ku pokrzepieniu :)

03.04.05, 14:08
Dostałam e-maila. Krąży w sieci i zapewne wiele z Was go otrzyma - to zbiorek
anegdot z życia Ojca Świętego - na wesoło. Dzielę się, jeśli nie do
wszystkich dotarło.

>Szklana klatka<
Papież był bardzo niezadowolony z tego, że obwozi się go w szklanej klatce.
Pomysłu tego broniła pewna Polka, mając możliwość rozmowy z Janem Pawłem II w
Krakowie.
- Ta klatka zmniejsza jednak ryzyko - tłumaczyła - Nic nie poradzimy, że się
lękamy o Waszą Świątobliwość...
- Ja też - uśmiechnął się Papież - niepokoję się o swoją świątobliwość.

>Wszyscy sobie poszli<
Któregoś wieczoru, podczas szpitalnej rekonwalescencji w klinice Gemelli po
zamachu na Placu świętego Piotra, Papież wyszedł ze swojego pokoju na
opustoszały korytarz. Rozejrzał się i powiedział: "Ładne rzeczy, wszyscy
sobie poszli, a mnie zostawili!"

>Podryw na księdza<
Pewnego razu Karol Wortyła wybrał się na samotną wycieczkę w góry.
Ubrany sportowo, wyglądał tak, jak wielu innych turystów. W trakcie wędrówki
spostrzegł, że zapomniał zegarka, podszedł więc do opalającej się na uboczu
młodej kobiety i już miał zapytać o godzinę, gdy ta uśmiechnęła się.
- Zapomniał pan zegarka, co?
- A skąd pani wie? - zapytał zaskoczony Wojtyła.
- Z doświadczenia - odrzekła - Jest pan dziś już dziesiątym mężczyzną, który
zapomniał zegarka. Zaczyna się od zegarka, potem proponuje się winko,
wieczorem dansing...
- Ależ proszę pani, ja jestem księdzem - przerwał jej zawstydzony Wojtyła
- Wie pan - odpowiedziała rozbawiona nieznajoma - podrywano mnie w różny
sposób, ale na księdza to pierwszy raz.

>Jeździć po kardynalsku<
Pewnego razu zapytano Karola Wojtyłę, czy uchodzi, aby kardynał jeździł na
nartach. Wojtyła uśmiechnął się i odparł:
- Co nie uchodzi kardynałowi, to źle jeździć na nartach!

>Przeprosiny<
Metropolita krakowski Karol Wojtyła przyjechał na pogrzeb sufragana
częstochowskiego, biskupa Stanisława Czajki, niemal w ostatniej chwili.
Witając się ze zgromadzonymi na uroczystości biskupami, jakoś pominął biskupa
z Siedlec. Rychło jednak się spostrzegł, wrócił, podszedł do pominiętego i
powiedział:
- Świnia jestem, nie przywitałem Księdza Biskupa!

>Pożegnanie biskupów<
Po jednym ze spotkań Papież pożegnał polskich biskupów słowami znanej
pieśni: "O cześć wam, panowie magnaci!"

>Więcej już nic nie powiem<
Przed ponad 25 laty Papież w ten sposób zakończył pierwszą audiencję dla
Polaków: "Więcej już nic nie mówię, bo jeszcze bym coś takiego powiedział, że
później Kongregacja Nauki Wiary musiałaby się do mnie dobrać".

>Opaleni kardynałowie<
Pod koniec pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, w czerwcu 1979 roku,
upływającej pod znakiem upałów, Papież oznajmił, że jej pierwszy efekt jest
już widoczny - opalili się towarzyszący mu kardynałowie.

>Jakoś człapię<
Podczas czwartej pielgrzymki do Ojczyzny, w Olsztynie, dziennikarzowi "Gazety
Wyborczej" udało się wychylić głowę ponad tłum i zapytać Jana Pawła II o
zdrowie.
- A jakoś człapię - odpowiedział Papież.

>Złość piękności szkodzi<
Przed kilku laty - wspomina watykański korespondent Telewizji Publicznej,
Jacek Moskwa - po modlitwie "Anioł Pański" Jan Paweł II przemawiał, niemal
krzycząc. Zaraz potem, podczas audiencji w Pałacu Apostolskim, Moskwa prosił
Papieża, aby na siebie uważał, bo jego chrypka zaniepokoiła dziennikarzy.
- To ze złości - usprawiedliwiał się Papież.
A odchodząc dodał: - A złość piękności szkodzi.
    • e_r_i_n Re: ku pokrzepieniu :) 03.04.05, 14:14
      Poczucie humoru to jedna ze wspaniałych cech Papieża. Mi najbardziej podobała
      się odpowiedź na chóralne 'niech żyje papiez' - 'niech żyje, niech żyje i niech
      się dobrze sprawuje' smile
      --
      Wiktorek
      • lideczka_27 Re: ku pokrzepieniu :) 03.04.05, 14:22
        e_r_i_n napisała:

        > Poczucie humoru to jedna ze wspaniałych cech Papieża. Mi najbardziej podobała
        > się odpowiedź na chóralne 'niech żyje papiez' - 'niech żyje, niech żyje i
        niech
        >
        > się dobrze sprawuje' smile


        Albo wink

        -Wierni śpiewają: Sto lat, sto lat!
        -Papież: "to łatwo wyśpiewać, lecz trudno wykonać" wink)))

        a innym razem:
        O. Św: Wyszyński w takich sytuacjach zwykł mawiać: "Nie należy stawiać granic
        Boskiej Opatrzności" wink

        z pamięci napisałam, mam nadzieję, że dość wiernie odtworzone wink
        > --
        > Wiktorek
    • lideczka_27 Re: ku pokrzepieniu :) 03.04.05, 14:16
      >Z Wami dziecinnieję<
      Podczas jednej ze swoich wizytacji rzymskich parafii Papież - jak to ma w
      zwyczaju - wdał się w rozmowę z dziećmi.
      - Wy jesteście młodzi, a ja już jestem stary - powiedział.
      - Nie, nie jesteś stary - gromko zaprotestowały dzieci.
      - Tak, ale jak jestem z wami, to dziecinnieję - replikował Papież

      >Mów mi wujaszku<
      Podczas pierwszej wizyty w USA Papież spotkał się z rodziną prezydenta
      Jimmy’ego Cartera. Pięcioletnia wówczas wnuczka prezydenta, mając kłopoty z
      wygłoszeniem powitania, powtarzała w kółko:
      - Jego Świątobliwość, Jego Świątobliwość.
      Papież, chcąc wybawić dziewczynkę z kłopotów, wziął ją w ramiona i powiedział:
      - Mów mi wujaszku.

      >Papieskie wagary<
      Podczas powitania w Monachium Papież spytał licznie obecne dzieci: "Dano wam
      dziś wolne w szkole?". "Tak" - wrzasnęła z radością dzieciarnia. "To znaczy -
      skomentował Jan Paweł II - że papież powinien częściej tu przyjeżdżać".

      >Jak się czuje piesek<
      Jeden z watykańskich prałatów chciał się nauczyć polskiego, więc sprowadził
      sobie nasz elementarz. Nauka była jednak tak pospieszna, że kiedy chciał się
      nową umiejętnością pochwalić przed Ojcem Świętym, coś mu się pomyliło i
      zamiast: "Jak się czuje Papież", rzekł: "Jak się czuje piesek?". Papież
      spojrzał na niego zdumiony, po czym odpalił: "Hau, hau".

      >Jan Paweł - Pawłowi<
      Podczas pierwszej pielgrzymki do Niemiec zebranym na mszy tak spodobały się
      cytowane przez Papieża słowa św. Pawła, że przerwali mu i zaczęli bić brawo.
      Kiedy Ojciec Święty znów doszedł do głosu, przerywając przygotowaną mowę,
      stwierdził: "Dziękuję w imieniu świętego Pawła".

      >To tylko wasza konstytucja<
      W ostatnim dniu pielgrzymki do Polski w 1983 roku podczas pożegnania na
      lotnisku generał Jaruzelski poskarżył się Papieżowi, że ten w swych homiliach
      niezwykle surowo potraktował reżim komunistyczny.
      - Ja jedynie przytaczałem artykuły waszej własnej konstytucji - odparł łagodnie
      Papież.

      >Nie szumcie siostry nam<
      W hiszpańskiej Avili, gdy szum czyniony przez rozradowane zakonnice stawał się
      już wprost nie do zniesienia, Papież wypalił: "Te siostry, które ślubowały
      milczenie, hałasują tu najgłośniej".

      >Niech żyje łupież...<
      Podczas ostatniej pielgrzymki w Pełpinie: "Jak tak krzyczycie ’Niech żyje
      papież’, przypomina mi się, gdy ktoś się pomylił i krzyknął: ’Niech żyje
      łupież’. Ja was do tego nie zachęcam".

      >Ech, popapieżyć<
      Ojciec Święty do odwiedzającego Go polskiego księdza:
      - Poczekaj chwilę na mnie, muszę trochę popapieżyć.

      >Papież nie da sobą kręcić<
      Podczas drugiej pielgrzymki do Ojczyzny w 1983 roku tłumy krakowian gromadziły
      się przed domem arcybiskupów, który był rezydencją Ojca Świętego. Ludzie ani
      myśleli rozstać się ze stojącym w oknie papieżem i bez końca przedłużali dialog
      z nim. Wreszcie Ojciec Święty powiedział: "Cztery lata temu kręciliście mną,
      jak chcieli, a teraz już jestem starym papieżem i nie dam sobą kręcić".

      >Ten to ma dech<
      W czasie tej samej pielgrzymki, 22 czerwca 1983 roku, na krakowskich błoniach
      odbyła się beatyfikacja dwóch powstańców styczniowych - brata Alberta
      Chmielowskiego i ojca Rafała Kalinowskiego. W trakcie ceremonii buchnął nagle z
      kadzielnicy wielki płomień, z którym nie mogli sobie poradzić ani ministranci,
      ani księża koncelebranci. Wreszcie ówczesny ceremoniarz papieski ks. John
      Magee, Irlandczyk, dmuchnął tak skutecznie, że płomień zgasł i z kadzielnicy
      począł unosić się upragniony dymek. Wydarzenie nie uszło uwagi Ojca Świętego,
      który, sięgając po kadzidło, powiedział z uznaniem o swoim ceremoniarzu: "Ten
      to ma dech!".

      >Czy Wyborcza wybiera Papieża<
      Reporter "Gazety Wyborczej" podczas pielgrzymki Jana Pawła II w 1991 roku nie
      posiadał się ze szczęścia, kiedy stanął "oko w oko" z Papieżem, gdy ten
      wychodził ze swojego dawnego kościoła parafialnego w rodzinnych Wadowicach.
      Rozradowany krzyknął: "Pozdrowienia od polskich dziennikarzy dla Ojca Świętego".
      "A Pan gdzie pracuje?" - zapytał dociekliwie Jan Paweł II
      I tu pod reporterem ugięły się nogi, bo pomyślał sobie, że do Papieża doszły
      głosy, iż "Gazeta" pisze czasem krytycznie o Kościele. Odpowiedział jednak
      zgodnie z prawdą: "W Gazecie Wyborczej".
      Ojciec Święty jednak jak zwykle zachował klasę i zapytał z charakterystycznym
      dla siebie dowcipem: "A będziecie tam wybierać?".

      >Nie mądrz się, lecz módl<
      Ojciec Jan Andrzej Kłoczowski, dominikanin, zapytał kiedyś Papieża, czy dojdzie
      do skutku planowane w roku jubileuszowym 2000 spotkanie przedstawicieli trzech
      wielkich religii:
      - Czy na Górze Synaj pojawią się chrześcijanie, muzułmanie i Żydzi? - dociekał
      zakonnik
      - Ty się nie wymądrzaj, ty się módl! - odpowiedział Ojciec Święty

      >Czy protestanci wstaną wcześniej<
      Podczas pierwszej pielgrzymki do Niemiec w 1980 roku jeden z dziennikarzy
      zagadnął Jana Pawła II, czy zgadza się z opinią, że za mało czasu poświęcił na
      rozmowy z protestantami.
      "W Moguncji mogę wstać o dwie godziny wcześniej, ażeby z nimi rozmawiać, ale
      czy oni też wcześniej wstaną?" - opowiedział Papież

      >Niesforny Papież<
      Jak wiadomo podczas wizyty w 1999 roku w Polsce Jan Paweł II zachorował i z
      tego powodu odwołano jego wizytę w Gliwicach. Ojciec Święty nie dopuścił jednak
      do tego, aby to śląskie miasto było jedynym miejscem na trasie jego
      pielgrzymki, którego nie odwiedził. Niespodziewanie w ostatnim dniu wizyty, 17
      czerwca, przybył do Gliwic, a zebranemu pół milionowi wiernych dziękował
      za "świętą cierpliwość dla Papieża". Posługując się gwarą śląską, Jan Paweł II
      tak oto dialogował z tłumem:
      - Widać, że Ślązak cierpliwy i twardy, bo ja bym z takim Papieżem nie
      wytrzymał. Ma przyjechać, nie przyjeżdżo, potem znowu ni ma przyjechać -
      przyjeżdżo.
      - Nic nie szkodzi - odparli wierni.
      - No, to dobrze. Jak nic nie szkodzi, to jakoś ze spokojnym sumieniem odjadę do
      Rzymu.

      >Ja w tym wieku byłem Papieżem<
      W 1992 roku ojciec Leon Knabit został zaproszony na kolację do Ojca Świętego w
      pałacu watykańskim. W pewnym momencie Papież nieoczekiwanie zapytał: "To ile
      ojciec ma właściwie lat?".
      - "Sześćdziesiąt trzy" - odparł benedyktyn.
      - O to w tym wieku ja już byłem papieżem - odrzekł Jan Paweł II.
      - Wiem o tym. Wiem i bardzo mi wstyd - powiedział ociec Leon i obaj wybuchnęli
      śmiechem.

      >Kurczę jest tańsze<
      Ksiądz Mieczysław Maliński, przyjaciel Ojca Świętego, podczas jednej ze swoich
      wizyt w domu papieskim nie posiadał się ze zdumienia, kiedy siostra usługująca
      do stołu papieżowi przyniosła gospodarzowi na kolację rybę, a jemu podała na
      talerzu kurczaka. Ksiądz Mieczysław zapytał: "Dlaczego?"
      - Dostałeś kurczę, bo kurczę jest tańsze - oznajmił z uśmiechem Ojciec Święty.

      >Kluger za Papieża?<
      W 1997 roku, podczas wizyty w Zakopanem, Jan Paweł II spotkał się w "Księżówce"
      ze swoimi kolegami gimnazjalnymi Teofliem Bojesiem i Stanisławem Jurą.
      - Jak długo zamierza Wasza Świątobliwość zostać z nami w Polsce tym razem? -
      zapytał Jura - mam nadzieję, że przynajmniej miesiąc?
      - Och, nie - odpowiedział Jan Paweł II - Muszę wracać do Rzymu pojutrze.
      Wiecie, że jestem papieżem. Mam dużo pracy w Watykanie.
      - Dlaczego uciekasz tak szybko - spytał Jura - Czyż nie zostawiłeś tam Jurka
      Klugera w zastępstwie?

      >Znowu te ptopty<
      W jednym z polskich miast, gdzie przygotowano na obiad kurczaka, Jan Paweł II
      miał powiedzieć z dezaprobatą: "Znowu te ptopty".

      >Był też nauczycielem<
      Była sesja zimowa. Czekaliśmy na ks. prof. K. Wojtyłę, który miał egzaminować z
      etyki. Po dwóch godzinach wszyscy rozeszli się do domów, poza jednym kolegą
      księdzem, który przez cały semestr nie był na ani jednym wykładzie ks. prof.
      Wojtyły, gdyż w tym czasie wyjeżdżał na wystawy malarstwa do Warszawy. Ksiądz
      Profesor prosto z opóźnionego
      • lideczka_27 Re: ku pokrzepieniu :) 03.04.05, 14:17
        >Był też nauczycielem<
        Była sesja zimowa. Czekaliśmy na ks. prof. K. Wojtyłę, który miał egzaminować z
        etyki. Po dwóch godzinach wszyscy rozeszli się do domów, poza jednym kolegą
        księdzem, który przez cały semestr nie był na ani jednym wykładzie ks. prof.
        Wojtyły, gdyż w tym czasie wyjeżdżał na wystawy malarstwa do Warszawy. Ksiądz
        Profesor prosto z opóźnionego pociągu przyszedł pod salę egzaminacyjną.
        Wyglądał bardzo młodo, nie wyróżniał się wizualnie wśród księży studentów,
        którzy byli parę lat młodsi od niego. Ksiądz student pyta K. Wojtyłę, którego
        wcześniej nie widział na oczy: – Stary, ty też na egzamin? – Tak – odpowiedział
        zgodnie z prawdą Ksiądz Profesor, nie dodając ważnego szczegółu, że w
        charakterze egzaminatora. Ksiądz student zaczął ubolewać nad spóźnieniem
        egzaminatora, a tenże w mig zorientował się, że czekający nie uczęszczał na
        wykłady. Usiadł obok niego i zaczęli godzinną rozmowę związaną z zagadnieniami
        etyki, które były przedmiotem wykładów. Ksiądz student z podziwem popatrzył na
        ks. Wojtyłę i stwierdził:
        – Stary, jak ty jesteś obkuty! Proszę cię, jeśli przyjdzie Ksiądz Profesor, to
        nie wchodź przede mną na egzamin, bo z pewnością obleję!
        – Dobrze – zgodził się pokornie ks. Wojtyła – ale powiedz mi szczerze, dlaczego
        nie byłeś na ani jednym wykładzie?
        – Bo wiesz, panuje powszechna opinia, że jego wykłady są bardzo trudne i wręcz
        abstrakcyjne, ale gdyby miał taki dar przekazywania wiedzy jak ty, to
        słuchałbym go z największą przyjemnością.
        – Dobrze, to daj indeks – powiedział Ksiądz Profesor.
        – Co ty, żarty sobie stroisz? – zapytał ksiądz student, na co usłyszał:
        – Daj indeks, jestem Wojtyła – i Ksiądz Profesor wpisał oniemiałemu z
        przerażenia koledze 4+, z uwagą, by jednak w przyszłym semestrze zaczął
        uczęszczać na wykłady, by samemu wyrobić sobie sąd o wykładowcy. Tym pozornie
        małym wydarzeniem, o którym dowiedzieliśmy się natychmiast, zyskał taką
        sympatię, że bariera iluzorycznego strachu została pokonana na zawsze...

        >Komu lektykę<
        Papież głośno rozmyśla przy licznych współpracownikach:
        - Co ja zrobię z tymi sedia gestatoria (lektykami papieskimi)? Kurzą się,
        miejsca zajmują. Paweł VI sprzedał tiarę i pieniądze rozdał ubogim, ale komu ja
        to sprzedam? Wiem... (i tu pada nazwisko jednego z polskich biskupów).

        >Siostrzyczka Tomcio Paluszka<
        W czasie jednej z ceremonii na Placu świętego Piotra Papież, przechodząc wzdłuż
        barier, zauważa małą dziewczynkę, zagubioną w tłumie, ludzie podają mu ją ponad
        barierą, a on bierze ją za rękę i wędrują we dwoje po wyłożonej czerwonym
        suknem drodze do tronu. I tu nagle wkraczamy w bajkę: kolumnada Barniniego
        staje się lasem o pniach bez gałęzi. Ojciec Święty w obszernych szatach, z
        mitrą błyszczącą w słońcu, staje się jakiś królem z legendy, a dziewczynka -
        siostrzyczką Tomcia Paluszka. Doszedłszy do tronu, legendarny król podnosi
        dziecko w górę tak, żeby zewsząd można je było zobaczyć i przybiegający z głębi
        placu rodzice odbierają je z papieskich rąk.

        >Tylko nie mówicie Papieżowi!<
        Kiedy Papież przebaczył swojemu zamachowcy - All Agcy - do Andre Frossarda
        zgłosił się pewien Polak, twierdząc, że wie na pewno, "jacy ludzie włożyli broń
        w rękę Turka". Frossard rzucił z pośpiechem: "Niech Pan tylko tego nie mówi
        Ojcu Świętemu! Jeszcze każe nam się za nich modlić!".

        >Biskup i Góral<
        W czasie jednej z wędrówek po górach biskup Karol Wojtyła spotkał górala,
        który - widząc wędrowca utrudzonego i zakurzonego - zapytał go, kim jest.
        - Biskupem! - odpowiedział zziajany Karol
        - Jak wyście som biskupem, to jo jestem papieżem! - wzruszył ramionami góral.

        >Najprzystojniejszy kardynał<
        Kiedyś, podczas wizytacji jednej z podhalańskich parafii przejęta z wrażenia
        gaździna pomyliła przygotowany tekst powitania kardynała Karola Wojtyły i
        zamiast zatytułować go "najdostojniejszym", powiedziała "Witojcie nom
        najpsystojniezy księze kardynale". On zaś spojrzał na nią z filuternym błyskiem
        w oku i odparł: "No, coś w tym jest".

        >A co, nie wolno mi?<
        Kiedy po Krakowie rozeszła się wieść, że 29 maja 1967 roku arcybiskup Karol
        Wojtyła został kardynałem, ojciec Leon Knabit, benedyktyn z Tyńca, znany
        obecnie z prowadzenia programów telewizyjnych, pogratulował nominowanemu w
        typowy dla księży sposób: ukląkł na jedno kolano i pocałował go w rękę. Ku
        zaskoczeniu ojca Leona świeżo upieczony kardynał zrobił dokładnie to samo.
        "Proszę Księdza Kardynała!" - zawołał zmieszany i zażenowany benedyktyn.
        "A co, nie wolno mi?" - odparł z figlarnym uśmiechem przyszły papież.

        >Wierszyki na różne okazje<
        Podczas wypraw turystycznych ze studentami ks. Karol Wojtyła, zwany "Wujkiem",
        często układał wierszyki i piosenki do różnych sytuacji. W 1957 roku w
        Bieszczadach recytował taki oto dwuwiersz:
        "Rano mnie chwalą, wieczorem mnie ganią
        i jak tu można wierzyć tym... paniom".
        W 1952 roku swojej podopiecznej, świeżo upieczonej nauczycielce, podarował
        notes z dedykacją:
        "W tym notesie nie pisz dwójek,
        o to prosi Cię dziś Wujek!".
        W 1955 roku, podczas spływu kajakowego na Drawie, cała grupa, potwornie
        zmęczona, dotarła na biwak o zmroku. Jedynie "Wujek" nie tracił rezonu i całą
        sytuację spointował rymowanką:
        "Za te całodzienne harce,
        Zmówię brewiarz przy latarce".
        Wierszyki do różnych sytuacji układał również będąc biskupem i kardynałem.
        Kiedy wyjeżdżając na narty do Zakopanego zatrzymał się w klasztorze urszulanek
        na Jaszczurówce, "dokuczał" jednej z sióstr, o imieniu Alfonsa, ułożonym przez
        siebie wierszykiem: "Siostra Alfonsa na mnie się dąsa".

        >Nie ma chrztu bez wody<
        15 maja 1977 roku, po wielu trudnościach i po wieloletnich oczekiwaniach na
        pozwolenie budowy kościoła, odbył się wreszcie długo oczekiwana konsekracja
        świątyni w Nowej Hucie-Bieńczycach. Na uroczystościach w mieście, gdzie według
        założeń władz komunistycznych nie miało być miejsca dla Boga, przybyło
        kilkadziesiąt tysięcy osób. Stali oni cierpliwie kilka godzin mino nieustannie
        padającego ulewnego deszczu. Kardynał Karol Wojtyła dodawał im ducha
        słowami: "Konsekracja to jakby chrzest, a gdzie jest chrzest, tam musi być i
        woda".

        >Czy jest tu biskup?<
        W 1960 roku, wracając po Bieszczadach, grupa "Wujka" wsiadła do pociągu do
        Krakowa w Sanoku. Nagle do przedziału wtargnął konduktor i zakrzyknął: "Czy
        jest tu biskup?". Wszyscy zaniemówili, nie widząc o co chodzi. Widząc zdziwione
        miny, konduktor wyjaśnił: "Uczeń Biskup z Rybnika". Pierwszy ocknął się ks.
        Wojtyła, który był już wówczas biskupem i odpowiedział: "Nie, nie ma go tutaj".
        Okazało się, że konduktor znalazł legitymację niefortunnego Biskupa i szukał
        go, by mu ją oddać.

        >Papież to nie mistrz olimpijski<
        Pracownicy Watykanu nie mogli pogodzić się z tym, że nowy papież nie chce
        korzystać z lektyki papieskiej, zwanej sedia gestatoria.
        "Bez sedia gestatoria Ojciec Święty nie będzie widziany, może więc jakiś
        podest?" - nie dawali za wygraną "watyńczycy".
        "Na podest nie wejdę, nie jestem mistrzem olimpijskim!" - oznajmi stanowczo Jan
        Paweł II

        >Górale obronią<
        Nazajutrz po uroczystości inauguracji pontyfikatu, 23 października 1978 roku,
        papież spotkał się w Auli Pawła VI ze swoimi rodakami licznie przybyłymi do
        Rzymu. Dostrzegłszy górali w pięknych, tradycyjnych strojach, podszedł do nich
        i powiedział: - "No, jacyż to z was są górale, co ciupagi macie, a swojego
        metropolitę toście wypuścili z Krakowa?". Na to Staszek Trzebunia
        odpowiedział: "Przecież jakby się tu wom jaka krzywda działa, to my przyjdziemy
        i was bydziemy bronić!".
        • gosza26 Re: ku pokrzepieniu :) 04.04.05, 11:02
          Ta historia ma również związek z Ojcem Sw. ale w nie co innym kontekście.

          Byłam na spotkaniu z Antonim Długoszem-to biskup czestochowski.
          Miał bardzo podobne usposobienie do papieża był bezpośredni i bradzo dowcipny.
          W koncu często się spotykali.
          Biskup rozdał nam książkę, która zawierała przemówienie Ojca św. do młodzieży.
          Ktoś poprosił by ks.biskup podpisał się na niej, a Długosz na to:,,Tam jest
          napisane autor:papież, no a ja nim nie jestem,więc nie mogę sie podpisac. Jak
          zostanę papiezem to się podpiszę ''
          • ania_rosa Re: ku pokrzepieniu :) 04.04.05, 13:28
            Poznałam kiedyś człowieka, który z racji urzędu często jeździł do Watykanu i
            znał osobiście Ojca Świętego. Ponieważ jednak miał wykształcenie nie
            korespondujące z jego zawodem zaczął robić drugi fakultet na KULu, tym razem
            związany tematycznie ze swoją pracą. Pewnego dnia na ćwiczeniach polecono
            studentom zinterpretować w formie pisemnej słowa Jana Pawła II. Temat
            brzmiał "O czym myślał Jan Paweł II mówiąc słowa "Bogu dziękujcie, Ducha nie
            gaście"?"
            Podczas kolejnego spotkania z Papieżem znajomy napomknął o swoich studiach, a
            ponieważ Papież wyraził zainteresowanie- odbyli krótką rozmowę na temat. Jan
            Paweł II zapytał: " a czym się pan teraz konkretnie zajmuje?", na co znajomy
            odparł, że własnie ma napisac esej na temat wypowiedzi samego Papieża i
            powyższego cytatu. Wtedy Papież głęboko się zamyslił i powiedział: "Ziemniaki
            ze zsiadłym mlekiem. Niech pan napisze, że myślalem wtedy o ziemniakach ze
            zsiadłym mlekiem".
            To oczywiście nie koniec tej historii.
            Znajomy był skonsternowany, ale znał poczucie humoru Ojca Świętego i dokładnie
            tak napisał.
            Jego esej wywołał skandal, oczywiście został opatrzony adnotacją na temat kpiny
            z tematu, brakiem szacunku i oceną niedostateczną.
            Dwa tygodnie później podczas kolejnego spotkania z Janem Pawłem II i omówieniu
            wszystkich kwestii zawodowych, Papież napomknął- a wiadomo powszechnie, że miał
            fenomenalną pamięcwink- o eseju znajomego i spytał, jaka była reakcja wykładowcy.
            Znajomy powtórzył dokładnie słowa profesora i przeprosil, że potraktował
            odpowiedź Papieża tak dosłownie. Papież się tylko uśmiechnął i nic nie
            powiedział.
            Najlepsze jednak nastąpiło potem.
            Na następnych zajęciach znajomy został poproszony na bok. Profesor powiedział
            mu: "Nie wiem, jakie ma pan koneksje, ale dziś rano otrzymałem telefon z
            Watykanu. Rozmówca przedstawił się jako Jan Paweł II i nie uwierzy mi pan: to
            naprawdę byl Ojciec Święty! Zadzwonił w sprawie pańskiej pracy- nie wiem, skąd
            się o tym dowiedział, ale powiedział mi, że faktycznie myślal wtedy przez
            chwilę o ziemniakach i zsiadłym mleku..."

            Ocena niedostateczna została anulowana i poprawiona na bardzo dobrą.

            Historia może brzmi nieprawdopodobnie, ale jest autentyczna.

            Rosa
    • triss.m Re: ku pokrzepieniu :) 07.04.05, 12:11
      Znalazlam cos takiego w necie smile
      "Szef za blisko"

      Podczas jednej z podróży samolotem Ojciec Święty nie czuł się zbyt dobrze.
      Lekarz zaproponował kilka kropel koniaku. Ojciec Święty zapytał wtedy, na
      jakiej są wysokości. Lekarz poszedł zapytać. Wrócił i i podał wysokość, na
      jakiej znajdował się samolot. Wtedy Ojciec Święty wzniósł rękę do góry i
      powiedział:

      - Nie mogę. Szef za blisko.
Pełna wersja