Internetowa recydywa

15.03.05, 11:09
Jestem przerażona odkryciem:

M przesiaduje całymi dniami na czacie, na portalu randkowym. Na pewno on, bo
nawet swoje zdjęcie wkleił... Cisnęło mnie i mna i w ogóle!
Czy to jakaś usterka fabryczna egzemplarza? Już szuka sobie nowej?
Zapomniawszy mnie o tym poinformować? Kompletnie nie wiem, co powinnam robić.
Przecież to chyba nie jest calkiem normalne zachowanie...
Błagam o jakieś rady!
Aheera (z oczami jak pięć złotych)
    • michiko pogadaj z nim na spokojnie. awantura raczej nic 15.03.05, 11:31
      nie da
      chociaż moze ... trzebaby spróbować jakiejś dziekiej awantury moze wstrząc
      poskutkuje.
      pozdrawiam i nie martw sie
    • natasza39 Re: Internetowa recydywa 15.03.05, 11:32
      No nie wiem czy to poważne, ale jak juz wkleił zdjęcie swoje to chyba nie sa
      jaja jakieś.
      Pogadaj z nim powaznie. Zapytaj wprost czego szuka na tych czatach.
      Nie ma co owijac w bawełnę. Zapytaj wprost
      • michiko popieram natasze to dobry pomysł 15.03.05, 11:35

    • nareene Re: Internetowa recydywa 15.03.05, 11:41
      Moim zdaniem należy niezwłocznie delikwenta złapać i porządnie objechać. Nie
      wolno przymykać na takie rzeczy oka. Nie ma nic strasznego we flirtowaniu ale w
      momencie, gdy umieszcza swoje zdjęcie (albo komuś wysyła) sprawa robi się
      niejako publiczna. Jak poczujesz się, gdy jakaś Twoja koleżanka zapyta
      kiedyś "czy to przypadkiem nie twój facet?" pokazując Ci zdjęcia i
      korespondencję? Trzeba to zdusić w zalążku, zanim nie jest za późno.
      Porozmawiaj z nim, zawstydź go. Powodzenia smile
    • nareene Re: Internetowa recydywa 15.03.05, 11:43
      Dodam jeszcze, że faceci często robią takie rzeczy z czystej głupoty a nie
      dlatego, że przestali kochać swoją dotychczasową partnerkę. A ponieważ głupota
      jest szkodliwa, należy z nią walczyć wink
      • aheera a na czacie pisze... 15.03.05, 11:51
        ... że w związku najważniejsze dla niego są wiernośc i zaufanie, a szuka
        kobiety, z którą chciałby mieć dzieci. Autentyk. Jakoś nie chce mi się wierzyć,
        że to tylko głupota. Próbuję się przygotować psychicznie do rozmowy. Tylko,
        kurka, ryczę.
        • nareene Re: a na czacie pisze... 15.03.05, 11:57
          O cholercia... To sie przygotuj na megaściemę, że "to nie jest tak jak
          myślisz", "potrzebowałem tylko z kimś porozmawiać" itd. itp. Przeżyłam to samo
          i niechętnie wracam do tej sytuacji myślami, bo zostałam bardzo skrzywdzona...
        • natasza39 Re: a na czacie pisze... 15.03.05, 11:59
          aheera napisała:

          > ... że w związku najważniejsze dla niego są wiernośc i zaufanie, a szuka
          > kobiety, z którą chciałby mieć dzieci. Autentyk.

          To już nie są wygłupy.
          To jest poważniejsze, niestety.
          Nie rycz!!! Szkoda oczu.
          Lepiej ułóż sobie gadkę co i jak!
          I żebyś nie ryczała przy nim!!!
          Jak mu to bedziesz mówiła...
        • balladynka Re: a na czacie pisze... 15.03.05, 12:35
          Niestety faceci mają tendencje do ściemniania i przygotuj się na to, że będzie
          szedł w zaparte. Niektórzy robią to jednak z jakiegoś uczucia do kobiety,
          większość bo po prostu trudno jest przyznać że się zachowało jak ostatni
          palant. Miałam takiego jednego co w konfrontacji wprost potrafił tak wykręcić
          kota ogonem, że już sama nie wiedziałam co o tym wszystkim myśleć i oczywiście
          minęło ładnych parę lat zanim wpadł na dobre i prawda, fundamentalna dla
          naszego związku i tak wyszła na jaw. Tylko szkoda tego czasu. Może więc warto
          go troszkę przycisnąć (a może i przyłapać), żebyś przynajmniej Ty wiedziała
          prawdę i nie łykała głodnych kawałków typu "to koledzy zrobili dowcip i
          zamieścili moje zdjęcie" itd. A co z ta prawdą zrobisz to już decyzja należy do
          Ciebie. I nie przejmuj się ewentualnymi komentarzami "życzliwych" bo nie każdy
          rozwiązuje swoje problemy odwracając się na pięcie.

          Faceci często w ten sposób leczą swoje kompleksy i absolutnie nie wolno Ci
          myśleć, że to ma coś wspólnego z Tobą. Nie daj się zranić w ten sposób i
          wpędzić w myślenie, że to z Tobą jest coś nie tak. To on ma widocznie problem a
          w sieci uzyskuje potwierdzenie swojej męskości, tego jaki jest super atrakcyjny
          gość. Pochlebstwa to największy lep na facetów i czasem ze zwykłej głupoty i
          próżności są w stanie wyrabiać takie akcje, niekoniecznie szukając znajomości w
          realu.

          Przykro mi, że Cię to spotkało ale mam nadzieję, że jakoś się ułoży i że to nic
          poważnego. Porozmawiaj szczerze ale stanowczo. I nie płacz, makijaż Ci się
          rozmaże i będziesz wyglądać jak Alice Coopersmile
          Pozdrawiam ciepło i przytulam.
        • chalsia Re: a na czacie pisze... 15.03.05, 13:48
          > ... że w związku najważniejsze dla niego są wiernośc i zaufanie, a szuka
          > kobiety, z którą chciałby mieć dzieci. Autentyk.

          Jasne, ze autentyk. Bo dla niego rzeczywiście najważniejsze jest wierność (ale
          KOBIETY) i zaufanie (też ze strony KOBIETY, bo jak ufa, to on sobie spokojnie
          będzie mógł fikac na boki).
          Chalsia
          • aheera Chalsia, podziel się z nim sygnaturką 15.03.05, 18:55
            ... wprawdzie facet słabo mówi po polsku, ale chyba powinien nauczyć się
            przedstawiać...
            Rany, smutno mi, więc się ratuję wilczym poczuciem humoru.
    • night_irbis Re: Internetowa recydywa 15.03.05, 12:04
      A ja to Ci chyba link do swoich poprzednich postów sprzed paru miesięcy podrzucę.
      Bo nie wiem, co tu już więcej dodać.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=14479&w=19146128&a=19146128
      Co z tym wszystkim zrobisz - to jest tylko i wyłącznie twoja sprawa. Twój
      związek, twój męczyzna i nikt Ci nikt konkretnego nie będzie w stanie doradzić.
      Ale z mojego własnego doświadczenia - od flirtowania w necie - do spotkania
      często jest bardzo krótka droga. Im wcześniej to wyjaśnisz - tym lepiej dla
      wszystkich. A przede wszystkim dla Ciebie.
      • natalya20 Re: Internetowa recydywa 15.03.05, 12:09
        oj ja bym awanturke zrobila, stronki dla doroslych? prosze bardzo czasami razem
        poogladamy ale zeby na czcie z jakies panienki podrywa, wkoncu to jest czat
        randkowy, nie zwykle gg gdzie gada ze znajomymi i jeszcze to zdjecie oj ja bym
        mojego objechala
    • renjja Re: Internetowa recydywa 15.03.05, 12:52
      Hmmmmmmmmm
      Powiem szczerze,że zaniepokoiłabym sie tym i pewnie tez zaczęla biegac na
      randki ale oczywiście najpierw szczera i zdecydowana rozmowa chociaz dla mnie
      osobiście to byłby sygnał początku końca takiego związku.Moja babcia zawsze
      powtarza,że tego kwiatu pół swiatu;
      pozdrawiam ciepło bo wiem,że jest ci ciężko
      r.
      • ania_rosa Re: Internetowa recydywa 15.03.05, 15:19
        Poznalam swojego Niemęza w necie i między innymi dlatego w sprawach
        internetowych romansów jesteśmy jednogłośnie bezlitośni. Odkąd jestesmy razem
        wykasowaliśmy swoje konta i w tej kwestii nie ma przepuść. Oboje wiemy, jak
        krótka droga jest od maila do spotkania i jak atrakcyjna bywa wirtualna nowość,
        która zawsze wygra ze starą partnerką/erem.
        Znam pewnego mężczyznę, który poznał swoją miłość na jednym z singlowych
        portali. Pani okazała się być nieco niezrównoważona i po skandalicznej
        awanturze rozstała się z owym panem. Pan natychmiast założył sobie nowe konto.
        Po pewnym czasie pani wróciła do pana, konto pozostało i nadal jest
        wykorzystywane. Jest tam również zamieszczony tekst o wierności i szukaniu
        matki dla swoich dzieci...
        Internet to niezmierzony ocean syfu, w którym czasami pojawia się złota rybka.
        Kto ją złowi, ten ma szczęście. Wiekszośc jednak łowi zardzewiałe puszki
        opatrzone świetnymi hasłami reklamowymi, bo monitor przyjmie wszystko.
        Większość też oryginalnie rozumie takie pojęcia jak "uczciwość" czy "wierność".
        Zajrzyjcie czasem na taki portal: tam wszyscy zonaci mają "nierozumiejące ich
        żony" i szukają "miłości swego życia". Tam większość mężatek w dowcipny sposób
        promuje własne cztery litery, bo wiernośc jest pojęciem z lamusa, a zdrada jest
        niebywale trendy.
        To jednak nie oznacza, że należy się dołączyć do tego chóru.
        Aheera- wziąć faceta za łeb i zażądać stanowczych wyjasnień. Inwestowanie w
        człowieka, który nie posiada zasad jest inwestycją chybioną. Chalsia dobrze
        opisała ten mechanizm.
        Nie wierzę w niewinne flirty internetowe- nie ma takich. W dzisiejszych czasach
        60% zdrad zaczyna się w internecie. Internet stał się współczesnym narzędziem
        niewiernych, o niebo lepszym niż delegacje i agencje towrzyskie. Łatwo
        przychodzi i łatwo odchodzi.
        Internet zastawia też misterną pułapkę: 20 000 ofert! Drogi Chłopcze, czy
        uwierzysz, że w tych 10 000 kobiet nie czeka na ciebie na Jedyna? Owszem, twoja
        obecna partnerka jest niezła, ale popatrz tylko: czeka na ciebie 10 000 innych
        kobiet, zapewne zgrabniejszych, milszych i ładniejszych. Z zycia trzeba
        korzystać, bo lepiej zdradzić i żałować, niż żałować, że się nie spróbowało.
        Lepsze jest odwiecznym wrogiem dobrego, a złudzenie nieograniczonego wyboru
        zabija monogamię. W tę pułapkę wpada coraz więcej ludzi. Wciskają żenująco
        relatywne hasła o szukaniu miłości, o zawiedzionych miłosnych nadziejach i
        magicznym związku dwóch dusz. G..o prawda: miłośc to siedzenie na tyłku przy
        stałym partnerze i mozolne wykuwanie codzienności. Niestety ta prawda sprzedaje
        się o wiele gorzej, niż iluzoryczna pełnia wyboru.
        Żal czasu na takich ludzi, oby Twój M. nie był jednym z nich.
        Rosa
        • aheera Re: Internetowa recydywa 15.03.05, 19:05
          A to to chyba sobie wydrukuję, Ania Rosa. Miał otwarte okienko czatowe
          dokładnie przez caly czas, jak był w pracy, a ja oczywiście miałam wspaniały
          dzień. Zastanawiam się, czy go nie zagadać jako jakaś Majka18 czy inna
          Blondangela.
          Wiem już, że musimy o tym porozmawiać. Tak samo jak o innej sprawie, o której
          pisałam parę dni temu. Bardzo mnie to boli, ale widocznie nie na darmo ta cała
          moja podejrzliwość. Koleżanka tłumaczyła mi coś, jak można szpiegować po
          numerze IP, mi się to wydawało chore - ale widocznie są typy, z którymi nie da
          się inaczej. Boję się fałszywych oskarżeń, ale w sumie, czym ja się jeszcze
          łudzę... Tyle, że ja jestem w PL,a on w Niemczech i będziemy się widzieć
          dopiero tuż przed Świętami. Nie chcę, żeby mi ściemniał mailami, skoro on taki
          odważny w necie... A co do wątku kotów w poście chyba Iris, ten też ma koty.
          Czy to jest więc jakiś rodzaj toksoplazmozy, co pada facetom na mózg (albo i
          trochę niżej)? Boję się, że tak właśnie konczą się marzenia - i zaufanie...
          Aheera, smutna
          • natasza39 Re: Internetowa recydywa 15.03.05, 19:17
            aheera, źle z Tobą!
            Masz kiepski nastrój...
            Nie masz w realu jakiejs psiapsióły?
            Idź na jakies piwo albo drinka. Nie myśl tyle i nie rycz.
            Pomyśl sobie że jesli Cie oszukuje, to chyba lepiej, że teraz sie o tym
            dowiedziałas.
            Któraś z dziewczyn napisała, że tego kwiata jest pół świata.
            Jest to stara prawda, o której zapomnamy tak często....
            • aheera Natasza 15.03.05, 19:29
              Oczywiście, że mam, tylko mam jeszcze tzw. zadaniowy czas pracy. A przy takim
              czymś, to chyba jeszcze posiedzę nad tymi "zadaniami", zanim w końcu napiszę,
              co ma być na jutro gotowe... no i tyle.
              Dzięki w każdym razie za Twoje słowa! I zmykam z forum, bo inaczej to naprawdę
              nigdy nie skończę.
        • femalespirit ania_rosa 17.03.05, 11:37
          Juz dawno nie czytalam na tym forum rownie madrego tekstu, podpisuje sie obiema
          rekami. Wszystko to swieta prawda.
          Aheera, nie boj sie falszywych oskarzen, jak intuicja mowi Ci, ze jest alarm,
          to jest alarm, ryzyko, ze to przypadek/glupi dowcip itd. uwazam za tak znikome,
          ze godne pominiecia. Konfrontacja najlepsza droga i nie daj sie zwiesc
          wykretom.
          A propos recydywy - niedawno piszac artykul o randkach internetowych wpadlam na
          profil mojego pierwszego meza (bez watpliwosci jego). Jezuu, jaka sciema -
          matka Teresa w spodniach z niego. Biedne naiwne, co sie na to nabiora...
          • nooleczka apropos biednych naiwnych 23.03.05, 17:01
            femalespirit napisała:
            >
            > profil mojego pierwszego meza (bez watpliwosci jego). Jezuu, jaka sciema -
            > matka Teresa w spodniach z niego. Biedne naiwne, co sie na to nabiora...
            >
            Skoro tak mądra osoba jak Ty dała sie na to nabrać w pierwszej kolejności, to
            pewnie znajdzie sie i następna, bo czemu nie? Ale czy czujesz sie jako "biedna
            naiwna"?
            Każdy "szukający" stara sie pokazać siebie z jak najlepszej strony, no chyba
            dziwne żeby było inaczej.
            "No hej, jestem stary gruby brzydki rozwodnik, kolejeczki chętnych panienek
            zapraszam tu i tu".
            • kammik Re: apropos biednych naiwnych 23.03.05, 18:07
              smile
    • 7em Re: Internetowa recydywa 17.03.05, 10:25
      > M przesiaduje całymi dniami na czacie, na portalu randkowym. Na pewno on, bo
      > nawet swoje zdjęcie wkleił... Cisnęło mnie i mna i w ogóle!

      ech, "a nie mowilem"? uczynki innym wracaja do nas ze zdwojona sila. "oddaje
      tobie co kryje w sobie"...

      5040
      ps
      mozesz o twoim M juz myslec per EX.
      • madalenka25 Re: Internetowa recydywa 17.03.05, 11:04
        7em napisał:

        > ech, "a nie mowilem"? uczynki innym wracaja do nas ze zdwojona sila. "oddaje
        > tobie co kryje w sobie"...
        >
        > mozesz o twoim M juz myslec per EX.
        >

        ło matko.... muszę uważac na facetów w garniturach zapraszających mój Domowy
        Katalizatorek do teatru... buuuu...
    • aheera Porozmawialiśmy 22.03.05, 15:00
      Witajcie,

      On się przyznał do wszystkiego. Powiedział, że to dopiero 10 miesięcy od
      rozwodu z jego żoną. Nie byłą żoną, tylko żoną (wiem, że to tylko nomenklatura,
      ale mnie i tak zabolało). I że on sobie z tym nie radzi. Że usiłował zapomnieć,
      poprzez pracę i przez takie właśnie internetowe głupotki. Że mnie poznal i cos
      się zaczęło w nim zmieniać. Że jestem dla niego z każdym dniem coraz
      ważniejsza. Ale kiedy mnie nie ma w pobliżu (a dzielą nas 1100 km ze względu na
      moją pracę i egzaminy, kontrakt podpisuję nowy "u niego", ale tu muszę
      dokończyć), on się załamuje i wraca na czaty. Że potem nic z tego nie ma, że
      robi to już dużo rzadziej, wieczorami nauczyl się wychodzić z kumplem, takim
      samym rozbitkiem, żeby się nie umawiać z nikim z netu. Że potrzebuje mnie i
      chyba jakiejś terapii.
      Zapytałam go, czy kocha jeszcze ex. On mówi, że nie, ale że jest wypalony
      emocjonalnie i że go to jeszcze zjada od środka, choć on już nie chce.

      Ściema ściemarum? Prawda? Niedojrzałość? Potrzeba pomocy?

      Sama się przespałam z tym wszystkim, żeby na forum napisac już na spokojnie.
      Proszę Was, jak to widzicie przez pryzmat doświadczenia. Jak to było, a gdy sie
      zejdą raz i drugi... - we mnie po poprzednim związku (facet krzyczał,że się
      zabije, jak mu nie pomogę) pozostało też wiele lęku, żeby nie odegral się ten
      sam scenariusz.
      • natasza39 Re: Porozmawialiśmy 22.03.05, 15:18
        aheera napisała:
        >Ściema ściemarum? Prawda? Niedojrzałość? Potrzeba pomocy?<

        Myślę, że wszystko po trochu...
        Ja to nazywam sydromem "psa łańcuchowego". Facet przyzwyczaił się, że miał
        własną budę (dom), miskę (seks i zonkę), ale miał też łańcuch, który ograniczał
        jego wolnosc.
        Teraz pozbył sie łańcucha i cieszy sie z wolności. Jenak mimo wszystko tęskni
        za michą i budą.
        Ciebie kojarzy właśnie z tym przyjemnym, ale do nowego "łańcucha" to on chyba
        jeszcze nie dojrzał.

        Moja rada.. patrz, obserwuj, nie ufaj za bardzo i pozwól mu albo dorosnąć do
        łańcucha, albo daj sobie spokój, bo może się okazać że jednak słodka jest ta
        wolnosć i facet nie zamierza z niej zrezygnować.
        3-maj się
        • agamagda Re: Porozmawialiśmy 22.03.05, 16:12
          Trudno mówić o przewidzieć jak wasz związek może się potoczyć, o perspektywach
          chyba za wcześnie mówić. Wydaje mi się, że Natasza ma rację, gość jeszcze jest
          za świeży na prawdziwy związek prowadzący do ołtarza. Jeszcze nie do końca
          wyszedł z żałoby po tamtym związku, i na pewno przez jakiś czas będzie chciał
          sobie poszaleć.
          Dużo zależy od tego jakie ty masz oczekiwania od partnera, czy gotowa jesteś
          na oczekiwanie i pewną dozę niepewności, czy wolisz bardziej stabilną relację.
          Jeśli zdecydujesz się jednak ze warto kontynuować to jedno jest pewne.
          Absolutny szlaban na randki, sympatie i inne lale com.pl.
      • monik1981 Re: Porozmawialiśmy 22.03.05, 19:15
        Moj M jest ode mnie 300km widujemy się w weekendy, ale w tygodniu żadne z nas
        nie ma potrzeby czatowania i flirtowania w internecie...mysle,że gdyby tak było
        dałoby mi to do myślenia...
        Hmmmm jedno pytanie czy w zaistniałej sytuacji Ty mu ufasz?

      • poxywka Re: Porozmawialiśmy 22.03.05, 21:05
        wychodzenie ze zwiazku nie trwa miesiac; nie trwa tez niestety rok niestety; to
        jakies dwa czasem wiecej lat w zaleznosci od tego jak kto umie sobie z tym
        poradzic; to, ze on nie umie nie swiadczy o nim od razu najgorzej; nie wiadomo
        co on tam sobie naprawde mysli, ale byc moze nie klamie; byc moze naprawde nie
        daje sobie rady z zyciem; we wszystkich tych wspanialych poradnikach jest
        napisane aby dac sobie czas pomiedzy takim zakanczanym zwiazkiem a nastepnym;
        aby nie budowac na swiezych gruzach i nie rozdrapywac ran przy kolejnym
        partnerze; wtedy obie osoby cierpia a zwiazek przezywa kryzys juz na wstepie;
        byc moze jednak gdybys byla obok byloby inaczej; na pewno te czaty sa nie do
        przyjecia i to chyba trzeba postawic jasno; natomiast on wcale nie musi kochac
        ex zony; jedynie przezywa rozstanie; to akurat mysle dobrze o nim swiadczy;
        a czy sciemnia ? - zawsze jest ryzyko; moze warto dac jakas szanse aby sie
        przekonac - jesli Ci bardzo zalezy
        pozdrawiam
        poxywka
        • ania_rosa Re: Porozmawialiśmy 23.03.05, 02:14
          Nie, no bez przesady, Poxywka. Czas karencji trwa różnie, ale nie jest jeszcze
          przyzwoleniem na świństwa. Jesli ktoś ma potrzebę lizania ran, to Pan Bóg z
          nim, ale niech nie wprowadza do swojego nieuprzątniętego ogródka drugiej osoby,
          którą będzie ranić.
          Mam może ponure skojarzenia, ale mnie się to kojarzy z sytuacją, kiedy dobrze
          mi znany mężczyzna płakał swojej żonie w mankiet i mówił "ach, jesteś taka
          wyrozumiała, daj mi nieco czasu, przeczekaj to". Nie muszę chyba dodawać,
          że "TO" to była ponętna rozwódka, której kryzys średniego wieku tego pana
          pozwalał zagospodarować wolne wieczory. Żona tego pana czuła się tak
          dowartościowana "wywaleniem kawy na ławę", zaufaniem i prosbami, że faktycznie
          przeczekała. Czy to jednak oznacza, że facet był mniejszym draniem?
          Kazdy przeżywa chwile słabości, ale świadome popełnianie błędóww i domaganie
          się rozgrzeszenia ("bo mam trudny okres") to zwyczajna hucpa.
          Nie da się mieć ciastka i zjeść ciastka. Albo wiem, że mam problem i coś z tym
          robię (nie, wychodzenie z samotnym kumplem i szukanie wrażeń na necie to nie
          jest "robienie czegoś z problemem"), albo wiem, że mam problem, ale jeszcze się
          muszę nasycić wolnością, a ty, kochanie, zaczekaj cierpliwie, az mi rozum wróci.
          To jest klasyczny egoizm.
          Jestem jednak za jasnymi zasadami. Jesli jesteśmy razem, to razem podlegamy
          takim ograniczeniom jak wierność. Nie ma tu zasady czasowego wykluczenia pod
          tytułem "jak wrócę, to będę grzeczny, a na razie musze się jeszcze wyszaleć".
          Nie jest przecież obowiązkiem pozostawanie w stałym związku. Wydaje mi się
          jednak, że obowiązkiem każdego jest przyzwoitość.

          Obstawiam wariant Nataszy, czyli facet sam nie wie, czego chce. Rozwiedzeni
          mężczyźni, którzy długo pozostawali w pierwotnym związku mają tendencję do
          wchodzenia w kolejny taki związek. Ale w tak zwanym międzyczasie wolność
          potrafi oszołomic i najlepiej trzymac kolejne "opcje" w odwodzie. Czyli:
          niewiele obiecywac, tłumaczyć się skomplikowanymi przezyciami i emocjami, oraz
          czerpać korzyści z takiego układu.
          Nie wiem, co postanowisz. Myślę, ze ostrożność nie zawadzi. Może ujawnienie tej
          sytuacji z czatem podziałało na Niego trzeźwiąco. Oby. Teraz niech się facet
          wykaże co do powaznego traktowania pewnych deklaracji.
          Zyczę Ci, aby wszystko się ułozyło.
          Rosa
          • poxywka Re: Porozmawialiśmy 23.03.05, 09:01
            alez ja wcale nie jestem za przymykaniem oczu na czatowe rozrywki i byc moze
            macie racje, ze ow gosc poczul zew wolnosci; jedynie mysle, ze on nie odzyskal
            jeszcze rownowagi a taki zwiazek na odleglosc wcale w tym nie pomaga; w ogole
            uwazam, ze dopoki sie czlowiek nie pozbiera po poprzednim nie powinien sie
            pakowac w nastepny - dla zdrowia wszystkich zainteresowanych; ale teoria sobie
            a praktyka sobie; osobiscie probowalabym mu pomoc jesli by mi naprawde bardzo
            zalezalo, bo nawet jesli zrezygnuje z czatow to pewnie nie koniec problemow; i
            nie wydaje mi sie aby cokolwiek bylo mozliwe na odleglosc; mozna tak zyc przez
            pewien czas jesli zwiazek przezywa rozkwit ale nie jesli ktores ma kryzys;
            pozdrawiam
            poxywka
      • leeya Re: Porozmawialiśmy 23.03.05, 20:39
        Asheera,

        Strasznie przypomina mi to historie mojego kandydata na kandydata. I
        jego "drugiej", a wlasciwie pierwszej kobietki. Ona gdzies tam we Francji, on w
        Gdansku i.... No wlasnie, wyrywanie dziewczyn przez internet na potege. Ale
        kazdy sie godzi na co chce. Mozesz mu "pomagac" uporac sie z cala sytuacja, co
        pewnie bedzie sprowadzalo sie do zaciskania zebow i oczu na kolejne inernetowe
        podrywki oraz bolu glowy od nowych wykretow. Wtedy wystarczy zapasik ibupromu i
        moze sobie dasz rade. Tylko, kurka, po co? W imie czego? Zwiazek to pewne
        zobowiazania jednak. A przede wszystkim zobowiazanie uczciwosci wobec siebie, a
        co za tym idzie tez wiernosci i takich tam "bzdetow". Echhhh... Zdaje sie, ze
        ja nie z tej planety jestem, nie z tych czasow moze, bo wierze w lojalnosc i
        uczciwosc miedzy partnerami/malzonkami.

        Leeya
      • nareene Re: Porozmawialiśmy 23.03.05, 23:00
        Ech, nastepny biedny i skrzywdzony. Ja rozumiem, że trudno się pozbierać po
        nieudanym małżeństwie ale jeżeli już zdecydował sie na kolejny związek powinien
        bardziej się starać a nie uciekać w "internetowe głupotki". Chyba szuka
        usprawiedliwienia chcąc przy tym wykreować się na świetego męczennika. Niestety
        na taki stan u faceta pomaga tylko silny wstrząs. Jak sobie uświadomi, że
        mógłby Cię stracić w taki głupi sposób, powinien sie obudzić.
        • aheera Re: Porozmawialiśmy 23.03.05, 23:42
          Miał nie siedzieć na czacie. Siedział. W pracy i po pracy.

          Wiem, ze związek na odległość nie jest dobry. Ale ja tu mam do dokończenia
          jedną konkretną rzecz. on o tym wie. Wie, że zdecydowałam się na sporą
          rewolucję w życiu po to, żeby być blisko niego. I jeżeli facet nie może
          przeczekać jeszcze dwóch miesięcy, bo taki załatwiam najbliższy termin...
          Oczywiście , mogę w imię ratowania związku nie wrócić po Świętach, zostać u
          niego, stracić szansę na zawodową samodzielność, zamieszkać u niego i prosić o
          pieniądze na wszystko - no ale pomocy, jesteśmy choć odrobinę dorośli czy nie?

          Dzisiaj wrócił w utarte koleiny. Porozmawiamy jeszcze raz. Albo albo.
          Zdecydowałam, że jeśli on nie pokaże, że można mu choć trochę ufac, to ja to
          kończę, zanim zaangażuję się jeszcze bardziej.

          Dużo mi daje do myślenia, że on o swojej ex mówi teraz... MOJA ŻONA. W jezyku
          niemieckim naprawdę jest słowo była. Języka by sobie nie połamał.

          Przepraszam za chaos w wypowiedzi. Ale cięzko tak pisać, kiedy sama już nie
          wiem, co jest właściwie grane...
          • nareene Re: Porozmawialiśmy 23.03.05, 23:58
            W imię "ratowania związku" nie możesz poświęcać swojej przyszłości. A czat...
            to może być uzależnienie, skoro obiecał i obietnicy nie spełnił. Widziałam juz
            ludzi (ale w tych statystykach przeważa płeć żeńska), którzy przez taki nałóg
            zawalili najważniejsze sprawy - pracę, rodzinę. Tym, jak mówi o swojej ex nie
            przejmuj się, być może to z przyzwyczajenia. Masz rację, powinniście
            porozmawiać jeszcze raz. Tym razem przedstaw mu uzależnienie od czatów jako
            słabość. Może to mu da do myślenia.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja