzyeik powiedział babci
                  > otwarcie, ze jest ze mną, że ja na zaproszenie dzieci przyjezdzam do ich
                  domu -
                  > teraz już mieszkam - odwóciła sie na pięcie a nastepnego dnia rano zadzowniła
                  p
                  > o
                  > swojego syna, ze chce się wyprowadzic i po 4 dniach juz jej nie było.



                  Może to i lepiej...Coraz bardziej przekonuję się, że nie ma co się mieszać w
                  sprawę: babci niedokończona żałoba. Musicie żyć własnym życiem, a nie pod
                  dyktando babci.
                  Wnuki powinny utrzymywać z nią kontakt (jeśli oczywiście chcą), ale Wy
                  absolutnie nie. Po co to komu?
                  Na Twoim miejscu nie przejmowałabym się babacią tylko budową nowej rodziny, a
                  to nielada sztuka z dwojgiem cudzych w dodatku wcale nie małych dzieci pod
                  jednym dachem.
                  Miło mi, że chcesz ze mną rozmawiać. Wystartowałam od razu, bo temat żałoba
                  jest mi naprawdę bardzo dobrze znany i sądziłam, że to głównie będzie problem
                  (nie Twój, ale owej babci, o której sądziłam , że jest co najmniej kilka razy w
                  miesiącu z Wami), a tu okazuje się, że główny problem to stosunki: była
                  teściowa a były zięć.
                  Ja mam trochę szcęścia, bo mnie akurat teściowa zaakceptowała, ale to zapewne
                  też dlatego, że moja poprzedniczka tak jej dokuczyła, że teściowa miała jej
                  serdecznie dosyć. Acz niestety nadopiekuńczość jej odbija się do dzisiaj
                  czkawką: jestem z M. i jego 16-letnim synem już siódmy rok, a wygodnictwo
                  jakiego nauczyła obu panów jest niesamowite. Miałam przeboje z
                  usamodzielnianiem panów (nie zamierzałam być u nich na darmowej i obowiązkowej
                  służbie), a dziś pasierb jest w "rozkwicie" i przede wszystkim jego ojciec ma z
                  nim teraz wiele problemów.
                  Widzę, że pomimo naprawdę żelaznej konsekwencji ze strony ojca, pasierb
                  przejawia bardzo dużo zachowań exowej, zapewne czyni to podświadomie, ale
                  niestety tak jest. Coraz bardziej przychylam się do twierdzenia, że dziecko
                  można wychowywać, ale konkretnych cech charakteru nie da się zmienić.
                  Pasierb jest w trzeciej gimnazjum i ja czarno widzę dalszą jego przyszłość.
                  Tak że Geos ciesz się dziećmi póki nie zaczną dojrzewać wink))
                  • geos Re: konfrontacja z rodziną - efekty 02.03.05, 19:47
                    > Na Twoim miejscu nie przejmowałabym się babacią tylko budową nowej rodziny, a
                    > to nielada sztuka z dwojgiem cudzych w dodatku wcale nie małych dzieci pod
                    > jednym dachem.

                    Po tym całym stresie związanym z mszą za zmarłaą i ewentualnym spotkaniem z
                    babcią, doszłam do wniosku, że absolutnie już się babcia nie mam zamiaru przejmować!
                    Powiedziałam sobie, że dośc! Nie mam zamiaru nikogo na siłe uszczęśliwać.
                    Grzecznośc i uprzejmość z naszej strony to chyba wystarczy.
                    Zastanawiam sie tylko czy powinniśmy bardzo zachęcać dzieci do kontaktu z
                    babcią, czy też zostawić sprawy tak jak są.
                    Po cichu powiem, że mi sie nie chce, ale może "poprawniej politycznie" bedzie
                    zachecać dzieciaki do telefonów do babci - co zresztą zwalam na mojego M

                    Ja mam trochę szcęścia, bo mnie akurat teściowa zaakceptowała,

                    I mnie moja przyszła teściowa zaakceptowała - choć czasem ma dziwaczne obawy,
                    ale ogólnie to uważa, że jestem błogosławieństwem dla M i dzieciaków :o)
                    Zwłaszcza jak Misiek zaczął być dużó bardziej otwarty na innych ludzi, od czasu
                    jak zamieszkałam i przestalismy ich zaprowadzać dzień w dzień na cmentarz, a
                    mamę wspominać inaczej
                    Na szczęście M. po śmierci żony bardzo się usamodzielnił - pod względem domowym
                    dzieci natomiast rozpieszczała babcia więc tutaj musieliśmy przykręcać srubę.

                    Tak że Geos ciesz się dziećmi póki nie zaczną dojrzewać wink))

                    Oj cieszę się :o)
                    Chociaz jak się tutaj wprowadziłam to ilośc "dzikich awantur", napadów złości,
                    wrzasków, tupania itp. Była dla mnie porażająca :o))
                    Nie byłam do tego przyzwyczajona, ale powoli tłumaczyłam M. ze jak on wrzeszczy
                    to i oni będa wrzeszczeć, że takie zachowania tylko spokojem i konsekwencją w
                    konsekwencjach ;o)) No i podziałało, bo wrzasków jest duuuużo mniej,
                    I interwencji w postaci klapsa od taty tez duuużo mniej
                    Więc ogólnie jest pozytywnie :o)
                    • lideczka_27 Re: konfrontacja z rodziną - efekty 02.03.05, 22:05
                      Ekhm, nie chciałabym się wtrącać do rozmowy, ale parę słówek od siebie dodam.
                      Mogę, mogę??? wink))

                      geos, jak może pamiętasz, matka mojej małej też nie żyje. Sytuacje mamy
                      podobne, ale jednak inne, gdyż my mamy przeszłość w postaci układu: mała z
                      mamą, ja z M i synem. Chwała Bogu, że nim eks zmarła, zdążyłyśmy się nie tylko
                      z małą poznać, ale także polubić i zaakceptować. Nie chcę myśleć o sytuacji,
                      gdyby tego brakło i nagle zamieszkałybyśmy pod jednym dachem - jak jej by było
                      ze mną, czy ja umiałabym się odnaleźć z dnia na dzień w tak trudnej roli -
                      trudno mi to sobie wyobrazić. U nas też jest osoba babci, tyle, że nie ma
                      problemów na polu M - była teściowa. Już nie ma, bo matka eksi jak sama po
                      czasie przyznała, przyczyniła się do rozpadu ich związku (tzw. wpierdzielactwo
                      pospolite), M ją kiedyś z domu wypraszał, no cuda wianki się działy... Później
                      były inne akcje - gdy eks doszła do wniosku, że M już się z dzieckiem widywać
                      nie będzie, zostawiała małą babci i chłopina sądownie musiał regulować te
                      kwestie. Po śmierci eks jej matka bardzo się przestraszyła, że M zemści się za
                      to wszystko i zakaże kontaktów (chyba nie wiedziała o sądowym rozstrzygnięciu
                      takiej kwestii, ale z drugiej strony M potrafiłby - gdyby był złośliwy -
                      ustawić ten temat tak, by kontaktów było jak najmniej lub w nieciekawych dla
                      dziadków okolicznościach - np. w naszym domu). Gdy te obawy dotarły do M, czuł
                      się dotknięty, bo on o tego rodzaju zagraniach nawet nie pomyślał - nie wiem
                      czy kierował się współczuciem dla byłej teściowej, raczej tym, że mała jest
                      bardzo z dziadkami zżyta. Teraz wygląda to mniej więcej tak, jak kontakty
                      dzieci z ojcami po rozwodzie rodziców. Układamy święta tak, by był wilk syty i
                      owca cała, mała lata do dziadków dość często, ale nie na tyle, by jej się
                      przestawiło w głowie i nie potrafiła określić w którym domu mieszka na stałe wink
                      Na początku babcia była pełna obaw, chyba ból nią kierował. Było i obgadywanie
                      i jakieś marudzenie, że krzywo warkoczyki plotę wink itd. Ale czas minął,
                      przekonała się, że dziecku jest ze mną po prostu dobrze. I kiedyś wyznała mi,
                      że mała bardzo mnie kocha i dzięki mnie nie tęskni za matką (!) (wyobrażasz
                      sobie ile musiały ją kosztować takie słowa?).

                      Co Ci mogę powiedzieć... Babcie są ważne w życiu dzieci, niezmiernie ważne, ale
                      dzieci (ja tak uważam) powinny mieć rodziców, pełną rodzinę. Wasze mają taką
                      szansę - mieć ojca i matkę (opiekunkę, ciotkę - jak Wam tam pasuje). Pokolenie
                      babci jest po prostu inne, babcie mają inne metody wychowania, my z M
                      wychodzimy z założenia, że babcie od rozpieszczania są ale od wychowywania my i
                      nie dopuszczamy do sytuacji, gdzie nasze matki czy mama eksi miałyby brać się
                      za nasze potomstwo (mówię o wychowywaniu w tym szerszym znaczeniu, bo wiadomo,
                      że wychowawczy wpływ każda babcia ma, tak samo jak pani w szkole, woźna, która
                      każe buty wycierać itd.).
                      Mam dla Ciebie takie rady: nie ingerować w stosunki dzieci - babcia. Broń Boże
                      nie zniechęcać ich do jej osoby, ale także nie skakać stale przypominając, żeby
                      dzwoniły itd. Jest teraz taki czas, że co byś nie zrobiła - ZAWSZE będzie źle,
                      dla niej jesteś obcą kobietą, która mieszka pod jednym dachem z jej ukochanymi
                      wnukami po ukochanej córce, zajęłaś miejsce po jej dziecku, miejsce, które ona
                      miała nadzieję widzieć ciągle (lub bardzo długo) pustym. Nie myśl, że jeśli
                      będziesz stale dzieci tam posyłała i zachęcała do kontaktów, to ona spojrzy na
                      Ciebie inaczej - nim nie przegryzie się z bólem, będzie Cię posądzała o różne
                      rzeczy, będzie sama przed sobą kłamać być może tkwiąc w jakimś trudno
                      wytłumaczalnym konflikcie lojalności (dla nas może to być dziwne, ale ona
                      najzwyczajniej może uważać, że Twój M dopuścił się zdrady wobec swojej zmarłej
                      żony).
                      W naszym domu mówi się o eksi normalnie - nie ma żadnego tabu. Złe sprawy i
                      wspomnienia omawiamy TYLKO we własnym gronie, przy małej o matce nie
                      rozmawiamy, chyba, że mała sama coś tam zacznie i jest to całkiem normalna
                      rozmowa, czasem jej wspomnienia, czasem my musimy odpowiadać na pytania (np.
                      ostatnio znów wałkowałam temat, że mała nie może mieć włosów "po mnie" tylko ma
                      po mamie X - ale tych historyjek o genach słuchać nie chce, twierdzi, że
                      mieszkanie razem też ma wpływ na podobieństwo i gdy tak patrzę na naszą
                      sąsiadkę i jej suczkę to zaczynam się zastanawiać, czy aby nasza mała nie ma
                      czasem racji wink)))))))

                      Najwyższy czas, aby M odseparował się od byłej teściowej. On i dzieci wiele jej
                      zawdzięczają - należy o tym pamiętać, ale przede wszystkim żyć teraźniejszością
                      i przyszłością. A jego przyszłość to Ty i dzieci i być może jeszcze Wasze
                      wspólne dzieci wink

                      Ja tam myślę, że czas zrobi z tym wszystkim porządek smile Babcia się przegryzie,
                      oswoi, wdroży. U nas tak było. Żyjcie własnym życiem, macie mnóstwo do roboty
                      (przecież scalanie rodziny to nie jest jakieś pierdnięcie) i nie oglądajcie się
                      za siebie.

                      pozdrówki
                      lidka
                    • m-m-m Re: konfrontacja z rodziną - efekty 03.03.05, 10:26
                      Jak najbardziej popieram stanowisko Lideczki, żeby ani wnukom nie zabraniać,
                      ani sczególnie nie zachęcać do kontaktów z babcią. Niech one same te kontakty
                      podejmą. Kontakt z babcią jest niesłychanie ważny, uważam, że ja gdybym babci
                      nie miała bardzo dużo straciłabym emocjonalnie. Jak Ci pisałam - przeżyla ona
                      moich rodziców, moja babcia to była "suprewomanka" i zazdrościli mi jej wszyscy
                      moi znajomi. Jak zostałyśmy same dla mnie była oczywistością opieka nad nią.
                      Moja babcia to był król i bardzo boli mnie, że niestety moje własne dziecko
                      swoją babcię bedzie znało tylko z moich opowidańi ze zdjęć.
Pełna wersja