czego się można spodziewać z biegiem lat?

11.03.05, 14:27
Dziewczyny,
Sporo się zastanawiam ostatnio i nachodzą mnie różne nowe wątpliwości. Parę
mam nadzieję pomożecie mi rozwiązać.
Interesuje mnie jak wyglądają kontakty dzieci-ojciec w miarę upływu lat?
Teraz dzieci są małe (chłopiec i dziewczynka w okolicach 6 lat) Kontakty są
dobre, ojciec z tych starających i dbających, Eksia w miarę oki jeśli chodzi
o kontakty, gorzej pod kątem finansowym o czym już pisałam.
Chodzi mi o to, że chciałabym wiedzieć czego się mogę spodziewać w miarę
upływu czasu skoro mam z tym człowiekiem układać sobie życie (albo i nie)?
Jak będzie wyglądać częstotliwość kontaktów, ich rodzaj, jak to wygląda
finansowo, czy one jakoś ewoluują, czy zmienia się wasza rola po ślubie, jak
na zmianę sytuacji wpływa pojawienie się waszych wspólnych dzieci?
Czy ktoś miał takie "długoletnie" doświadczenia bądź ma jakieś przemyślenia
na ten temat?
    • szymon00 Re: czego się można spodziewać z biegiem lat? 11.03.05, 15:38
      pozwolę sobie na mały komentarz, faktycznie jesteś zdesperowana, bo po takiej
      lekturze postu pt. "mur berliński" - to ja takiej osobie podziękowałbym na
      wstępie, no ale cóż.... same się pchacie w kłopoty, a potem płacz i zgrzytanie
      zębów

      pozdrawiam
      • lilith76 Re: czego się można spodziewać z biegiem lat? 11.03.05, 16:01
        po napisaniu odpowiedzi wylogowało mnie z systemu i teraz nie mogę napisać
        odpowiedzi bezpośrednio pod wypowiedzią balladynki, będzie więc "po
        szymonem" smile))

        nie ma doświadczenia, mam przemyślenia smile

        dzieciaki M są w wieku przedszkolnym, boję się, że jak podrosną i staną się
        nastolatkami, to wizyty u ojca będą je nudzić i będą je traktować jak
        obowiązkowe "imieniny cioci". ja sobie nie wyobrażam dwóch dni intensywnie
        spędzonych z dwójką nastolatków (pamiętam, że w tym wieku rodzice tylko mnie
        irytowali). pytałam o to M i on też zdaje sobie z tego sprawę, tylko dla
        odmiany się tym nie przejmuje, a to będzie chyba dla niego sprawdzian jako ojca.

        myślę, co będzie jak urodzi się dziecko, które przewróci moje życie, plan dnia
        do góry nogami, a w co drugi weekend dojdzie do tego jeszcze dwójka dzieci ( z
        czego jedno bardzo aktywne i rozbiegane) - czy któregoś dnia umęczona i
        przytłoczona (pomimo pomocy M) nie rzucę tego w cholerę i nie ucieknę z
        płaczem smile. dlatego z własnym dzieckiem wolałabym poczekać aż maluchy staną
        się bardzie "samowystarczalne" i samodzielne.

        jednak nie są to jakieś straszne przemyślenia, które rujnują mój spokój. co
        życie przyniesie, to się przyjmie.
        • m-m-m Re: czego się można spodziewać z biegiem lat? 11.03.05, 17:37
          Na pewno finansowo dzieci będą więcej wymagały. Mój pasierb lat 16 to jak
          dorosły: ubrania, jedzenie, utrzymanie , szkoła , rozrywka. Do tego w
          zapomnienie odchodzą wszelkie zniżki dla dzieci na wyjazdach: jest traktowany
          jak dorosły i w związku z tym pełnopłatny.
          Co do nudy u ojca: jeśli dzieci zawsze były tylko biorcami rozrywek, nie
          potrafiły zorganizować sobie zabawy samodzielnie, tylko czekały na organizację
          ze strony rodzica to nie ma co oczekiwać, że jako nastolatkowie nagle się
          zmienią.
          Do tego dojdą kłopoty z dojrzewaniem, tzw. muchy w nosie na wszystko i na
          wszystkich (a szczególnie na starych i szkołę). Próby udowodnienia "dorosłości"
          typu alkohol, późne pory powrotu do domu itp.
    • ludwinia Re: czego się można spodziewać z biegiem lat? 15.03.05, 12:34
      Przyznam ze temat: „kontakty dzieci-ojciec w miarę upływu lat“ tez mnie
      interesuje jednak chyba w forumowych aferach jakos podupadl. Sprobuje go
      odswiezyc.
      U mnie tylko przemyslenia. Rozmawialismy o tym z M(tez z tych starajacych sie i
      dbajacych). On twierdzi ze maly za jakis czas sam niechetenie bedzie z nami
      chcial spedzac czasu ze wzgledu na nasze male dzieci (za pare „dni“ jest nasz
      slub a dzidzi jest juz w drodze-jestem przeszczesliwa). Gdyby maly byl mala to
      pewnie chcialby nam pomoc ale ze jest chlopczykiem to od wrzeszczacych bobaskow
      bedzie trzymal sie z daleka. Mnie sie tez tak wydaje ale zobaczymy ……… Obawiam
      sie jednego ze jak do tej pory jest wychowywany jako „poszkodowany“
      i „wszystko“ sie mu nalezy to nagle pewnie poczuje sie odsuniety - sorry za
      skroty myslowe – a wszystko przez pania psycholog ktora tak wmowila wszystkim
      ze tak trzeba – ciekawe co teraz wymysli – dobrze ze „wywalczylam“ sobie swoja
      odrebnosc bo zawsze moge zostac „u siebie“ a calej tej „szopce“ przygladac sie
      (jak bede chciala) z … sushibar.
    • wipsania Re: czego się można spodziewać z biegiem lat? 18.03.05, 00:38
      Witajcie
      Dawno nie pisałam, ale teraz chyba muszę (nie mówię, że nie chcę) bo wątek
      jakby dla mnie.
      Młodego poznałam, kiedy miał 8 lat. Wizyta co weekend z nocowaniem. Dobrze się
      u nas czuł. (On też mówił "u nas" a nie "u was").
      Narodziny Małej popsuły to nieco - głównie logistykę. W rezultacie Młody
      bywało, że widywał się tylko z M. A to któreś miało infekcję, poza tym
      mieszkanie małe i trzeba było cicho się zachowywać, bo np. Mała spała.
      Potem znowu ok.
      Wspólne wakacje zawsze. Pamiętam - byliśmy nad morzem z namiotem. Młody dostał
      anginy, więc nie mógł iść na plażę. Został na campingu a Mała (czteroletnia
      wówczas) została, żeby nim się "opiekować". Podobno nalewała mu wodę do
      kubeczka i takie tam....
      W miarę jak dorastał weekendy stawały się bardziej elastyczne. Już sam
      decydował, kiedy przyjdzie i na ile - bywało, że np chciał się uczyć do
      egazminu i zostawał w domu.
      Miał chyba 18 lat, kiedy stwierdził, że teraz już będzie jeździł na wakacje z
      kolegami. I tak się stało. NIedługo kolegów zastąpiła narzeczona.
      (Z ex też wtedy przestał jeździć).
      Widujemy się przeciętnie 3 - 4 razy w miesiącu. Miał nawet wpaść dzisiaj ale
      jest przeziębiony. Smutno, że go nie zobaczymy.....
      Często telefonujemy do siebie. Bywa, że rozmawia długo ze mną, potem jeszcze
      dłużej z Młodą i właściwie dla M. już czasu zabraknie.
      Byłam ostatnio z Małą w kinie na "Serii niefortunnych zdarzeń". Już w domu
      zapytałam, kto miałby objąć opiekę na Małą, gdybyśmy oboje nagle zginęli w
      pożarze????
      M. coś bredził o babciach (jedna 80 lat, druga nie mieszka w Warszawie), o
      bracie (nie mają dzieci, oschli i kostyczni). A myśmy wiedziały, że byłoby
      tylko jedno dobre wyjście....
      Róznica wieku 12 lat.
      W
Pełna wersja