lideczka_27
07.03.05, 23:53
Hej dziewczyny. Przed chwilą skończyłam gadać przez telefon. Zjeżyłam się
maksymalnie, no ale po kolei. Kilka dni temu założyłam wątek na samodzielnej -
wklejam treść, a potem dokończę.
"Wpadam do Was po małe wyjaśnienie. W najbliższej rodzinie mam samodzielną
zamężną

mamę. Dostałam od niej smsa, że jutro odbywa się sprawa o
pozbawienie władzy rodzicielskiej ojca jej panieńskiego dziecka. Może krótko:
chłopiec ma obecnie 9 lat. Jego matka została porzucona przez ojca dziecka,
gdy była w ciąży. Gdy mały miał pół roku, poznała swojego obecnego męża.
Zanim to nastąpiło, biologiczny ojciec dziecka uznał syna, dał mu nazwisko.
Później na kolejne lata zniknął (alimenty wypłacał fundusz). Gdy chłopiec
miał kilka lat, tatko się odnalazł i zapragnął zbudować z synem więź. Po
drugim spotkaniu/spacerze mały śmierdział piwem i mama pozwoliła na kontakty
tylko w jej domu, pod obecność jej i jej męża. Kilka razy tatko przyszedł,
ostatnim razem mocno "pod wpływem", ojczym nie wpuścił delikwenta do domu.
Chłopiec pamięta ojca, ale nie czuje z nim więzi, teraz nawet nie ma okazji
go widywać, bo od dwóch lat siedzi w więzieniu (zdaje się, że obrabiał kioski
po pijaku). Alimentów nie płaci nadal (nie wiem dokładnie, gdy rozmawiałyśmy
w lipcu, to X opowiadała mi, że odkąd nie ma funduszu, to alimentów brak,
może się coś zmieniło?). Z tą sprawą nie będzie problemów, bo ojcu pasuje, że
ojczym praktycznie od urodzenia dziecka łożył na nie, wychowywał itd.
Natomiast mąż samodzielnej bardzo chce dać małemu swoje nazwisko, traktuje go
jak syna, chłopiec też chce mieć takie jak mama, tata i siostra. Jak mają się
do tego zabrać, by mały mógł przyjąć nazwisko ojczyma? Czy w grę wchodzi
tylko przysposobienie całkowite? W zasadzie to dla nich chyba bez znaczenia
(nie liczą, że ojciec zacznie w końcu płacić), a może i lepiej, bo ojczym
chce wziąć na siebie wszystkie ojcowskie obowiązki - w związku z tym cała
metryka chłopca ulegnie zmianie? Skrobnijcie jeśli wiecie coś na temat, maila
jej podeślę, może nie będzie musiała dreptać po poradę

"
No i tak (czyli ciąg dalszy). Facet się nie stawił (wyszedł z kicia w
grudniu). Nie jest to jakąś tragedią - sędzina wyznaczyła kolejną rozprawę,
to już niedługo, mają się stawić świadkowie, ojczym małego, do tego jeszcze
dojdzie opinia ze szkoły. Jeśli ojciec nie przyjdzie - grzywna. W sprawie
nazwiska raczej problemów nie będzie bo i z tym pozbawieniem władzy też nie
powinno być kłopotów, ale... A może po kolei, chociaż chaos mam we łbie. Więc
tak. Facet płacił na dziecko kilka razy - trzy czy cztery - gdy chłopiec był
malutki, ojciec przekazywał dobrowolne kwoty (50, 60 zł) - nie ustalili
alimentów. Matka podała go, gdy przestał dawać kasę. NIE ZAPŁACIŁ ANI RAZU,
powiedziała mi „ani złotówki” - fundusz działał. O tym budowaniu więzi, o
którym wspomniałam wyżej to dowiedziałam się, że facet zapragnął się z
dzieckiem „zżyć”, gdy go matka poinformowała, że zamierza alimenty podnieść.
Teraz będzie trochę śmiesznie (ale może to śmiech przez łzy). Ojciec kilka
razy przyszedł do małego - RAZ przyniósł mu paczkę: dwa jogurty, jabłko i
czekoladę. A teraz najlepsze: facet przychodził do nich, po czym szedł na
pogaduchy do ojczyma (znają się, to chyba koledzy z budy) dzierżąc jakiś
nektar pitny, oczywiście z procentem (!). No i wisienka na torcie: postawił
tego winiacza i poprosił naszą dzielną samodzielną by mu pożyczyła... parę
złotych na... czekoladę dla ich syna (!!!). To tak kilka historyjek - obie
śmy rżały do słuchawek, ale to może histeria była??? No, ale do czego
zmierzam... Gadamy sobie, gadamy i X zaczęła o argumentacji - dlaczego chce
go pozbawić władzy rodzicielskiej. Czytuję samodzielne i macochy, temat znam,
przewidywałam, co mogę usłyszeć, ale mnie dziewczyna kompletnie zaskoczyła!
Kasy od faceta nie chce, nie liczy na nią - on nie pracuje, komornik nie ma z
czego ściągać (rodziny bliskiej u niego też niet), paszport jej niepotrzebny -
ma już, kiedyś się zgodził. No to pytam: a może chcesz mieć pełne prawo
samej decydować o różnych zasadniczych kwestiach? No też, ale to nie o to
chodzi... O nazwisko - pytam? Mały chce mieć takie jak cała rodzina, jak
ojciec, którego kocha? (czyli ojczym). Też, ale nie o to chodzi. Se myślę,
kurka, to co jeszcze? A ona: chcę syna zabezpieczyć, by nie musiał na tego
s******* alimentów płacić w przyszłości. Ja do niej, że jak tak, to się może
wyluzować, bo skoro dziad nie płaci…, a ta mi: właśnie rozmawiasz z
dzieckiem, które NIGDY nie otrzymało od ojca alimentów, a które na ojca
płaciło.
Zbierałam szczękę z podłogi a ona w tym czasie opowiedziała mi historię
swojego ojca, który porzucił rodzinę, był alkoholikiem, nie pracował, jakiś
czas był na rencie (nie wiem – chorobowej może?), a może to zasiłek był… Nie
płacił alimentów (czy za to chociaż siedział - tego nie wiem, następnym razem
zapytam), a na starość podał córkę o alimenty. I dziewczyna - mająca na
utrzymaniu małego syna, na którego ojciec się wypiął, na dorobku z mężem,
świeżo po ślubie, utrzymywała ojca, który nadal na ulicy widząc ją – odwracał
głowę. Nie wiem jakie było uzasadnienie - czy to te zasady współżycia,
pożycia społecznego czy jak tam (że niby on chory, bez środków do życia, a
ona najbliższa rodzina itd.?)? Teraz ten koleś (jej eks) robi dokładnie to
samo – chleje, nie ma domu, śpi po chałupach u kolesiów, nie pracuje, nie
płaci…
No wiecie co??? Nie zdzierżyłam, napisać musiałam. Właściwie to chyba na
samodzielnych powinnam to wkleić, ale nie chcę dziewczynom humoru psuć,
wystarczająco "słodko" mają.
JESTEM BEZNADZIEJNIE NAIWNĄ BABĄ, BEZNADZIEJNIE…
Dzięki Ci Panie Boże za tego mojego choleryka, to jednak bardzo porządny
człowiek – chyba go jutro wyściskam

))
PS. I jeszcze miły klejnocik: kilka lat temu X rozmawiała z eksem o
pozbawieniu władzy i przysposobieniu małego przez ojczyma (kusiła go, że
obowiązku alimentacyjnego już mieć nie będzie). Facet się zgodził, ale... ZA
KASĘ.
dobrej nocki, ja wymiękłam, szok…
lidka